0
Świetność starego Zakretu – problemy dnia dzisiejszego

Na dzień dzisiejszy przed estradą króluje walec drogowy Fot. Marian Paluszkiewicz

Na dzień dzisiejszy przed estradą króluje walec drogowy Fot. Marian Paluszkiewicz

Do kalendarzowego lata – równiutko tydzień.  A wraz z tym okresem prawie u każdego rodzi się pytanie: gdzie odpocząć? Ofert i propozycji –  mnóstwo. Jednak  wszystko  kosztuje.

Ale przecież można odpocząć za darmo. W swoim własnym mieście, konkretnie w Wilnie, które z powodu swego położenia  ma niezwykle bogatą ofertę: w samym centrum grodu –  na obszarze 178,4 ha – przepiękny wiekowy las sosnowy, czyli Zakret, nad Wilią – piaszczyste plaże, a  dookoła grodu – jeziora, jeziora… I jeszcze tyle miejsc do odpoczynku i zwiedzania: parki regionalne, “Bajek”, itp., itd. To wszystko dała nam przyroda. Ale, czy  my  umiemy o te miejsca dbać, by  właśnie tu, nie   wyjeżdżając z miasta, za darmo można było odpocząć.  Dzisiaj  zapraszamy na pierwszą wyprawę  do Zakretu (Vingis).

Raj dla zmotoryzowanych, gdyż te czasy, gdy to na alejach parku – ruch był wzbroniony, należą  do dalekiej przeszłości. Dlatego też ci, co to samochodem i do łóżka wjeżdżają – podjeżdżają pod samą estradę, tym bardziej, że w większości są to młode rodziny z małymi dziećmi.  Wabikiem jest rozlokowane tu wesołe miasteczko: huśtawki, karuzele i inne atrakcje. Raj dla dzieci,  utrapienie dla portmonetek rodziców. Kilku minutowa przejażdżka najtańszą karuzelą kosztuje 3 lity,  a pozostałe dwukrotnie  droższe.

Z umiejscowieniem tego miasteczka – to  na pewno  niewypał, gdyż właśnie tu, w pobliżu estrady prowadzone są   prace remontowe.  Sąsiedztwo  dla  zabaw dziecięcych nie jest najlepsze. Żwir, kurz i huk maszyn. Jednak, szczególnie w soboty i niedziele – interes idzie, karuzele się kręcą…

Co prawda, wiele rodziców z dziećmi idzie w stronę alei, która łączy się z ulicą Čiurlionio, gdzie można skorzystać z huśtawek, piaskownic  za darmo. I w ciszy. A później można  “zapoznać się” z historią – odwiedzając niemiecki cmentarz wojskowy, gdzie są też groby żołnierzy polskich. Czoła uchylić, nad historią  się zastanowić i kilka obiektów, w tym  kapliczkę tzw. Repninowską, zaprojektowaną przez takich znanych twórców jak Pietro Rossi  i Karol Szyldhauz  obejrzeć. Wzniesiona została w latach 1799 -1800 dla żony wileńskiego generał – gubernatora Mikołaja Repnina.

A z  niej  prościutko wyruszyć  w kierunku estrady i obejrzeć tą tak znaną, a tak sfatygowaną (w ciągu  49 lat)  muszlę estradową, która  obecnie  wznieca takie emocje: gospodarzy miasta  oraz ludzi sztuki. Wznieca z powodu   Święta Pieśni, które ma odbyć się w lipcu.  Poświęcone ma być Tysiącleciu Państwa Litewskiego. Ma, jeżeli się odbędzie, a przyczyną, że ta  tradycyjna i tak popularna impreza może się nie odbyć, jest właśnie muszla estradowa. Znajdująca się w stanie awaryjnym. A przecież  to właśnie w niej ustawia się wielotysięczny chór. Nic więc dziwnego, że niektórzy dyrygenci, m. in. Donatas Katkus wszem i wobec mówi, że lepiej ze święta zrezygnować  niż ludzi  narażać, bo estrada może się zawalić.

Mało kto tę opinię  chce wysłuchiwać. Ale gdyby to święto nie odbyło się, to byłby wstyd na cały świat, bo   – to skarbnica kultury narodowej. Dla upamiętnienia tych  imprez jeszcze  w roku 1975 przed estradą ustawiono ogromny kamień  z odpowiednim napisem.

Upamiętnienie, owszem, rzecz ważna, ale jeżeli się nie będzie dbać o same obiekty, to jak mogą takie imprezy przetrwać!  Bo tak się stało, że  gdy w roku ubiegłym zaczęto rekonstrukcję parku, to odnowiono alejki (2 mln litów), prowadzące  na teren przed estradą, na  zieleńce  wygospodarowano 4,6 mln litów,  a na obiekt najważniejszy – czyli na muszlę estradową już nie pozostało nic. A potrzeba  na  to 3 mln. Suma niebagatelna, ale pamiętając  spotkanie Nowego Roku w stolicy, gdy to w powietrze  wystrzelono nie takie miliony – to ten wydatek estradowy wydaje się być kroplą.

No, ale pozostawmy te  obliczenia dla tych, którzy tym się mają zajmować. Skorzystajmy z pobytu w tej zielonej oazie: przejdźmy się cichymi   alejkami (wyasfaltowanych jest 13 km),   po których   lubią  jeździć  rowerzyści, młodzież  na wrotkach i deskorolkach, bynajmniej nie zakłócając spokoju  “zielonego staruszka”. Notabene,  w  parku jest  wypożyczalnia tego sprzętu. Rower (godzina) – 9 litów, wrotki i deskorolki  8 Lt.

Dla wielu, szczególnie dla ludzi starszego pokolenia, żaden sprzęt nie jest potrzebny, a tylko  spacer. Ławeczki i rozmowy, legendy i prawdy historyczne związane  m. in.  z tym parkiem.  Chociażby ten  autentyczny fakt o balu,  który odbył się w roku 1812  na cześć Aleksandra I. Między innymi opisany został przez Lwa Tołstoja w powieści “Wojna i Pokój”.

Podsłuchuję rozmowę dwóch sędziwych pań, która dotyczy  tegoż balu z roku 1812. I przypominam również ten szczegół, kiedy to pawilon zbudowany przez  architekta Michała Szchulca  na dzień przed balem runął. Jego twórca  nie mogąc znieść wstydu utopił się w Wilii. Pawilon postawiono na nowo i bal się odbył.

“Ciekawie, kto  się  utopi, gdy runie estrada podczas tegorocznego  święta” – słyszę replikę rozgoryczonych życiem emerytek.
Brrr, odpukać…

Nie myślmy o tym,  a zaglądnijmy  raczej  do  Ogrodu Botanicznego znajdującego się na terenie  parku.

Spóźniliśmy się z odwiedzinami  o tydzień,  bo właśnie wtedy  przebiegało tu święto tulipanów. Na pewno, nie tak  bogate o te gatunki,  jak w Holandii, ale jednak kolorowe.  Ale Ogród Botaniczny, który posiada swoją długą  historię (data założenia: rok 1920), ma się czym poszczycić i pokazać. Jednorazowy bilet wstępu 2 lity.

W tej wędrówce po Zakrecie przydałoby się  nieco przekąsić. Do usług:  kawiarnia “Lakštingala” (Słowik), kilka małych kawiarenek objazdowych, raczej skromnie wyposażonych. Ale kybina za 3 lity można zjeść czy też bułeczkę z  parówką za 2,50 Lt, jak też wodę, kawę czy herbatę kupić. Ale wiele mam z dziećmi przyjeżdża z własnym prowiantem. Zdecydowanie taniej i np. takich rzeczy jak jogurcik ze świecą by tu szukać. A kybinem dziecka małego nie nakarmisz.

Najważniejsze, że  jest las, zieleń i spokój. Oczywiście dalej od estrady, gdzie  spycharki królują. Ale remont przecież się skończy, a las  był i pozostanie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.