63
Śpiewaki pogrzebowe — tradycja Wileńszczyzny

Pani Stefania szczyci się niezmiernie, że tradycję śpiewania na pogrzebach podtrzymują jej synowie Fot. Barbara Chikashua
image-6448

Pani Stefania szczyci się niezmiernie, że tradycję śpiewania na pogrzebach podtrzymują jej synowie Fot. Barbara Chikashua

„Na pogrzebach nie dla pieniędzy śpiewam. Uważam, że jeśli Pan Bóg obdarzył nas jakimś darem, to musimy to oddawać ludziom” — mówi pani Stefania, która od ponad 60 lat śpiewem żegna odchodzących na tamtą stronę świata.

Na przeciągu stuleci śmierć w szczególny sposób łączyła lokalną społeczność Wileńszczyzny. Powstawały niepisane zasady, rytuały godnego pochówku osoby zmarłej. Wówczas do tragedii rodziny poczuwała się cała wieś, wszyscy spieszyli z pomocą, wszyscy przychodzili pożegnać nieboszczyka.

Natenczas przydawano wielką wagę znaczeniom towarzyszącym pogrzebowi. Wierzono, na przykład, w duchową obecność zmarłego w domu w czasie pogrzebu, dlatego też wykonywano pewne rytuały, aby wraz z wyniesieniem ciała z domu, wyszedł duch nieboszczyka, aby nie przywołał kolejnych nieszczęść.

Ceremoniał pogrzebowy, począwszy od czuwania przy zmarłym i  śpiewaniu pustonocnych pieśni, uczestniczeniu w wyprowadzeniu, uroczystościach w kościele i na cmentarzu, wreszcie w obiedzie żałobnym, który odbywał się wyłącznie w domu, wśród najbliższych. Według tradycji zwłoki ani na chwilę nie były zostawiane same. W dobie obecnej najbliżsi coraz rzadziej mają bezpośredni kontakt ze śmiercią swego domownika, gdyż nierzadko umiera on w szpitalu, w otoczeniu osób mu obcych. Również przygotowanie ciała oraz towarzysząca temu forma obrzędu odchodzi w zapomnienie, ponieważ obcy ludzie wykonują jedynie swoją pracę. Ciało nieboszczyka trafia do kostnicy, nierzadko w przypadku osoby młodej, też na sekcję zwłok. Do ostatniego spotkania z najbliższymi dochodzi jedynie w domu pogrzebowym. Absolutna odwrotność do czasów nie tak odległych, może nawet sprzed lat dwudziestu, trzydziestu…

Oczywiście współczesny model pogrzebu przyjmuje się w większych miejscowościach oraz miastach, gdzie powstają liczne domy pogrzebowe, narzucając swoje schematy, zakorzenione tradycje pozostawiając w cieniu. To one przyczyniły się do złamania zasady całodobowego czuwania płaczek przy nieboszczyku, których zadaniem było opłakując  go wychwalać. Zastąpiono je grupami śpiewaków, którzy śpiewają pieśni pogrzebowe. Obecnie domy pogrzebowe czynne są przeważnie do godziny 22.00. Nocne czuwanie w domach pogrzebowych są dzisiaj wyjątkiem, gdyż nie wszystkie domy pogrzebowe na prośbę rodziny najbliższej zostają otwarte.

Ludowy obrządek godnego pogrzebu, zgodnie z którym od pokoleń chowano na Wileńszczyźnie, nie wszędzie w równym stopniu uległ zmianie. Dzisiaj istnieją różne modele pogrzebu na wsi i w mieście. Młode pokolenie chowa inaczej, starsi natomiast chcą mieć śmierć i pogrzeb w ich pojęciu. Chcą, by czuwano nad ich zwłokami w dzień i w nocy, by przy konaniu był ktoś, kto poda im gromnicę.

Niezależnie jednak od zmieniających się zwyczajów, grzebaniu zwłok, a także całemu obrzędowi również dzisiaj towarzyszą śpiewy i zbiorowe modlitwy. Wraz z pojawieniem się domów pogrzebowych nowością na pogrzebach stało się puszczanie delikatnego tła muzyki żałobnej z płyty. Szczególnie młode pokolenie preferuje tę formę muzyki, zamiast modlitwy śpiewaków, nierzadko niemiłej dla ucha rodziny w tej trudnej chwili. Ten fakt nieraz zastanawia. Czyżby śpiewacy pogrzebowi w niedalekiej przyszłości zostaną zastąpieni banalnym sprzętem muzycznym?

78–letnia Stefania Królikowska, śpiewaczka pogrzebowa ze Skojdziszek, absolutnie nie widzi takiego zagrożenia:
— Przede wszystkim w domach pogrzebowych zawsze jest włączany podkład muzyczny, jednak kiedy przychodzą śpiewacy i zaczynają się modlić, to na tych kilka godzin muzykę się wyłącza. Nie ma z tym żadnego problemu”.

Przeważnie grupy śpiewaków pogrzebowych na pogrzeb są zapraszani. Sporadycznie zdarzają się wypadki, że przychodzą sami.

Jak wspomina pani Stefania, kiedy jeszcze w okresie nastoletnim z mamą chodziła na pogrzeby („bo tak trzeba było”), zapłaty dla śpiewaków wówczas nie było, tylko poczęstunek. Teraz natomiast zazwyczaj pobiera się opłatę. Tradycja płacenia za śpiewanie na pogrzebach przyjęła się od lat dwudziestu. Nie ma jednak żadnej określonej sumy, którą się pobiera za śpiewanie — „kto ile może”. Oczywiście, jeśli jest wyraźnie widoczne, że w rodzinie sytuacja finansowa jest trudna, to często się pieniędzy nie przyjmuje.

„Na pogrzebach nie dla pieniędzy śpiewam. Uważam, że jeśli Pan Bóg obdarzył nas jakimś darem, w moim wypadku głosem, to musimy to oddawać ludziom. Poprzez śpiew rozumiem przede wszystkim szczerą modlitwę do Boga, ale również jestem zdania, że śpiew, ta modlitwa powinna również podobać się ludziom” — tłumaczy pani Stefania.

Dzisiaj śpiewanie na pogrzebach jest dość rozpowszechnione. Wcześniej grupy śpiewaków pogrzebowych tworzyły się raczej na wsiach. Obecnie  są również przy wileńskich kościołach. Grupy śpiewaków są dość zróżnicowane.
Na przykład w Skojdziszkach działają 2 grupy śpiewaków, liczące po 3-4 osoby. Są to przeważnie członkowie lokalnych chórów kościelnych bądź zespołów ludowych.

Jedną z grup kieruje Stefania Królikowska. Pomocą służą nieraz jej synowie — Walenty i Jarosław.

Wcześniej wśród społeczności lokalnej śpiewaków zawsze uznawano za grupę ludzi, która w całej okolicy cieszy się poważaniem i jest uznawana za swego rodzaju autorytet w sprawach pogrzebu. Śpiewakiem pogrzebowym mógł zostać tylko ten, kto w opinii otoczenia nie tylko dobrze śpiewa, ale jest przede wszystkim dobrym, prawym człowiekiem i ma czyste sumienie.

Śpiewacy przychodzą wieczorem, a czuwanie kończą już przed północą, albo i wcześniej, w zależności, gdzie odbywa się pogrzeb. W młodości pani Stefanii śpiewano do 4 rano.

Modlitwy i pieśni wykonywane w czasie czuwania i pochówku mają zapewnić zmarłemu zbawienie. Zdaniem pani Stefanii oraz jej synów, którzy również potrafią się modlić podczas pogrzebów, pieśni mają siłę uspokajającą. — Równy, spokojny śpiew modlitewny jest prawdziwym ukojeniem dla bólu najbliższych… — mówią Walenty i Jarosław.

Rodzina Królikowskich preferuje właśnie taki charakter modlitwy żałobnej. Ich zdaniem, poprzez śpiewy żałobne zmarły żegna się z rodziną, sąsiadami, ze swym domem, prosi o modlitwę za swoją duszę, pociesza zostających na tym świecie. Pieśni i psalmy Dawidowe zawierają też pouczenia, jak żyć, aby po śmierci uniknąć wiecznej kary.

— Pieśni, wykonywane w określonej kolejności, towarzyszą kolejnym etapom pogrzebu, opisują je i komentują — zaznacza pani Stefania. Ważny jest również rodzaj wybieranych pieśni na pogrzebie, gdyż różnią się one w zależności od pory roku, od kalendarza kościelnego oraz od tego, kto jest nieboszczykiem — osoba młoda, czy też starsza.

— Śpiewanie na pogrzebach stało się już naszą tradycją  — mówi Walenty Królikowski. —Śpiew na pogrzebach to dla mnie nie tylko zachowanie tradycji rodzinnych, ale i tradycji polskich na Wileńszczyźnie.

63 odpowiedzi to Śpiewaki pogrzebowe — tradycja Wileńszczyzny

  1. wilniuk mówi:

    Śpiewaki pogrzebowe?

  2. heca mówi:

    muzykanty weselne, sąsiady wioskowe, pany miastowe…Takie nasze podwileńskie klimaty językowe.

  3. Albert mówi:

    po wilensku spiewaki. nie ma czego się wstydzic wilenskiej gwary.
    „te spiewaki” są skazani na wyginięcie. swiat idzie do przodu, wysluchiwanie pogrzebowych piesni, czy inaczej – zawodzen, nie jest latwym zajęciem, ludzie chcą wygody. z jednej strony to dluga tradycja, ale nie będę zalowal, gdy ona zaginie.
    niedawno czytalem o „modelu” czeskim. zero pogrzebu. zwloki z kostnicy pracownicy firmy pogrzebowej wiozą od razu na cmentarz. nikt z rodziny na cmentarz się nie fatyguje, firma wraz z rachunkiem po prostu daje mapkę, z zaznaczonym miejscem pochowku.

  4. IRENA mówi:

    BARDZO PIĘKNIE BRZMI TYLKO ŻE TO NIEPRAWDA. ZA ŚPIEWANIE NA POGRZEBACH PANI STEFANIA BIERZE PO 50LT. A TAK WSZYSTKO PRAWDA.

  5. Czytelnik mówi:

    Ojakiej wygodzie moze byc mowa na pogrzebie.

  6. Michał mówi:

    Piękny zwyczaj. Jest on niezwykle cenny zwłaszcza w dobie zanikania w Europie jakichkolwiek obrzędów. Takie zwyczaje bronią nas przed zalewem kultury masowej. Oby tak dalej.

  7. wilniuk mówi:

    Do Irena:
    Pani Ireno, wziąwszy pod uwagę ceny w biurach pogrzebowych (400 litów za muzykę nagraną na taśmie) te 50 litów za „żywy” śpiew – to naprawdę darmo.
    A co do „mowy wileńskiej”, chcę zauważyć, że gazeta ma być pisana w języku ogólnopolskim, a nie w gwarze. Zresztą najczęściej nie jest to żadna gwara, tylko niechlujna polszczyzna.

  8. Waldek mówi:

    Nie byłbym przeciw nauczyć się śpiewania na pogrzebach,bo się boję aby ta piekna tradycja nie zanikła z czasem.

  9. Miss mówi:

    Az 50 litow?! Ajej ajej! Pewnie je odda na leki. Niech Pani sama sprobuje pospiewac na pogrzebach i zobaczy jaka to latwa praca.

    Pewnie nie bierze. Sami dajecie. A pozniej mowicie calemu swiatu, ze od was wziela 50 litow.

  10. andrzej mówi:

    Przy okazji , może ktoś wie ? To wileńskie „wiecznE ODPOCZNIENIE racz …” jest zwykłym błędem językowym , czy archaizmem ?

  11. IRENA mówi:

    Mnie chodzi nie o to że bierze, ale o to że mówi , że śpiewa nie dla pieniędzy i to jest fakt.

  12. andrzej mówi:

    do IRENA : ja tego tak nie odebrałem , pani Stefania śpiewa , bo odczuwa to jako swój obowiązek , nie ma mowy w tekście o tym , czy ona otrzymuje za to pieniądze , czy nie . Zresztą gdy by nie twoja uwaga , to bym nawet nie zwrócił uwagi na sprawę opłaty , bo tekst jest o czym innym . Skoro sprawa została poruszona , to ja rozumiem to tak , że pani Stefania robi to nie dla pieniędzy , spełni swój obowiązek nie pytając o kasę , ale gdy ktoś chce jej to wynagrodzić i tego kogoś na to stać , to nie widzę w tym nic złego .

  13. wilniuk mówi:

    Do andrzej:
    Nie, „wieczne odpocznienie” nie jest błędem językowym.Jest to, jak słusznie zauważyłeś, archaizm. W modlitwach jest dużo archaizmów językowych, bo modlitwy na szczęście, zmieniają się bardzo powoli. Np. „błogosławion owoc żywota”. Dziś w języku polskim skróconej formy przymiotnika używa się b. rzadko, natomiast w języku staropolskim była ona dość popularna: dobr człowiek, mądr Polak po szkodzie itd.

  14. alex mówi:

    „Śpiewaki pogrzebowe” – takiego okreslenia na Wilenszczyznie nie uzywa się. To jest dziwolag jezykowy autorki. Na Wileńszczyznie mawiają: „trzeba zaprosić spiewaków”.I wszystko.Jezeli sie jednak kierowac norma językowa to nalezaloby napisać „spiewacy”. Ot i cala filozofia. Szkoda ze tego nie rozumie ani autorka, ani redaktorzy.

  15. andrzej mówi:

    wilniuk , dziękuję , też tak myślałem , ale czy masz pewność ? O niby „dziwolągach” wiem , przykład już nie istniejącej liczby podwójnej : mądrej głowie dość dwie słowie ( a nie PO SŁOWIE ) .

  16. Towarzysz z Solecznik mówi:

    Tradycja tradycją, ale jak spiewaki za przeproszeniem zaspiewają, to zdaje się že zaraz nieboszczyk nie wytrzyma i ucieknie ze swego pogrzebu. Bron bože od spiewakow – są nagrania i tego calkiem wystarcza, a po drugie, po trzy doby nieboszczyka teraz nikt nie trzyma, i ježeli rodzina rozsądna, to wystawia nieboszczyka w lokalu, a nie w domu. A zobaczcie jacy wažni spiewacy na pogrzebach – zobaczysz, posluchasz i wydaje się že nie na pogrzebie jestes, a na benefisie. Kto przežyl pogrzeb w rodzinie, ten myslę mnie zrozumie. A tak to každy wymądrza się jak može.

  17. wilniuk mówi:

    Do Andrzej:
    Tak, mam pewność. I te „dwie słowie” nie są żadnym dziwolągiem, tylko rzeczywiście to już nieistniejąca liczba podwójna.Dziś została tylko w skostniałych zwrotach, przysłowiach, np.: Cztery gęsi, dwie niewieście – będzie hałas w całym mieście. Mówiło się: dwie babie, dwie kmiecie, dwie słowie. Jednak to bardzo stare formy. Zaczęły zanikać już w XV wieku. Resztkami liczby podwójnej są ręce, oczy, uszy (Zwłaszcza ‚ręka’ przysparza nam kłopotu, bo mówimy : w tej ręce i w tym ręku, tak jakby ręka była rodzaju męskiego.

  18. Katarzyna mówi:

    Dla mnie słowo śpiewaki jest znane, bo właśnie tak ludzie mówią na Wileńszczyźnie. Może tylko autorka musiała zwrócić uwagę na tę przyjętą, azczkolwiek niepoprawną formę językową. Na pogrzebach ze śpiewakami razi nie skromna opłata za usugę ku Bożej chwale, tylko stawiany na stoliku przed śpiewakami poczęstunek w postaci cukierków, ciastek i in. Taka konsumpcja przy nieboszczyku jest brakiem elementarnej kultury. Czy nie wystarczy jakaś woda mineralna albo coś innego dla zwilżenia gardła, a śpiewaków można i trzeba uczęstować, ale już w innym pokoju, czy kuchni.

  19. Czytelnik mówi:

    Do 16 ,jak towarzysz,to po towarzysku rozsadza.

  20. Waldek mówi:

    Do 16. Całkowicie z tobą się nie zgadzam. Proste nagranie to nie jest to samo co na żywo śpiewające osoby. Nastepnie… Czy śpiewacy muszą płakać z powodu cudzej śmierci,muszą mieć jakieść przeżycia??! Na pewno nie. Oni robią to co muszą i koniec. A czy wystawiać nieboszczyka w domu czy w lokalu zależy już od tradycji zaistniałych w tym domu od dawna. I to dla mnie całkiem nic nie mówi o rozsądniści człowieka. To jest rzecz osobista.

  21. gramatyk mówi:

    A slowo kantyczka tez zle? wielcy gramatycy

  22. JJ mówi:

    Pani Barbaro, dziękuję za dobry, moim zdaniem, artykuł. Krytykom języka należałoby raczej zwrócić swoje ostrze w kierunku Autorki artykułu o cmentarzu w Mejszagole – w nim aż się roi od „byków”… A polszczyzna p. Barbary jest poprawna.
    Teraz kilka refleksji na temat śpewania na pogrzebach. Tradycja to tradycja, kto chce, może jej przestrzegać, kto nie chce – nie musi, decyduje rodzina Zmarłego. Uważam, że najważniejsze są – jeżeli wolno to tak określić – kwalifikacje śpewaków.
    Zdarzyło mi się być na dwóch pogrzebach na których śpiewała p. Stefania z synami. Mają dobre głosy i wydaje mi się, że ich śpiew i modlitwa naprawdę przynoszą ukojenie (czego, niestety, nie da się powiedzieć o wielu innych śpiewakach wileńskich). Bardzo się cieszę, że synowie przejęli umiejętności Matki i godnie kontynuują tradycję. Składam państwu Królikowskim wyrazy wdzięczności i szacunku oraz życzę dużo zdrowia (a dla p. Stefanii – co najmniej 100 lat!), aby mogli nadal wspierać ludzi w tak ciężkich chwilach.

  23. bobrowniczy mówi:

    Kochani rodacy.
    Nie jest istotne czy sie mawia -śpiewacy pogrzebowi,czy też inaczej.Chodzi poprostu o godne pożegnanie człowieka a jednoczesnie godne przypomnienie żywym o tym jednym i nie uniknionym fakcie jakim jest śmierć.Ktoś kiedyś ładnie powiedział- kazdego dnia kiedy idę kłasć sie spać, żegnam sie ze wszystkimi tak jak by to było ostatni raz .Bo któż mi zagwarantuje ,że nastepnego dnia obudzę się o poranku- jako na nowo rodzi się dzień.

  24. Teresa mówi:

    Wiekszosc pogrzebow odbywasie w liokaliu robmy jak w Polsce chor koscielny odmawia paciorki i wystarczy.

  25. Gutek mówi:

    Poniekad zgadzam sie z Towarzyszem z Solecznik, a tez z JJ. Tradycja tradycja, ale te „spiewaki” potrafia przeksztalcic pogrzeb w niezly cyrk lub makabre do szescianu. Nie wiem jak spiewaja pani Stefania i jej synowie, ale zdarzylo mi sie kiedys wypasc z sali pogrzebowej, by prychajac smiechem nie naruszyc powagi sytuacji. Na zewnatrz zauwazylem, ze za mna wypadla spora grupka takich samych osob jak ja – zgietycvh wpol i zaslaniajacych usta dlonmi. I nic dziwnego. Malzenstwo „spiewakow” zaintonowalo jakas przedziwna piesn pozegnalna w imieniu nieboszczki skierowana do jej bolejacego przy trumnie malzonka. Brzmialo to tak: pani spiewaczka wykonywala partie nieboszczki, pan spiewak jej dopowiadal w imieniu meza. Najgorsze, ze przy tym i tekst byl jakis prymitywny, i wykonanie parodyjne – jakies pogrzebowe disco polo. Bardzo niepowazne. Innym razem zdarzylo mi sie byc swiadkiem, jak dziesiecioletni chlopiec na pogrzebie ojca dostal takiej histerii, ze trzeba bylo wezwac pogotowie. Stalo sie to zaraz po tym, gdy spiewacy tez zaczeli wykonywac jakas piesn w imieniu nieboszczyka. Brzmialo to makabrycznie i spowodowalo u dziecka wielka traume. Zreszta kazdy z nas byl chyba na jakims pogrzebie, gdzie spiewacy zamiast tworzyc stosowny nastroj rozpraszali go, bo albo niemilosiernie falszowali, albo wykonywali jakies dziwaczne teksty, a czesciej i jedno, i drugie.

  26. wilniuk mówi:

    Do JJ:
    Zdaje się, że nikt nie kwestionował polszczyzny całgo artykułu. Chodziło jedynie o niepoprawny tytuł, bo jednak po polsku należało napisać „śpiewacy pogrzebowi”, anie „śpiewaki pogrzebowe”. To, że tak się na wsiach mówi, nie jest żadnym argumentem. Chyba nie neguje Pan (Pani) tego?
    POza tym przyłączam się do Pańskich życzeń i słów uznania dla pani Stefanii. Te śpiewy pogrzebowe – to stara i piękna tradycja Wileńszczyzny, którą należy kultywować jako element kultury ludowej.
    A czy w taki, czy też inny sposób uczcić odejście i pamięć o Bliskich, to każdy sam zdecyduje. Wydaje mi się, że nie na miejscu jest dyktowanie komuś, jak ma postępować i w jaki sposób urządzać pogrzeb, jak to sugeruje pani Teresa i inni.
    Martwi mnie, że wszelka uwaga o błędach językowych jest odbierana jako atak na dziennik. A przecież chodzi tylko, żeby ten dziennik był lepszy, bo my, Polacy wileńscy zasługujemy na to. Chociażby przez odwieczne związki z kulturą polską i wkładem, jakie wniosło do tej kultury Wilno.

  27. wilniuk mówi:

    Do Gutek:
    Kiedy pisałem swój post, wpisu Gutka nie było, więc nie mogłem do niego się odnieść.
    Odpowiedzieć można jedynie tak:czy fakt, że ktoś pisze książki brukowe, robi zdjęcia i filmy pornograficzne jest argumentem, by oskarżać o to całą literaturę i sztukę? Podobnie jest i w tym wypadku.
    Myślę, że we wsiach ludzie znają dobrych śpiewaków,tych z poczuciem taktu, umiaru i kultury.
    Te pogrzebowe śpiewy pomagają niektórym ludziom dać upust swej rozpaczy, żalu, by potem łatwiej przenieść bolesną stratę. Mają więc znaczenie terapeutyczne. Bądźmy więc wyrozumiali.

  28. andrzej mówi:

    Zdarzyło mi się być kiedyś na takim pogrzebie , gdzie wodzący rej śpiewak na stypie omal nie doprowadził do zgonu uczestników żałobnej biesiady . W dosyć ciasnym pomieszczeniu stojąc przy stole musieliśmy wysłuchać modlitw za zmarłego , za każdego żyjącego członka rodziny z osobna , za zmarłych i to oddzielnie za ojca i matkę , za gospodarzy domu , za papieża w końcu już straciłem rachubę , bo się powtarzał , a były to nie krótkie pacierze , bo i koronki i jakaś skrócona wersja różańca . To było ponad 20 lat temu , wiele było ludzi starej daty , ale na koniec nawet dewotki zaczęły się zżymać . Wiem , że byli tam koledzy z pracy zmarłego , prawosławni , było mi wstyd , co myśleli o nas katolikach ? to już nie modlitwa , ale jakieś pośmiewisko .

  29. gramatyk mówi:

    Kiedy nasze folklorystyczne zespoly ryczą-to się zachwycamy.A spiewacy na pogrzebie się modlą – zle.Dziwne nasze wilenskie pojmowanie kultury ludowej.

  30. bobrowniczy mówi:

    Drogi andrzeju.
    Domyślam się ,ze nie jesteś osobą głęboko wierzacą choć przyznającą sie do wiary katolickiej.Na stypie się nie śpiewa na konselacji się je.Można też po wspominać o życiu umarłego.

  31. bobrowniczy mówi:

    Drogi andrzeju a może to był cygański pogrzeb, Oni piją,jedzą i spiewają na grobach swoich zmarłych??

  32. t do wszystkich mówi:

    Nie plątac na žywo spiewających osob ze spiewakami. Spiewanie nie jest ryczeniem i pędzaniem diablow.

  33. do Gutek mówi:

    z moich obserwacji – zazwyczaj niemilosierdnie falszuja i stwarzaja jakis groteskowy nastroj. jednak prosilbym o oddzielenie modlitwy za zmarlego od tworczosci tych „spiewakow”. Modlitwa – jak najbardziej, zas zamiast jekow-rykow wole jakas muzyke z playbacku, np. muzyke ktora lubil zmarly (oczywiscie o ile pasuje na te okazje).

  34. wilniuk mówi:

    Do bobrowniczy:
    Pozwól, że zwrócę Ci uwagę, na niewłaściwe zachowanie się. Tu ludzie wypowiadają się na temat obrzędów pogrzebowych. Myślę, że nikt przy tej okazji nie ma prawa oceniać osobowości dyskutanta i tego, czy jest bardzo wierzącym, czy nie bardzo. W ogóle zauważyłem, że już nie po raz pierwszy oceniasz ludzi, których nie znasz.
    Ja na przykład ze wszystkich form pochówku za najlepszy uważam kremację zwłok, co nie znaczy, że mam prawo krytykować inne formy i zwyczaje lub nie uszanować ich. Nie znaczy też, że ktoś może wyciągać wnioski na temat mojej religijności, bo jest to sprawa bardzo osobista i nikomu nic do tego.

  35. andrzej mówi:

    to , że wyraziłem się , przyznaję , nieprecyzyjnie nie oznacza , że nie odróżniam stypy od pogrzebu . Słowa „pogrzeb” użyłem nie właściwie , ale miałem na myśli stypę , jako końcowy akt uroczystości pogrzebowych .

  36. bobrowniczy mówi:

    Drogi wilniuku pozwolisz ,że ja tobie zwróce uwage.Wartosciowanie na czym polega zapewne Pan wie skoro się Pan o nie doprasza.
    Pisząc ogólnie o głebokości wiary Pana andrzeja chodziło o jego znajomośc tradycji i obrzedu.Gdyż człowiek czynnie uczestniczący w swej wierze wie, że z zasady na stypie-konselacji sie poprostu nie śpiewa.Na konselacji się je i wspomina.No chyba ,ze są jakies wyjątkowe zwyczaje np.takie jak u Cyganów.Co do zwolenników kremacji to raczej trudno o jakie kolwiek wnioski.Każdy jest panem swego ciała.

  37. Nieznajoma mówi:

    A ja na przyklad jestem przeciw tym wszytkim spiewakom. Owszem, mozna moze toche i pospiewac, ale nie za duzo. Sluchajac tego, ze tak powiem nieladnie „wycia” smutnego i tych piosenek, doprowadza do jeszcze wiekszej depresji i smutku. Ludzie i tak cierpia i sie smuca, a tu jeszcze te grobowe spiewanie, i to prawie przez caly pogrzeb.
    oczywiscie, to jest moja osobista opinia:)

  38. Edmuk mówi:

    śpiewaki, czy śpiewacy – to raczej nieistotne. W naszej wiosce – „śpiewaki”. Zdarza się nawet, że „można zakupić mszo u proborszcza”.
    To,że są ludzie, co śpiewają na pogrzebach nie jest złe. Lepiej to, niż „faniera” (te same śpiewy z taśmy, lub płyty), obojętnie, czy to w domu(na wsi), czy w zakładzie pogrzebowym. Owszem, nastrojowa muzyka w wersji instrumentalnej, coś z klasyki też mi odpowiada, ale…, nie zagłusza ona dość głośnych szeptów, co to zdarzają się między ludżmi, co to dawno się nie widzieli, a okazje do spotkań mają raczej na pogrzebach; napadów głośnej rozpaczy osób bliskich, przeważnie płci żeńskiej – nie będzie się biegało za każdym razem do regulatora głośności; nie tyle uwagi przyciągną osoby wchodzące/wychodzące z pomieszczenia, itp. Lepiej to niż niegdysiejsze płaczki, o ktorych słyszałem, ale Bogu dzięki, nie spotkałem.
    TreśćTeksty. Pamiętam, jak kiedyś (przy sowietach) śpiewacy szukali, gdzie by można było zkserować stare potrzepane kantyczki, przepisywali jedni u drugich teksty do zeszytów, przekręcając słowa. „Elita” miała teksty przepisane na maszynce…
    Treść. Słyszałem różne treści. Kochanowski też napisał Treny. Nie przepadam za nimi.
    Wykonanie. Tu bywa różnie. I to bardzo. To mniej więcej jak z muzykantami weselnymi – im więcej zakrapiaja, tym mniej i gorzej śpiewają. Choć zdarzyło mi się raz(!) usłyszeć, jak śpiewały na pogrzebie dwie kobiety, młode, chyba matka z córką. Słuchałbym i słuchał…
    Obyczaje. Rej w takich śpiewach wiodą zazwyczaj kobiety, przeważnie „emerytowane” chórzystki kościelne. Niby idylla. Rozumiem, że śpiewacy są od śpiewania przy zmarłym w sali pogrzebowej, „Anioł Pański” na cmentarzu, bo już niekoniecznie wszyscy słowa znają, też dobrze. Ale… ja NIE ROZUMIEM, jak można ŻREĆ ciastka i cukierki, trzeszcząc papierkami, owoce – mlaskając, siorbiąc kawę czy herbatę w przerwach w śpiewaniu w sali, PRZY TRUMNIE. Do tego wizerunku brakowałoby chyba jeszcze łupania orzechów butem…
    NIE ROZUMIEM, dlaczego na konsolacji („konsylacji”-w naszej wiosce), po Mszy Św. i pochówku, babska muszą drzeć się godzinę-półtorej, odprawiając jakieś obrzędy, z „kazaniem” włącznie. Jak mawiała pewna babka: „żeb krepczejsza modlitwa była”.
    Najbardziej groteskową historią (kilkadziesiąt lat temu) był pogrzeb pewnej sąsiadki, osoby bardzo wierzącej. Konsolację zaczęto od „Anioł Pański” gdzieś o 18-tej godzinie, ale już o 1-szej po północy ci sami śpiewacy śpiewali…, zgadnijcie… tak, tak: „stooo laat, stooo laat…”
    Generalnie jestem „ZA”, żeby ludzie śpiewali na pogrzebach, nawet za jakąś opłata, byle nie robili z tego komercyjnego „disco-pogrzeb” z elementami WOO-DOO i „babskiej mszy”.

  39. wilniuk mówi:

    Do Edmuk:
    Przyznam, że po raz pierwszy zdarza mi się słyszeć, że ktoś nie lubi „Trenów” Kochanowskiego.To są nawet nie perły poezji polskiej,ale brylanty najczystszej wody. Błagam, powiedz, co Ci się w nich nie podoba?
    A teraz o śpiewakach. Tak, opisane wyżej przypadki rzeczywiście nie są zachęcające. Jeśli na miom pogrzebie mają być tacy śpiewacy, to dziękuję, wolę nie umierać, by nawet po śmierci nie wystawiać na próbę mego poczucia estetyki.
    Ale śpiewacy też są różni. Przed kilku tygodniami na pogrzebie dziennikarki Jadwigi Kudirko w Domu Pogrzebowym przyszły dwie śpiewaczki, absolutnie jednakowe, młode, ładne siostry bliźniaczki,z jakimś małym klawikordem, cichutko, pięknymi głosami pośpiewały najwyżej godzinkę jakieś pieśni po litewsku i odeszły. Na pewno nie uraziły niczyjej wrażliwości, a pogrzeb stał się dzięki temu bardziej uroczysty.

  40. andrzej mówi:

    36 (bobrowniczy) nawet nie wiem czy warto podejmować dyskusję , kiedy nawet nie potrafisz zrozumieć o czym jest mowa . Piszesz w stylu vidoq , czyli nie na temat

  41. andrzej mówi:

    Edmuk , to , o czym pisałeś ty i ja to są przypadki skrajne . Mój przykład dotyczył stypy , kiedy już emocje chociaż częściowo opadły . Do śpiewów pogrzebowych jestem przyzwyczajony , chociaż należy przyznać , że to jest rzecz bardzo poważna , która może przy pewnych okolicznościach wywołać całkiem niepożądane skutki .

  42. Edmuk mówi:

    :wilniuk – nie pisałem, że nie lubię, tylko, że nie przepadam, a u mnie to nie to samo. Nie przepadam za poezją jako taką. Wiem, że nie wypada, ale nic na to nie poradzę.
    To, czy na moim (a Twoim również) pogrzebie będą śpiewaki(-cy), nie będę miał wpływu, więc mi to dynda. Ale jestem ZA, bo to część naszych tradycji, a z praktycznej strony wolę śpiew na pogrzebie niż zawodzenie. I nie osądzam nikogo – nie każdy potrafi cicho płakać z powodu utraty bliskiej osoby. Histeria może udzielić innym. Śpiew na żywo potrafi załagodzić takie konflikty.
    :andrzej – dla mnie denerwujące są godzinne śpiewy z „kazaniami i koncertem życzeń” nie tylko na konsolacji PO MSZY Św., ale te same czyny na obiadach po egzekwiach – mszach za dusze zmarłych np. miesięcznych, rocznicowych, etc. Mszę z kazaniem odprawia osoba do tego uprawniona i wykwalifikowana – ksiądz, a nie szajka bab. O ile wiem, by wygłaszac kazania, trzeba mieć co najmniej święcenia diakońskie. Mam też uprzedzenia co do wygłaszania przemówień nad grobem. Zalatuje komuchowskim mityngiem. Ale nie pretenduję na „jedynego sprawiedliwego”. Nawet w swojej wiosce.

  43. andrzej mówi:

    A tak na prawdę w tych ciężkich chwilach każdy nawet nie świadomie szuka winnych , ta nasz niemoc wobec praw Boskich , praw Natury jak to woli , szuka pocieszenia . Czasami zdaża się , że odpowiednie słowo pocieszy , czasami odwrotnie .

  44. wilniuk mówi:

    Do Edmuk:
    Nie wydaje mi się, by kobiety śpiewaczki lub płaczki na pogrzebach – nawet jeśli robią to nietaktownie,nieumiejętnie, w sposób irytujący – zasługiwały na określenie „szajka bab”. Jak wiadomo, słowo „szajka” oznacza grupę, bandę zorganizowaną w celu prowadzenia przestępczej działalności – bandyckiej, złodziejskiej.Przecież nie ma to żadnego związku z tymi wiejskimi kobietami.

  45. bobrowniczy mówi:

    Drogi wilniuku, Edmuk miał na mysli skrót myslowy.Pewnie mozna by go było zamienić-naciuzioja priszli najedzsa i napitsa,piesni po pieli karmany napchawszy damoj paszli.

  46. wilniuk mówi:

    Do bobrowniczy:
    Nie znam Ciebie, nie wiem ( i nie chcę wiedzieć) kim jesteś, nie oceniam Twojej osobowości. Pytam tylko: dlaczego takie głupoty piszesz? Doprawdy, wstyd czytać. A przecież jesteś już w tym wieku, kiedy się nie na jarmark idzie, ale z jarmarku, więc te głupoty już nie przystoją.

  47. bobrowniczy mówi:

    Do wilniuka.
    Nie znam Ciebie, nie wiem i nie chcę wiedzieć kim jesteś, nie oceniam Twojej osobowości.Pytam tylko co jest nie stosownego w tym co napisałem?? czy cytowane powiedzonka nie występują na wsiach wileńsczyzny?A moze zbyt rozwiniete intelektualnie Pańskie EGO nie dopuszcza do siebie prostych ludowych myśli?

  48. wilniuk mówi:

    Do bobrowniczy:
    Niestety, jeśli pewnych rzeczy człowiek nie rozumie, to na nic jakiekolwiek tłumaczenia.

  49. bobrowniczy mówi:

    Bez frazesów Mości Panie, ciekawe czy z takim podejściem kształcili cię w szkole.Albo Ty swoje dzieci?

  50. pecunia non olet mówi:

    w jakim nalezysie byc wieku by tylko mondre słowa pisać?

  51. wilniuk mówi:

    Do: pecunia non olet
    W każdym wieku „mondre” słowa są mile widziane.

  52. "mondre"słowo mówi:

    słowo moze być słyszane lub pisane.
    Mądre zaś obsmiane?

  53. wilniuk mówi:

    Do „mondre słowo”:
    Przepraszam, a kto tu „obsmiewa” czyjeś mądre słowa? W którym poście?

  54. "mondre"słowo mówi:

    czy tylko mondre mozno obsmiewać czy gupie?A moze tylko mądre i głupie?W zaleznosci od autora.

  55. bobrowniczy mówi:

    mondre czy też mądre wazne by miało sens.Tak myślę.

  56. Edmuk mówi:

    Uzupełnię swoje wypowiedzi. Śpiewacy(-ki) są pewnego rodzaju „wodzirejami” na pogrzebach. Często bywają na nich, mają pewne doświadczenie w „organizacji imprezy”. Tacy „DJ-e pogrzebowi”. Potrafią zapewnić odpowiedni nastrój. Same plusy. Gorzej jest, kiedy z racji, może, braku skromności, zaczyna się coś w stylu: „…bylismy tam, a tam na pogrzebieee, to nam grzane wino i koniaczek z pizzą do sali przynosiliii, a u was tu tylko cukierki i jakieś jabłka. I WODA!”
    Albo: „… a u tamtych na konsolacji (rocznicy), (PO MSZY) w restauracji dwie godziny śpiewałyśmy i odmawiałyśmy modlitwy, taaakie kazanie przeczytałam, a oni tego nie słuchali tylko szeptali, i kuchnia tam była marna, kotlety były zimne”.
    Podkreślam – nie uogólniam, nie nawiązuję do osób opisanych w artykule. Jestem przy bramie wyjściowej z jarmarku, opisałem swoje obserwacje.
    Moi ś.p. wujostwo śpiewali na pogrzebach. Śpiewali, jak umieli. Lubili to. Mieli okazję spotkać się ze swoimi znajomymi – żywymi, przy okazji pożegnania już zmarłych. Tak na marginesie, z racji coraz częstszych związków „bezślubnych”, osoby starsze coraz rzadziej trafiają na wesela, a co za tym idzie, pogrzeby stają się dla nich formą rozrywki. Bez cynizmu.

  57. wilniuk mówi:

    Do post 55
    No, nareszcie zrozumiałeś, o co chodzi. O sens, którego tam zabrakło.
    Tu stawimy kropkę na tej niepotrzebnej dyskusji.

  58. wilniuk mówi:

    Do Edmuk:
    Dziękuję za to ciekawe uzupełnienie. Właśnie o to mi cały czas chodziło, że wszystko zależy od tego JAK się swoje obowiązki wykonuje. Zależy od ludzi, a nie od zwyczajów, tradycji. Bo te, skoro przetrwały wiel wieow, widocznie są niektórym ludziom potrzebne.

  59. wilniuk mówi:

    Miało być: wiele wieków

  60. Albert mówi:

    a to fajne – DJ (czy MC) pogrzebowy…
    kazdy ma swoje doswiadczenie ze spiewakami… i wszystko, co tu powiedziane, to prawda…

  61. Edmuk mówi:

    : 58 wilniuk – uważam, że zwyczaje i tradycje tworzą, zmieniają i… niszczą – ludzie. reszta – Ok’.

  62. Edmuk mówi:

    do: 58 wilniuk – uważam, że zwyczaje i tradycje tworzą, zmieniają i… niszczą – ludzie. reszta – Ok’.

  63. Antol mówi:

    Wołałem ku Tobie

    Wołałem ku Tobie z głębokości Panie
    Wysłuchaj głos mój i żałosne łkani.
    Niech nakłonione będą uszy Twoje
    Na głos serdeczny i modlitwy moje.
    Bo jeśli będziesz nieprawości moje
    Pilnie uważał jakże się ostoję.
    Ale u Ciebie wszak jest zmiłowanie
    I dla zakonu czekałem Cię Panie.
    Czekała dusza moja na Twe słowa
    Ufała w Panu dusza ma na nowo.
    Od straży nocnej do gwiazdy poranu
    Lud Izraela niechaj ufa w Panu.
    Boć jest u niego miłosierdzie skryte
    I odkupienie u Niego obfite.
    I On odkupił czasu przygodnego
    Lud Izraela z nieprawości jego.
    Chwała bądź Bogu w Trójcy jedynemu
    Ojcu Synowi Duchowi Świętemu.
    Jak od początku była tak i Ninie
    I na wieki wieków niechaj zawsze słynie.
    A duszom wiernym najłaskawszy Panie
    Racz wiekuiste dać odpoczywanie.
    Nieustająca światłość niech im wiecznie
    W chwale niebieskiej przyświeca statecznie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.