174
Białorusini — „paradoksalna świadomość narodowa”

Akcja młodych Białorusinów na Placu Łukiskim

Akcja młodych Białorusinów na Placu Łukiskim

Wiosną tego roku w kawiarni na Zarzeczu odbył się, w dużym stopniu improwizowany, wspólny happening artystów z Polski, Litwy i Białorusi, w czasie którego swój występ miała legenda białoruskiego rocka Pit Pawłow.

— Bardzo lubię to miasto, które przez 800 lat było białoruskie, a tylko przez 20 lat nad Ostrą Bramą wisiała polska flaga, a teraz wisi litewska — wyznał wówczas ten wykonawca, po raz kolejny udowadniając, że spór o Wilno dotyczy nie tylko narodów polskiego i litewskiego…

Wilno było stolicą Wielkiego Księstwa Litewskiego, które Białorusini uznają za „swoje”, argumentując, że językiem oficjalnym księstwa był starobiałoruski i słynne Statuty Litewskie były napisane w tym języku. Po 1905 r., gdy rozpoczęło się na dobre białoruskie odrodzenie narodowe, Wilno odegrało swoją kluczową rolę dla białoruskiej kultury, między innymi dlatego, że Wilno chociaż należało do Rosyjskiego Imperium, było mniej zrusyfikowane niż Mińsk. Tu działali i tworzyli klasycy białoruskiej literatury: poeta Janka Kupała (Iwan Łucewicz) czy publicysta, pisarz i reżyser teatralny Franciszek Alachnowicz. Tu zaczęto wydawać pierwszą białoruską gazetę — „Nasza Niwa”. Gazeta ukazywała się w Wilnie aż do wkroczenia armii radzieckiej w 1939 r. Po odzyskaniu przez Litwę niepodległości została reanimowana, ale po kilku numerach redakcja przeniosła się do Mińska. Obecnie jest to jedno z nielicznych niezależnych pism na Białorusi o orientacji liberalno – konserwatywnej.

Sporo racji w wypowiedzi Pita Pawłowa widzi Galina Siwołowa, dyrektorka jedynej na Litwie szkoły z białoruskim językiem nauczania im. Franciszka Skoryny. — Nie chcę być adwokatem tego człowieka, ale częściowo z nim się zgadzam. Uważam jednak, że zapomniał dodać tylko jedno słowo „i”. Wilno jest miastem „i białoruskim”. Wilno — to Mekka dla wielu narodów, w której bez większej krwi oni mogli współżyć i rozwijać się — tłumaczy Galina Siwołowa. Dla dziennikarki „Radia Swobody” z Białoruskiego Towarzystwa Oświatowego (Baltarusių švietimo draugija) na Litwie Tatiany Pokład jest czymś oczywistym, że wielu Białorusinów w Wilnie czuje się jak „u siebie”. — Tak naprawdę od wieków tutaj nigdy nie było granicy. Dlatego dla ludzi z Oszmiany, Lidy czy Grodna Wilno zawsze było bliższe niż Mińsk — twierdzi Tatiana Pokład. Wilno z zasady nie może nie podobać się, uważa Wiktorija Ignatenko, Białorusinka studiująca w Wilnie oraz kierowniczka studenckiego teatru „EST”. — Jest to miasto, o którym dorośli mówili najczęściej, czy to kontekście historycznym, czy w kontekście własnych wspomnień — przyznała się nam Wiktorija Ignatenko.

Białorusini są jednym z tych narodów, którym w XX wieku po prostu się nie powiodło. Ogłoszona 25 marca 1918 r. Białoruska Republika Ludowa przetrwała zaledwie kilka miesięcy. Próba federacji z Polską nie powiodła się m. in. dlatego, że część elit białoruskich obawiała się, że Białorusini jako słabszy element zostaną pochłonięci przez Polaków. Z perspektywy lat można stwierdzić, że ich obawy nie były całkiem bezpodstawne. O błędnej polityce II Rzeczypospolitej wobec mniejszości białoruskiej pisał wielce znany polski pisarz Józef Mackiewicz. Zarazem świadomie podawała się za Białorusinów tylko nieduża grupa inteligencji, skupiająca się w kilku większych miastach, niemająca oparcia w zwykłych ludziach. Sytuacja nie zmieniła się również po upadku Związku Radzieckiego, zwłaszcza po dojściu do władzy na Białorusi Aleksandra Łukaszenki, który przywrócił sowiecką symbolikę i język rosyjski jako drugi państwowy. Dlatego obecnie niezależne białoruskie życie kulturalno – społeczne rozwija się przede wszystkim poza jej granicami: na Litwie, w Polsce czy Wielkiej Brytanii. — Sądzę, że zagranica będzie tym potencjałem, który pomoże odrodzeniu w kraju — nie traci nadziei Tatiana Pokład.

Oficjalnie na Litwie Białorusinów jest prawie 43 tysięcy, co stanowi ok. 1,2 proc. mieszkańców. W odróżnieniu od Polaków nie mieszkają w zwartym skupisku, a raczej są rozsiani po całej Litwie. Prezes Stowarzyszenia Organizacji Społecznych Białorusinów Litwy (Lietuvos gudų visuomeninių organizacijų susivienijimas) Roman Woinickij uważa, że litewskich Białorusinów można podzielić na dwie grupy. Pierwsza to są tak zwani autochtoni, czyli ludzie, którzy mieszkają na tych terenach od dziada pradziada, tych najwięcej jest w Wilnie, w rejonach wileńskim i solecznickim. Druga grupa — to element napływowy z Białorusi; ludzie, którzy przyjechali tutaj po wojnie do pracy. Najprężniejsze ośrodki ich są w Wisagini i Kłajpedzie. — Między tymi dwoma grupami są pewne różnice. Autochtoni są bardziej przywiązani do białoruskiego języka i tradycji. Natomiast dla tych, którzy przybyli po wojnie te rzeczy często są obojętne. Sam pochodzę z Zachodniej Białorusi, ale bliżsi są mi autochtoni — powiedział „Kurierowi” Roman Woinickij, który na Litwę przybył w 1981 roku. Spod Grodna pochodzi również Galina Siwołowa, która o sobie mówi, że jest typową „ofiarą miłości” jak wiele obecnych litewskich Białorusinek. Na Litwę przybyła pod koniec lat 70. na dwa lata, aby nauczyć się strzelać z łuku i języka polskiego. Los jednak chciał, aby przed samym wyjazdem spotkała swego przyszłego męża. O ile odrodzenie Białorusinów na Litwie pod koniec lat 80. ubiegłego wieku zapoczątkowali „miejscowi”, w dużym stopniu absolwenci przedwojennego gimnazjum białoruskiego w Wilnie, to obecnie większość działaczy białoruskich — to „przybysze” z Białorusi.

W ciągu ostatnich kilku lat można zaobserwować jeszcze jedną grupę Białorusinów na Litwie, są to studenci Europejskiego Uniwersytetu Humanistycznego. Europejski Uniwersytet Humanistyczny (EUH) założyła w 1992 r. w Mińsku grupka intelektualistów jako alternatywę wobec skostniałego sowieckiego systemu edukacyjnego. W 2004 r. białoruskie władze zamknęły uczelnię, więc w roku następnym EUH przeniósł się on do Wilna. Wykłady tutaj odbywają się po białorusku, po rosyjsku i po angielsku. — Większość studentów mówi między sobą po rosyjsku, ale ze znajomością białoruskiego nie ma problemu. Gdy ktoś zaczyna rozmawiać po białorusku, to nie ma problemu, generalnie panuje u nas atmosfera liberalno-demokratyczna — powiedział „Kurierowi” Kirił Atamanczik, student III roku Kulturowego Dziedzictwa i Turystyki oraz członka akademickiej organizacji StudAliance. Chociaż na Litwę przybywa dużo młodzieży z Białorusi, to raczej nie planuje tutaj osiedlić się na stałe. — Albo jadą dalej na Zachód, bo uniwersytet jest dobrym startem przed Europą, albo wracają do kraju, bo trzeba pamiętać, że wyjazd z Białorusi za granicę nadal jest kłopotliwy — wyjaśniła sytuację Tatiana Pokład.

Stosunki między nowymi „przybyszami z ojczyzny” a istniejącymi organizacjami białoruskimi są poprawne, ale do serdecznych na pewno nie należą. — Spotykamy się, pomagamy sobie nawzajem, ale wielkiej przyjaźni w naszych relacjach nie ma — powiedział „Kurierowi” Roman Woinickij. Dla Tatiany Pokład taka sytuacja jest naturalna i nie widzi tu żadnego problemu. — Te organizacje stały się zbyt tradycyjne. One mają swoją niszę i zbytnio nie idą na kontakt. Jednak młodzież sama zaktywizowała się — mówi Tatiana Pokładt. Wadzim Wileita z Zjednoczonego Centrum Inicjatyw Białoruskich (Jungtinis Baltarusijos Iniciatyvu Centras) przyczynę pewnej nieufności między młodymi a starszymi przedstawicielami białoruskich działaczy na Litwie widzi we wrodzonym „białoruskim konserwatyzmie”. — Coś sobie robię, coś robią inni, nie wiem jednak co, ale ze sobą kontaktujemy rzadko. To musi się zmienić — uważa Wadzim Wileta.

Druga przyczyna dotyczy poglądów politycznych. O ile starsza część działaczy białoruskich nie jest być może wyraźnie „prołukaszenkowska”, jest jednak za współpracą z władzami w Mińsku, natomiast młodzież pod tym względem jest bardziej radykalna w swych poglądach. — To są propaństwowe organizacje, mają stały kontakt z białoruską ambasadą, więc nasze stosunki z zasady nie mogą być zbytnio przyjazne — tłumaczy, na czym polega różnica między studentami EHU i miejscowymi działaczami Kirił Atamanczik. Obecnie na Litwie działa kilka młodzieżowych organizacji białoruskich. Jedną z najbardziej prężnych jest wyżej wspomniany Zjednoczone Centrum Inicjatyw Białoruskich, które organizuje koncerty białoruskich zespołów rockowych i bardów. Zorganizowali szereg akcji, które miały zwrócić uwagę świata na liczne fałszerstwa, których dopuściła się władza w Mińsku podczas ostatnich wyborów. — Nie jesteśmy organizacją białoruskiej mniejszości na Litwie, dążymy do zjednoczenie ludzi różnych narodowości, zawodów oraz przekonań politycznych, których podstawowym celem jest demokratyczna Białoruś — wyłuszcza podstawowe założenia Centrum Wadim Wileta. Przy EHU działa też klub filmowy oraz studencki teatr eksperymentalny „EST”. Teatr powstał w 2006 r., dotychczas wystawiono tylko jeden spektakl, ale teatr przeprowadził masę happeningów na wileńskich ulicach czy stołecznych klubach.

Obecnie Stowarzyszenie Organizacji Społecznych Białorusinów Litwy, które powstało przed 12 laty, zrzesza 19 organizacji. Są to przede wszystkim oddziały regionalne Stowarzyszenia. Prezes Stowarzyszenia jest również członkiem Rady ds. Mniejszości Narodowych przy Rządzie RL. Stowarzyszenie Białorusinów nie prezentuje jakiejś jednej opcji politycznej, co prawda kilku posłów z ubiegłej sejmowej kadencji — Wacław Stankiewicz czy Wiaczesław Wołcziok — przyznawało się do białoruskich korzeni, to jednak władze tej organizacji raczej stronią się od polityki, za główny cel stawiając kulturę i oświatę. Z kolei Stowarzyszenie Języka Białoruskiego im. F. Skoryny aktywnie uczestniczy w życiu politycznym Litwy. Przedstawiciele tej białoruskiej organizacji od lat startują w wyborach zarówno parlamentarnych, jak i samorządowych z listy Akcji Wyborczej Polaków na Litwie.

— Rozmawiamy zarówno z władzami w Mińsku, jak i z opozycją. Są w naszych szeregach ludzie o różnych poglądach politycznych — wytłumaczył „Kurierowi” Roman Woinickij. Kontakty i pomoc z Mińska są regularne, ale raczej należą do sztywnych i oficjalnych. — Jesteśmy dla nich trochę politycznie podejrzani — dodaje z uśmiechem Galina Siwołowa.

Szkoła im. Franciszka Skoryny jest jednym z ważniejszych ośrodków życia miejscowych Białorusinów, tu działa kilka dziecięcych zespołów ludowych, tu odbywają się liczne białoruskie imprezy kulturalne. Obecnie do szkoły uczęszcza 164 uczniów, jest zatrudnionych 30 pedagogów. Lekcje są prowadzone po białorusku i częściowo po litewsku. W języku państwowym naucza się matematyki i fizyki w starszych klasach. Do szkoły uczęszczają uczniowie nie tylko z Wilna i okolic, ale niektórzy dojeżdżają z takich odległych miejsc jak Wisaginia, Troki czy Soleczniki. Pod tym względem dużą pomocą służą dwa podarowane przez mera Mińska mikrobusy. — Prawdziwy problem — to paliwo, bo o nie musimy zadbać sami. Coś dają rodzice, coś białoruscy biznesmeni — opowiedziała „Kurierowi” Galina Siwołowa.

Białoruska szkoła powstała w roku 1994, za nim jednak do tego doszło, na początku lat 90. Galina Siwołowa razem z innymi działaczami białoruskimi zaczęła prowadzić białoruskie szkółki niedzielne. Później powstały białoruskie klasy przy dwóch szkołach rosyjskich. W 1994 dla wspólnoty białoruskie zostały przekazane pomieszczenia po byłym przedszkolu. Komputery przysłano z Mińska, a państwo litewskie dało pieniądze na szkołę. Pomieszczenie potrzebowało jednak gruntownego remontu, a środków katastroficzne nie brakowało. Nieoczekiwanie z pomocą przyszli Żydzi, którzy wynajęli część pomieszczeń pod swoje przedszkole. Dzięki ich pieniądzom białoruska szkoła przetrwała i mogła normalnie funkcjonować. — Bardzo dobrze nam się współpracowało. Przez pięć lat miałam całkowity spokój. Nikt nas się nie czepiał, natomiast gdy oni przenieśli się do własnych pomieszczeń, to w ciągu następnego roku miałam 17 wszelkiego rodzaju inspekcji. Wtedy zrozumiałam jak jest ważne przyjaźnić się z Żydami —żartuje dyrektorka.

Współpraca białorusko–żydowska ma zresztą dłuższą historię. 1 lutego 1919 roku, gdy w Wilnie powstało białoruskie gimnazjum — niezamożnym Białorusinom nieoczekiwanie z pomocą przyszli wileńscy Żydzi. W zamian mieli nieograniczony wstęp i całkowitą tolerancję w białoruskim gimnazjum, czego nie było w innych wileńskich szkołach. — Gdy się o tym dowiedziałam, to zrozumiałam, że historia lubi się powtarzać — powiedziała Galina Siwołowa.

Przedwojenne gimnazjum białoruskie w Wilnie funkcjonowało aż do roku 1944. Jednym z powodów do zamknięcia gimnazjum posłużył fakt, że część profesorów w czasie wojny kolaborowała z hitlerowcami. Duża część kadry pedagogicznej oraz uczniów była represjonowana: aresztowana, zesłana na Sybir lub nawet rozstrzelana. Przy gimnazjum działały muzeum i seminarium nauczycielskie. — Po wojnie unikalne zbiory muzeum zostały podzielony między trzy kraje: Litwę, Polskę i Białoruś. Dlatego dotychczas bardzo ciężko jest znaleźć pewne rzeczy — ze smutkiem wyznaje Galina Siwołowa.

Język jest jednym z podstawowych kryteriów, które wyróżnia naród lub grupę etniczną. Z tym na Litwie Białorusini mają pewien problem. Bardzo często w rodzinie czy dzieci w szkole między sobą rozmawiają po rosyjsku. Do rzadkości należą dzieci, które zarówno w domu, jak i z rówieśnikami rozmawiają tylko w ojczystym języku. — Wielki wpływ na to ma fakt, że oni nie słyszą na co dzień pięknego języka białoruskiego, którego na Litwie, a i często na Białorusi dziś nie usłyszysz. Zgoła inna sytuacja jest w Polsce, gdzie nadal można usłyszeć prawdziwą białoruską mowę — mówi „Kurierowi” Galina Siwołowa, dodając przy tym, że według niej polonizacja Białorusinów w Polsce jest jednak dużo szybsza niż na Litwie. Z Galiną Siwołową zgadza się Tatiana Pokład, twierdząc, że białoruska świadomość narodowa jest bardzo skomplikowana i często niezrozumiała dla obcych. —Na przykład, w ostatnim spisie ludności na Białorusi, aż 74 proc. zadeklarowało, że ich rodzimą mową jest język białoruski, ale po białorusku na co dzień rozmawia tylko 34 proc. Jest to bardzo ciekawy i paradoksalny przykład świadomości narodowej — powiedziała „Kurierowi” Tatiana Pokład.

Nie patrząc na dużą rusyfikację ludności białoruskiej, brak styczności z oryginalną mową ojczystą, liczne problemy chociażby z dojazdem, wielu rodziców Białorusinów oddaje jednak swoje latorośle do białoruskiej szkoły. Roman Woinickij dostrzega w wyborze rodziców nie tylko patriotyzm, ale i pewne względy pragmatyczne. Bo szkoła im. Franka Skoryny oferuje bardzo dobre wykształcenie, 80 – 90 proc. absolwentów tej uczelni trafia na studia wyższe. Mają ułatwiony dostęp do wyższych uczelni na Białorusi. — Nasza szkoła należy do 10 najlepszych na Litwie. Tu panuje prawie rodzinna atmosfera — uważa Roman Woinickij, który jest również dyrektorem do spraw technicznych w tej szkole. Dobry poziom oraz możliwość studiowania na Białorusi są czymś bardzo ważnym, według Tatiana Pokład, ale ona nie bagatelizuje również aspekt moralny. — Na Litwie, czy w ogóle za granicą, aby być kimś, trzeba się określić, kim się jest — uważa Tatiana Pokład.

174 odpowiedzi to Białorusini — „paradoksalna świadomość narodowa”

  1. a to ciekawe mówi:

    Mnie jeden Białorusin mówił, że Wilno to odwieczne ich miasto i oni Białorusini mają znacznie większe prawa do Wilna niż jacyś przyjezdni Żmudzini ze Żmudzi.

  2. marek mówi:

    Wreszcie Białorusini zaczynają mówić o swojej historycznej stolicy.

  3. Stanisław mówi:

    Organy u św. Teresy, w katedrze, a jakie są u św. Ducha?…

  4. Vidol mówi:

    do marek: A jak inaczej przecież Białorusini Wilno założyli… Rosjanie, Polacy i Żydzi rozbudowali. A Litwini-Żmudzini po polskiej repatriacji do Polski zajęli domy Polaków i wymordowanych Żydów.

  5. czarek mówi:

    Do tego pardoksu Bialoruskiego dodalbym jeszcze fragment powyrzszego artykolu ;”prawdziwa mowe Bialoruska mozna uslyszec w Polsce -Bialorusini sie szybciej polonizuja w Polsce niz na Litwie .¿’?
    Z cala moja sympatia dla tych ludzi(o niebo wieksza niz dla ich sasiadow zPolnocy lub Polodnia) Bialorus potrzebuje czasu aby sie otrzasnac z nagle otrzymanej niepodleglosci.

  6. czarek mówi:

    Wlasnie odszyfrowalem to co na zdjeciu ,na plakacie maja napisane “za naszu y waszu svobodu” Do diaska cosmi to przypomina?

  7. Czytelnik mówi:

    Dobry przyklad jak powinne byc stworzone warunki i dla Polakow na Bialorusi.Autor zapomnial dodac ze w kosciele na Zarzeczu jest nabozenstwo w jezyku bialoruskim.

  8. Bury mówi:

    @ czarek
    A co ci to przypomina? Poza zbiorem bajeczek.

  9. marek mówi:

    “Zgoła inna sytuacja jest w Polsce, gdzie nadal można usłyszeć prawdziwą białoruską mowę — mówi „Kurierowi” Galina Siwołowa, dodając przy tym, że według niej polonizacja Białorusinów w Polsce jest jednak dużo szybsza niż na Litwie”.

    Dla porządku można powiedzieć, że w Polsce można usłyszeć 2 odmiany białoruskiej mowy. Mówi się bowiem o “Lićwinach” i “Pudlaszach”.
    Co do polonizacji, to jest ona bardziej naturalna niż lituanizacja. Po prostu kulturowo i językowo bliżej Białorusinom do nas, niż do Litwinów. Zresztą, dzisiaj Białorusinom polskim chyba bardziej zagraża ukrainizacja, niż polonizacja.
    Generalnie pozytywnie odbieram artykuł. Myślę, że wartało by na łamach KW przybliżyć też i inne mniejszości na Litwie. Wszak ich los nie odbiega od sytuacji Polaków. Chyba nie?
    Jeszcze zainteresował mnie EUH. Jaki jest stosunek władz litewskich do tej uczelni? Zwłaszcza w kontekście problemów stwarzanych fili Uniwersytetu Białostockiego.

  10. dla mówi:

    tych ,co się tą tematyką ciekawią oraz umieją po rosyjsku, warto popatrzeć na forach historycznych białoruskich.Takie się toczą dyskusje z Litwinami że hej.

  11. Vidol mówi:

    dla: Podaj nazwy tych forum.

  12. wiadomo, że S_s mówi:

    Ot, ciekawostka. Prawo do Litwy mają Polacy, Biełorusy, Rosjanie i nie wiedzieć kto jeszcze. Natomiast na pewno nie Litwini!!!? Proponuję sprzymierzyć się V polskiej kolumnie w LR z Putinem i Łukaszenką i dokonać rozbioru Republiki Litewskiej pomiędzy sąsiadów.

    Senas

  13. Stary_czyli S%%%s mówi:

    Ot, ciekawostka. Prawo do Litwy mają Polacy, Biełorusy, Rosjanie i nie wiedzieć kto jeszcze. Natomiast na pewno nie Litwini!!!? Proponuję sprzymierzyć się V polskiej kolumnie w LR z Putinem i Łukaszenką i dokonać rozbioru Republiki Litewskiej pomiędzy sąsiadów.

    Senas

  14. Astoria mówi:

    Senas:

    Nie chodzi o rozbiór Litwy, ale o rzecz odwrotną – o zbiór Litwy w jej naturalną wieloetniczną całość.

  15. Przecież S. mówi:

    Astoria,

    Mój post nr 13 był tylko ironicznym komentarzem do sąsiedzkich pretensji wobec Litwy.

    Oczywiście jestem gorącym zwolennikiem wieloetnicznej Litwy. Bo takie było WXL i taką w gruncie rzeczy jest LR. Jest tylko jeden problem, niektóre mniejszości narodowe muszą sobie uświadomić, że nie mają wyjątkowych przywilejów.
    Powyższe słowa nie znaczą, iż nie zdaję sobie sprawy z negatywnych, możliwe, że nacjonalistycznych działań administracji litewskiej.
    Jednak jestem, w gruncie rzeczy emigrantem i moje spojrzenie może różnić się, czasem skrajnie, od oglądu Litwinów mieszkających w Kraju.

    Senas

  16. test mówi:

    Vivamus luctus dolor sit amet

  17. Astoria mówi:

    Senas:

    Czy byłby Pan łaskaw podać o jakie wyjątkowe przywileje zabiegają Polacy na Litwie, bo mam trudności w ich dostrzeżeniu? Czy wyjątkowym przywilejem jest zapisywanie własnego nazwiska w formie historycznie przyjętej na tej ziemi? Czy jest nim zwrot ziemi prawowitemu spadkobiercy? Czy jest nim dwujęzyczna tabliczka na terenie spójnie zamieszkałym przez mniejszość, zgodnie z prawe europejskim?

  18. Astoria mówi:

    Zapomniałem: dobry artykuł 🙂

  19. Prywatyzacyjny*S~~~s mówi:

    @ Astoria – 17

    A to ciekawe, że moje słowa o niektórych mniejszościach odniósł Pan akurat do mniejszości polskiej.
    Od pewnego czasu piszę na tym forum, iż nie mam nic przeciwko zapisywaniu nazwisk po polsku, tak samo jak nie mam nic przeciwko tablicom dwu-, trzy-, pięciojęzycznym, ba uważam nawet, że dla świętego spokoju władze litewskie powinny zrobić wszystko żeby tak było. Niestety mój wpływ na władze LR jest dość nikły, można nawet zaryzykować tezę, że w tych sprawach mam do powiedzenia tyle co Żyd na Gestapo.
    Co do ustawy reprywatyzacyjnej. Moja rodzina i ja nie narzekamy. Mimo, że moi dwaj przyrodni bracia są zadeklarowanymi Polakami ( zaznaczam to ponieważ podobno Polacy mają trudności) a tylko siostra Litwinką otrzymaliśmy prawie wszystko o co się staraliśmy. Wydaje mi się, że w LR nie jest tak tragicznie. Zwłaszcza, iż słuchałem niedawno w programie 3 PR audycji p. Legowicza o prywatyzacji z której wynikało, że Polska jako jedyne państwo postkomunistyczne nie ma ustawy reprywatyzacyjnej.

  20. Astoria mówi:

    Senas:

    Czyli nie potrafi Pan wymienić wyjątkowych przywilejów, o które ubiegają się Polacy.

    Co do oddawania ziemi, to przyznam, że się opieram na narzekaniach strony polskiej i mam na temat rzeczywistego stanu rzeczy blade pojęcie.

    Zgadzam się, że w Polsce jest z reprywatyzacją gorzej niż na Litwie. Majątek najłatwiej odzyskuje Kościół, a dla obywatela wolnego kraju ciągle prawem jest Reforma Rolna komunistów.

  21. Obiektywnie!?S###s mówi:

    Astoria – 20

    Mam wrażenie, że większość Polaków w LR wcale nie domaga się żadnych szczególnych praw. Tych praw domagają się za nich szaleni politykierzy w rodzaju Kmicica. Oczywiście tacy ludzie są marginesem, jednakowoż żądania by każdy litewski urzędnik znał jęz. polski są dość nośne, zarówno dla szowinistów polskich jak i litewskich.

  22. Žopo-Špolita mówi:

    Czy wyjątkowym przywilejem jest zapisywanie własnego nazwiska w formie historycznie przyjętej na tej ziemi?

    ……………………..

    Na 1/3 ziemi tak zwanej “Žopo-Špolity” historycznie przyjęta forma nazew i nazwiskow jest na DEUTSCHE SPRACHE, ktora przyniesla w ten pierwotny slowianski balagan cyzilizacje. + (do tego) dwojezycznosc (deutche und polisch-liachisch) musi byc w Krakau i okolicah, ktore dla sobie zbudowali niemcy.

  23. NOAWPL mówi:

    @ Astoria – 20

    “Co do oddawania ziemi…” nie bardzo chcę się na ten temat wypowiadać. Temat, generalnie czysty z wyjątkiem Wileńszczyzny i Solecznickiego Rejonu. Tam faktycznie miały miejsce jakieś wsiedlenia ludzi z innych rejonów Litwy. Problem polega jednak na tym, że nikt nie mógł się wsiedlić bez zgody samorządu a tak się składa, że w tych samorządach rządzi AWPL. Oczywista zaraz tu psy na mnie powieszą za ten “antypolski atak”.

  24. 333 mówi:

    @23
    oczywiście to ja, Senas

  25. bialorusini-puliaki mówi:

    Jedno z najwiekszych skupowisk “puliakoff” w Litewskim panstwie jest w okolicach Maišiagala (mejszegola). A czy jest wam wiadomo skąd jest ci “puliaki”? Okolo 1910 roku tu byli osiedlone bialorusini z pod gubernii grodzienskiej w miejscowosciach Dūkštos, Airėnai, Geisiškės. Teraz w tym kraju zostali tylko “puliaki” i malenka cerkiew z tych czasow. Podobny przypadek w litewskiej Paberžė (Podbrzezie). W 1863 roku kosciol w Paberžė przerobiony w cerkiew. eks-ksiadz a teraz juz prowoslawny pop Petkevičius przepisal ksiegi kazan na litweskim jezyku na cyrylyce. Potem z litwinow robili ruskich (czy wedlog “zachodniorusizmu” – belorosow), a poznej z nich robili “puliakoff”. Teraz tam jedynie “puliaki”. Ta sama “procedura” (najpierw rusifikacja, potem polonizacija) powtarzona w Semeliškės (tylko ze nie zdazyli do pierwszej wojny swiatowej i teraz Semeliškės jest litewskie, any jednego “puliaka”). I tak dalej i tak dalej… Wielkie mnostwo takiej genezy “polsczyzny” w Litwie.

  26. ****S===s+ mówi:

    @ Žopo-Špolita – 22

    Neblogai 😀 .

    Senas

  27. :) mówi:

    dar žodis lietuviškai ir išmes tave iš čia 🙂

  28. Zdumiony=S^^^s mówi:

    Majszegoła to skupisko Polaków!!!??? Byłem tam w sierpniu, czegoś szukałem, kogo zapytałem, jakieś 5 osób, wszyscy odpowiadali po rusku. Pytałem najpierw po polsku, później po litewsku.

  29. Nacion+S```s mówi:

    @ 27

    Nacionalinės Misija

    @25
    Mejszagoła to skupisko Polaków!???
    Byłem tam w sierpniu, czegoś szukałem. Pytałem 5-ciu osób, wszyscy mówili po rusku. Pytałem najpierw po polsku, następnie po litewsku. Auto mam firmowe na polskich numerach więc nie mogli bać się Litwina, gadali tak jak umieją.

  30. ciekawski mówi:

    Do Žopsenasów: Czy wiecie kim był Rascislav Razvaldovič? I czym jest dla Wilna 1070 rok?

  31. Maiši++S&&&s mówi:

    @ 25

    Nie kwestionuję jednak, iż w okolicy Maišiagalai żyje kilkunastu Polaków, osadników z czasów carskich i piłsudskowskich

    Senas

  32. ciekawski mówi:

    Stolica Lietuvisów-Żmudzinów – to Telsze. Wilno stworzyli Krywicze, którzy założyli tutaj miasto nazywane Krywiczgrodem (później Krzywym Grodem) w 1070 roku.

  33. Kryw_S####s mówi:

    @ ciekawski 29 & 31

    OOOO!!!!????

  34. OLENISZKI mówi:

    “Bóg wiedział, że lud tej ziemi będzie się modlił wieloma językami, i by nie wyróżniać żadnego z nich, polecił msze odprawiać po łacinie i przysłał Matkę Boską do Ostrej Bramy”

    Oraz rygor moralno – kulturowy, przeniesiony wraz z kulturą śródziemnomorską, na tą ziemie, przez język i kulturę polską

    Pruskie i ruskie demony historii nie mogły ścierpieć wielowiekowej zgodnej Wileńszczyzny, zaczęły sączyć jad nienawiści w dusze, dotąd bogobojnego ludu, poprzez nacjonalizm litewski, antysemityzm niemiecki a w końcu komunizm sowiecki.

  35. %%%S(((s mówi:

    @ ciekawski – 29 & 31

    OOOO!!!???

    @ OLENISZKI – 32

    Łaskawca zapomniał o nacjonalizmie polskim i sączeniu przez AWPL nienawiści do Litwy w serca prostego ruskiego ludu.

    Senas

  36. ##SVVVs mówi:

    @ ciekawski – 29 &31

    OOO!!!???

    @ OLENISZKI – 32

    Łaskawca zapomniał o nacjonalizmie polskim podstepnie sączonym przez działaczy AWPL w serca prostych ruskich ludzi.

  37. hm mówi:

    Senasiku: Nieprzeżywaj. Lepiej zatroszcz się o ludzkie stosunki ze swymi przyrodnimi braćmi (19. post), którzy deklarują się Polakami. Gdyby oni dowiedzieli się co ty tutaj wypisujesz ciągle sycząc na Polaków….My tutaj na Wileńszczyźnie żyjemy z Białorusinami i Rosjanami w zgodzie, co niemożna powiedzieć o “niektórych” podstępnych i kłamliwych Lietuvisach w stosunku do nas Polaków, Białorusinów i Rosjan siejących nienawiść na codzień.

  38. žaltyS```s mówi:

    @ hmiczku,

    Co miałbym przeżywać? O moją rodzinę nie musisz się martwić. Bracia znają moje przyjazne nastawienie do Polaków, co zresztą nie jest dziwne, bo ja tak w ogóle lubię ludzi. Ja na Polaków syczę (rozumiem, że to ma jakiś związek z świętymi wężami – dzięki)? Gdzie, kiedy i jak? To raczej na mnie się, nie tyle syczy, co opluwa jadem nienawiści. Rozumiem jednak pewne ograniczenia mentalne niektórych uczestników tego forum, więc urazy nie chowam. 😉

  39. marek mówi:

    Posty 25 i 28 typowe dla lietuviskiego szowinizmu. Azjatyckiej mentalności grzebania w prywatnej świadomości.
    Tak, niektórzy uzurpują sobie prawo do decydowania kim ktoś jest, bądź nie jest. Pan Senas i Vidoq to autorytatywnie orzekną podpierając się “wiedzą” i własnymi obserwacjami i badaniami lingwistycznymi. Warto te jakże oryginalne,a nawet swoiście cenne sądy upublicznić na szerszym forum.
    Wracając do artykułu. Dobrze, że nie zapominamy o Białorusinach. Powoli, powoli, ale zwrócą się do tradycji WKL. Bo to było przede wszystkim ich państwo. Może w końcu dziedzictwo WKL, znajdzie godnych następców i skończy się schizofrenia w które z jednej strony deklaruje się jako spadkobierca WKL, a z drugiej się ten dorobek niszczy.

  40. norus-S,,,s mówi:

    @ marek – 36

    Ze wstydem przyznaję, to moja azjatycka mentalność odpowiada za to, że ludzie których spotkałem w Mejszagole nie mówili po polsku. Na szczęście ta moja azjatycka mentalność pozwala mi na dopuszczenie do świadomości, iż byli to Polacy posługujący się językiem ruskim.

    Pomijam drobny fakt, iż nie uzurpuję sobie żadnych praw do decydowania kto jest kim, są to dziwne, nieuprawnione wnioski. Ale skoro chce Pan to tak widzieć…

  41. marek mówi:

    Senas:
    1/”Mejszagoła to skupisko Polaków!???”

    2/”Nie kwestionuję jednak, iż w okolicy Maišiagalai żyje kilkunastu Polaków, osadników z czasów carskich i piłsudskowskich”

    To są właśnie te przykłady. Obraża Pan polskich mieszkańców Mejszagoły.

  42. miejscowy mówi:

    Dzisiejszy język litewski – nazywa się litewskim dopiero od XX wieku. Wcześniej tym językiem posługiwali się Żmudzini (Bałtowie), a językiem “litewskim” nazywano język używany przez Krywiczów, założycieli Wilna. – Wschodnich Słowian, potomków Białorusinów, dziś nazywamy językiem białoruskim.
    A dla litewskich patriotów trzeba wiedzieć, że Krywy Gorod (Krzywogród – Vilna) założyli i władali przedstawiciele Płockiej księżęcej dynastii. W 1070 roku Rascislav Ragvaldovič, a później jego synowie i wnukowie wśród których byli David Raścislav, Rascislav David II, Vicien….
    I może ktoś wytłumaczy, dlaczego Litwini nie dopuścili białoruskich archeologów do dalszego badania fundamentów Pałaca Władców w Wilnie -może dlatego, że tamci stwierdzili, że fundamenty są wybudowane na podstawie słowiańskiej kładki i nie w 14 wieku, a na kilka stuleci wcześniej…

  43. wrocławianin mówi:

    Senas
    Dodam coś od siebie. Azjatycka mentalność Pana odpowiada za coś zupełnie innego niż Pan sam sobie wmawia. Odpowiada za Pana relatywizm, psedonaukowe prawdy i zwyczajne bzdury głoszone przez Pana na tym forum. Honorowy człowiek nie pokazywałby się tu, co najmniej do czasu kiedy skończyłby się mu “ban” nałożony przez administratora. Zasada ta w Pana przypadku nie ma zastosowania?

  44. Vil-SXXas mówi:

    @ marek – 38

    Widzę, że oburza Szanownego Pana moje zdziwienie nazwanie Majszegoły skupiskiem Polaków. Jednak skoro na pięciu spotkanych ludzi nikt nie posługiwał się jęz. polskim to chyba moje zdziwienie jest uzasadnione?

    Czy kwestionuje Łaskawy Pan fakt osadnictwa polskiego na Wileńszczyźnie w XIX w. i za czasów II RP? Niewątpliwie osadnicy ci mają jakiś potomków i kilkunastu z nich niewątpliwie żyje w Mejszegole oraz okolicach. Nie widzę w tym nic obraźliwego. Ostatecznie żeby być pełnoprawnym mieszkańcem tej okolicy nie trzeba być autochtonem. No chyba, że uważa Szanowny Pan inaczej.

  45. Br-U-S&&&s mówi:

    @ 40
    Dobry człowieku, piszesz bzdury niestety i nie Ty będziesz mi mówił czym jest honor. Gdyby ban nałożony był zgodnie z regulaminem, pewnie bym się zastosował.

    Mam duży sentyment do Wrocławia i do ludzi z stamtąd. Zdaję sobie jednak sprawę, iż nie wszyscy są tam doskonali.

  46. miejscowy mówi:

    Do Senas: W Maiszagole może pan napotkał potomków Krywiczów – autochtonów mówiących na miejscowym – tutejszym podobnym do polskiego i białoruskiego, ale jako pan jest Żmudzinem to skąd może znać język WŁADCÓW Wielkiego Księstwa Litewskiego?

  47. wrocławianin mówi:

    Senas
    Wcale się nie dziwię, że lubi Pan ludzi z Wrocławia. Mieszka tu dużo potomków Polaków przesiedlonych z wieloetnicznych i wielokulturowych kresów II RP (także Polacy z terenów obecnej Litwy i Wilna). Są oni więc ze swojej natury tolerancyjni. Z tego też powodu sam Wrocław jest miastem tolerancyjnym i otwartym. Nie dziwię się zatem, że nawet ludzie o azjatyckiej mentalności czują się tu dobrze.
    Proszę nie udawać pokrzywdzonego. Na “bana” sam Pan “ciężko” zapracował i dalej pracuje. Proszę darować sobie kolokwializmy typu “dobry człowiek”, bo na nie nie zasłużyłem.

  48. Wroclove_S@@as mówi:

    @ wrocławianin – 44

    Przepraszam, skoro nie zasłużył Pan na to by nazywać Pana dobrym człowiekiem, współczuję. We Wrocławiu studiowałem, mam też tam rodzinę.

  49. nieregul-S^e^^s mówi:

    @ wrocławianin – 44

    “…Na “bana” sam Pan “ciężko” zapracował i dalej pracuje…” A który pkt Regulaminu wg Pana złamałem i łamię!?

  50. krzysztof mówi:

    Senas : Powoli stajesz się coraz mniej litewski. Dotychczas wiedziałem, że Twój ojciec jest Polakiem, dwaj przyrodni bracia są Polakami, że studiowałeś w Polsce jeszcze w latach 80-tych ( nie wiedziałem, że akurat we Wrocławiu). Teraz dowiaduję się dodatkowo, że masz we Wrocławiu rodzinę.
    Biorąc to wszystko razem pod uwagę, myślę, że Twoja litewskość jest bardziej kwestią osobistej autodeklaracji niż pochodną obiektywnych czynników.
    Oczywiście masz do tego pełne prawo. Nie kwestionuję twojego wyboru. Niemniej, znasz chyba syndrom neofity ?

  51. MultiKulti_Se==s mówi:

    @ krzysztof – 51

    Dla mnie to naturalne. Wiele rodzin litewskich czy białoruskich jest multietnicznych. Nie jestem pewien czy “neofitą’ można się urodzić. Moja Matka była Litwinką i razem z siostrą byliśmy wychowywani raczej na Litwinów, chociażby dlatego, że większy kontakt mieliśmy z rodziną Matki niż Ojca, aczkolwiek od dziecka, to idiotycznie brzmi ale byłem dwujęzyczny ;-).

  52. LIT-S55as mówi:

    @ krzysztof – 51

    Nie dokonywałem żadnych wyborów. Po prostu tak zawsze było. Nie było momentu w którym postanowiłem być Litwinem a nie Polakiem. Nawet mój Ojciec gdy byłem dzieckiem mówił do mnie “ty mój mały Litwinie”.

  53. marek mówi:

    Senas
    Równie dobrze mogę napisać: “nie kwestionuję, że w Wilnie spotkam kilkudziesięciu potomków kolonistów ze Żmudzi, którzy się kiedyś w Wilnie osiedlili dzięki Stalinowi.
    Nie będzie to wcale obraźliwe, no i oczywiście będzie tak samo odpowiadać prawdzie, jak pański wpis dotyczący Mejszagoły.

  54. przesadzisty_SEEEs mówi:

    @ marek – 54

    Pewnie uważa Pan, że przesadziłem ze złośliwością. Ma Pan rację, nadmiar jest bez sensu. Ale opisywany przypadek miał miejsce i szczerze napisawszy wprawił mnie w konsternację.

  55. OLENISZKI mówi:

    O tak bez związku!

    W okolicach Kozakiszek w wielu domach w czasie wojny ukrywano Żydów.
    W jednej z rodzin przebywała matka z córką, pod fałszywszym nazwiskiem krewnych gospodarzy.
    Prawie wszyscy wiedz o tym

    Jak mówi moja mama
    “Gdy odmawiała różaniec w kościele to tak przesuwała paciorki różańca, że kobiety uśmiechały się bo widać było, że to było na pokaz”
    W owej rodzinie był chłopak w wieku młodej Żydówki.
    Gdy przyszli sowieci wcieli chłopaka do wojska i zamierzali wysłać na mandżurski front. Chłopak zdezerterował. Przez pewien czas nawet ukrywał go mój ojciec.

    Dzięki staraniom Żydówek załatwiono mu fałszywe dokumenty pobrawszy się z córką (chyba miłość rozkwitła w czasie wspólnego przebywania) wyjechali do Polski, gdzie mieli córkę i żyli długo i szczęśliwie.
    I byłoby to piękne i miłe gdyby nie jeden drobiazg.

    By chronić córkę przed władzami PRLu wychowano córkę w przekonaniu, ze z dziada pradziada jest Litwinką.
    Rodzice zmarli nim nastała wolna Polska.

    Dziś owa osoba nie świadoma swego prawdziwego pochodzenia, jest bardziej litewska niż Litwini na Litwie.

    Gdy czytam posty Senasa to mi się przypomina ta osoba.
    Nie wiem dlaczego?

  56. OSTOJA mówi:

    @ OLENISZKI – 56

    Błąd, niestety błąd, nie jestem żydem, ani chłopem. Posiadam swój wywód z deputacji kowieńskiej i wileńskiej moim herbem jest Ostoja. I znam wszystkich swoich przodków tak daleko, że nawet nie jesteś sobie tego w stanie wyobrazić.

    Senas

  57. miejscowy mówi:

    Senas: To kim ty jesteś? Połowa w tobie krwi polskiej a może i więcej (bezsmertnyj tot mużczina kotoryj porodił syna) właśnie to mężczyźni rozmnażają się a kobiety tylko wynaszają ich dzieci, tak powiadał mój dziadek. Na konto matki to też wątpliwość czy rzeczywiście była czystą Żmudzinką, przecież w obecnej Litwie około 70% ludzi ma słowiańskie lub o słowiańskich rdzeniach nazwiska. I nie trzeba plątać Żmudzinów z Litwinami – to są zupełnie dwa różne narody jeden bałtycki drugi słowiański. Ciekawie kim będą twoje dzieci? Ja tak rozumiem, że Niemcami – rodzinna tradycja.

  58. Fucktyczny_S!!!s mówi:

    @ OLENISZKI – 56

    Żeby mi chłop, nawet herbowy zarzucał żydowskie pochodzenie!!!?
    A kim Ty jesteś? Drobnym szlachetką, chłopem, mieszczuchem?
    Fuck, nawet nikt nie wie gdzie są te Koziekiszki i OLENISZKI. Chłopie weź się za pług może będą jakieś efekty.

  59. Swobodny_S)))s mówi:

    @ miejscowy – 58

    Współczuję Ci, bo miejscowy to chyba z Korony, a mózg przeżarty przez nienawiść. Od mojej Matki odczep się. A zresztą, czepiaj się skoro tak Twoja polska etyka nakazuje.
    Mój Ojciec swobodnie mówił po polsku, litewsku, rosyjsku, rusku i angielsku. Ja mówię swobodnie po litewsku, polsku, niemiecku i angielsku, jestem w stanie porozumieć się po hiszpańsku, moje dzieci posługują się swobodnie jęz. niemieckim, litewskim, angielskim, potrafią też porozumieć się po polsku, uczą się hiszpańskiego. Myślę, że moje dzieci będą europejczykami.
    W odróżnieniu od Ciebie.

  60. Sorry-Srrrs mówi:

    @ OLENISZKI

    Przepraszam. Niepotrzebnie się uniosłem. Proszę wybacz.

  61. MIKE mówi:

    A, fe, Senas.
    Mydlisz nam tu oczy europejskoscia, a piszesz tak, jakby posiadanie zydowskich korzeni bylo czyms nagannym. Nikt tu twojej matki nie obrazal. Podobnie nie wiem, jakie znaczenie ma to, ze ktos pochodz z takiej, a nie innej klasy spolecznej. To mialo znaczenie w Europie, ale 150 lat temu.

  62. miejscowy mówi:

    Senas: No waśnie MIKE ma rację. Jeden mój znajomy z pracy włada 12 językami – taki już on poliglota, ale wie kim jest – Polakiem. A że jesteśmi Europejczykami to fakt. Tylko niestety twoja żona Niemka pół Europy nie uważa za Europę, a za Azję. Współczuję jej – myślę, że ty też współczujesz…
    Jestem miejscowym z pod Wilna. Nienawiści nie mam, ale mam honor być tym miejscowym bo tutaj jestem urodzonym nie tylko ja ale i moje pradziadkowie. Moje dwie babci i dwoje moich dziadków byli też miejscowymi i uważali się za Polaków – katolików. Jeden dziadek rozmawiał po polsku, białorusku i rosyjsku, drugi po polsku, rosyjsku i niemiecku. Niestety żaden z nich po Żmudzku (litewsku) nie rozmawiał.

  63. Czesław mówi:

    Wczoraj na TV Polonia był reportaż z Afryki, rodzina z wschodnich terenów II RP wywieziona do Archangielska, później przez Iran, Pakistan , Indie , angielskim statkiem przewieziona do Afryki, tam mieszkają do dziś dnia, część z przedstawianej rodziny zamieszkała po wojnie w Anglii, Kanadzie, Australii i w Polsce. Rodzina mojej matki wywodzi się z okolic Mejszagoły, jedni tam zostali inni wywiezieni zostali na tak zwane ziemie odzyskane. Piszę o tym dlatego, że wszyscy oni mieli poczucie bycia obywatelami Wielkiego Księstwa Litewskiego, tereny polskie nazywali Koroną, mieli jeszcze poczucie tożsamości narodowej. Uważam , że to co robił Stalin było celowym rozbiciem, wyniszczeniem , zatarciem pamięci tożsamości narodowej obywateli WXL. Ziemie księstwa podzielono między Łotwę, Rosję, Litwę, Białoruś, Ukrainę i Polskę. Utworzono granice, ograniczenia w przemieszczaniu się i co dalej ? Moim zdaniem należy uszanować powstałe zmiany graniczne jak i przyjąć do wiadomości zaszłe nie z woli własnej zmiany etniczne. Szczególnie mieszkańcy Kowna, Wilna i Mińska , miast kumulujących inteligencję mają piękną okazję do budowania przyszłości bazując na dorobku kulturalnym byłego WXL. Potęga militarna , gospodarcza, intelektualne księstwa to korzenie, których nie należy podcinać we wzajemnych animozjach. To co było to się nie wróci. Litwini i Polacy przerabiają przyspieszoną lekcję demokracji, stają się narodami od których można już wymagać powściągliwości w poglądach nacjonalistycznych, Białorusinom moim zdaniem brakuje tego budującego naród nacjonalizmu i pozwalałbym im na więcej. Ukraina to inny temat.

  64. OLENISZKI mówi:

    O tak bez związku!

    W mieście w którym mieszkam, żył człowiek który był sprzedawcą w sklepie.

    Obok mego miasta był duży garnizon sowieckich wojsk okupacyjnych.

    W latach 60 miasto obiegła wiadomość, że jeden z sowieckich oficerów rozpoznał w sprzedawcy, ukrywającego się po fałszywym nazwiskiem, jednego z litewskich morderców Żydów.
    Po aresztowaniu rodzina owego Pana wyjechała z mego miasta.

    Tylko dręczy mnie pytanie
    Jak zostały wychowane jego dzieci?

    Czy jako Polacy pochodzenia litewskiego?

    Czy możne jak zamaskowani Litwini nienawidzący wszystkiego i wszystkich co się wiążę z Polską?
    Czy może jako

    “Szybkostrzelna kłapataczka fałszująca w polskim chórze,
    Mocna w gębie słaba w piórze!”

  65. OLENISZKI mówi:

    O tak bez związku!

    Mój śp Ojciec mawiał jak wspominał jak to przodkowie tracili swoje ojcowizny i jak komuna rozkułaczała.

    “Synu od biedy materialnej jest gorsza bieda moralna
    Bo z biedy materialnej można się podnieść a z biedy moralnej nie nawet gdy się ma dziesięć herbów rodowych”

  66. hirek mówi:

    do Senas
    Twój ojciec to był osadnik z czasów carskich, czy dopiero osadził się za Piłsudskiego?

  67. wrocławianin mówi:

    Do Senas:
    Może i studiował Pan we Wrocławiu ale chluby mojemu miastu Pan nie przynosi. Szkoda, że nauczył się Pan tutaj tolerancji i szacunku do innych narodowości. A tak w ogóle to chyba jednak narusza Pan regulamin forum. Dostał Pan bana i chyba nie powinien Pan brać udział w dyskusji pod jakimkolwiek nickiem. Na forum zakazane jest ponoć używanie imion (nicków), mogących wprowadzać innych użytkowników w błąd. Niestety, ale obowiązują jednak jakieś zasady (co pewnie Pana jako relatywistę zdziwi). Zgłaszam więc Pana komentarze.

  68. krzysztof mówi:

    Do Astoria 20 : Jedyną ustawą rzeczywiście reprywatyzacyjną, uchwaloną w III RP była ustawa z dnia 20 lutego 1997 r. o stosunku Państwa do gmin wyznaniowych żydowskich w RP (Dz.U. Nr 41, poz. 251). A zatem nie Kościół katolicki był beneficjentem reprywatyzacji, lecz gminy żydowskie. Jeżeli wyrazi Pan takie życzenie, mogę napisać na ten temat więcej. W każdym razie Pańskie sugestie są mocno naciągane.

  69. Melania mówi:

    Do Krzysztofa:
    Mylisz sie, kochanieńki, największym beneficjentem i to bez ustawy jest kościoł katolicki, bo odzyskuje nawet to, co kiedyś car zabrał. A decyduje o tym Komisja RZĄDOWO-KOŚCIELNA bez podstaw prawnych!

  70. wilniuk mówi:

    Jest to bardzo ciekawy artykuł. Zawiera dużo informacji. Temat dla dziennika niemal dziewiczy.
    Oczywiście, nie ze wszystkimi opiniami rozmówców można się zgodzić. To nieprawda, że tylko do białoruskiej szkoły Żydzi mieli wolny dostęp, a do polskich nie. Jest taka ksążka o tytule “Była taka szkoła” o wileńskiej szkole im Elizy Orzeszkowej. Otóż jest tam wykaz nazwisk maturzystek, nauczycieli ostatnich lat przedwojennych. Dużo jest nazwisk żydowskich, czy też nazwisk spolszczonych, lecz imion żydowskich. Są poza tym wspomnienia absolwentek tej szkoły – i Żydówek, i Polek, które świadczą o tym, że stosunki między nimi były dobre. Niektóre koleżanki Żydówki zawdzięczają życie koleżankom Polkom.
    Tego typu nieprawdziwe stwierdzenia są złe i szkodliwe. Utwierdzają fałszywy stereotyp o polskim antysemityzmie.
    Powyższa moja uwaga nie dotyczy autora artykułu, który przekazał to, co mu rozmówca powiedział.
    Byłoby bardzo dobrze, gdyby idąc śladem tego artykułu porozmawiać jeszcze raz z tą panią i poprosić o fakty: gdzie, kiedy, kto.
    Bardzo możliwe, że takie fakty miały miejsce, ale tu jest podane ogólnie, a takie generalizowanie jest ze strony tej pani brakiem odpowiedzialności.

  71. krzysztof mówi:

    Mylisz się najdroższa Melanio. Nie rozumiesz znaczenia podstawowych pojęć prawnych, ale się wymądrzasz. Powtórzę raz jeszcze : REPRYWATYZACJI majątku kościelnego w okresie III RP nie było. Działalność komisji miesznanej nie ma z tym nic wspólnego. Tam chodzi o inny tryb odzyskiwania majątku. No, ale na tym trzeba się trochę znać.

  72. gryffit mówi:

    Fajny artykuł, gratulacje dla autora. Przybliża nam trochę rozumienie i specyfikę białoruskiej tożsamości narodowej – do tematu warto wracać.

  73. zle mówi:

    zlem jest to, ze przepustka do okradania Wilenszczyzny jest deklarowanie swojej litewskosci.

  74. Polak ze Śląska mówi:

    Mały cytat:
    “Siostry zakonne z Warszawy stały się właścicielkami wartych miliony terenów w Opolu.

    Siostry dostały najlepsze grunty. Jeśli zechcą, Mogą blokować każdą inwestycję

    (fot. stock)
    Strefa jest oczkiem w głowie władz Opola. Ponad 61 hektarów uzbrojonych przez ratusz kosztem kilkunastu milionów złotych to dziś najcenniejsze tereny inwestycyjne miasta.

    Tymczasem kilka tygodni temu urząd dowiedział się, że właścicielem działek w strefie zostało Zgromadzenie Sióstr Miłosierdzia św. Wincentego a Paulo z Warszawy. Nieoficjalnie wiemy, że miejscy urzędnicy byli zszokowani. Podobnie jak zarząd Specjalnej Wałbrzyskiej Strefy Ekonomicznej, zarządzający opolską podstrefą.

    – Wiemy, że zgromadzenie otrzymało 16 hektarów w ramach rekompensaty za ziemie odebrane kiedyś przez PRL-owskie władze – mówi Maciej Wujec, naczelnik wydziału gospodarki i promocji Urzędu Miasta w Opolu. – Przyznanie terenów, należących wcześniej do Skarbu Państwa, odbyło się poza nami. Zdecydowała tak komisja majątkowa przy ministerstwie spraw wewnętrznych (zasiadają w niej przedstawiciele ministerstwa i episkopatu – red.). Komisja miała takie prawo. Nie będę jej orzeczenia komentował…

    Zakonnice otrzymały ziemię wartą kilkanaście milionów złotych za darmo.

  75. OLENISZKI mówi:

    “ZIEMIA MATKA NASZA A MATKĄ KUPCZYĆ NIE MOŻNA”
    Mało kto wie, że slogan ten został ukuty przez sowietów.
    Najpierw zabrali ziemie tak zwanym obszarnikom i kułakom dali na chwilę chłopom by mieć poparcie a później im zabrali do kołchozów i sowchozów zgodnie zgodnie z tą maksymą.

    “WŁASNOŚĆ JEST RZECZĄ ŚWIĘTĄ”
    Drugie hasło związane z pierwszym zwulgaryzowane obecnie nie rozumieniem RZECZ ŚWIĘTA.
    RZECZ ŚWIĘTA – nie oznacza że mogę z tym robić co zechcę lecz świętość to służebność innym.

    Jeżeli będziemy o tym pamiętali to może inaczej zobaczy zwrot zabranej lub “przekazywanej za darmo” jak to niektórzy to nazywają.

  76. józef mówi:

    Ad. niezwykle interesujący artykuł i równie ważna dyskusja (częściowo – poza typowymi pyskówkami, ale …) – zamiast komentarza wyimek merytorycznego tekstu ad rem. Za jakiś czas prześlę drugi wyimek a później spróbuję skomentować. Bo ; włączenie (nareszcie) do dyskusji polsko – litewskiej niedostrzeganego lub lekceważonego wątku białoruskiego ma ogromne znacznie polityczne (współcześnie !). A zatem wyimek :

    „… prezentystyczna modernizacja posuwa się do tak daleko idącej tezy, że jak piszą autorzy (naukowcy: G. Sahanowicz, M. Jermałowicz i W. Arłou) popularnego opisu odnoszącego się do historii Białorusi pt. „100 pytań i odpowiedzi z historii Białorusi” publikowanego jako specjalna rubryka edukacyjna na łamach wysoko nakładowego dziennika Zwiazda, że do końca istnienia Rzeczypospolitej (Polski przedrozbiorowej – Z.J.W.) : istniały dwie Rzeczpospolite ; polska i białoruska (nie litewska! w dzisiejszym rozumieniu tego pojęcia)”(…)

    Tym większe znaczenie dla podobnego podejścia ocennego mają ustalenia samych badaczy białoruskich. Zaznaczmy od razu, że są to przypadki zupełnie odosobnione na tle rozpowszechnionej metodyki białoruskiej „narodowej koncepcji”. Taką odosobnioną ocenę dał w roku 1998 – a więc w czasie gdy „rynek” publikacji historycznych na Białorusi zaczął się wypełniać, – przywoływany już pracownik akademicki Uniwersytetu Grodzieńskiego Dymitr Kariew (Karieu). W ciekawym, wartościowym i bardzo obszernym studium o dziejach i etapach rozwoju (zastoju i cofania się) historiografii białoruskiej od końca wieku XVIII -go, obok szczegółowego wymienienia badaczy i ich prac a także scharakteryzowania prądów i kierunków badań – autor ten, niezwykle krytycznie odniósł się do współczesnych tendencji „reanimacji narodniczeskiej wersji historiograficznej z początków XX wieku z jej wszystkimi mocnymi i słabymi stronami”. Kariew ma tutaj na myśli te wszystkie zastrzeżenia i uwagi krytyczne, które w pełni podziela autor niniejszego opracowania i na które wskazuje w niniejszym szkicu oraz przywoływanych w przypisach innych tekstach. Kariew podkreśla ponadto, brak warsztatu źródłowego (przede wszystkim archiwalnego) w powstających syntezach, monografiach i przyczynkach współczesnego historiograficznego piśmiennictwa w Republice Białoruś. „Do czego to może prowadzić” ukazuje Kariew, enumeratywnie odnosząc się do głośnego w swoim czasie, „nowego” opracowania „takiej programowej [wytyczającej] publikacji jak „100 pytań i odpowiedzi z historii Białorusi”, o którym wzmiankowaliśmy wyżej, opublikowanego w Mińsku w roku 1993. Z uwagi na ważkość stwierdzeń krytycznych D. Kariewa przywołujemy je przykładowo gdyż Kariew pisze jednoznacznie „do czego to może prowadzić” i stwierdza, że „poraża to polotem fantazji i wzbudzającej bicie serca niewiedzy …oraz dowolnego traktowania faktów historycznych…”. Kariew nie poprzestaje na krytyce. W załączonym do swego tekstu wykazie podaje kilkaset pozycji dotąd nie wykorzystanych źródeł archiwalnych oraz prezentuje wybór kilkuset publikacji (podręczniki, monografie, artykuły, przyczynki : białoruskie, rosyjskie i polskie – dodajmy – nie kompletne, przede wszystkim gdy idzie o piśmiennictwo polskie) jakie ukazały się od końca XVIII wieku do czasów współczesnych a traktujących o historii Ziem Białoruskich.
    Powyższe wywody i przykłady przytoczyliśmy obszernie w przypisie gdyż były wówczas odosobnionym ewenementem (pozytywnym) w ocenie tutejszej historiografii przez nią samą. Nie mniej białoruscy historycy coraz częściej kontaktujący się z naukowymi środowiskami zachodnimi (w tym litewskimi i polskimi) zaczynają zauważać istotę różnicy metodologicznej badań własnych i badaczy spoza kręgu historiografii własnej (i rosyjskiej – najlepiej im znanej). Dowodem jest dyskusja w prestiżowym, naukowym i kulturotwórczym czasopiśmie białoruskim „ARCHE”.
    W listopadzie 2003 roku redakcja tego czasopisma przeprowadziła modną do dziś na Białorusi tzw. dyskusję „okrągłego stołu w sprawach problemów historiografii białoruskiej”. W dyskusji uczestniczyli (także przywoływani wyżej) znani historycy i dziennikarze białoruscy z kręgów „niezależnych” : Hienadź Sahanowicz, Zachar Szybieka, Juraś Lichtarowicz, Wacłau Areszka (Orzeszko – Z.J.W.), Aleś Smalianczuk, Pawał Cieraszkowicz, Waliancin Hołubieu (Gołubiew – Z.J.W.), Wiaczasłau Nasiewicz, Uładzimir Arłou (Orłow – Z.J.W), Ihar Lialkou, Andrej Dyńko i Walier Bułhakau (Bułhakow – Z.J.W.).
    Tezy dyskusji sprowadziły się do stwierdzeń, których wybór przytaczamy ilustracyjnie (uważamy, że potwierdzają główne tezy wynikające z przytoczonych wyżej ustaleń)

    – zawodowi historycy na Zachodzie obwiniają historyków białoruskich o nacjonalizm, jaki uważają za charakterystyczny dla białoruskiej metodologii,
    – odczuwamy różnicę, która wynika raczej nie ze stanu rozwoju nauki lecz stopnia rozwoju społeczeństwa, – na Białorusi istnieje poważne zadanie jakim jest potrzeba rozwoju narodowego, dlatego nasza metodologia i siatka pojęciowa różnią się (Sahanowicz) [od Zachodniej – Z.J.W],
    – narodowa historiografia stanowi immanentną część narodowego projektu wytworzenia narodowości białoruskiej, tak jak literatura i sztuka (Bułhakau),
    – co dotyczy jakości [naukowej – Z.J.W] … nasze opracowania historyczne nie budzą uwagi oraz poważania zachodnich historyków gdyż samodzielna historiografia białoruska to efekt ostatnich 10 – 12 lat (Hołubieu),
    – jesteśmy wychowani w tradycji historiografii sowieckiej i po raz pierwszy zetknęliśmy się z przedstawicielami historiografii europejskiej … wyartykułowanie naszych pierwszych poglądów [metodologii] na historię nie mogły być u nas inne jak narodowe… [ale] zrozumieliśmy, że każdy kraj ma prawo do swego własnego oglądu historii … przeskoczyć pewnych etapów nie sposób, mamy jeszcze tak wiele problemów w rozwoju własnej historiografii, zę osiągnięcie poziomu międzynarodowego jest jeszcze bardzo trudne … brakuje nam nie tylko pełni wiedzy ale także profesjonalizmu i zwykłego warsztatu na poziomie rzemiosła naukowego … ponadto nie upowszechniamy naszych osiągnięć za granicą … a nacjonalizm ? jest niezbędny naszej historiografii bo występuje w każdej z europejskich historiografii (Szybieka),
    – gdy bliżej poznałem i porównałem naszą historiografię z opracowaniami polskimi doszedłem do wniosku, że nasza jest znacznie bardziej nacjonalistyczna … i porównaniu z polską sprawia wrażenie mitotwórczości [ponadto] Polacy piszą otwarcie [absaliutna adkryta],
    – mogę przywołać mit do jakiego powstania sam bezpośrednio się przyczyniłem uznając Bobrowskiego [Pawła] i Daniłowicza jako twórców narodowej ideologii białoruskiej … po pobycie w Lublinie znalazłem wiele listów Bobrowskiego ,z których wynika jasno ; nie mamy faktów stwierdzających by był on liderem [białoruskiego] ruchu narodowego … (Cieraszkowicz),
    – A ten mit został utrwalony w „Encyklopedii Historii Białorusi” i w podręczniku encyklopedycznym „Białoruś” (Arłou),
    – sumując naszą dotychczasową dyskusję winniśmy skoncentrować się na naszych celach wewnętrznych [białoruskich] jakie stawiamy sobie jako profesjonalni naukowcy historycy ; czy zajmujemy się pracą nad odradzaniem świadomości narodowej czy będziemy zbliżali się do metodologicznego poziomu europejskiego. Z metodologicznego punktu widzenia klasycznych historyków niemieckich [D. Bairau, R. Lindner] wszystko co napiszemy o naszych sprawach wewnętrznych będzie odebrane jako „nacjonalizm”. Trzeba zatem byśmy się zdecydowali ; czy ‘robimy’ historię na poziomie światowym – czy ‘robimy” swój naród [ci my robim swaju nacyju]. Trzeba ustalić co jest dla nas ważniejsze [darażejsze] (Nasiewicz) – podkr. Z.J.W.,
    – osobliwością białoruskiej mentalności jest swoiste ukrywanie i niedomówienia. To też mitotwórczość i ta część samoświadomości, która nie pozwala [hamuje] na tworzenie prac według metodologii uznanej na świecie. Bo jest uwikłana w ‘robienie’ polityki i budowanie narodowego państwa. Sam nie wiem czy możemy to jasno [szczyra] oświadczyć naszemu społeczeństwu za to między sobą możemy mówić bez ogródek (Nasiewicz),
    – nacjonalizm [w historiografii] uważam za czasowy lecz niezbędny etap a nie specyfikę naszej metodologii … mity można natomiast traktować jako swoiste hipotezy naukowe [Szybieka],
    – prace o historii Białorusi jakie powstały za granicą w większości opierają się o oryginalne źródła u nas nieznanych [Szybieka].

    Powyższe tezy i stwierdzenia pozwalają upoważniają nas do postawienia ostrożnej opinii o tym, że narodowa historiografia białoruska (współczesna) sama zaczyna dostrzegać własne ułomności, nadal pozostając na rozdrożu pomiędzy obiektywnym (naukowym) i subiektywnym (politycznym) wyborem tego czemu powinna służyć….

  77. józef mówi:

    cd. ad. post. nr. 78.
    Cd. wyimek (ad opracowanie na temat tez : Mikoła Jermałowicz Pa sliadach adnaho mifa, Minsk 2002) :

    (…..) Opracowanie Jermałowicza, o którym mowa, podobnie jak praca Łastouskiego jest niewielkie. Formatu A – 5, liczy 86 stron (analizowane tutaj IV – te wydanie) w tym 20 ilustracji. Jak podkreśla w Posłowiu Anatol Hryckiewicz, Jermałowicz pracował nad nim 20 lat. O znaczeniu jakie wywołała Hackiewicz napisał „… niemal od razu po wyjściu w świat doczekała się wznowienia wydania. Książka ukazała się w 1989 roku w niemałym jak na wydawnictwo naukowe nakładzie i w mgnieniu oka znikła z półek księgarskich przekształcając się od razu w bibliofilski unikat”. Pracę tę Jermałowicz pisał w latach 1966 – 1968 i do roku 1987 -go jeżdżąc jak zaznacza Hackiewicz niemal codziennie przez dwadzieścia lat do Państwowej Biblioteki BSSR (im. Lenina). Wcześniejsze próby publikowania części ustaleń spotkały się z ostrym protestem środowisk naukowych ówczesnej BSSR. Dopiero w roku 1988 czasopismo „Maładość” opublikowało jego pracę „Starażytnaja Biełaruś” gdzie jak zaznacza autor Posłowia, „Jermałowicz zaproponował czytelnikom swoją koncepcję przeszłości Białorusi” i dodaje „Męstwo Jermałowicza jako historyka polegało na tym, że wziął on na siebie skomlikowane zadanie – obalenia mitu jaki na trwałe wszedł do oficjalnej nauki historii, utrwalony nie tylko pracami dyplomowanych historyków posiadających stopnie naukowe oraz wysoką pozycję zawodową. Tym samym M. Jermałowicz powtórzył drogę takich uczonych jak U. Piczeta i M. Ułaszczyk lecz na szczęście zaznał aż takich prób życiowych jak oni” – oraz w konkluzji : „Ale najwyższy sędzia – Czas już wypowiedział swoje słowo. Dzisiaj pisarz i historyk Mikoła Jermałowicz jest dobrze znany szerokim kręgom czytelniczym na Białorusi i za granią dzięki swym pogłębionym badaniom oraz nietradycyjnym poglądom na naszą historię”. Kończąc Posłowie A. Hryckiewicz podkreśla, że Koncepcja M. Jermałowicza ma perspektywę. Daje bowiem możliwości dalszego rozpracowania przez historyków, rozjaśnia dzieje naszej dawnej przeszłości oświetlając ją kagankiem historycznej prawdy, światło którego winno przezwyciężyć jeszcze nie jeden mit”. Swoje posłowie Hryckiewicz napisał w roku 1990 – tym. Od tego czasu mimo, iż „koncepcja” Jermałowicza nadal funkcjonuje w naukowym i politycznym zwłaszcza, obiegu na Białorusi, spotkała się z tam także z ograniczoną krytyką. W pierwszy rzędzie krytyka ta odnosi się do koncepcji terytorialnego usytuowania przez Jermałowicza „Litwy” o jakiej pisze, że stała się „jądrem” późniejszego WXL. Wreszcie, i to jest zarzut raczej metodologiczny, że autor „nie jest historykiem na poziomie akademickim” lecz „popularyzatorem”. Sformułowanie takie wyraził Juraś Lichtarowicz w trakcie cytowanej wyżej dyskusji „Okrągłego stołu odnośnie do problemów białoruskiej historiografii” w roku 2003 – cim. Krytyki pryncypialnej nie odnotowaliśmy co każe uznać, jak to już sygnalizowano, że „koncepcja Jermałowicza i jego zwolenników” traktowana jest w środowiskach naukowych na Białorusi co najmniej jako równoprawna.
    W oparciu o co wywiódł wnioski Mikoła Jermałowicz w trakcie swej jak to podkreśla Hryckiewicz „dwudziestoletniej pracy badawczej” ?. Odpowiedział na to sam konceptualista zamieszczając wykaz wykorzystanych przez siebie „Źródeł i literatury”. Za jedyne źródła w przytoczonym wykazie, w dodatku źródła drukowane można uznać „Pełne Zebranie Ruskich Letopisów” których kolejne tomy ukazywały się od lat 60 – tych XX wieku w Moskwie oraz Kronikę Stryjkowskiego (traktowaną przez Jermałowicza jako źródło litewskie a nie polskie. Pozostałe to „literatura” historyczna rosyjska, białoruska (Włast i Ignatowicz), białorusko – sowiecka, nieliczna polska i litewska oraz (dominująca) rosyjsko – sowiecka. Z autorów rosyjskich są to przykładowo : Daszkiewicz, Dmitrijew, Borysow, Tatiszczew, Koczubinskij, Batiuszkow, z litewskich (doby sowieckiej) to m. in. Volkaite – Kulikauskiene, Gudaviczius. Opracowania polskojęzyczne to : autorstwa Stryjkowskiego wspomniana Kronika oraz O początkach a następnie : Słownik geograficzny Warszawa 1884, T. Narbutt Dzieje starożytne narodu litewskiego, Ochmański Litewska granica etniczna na wschodzie. Ponadto kilka niemieckojęzycznych z Livlaendische Reimchrik jako głównym.
    Metodą jaką przyjął autor (prawdopodobnie, tak jak Łastouski, poszukując potwierdzeń do z góry wyobrażanej jako prawidłowa, tezy) co można wywnioskować z lektury opracowania to analiza wskazanych pozycji z punktu widzenia poszukiwań białorutenistycznych w dzisiejszym rozumieniu tego pojęcia, z pojęciem niemalże świadomego narodu białoruskiego włącznie, w okresie wczesnego średniowiecza. O księstwach Połockim, Mścisławskim, Nowogródzkim i innych ówczesnych księstwach ruskich i litewskich (traktując te ostatnie jako ruskie – białoruskie) obszaru dzisiejszej Białorusi i południowo – wschodniej Litwy pisze jako o „Białorusi”. Także w odniesieniu do XII – XIII wieku.
    Tezy (zasadnicze) Jermałowicza są zatem następujące :

    a/ wszelkie utrwalone w nauce rosyjskiej, polskiej i sowieckiej – tezy o zawojowaniu ziem ruskich (tutaj : „Białorusi”)późniejszego WXL przez „Litwinów” tj. książąt żmudzkich, którzy owładnęli tymi obszarami wskutek i osłabnięcia wobec znacznego rozdrobnienia oraz spustoszenia przez tatarów (tataro – mongołów) są nieprawdziwe,
    b/ tak sformułowane tezy uzasadniały ze strony „litewskiej”, zawojowanie „Białorusi” a następnie Ziem Ukraińskich jako objęcie obszaru w zasadzie bezpańskiego oraz uratowały go od dalszego wyniszczania przez Tatarów a także (następnie) : Moskwę i Zakon Krzyżacki. Doktrynalne uzasadnienie powyższego – według Jermałowicza – zawiera napisana dla celów politycznych „Kronika Stryjkowskiego” tj. na polityczne zamówienie (i finansowana) biskupa Giedroycia „… ideologa nacjonalistycznej [nadodowej – tu ; nacyjanalnaj] partii żmudzkiej w drugiej połowie XVI stulecia”, Jermałowicz zarzuca wprost Stryjkowskiemu „falsyfikację historii w kierunku przewyższenia siły litewskiej”,
    c/ doktryna moskiewska (rosyjska) w tym także nauka przedrewolucyjna bazowały na ugruntowanych poglądach Stryjkowskiego traktując „Litwę” jako wroga niemal równego zagrożeniu tatarskiemu, która zawojowała „ziemie białoruskie” w dodatku przeszkadzając ich „naturalnemu zbieraniu [ziem ruskich]” przez uprawnione do tego ruskie jądro czyli Państwo Moskiewskie. Jermałowicz dodaje, iż „trzeba stwierdzić z wielkim żalem, że kwestia utworzenia Wielkiego Księstwa Litewskiego … była skutkiem … litewskiego zawojowania Białorusi w historiografii radzieckiej została utrzymana bez zmian”,
    c/ proces zjednoczenia ziem białoruskich oraz powstanie białoruskiej narodowości oraz kultury „wbrew przyjętemu w nauce dogmatowi, że nastąpiło to w wieku XVI – tym” zaistniał dużo wcześniej a „jądrem formowania terytorium Białorusi była Ziemia Połocka … Połock zbierał Ziemie Białoruskie … a występujący już wówczas [przełom wieków XII i XIII] feudalny system Kraju sprzyjał temu procesowi”. Obok Połocka ogromną rolę odgrywało w tym samym procesie „wysoko rozwinięta [ustrojowo i gospodarczo] Ziemia Nowogródzka : w efekcie – w XIII wieku „centrum życia politycznego Białorusi [sic!] z Połocka przeszło do Nowogródka …[a wspomniany proces kształtowania narodowości białoruskiej] stał się podstawą dla utworzenia Wielkiego Księstwa Litewskiego”,
    d/ opisywana w letopisach „Litwa” nie ma nic wspólnego z współczesnym pojmowanie terytorium Litwy. Ta właściwa (lietopisnaja] znajdowała się pomiędzy Mińskiem a Nowogródkiem na „białoruskim Górnym Poniemniu” obejmując teren pomiędzy miejscowościami : Połoczany i Wygonicze na północy, Słonim na południu, Ruta (tuż przed Nowogródkiem) na zachodzie i początek biegu rzeki Uszy na wschodzie. Nazwa „Litwa” rozprzestrzenia się dopiero po przeniesieniu stolicy z Nowogródka do Wilna, które wcześniej było miastem słowiańskim założonym przez ówczesnych Białorusinów – Krywiczów (stąd Krewo) i występującym pod wczesną nazwą „Krywgorod” lub „Krzywy Gród”,
    e/ Jermałowicz zamiennie pisze o Litwie lietopisnej i Litwie w ogóle (?) czasem dla podkreślenia inności nazwy późniejszej, pisze litwa z małej litery, twierdzi, iż na obu tak przedstawianych obszarach trwała słowiańska (białoruska) kolonizacja w wyniku jakiej nastąpiła asymilacja „żywiołu bałtyckiego” tj. litwy – w trakcie narracji czytelnikowi trudno uchwycić, o której Litwie i jakich Litwinach pisze Jermałowicz, tym bardziej, że pojęcie nacji ; Litwini – Lićwini przypisuje kolejnemu (np. po Krywiczach) samonazwaniu Białorusinów,
    f/ Medog nie podbił Nowogródka (był jak pisze Jermałowicz „litewskim uchodźcą) lecz został tam „zaproszony przez nowogródzkich feudałów”, którzy przez to liczyli na podbój ziem żmudzkich i auksztockich. To stało się początkiem budowy WXL, w którym kulturowo dominował element słowiański w wyniku czego „kultura białoruska stała się dominującą a język białoruski językiem państwowym”. To miało spowodować, że politycznie i kulturowo WXL było przede wszystkim „państwem białoruskim” (autor ponadto poddaje w wątpliwość litewskie – żmudzkie pochodzenie wielu książąt litewskich utożsamiając ich rodowód ze słowiańskim. W efekcie nie podbój litewski lecz podporządkowanie litwy słowiańskiemu jądru jakie wyszło z Nowogródka było początkiem struktury państwowej WXL,
    g/ ostateczny kształt państwowemu zrębowi WXL nadał syn Mendoga książę Wojszałek, który podporządkował sobie (różnymi kolejami w tym jak pisze autor przyjmowaniu zwierzchnictwa książąt halicko – wołyńskich) zarówno lietopisną Litwę jak i wszystkie domeny swego ojca Mendoga a także Mińsk, Turów, Pińsk, Witebsk i Połock. A to, stanowiło zasadnicze „zjednoczenie ziem białoruskich” i umożliwiło ich narodową, kulturową i państwową konsolidację w WXL, nadając temu ostatniemu charakter białoruski. To właśnie, wynikło z „interesów białoruskich feudałów”.

    Point’a jest następująca : „… zjednoczenie było wynikiem historycznego procesu ekonomicznego, politycznego i kulturowego zbliżenia ziem białoruskich w basenie rzek Dźwiny, Dniepru i Niemna na podstawie czego trwało formowanie terytorium Białorusi”.
    Państwo o ukształtowaniu jakiego pisze Mikoła Jermałowicz według jego oceny (wywieść ją można z lektury całości analizowanego tekstu) nie miało charakteru ani „zachodniego” ani „wschodniego” chociaż sympatie autora leżą wyraźnie po stronie kulturowo – ideowej roli jaką odgrywało tam prawosławie – religia naturalna wschodnich Słowian jak uważa większość badaczy tak białoruskich jak i rosyjskich. Ocena taka jest zatem niemal identyczna jak ta, którą zarysował w 1910 roku ojciec białoruskiej historiografii Wacłau Łastouski.

    * * *

    Kolejne cztery (od 1989 roku do roku 2002) wydania Pa sliadach adnaho mifa ukazywały się bez zmian w jej tekście co dowodzi, że Jermałowicz „koncepcji” swojej nie zmienił mimo jak wskazywaliśmy, śladowej krytyki naukowej z jaką spotkał się na Białorusi. Jak na to wskazuje jego ostatnie opracowanie, które ukazało się tuż przed jego śmiercią w roku 2000, utrwalił się w swym poglądzie. Opublikował bowiem stricte białorusocentryczną książkę o jednoznacznie brzmiącym tytule Biełaruskaja dziarżawa Kniastwa Litouskaje. W pracy podtrzymał nie tylko wszystkie swoje poprzednie wywody ale także, podobnie jak w roku 1910 Łastouski odniósł się do relacji polsko – białoruskich przyznając tym, jednoznacznie szkodliwy wpływ na interesy Białorusinów i „Białorusi” (jako białoruskiego państwa Wielkiego Księstwa Litewskiego). W piśmiennictwie polskim „przeciwpolskie” tezy Jermałowicza zauważył jedynie Krzysztof Jabłonka. Tezy te w szczególności brzmią następująco :
    – unia horodelska stanowiła celowe wzmocnienie katolicyzmu i była przebiegłym działaniem kurii rzymskiej, która po klęsce grunwaldzkiej przeniosła swoje poparcie z zakonu krzyżackiego na Królestwo Polskie, mające odtąd rozszerzać ‘wiarę rzymską’ na wschodzie „…nowa unia odsłania w sobie dalsze zrastanie się polskiej władzy państwowej z katolicyzmem i umożliwia ich wspólne stopniowe przenikanie w głąb Wielkiego Księstwa” rugującprawosławie i rodzimą (tu : białoruską) kulturę bizantyjsko – ruską,
    – Polacy parli na Wschód „… prześladując niemiłosiernie białoruską mowę i wiarę i zastępując ją swoją mową i wiarą katolicką”,
    – konstytucja 3 Maja była zamachem na białoruską państwowość Wielkiego Księstwa,
    – skutkiem unii lubelskiej była „… ostra polonizacja Białorusi, ciągnąca się także po rozbiorach Rzeczypospolitej, a zatrzymana dopiero stłumieniem powstania 1830 – 1831 przez władze carskie i zamieniona na nie mniej niebezpieczną rusyfikację” a chłopi białoruscy popadli w podwójną niewolę polskich i rosyjskich obszarników.
    Jabłonka komentuje całość opracowania następująco : „Ogromna popularność tej książki [podobnie jak poprzedniej – Z.J.W.] wśród inteligencji białoruskiej świadczy o wielkim zapotrzebowaniu na odrębne dzieje. Szkoda tylko, że przy ich wyodrębnianiu nie ustrzegł się autor skrajności, tak charakterystycznej dla mitotwórczego prezentowania własnych dziejów. Choć, zastrzega się, że ‘czas mitów minął’, trudno oprzeć się wrażeniu, że mamy oto nowy mit białoruskiej odrębności. Niewątpliwe słuszne jest podkreślenie i dowartościowanie roli Białorusinów w Wielkim Księstwie, ale może się to przecież odbyć bez odbierania Litwinom ich nazwy i Polakom dobrego imienia, za to, że tworzyli jedyną, jaka na owe czasy była możliwa, wspólnotę polityczną z Litwą i Białorusią”.
    Przedstawione wyżej poglądy („koncepcje”) stały się niezwykle silnym punktem odniesienia w kolejnym na Ziemiach Białoruskich procesie poszukiwania źródeł wszechstronnie pojmowanej białoruskości w celu utwierdzenia współczesnych Białorusinów w ich własnym poczuci narodowym.
    Do poglądów Jermałowicza odwołują się wszyscy tutejsi badacze a politycy opcji narodowej przyjmują je jako doktrynalne (…).

  78. hirek mówi:

    No i Senasowi jakoś nie sporo idzie odpowiedzieć na pytanie o ojca.
    A przecież skoro pisze, że on Polak, a na Litwie są albo osadnicy, albo spolonizowane Litwini, to musi że ojciec – osadnik. :):):)
    Senas, też jest jakiś mieszaniec, pół-litwin, pół-polak. Można powiedzieć jest zlitwiniały Polak, a nie żaden Litwin.

  79. Bury mówi:

    Czesław (64)

    [mieli poczucie bycia obywatelami Wielkiego Księstwa Litewskiego]

    Mieć to sobie oni mogli nawet poczucie związku z Niemiecką Afryką Wschodnią. Póki co jednak byli obywatelami (poddanymi) najpierw carskiej Rosji, potem ZSRR.

    —-
    [tereny polskie nazywali Koroną]

    Rewelacyjne spostrzeżenie! To mówisz, że tak je “nazywali”?

    —-
    [mieli jeszcze poczucie tożsamości narodowej]

    Interesujące. Zwłaszcza to “jeszcze”. Bo zdaniem większości światowych historyków świadoma tożsamość narodowa to dopiero XIX wiek. We wschodniej części Europy proces ten (jak zresztą wszystkie inne) był opóźniony o dobre kilkadziesiąt lat.

    —-
    [Uważam , że to co robił Stalin było celowym rozbiciem, wyniszczeniem , zatarciem pamięci tożsamości narodowej obywateli WXL]

    Taaaa. Stalin na pewno nie miał nic innego do roboty, jak zajmowanie się nieistniejącym od 200 lat WKL.

    —-
    [Ziemie księstwa podzielono między Łotwę, Rosję, Litwę, Białoruś, Ukrainę i Polskę. Utworzono granice, ograniczenia w przemieszczaniu się]

    Akurat w okresie ZSRR granice między republikami były łatwo przekraczalne. Praktycznie rzecz biorąc – nie było ich wcale.

    —-
    [Moim zdaniem należy uszanować powstałe zmiany graniczne]

    Taaaa. Twórcy powojennego ładu nie mogą się już doczekać uznania tych zmian przez Czesława.

  80. do hirek mówi:

    a co to nie! Senas nie jest Mieszańcem , on jest Mensch-Hybrid!

  81. Albert mówi:

    wielka szkoda, ze w najblizszych latach nie zostanie wprowadzony ruch bezwizowy dla mieszkancow Litwy i Bialejrusi w promieniu 50 km od granicy. Litwini na razie nie są do tego przygotowani infrastrukturalnie (obywatele runęliby masowo do BY po tanszą zywnosc i towary, a kazdego nalezy sprawdzic na granicy, powstalyby niesamowite kolejki), a Lukaszenka nie chce tego z przyczyn politycznych – poszedl na zblizenie z Rosją i Kazachstanem, a z UE zblizac się nie będzie, bo ta go ignoruje.
    moze jaki sianas odpowie, dlaczego Litwini na forach ciągle domagają się od Polski zwrotu Suwalszczyzny jako “etnicznie litewskiej ziemi”, a nigdy nie wysuwają podobnych ządan względem Bialorusi?

  82. Mariusz mówi:

    Czy komus cos mowi slowo Poleszuk?
    Kto to wymyslil?

  83. Belyrus mówi:

    Jaszcze Vilnia budzie bialaruskim horadam u miazach Belaruskaje Narodnaje Respubliki

    http://bnr.belinter.net/mapabnr.gif

  84. Bury mówi:

    @ Belyrus
    Nie będzie. W interesie rządzącego dziś światem ponadnarodowego megakapitału nie leżą bowiem żadne zmiany granic. Pomijam tu oczywiście wszyskie inne, nazwijmy to lokalne kwestie, wykluczające ewentualny “powrót” Wilna do Białejrusi.

  85. bialoruskie niebiosa z kosami mówi:

    “obywatele runęliby masowo do BY po tanszą zywnosc i towary”

    ………………………….

    kiedy Lukaszenko przyjedzial 2006 roku w litewskie Gervėčiai – 80 km na wschod od Wilna – to on tam zrobil “niebianska pakazuche”. Litwinow, polytycznie zawodnych, kazal zakluczyc w ich chatach, a do kamer telewizijnych przywiezli szczieslywych sowieckich ludzi z Molodeczna i Szczuczyna – bialo-rusow z Bialej Rusi. Wtedy stare traktory byli wywiezione … w las (tak tak panowie – W LAS), a w zamiast byli przywieziony z blizlezoncych kolchozow nowe traktory ze by jiedzili “tuda siuda” przez kamerami BTV 1. Wtedy Lukoszenkowscy wyposazili miejscowy sklepik w Gervėčiai KOSAMI – TAK TAK PANOWIE – KOSOW PRZYWIEZLI, BO MIEJSCOWE LUDZI NIEMOGLI ICH KUPIC. Po wyjazdu Lukaszenki sklepik znow byl zamknienty.

    o to taki “raj produktowy”

  86. o to Mikoła Jermałowicz mówi:

    Mikoła Jermałowicz – luzer i dyletant. Alumnus sibirskiego nieby instituta pedagogicznego, emerytowany nauczyciel podstawowki z Mołodeczna, starczeski marazmatyk … ale tez wielki wielki “revolutioner” w naukach humanistycznych nazego kontynentu.

  87. Belyrus mówi:

    U Lietuvisau nietu kosau ni traktorau, tamu i ceła Lietuva travaj dy liesam zarastaje. A za charczavanniem u Polszczu jezdziac.

  88. Įkyrus do Belarus mówi:

    …nu chatiaby neradiaktivnym lesam 🙂

  89. krzysztof mówi:

    Do Polaka ze Śląska – post 76 : Skoro grunty przekazane siostrom zakonnym należały do SKARBU PAŃSTWA, to opolski samorząd gminny nie miał tam nic do powiedzenia. To NIE BYŁA WŁASNOŚĆ MIASTA OPOLA. Te “najcenniejsze tereny inwestycyjne miasta” do miasta nie należały. Czym innym jest własność Skarbu państwa, a czym innym własność jednostek samorządu terytorialnego. Autor tych lamentów mógłby zgłębić nieco ten problem. No i rzecz najważniejsza : Jest to rekompensata za grunty odebrane kiedyś Zgromadzeniu Zakonnemu przez PRL-owskie władze. Gdyby autor artykułu lepiej znał problematykę prawną z tym zwiazaną, dopowiedziałby rzecz najistotniejszą : Tutaj mogło chodzić TYLKO I WYŁĄCZNIE o grunty odebrane przez komunistów NIEZGODNIE Z ICH WŁASNYMI AKTAMI PRAWNYMI. Najważniejszy akt prawny wydany w czasach komunistycznych, jakim jest w tej materii ustawa z dnia 20 marca 1950 r. o przejęciu przez Państwo dóbr nmartwej ręki (Dz.U. Nr 9, poz.87) nadal obowiązuje w zakresie skutków prawnych. Tak samo, jak nadal obowiązuje w zakresie skutków prawnych dekret PKWN o reformie rolnej. Dzieje się tak własnie dlatego, że nie weszła w życie ustawa reprywatyzacyjna.
    Kościołowi katolickiemu i innym związkom wyznaniowym zwracane są nieruchomości zabrane wbrew przepisom wyżej wskazanej ustawy. Jeżeli zaś taka nieruchomość ma dzisiaj innego właściciela niż publiczna osoba prawna, wówczas możliwa jest rekompensata w postaci przekazania koscielnej osobie prawnej innej nieruchomości.
    Dopowiem, że taki sam tryb odzyskiwania bezprawnie przejętego mienia dotyczy m.in. konfiskowanych przez komunistów prywatnych hoteli, młynów, tartaków itp. W Bydgoszczy już na początku lat 90 oddano w ręce prawowitych właścicieli bezprawnie ( czyli wbrew przepisom dekretu nacjonalizacyjnego z 3 stycznia 1946 r., który, podobnie jak dekret o reformie rolnej, nadal obowiązuje w zakresie skutków prawnych) największy wówczas i bez wątpienia najładniejszy w mieście hotel “Pod Orłem”. W Toruniu, w tym samym czasie i w tym samym trybie, zwrócono prawowitym właścicielom hotel “Trzy Korony”, położony przy Rynku Staromiejskim.

  90. Albert mówi:

    mialem na mysli paliwo, alkohol i papierosy.

  91. do Albert mówi:

    ale i prawda – co wiecej dla chrzescijanina potrzebno?… – paliwo, alkohol i papierosy. Tylko dla litwonow poganych to za malo dla szcieszlywej doli.

  92. quinto mówi:

    Bardzo dobry text. Białorusini niestety od zawsze mieli kłopoty z samoidentyfikacją narodową. W I Rzeczypospolitej Białoruś nie funkcjonowała w ogóle nawet jako nazwa geograficzna. Wszyscy mieszkańcy WXL nazywali siebie Litwinami i tak też określali ich mieszkańcy Korony (czasem żartobliwie “Boćwinkami”. Cudzoziemcy nazywali ich Polakami lub Sarmatami. Językiem zaś przeważającym wśród ludu w WXL był język ruski. Język, który nazywamy dziś litewskim, znany był jako język żmudzki, co wynika między innymi z Pamiętników Jana Chryzostoma Paska. Językiem ruskim posługiwali się dzisiejsi Ukraińcy, którzy nazywali siebie wtedy Rusinami. Ukraina była raczej nazwą geograficzną, bo obejmującą tylko Województwa Kijowskie, Bracławskie i Czernihowskie. Województwo Lwowskie nazywało się Województwem Ruskim. Ze względu na wczesną umiejętność nazywania siebie po narodowości (Rusini)należy uznać, że Ukraińcy uzyskali świadomość narodową wcześniej, niż Litwini i Białorusini. Litwini to opóźnienie szybko nadrobili w drugiej połowie XIX w., ale Białorusini borykają się z tym do tej pory. Nie wiedzą tak naprawdę, czym się różnią od Rosjan, a w części zachodniej od Polaków.

  93. marek mówi:

    józef:
    Dyskusja na ten temat trwa, np. http://pawet.net/book/kraucewicz/vkl.html

    Trudno powiedzieć, czy świadomość Białorusinów pójdzie w kierunku afirmacji WKL, czy też pozostanie dalej w kręgu zachodniego odłamu Rosjan, podstępnie oderwanych od jednej Matki – Rusi.
    Trudno też powiedzieć, czy hipotetyczna afirmacja WKL, nie będzie równie wybiórcza, jak w tym zakresie jest wybiórcza mitologia litewska. Takie niebezpieczeństwo widać choćby w konkluzjach M. Jermałowicza.
    Dlatego bez wzgledu w którym kierunku będzie ewoluowała świadomość białoruska, zawsze podstawą naszego interesu jest istnienie polskiej, dobrze zorganizowanej mniejszości na Białorusi.
    Ale jest jeszcze jedno, na co Białorusini winni zwrócić uwagę. Prawdą jest, że elity WKL się spolonizowały. Ale też prawdą jest, że istnienie WKL uratowało etnos białoruski, zachowany wśród ludu, ale przecież też i drobnej szlachty. Szlachty, która choć czuła się częścią “narodu szlacheckiego”, to przecież w jakiś sposób do końca podtrzymywała związki z “ruskością”. Szlachty, której przedstawiciele zapoczątkowali XIX wieczne odrodzenie białoruskie.
    Zastanawia mnie także, czy istnieje jakaś choćby minimalna świadomość odrębności mieszkańców Zachodniej Białorusi (zwłaszcza katolickiej przeważnie Grodzieńszczyzny) w stosunku do Wschodniej Białorusi. To też może być interesujące w kontekście walki idei WKL z ideą zachodniorosyjską.

  94. ViP mówi:

    Otwieraja się groby po takich wpisach. Nie dziwi więc ujadanie. Hau hau w kazdym języku oznacza – to samo!

  95. blialo-luzery mówi:

    jeden luzer za drugim luzerem… Tworcosc retro-utopisty jermalowicza przedluzyl kraucewicz – archeolog z “doktoratem” historyka w obwodowym “universitecie” grodna. w odroznienie od jermalowicz ten wogole nawet nie humanista (wiem personalnie jak malo wspolnego jest pomiedzy archeologia i drugimi naukami humanistycznymi). Wach Wach, co za facet ten kraucewicz. Pisal o Litwie XIII wieka nieumiejac laciny – tylko w cytatach tam jedna chochma zwycieza druga. Niedawno wyjasnial ze Kalinowski – to wlasciwy bialorusin, a lojalnosc koronie tylko chitra konspiracja. i tak dalej…

  96. o dziwo mówi:

    “Język, który nazywamy dziś litewskim, znany był jako język żmudzki”

    ………………..

    O-ooo, ja nie wiedzial ze naprzyklad Bieniakoni to Zmudz (dzisiaj w Bialrusi), a zyjacy w Bieniakoniach – zmudzini.

    http://img225.imageshack.us/img225/4609/dscn6322ei9.jpg

    Ale nie tylko ja taki nieuk. Maryla Wereszczakowna tez byla by wiele zdziwiona, kiedy uznala ze jego Bieniakonie to naprawde Zmudz {!!!} I nawet jej kochanej – taki niejieden Adam Mickiewicz tez bylby zdiwiony, bo wiele pisal o slowianach i litwinach, ktore nie slowianie.

  97. quinto mówi:

    O Dziwo: najpierw przeczytaj sobie dla ten stary text (jeden z wielu), a potem możesz się dziwić: “Chorągiew by tam była bardzo stała rada, ale nie pozwolono ex ratione, że daleko od wojska, żeby jej nie ułowiono, bo to już 10 mil od Kopenhagen morzem, co jest tak snadny przejazd nieprzyjacielowi jak milę iść lądem. Wysyłają tam tedy mnie na deputacyją, a najbardziej respektem języka łacińskiego, bo tam lada chłop po łacinie mówi , a po niemiecku rzadko kto, po polsku nikt, i taka właśnie dyferencyja mowy Jutlandczyków od niemieckiej jako Łotwa albo Żmudź od Polaków”.

  98. co do nazwy Benekainiai mówi:

    ja juz pisal, jak miejscowy niedo puliaki, niedo bialorusini wyjasniaja litewskie nazwy Litwy Wschodniej (jak Geranony-Geranainiai nieby pochodzi od miejscowych bogin Gery i Nony; a litewskie Parsai (Swinie) czyli Porsai – od bialoruskich Romeo i Juliji: Porsa i Aji. W tym razie bialorusko-kresowo-miejscowo-puliacka “baijka” o nazwie Benekainiai.

    Nieby nazwa ta pochodzi od zyda Beni i jego zakochanego konia – to jest “Benia-konia”.

    TEN MANKURTYZM I NOMADZTWO – TO KWINTESENCJA “KRESOWOSCI”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.