4
Dzień żałoby w samorządzie Wilna

Reorganizacja, czyli zmniejszenie etatów dotknęło niejednego urzędnika samorządu Fot. Marian Paluszkiewicz

Reorganizacja, czyli zmniejszenie etatów dotknęło niejednego urzędnika samorządu Fot. Marian Paluszkiewicz

Od czwartku 250 byłych urzędników samorządu m. Wilna powiększy szeregi bezrobotnych. Władze miasta zwolniły ich   ponieważ w taki sposób chcą zaoszczędzić, a i podobno administracja będzie sprawniej funkcjonowała. Istnieje zagrożenie, że redukcja etatów dotknie też pracujących w samorządzie Polaków. Przedstawiciele związku zawodowego twierdzą, że reorganizacja nie przyniesie oczekiwanych korzyści, a zwolnieni będą kolejną grupą społeczną, dla której państwo będzie musiało wypłacać zasiłki dla bezrobotnych.

Wczorajszy dzień pracy w samorządzie nie różniłby się od wszystkich innych, gdyby nie to, że panująca atmosfera była wręcz żałobna. Tego dnia trudno było nie zauważyć urzędników, którzy do pracy przyszli ubrani na czarno. Jak tłumaczyli, żałobą chcieli zademonstrować swój protest przeciwko redukcji etatów. Byli wściekli i zamyśleni, jednak zaistniałą sytuację nie chcieli komentować.

— W ten sposób zwracamy uwagę na, naszym zdaniem, w ogóle niepotrzebną reorganizację. Ci ludzie zamiast płacenia podatków, staną się kolejną grupą bezrobotnych, dla których trzeba będzie płacić zasiłki z tego samego budżetu państwa. O jakiej oszczędności tu mowa? — oburzał się wczoraj w rozmowie z „Kurierem” Darius Šalūga, przewodniczący związku zawodowego pracowników administracji samorządu.

— Nikt publicznie nie mówi, ile musimy zaoszczędzić. Dlatego nie wiemy, ile osób powinno być zwolnionych. A może byłoby lepiej, gdyby ludzie wzięli bezpłatne urlopy? Dlaczego nikt nie rozważał innych sposobów?! — mówi  Šalūga.

Zapytani przez „Kurier” o zdanie na ten temat interesanci, którzy tego dnia przyszli do samorządu załatwić swoje sprawy, powiedzieli, że niesprawiedliwie jest zmniejszać liczbę urzędników w dobie kryzysu.

— Lepiej skrócić dzień pracy, zmniejszyć wynagrodzenia i wtedy nie trzeba będzie milionów na wypłacenie odpraw. Ludzie będą czuli się bezpieczniej. Nie zwiększajmy armii bezrobotnych, nie będzie z tego korzyści — powiedział Rimas, jeden z rozmówców.

Zdaniem Mindaugasa Savickasa, rzecznika prasowego samorządu, tego dnia panowały takie nastroje, jakie muszą być w takiej sytuacji.

— Mieliśmy 954 etaty. Od 1 października zostanie 710, ale to nie wszystko. W rezerwie jest jeszcze 50 osób, co znaczy końcowa liczba etatów ma wynosić 660 — podczas rozmowy z „Kurierem” powiedział Savickas.

Do 1 października w stołecznym samorządzie pracowało 30 urzędników polskiej narodowości. Jak powiedział „Kurierowi” Jarosław Kamiński, radny samorządu, istnieje zagrożenie, że redukcja etatów dotknie też Polaków.

Przedstawiciele samorządowego departamentu personelu tłumaczą, że wiele osób, które zgodzą się pełnić nowe funkcje, zostanie przeniesionych do nowych strukturalnych pododdziałów. Z kolei ci, którzy nie zgodzą się lub dla nich nie wystarczy miejsc pracy, zostaną zwolnieni.

Według kierownika administracji Vytautasa Milėnasa, podstawowym punktem odniesienia jest uporządkowanie funkcji, żeby samorząd mógł sprawniej wykonywać swoje obowiązki. Zdaniem Viliusa Navickasa, mera Wilna, w tym roku z reorganizacji nie zaoszczędzą, jednak w następnym roku planuje się zaoszczędzić 10-12 milionów litów.

4 odpowiedzi to Dzień żałoby w samorządzie Wilna

  1. Albert mówi:

    zostali zwolnieni wszyscy ci, ktorzy nie mieli “plecow”. Polacy raczej “plecow” nie mają, więc w tej grupie odsiew musial byc duzy.

  2. IRENA mówi:

    CIEKAWIE DLACZEGO SEJM NIECHCE OSZCZĘDZAC SWOIM KOSZTEM? PRZECIERZ ZWOLNIĄC POMOCNIKOW SEJMUNAM OSZCZĘDZILI BY DUŻO WIĘCEJ, A I DEPUTOWANI MUSIELIBY PRACOWAC SAMI WIĘCEJ I NIEMIELI BY CZASU NA BEZMYŚLNE TRACENIE ŚRODKÓW NIBY REPREZENTACYJNYCH.

  3. wrocławianin mówi:

    Administracja w każdym kraju ma tendecję do rozrastania się, do wyszukiwania uzasadnienia dla swego istnienia i wymyślania dodatkowych zadań. Takie jej regularne “przycinanie” jest obiektywnie uzasadnione i konieczne, tym bardzie w czasach kryzysu.
    Jednak jak dobrze pamiętam w Wilnie 20% to Polacy. Gdyby stosować te proporcje w administracji, to urzędników w samorządzie m. Wilna powinno być ok. 180 a nie 30. Czy Polacy nie nadają się do tej pracy?

  4. syrena mówi:

    a co sie robi w rej.wilenskim ,tam tylko rodziny tomaszewskiego, reksiowej,sinickiego,mincewicza urzadzone , pracowac nie ma komu ,tylko z czajnikami po korytarzach biegaja az sie glowa kreci , na kilku litwinach tam wszystko trzymasie bo czytac i pisac umieja

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.