12
Tym razem zabiorą też matkom i emerytom

Zgodnie z planami rządu, redukcja wydatków publicznych dotknie tym razem również matki na zasiłku macierzyńskim Fot. Marian Paluszkiewicz
image-2155

Zgodnie z planami rządu, redukcja wydatków publicznych dotknie tym razem również matki na zasiłku macierzyńskim Fot. Marian Paluszkiewicz

Nadchodzi kolejna fala kryzysu, a z nią nowe cięcia budżetowe. I tym razem dotkną one wszystkich, a najbardziej emerytów, matki wychowujące dzieci. Cięcia boleśnie odczują też najmniej zarabiający urzędnicy.

Sprawdzają się prognozy, że będzie jeszcze gorzej, bo gorzej być może już od lipca, a na pewno od jesieni i następnie po Nowym Roku. Pogorszenie sytuacji gospodarczej oraz z tego powodu kłopoty w sektorze finansów publicznych skłoniły rząd do opracowania pakietu kolejnych cięć.

Tym razem rząd chce zmniejszyć wydatki o kolejny miliard. Pod nożyce pójdą, między innymi, zasiłki macierzyńskie oraz podstawowe wynagrodzenie w sektorze publicznym. Rząd Kubiliusa proponuje zmniejszyć zasiłki macierzyńskie w pierwszym roku do 85 proc. od wynagrodzenia w pierwszym roku urlopu macierzyńskiego oraz do 50 proc. w drugim roku. Dziś matki wychowujące dzieci otrzymują odpowiednio 100 i 80 proc. od wynagrodzenia przed urlopem macierzyńskim. Premier przyznał, że jeszcze nie wie, czy cięcia te dotkną nowych matek, czy również kobiety będące na zasiłku macierzyńskim przed uchwaleniem poprawek. Na to pytanie, zdaniem premiera, mają odpowiedzieć prawnicy.

Pakiet rządowych nowelizacji zakłada również zmniejszenie podstawowego wynagrodzenia w sektorze publicznym z obowiązujących dziś 475 litów do 430 litów. Oznacza to zmniejszenie wynagrodzeń polityków i urzędników państwowych, ale dotknie to głównie policjantów, strażaków oraz inne służby mundurowe, których wynagrodzenia i tak są zazwyczaj tylko nieco wyższe niż minimalne.

Novum w programie rządowych cięć jest również propozycja wydłużenia wieku emerytalnego, który dziś wynosi dla kobiet i mężczyzn odpowiednio 60 i 62,5 lat. Ta decyzja, zdaniem jej autorów, pozwoli nie zwiększać wysokości składek emerytalnych. Przypominamy, że w ubiegłym tygodniu minister opieki socjalnej i pracy Rimantas Dagys właśnie zaproponował zwiększyć o kilka procent składki emerytalne płacone przez osoby fizyczne. Jego zdaniem, miało to uchronić budżet SoDry przed rosnącą dziurą budżetową. Rząd jednak poszedł inną drogą i planuje wydłużyć wiek emerytalny, ale też nie wyklucza  zmniejszenia samych emerytur, szczególnie tych z najwyższej półki, jak renty sygnatariuszy, tzw. emerytury państwowe, a nawet emerytury podstawowe.

Jak udało się nam nieoficjalnie dowiedzieć, rząd jest zdeterminowany, żeby Sejm przyjął proponowane poprawki. Niemniej są one bardzo krytycznie oceniane nie tylko przez opozycję, ale też w samej koalicji. Przewodniczący Sejmu Arūnas Valinskas w wywiadzie dla „Kuriera” (w magazynowym wydaniu zostanie zamieszczony w całości) powiedział, że „rządowe propozycje są na razie tylko tematem do dyskusji”. Nie wykluczył jednak, że sytuacja gospodarcza oraz w finansach publicznych być może zmusi koalicję rządzącą do uchwalenia proponowanych poprawek rządowych.

— Dziś trudno jednoznacznie odpowiedzieć, czy propozycje rządu są uzasadnione, ale nie wykluczam, że sytuacja zmusi nas do podjęcia tych kroków — powiedział nam Arūnas Valinskas.

Również starosta frakcji koalicyjnego Ruchu Liberałów Audrius Endzinas powiedział w rozmowie z „Kurierem”, że wobec trudnej sytuacji finansów publicznych jego liberalne ugrupowanie będzie miało poważny dylemat, czy trzymać się ideologii, czy jednak zaakceptować nieliberalne propozycje rządu.

— Wszystko zależy od argumentów. Na razie rząd nie przekonuje nas do swoich propozycji. Ale trwają bardzo ostre dyskusje w sprawie proponowanego pakietu i trudno dziś prognozować, czym się mogą one skończyć — powiedział nam Audrius Endzinas. Zaznaczył też, że w koalicji istnieje przekonanie, że nie należy dążyć jedynie do mechanicznego zbilansowania finansów publicznych, nie podejmując odpowiednich kroków w kierunku stymulowania gospodarki i wyjścia z kryzysu.

Zdaniem naszych rozmówców, sytuacja kryzysowa w kraju nie tylko nie została przezwyciężona, o czym w ubiegłym tygodniu oświadczył premier Andrius Kubilius, ale nie pozwala nawet mówić o jakiejkolwiek stabilności.

—  Słowa premiera o końcu kryzysu należy odbierać raczej ironicznie, bo w rzeczywistości sytuacja absolutnie nie polepszyła się — powiedział nam poseł Endzinas.

Oczekuje się, że poprawki proponowane przez rząd, być może, w nieco łagodniejszej formie Sejm uchwali jeszcze w lipcu podczas sesji nadzwyczajnej. Planuje się, że niektóre nowelizacje zaczną obowiązywać już od lipca, inne od jesieni lub od początku 2010 roku, który prawdopodobnie na Litwie będzie drugim z rzędu rokiem wielkiej depresji gospodarczej.

12 odpowiedzi to Tym razem zabiorą też matkom i emerytom

  1. Obserwator mówi:

    Skoro w sektorze prywatnym zmniejszane sa wynagrodzenia, to podobnie w panstwowym musi byc. Niestety.

  2. Jan mówi:

    Do Obserwatora : Zgadzam się.Niech obetną pensje urzędasom z wysokiego szczebla i średniego.Tym na dole to już nic nie zostało więc po problemie.Zwiększyć kontrolę wydatków we wszystkich ministerstwach i urzędach,bo to pieniądze wszystkich podatników,a nie traktować jak kiedyś – wszystkich więc niczyje.Natomiast w kraju w którym przyrost naturalny jest minusowy żałosnym jest robienie zamachu na zasiłki macierzyńskie.Strach pomyśleć że Litwa chce swego min. finansów na wysoki urząd w Brukseli.Szybko pójdziemy z torbami.

  3. Boguś mówi:

    cięcia i cięcia.Potem dalsze cięcia i nastepne.
    Lit w góre i nastepne cięcia , wszystko zeby szwedzkie banki nie poszły z torbami.
    Niestety z mniejszych pensji cięzko sie bedzie spłacac kredyty , wiec beda potrzebne nastepne cięcia.

  4. ziom mówi:

    tak mi sie wydaje, ze wladze litewskie nie maja zadnego pomyslu na wyjscie z kryzysu. Wiec robia wszystko zeby puscic kraj w szambo. I to bardzo szybko…

  5. andrzej mówi:

    Na Litwie rządzą złodzieje , emerytury i zasiłki są mizernie małe , bo panujący albo wszystko trwonią , albo kradną .

  6. Hulajnoga dla stonogi mówi:

    Nie potrzeba wojny. Pod dyktando jakichs sil nasza wladza po-stokroc efektywniej wszystko rozp..doli, lepiej niz naloty dywanowe… Bardziej dalekosięzne skutki. Wiwat.

  7. anna mówi:

    Zgadzam sie z Janem w 100% niech zaczynaja scinac od gory a nie od tych najbiedniejszych. jak siedzacy tam sa bezczelni juz mowic chyba nie trzeba ten kto zabiera od emaeryty i dziecka godzien jest potepienia, niech sprobuja swoje dzieci przekarmic za te pieniadze……To co nas czeka w koncu tego roku i nastepnym zdaje sie byc nie tylko kryzysem finansowym i gospodarczym ale wyglada na to ze i psychicznym , ludzie stana na rozdrozu zla i sumienia, ato z kolei poniesie ciezkie skutki….

  8. kris mówi:

    Wszystko jest fajnie i wiadomo, że najlepiej ciąć od góry jednak oszczędności będą z tego niewielkie. Jak ktoś zarabia powiedzmy 10 000 i obetniecie mu 20% to zaoszczędzi się 2000. Ale obok jest 100 000 ludzi którzy zarabiają po 1000 i jak każdemu zabierzesz 200 to mamy 20 milionów. Władza dobrze sobie z tego zdaje sprawę i niestety zawsze cierpią najwięcej najbiedniejsi. A jeszcze z tych 20 milionów zaoszczędzonych można dołożyć jakąś fajna premie temu co zarabiał 10 000 za to ze mu pensje obcięto żeby biedaczek jakoś mógł koniec z końcem związać. Cóż Litwa poszła drogą sztywnego trzymania kursu waluty za wszelką cenę….i teraz trzeba właśnie tą cenę płacić.

  9. Jan mówi:

    Jest prawdopodobieństwo że najpierw łotewski łat poleci o 20% do 30% a potem lit.Nigdzie nie jest napisane że będąc w RM2 nie można dokonać korekty waluty. My Polacy za wszelką cenę chcieliśmy już nie raz coś udowodnić i potem na lata mieliśmy problemy.Obecnie jest jak jest,ale „cura brend barend” nam nie wadzi.

  10. kris mówi:

    Do Jan…ciężko powiedzieć co zrobi Łotwa, bo teraz dokonując takich drastycznych cięć już chyba za późno na dewaluację. Poszli drogą obrony kursu waluty. A jak pisałem wcześniej, gdy Łotwa zdewaluuje łata to Litwa będzie miała bardzo duże kłopoty, jeżeli tez tego nie zrobi. Największym kłopotem przy dewaluacji są kredyty walutowe ludności i firm. Jest ryzyko że dużo z nich nie będzie spłacane więc szwedzkie banki na pewno robią wszystko żeby dewaluacji nie było. Argument jest taki, że ludzie będą musieli więcej płacić za kredyty i mogą mieć kłopoty z ich spłacaniem jak kurs Euro wzrośnie – racja….Ale spójrzmy teraz na to co teraz robi rząd…obniża pensje. Więc realnie też ludziom rośnie rata kredytu bo mając niższe zarobki większy ich procent wydają na jego spłacanie. Jak widać każdy kij ma dwa końce. Co jest lepsze ???? Trudno powiedzieć, ale na przykładzie Polski widać że płynny kurs nas bardziej ochronił przed kryzysem niż np. Euro na Słowacji. Po pierwsze ograniczył odpływ kapitału bo waluty były coraz droższe, więc ich zakup i odpływ wiązał się ze stratami, po drugie znacząco zwiększył konkurencyjność gospodarki co umożliwiło utrzymanie eksportu na dużym poziomie a zarazem ograniczyło import. Nie wspomnę tu o masowych zakupach sąsiadów w przygranicznych terenach i o fakcie, że unijne środki na inwestycje i rozwój dzięki osłabieniu złotówki bardzo wzrosły a zarazem dzięki kryzysowi ceny rożnych dużych inwestycji spadły. Fakt troszkę podrożały importowane rzeczy, ale nie ma ich znowu tak wiele żeby był to znaczący odsetek w domowym budżecie. Co do kredytów walutowych to tez nie było ich tak dużo jak np. w krajach bałtyckich a większość była nominowana we frankach i wzrost jego kursu został częściowo skompensowany dużym obniżeniem oprocentowania przez ichniejszy bank centralny. Więc co lepsze….wg mnie niższy kurs lokalnej waluty…ale czy to by się sprawdziło na Litwie ???…tego pewnie nikt nie będzie wiedział dopóki by nie sprawdził na żywym organizmie.

  11. Jan mówi:

    Do krisa: Na początku lat 90 polskie min.finansów i rząd RP zaproponował Litwie szerszą współpracę w dziedzinie finansów oraz wspólne działania w celu umocnienia swych walut.Polska proponowała aby lit współpracował z polskim złotym na zasadzie 1=1 a korekty były opracowywane wspólnie.Po roku czasu wszystko ucichło bo co swoja waluta to swoja.Gdy jeszcze Litwini zobaczyli kurs łata/wyżej stoi niż funt ang/no to nam podziękowali.Nie wiem jacy specjaliści są w/w krajach od finansów,ale na zdrowy rozum :Waluta albo opiera się na złocie/rezerwy,wlasne kopalnie/,albo na gospodarce.Nigdy na radosnych kredytach.Owszem Polska też nie jest potęgą,ale – mamy węgiel = energia,miedż=eksport+przemysł. Ponad 30% gazu ziemnego mamy z własnych żródeł,więc importujemy tylko 70% a nie 100%.Przedewszystkim mamy spory wewnętrzny rynek który obecnie nie pozwala „zdechnąć”polskiej gospodarce.Jeszcze jedno gdyby.Na początku w Polsce była autentyczna radość że Litwa znów wolna a my to praktycznie jak bracia.Tylko Litwini znów podeszli do nas jak w 1918r.Polska czycha na ich suwerenność.Mogło być dobrze,ba wspaniale,ale cóż jest jak jest i inaczej nie będzie.Obecny problem lita czy łaty to nie Polski problem.

  12. kris mówi:

    do Jan…masz trochę racji ale co do kursu łata to nie ma to znaczenia jak droga jest jednostka ich pieniędzy. Przecież u nas też zrobiono denominacje i wymieniono 10 000 starych zł na jedna nową. Stałeś się przez to bogatszy ??? niestety nie. Co z tego że np łat jest drogi jak Łotysz zarabia ich w przeliczeniu na złotówki mniej niż przeciętny Polak ??? To tylko jest kwestia jaką wartość jednostki monetarnej przyjęto ale nie ma nic wspólnego z siłą tej waluty. A co do reszty to zgadzam się w 100% …Litwa tradycyjnie traci na tych swoich nacjonalistycznych uprzedzeniach i niechęci wobec Polski. żyją tylko czasami prehistorycznymi i „okupacją Wilna” czego mi się nawet już komentować nie chce.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.