41
Żyjący w „grzechu” polskości

Stawianie krzyży na podwórzu, tak samo jak kultywowanie polskości, było tradycją w polskich domach na Kowieńszczyźnie. Dziś obie tradycje już prawie zanikły Fot. Marian Paluszkiewicz

Stawianie krzyży na podwórzu, tak samo jak kultywowanie polskości, było tradycją w polskich domach na Kowieńszczyźnie. Dziś obie tradycje już prawie zanikły Fot. Marian Paluszkiewicz

Wszystkie Jezusy mają to do siebie, że zawsze i wszędzie, zbroczeni krwawym potem spływającym spod ciernistej korony taszczą Krzyż. Każdy z osobna w formie i kształcie inny, ale każdy w swoim rodzaju i zawsze ten sam – Krzyż Odkupienia Grzechów. Co najmniej od wieku dla wielu ludzi zamieszkujących Litwę tym grzechem obok, a raczej razem z pierworodnym, jest polskość. Polskość wyssana z mlekiem matki, wyhołubiona w czułych, acz mocnych ramionach ojca, dożywiana wspomnieniami praojców. Polskość ta dziś w dużej mierze pogrzebana w mogiłach pomarłych i pomordowanych też, pochowanych na wiejskich i miejskich cmentarzach rozsianych po całej Litwie. W nekropoliach na Rossie, Bernardyńskiej, w Ponarach… Birżach, Datnowie, Kiejdanach oraz Małych Łopiach… dziś Dużych. Onegdaj autentyczne zdegradowały do rangi statystycznej litewskiej mieściny w ramach dwukilometrowej ulicówki z żwirowymi odnogami prowadzącymi do okolicznych folwarków, chutorów, sadyb – domków gospodarzy ziemskich zakorzenionych pokoleniami w ziemi. Tej ziemi. Ziemi swoich przodków, którzy od wieków przejęci słowami „Bóg, Honor, Ojczyzna” codzienne w honorze i wierze dawali świadectwo miłości do swojej ojczyzny – Litwy. Z tym, że podobnie jak Wieszcz pisząc słowa „Litwo! Ojczyzna moja” – po polsku.

– Przed wojną przyjeżdżał do nas ksiądz Polak Leon Chrystowski. Nauczał nas miłować Chrystusa, katechizmu po polsku i nauczał przechodząc przed krzyżem mówić „Przez Krzyż i rany Twoje zbaw, Jezu, duszę moją. Wcześniej tu rzadko można było usłyszeć mówiących po litewsku. Nawet w Kownie, przed wojną, pamiętam, gdy z ojcem jeździłam na targ, wszyscy rozmawiali po polsku – mówi Jadwiga Gojlewicz z Dużych Łopi. I dodaje, że teraz jest odwrotnie…

– Od dawna już nie słyszę, by dzieci na ulicy rozmawiały po polsku. A to znaczy, że polskość tu zanikła – zauważa pani Jadwiga. Tylko my, starsze pokolenie, mówimy do siebie po polsku, ale w obecności Litwinów przechodzimy na litewski, żeby wszyscy rozumieli, szczególnie, jak któraś z sąsiadek Litwinek wchodzi też do rozmowy.

Kiedyś miejscem wspólnych pogawędek był przystanek autobusowy przy żwirowanej drodze tuż naprzeciwko domku pani Jadwigi.

– Spotykaliśmy się tam, gdy w niedzielę jeździliśmy autobusem na mszę do kościoła w Łopiach, bo tylko tam mamy świątynię. Teraz autobus nam zabrali stąd, więc rzadko wyjeżdżam z domu, bo nie mam zdrowia, szczególnie po operacji stawów, a do przystanku we wsi jest daleko. Przysyłają też zaproszenia na różne imprezy i spotkania do Kowna, na których wcześniej zawsze bywałam, ale dziś jest mi za trudno tam dojeżdżać – mówi pani Jadwiga siedząc w swoim domku przy stole naprzeciwko okna wychodzącego na podwórze vis a vis bramy ucinającej polną dróżkę biegnącą od głównej drogi do domku z dala od wsi.

Tak zamknięta w domku, ale otwarta na świat żyje dziś głównie wspomnieniami. By czas ich nie ukradł, stara się je przełożyć na papier.

Dużo tego jest – pani Jadwiga pokazuje pliki notatek, wycinków ze starych gazet, kserokopie artykułów, mające magiczną siłę przetrwania wieków stare fotografie oraz rękopisy, rękopisy, rękopisy.

– Pamięć jest zawodna, więc staram się wszystko zanotować – wyjaśnia i zaraz żartuje:

– A komu to potrzebne. Jak umrę, to będzie czym w piecu rozpalić.

Bardzo żałuje, że świętej pamięci mąż nie pozwalał notować na bieżąco swoich wspomnień z działalności w Armii Krajowej. Obawiał się represji. Zniszczył też wszystkie świadectwa swojej działalności w podziemiu.

– Raz tylko widziałam jeden dokument z tamtych czasów. Podczas naszej przeprowadzki. Leżał na stole. Tyle tylko co zdążyłam przeczytać, to jego pseudonim „Tygrys”. Ale już nic nie zostało – opowiada pani Jadwiga.

Zostało. Zostały urywki opowieści męża odtworzone później z pamięci przez Jadwigę Gojlewicz o tym, jak „Tygrys” pomagał w przerzucie broni dla oddziałów AK, o jego działalności jako łącznika. Kilkanaście kartek rękopisu – tyle o wojennych losach „Tygrysa” i jego towarzyszy broni. Tyle, co po latach krnąbrna pamięć pozwoliła pani Jadwidze odtworzyć.

Wspomnienia po mężu to tylko mała część tego, co Jadwiga Gojlewicz utrwaliła, miejmy jednak nadzieję, że nie „do palenia w piecu”, lecz na potrzeby przyszłych polskich pokoleń. Pani Jadwiga, niczym kronikarz polskości, od lat skrzętnie spisuje nie tylko wspomnienia z dawnych lat, ale też relacjonuje wydarzenia dzisiejsze. Ostatnio coraz rzadziej…

W kościele parafialnym w Łopiach prawie już nie można znaleźć żadnego śladu polskiego sprzed wojny, pełno zaś ich za murem kościelnym – polskie epitafia na setkach grobów Fot. Marian Paluszkiewicz

W kościele parafialnym w Łopiach prawie już nie można znaleźć żadnego śladu polskiego sprzed wojny, pełno zaś ich za murem kościelnym – polskie epitafia na setkach grobów Fot. Marian Paluszkiewicz

W tym roku już nie pojechałam, bo zdrowie nie dopisuje, więc poprosiłam, aby sami napisali do gazety – pani Jadwiga mówi o dorocznym wyjeździe kowieńskiego zespołu „Canta Covnensis” pod kierownictwem państwa Chomańskich.

– W tym roku występowali w Toruniu. Zresztą państwo Chomańscy w ogóle wiele zrobili i wciąż robią dla polskości tu na Kowieńszczyźnie, ale jak tam w Wilnie nie pogodzili się, to teraz chcą o nich zapomnieć, bo niby nie po właściwej stronie stanęli. A ja powiem, że ryba zawsze psuje się od głowy, bo wszystko to zrobili ci „przywódcy” z Wilna. A ludzie muszą cierpieć. Na Laudzie też nas poróżnili. Jak to przykro!

Pani Jadwiga zauważa, że pomijając „przywódców” wśród ludzi tu nie ma podziałów. I choć nie zawsze razem zbierają się, zawsze są zgodni między sobą, bo znacznie więcej ich łączy niż dzieli.

Łączą ich zmagania o przetrwanie polskości, którą każdy z nich kultywuje na własny sposób, starając się, by nie zanikła… Przynajmniej dopóki żyją.

W rzeczy samej ta misja dla nich jest codziennością, życiem, które przeżywają co dnia, bo inaczej życie traciłoby dla nich sens. Co po nich zostanie?

– Już dawno tam żadnych śladów polskich nie zostało i nabożeństwa odbywają się tylko po litewsku. Choć ksiądz nasz ma wielką życzliwość wobec Polaków, ale młody jest i polskiego nie zna, więc wszystko po litewsku – pani Jadwiga opowiada o kościele w Łopiach. Faktycznie, w kościele żadnego śladu polskości. Porównując przedwojenne fotografie z wnętrza kościoła w Łopiach, niby żadnych większych zmian, a jednak. Ot chociażby jeden z bocznych ołtarzy Serca Jezusa. Niby wszystko to samo i obraz ten sam i kształty ołtarzu, brakuje tylko „Jezu, Jezu, kocham cię” wyhaftowanego na przedwojennym pokryciu ołtarzu. „Ten człowiek Jest Bóg, a Bóg jest tym człowiekiem” – napis na wstędze na obrazie przedstawiającym św. Józefa z dzieciątkiem Jezusem – jedyny dziś polski ślad pozostały w kościele parafialnym. Tych śladów nie brakuje natomiast tuż na murem kościelnym. Na setkach starych grobów na przykościelnym cmentarzu epitafia są prawie wyłącznie po polsku. Jak i na tym przedstawiającym Jezusa taszczącego Krzyż. Z napisu na grobie dowiadujemy się, że „Tu spoczywa ś.p. ksiądz Jerzy Markiewicz, zm. 5/17 sierpnia 1882 r. przeżywszy wieku l. 82. kapłaństwa 54, probostwa kapłańskiego 45…”. Młode pokolenie parafian, które rzadko odwiedza świątynię, a jeszcze rzadziej groby, na pewno nigdy nie dowie się o księdzu Jerzym Markiewiczu. Zaglądając jednak do wydanej niedawno książki o swojej parafii dowie się natomiast, że w grobie z pomnikiem Jezusa niosącego Krzyż spoczywa ciało „księdza Jurgisa Markevičiusa”.

Podobne nagrobki z Jezusem widzieliśmy na starych polskich grobach, gdy w towarzystwie „kustosza polskości” Bronisława Piotrowskiego odwiedzaliśmy niszczejące ruiny pałaców polskich rodów i ich zapadające się groby na cmentarzach w rejonie birżańskim. Widzieliśmy też Jezusów taszczących Krzyże na cmentarzach w Kiejdanach, Datnowie i innych miejscowościach na Laudzie, kiedy zawitaliśmy do „ostatniego Mohikanina polskości” i „stróża urniażskich grobów” – Franciszki Eugenii Adamkiewicz, czyli cioci Gieni z Urniaży.

Wszystkie te Jezusy mają to do siebie, że zawsze i wszędzie, zbroczeni krwawym potem spływającym spod ciernistej korony, taszczą Krzyż. Polacy zaś mieszkający w tych miejscowościach niosą swój krzyż – polskości.

Dzięki nim, takim jak kronikarz polskości Jadwiga Gojlewicz, ostatni Mohikanin polskości ciocia Gienia z Urniaży, bądź kustosz polskości Bronisław Piotrowski z Birż, jeśli już nie sama polskość, to przynajmniej jej ślady są jeszcze widoczne na całej Litwie. I to ich łączy, łączy ten krzyż polskości, który niosą na swoich barkach przez całe życie.



„Żałoba na polskie słowo”

Kronikarz polskości Jadwiga Gojlewicz stara się utrwalić swoje i bliskich wspomnienia, które ogólnie dziś można nazwać kroniką zanikania polskości na Kowieńszczyźnie Fot. Marian Paluszkiewicz

Kronikarz polskości Jadwiga Gojlewicz stara się utrwalić swoje i bliskich wspomnienia, które ogólnie dziś można nazwać kroniką zanikania polskości na Kowieńszczyźnie Fot. Marian Paluszkiewicz

W kowieńskim powiecie była gmina Małe Łopie, a od nich o 5 km na północ były Duże Łopie. W Małych Łopiach była gmina, kościół, policjant, sklep spożywczy i dwór pierwszego premiera Litwy Merkisa. Szkoła była nowa i piękna. Na parterze były klasy, zaś na piętrze mieszkali nauczyciele. 4 klasy podstawowe były obowiązkowe, zaś 5 i 6 nazywały się progimnazjum i nie były obowiązkowe. Uczęszczały do nich dzieci według zdolności i na życzenie. W tych klasach uczył pan Tamasionis, który był też kierownikiem szkoły. Gdy zachodziła jakaś potrzeba, to nauczyciele zamieniali jeden drugiego. Pamiętam właśnie, gdy była taka zamiana, kierownik Tamasionis zamieniał naszego nauczyciela. Byłam wtedy w 2 klasie, czyli oddziale, jak wtedy się nazywały klasy. Byliśmy razem z 4 klasą. Ta klasa miała lekcję języka litewskiego i popełniła na tablicy błąd, ale nikt nie wiedział, jaki to jest błąd. Wtedy nauczyciel Tamasionis zapytał, czy może drugoklasiści wiedzą, gdzie jest błąd. Podniósł się las rąk i ja również podniosłam. Aż się paliłam, żeby mnie nauczyciel zapytał. I zapytał. Zawołał po nazwisku. Podskoczyłam z krzesła z radości i wypaliłam „trzeba y ilgoji”. O Boże! Zapomniałem powiedzieć po litewsku „reikia” zamiast „trzeba”. Nauczyciel udał, że nie zauważył tego, zganił 4 klasę, pochwalił 2, a dla mnie postawił „piątkę” do dzienniczka. A był on przewodniczącym nacjonalistycznej organizacji szaulisów, ale żadnej nagany za polskie słowo na litewskiej lekcji.

Wtedy w całej okolicy mówili po polsku. Tylko pojedyncze rodziny były litewskie, ale i te znały polski, bo był on powszechnie używany, więc z sąsiadami trzeba było jakoś porozumieć się. Niektórzy Polacy też znali litewski, ale przede wszystkim już starsze osoby i wyłącznie mężczyźni. Zaś dzieci przed szkołą litewskiego nie znały. Więc w szkole nauczyciele sadzili dzieci tak, żeby w jednej ławce siedziało dziecko z polskiej i litewskiej rodziny.
Siedziałam z koleżanką Birutė Riaubaitė. Była lekcja religii z księdzem Kozłowskim.

Ksiądz zapytał dzieci, gdzie narodził się Jezus. Wiedziałam, ale nie wiedziałam, jak po litewsku będzie „stajnia”. Zapytałam  Birutė, a ona podpowiedziała, że „tvartas”. Więc poniosłam rękę i odpowiedziałam. Ksiądz pochwalił i zapytał, czy mam litewską książeczkę do religii. Odpowiedziałam, że nie mam, ale mam polską. Kazał więc kupić litewską. Odparłam, że nie mam pieniędzy, więc napisał mi z religii dwójkę w dzienniczku.

W szkole uczyliśmy się wyłącznie po litewsku, a po południu do naszych chat przychodziła nauczycielka Wiktoria Jankunówna i uczyła dzieci polskiego. W 1939 roku, gdy zaczęła się wojna, nasza nauczycielka wyjechała do rodzinnych stron do Szydłowa na Żmudzi. A my, dzieci z rodzicami, chodziliśmy codziennie do jednego urzędnika Litwina, który miał radio, by słuchać wiadomości. Płakaliśmy z rodzicami słuchając doniesień, jak Niemcy bombardują Polskę. Wierzyliśmy, że Polska zwycięży i śpiewaliśmy takie przyśpiewki: „W palce stukany, guzik mu oddamy”.

Potem był napływ młodych mężczyzn – uchodźców z Polski. Byli zakwaterowani w naszych domach. U Stanisława Bohdziewicza był zakwaterowany Janek Jabłoński. Piękna Helena Bogdziewiczówna została potem jego żoną. Był też Lewko, Gwiazda, dwóch braci harcerzy (zapomniałam ich imiona)… Aż w jeden dzień wszyscy raptem zniknęli. Piękna Helena, już jako Jabłońska, doczekała się synka Stanisława, więc „genetycznie” pokolenie Jabłońskich przetrwało, ale dziś już bez polskiego słowa.
Teraz Małe Łopie są miasteczkiem, ale polskiego słowa na ulicy już się nie usłyszy. Starsze pokolenie wymarło, a młode nie miało gdzie się uczyć języka polskiego. Wcześniej jeszcze odbieraliśmy telewizję z Polski, ale teraz i tego już nie ma. Prawdziwa żałoba na polskie słowo…

Jadwiga Gojlewicz,
Łopie


41 odpowiedzi to Żyjący w „grzechu” polskości

  1. krzysztof mówi:

    Próba nowego systemu.

  2. wors mówi:

    a gdzie stare komentarze!!!!!! 🙁

  3. tomasz mówi:

    Też sądziłem że przejście na nową stronę odbędzie się “miękko”.Czyli z zachowaniem dotychczasowych komentarzy.

  4. Julian mówi:

    Znam tę miłą Panią. Na Kowieńszczyźnie brzmi ostatni akord polskości. Coraz bardziej cichutki. Wielka szkoda – tyle cudownych postaci odchodzi i nie pozostaje nawet skromny ślad pisany. Dzięki za ten reportaż. Na Kowieńszczyźnie już tylko kamienie (cmentarne) wołają po polsku.

  5. zybedeusz mówi:

    Stare komenatrze zostały na starej stronie, pod adresem http://starastrona.kurierwilenski.lt/

    Z czasem przeniesiemy je do nowej bazy danych, ale chwilowo nie jest to możliwe z powodów technicznych.

  6. miejscowy mówi:

    Obecnie nudną się stała strona internetowa Kuriera Wileńskiego. Mało tego, że artykułów nowych jak kot napłakał(została ich ilość zmniejszona) to jeszcze dotego mało ciekawych.
    Może i słusznie Pan Astoria mówi, że młodzież czegoś więcej, a u nas naodwród – wszystkiego coraz mniej…

  7. miejscowy mówi:

    Chciałem napisać: młodzież czegoś więcej potrzebuje…

  8. tomasz mówi:

    do miejscowy:
    Bo z tym akurat to jest dylemat i faktycznie dobrze by było usiąść i o tym poromawiać.Bo poprzednio była taka sytuacja że praktycznie wszystko było w internecie.Sugerowałem że to może się odbić niekorzystnie na gazetowym wydaniu.No i tak się zaczęło dziać. Redakcja podjęła zatem decyzję powrotu do tego co było.Czyli trzy artykuły dziennie w internecie.Na pewno “główny”.Problem jednak polega na tym że o ile na początku jak było tak jak teraz to internautów to przyciągało bo było swoistą nowością i możliwoscią ciekawych rozmów.Potem tych możliwości zaczęło być dużo więcej a nagle znowu stało się ich mniej.A ludzie takie zmiany na gorsze źle znoszą. Nawet jeśli tak już było.Bo to nowe już zostało przyjęte za normę.No i jest tak jak jest.To że nie było technicznych możliwości przeniesienia starych postów też sytuacji nie poprawia.Nie uważam jednak że trzeba wpadać aż w czarną rozpacz.Po prostu traktuję to tak jakby to forum teraz zaczynało w pewnym sensie od początku.Trzeba to przeczekać i forum powinno wrócić do normy.Bo w końcu jednak jest grupa stałych komentatorów a nowi powinni niebawem się pojawiać.Warto by jendak żeby KW pomyślało o wymianie linków z innymi mediami lub portalami na Litwie, Polsce i gdzie się jeszcze da.

  9. tomasz mówi:

    do zybedeusz:Przpuszcam ze wiesz o tym ale działy “Reklama”, “Kontakty” i “Dział admina”- nie działają.Przynajmniej “Kontakty” powinny być pilnie uruchomione.

  10. miejscowy mówi:

    Do tomasz: Cóż, jakby rozumiem, że redakcja w taki sposób chciałaby poprawić stan finansowy i utrzymać, a może nawet zwiększyć ilość gazetowych wydań…
    Może jest jakiś sposób zaprenumerować i czytać w całości Kurier Wileński przez internet? Naprzykład płacę, czyli prenumeruję, a na mój I.P. czy coś w tym rodzaju poleci informacja na bieżąco z codziennego wydania…?

  11. admin mówi:

    miejscowy: już taka możliwość jest, zresztą, od dosyć dawna. Masz ją w dziale “E-prenumerata”.

  12. miejscowy mówi:

    Do admina: Dzięki, rzeczywiście jest…kiedyś trafiłem tam na prenumeratę z dostawą pocztową “PRENUMERATA”, nie zwróciłem uwagi, że jest “E-PRENUMERATA”
    Widzę teraz, w nowym systemie, że E-PRENUMERATA postawiona jako pierwsza….
    Mam jedną uwagę w tym systemie numery postów są nawpół widoczne…

  13. werty mówi:

    to denerwuje

  14. admin mówi:

    Na w pół widoczne? Czy mógłby Pan trochę ukonkretyzować?

  15. miejscowy mówi:

    Do admina: Numery postów dotykają linii, a już zamiast numeru 10. to widzę 0., gdzie 11. – 1., 12. – 2., 13. – 3., 14. – 4.

  16. admin mówi:

    Poprawiłem.

  17. miejscowy mówi:

    Ale u mnie tak samo jak było…

  18. miejscowy mówi:

    Już dobrze, wyłączyłem i znowu włączyłem – teraz ok.

  19. krzysztof mówi:

    Mam ten sam kłopot co “miejscowy” . Zróbcie coś z tym na Boga !

  20. krzysztof mówi:

    Dziękuję ! Teraz jest dobrze.

  21. hulc mówi:

    dobre, dobre

  22. Rebus mówi:

    2. Administrator strony zastrzega sobie prawo do usuwania bądź modyfikowania komentarzy:

    nie związanych z komentowanym artykułem….
    5. Za nagminne łamanie reguł ogólnie pojętych zasad dobrego wychowania oraz netykiety na dany adres IP może zostać nałożony ban (blokada numeru IP) a komentarz usunięty.

  23. Oleniszki mówi:

    “Bóg to Liwin”- według litewskich księży.
    Moja mama (obecnie 94 lata) wspomina.
    W Żoślach w latach trzydziestych w kazaniu litewski gruby ksiądz powiedział:
    “Jedna Zdrowaś Mario po litewsku więcej znaczy dla Boga niż dziesięć po polsku”.
    Dwa lata temu w Kościele w Kozakiszkach zamawiałem u litewskiego księdza mszę za duszę mego dziadka pochowanego na przykościelnym cmentarzu, dwa razy powtórzyłem polskie imię i nazwisko (liczne groby na tym cmentarzu mają takie nazwisko)
    Ksiądz dwa razy powtórzył litewskie brzmienie tak zapisał w swym kajecie.

  24. ted mówi:

    uwazam sie i jestem Polakiem,ale czytajac artykul dochodze do niepokojacego wniosku.Ta moja Polskosc,w zestawieniu z Bohaterami a Bohaterka w szczegolnosci,-wydaje sie jakas blada.Bardzo mi imponuje,ta naturalna postawa Postaci,dla ktorych Polskosc to jak powietrze,ktore jest niezbedne do zycia.
    Na wlasna(marna)pocieche,mam tylko nadzieje,ze nie jestem sam w tym odczuciu.
    I to,ze mozna sie zawsze ulepszac.
    Dziekuje za artykul i wielkie uszanowania dla Tamtejszych

  25. franek mówi:

    do Oleniszki.
    Wybacz, że w prywatnej sprawie. Od lat szukam osoby, której korzenie z Żośli i Kozakiszek. Rodzina mojej Mamy właśnie stamtąd. Jak i czy w ogóle można z Tobą nawiązać kontakt. Proszę, odpowiedz.

  26. tomasz mówi:

    Dzisiaj zdecydowanie lepiej.Wczoraj generalnie się coś chrzaniło.

  27. The Observer mówi:

    Stop dla walki z polskością…

  28. Lopa mówi:

    Graudi istorija

  29. Łopa mówi:

    ,tačiau deguto šaukštas medaus statinę sugadino:”Polacy też znali litewski, ale przede wszystkim już starsze osoby”. Lenkiškumui skatinti, tokie autoriaus palikti pašnekovės žodžiai kenkia, nes čia yra panašiai kaip vaikų auklėjimas šeimoje – tėvai vaikams juk pornografiją skaityti draudžia!

  30. pšv mówi:

    Jakaś typowa litewska Lopa/Łopa (nie wiem co to znaczy, chyba …) obcina cytaty. Nie wie, …, do czego służy kropka.

  31. Oleniszki mówi:

    Do franek
    mój mail redbi@interia.pl
    Pozdrawiam

  32. WAWA mówi:

    Jeszcze Polska nie zginęla! Wytrwają najtwardszy w duchu. Pozdrawiam.

  33. Wacek mówi:

    Jeśli Polacy na Kowieńszczyźnie i Wileńszczyźnie chca zachować tożsamość narodową muszą uważnie przeczytać założenia nacjonalistycznego ruchu litewskiego “żywcem” zastosować.
    1.Język litewski jest passe
    2.Własny kościół katolicki z księżmi-Polakami.
    3.Walka o polskie szkoły, nawet najmniejsze.
    3.Polskojęzyczne środki masowego przekazu.
    4.Polskie organizacje, szczególnie skierowane do młodych ludzi
    5. Dbałość o polską spuściznę kulturalną na terenie Litwy.
    6.Śmiała i otwarta walka z postawami antypolskimi

  34. franek mówi:

    Do Oleniszki. Bardzo dziękuję i pozdrawiam.

  35. The Observer mówi:

    7. ULTIMATUM

  36. Tutkus mówi:

    Wacekui – gal tave saugumui perduot? Kokią tu čia antilietuvišką propagandą varai?

  37. bobrowniczy mówi:

    Tutkus. Kalbu,kalbu- łożkoj pa łbu.
    Suprantu Lankas?

  38. The Observer mówi:

    Co to za język? Miłośników Rezerwatu Lingwistycznego zapraszamy na inną stronę!!!!!

  39. cubis mówi:

    Laba dienas, jajkas drutas, dlugie jajka, miekki kutas

  40. Bohdan mówi:

    W Birsztonach/Birstonas/ byłem w sanatorium w 2001 r.Z polskościa uspioną spotykałem się na starym cmentarzu okolonym murem z rozwartymi wierzejami z masywnego żelaza, wykutymi w warsztacie “wyroby z żelaza kutego J. Skrobiecki w Włocławku”. Spoczywaja tu w lepiej zachowanych grobach: 1. Michał Słomski-por. Ułanów Wojsk Polskich, ur 1805, zm 1894. Prosi o westchnienie. 2.Felicja z Michałowskich Machwitz, ur 1 stycznia 1850, zm. 28 pazdziernika 1911. 3. Jadwiga janczewska 1852-1883 5. Katarzyna Norden ur Bartusze. 6.Wieczną szczęsliwosc racz dac Panie Duszy ks. Alberta Rubszy, ur 29 września zm1904. 6.Julianna Kostkowiczowa z domu Obolowiczówna 1900-1932, 7. Antoni Schymanski 1856-1911/pomnik wykonał T. Matusewicz w Kownie, 8.Aniela Tołczokowa Tabortowska, zm 1915, lat 66, 9.Jan Jachimowicz” żyłem bo czciałeś, bo kazałeś, zbaw mnie bo możesz”. 10.Kazimierz Bodberski zm1886, Weronika z Podberskich Słonimkiewicz zm 1898, Andrzej Podberski, zm 1899, Józef Kobuszewski zm 1885 w wieku lat66, \ludwika z Sawickich Żurakowska, zm 1911, Zofia Podberska, córka Michała i Heleny z Torgusów Podberskich, zm 1888. Jest jeszcze kilkanascie innych grobów.
    Kurier Wilenski można było dostac w kiosku miejskim.

  41. Monika mówi:

    Duże wrażenie robią na mnie wspomnienia Polaków mieszkających na Litwie, a Kowno i Kowieńszczyzna są mi szczególnie bliskie bo to miejsca moich przodków. Jestem na początku drogi odkrywania moich korzeni – to, że dziadek urodził się w Kownie wiedziałam od zawsze ale, że pradziadek w okolicy Mikańce w parafii Kormiałowskiej to już moje odkrycia. Wśród dokumentów, które udało mi sie odnaleźć jest też miejscowość Łopie – pradziadek Wincenty w 1881 roku gdzieś tu mieszkał bo w zapisie jest Łopie Sokołowskiego, a dalej ciężko odczytać zapis w cyrylicy coś jak Podborok, Podborek nie wiem – szukam dalej. Szkoda tylko, że Kowno tak daleko od Wrocławia ale każda podróż w te strony to dla mnie duże przeżycie …Wiem, że jeszcze w 41 roku w Kownie mieszkała moja rodzina na “Zielonej Górze” czy ktoś pozostał? Bardzo chciałabym się kiedyś tego dowiedzieć…
    Pozdrawiam i bardzo dziękuję za takie artykuły. Pod koniec lipca będę w Wilnie moża uda się odwiedzić i Łopie…
    Monika Janczewska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.