0
Dębicki święty Mikołaj na Ziemi Wileńskiej

Tak, tak to nie pomyłka. W ciągu kilku ostatnich dni gościliśmy u siebie świętego Mikołaja. Co prawda nie tego, tradycyjnego, który to zimą na reniferach przyjeżdża. Przyjechał do nas on w postaci Stowarzyszenia Przyjaciół Folkloru Ludowego z Dębicy. Przyjechał dużym, po brzegi darami załadowanym autokarem, którym niezmiennie kieruje przesympatyczny pan Rysio.

Powiadają, że co kraj, to obyczaj, a te ostatnio często się zmieniają. Czasem zanikają stare, rodzą się nowe. U nas od pewnego czasu mamy też Mikołaja latem. Mikołaja z prawdziwymi tradycjami trochę tajemniczości, bo dębiczanie lubią robić niespodzianki i wpadać czasem tak nieoczekiwanie.

Tak właśnie było ostatnio w Domu Dziecka w Podgrodziu. Autokar z Dębic przyjechał o szarej już godzinie, w strugach ulewy, ale z workami prezentów.

Goście przybyli z dużą ilością obuwia młodzieżowego, koszulek, spodenek, bluzeczek zarówno dla najmłodszych, jak i prawie już dorosłych nastolatków. Przywieźli też dużo wszelkiego rodzaju środków czystości, książek, książeczek, kredek i mazaków, plecaków, piórników. Wszystko to piękne, kolorowe i wprost ze sklepu. Dzieciaki otrzymały też dużo słodyczy: ciast, ciasteczek, i cukierków. Maluchy otrzymały duży wór zabawek – przytulanek.

Na spotkanie, tak już dobrze znajomych gości, wysypała się cała gromadka młodzieży i tej najmniejszej, i tej już pod wąsem. Wielu już z nich się zna, bo niejednokrotnie na wakacjach gościli w Dębicy.

Janek, Franek, Inga Andrzej — wszyscy tacy mili, sympatyczni i wszystkim im, niestety, los poskąpił ciepła rodzinnego. Wielu z nich już niemal od pierwszych kroków musiało uczyć się samodzielnego życia. Bo wszak wiadomo, nawet najlepszy Dom Dziecka i najlepsi opiekunowie nigdy nie zastąpią rodziny. Tej atmosfery, choć może często nieidealnej, ale swojej, rodzinnej. Ta młodzież niekiedy przez całe życie nosi na sobie piętno Domu Dziecka, jest mniej ufna, bardziej zamknięta w sobie, bo co tu kryć, wielu z nich bywa nieraz popychanych przez życie.

Trzeba było widzieć te iskierki w oczach maluchów, gdy przymierzały nowe ciuszki. Ktoś spodenki, ktoś koszulkę, inny butki lub nowy plecak. Prawdziwa jednak i największa frajda była z rowerem. Był bowiem tylko jeden, więc zorganizowano losowanie i przypadł on bodajże dla najmniejszego wśród chłopaków — Aleksandra Dudańca.

— Nie umiem jeździć jeszcze na rowerze, ale mam tu starszego kolegę, to będzie moim nauczycielem i oboje będziemy z niego korzystać — mówił, obejmując swój prezent Alik i… zaraz się razem z nim przewrócił.

Ogromna tylko szkoda, że w momencie rozdawania darów część młodzieży była na wakacjach w Polsce, a część na balu pomaturalnym. Chce się wierzyć, że wychowawcy dopilnują, by im też coś z tych darów przypadło w udziale. Ponieważ kierownictwa Domu Dziecka akurat też nie było, poprosiliśmy o sprawiedliwy podział darów dwóch studentów z Bydgoszczy Rafała i Tomasza, którzy tu odbywają praktykę, by czuwali, żeby nikt nie został pominięty, czy pokrzywdzony. Wszak wiadomo, że niekiedy przy takim zbiorowym podziale nie zawsze wszystko bywa gładko.

Część darów, szczególnie obuwie, goście przekazali Wileńskiemu Domu Dziecka przy ulicy Grybo. Goście odwiedzili też redakcję „Kuriera Wileńskiego”. Było mnóstwo radości, wspomnień i pieśni. Dzięki Wam, Drodzy Przyjaciele!

Tymczasem w imieniu Domu Starców w Czużakampiai, Domu Dziecka w Solecznikach, Podbrodziu i na Grybo, w imieniu tych dzieci i młodzieży na ręce nie tylko Stowarzyszenia, ale też sponsorów i wszystkich dębiczan składamy serdeczne podziękowanie i mówimy:

„Wielkie Bóg zapłać” za Wasze hojne, prawdziwie matczyne serca. Dziękujemy za tę miłość do Wileńskich Kresów, dziękujemy Wam za to, że jesteście tacy bezpośredni, otwarci, tak pełni optymizmu i dobroci do ludzi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.