6
Do Landwarowa zjawa zawitała…

Rety, zjawy, upiory w  parku landwarowskim...  Fotomontaż Lucja Stankevičiūtė

Rety, zjawy, upiory w parku landwarowskim... Fotomontaż Łucja Stankevičiūtė

Mimo że 19 lipca roku bieżącego pogoda nie usposabiała do spaceru (siąpiło) — Wita i Ligita Ogilbaitė zdecydowały wieczorem, jak się nieco rozjaśniło,  wyjść na spacer do rozlokowanego blisko ich domu  starego landwarowskiego parku. Wita dopiero wczoraj wróciła  do rodzimego Landwarowa  na wakacje z kolegium  spod Witebska. Tam studiuje weterynarię.  Stęsknione za sobą siostry  właśnie tu, w  ciszy  starych  wiekowych  drzew, chciały się nagadać o wszystkim, co za ten okres, kiedy  ze sobą się nie widziały — wydarzyło.

Powolutku,  krok za krokiem, aby czas przechadzki wydłużyć — doszły  do ulubionej groty kamiennej, którą  nie tylko one, ale nawet ich pupil, czworonogi melancholijny  Reks,  bardzo lubi. Co prawda, tego wieczora, a zbliżała się godzina 20.30, kilka kroków przed tym miejscem pies stanął jak wryty. Zaczął gwałtownie szczekać. Rozejrzały się. W pobliżu nikogo nie było. Spróbowały go uspokoić, ale widząc, że nic z tego — dały spokój. Zresztą chciały  zrobić  nawzajem sobie zdjęcia, zanim  nie zmierzchło.

„Stań w tym miejscu — powiedziała  Ligita do starszej siostry, a kiedy ta posłusznie stanęła z nieco pochyloną w jedną stronę głową,  młodsza, z natury spokojna,  wykrzyknęła: „Uciekajmy! Szybko!” I kiedy obie  znalazły się nieco dalej od tego miejsca, drżąca jak w febrze Wita zapytała: „Co na ciebie naszło, że wrzeszczałaś jak opętana?”. Zdziwiona Ligita popatrzyła na siostrę i zapytała: „Czy nie czułaś, jak ta biała, mglista postać do ciebie się przytuliła? Właśnie z tej, lewej strony”. Owszem, Wita czuła zimno,  a nawet miała dziwne dreszcze,  ale nic, absolutnie nic, w trakcie robienia zdjęcia nie widziała.

W naturze (czyli komórce)  bardzo widocznie widać, jak do  boku, wzdłuż całego ciała dziewczyny, jest przytulona  jasna, biała,  przejrzysta postać Fot. Ligita Ogilbaitė

W naturze (czyli komórce) bardzo widocznie widać, jak do boku, wzdłuż całego ciała dziewczyny, jest przytulona jasna, biała, przejrzysta postać Fot. Ligita Ogilbaitė

Wtedy Ligita pokazała jej swój telefon komórkowy ze zdjęciem zrobionym przed chwilą. Bardzo dobrze było widać, jak do boku Wity wzdłuż całego ciała jest przytulona jasna, biała, przejrzysta postać ludzka.

Do następnego dnia dziewczyny  trochę się uspokoiły, ale  wiedzione ciekawością młodzieńczą zdecydowały znów przyjść na to samo miejsce. Trochę  im  zapewne kolana się uginały, ale mężnie doszły do miejsca, w którym  wczoraj Reks szczekał i wył przeraźliwie. Dzisiaj był jak zazwyczaj spokojny, ale mimo wołania, namawiania, wabienia —  kroku dalej nie zrobił,  a odwrotnie — bardzo szybko uciekł z tego miejsca. Wtedy i siostry poszły za nim.

Może by to dziwne zdjęcie i zostało sobie na pamiątkę w komórce, ale nasza redakcyjna koleżanka przyniosła je do pracy na ekspertyzę do fotografa, sadząc, że jest to defekt aparatu. Potem to samo zdjęcie wysłaliśmy do Wileńskiej Szkoły Ezoterycznej,  skąd otrzymaliśmy potwierdzenie, że nie jest to wada sprzętu, a na zdjęciu obok postaci dziewczyny widać… zjawę. A takie,  które według ezoteryków, często się zjawiają w naszym życiu, tylko że nie każdy umie takie rzeczy wyjaśnić, potrzebna jest odpowiednia wiedza. Po przestudiowaniu tego zdjęcia specjaliści danej szkoły orzekli, że jest to bynajmniej nie groźna zjawa (tak jak duchy dobre i złe —  zjawy też takie bywają) — ta na zdjęciu nic złego nie przyniesie dla osoby, do której tego wieczora się przysłoniła…

Od zarania dziejów wierzono w zjawy, duchy, widma — zarówno wśród wiejskich opłotków, jak i w miastach. Z pokolenia na pokolenie przekazywano opowieści o nieziemskich istotach snujących się po miejscach, z którymi kiedyś były związane. Zawsze istniał jakiś powód tych wędrówek — oszustwo, zawiedziona lub występna miłość, niedokończone sprawy, czasem zbrodnia. Dziwne odgłosy, rozchodząca się woń kwiatów, których — o dziwo — wcale nie ma w mieszkaniu, cienie przemykające się po pokojach, zgrzytające w zamku klucze, szmery, szepty…

Niby z tego szydzimy, nie wierzymy, tym niemniej nastawiamy ucha, kiedy  chodzi o historie związane z jakimś domem, w którym straszy, jak to było na przykład  na przeciągu dziesięcioleci z domem na szosie niemenczyńskiej. Mimo doskonałej oferty i zmieniania początkowo kilku właścicieli, nikt w nim nie chciał zamieszkać. Straszył. Przez wiele ostatnich lat stał pusty, zapuszczony, dziś pozostały tylko jego ruiny.

Miejsce to  mimo atrakcyjnej oferty budowlanej (wokół tak szczelnie zabudowanej  milionowymi willami) nadal jest puste…

Podobnie jest z domem  w rejonie szyrwinckim. Taki straszący dom znajduje się też niedaleko Jaszun i w wielu wielu innych miejscowościach nie tylko naszego kraju.

W Wilnie takim  miejscem, gdzie po nocach zjawia się postać młodej kobiety, jest Pałac Werkowski, a dokładnie  stary pawilon Instytutu Botaniki, gdzie na parterze znajduje się kilka mieszkań doktoranckich. Jak opowiadała  Laima Stankevičienė, która wraz z swym mężem tam dwa lata mieszkała, po nocach słychać było,  jak ktoś chodził na drugim piętrze, przesuwał meble, padały naczynia… Doskonale  z mężem wiedzieli, że nikt tam nie mieszka. Mąż w takich wypadkach wychodził na podwórko, ale okna na górze, oczywiście, były ciemne, puste…

Nie wytrzymali, wynieśli się z tego pięknego  miejsca tylko z tego powodu.

Podobne przykłady poprzedzone jakąś historią, w zasadzie tragiczną, z tym miejscem związaną można mnożyć na pęczki. A  sadząc z frekwencji, jaką cieszą się  wycieczki  —„Widma, zjawy i inne mistyczne historie z Wilnem związane”, które organizuje Centrum Turystyki stolicy, gdzie trzeba zawczasu się zapisywać — widocznie ten temat  bulwersuje zarówno tych, co to takie zjawiska uznają, jak i tych, którzy z nich szydzą. Zresztą dodać w tym miejscu należy, że dane wycieczki nie są tworem fantazji przewodników chcących zarobić na tym interesie. Zostały one tematycznie opracowane przez znanych historyków, którzy takie fakty wyszperali z zapisanych źródeł.

Mając w ręku takie zdjęcie jak z Landwarowa, niewybaczalne by było dla dziennikarza, aby tam się nie udał. Tym bardziej, że miejsce to godne jest opisu niejednego artykułu. Nie tylko ze względu na jego starą historię związaną z zamieszkaniem tu hrabiowskiej rodziny Tyszkiewiczów. Od czasu, kiedy pałac ten wykupił (a raczej wydzierżawił na lat 99) nowobogacki, dziś jakoby bankrutujący rekin branży budowlanej Laimutis Penkevičius,  jest tematem ploteczek, domysłów dla całej prasy litewskiej. Bo i kogoż nie zaciekawi życie takiej pary — milionera i jednej z najpiękniejszych kobiet Litwy. Co prawda,  w  niespełna rok po głośnym ślubie zawrócili w różne strony.

Ale, ale — poniosła mnie wścibskość kobieca, a przecież mam  odwiedzić z bohaterkami tego zdjęcia to samo miejsce, gdzie młode dziewczyny przed kilkoma tygodniami zrobiły to zdjęcie.  Konkretnie — miejsce w starym  ponad 12-hektarowym parku założonym jeszcze w wieku XIX, otaczającym jeszcze starszy pałac w stylu  późnego angielskiego gotyku, który z neogotyckiego  przebudował w  roku1899 syn Józefa — Władysław Tyszkiewicz.

Zanim do tego miejsca dojdziemy, staram się popuścić wodze fantazji i uzmysłowić, jak tu było ładnie, kiedy park został założony. Cieniste aleje upiększały rzeźby  przywiezione z Włoch, stały popiersia króla Jana Sobieskiego i biskupa Tyszkiewicza.

Towarzyszące mi młode landwarowianki, mimo że takiego piękna już nie widziały, ale pamiętały, że w czasach ich dzieciństwa wszystko wyglądało bardzo przyzwoicie. Bo mieszkańcy Landwarowa wychodzili regularnie na społeczne sprzątanie parku.  Szkoda, ale ostatnio tego nie robi się. Co prawda, z okazji ślubu nowego właściciela pałacu lanwarowskiego teren przypałacowy został oczyszczony, trawę skoszono. Ale parku nie porządkowano…

Aż łza w oku się kreci na obecny widok. Nie przesadzę, gdy powiem, że taki park-widmo jest idealnym miejscem nie tylko dla zjaw, widm, ale i upiorów. Tych mitycznych i  współczesnych, co to tu przy tak pięknym zabytkowym stole kamiennym lubią flaszkę rozpić, albo  zebrać się właśnie koło groty kamiennej, nad niedużymi wodospadami.  I „ślady”  swego pobytu w postaci pustych butelek, puszek  do wody ukryć.

„Nie bardzo lubią się zbierać tylko przy tym postumencie, tam na pagórku — mówi Siergiej, mieszkaniec Landwarowa, doskonale znający historię pałacu.  —  Ludzie gadają, że tam nocą zbierają się jakieś tajemnicze postacie żołnierskie.  Siedzą sobie przy ognisku, a kiedy człowiek bliżej podejdzie wtedy cały  obraz znika  — mówi barczysty mężczyzna, który nie wygląda na takiego co to w bajki wierzy.

A taka legenda krąży  zarówno wśród starych, jak i  młodych landwarowian.

Wita i Ligita  też to potwierdzą, ich rodzice i dziadkowie opowiadali, że na tym pagórku „nocą zbierają się jakieś postacie”.
Towarzyszący nam Siergiej dalej  kontynuuje: „W tej  wieży ciśnień (jaka zachowała się z okresu tyszkiewiczowskiego) powiesił się przed laty człowiek. Mieszkał w tym oto starym budynku pałacowym. Jakoby od tamtego czasu pojawiają się tam zjawy, tylko nie wiadomo, dlaczego w mundurach” — snuje swoje rozważania.

Z takim tematem dochodzimy do groty kamiennej.

Cichutko szemrze woda, wtóruje jej szelest szuwarów, otaczających ten strumyk wodny. Robimy kolejne zdjęcie w tym samym miejscu. Oczywiście, tą samą komórką.  Na próżno wytężamy wzrok. Nikogo ani niczego nie ma. Normalne zdjęcie.

No cóż, zjawy widocznie nie lubią dużych kompanii — decydujemy i rezygnujemy z dalszych wypraw do parku landwarowskiego.

Nie rezygnuje natomiast młodzież tego miasteczka (bo wieść o zjawie szybko się rozniosła). Dzieci i nastolatkowie nie mogą się doczekać wieczora, by przyjść na to samo miejsce. Wieczorem, a nawet późno w nocy, o północy.

Ale takie wyprawy oprócz alergii dla niektórych osób(bo szata roślinna jest tu bardzo bogata) niczego nie przynoszą. Faktem jest, że zjawa nie każdego wieczoru i nie do każdego lubi się przytulić…

6 odpowiedzi to Do Landwarowa zjawa zawitała…

  1. Lewek mówi:

    A gdzie foto zjawy, zrobione komórką? 🙂

  2. Senbuvis mówi:

    A ja to wierzę w takie zjawy, bo one mi się dosyć często pojawiają. Mam taką jedną ulubioną. Przyjmuje ona postać bardzo zbliżoną do mojej teściowej – też ma miotłę ze sobą. Zdarza się to zwykle w okolicy świąt. To nic, że pomimo zaklinania, czarowania i takich tam zabiegów egzorcystycznych, zjawa nie znika. Co więcej – z czasem tak się upodabnia do mojej teściowej, że az się okazuje nią być. Tylko żona się na mnie nie wiedzieć czemu boczy. A czy to moja wina, że jej mamuśka jest tak podobna do tej pani z Łysej Góry?
    A też często mi się zjawa taka jedna pokazuje, jak zbyt długo z patriotycznie ukształtowaną częscią mieszkańców Pikieliszek naradzamy się nad Żelosą. Trzyma w ręku najczęściej przedmiot podobny do wałka, czasem nawet są to widły. Drze się na mnie okropnie, kolegów przepędza a mnie każe iść do domu i tak mnie jakoś po czarodziejsku nazywa np. ty jełopie czy coś podobnego.

  3. wilniuk mówi:

    Zjawa? Czemu nie? W sam raz na sezon ogórkowy.

  4. zozen mówi:

    Sezon ogórkowy w pełni. Kiedy artykuł o lądowaniu UFO w Niemenczynie (widziałem kiedyś fajne zdjęcie spodka pod mostem w Niemenczynie) i o talibach w Turgielach? A tak to wreszcie coś weselszego, akurat na sobotę.

  5. ted mówi:

    bywalem tam,z moja sp.Mama,czyli w Landwarowie u krawcowej,b.dobrej krawcowej,nawiasem.
    Rzeczywiscie pamietam,ze atmosfera tam,byla szczegolna.Nie wiem na czym to polegalo,ale pamietam,ze gdy wracalem do Wilna,to dlugo bylem pod wrazeniem.Byc moze to”wina”klockow a’la Lego,wowczas bardzo ciekawe dla takiego,a tam byly.

    Jesli ktos spyta,to odpowiem
    Cala ta Kraina ciekawa

  6. Szymon mówi:

    Moim zdaniem to jest wlos, ktory sie “przykleił” do obiektywu. Moze i to zjawe,ale male prawdobodobieństwo,ze jest tu mowa o zjawisku paranormalnym

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.