29
Romuald Ławrynowicz: Mój film jest jak cukiereczek

Romuald Ławrynowicz na planie

Romuald Ławrynowicz na planie

„Łaskotki” to Twój pierwszy film pełnometrażowy, także jest to Twój drugi film, który dostał się do normalnej dystrybucji kinowej. Jak się czujesz?

Z jednej strony cieszę się, a z drugiej strony jest strasznie. Cieszę się, bo ten film to jest taki swoisty dialog z publicznością. Cieszę się, że będzie żył wśród ludzi. Coś w rodzaju „a słowo ciałem się stało i mieszkało między nami”. Jest to największe marzenie reżysera, kiedy powstaje taki most. Bo sztuka to nic więcej, jak tylko komunikacja. Do sztuki nie przywiązuję żadnych innych znaczeń niż dialog z innymi ludźmi. A strach wynika z tego, jak ludzie odbiorą ten film, jaki ten dialog będzie…

Tematycznie zarówno Twój obecny film jak i poprzedni („Bausmė” — przyp. red.) są bardzo podobne. I tam, i tu główną bohaterką jest kobieta, która dokonuje zemsty na swoich krzywdzicielach. Skąd zainteresowanie taką tematyką?

Mnie podoba się taki obraz kobiety, która przestaje być osobą bojaźliwą i bezbronną, a raptem znajduje w sobie takie siły. Ta złość, ta agresja kobieca jest o wiele ładniejsza niż męska. Generalnie chyba chodzi o to, że podobają mi się takie kobiety, które biorą sprawy w swoje ręce. Bo osobiście bardziej lubię być pod opieką.

To jakie jest główne przesłanie Twego filmu?

Mój film jest jak cukiereczek. Z jednej strony jest w takim ładnym opakowaniu: są ładne zdjęcia i scenografia. Na pierwszy rzut oka jest to zwykła „popowa” historia kryminalna, ale na końcu jest pewien zwrot, w którym kryje się pewne przesłanie. Główne przesłanie mego filmu jest takie, że każdy z nas jest bogiem. Każdy z nas swoimi myślami, świadomie bądź nieświadomie, tworzy świat wokół siebie. Chciałem donieść ludziom, aby to zrozumieli, aby nie winili innych za swoje życie. Często słyszę, jak niektórzy narzekają: że pracuje w Maximie i to mu bardzo nie podoba się. A ja chcę dowieść, że to, co z tobą dzieje się, to jest właśnie to, czego chcesz.

Bardzo często litewscy filmowcy narzekają, że nie mają pieniędzy na robienie filmów, że państwo nie okazuje filmowcom należytej uwagi. Co o tym sądzisz? Czy na Litwie są perspektywy robienia filmów?

Najważniejsze to jest opowiedzieć dobrą historię. I czymś drugorzędnym jest to, w jakim ona jest języku i gdzie jest nakręcona. Ludzie na całym świecie podobnie kochają, mają podobne doświadczenia na płaszczyźnie emocjonalnej. Co się tyczy pieniędzy, to na przykład ja mogę obejść się bez taśmy filmowej. Potrzebna jest mi zwykła kamera oraz kilku kolegów i koleżanek, którzy zgodzą się zagrać. Oczywiście w taki sposób nie zrobisz filmu science fiction czy historycznego. Jednak gdy brakuje pieniędzy, to trzeba wziąć tę płaszczyznę relacji międzyludzkich i przenieść je do światu, który ciebie otacza. Bo przecież nie jest ważne, czy historia miłości i zdrady dzieje się w XVIII w. czy obecnie. Oczywiście trochę pieniędzy trzeba mieć, na jakieś dodatkowe światło czy jedzenie. Jednak gdy masz ciekawą historię, można zwrócić się do konkretnych firm bezpośrednio. I pomogą ci nie pieniędzmi, a konkretnymi świadczeniami…

I czy takie firmy łatwo idą na kontakt?

Tak. Na przykład pizzeria „CanCan” bardzo nam pomogła. Przywozili nam pizzy z dużą zniżką. Oni zgadzają się pomóc, gdy widzą, że to dobra historia.

Jak wygląda taka współpraca? Idziesz ze scenariuszem do dyrekcji…

Wysyłasz nie scenariusz, ale jego skrót, gdzie jest mniej więcej opisana cała historia. Generalnie rzecz ujmując, jeśli chcesz zrobić film, to zrobisz. A gdy się okaże, że jest w dodatku dobry i da się na nim zarobić pieniądze, to producenci sami przeniosą go na taśmę filmową. Jak to się mówi: popyt stwarza podaż, czy coś w tym rodzaju…

Jak sam powiedziałeś, większość ekipy filmowej — to Twoi koledzy. Z czego to wynika: dlatego, że nie masz pieniędzy na innych, czy po prostu dobrze Ci z nimi się współpracuje?

Nie, w tym filmie większość ekipy stanowili zawodowcy, zwłaszcza jeśli chodzi o scenografię czy kostiumy. Aktorzy też są profesjonalni, chociaż to moi koledzy. Zresztą tak się dzieje na całym świecie: do ekipy bierze się ludzi, z którymi dobrze się współpracuje. Na przykład z Olą Generałową wcześniej nie współpracowałem, ale ją znałem, zobaczyłem w jednym spektaklu i chciałem, aby u mnie zagrała…

I ona od razu się zgodziła?

Tak. Ona bardzo dużo zrobiła dla tego filmu. Pomagała pisać scenariusz. Ola była także reżyserem montażu, czyli jest pełnoprawną współtwórczynią tego filmu…

Chociaż film jest po litewsku, ale większość aktorów to Polacy. Jednak wydaje mi się, że Polacy w litewskim kinie czy show biznesie nadal są bardzo nieliczni, na przykład w porównaniu z Rosjanami?

Dobre pytanie. Naprawdę nie wiem. To jest ciekawe spostrzeżenie. Rosjan procentowo jest o wiele mniej, ale widać ich o wiele lepiej. Być może dzieje się tak dlatego, że Polacy od razu wyjeżdżają do Polski. Na przykład ja wyjechałem swego czasu do Łodzi. Do Warszawy wyjechały Agata Meilutė, Joanna Moro czy Janek Drawnel. Myślę, że sytuacja mogłaby się zmienić, jeśli by zrobić taki film „po wileńsku”, o młodym Polaku z Wilna, którego akcja będzie rozgrywać się w wileńskim młodzieżowym środowisku.

To być może następny Twój film będzie właśnie o tym?

Tak, myślę, że zrobię taki film. Tam będą ludzie rozmawiali tak, jak my rozmawiamy na co dzień, czyli na przykład z rosyjskim „matem”. Kiedyś taki film próbowaliśmy robić i gdy wrzuciłem jego kawałki do „Facebooku”, to wszystkim bardzo się podobał. I teraz za pośrednictwem gazety chcę zwrócić się do wszystkich chętnych: jeśli ktoś ma ciekawy pomysł na film, to proszę zwracać do mnie na adres: inspub@gmail.com — i na pewno coś z tego da się zrobić…

Rozmawiał Antoni Radczenko

29 odpowiedzi to Romuald Ławrynowicz: Mój film jest jak cukiereczek

  1. nieznajoma mówi:

    Good!! trzeba obowiazkowo obejrzec:)

  2. Kmicic mówi:

    A może historia ograbionej z ojcowizny polskiej rodziny, zmuszonej do korzystania z obcego nazwiska ,wynaradawianej na wszelkie sposoby. Aparthaid na rubieżach UE, z gorącym romansem na pierwszym planie, ciekawe?..

  3. kujawiak mówi:

    Racja.
    Bardzo by się chciało obejrzeć film o współczesnych Polakach z Wileńszczyzny i z czym się borykają na co dzień.
    My w RP mieliśmy okazję jedynie obejrzeć film w odcinkach ‘Boża Podszewka’:
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Bo%C5%BCa_podszewka
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Bo%C5%BCa_podszewka_II

  4. wilniuk mówi:

    Do Kmicic:
    Nie, historia polskiej rodziny , wyrzuconej z ojcowizny nie jest fotogeniczna. Chyba że będzie okraszona rosyjskim “matem”, inspirującym nasz młody talent do twórczych poszukiwań.

  5. kujawiak mówi:

    Bardzo by się chciało obejrzeć film o współczesnych Polakach z Wileńszczyzny i z czym się borykają na co dzień.
    My w RP mieliśmy okazję jedynie obejrzeć serial telewizyjny ‘Boża Podszewka’:
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Bo%C5%BCa_podszewka
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Bo%C5%BCa_podszewka_II

  6. kujawiak mówi:

    coś mi wysyłanie komentarzy nie działa

  7. kujawiak mówi:

    Bardzo by się chciało obejrzeć film o współczesnych Polakach z Wileńszczyzny i z czym się borykają na co dzień.
    My w RP mieliśmy okazję jedynie obejrzeć serial telewizyjny ‘Boża Podszewka’

  8. kujawiak mówi:

    kurcze
    co to się zrobiło…

  9. octopus mówi:

    do kmicic: problemy ktore wymieniles to problemy zaledwie garstki Polakow na Litwie. bez przesady, dla młodych ludzi zupełnie inne problemy są aktualne, i nie chodzi mi o “szare masy” ale też o inteligencję, artystów.
    bez przesady polskim mesjanizmem. popieram pomysly mlodego tworcy, z mentalnosci “uciskanego polaka na Litwie” pewnie nie zrodziłoby się nic twórczego.

  10. Astoria mówi:

    Po raz pierwszy na łamach “Kuriera” czytam o polskim twórcy na Litwie, którego nie interesują rocznice kościelne i narodowe, tańce folkorystyczne i recytowanie Mickiewicza, ale autentyczne życie za oknem. Świetny pomysł z “jak my rozmawiamy na co dzień” w przyszłym filmie. Taki autentyk byłby też ciekawy dla widza w Polsce.

    Jeśli miałbym coś panu Ławrynowiczowi sugerować, to to, żeby nie powielał błędu polskiej kinematografii ostatnich dwudziestu lat: nie zrobił kolejnego smutnego moralitetu o potologiach społecznych w kraju postkomunistycznym – bo tego się już nie da oglądać 😉 Nie po to widz idzie do kina, żeby oglądać to, co widzi na co dzień.

    Przydałby się też w końcu dokument o Polakach na Litwie. Świetnych i rzetelnych dokumentalistów w Polsce nie brakuje. Może by “Kurier” któregoś zachęcił do dzieła?

  11. pšv mówi:

    to Astoria
    Nie biadol o “pierwszym razie” – czytaj więcej!

    http://www.magwil.lt/archiwum/2005/wmw-12/grdz-10.htm

  12. Adam81w mówi:

    “Myślę, że sytuacja mogłaby się zmienić, jeśli by zrobić taki film „po wileńsku”, o młodym Polaku z Wilna, którego akcja będzie rozgrywać się w wileńskim młodzieżowym środowisku.”

    Byłoby super gdyby Polacy niezależnie od tego gdzie mieszkają kręcili filmy po polsku, w polskim języku.

  13. Kmicic mówi:

    Panie reżyserze: a może rzeczywiście film po polsku?- miałby większą oglądalność.ps. Czy ma Pan już Kartę Polaka?

  14. czarek mówi:

    Odnosnie pieniedzy na robienie filmow :dzisiaj zaczynaja wyswietlac w kinach europejskich “Paranormal activity”
    Film ten byl zrobiony za niedurza suma 15 tys.Do dzis juz zarobil ponad 1milion tylko w USA.W gazecie podaja kilka przykladow filmow ktore byly popularne i nie kosztowaly durzo Najtanszy przyklad to film “Colin” popularny na wyspach Brytyjskich ktory kosztowal 45 Phuntow .Podobno robia filmy nawet z pomoca telefonow przenosnych .”Najwazniejszy jest dobry scenariusz “-tak koñczysie artykol. Awiec do pracy nie ma wymowek.

  15. JÓZIUK mówi:

    Do Kujawiaka. Co ty pleciesz, Kujawiak, “BOŻA PODSZEWKA” to parodia, a nie film o ludziach z Wileńszczyzny.Wilniuków przyprawiał on o mdłości

  16. Juziuk mówi:

    Do Kujawiaka. Co ty pleciesz, Kujawiak, “Boza Podszewka” to parodia, a nie film o ludziach z Wileńszczyzny.Na podstawie takich “dzieł” można mieć jedynie wypaczone pojęcie na ten temat.

  17. kujawiak mówi:

    Józiuk
    Może i masz rację, może Wilniuków, którzy żyją tam z pokolenia na pokolenie trochę ten film wkurzał…OK.
    Ale zrozum, ja mieszkam w byłym zaborze pruskim, Wileńszczyzna i Kresy to niejako były dla mnie czymś niewyobrażalnym i trochę abstrakcyjnym, bo kiedy leciał ten film w telewizji to byłem jeszcze bardzo młody i nie byłem jeszcze osobiście ani w Wilnie, ani we Lwowie.
    Pamiętam, że gdy oglądałem ten serial jako kilkunastolatek to zrobił na mnie duże wrażenie i sprawił, że miałem chociaż jakikolwiek punkt odniesienia w swojej głowie odnośnie Wileńszczyzny.

    Co nie zmienia faktu, że lepiej by było gdyby Polacy w RP obejrzeli parę filmów o Wileńszczyźnie nakręconych przez Wilniuków np. Pana R. Ławrynowicza, w których by zobaczyli jak to naprawdę jest, bo jak nie to my będziemy zdani na ‘krzywy obraz’ ala ‘Boża podszewka’.
    Z powyższego artykułu wynika, że polscy artyści na Litwie kręcą litewskie filmy po litewsku. Uważam, że istniała by możliwość nawiązania przez nich współpracy np. z TVP, albo zwrócenia się do Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, który ocenia i zatwierdza scenariusze i współfinansuje środki na filmy.
    Niech polscy reżyserzy z Wileńszczyżny sami nam opowiedzą o niej, bo inaczej będziemy raczej zdani na ‘Bożą podszewę’ (która zresztą nota bene podobno jest na faktach autentycznych, tak przynajmniej twierdziła reżyserka – pani Cywińska).

  18. kujawiak mówi:

    Kontynuując swoją powyższą wypowiedź, to wiem że ‘Boża podszewka’ zawiodła osoby związane w jakiś sposób z Wileńszczyzną. Jak to leciało, to był też o tym program w telewizji, w którym osoby pochodzące z Wilna, które tam spędziły swoje dzieciństwo i młodość były tym filmem zawiedzione i mówiły, że to tak w rzeczywistości nie wyglądało.
    Mnie też dużo w tym serialu się nie podobało, ale generalnie oceniam go pozytywnie. Dla mnie jako osoby nie pochodzącej z Wileńszczyzny, nie wywodzącej swoich korzeni z Kresów, a także dla moich znajomych takich jak ja, którzy też ten film obejrzeli, była to szansa obejrzenia żywych Wilniuków i ich codziennych spraw, a nie jedynie wystylizowanych albumów z zabytkami. A wszelkie kontrowersje lub negatywy w nim zawarte to raczej wzmogły w nas dociekliwość i chęć zgłębienia tematu i poznania jak to jest naprawdę. Przecież nie przyjęliśmy ‘Bożej podszewki’ jako prawdy objawionej, ale ten film, przynajmniej na początek, był potrzebny. Wcześniej problematyka wileńsko-kresowa prawie nie była obecna w filmie. To był w sumie chyba pierwszy film zajmujący się tylko i wyłącznie Wilnem (choć mogę się mylić – był chyba jeszcze taki film ‘Kronika wypadków miłosnych’ ale słabo go pamiętam).

  19. kujawiak mówi:

    A wracając do treści artykułu, czyli pomyśle na film, to proponuję coś takiego na początek:
    pomysł a la ‘Placówka’ Bolesława Prusa – tylko zamiast Wielkopolski – Wileńszczyzna, nie XIX w. a pocz. XXI,zamiast Kulturkampfu – ‘ustawa o języku państwowym’itp. i zamiast Bismarcka – Songaila i Garszwa.
    Problemy wileńskich Polaków – zwrot ziemi, szkolnictwo polskie,obiecanki cacanki że problemy tuż tuż będą rozwiązane a w rzeczywistości figa z makiem, pisownia nazwisk i nazwy ulic powinny się znaleźć na drugim planie żeby nie obniżać wartości artystycznej tego filmu, a na pierwszym planie powinien się znaleźć wątek miłosny i rozterki wewnętrzne głównego bohatera.

  20. Pomysł mówi:

    Do Kujawiak
    Świetny temat! ale ja myślę ,że powinien to być film o miłości, a w tle lisie twarze urzędników litewskich prześladujących Polaków, dwulicowość litewskich polityków no i trochę historii, pokazać pijanych szaulisów znęcających się i zabijających bogobojną polska rodzinę za śpiewanie polskich pieśni religijnych w kościele. Epilog filmu, to nadzieja na przyszłość.Jest lepiej ,już nie mordują,co prawda nie dają się modlić przed obrazem po polsku i zawieszać tabliczek z polskimi nazwami ulic ale…

  21. kujawiak mówi:

    do nr 20
    Też masz świetny pomysł. Jako ścieżkę dźwiękową do Twojego filmu widziałbym muzykę w stylu tego utworu Gorana Bregovicia – przerobionego oczywiście na wileńską nutę:

  22. wilniuk mówi:

    Do Kujawiak:
    Film “Boża podszewka” tak pasowała do naszych realiów jak pięść do nosa.
    Autorka scenariusza, starsza pani, chyba miała jakieś problemy natury seksualnej, którymi obdarzyła Bogu ducha winne kobiety wsi podwileńskich.

  23. kujawiak mówi:

    do Wilniuka

    Masz chyba rację, że pani Cywińska ma problemy z seksem, albo jakieś niespełnione fantazje na tym tle. Pedofila Polańskiego obok Zanussiego, to ona najbardziej broniła.

    Co do niepasujących realiów to przyjmuję to do wiadomości. Pisałem już powyżej, że ludziom pochodzącym z Wilna się nie podobał bo mówili, że jest nieprawdziwy. A ja po zgłębieniu tematu to za plus tego filmu biorę to, że w ogóle porusza problematykę Wilna, która póki co licho się prezentuje w polskiej kinematografi.

  24. Pomysł mówi:

    Do Kujawiaka
    Słuchałem Twojej propozycji ścieżki dźwiękowej, rewelacja!
    To jak pierwsze kadry i muzyka z filmu “Czas Apokalipsy”

  25. Pomysł mówi:

    Do kujawiak
    Słuchałem ścieżki dźwiękowej, rewelacja!, można porównać tylko do pierwszych scen i muzyki z “Czasu Apokalipsy”

  26. tinka mówi:

    Panie Lawrynowiczu, jesli to mial byc film o zyciu bohemy Wilna, to lepiej by go w ogole nikomu nie pokazywac.Bohemą tam ani pachnie,co mowic o komedii albo tragedii, do ktorych to Pan sam probowal zakwalifikowac swe ,,dzielo”.Nie mozna robic byle co i nazywac to filmem o zyciu Wilnian.To moze krzywdzic… nas wilnian.Swoją drogą Olga Generalowa spelnila swa role porzadnie.

  27. Piotr mówi:

    Panie Ławrynowicz, czy nasi dziadowie kiedyś nie graniczyli ze sobą w Postawach?

    Ale do rzeczy czyli do filmu. To chyba najtrudniejszy moment w Pańskim życiorysie. Zaczął Pan już robić sztukę teraz trzeba podjąć decyzję, w którą stronę dalej.

    Proszę zwrócić uwagę, że większość piszących na Pański temat na forum w taki czy inny sposób chce Panu podpowiedzieć, jak powinien wyglądać autentyczny film o Polakach z Litwy (Wileńszczyzny). To aż zadziwiające, jak taki film jest potrzebny. Tylko kto umie usłyszeć tą potrzebę.

    Wydaje mi się, że “Boża podszewka” Cywińskiej żadną miarą tej potrzeby nie zrealizowała (a był to pierwszy po II wojnie św. film o Wileńszczyźnie w Polsce. Pewien emerytowany oficer 4 Pułku Ułanów określił bohaterów filmu Cywińskiej jako “bandę przygłupów i erotomanów (…)”. Też takie wrażenie odniosłem (młodszy o ok. pół wieku od tego kawalerzysty), choć moją pierwszą myślą było “jak dobrze, że Dziadek (Wilniuk) nie dożył tego gniota”.

    Tak więc Panie Ławrynowicz – albo Pan pójdzie w komercję i mody – albo też Pan zgłębi te potrzeby i zrobi dobry (lub bardzo dobry) film o Wileńszczyźnie współczesnej i zostanie Artystą.

    Problem mógłby być z pieniędzmi, ale dla dobrego filmu na ten temat znajdą się pieniądze również na zachodzie, wśród Polonii.

    Jeden warunek – to musi być dobry film. Jak się takie robi? Nie wiem, bo jakbym wiedział, to bym zgłosił się co najmniej na managera.

    Do dzieła. I powodzenia.

  28. Albert mówi:

    slyszalem pana Lawrynowicza i w Znad Wilii i oglądalem na Polonii. polonistka zapewne plonie ze wstydu. sam mowię z wilenskim akcentem, ale jak się przemawia publicznie, to się trzeba postarac…

  29. do Alberta mówi:

    ty 4io?:DD

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.