22
Sakartwelo — ziemia dana przez Boga. Ze szlaku Włóczęgów Wileńskich w Gruzji (1)

Sobór katedralny św. Trójcy. Najwyższa świątynia prawosławna nie tylko w Gruzji Fot. Waldemar Szełkowski
image-7020

Sobór katedralny św. Trójcy. Najwyższa świątynia prawosławna nie tylko w Gruzji Fot. Waldemar Szełkowski

W czasach niezwykle odległych Pan Bóg tworzył świat oraz rozdzielał ziemie między narodami. Wszystkie narody świata kłóciły się, walczyły o lepsze miejsce pod słońcem, a Gruzini w tym czasie, znużeni czekaniem, rozłożyli kobierce i rozpoczęli biesiadę. Nie zauważyli nawet, jak zapadł zmrok. W tym czasie ujrzał rozśpiewanych Gruzinów strudzony pracą Bóg i przemówił do nich: „Kiedy inni kłócili się i walczyli ze sobą o ziemię, wyście bawili się i pili wino. Podzieliłem już cały świat. Został mi tylko mały, ale najpiękniejszy zakątek. Chciałem go zostawić dla siebie, ale spodobaliście się mi i wam go oddaję” — z dumą opowiadają Gruzini legendę o powstaniu swego państwa. Jak się przekonaliśmy podczas podróży — dumny to i gościnny naród, przekonany o swej wyjątkowości, ale też potrafiący docenić innych.

O Kaukazie, my — Włóczędzy Wileńscy — dawno marzyliśmy. Niestety, waśnie narodów kaukaskich po rozpadzie ZSRR, konflikty często podsycane przez Rosję wytworzyły na Kaukazie sytuację niedogodną do zwiedzania. Niejednokrotnie słyszałem o grupach turystycznych obrabowywanych na szlakach górskich lub niepuszczanych do regionów, gdzie przed chwilą wybuchł nowy konflikt.

Jednak marzyło się. Przed paru laty snując nowe plany jeden z moich przyjaciół rzekł:

— W następnym roku idziemy na Elbrus, a później odpoczniemy nad morzem w Abchazji …

— …na cmentarzu prawosławnym — dodałem wówczas z sarkazmem.

Wojna rosyjsko-gruzińska sprzed roku zdawało się przekreśliła plany na długo. Jednakże jednocześnie nagłośniła dążenia Gruzji do zbliżenia się z Europą, a poparcie Litwy i Polski w tym konflikcie uczyniło nas sojusznikami mile widzianymi w Sakartwelo. Ponadto świeże informacje przywiezione już po wojnie przechyliły szalę — decyzja zapadła.

Georgiac — a więc św. Jerzy, patron Gruzji Fot. Waldemar Szełkowski
image-7021

Georgiac — a więc św. Jerzy, patron Gruzji Fot. Waldemar Szełkowski

„Dokąd? Do Gruzji? Wariaci!” — najczęściej słyszane wypowiedzi o przyszłej wyprawie. „Otważnyje liudi” — pisali Gruzini, z którymi miałem kontakt mailowy. Poznana podczas Światowego Zjazdu Wilniuków prawnuczka Stanisława Moniuszki ze zdziwieniem w oczach i z powątpiewaniem pokiwała głową: „Moi studenci we Francji w tym roku nie pojechali na wakacje do domu, do Gruzji” — rzekła.

Najtrudniej jednak było przekonać rodziny o sensie i bezpieczeństwie tej podróży. Zwłaszcza, że wielu politologów przewidywało „dogrywkę” w konflikcie z Rosją w sierpniu lub wrześniu bieżącego roku. Żona (jak się okazało nie tylko moja) zaczęła poważnie ciekawić się polityką, każdego dnia oglądała wiadomości, zwłaszcza każdą wzmiankę o Gruzji, mówiąc: „No, nie wiem, nie wiem…”.

Jechaliśmy tam poznać nowy kraj, jego tradycje, kulturę, zabytki, mieszkańców. Szukałem prawdy o wojnie z ust Gruzinów. Tych, którzy odczuli ją na sobie. Chciałem też sprawdzić, jak dużo przesadzają media o sytuacji powojennej oraz zagrożeniu nowego konfliktu — okazało się, że naprawdę sporo.

Daleką Gruzja jest również z braku dogodnego połączenia. Autokarami przez Turcję jest niemiłosiernie długo i uciążliwie. Przez Ukrainę i Rosję obecnie nie ma szans, a bezpośredni lot z Wilna anulowano. Najbliżej z Rygi, dokąd udaliśmy się samochodami.

Passat po utracie koła jak ranne zwierzę padł na pobocze szosy Fot. Waldemar Szełkowski
image-7022

Passat po utracie koła jak ranne zwierzę padł na pobocze szosy Fot. Waldemar Szełkowski

W drodze mieliśmy wypadek. U jednego z samochodów puściły przy kole śruby i w czasie jazdy przednie koło porzuciło auto jak dumna kochanka swego starego adoratora. Passat po utracie koła jak ranne zwierzę padł na pobocze szosy. Szczęście, że z powodu prac budowlanych kierowca zmniejszył szybkość i obyło się bez poważniejszego wypadku. Ale  jak dalej? Czy to miał być zły znak? — niejednemu przemknęła złowieszcza myśl.

W końcu Ryga. Lotnisko. Bagaże oddane, chwila przed rejestracją. Niespodziewanie rozlega się po angielsku oraz rosyjsku z właściwym Łotyszom akcentem: „Gospodin Budrewicz, prosim projti k informacji…”. Podeszliśmy i okazało się, że również „gospodin” Radczenko i „gospodin” Szełkowski mają z plecaków wybrać butle z gazem — „niedozwolony sprzęt turystyczny na pokładzie samolotu”. Z bólem w sercach oddawaliśmy butle, żartobliwie usprawiedliwiając się: „W Gruzji teraz z gazem ciężko, chcieliśmy im pomóc”. Biadoliłem jeszcze — jak my teraz w górach Kaukazu i bez gazu?

— Jakoś. Tym bardziej, że na początek macie… — odrzekł spostrzegawczy celnik, bowiem domyślił się po naszym zachowaniu się, że jedną butlę nie zauważyli. Ale awantury wszczynać już nie chcieli. „Na początek” mieliśmy dokładniej nie jedną, a cztery niezauważone butle, których wystarczyło nam na całą wyprawę.

Poznawanie stolicy rozpoczęliśmy od litewskiej wysepki — wizyty w ambasadzie Fot. Waldemar Szełkowski
image-7023

Poznawanie stolicy rozpoczęliśmy od litewskiej wysepki — wizyty w ambasadzie Fot. Waldemar Szełkowski

Tbilisi. W XIX w. nazwane przez Rosjan Tyflisem. Poznawanie stolicy rozpoczęliśmy od litewskiej wysepki — wizyty w ambasadzie. Chodziło nam o ewentualną opiekę oraz informację o bezpieczeństwie. Bodajże pierwsze pytanie było — czy bezpiecznie jest w okolicach miasta Kazbegi u podnóża Kaukazu nad granicą z Rosją?

— Kazbegi? Nie tylko Kazbegi, możecie też wspiąć się na szczyt Kazbek, w sumie jeden z łatwiejszych pięciotysięczników — rzekł Danas Vaitkevičius, ambasador naszego kraju w Gruzji (po kilku tygodniach zakończył swoją kadencję w tym kraju — dop. aut.).  Usłyszeliśmy również, że poruszać się Gruzińską Wojenną Drogą jest bezpiecznie. Radził jednak nie zbliżać się do granicy z Osetią i Rosją. Udzielił również innych rad — nie spać w namiotach nieopodal wsi i miast, gdyż niedawno kilku turystów obrabowano, a zdarzyło się, że w łapy zbirów trafiło innych dwoje podróżujących autostopem.

Wiadomości te uspokoiły, bo opierając się na doniesieniach z prasy i TV oczekiwaliśmy sytuacji o wiele gorszej. Okazało, że nic nowego, podobnie jak to nieraz bywało podczas poprzednich wypraw. Wniosek nasunął się jasny — jest bezpiecznie, jeżeli nie pchać się do miejsc konfliktu i mieć się na baczności.

Podbudowani na duchu ruszyliśmy na miasto. Pierwszym obiektem był nowo wybudowany sobór katedralny św. Trójcy. Duma miasta, najwyższa świątynia prawosławna nie tylko w Gruzji. Należy ponoć do piątki największych na świecie, a jest w niezmiennym od stuleci w Gruzji stylu, u nas nazywanym po prostu — gruzińskim. Przykładem tego stylu w Wilnie jest przebudowana w XIX w. cerkiew Przeczystej Bogurodzicy nieopodal Zarzecza, której zwieńczenie kształtem bardziej przypomina wieżę obronną, niż kopułę cerkiewną.

Fundatorem soboru jest miejscowy biznesmen o nazwisku Iwaniszwili, o którym wielu słyszało, ale mało kto go widział. O tajemniczym przedsiębiorcy mówią  z szacunkiem, choć niewiele wiedzą o źródłach jego dochodów, a może nie chcą po prostu o tym mówić. Przewodnik zapytany o to — w jaki sposób ów Iwaniszwili zbił taki kapitał — skwitował żartem: „Gdybym wiedział, również bym był bogaty!”.

Nieco wysiłku pochłonęło wejście na Mtacmindę — Świętą Górę, doskonale widoczną ze wszystkich części miasta. Na jej szczycie znajduje się park wypoczynkowy z wieżą telewizyjną, a na zboczu jest usytuowana cerkiew Mama Dawiti, co z gruzińskiego oznacza Ojciec Dawid. Komiczny paradoks polega właśnie na tym, że mama po gruzińsku oznacza ojciec, natomiast do mamy się zwracają prawie jak u nas do dziadka — deda.

Gruzja to kraj, gdzie o zabytkach z XVI w. mówi się: „Taki nowy?” Fot. Waldemar Szełkowski
image-7024

Gruzja to kraj, gdzie o zabytkach z XVI w. mówi się: „Taki nowy?” Fot. Waldemar Szełkowski

Zgodnie z legendą św. Dawid wybudował na tej górze w VI w. celę i miejsce do modlitw, zniszczone w XVI w., a odbudowane w postaci cerkwi w XIX stuleciu. Bijące w pobliżu źródełko podobno posiada moce uzdrawiające, a jeżeli kobieta, pragnąca spełnienia najskrytszego marzenia, zanurzy w tej wodzie mały kamyk oraz przyłoży ten kamyk do ściany — marzenie się spełni. O ile kamyk pozostanie tkwić w tym samym miejscu. Bo tylko wtedy oznaczać będzie, że Bóg prośbę wysłuchał.

Słynie Mtacminda również z panteonu gruzińskich ludzi pióra i sztuki oraz po prostu znanych osób. Wśród nich również grób Grybojedowa zamordowanego w Persji przez tłum fanatycznych muzułmanów, a opłakiwanego przez młodziutką szesnastoletnią żonę, córkę gruzińskiego poety Aleksandra Czawczawadze. Jej ból ukazuje rzeźba bolejącej kobiety z rękoma założonymi wokół krzyża oraz inskrypcja: „Pamięć o Tobie i Twoich czynach na zawsze pozostanie w pamięci ludu rosyjskiego, dlaczego jednak stać się miało, że moja miłość do Ciebie trwa dłużej niż życie Twoje?…”. Po latach spoczęła obok.

Skromny grób matki Stalina — Jekatieriny Dżugaszwili Fot. Waldemar Szełkowski
image-7025

Skromny grób matki Stalina — Jekatieriny Dżugaszwili Fot. Waldemar Szełkowski

Inny akcent powiązany jest z Rosją i nazwiskiem znanym w całym świecie. Znalazł się tam, przeniesiony w trzydziestych latach, grób matki Stalina Jekatieriny Dżugaszwili.

Natomiast polski akcent posiada cmentarz Kukijski, gdzie spoczywa kilku polskich inżynierów oraz muza Młodej Polski Dagny Juel Przybyszewska. Pianistka i pisarka, po rozstaniu się z mężem zginęła w tyfliskim Grand Hotelu od kuli zazdrosnego wielbiciela i kochanka Władysława Emeryka, który chwilę później przyłożył pistolet do własnej skroni.

Cdn.


.
image-7026

.

.

Wyprawę wspierał Samorząd m. Wilna



22 odpowiedzi to Sakartwelo — ziemia dana przez Boga. Ze szlaku Włóczęgów Wileńskich w Gruzji (1)

  1. dobrze mówi:

    cenna to sprawa przyblizac czytelnikowi swiat, a tak wokol tylko swinstwa podlej antyobywatelskiej, antylitewskiej w zalozeniu vilniji z mackami az w sadzie konstytucyjnym. Dzieki za dobry tekst i zdjecia

  2. Bury mówi:

    Fajnie jest eksplorować tereny stojące jakby niżej w rozwoju, dodatkowo – gdzie wszystko mamy tańsze. Wsród zachodnich obieżyświatów istnieje nawet specjalna kategoria „former USSR fans”.

  3. bolo mówi:

    Nie wiem czy mozna stac nizej w rozwoju od panstwa ktore podpisalo a potem lamie konwencje i traktaty. Troche obiektywizmu…

  4. Podatnik miasta Wilna mówi:

    Chcialbym, by redakcja mi wyjasnila, jaka korzysc, jako podatnik miasta Wilna, mam z podrozy eks-wicemera, obecnie radnego, do Gruzji.
    Drugie pytanie – czy w polskim dzienniku na Litwie jako material frontowy w sobote nie ma bardziej aktualnego tematu niz podroz szwagrow do grobu matki Stalina.

  5. idek mówi:

    dobre pytanie, podatniku, niestety niejeden material gazety budzi zdumienie i rozne pytania, na ktore redakcja nie widzi powodu zeby odpowiadac, przypuszczam, ze najczesciej przyczyn tego zdumienia i tych pytan po prostu nie rozumie; moze jestesmy zbyt naiwni i za wiele oczekujemy od tego dziennika?

  6. krzysztof mówi:

    Do wileńskiego podatnika : Ależ to wszystko ma ze sobą ścisły związek. Stalin był przecież honorowym radnym miasta Wilna, wybranym przez mieszkańców jednomyślnie ( !). Samorząd wileński uhonorował w ten sposób matkę swojego dawnego radnego.
    Tyle dobrego ten człowiek uczynił dla Ludzkości i dla Wilna (zwłaszcza dla jego litewskich mieszkańców, przywracając w roku 1939 miasto Ojczyźnie), a Pan panie podatniku marudzi. Nieładnie !

  7. idek mówi:

    przy czym zauwaz, podatniku, ze autor materialu nawiazuje do tradycji przedwojennego akademickiego klubu wloczegow wilenskich; panowie szelkowski i towarzysze, miejcie troche wstydu!

  8. po prostu podatnik mówi:

    Jeżeli w Gruzji poszukujemy tylko akcent Stalina – tchnie to czymś rosyjskim (powiedzmy szczerze u nas mocnym) – bo ostatnio w swych biedach Rosjanie winią też Gruzina Stalina. Co Stalin zrobił dla świata, to inna dyskusja, możemy pogadać. A Gruzja to niby nasz sojusznik …

  9. z klubu wloczegow mówi:

    do krzysztofa i idek
    Nie rozumiem Panow z ta matka Stalina
    Czy nie mozemy zwiedzac Austrii bo tam urodzil sie Hitler,Wloch, bo Mussolini i nie wolno na Syberie bo Lenin. Absurd.
    Przy okazji zapytam Szelkowskiego, czy uronil lze nad grobem Jekateriny.

  10. wilniuk mówi:

    Do „z klubu włóczęgów”:
    Oczywiście, że zwiedzac można i Austrię, i Włochy, i Gruzję.
    Za własne pieniądze, a nie nasze.

  11. wilniuk mówi:

    Panie Waldemarze,a jednak trzeba się starać, by „język giętki powiedział wszystko, co pomyśli głowa”. Głowa pewnie myślała dobrze, ale czytelnik czyta, co jest napisane:
    „Żona ( jak się okazało, nie tylko moja) zaczęła poważnie ciekawić się polityką…”

  12. Czytelnik niewierny mówi:

    O tym, ze do Wilna sprowadzono „Unie Lubelska” Matejki – materialu nie ma! Czytajcie w zamian w ciagu kilku tygodni jak „szajka-lejka” za panstwowe pieniadze po Gruzji wloczyla sie!!!!!!

  13. czytelnik wierny mówi:

    Jeśli żona „nie tylko moja”, to czyja jeszcze?

  14. trzeba mówi:

    trzeba w KW drukowac artykuly popularnonaukowe, wrazenia z podrozy, przeglady ekonomiczne, kulturowe,….
    A ze jakis dran przyszedl na swiat w ktoryms z krajow?…

  15. Sens mówi:

    Skąd tu mowa o pieniądzach państwowych czy miejskich? Nie cały tekst na stronie? W papierowej wersji więcej szczegółów? Pojechali za pieniądze podatników? Z drugiej strony – akcenty rozstawione jakoś gruzińsko-rosyjsko. Polskich „śladów” jest w Gruzji niemało. Nie przyszykowali się chłopaki czy to w dalszych częściach będzie? Ja bym tam zdjęcie grobu matki Stalina nie dawał ;), choć zobaczyłbym sam chętnie.

  16. czytelnik mówi:

    wow 😀 ile nieobjektywnej krytyki i zazdrosci. lecz to po raz kolejny przypomina mi w jakim panstwie zyjemy. ja osobiscie ciesze sie, ze moi rodacy podrozuja i poznaja nowe kultury. kazdemu z was tego zycze.

  17. SKA mówi:

    Gdybym mial pieniadze, tez bym zwiedzil miejsca zwiazane z zyciem i praca Stalina i Hitlera, Brezniewa i Karola Wojtyly, Mickiewicza i Lennona oraz wiele wiele innych. Niestety, takich mozliwosci nie mam, wiec musze zadowolic sie czytaniem opowiesci innych podroznikow. Oby te opowiadania byly prawdziwe. Moge sie na razie cieszyc, ze zwiedzilem prawie wszystkie kraje nadbaltyckie.

  18. room mówi:

    cóż ciekawa podróż, ale też, mimo wszystko chyba dobrze jest, że Tomaszewski trzym tzw. młodych i gniewnych zdala od steru, bo skoro oni potrafią pieniądze podatnika wykorzystać w tak błahej sprawie jak podróż do Gruzji, to strach pomyśleć, jak zachowaliby się, gdyby tak na prawdę dorwaliby się do poważnych środków publicznych? Chyba więc dobrze jest, że pan Ludkowski nie pełni już powaznych funkcji w mieście, bo nie wiadomo, czy na podróży do grobu matki Stalina z kumplami i rodzinką skonczyłoby się? Niech więc lepiej te towarzystwo „włóczęgów” i różnych tam „kuzynów” i „szwgrów” zarządza środkami i jacuuzi Domu Publicznego ups… sorry… Polskiego i innych istytucji „użytku publicznego” i „fundacji dobroczynności”, bo każde z nich musi mieć swoje jacuzzi… i nie tylko… 🙂

  19. bajer mówi:

    Ciekawe do jakich Pan room siebie zalicza? Ci co korzystaja z funduszy, ale im za malo i krytyka sie poraja, chcac wykiwac konkurentow? Czy ci, ktorzy zaliczaja sie do pasywnych – nic nie potrafia, nie chca, ale o jacuzzi marza?

  20. room mówi:

    to bajer: cóż, czcza dyskusja, skoro postrzegasz tylko jednych i drugich, bo są jeszcze, i tacy, co do koryta (przepraszam funduszy) nie rwą się, ale też i spokojnie nie siedzą, oć chociażby taka pani Janosikowa, o której dziś jest głośno, jak również wiele innych do niej podobnych. Oczywiście nie zaliczam siebie do nich, ale choc minimalnie staram się ich naśladować, więc chyba mam prawo brzydzić się tymi co z koryta łechcą oraz tych leżących pod gruszką o migdałach marzących…
    A tak po lucku żal mi ciebie… chyba, że to był tylko bajer? 🙂

  21. bajer mówi:

    do room. A „koryto” jak Pan postrzega – to wladza i pieniadze, czy to wykorzystywanie funduszy w celach bardziej lub mniej przydatnych? A moze trzecie lub czwarte o czym sie nie domyslam?

  22. zespolak mówi:

    Podobnego rodzaju inicjatywy należy popierać, a nie krytykować. Otrzymali dofinansowanie – świetnie, napewno musieli z pieniędzy się rozliczyć, więc nie „szajka-lejka” za panstwowe pieniadze po Gruzji wloczyla sie”. A ludzie, co odnaleźli w Gruzji na miejscu i w literaturze o Kaukazie niemało śladów polskich. Najważniejsze – Szełkowski w reportażach przybliżył Gruzję i za to należy się pewien szacunek. Ogólnie reportaże Szełkowskiego dobrze czyta i zawsze tam znajdziesz o Polakach niezależnie dokąd podróż była.
    W swoim czasie dużo jeździłem z koncertami i nie tylko, oczywiście nie za własne pieniądze. Zobaczyłem świat jednocześnie promując Wileńszczyznę.
    Oni nie tyle może promowali nasz kraj, ale ich podróż doprawdy Gruzję przbliżyła, co zachęca tam się udać. Więc pieniądze nie poszły na marne.
    Wstyd natomiast niektóre komentarze czytać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.