6
Pokonać kryzys duchowy, czyli „Jak trwoga to do…”

Lektury z dziedziny popularnej psychologii wielu pomagają przeżyć trudne okresy życiowe Fot. Marian Paluszkiewicz
image-5195

Lektury z dziedziny popularnej psychologii wielu pomagają przeżyć trudne okresy życiowe Fot. Marian Paluszkiewicz

Pismo Święte, modlitwy dla cierpiących na depresję, książki o przebaczeniu — popyt na literaturę religijną nie zmniejsza się mimo ciężkich czasów.

Nie ustępuje jej również literatura z dziedziny psychologii popularnej czy ezoteryczna. Każdy znajduje sposób na radzenie sobie ze stresem wywołanym kryzysem gospodarczym w kraju. Na brak klientów nie narzekają również wszelkiej maści wróżbitki, magowie czy astrolodzy.

— Pracuję na Litwie od niedawna. Ku memu zdziwieniu ludzie naprawdę dużo kupują literatury religijnej. To samo mogę powiedzieć o książkach z dziedziny psychologii popularnej i  ezoterycznej. Nie mogę twierdzić, że ostatnio wzrósł na nie popyt, ale na pewno się nie zmniejszył. Ludzie szukają nie tylko relaksu, ale również równowagi duchowej, głębszych być może odpowiedzi na ważne pytania — powiedziała „Kurierowi” Daiva Pavlavičiūtė, kierowniczka wileńskiej księgarni „Przyjaźń”.

Według Pavlavičiūtė, księgarnię odwiedzają najczęściej ludzie w średnim i starszym wieku. Młodzież — o wiele rzadziej.
— Stale czytam Pismo Święte, żywoty świętych. Taka lektura daje mi spokój, napawa optymizmem w trudnym teraźniejszym okresie. Pomaga mi inaczej spojrzeć na moje życie. Po prostu mniej się boję trudności. Dla mnie to najlepsza psychoterapia. Jestem wierzącym człowiekiem, dlatego również modlitwa pomaga mi przetrwać ciężkie chwile — dzieli się z nami swoimi sposobami na psychologiczny kryzys 51-letnia Eugenia.

— Ludzie niezbyt często się zwracają po poradę. Najczęściej tylko osoby, z którymi się znamy. Myślę, że się krępują — uważa ks. Jacek Paszenda, proboszcz parafii św. Jana Bosko wileńskiej dzielnicy Lazdynai.

Jak mówi, obserwuje, że ludzie są przygnębieni.

— Ludzie tracą pracę, obcina się im płace do minimum, nawet gdy firma prosperuje bardzo dobrze. Pracodawcy wykorzystują sytuację w kraju. Ludzie zdają sobie sprawę z tego i to ich dołuje — mówi ks. Jacek.

— Nie odczuwam kryzysu, bo nie chcę go odczuwać! Mimo że straciłem pracę. To mnie tylko zmobilizowało. Nie mam czasu na „filozofowanie” — muszę zarobić pieniądze i utrzymać rodzinę. Znalazłem swoją niszę nawet w tym naszym kryzysie i próbuję jakoś sobie radzić. W ogóle myślę, że nasze państwo hipnotyzuje naród ciągle siejąc panikę. Nie jest aż tak źle! Jeżeli nie możemy zmienić sytuacji, musimy zmienić stosunek do niej — uważa 30-letni wilnianin Waldemar.
Psycholog Dorota Oleszkiewicz jest przekonana, że kryzys każdemu z nas jest potrzebny, bo zmusza do myślenia, samoanalizy, zrobienia kroku do przodu.

— Kryzys ekonomiczny bardzo często mobilizuje ludzi. Kiedy się świat wali, zaczynamy myśleć, że należy coś w życiu zmienić. Jest po to, byśmy przestali użalać się nad sobą. Każdy z nas ma potencjał, który powinien wykorzystać. Kryzys jest po to, by przestać się użalać nad sobą.

Kryzys ekonomiczny zmusza niektórych do szukania nietradycyjnego wyjścia ze skomplikowanej sytuacji. Wielu w poszukiwaniu rozwiązania swoich problemów kieruje kroki do różnej maści wróżbitek, magów czy astrologów. Przychodzą po radę, nadzieję. W czasie kryzysu na brak klientów wróżki nie narzekają, wręcz odwrotnie. Ludzie przychodzą po gotową receptę na szczęście, wyjście z kryzysu.

— Zawsze miałam dużo klientów, bo daję ludziom nadzieję, którą popieram informacją. I zawsze poprawiam im nastrój.  Ludzie zyskują motywację i siły na przetrwanie ciężkiego okresu w życiu. Człowiek nabiera wiary, że jest o co walczyć i dowiaduje się, jak to zrobić. A jeśli chodzi o kryzys — ludzie ciągle przeżywają jakieś kryzysy. Każdy swój. Co prawda, ludzie teraz są jacyś nakręceni, wystraszeni, nerwowi. Jakaś negatywna aura nad wszystkimi zatacza krąg. Wiadomo, że zły nastrój bardzo się udziela. Ale wielu się stresuje niepotrzebnie. Zauważyłam, że tak naprawdę klienci bardziej boją się kryzysu, niż faktycznie go odczuwają. Owszem, więcej pytań dotyczy pracy — powiedziała „Kurierowi” Beata, świadcząca usługi wróżbiarskie na wileńskim Antokolu.

Mówi, że wróży za przysłowiowego lita, jeśli kogoś nie stać.

— Jeśli ktoś chce dużo zarobić, to oszukuje ludzi i wmawia im, że wypędzi z nich złe demony, oczywiście za odpowiednie pieniądze. Ja nie należę do tej grupy, wręcz przeciwnie — mogę nawet nie wziąć od klienta pieniędzy, jeżeli widzę, że ma poważne trudności finansowe — twierdzi Beata.

Jak mówi, przeważającą część jej klientów stanowią kobiety, w większości to młode, energiczne osoby. Dodaje również, że progi jej  salonu przekraczają też mężczyźni. Z nimi jednak, jak mówi, jest trudniej pracować, bo „są zablokowani energetycznie”.

Na brak klientów nie narzeka wróżbitka i astrolog Silvija „urzędująca” nieopodal wieżowca samorządu wileńskiego. Jak mówi, ostatnio tylko nieco się zmienił kontyngent zwracających się do niej o poradę osób.

—  Przychodzą do mnie bardzo solidni ludzie, właściciele firm. Pytania związane z interesami, pożyczkami, długami, działalnością zawodową „wypchnęły” tematy sercowe — opowiada Silvija i dodaje, że na wizytę do niej, która a propos kosztuje 50 litów, trzeba się zapisywać zawczasu. Ludzie szukają nie tylko relaksu, ale również równowagi duchowej, głębszych być może odpowiedzi na ważne pytania  z kilkutygodniowym wyprzedzeniem.

50-letnia Maria w trudnych chwilach udaje się po poradę do wróżbitki. Jak mówi, seanse u niej zawsze przynoszą jej ulgę. Odwiedza wróżbitkę najrzadziej raz na pół roku.

— Czasem już mi wystarczy sama rozmowa z wróżbitką, żebym poczuła się lepiej — mówi.

— Statystycznie z usług wróżbitek korzystają ludzie mniej wykształceni, niepewni siebie. Prościej jest pójść do wróżbitki niż zacząć pracować nad sobą, rozwijać się — uważa Dorota Oleszkiewicz.

— Myślę, że wielu zwraca się do wróżbitek w chwili beznadziejności. To bardzo dobrzy psycholodzy, którzy najpierw wyciągają z człowieka informację, a potem ją bardzo sprawnie wykorzystują — jest przekonana 66-letnia Maria.

Nie ukrywa, że sama, najczęściej wiedziona ciekawością, korzystała kilka razy z usług wróżbitki. Przyznaje, że niektóre przepowiednie się sprawdziły, ale to jej nie zachęciło do szukania pomocy u wróżbitów.

— Może dlatego, że to, co mi powiedziała, nie napawało optymizmem. Nie przeczę, że różni „ekstrasensi” mogą przyczynić się do tego, żeby człowiek uwierzył we własne siły — rozważa.

Przypomina sobie też jedną zabawną historię.

— Przyszłyśmy z przyjaciółką do pewnej wróżbitki. W pokoju panowała pełna tajemniczości atmosfera. Na stole stała zapalona świeca. Wyjęła talię kart i zaczęła je rozkładać. Jednak, ku naszemu zdumieniu, nagle się rozpłakała i przyznała, że… wcale nie umie wróżyć! Powiedziała, że zwolniono ją z pracy i teraz musi jakoś zarobić na życie. — przypomina sobie pani Maria.

— Zwracając się do wszelkiej maści wróżek i wróżbitów ludzie liczą na łatwy sposób rozwiązania problemu, załatwienia sprawy. Czy to ezoteryka, czy to medytacja…Wielu się kusi na te wszystkie „Ja ci pomogę, ty nie musisz się wysilać”. Człowiek myśli, że pójdzie raz i w bardzo tani, łatwy sposób rozwiąże problemy, które są skomplikowane. Problemy, które czasami przez lata narastają, albo mają korzenie w dzieciństwie, albo nawet w okresie prenatalnym. Jak je rozwiązać przez dziesięć wizyt u jasnowidza, podczas gdy wymaga to naszej pracy, wysiłku, wyrzeczenia się, samodyscypliny. Chcesz zrobić obiad — musisz posiedzieć w kuchni. Chcesz coś wyhodować w polu — musisz pracować. Żeby stać się sobą, również trzeba pracy, dyscypliny czy ascezy. Nasz Pan przecież mówi: „Chcesz iść za mną, weź swój krzyż i idź”, zaprasza do tego, żeby się zmagać ze sobą, ze swoimi trudnościami. Kiedy człowiek potrafi nieść swój krzyż, staje się lepszym, dojrzalszym. Jeżeli jest przyjęty, pomaga człowiekowi wzrastać, jeżeli od niego uciekamy, staje się rzeczywiście przekleństwem, ciężarem nie do zniesienia — mówi ks. Jacek.

Ksiądz uczula, że człowiek sam daje przyzwolenie na to, by diabeł wszedł w jego życie, np. już  przez samo noszenie amuletów.

—  Pan nas uczy, byśmy przez swoje zaufanie otwierali swoje serce, wiarę. Jeśli człowiek idzie do innego źródła, podejrzanego, niewiadomego — otwiera serce dla kogoś innego. Co najmniej dziwnie wyglądają argumenty, że ta wróżbitka ma obrazy na ścianie i mówi, że się modli, ale jednocześnie odwołuje się do magii… Panu Bogu świeczkę, a diabłu — ogarek. Nie zaszkodzi — a może to, a może owo. Jeśli wierzę — to modlitwa mi wystarczy. Po co mi znaki magiczne, podsypywanie soli, podlewanie wody? — pyta retorycznie ks. Jacek.

Jak mówi ksiądz, czasami zdarzają się rzeczy wręcz śmieszne.

— Zwrócił się raz do mnie człowiek, żebym mu dom poświęcił, bo, jak powiedział,  córka nie mogła spać. Potem rozmawialiśmy i się okazało, że byli już u niego różni energoterapeuci, zamawiacze. Nic nie pomagało. Pomyślał wtedy, że może w końcu ksiądz pomoże… — przypomina sobie ks. Jacek.

Na pytanie, jak zachować poprawne relacje z otoczeniem, zwalczyć poczucie krzywdy, które wielu teraz ogarnia, jednoznacznie odpowiada: „Wielkim błędem jest się zamykać w sobie, przez co łatwiej popaść w depresję”.

— Tu nie pomogą, tam oszukali, a kogo obchodzą moje kłopoty… Tak nie można myśleć. Świat nie jest całkiem zły. Trzeba umieć popatrzeć pozytywnie, odszukać to dobro, otworzyć się na nie. Dobro nas umacnia, a zło — dobija. Jest kryzys, nie ma pracy, ale jak chcesz — znajdziesz swój sposób. Mam szansę i muszę ją wykorzystać — jest przekonany ks. proboszcz.

Jak mówi psycholog Dorota Oleszkiewicz, liczba przypadków kryzysów osobowości ciągle wzrasta. Wśród młodych ludzi zwłaszcza. Jednak, jak podkreśla, to niekoniecznie ma związek z kryzysem ekonomicznym w kraju.

— To ma swoje korzenie o wiele głębiej. Taka sytuacja się wytworzyła nie w ciągu jednego roku. Niewątpliwie to również młode osoby łatwiej przeżywają kryzys w kraju, bo mają przed sobą wiele dróg. Kryzys traktują prościej — mówi psycholog.

6 odpowiedzi to Pokonać kryzys duchowy, czyli „Jak trwoga to do…”

  1. andrea mówi:

    A o książkę polską zapytac nie można było? Dlaczego jest tak dovrzse, skoro jest tak źle? A moze to przez wróżki, którym tyle uwagi pani redaktor poświęciła?

  2. wilniuk mówi:

    Cytuję takie oto zdanie z artykułu: Psycholog Dorota Oleszkiewicz jest przekonana, że kryzys każdemu z nas jest potrzebny”. Chodzi o obecny kryzys ekonomiczny.
    Proponuję pani psycholog razem z panią autorką pójść do apteki i poobserwować, jak ludzie nie mogą się zdecydować, które leki wykupić, bo na wszystkie nie stać i jak bezradnie przekładają z miejsca na miejsce te recepty.

  3. andrea mówi:

    Ja proponuję pani psycholog pójście do dobrego lekarza na terapię w myśl maksymy mdeice curate se!

  4. Albert mówi:

    Znajoma w pracy tez w związku z kryzysem zwrocila się do wrozki, ponoc bardzo slynnej. Po wizycie bardzo wrozkę wychwalala, ze jest bardzo mądra. Zapytalem, jak tam bylo u tej wrozki? Okazalo się, ze wrozka powiedziala tylko jedno zdanie: „Pani za malo widzi slanca”. A kolezanka, „no tak, jakie moje zycie, tylko dom i praca, same problemy, kiedy ja mam czas wyjsc na spacer, spojrzec na niebo, gdzies wyjsc, rozwiac się, czyli dojrzec slonce…”. Czyli sama sobie dopowiedziala. Ale wrozkę chwali.

  5. Payonk mówi:

    co sie przejmowac, i tak 21 grudnia 2012 r. bedzie po wszystkim. zatem do tego czasu mozna poszalec…

  6. bobrowniczy mówi:

    Pamiętajcie- nigdy nie wolno brac na plecy więcej niz sie udzwignie.
    I nigdy nie jest tak żle by nie było dobrze.
    By życ dobrze trzeba być a nie mieć za wszelką cene.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.