0
Modlitwą, muzyką i śpiewem dziękowano Bogu za 340 lat istnienia Kalwarii Wileńskiej

„Pośpiewajmy jeszcze przede Mszą  na chwałę Panu” —  zdecydowała parafialna młodzież Fot. Dorota Tryk

„Pośpiewajmy jeszcze przede Mszą na chwałę Panu” — zdecydowała parafialna młodzież Fot. Dorota Tryk

W ciągu trzech minionych dni — w piątek, sobotę i niedzielę — w Wileńskiej Kalwarii od wczesnego ranka do późnego wieczora rozbrzmiewały modlitwy, muzyka i śpiewy sakralne. Tak obchodzono 340–lecie tego Sanktuarium.

Piątek był dniem poświęconym kapłanom, siostrom zakonnym i zakonnikom. W sobotę cały dzień modliła się, śpiewała i szalała młodzież. Ukoronowaniem całej uroczystości była niedziela, kiedy  zebrały się setki ludzi niemal ze wszystkich zakątków Litwy, nawet z tak odległych jak Żmudź. I nie było tu ani Litwina, ani Polaka, bo wszyscy zgodnie modlili się i śpiewali w obu językach. Chwalili bowiem Boga jak potrafili najszczerzej językiem Serca i Miłości.  A całej uroczystości przewodniczył Jego Ekscelencja biskup Juozas Tunaitis.

W piątek nabożeństwo uświetnił swoimi śpiewami sakralnymi  chór dziecięcy Litewskiego Radia i Telewizji pod kierownictwem Reginy Maleckaitė,  rozpoczynając uroczystą pieśnią „Magnificat anima mea, Dominus”.

— Po raz pierwszy jestem w Wileńskiej Kalwarii i muszę przyznać, że zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Te 7 kilometrów przeszło się niczym jednym spacerkiem — mówi siostra Krystyna  z kongregacji Świętej Rodziny.

Tymczasem siostra Grażyna ze zgromadzenia Najświętszego Serca Pana Jezusa z Kowna dość często odwiedza Wileńską Kalwarię, bo jak twierdzi, tu pośród szumu wiekowych sosem najlepiej się modli.

Pątnicy ze Żmudzkiej Kalwarii, która w tym roku będzie obchodzić swoje 370–lecie, też nie kryli zafascynowania urokiem Wileńskich Ścieżek. Mówili, że tu  rzeczywiście jest jakiś niepowtarzalny wewnętrzny klimat, który skłania do bardzo osobistych refleksji i zastanowienia się nad sensem życia.
Sensu życia na Drodze Krzyżowej poszukiwała też młodzież. To właśnie dzieciom i młodzieży była poświęcona cała sobota. Droga Krzyżowa, krótki wypoczynek, agapa, program rozrywkowy, wspólna Msza św. polowa na łące. Było i rozmodlenie, i radość. Dzień uświetnił ponad godzinny solowy występ pieśni sakralnej Daniela z  Chicago.

— Od wielu lat występowałem w zespole muzyki sakralnej jako perkusista, ale mam dobrze opanowaną także gitarę. Moje muzykowanie było długą drogą poszukiwania Boga. A właściwie długo prosiłem Boga, by dał mi dar, żebym Go zechciał pokochać. I otrzymałem ten dar — powiedział „Kurierowi” Daniel, który kawał świata zwiedził, a na Litwie jest już piąty raz, bo jak twierdzi, ludzie tu są życzliwi.

Wspaniale wypadły parafialne chóry młodzieżowe (polski i litewski). Do późnego wieczora rozbrzmiewały pieśni i zabawy w sobotni wieczór. Bawili się też księża, klerycy, siostry zakonne i młodzież świecka — nie tylko cały las grzmiał, ale i okolica.

Uwieńczeniem i zakończeniem uroczystości była niedziela: Droga Krzyżowa i wspólna Msza św. na placu przykościelnym, na którą zebrało się wyjątkowo wielu parafian oraz gości, a którą wraz z księżmi celebrował biskup Juozas Tunaitis.

Jego Ekscelencja przypomniał zebranym Ewangelię według św. Jana, kiedy to Chrystus ukazał się zebranym uczniom i aż trzykrotnie zapytał Piotra: „Czy mnie miłujesz?”. Ksiądz biskup kilkakrotnie podkreślił w swojej homilii, że to właśnie dziś, w tak wielkie święto, jakim jest Zesłanie Ducha Świętego, Chrystus to pytanie zadaje każdemu z nas. To właśnie uroczystość Zesłania Ducha Świętego dwa tysiące lat temu było dniem narodzin Kościoła. Tego też dnia 3 tysiące chrześcijan przyjęło chrzest.

Właśnie  dziś, gdy obchodzimy pamiątkę, kiedy to przed 340 laty, czyli w 1669 roku na uroczystość Zesłania Ducha Świętego zostały poświęcone pierwsze Dróżki Męki Pańskiej, warto zadać sobie pytanie: Czym dla mnie są te Ścieżki? Pięknym zestawem architektonicznym, czy może mają jakiś głębszy sens i wymiar duchowy? Z pewnością mają, bo gdyby było inaczej, Kalwaria nie przetrwałaby tyle lat, nie byłyby tak wydeptane jej Ścieżki, nie zbierałoby się tu za każdym razem tylu wiernych i tyle młodzieży.

Jakkolwiek często narzekamy na zepsuty świat, na zepsutą młodzież, ostatnie wydarzenia w Kalwarii Wileńskiej były dobitnym potwierdzeniem, że nie brakuje wśród nas miłości, dobroci. Potwierdzeniem, że Kościół pomimo swoich dwóch tysięcy lat jest nadal żywy i czynny. Mamy wielu wspaniałych kapłanów, wspaniałą młodzież. Ostatnia impreza była wielkim egzaminem i sprawdzianem  naszej wiary, życzliwości wobec siebie i pomysłów organizatorskich. Trzy dni wielkiego rozmodlenia,  rozśpiewania i wzajemnego obcowania z pewnością pozostawią swój ślad i wydadzą owoce na przyszłość.

Wielkie więc dzięki niebiosom za ten dar Drogi Krzyżowej, dzięki kapłanom za ich trud i otwarte serca, młodzieży, paniom z Caritasu i wielu, wielu innym osobom, które swoją pracą i modlitwą przyczyniły się do organizacji tak wspaniałego święta.  Za to, że wszystko było tak pieczołowicie dopracowane i dopięte na ostatni guzik, za tę niepowtarzalną atmosferę i wspólnie przeżyte piękne chwile.

Chodźmy w pojedynkę i wszyscy razem nadal tymi Ścieżkami, bądźmy  otwarci na siebie, miłosierni bliźnim, nośmy cierpliwie własne i jedni drugich krzyże.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.