3
„Kto nie zna Kachetii, nie zna Gruzji”. Ze szlaku Włóczęgów Wileńskich w Gruzji (4)

Spośród wielu zabytków Mcchety najbardziej godną uwagi jest monumentalna katedra Sweti Cchoweli (Drzewo Życia) Fot. Waldemar Szełkowski

Spośród wielu zabytków Mcchety najbardziej godną uwagi jest monumentalna katedra Sweti Cchoweli (Drzewo Życia) Fot. Waldemar Szełkowski

„Kto nie zna Kachetii, nie zna Gruzji” — powiedział kiedyś gruziński poeta Akaki Ceretieli. Wyjątkowa jest swoją przebogatą historią, ale bardziej agrarnym charakterem oraz owocem pracy rolnika — przednimi gatunkami wina.

Przed wkroczeniem do Kachetii zwiedziliśmy Mcchetę — dawną stolicę Sakartwelo. Dzisiaj należy do niedużych miast (7,5 tys. mieszkańców) o bogatej przeszłości. Znajdując się na ważnym szlaku handlowym, łączącym wybrzeża Czarnego i Kaspijskiego Morza, znaczącym stało się już w starożytności. Od III do V w. było stolicą gruzińskiego królestwa Iberii, którego król Mirian III w 317 r. przyjmuje wiarę chrześcijańską. Dlatego do dziś jest siedzibą hierarcha gruzińskiego Kościoła Prawosławnego.

Spośród wielu zabytków Mcchety najbardziej godną uwagi jest monumentalna katedra Sweti Cchoweli (Drzewo Życia). Obecna budowla z XI w. znajduje się w miejscu dawnej drewnianej świątyni założonej przez króla Miriana.

W I w. do Mcchety z Jerozolimy powrócił Eliasz, żydowski mieszkaniec tego miasta, który był świadkiem męczeńskiej śmierci Chrystusa. Legenda mówi, że przywiózł ze sobą chiton Mesjasza. Siostra Eliasza Sidonia, gdy się dowiedziała, jaki relikt on przywiózł, przytuliła szatę do piersi i padła rażona wielką trwogą. Została pochowana z tą szatą i niedługo na jej grobie wyrósł cedr libański. Po wielu latach z rozkazu króla Miriana drzewo ścięto, aby na grobie Sidonii wybudować cerkiew. Z owego cedru przygotowano siedem kościelnych kolumn i zdarzył się cud — kiedy św. Nina przybyła tam na modlitwę, jedna z kolumn błyskawicznie wystrzeliła w niebo i mocno związała z podstawą. Olej wylewał się z tej kolumny i wielu ludzi doznało uzdrowienia. Było to Drzewo Życia.
W czasie wojen katedra niejednokrotnie dawała schronienie mieszkańcom oraz stała się miejscem koronacji władców. Zdarzało się, że ją burzono, ale zawsze odzyskiwała swoją świetność.

Zapach kadzidła, ściany odbijają odgłosy śpiewu cerkiewnego, wokół pochylające się w modlitwie postacie wiernych... Fot. Waldemar Szełkowski

Zapach kadzidła, ściany odbijają odgłosy śpiewu cerkiewnego, wokół pochylające się w modlitwie postacie wiernych... Fot. Waldemar Szełkowski

Przed katedrą zacytowałem przyjaciołom z przewodnika słowa pewnego poety: „Patrząc na nią wierzysz, że Bóg tu jest”. Weszliśmy. Wewnątrz lekki półmrok właściwy świątyniom prawosławnym, strzeliste filary utrzymujące potężną kopułę, czuje się zapach kadzidła, ściany odbijają odgłosy śpiewu cerkiewnego, wokół pochylające się w modlitwie postacie wiernych. A ponad wszystkimi i ikonostasem olbrzymich wymiarów fresk Boga Ojca. Surowa twarz Boga jest namalowana na wygięciu sklepienia absydy i ma się wrażenie, iż Bóg przechyla się w twoją stronę — jest nad tobą i w tobie. Doprawdy, tam czuje się Jego obecność.

Z Mcchety udaliśmy się do wschodniej części Gruzji. Odmienny niż dotychczas krajobraz: położona między górskimi grzbietami dolina rzeki Alazani upstrzona jest wioseczkami z unoszącymi się nad nimi wieżyczkami cerkwi oraz poletkami uprawnej ziemi. Zboża, harbuzy, melony, kukurydza i — rozumie się — winogrona. Kachetia niewątpliwie jest głównym regionem produkcji wina. Nazwa najbardziej znanego — Tsinandali — pochodzi od majątku gruzińskiego poety Aleksandra Czawczawadze, gdzie założył on fabrykę wina.

Były właściciel w historii Gruzji jest osobą znaczącą. Urodzony w Petersburgu, tam się kształcił i zrobił w Rosji wspaniałą wojskową karierę. Brał udział także w wojnie przeciw Napoleonowi, zdobył liczne nagrody i stopień generał lejtnanta. Swemu narodowi zasłużył się natomiast w dziedzinie kultury, nazywany jest „gruzińskim Anakreontem”, należy do czołowych poetów nowej gruzińskiej literatury.

Po Czawczawadze pozostał obszerny park i pałac zawierający w sobie eklektyczne połączenie stylów europejskiego oraz azjatyckiego. Co prawda, mogliśmy obejrzeć tylko rekonstrukcję z drugiej połowy XIX w. Pierwowzór został obrabowany i spalony przez Imama Szamila, wodza powstańców czeczeńskich. Rodzinę poety Szamil uprowadził w celu okupu, żądając 40 tys. rubli srebrem. Czawczawadze zmuszony był pożyczać. Rodzinę uratował, lecz niedługo później tragicznie zginął, więc zadłużony majątek został przejęty przez władzę, pałac z czasem odbudowany. Dzisiaj tam znajduje się muzeum, a w każdym gruzińskim mieście jest ulica imienia Aleksandra Czawczawadze.

Bogatą Kachetię niejednokrotnie najeżdżali łapczywi sąsiedzi. Stąd duża liczba twierdz oraz klasztorów otoczonych murami, które chroniły nie tylko mnichów, lecz również okoliczną ludność. Zapewne to wpłynęło na styl gruziński — cerkiewne kopuły bardziej przypominają wieżyczki obronne ze strzelnicami, niż zwieńczenia świątyń.

Kiedyś klasztory i twierdze były obsypywane gradem strzał i kul, do niedawna zdobywali je turyści, zaś po ostatniej wojnie nastąpiło jakieś odrętwienie. Pod klasztorem w Gremi wyprzedził nas załadowany drewnem dwukołowy wóz, jakich zapewne używano tam przed dwustu lub trzystu laty. Wóz, sędziwy rolnik i powolne obracanie się kół dosłownie odzwierciedlało tempo życia. Dalej od zgiełku miast toczy się ono dokładnie jak te koła — powoli i miarowo, czasem podskakując na wybojach codziennego bytu.

Nekresi — najstarszy zespół klasztorny, co się trafił w Kachetii. Pięknie położony na stromej górze, zabudowania z IV-VII w., wewnątrz natomiast freski błagające o rękę konserwatora. Ten zabytek na szczęście doczekał się pomocy — nad odnowieniem pracowała grupka fachowców, a na dziedzińcu widoczne były ślady badań archeologów. Spojrzałem w wykopany dół, w miejscu okrytych przez nich grobów. We wspólnej mogile leżały trzy szkielety. Mnichów bądź kogoś z obrońców klasztoru. Możliwe, że zmarli w czasie epidemii, więc byli pochowani razem, zapewne w pośpiechu. Dokładniej o tym powiedzą specjaliści. W kupce odkrytych kilku warstw czasowych poza ceramiką, jakimiś drobnymi przedmiotami, trafił mi się na oczy kawałek kliszy fotograficznej. To, co pozostawił wiek XX.

Zahaczyliśmy także o zamek w dawnej stolicy Kachetii Telawi oraz otoczony potężnymi murami klasztor Alawerdi. Godne uwagi, ale zaskoczyła dopiero nieduża świątynia w Ikalto. Działała tam słynna średniowieczna akademia, w której podobno kształcił się słynny poeta Szota Rustaweli.

Dzisiaj Ikalto jest niepozorną wioseczką z zabytkową cerkwią i rozpadającymi się murami akademii.

— Czy mogę opowiedzieć o tym zabytku? — zagadnął nas bodajże sześćdziesięcioletni mężczyzna uradowany nieczęstym ostatnio widokiem turystów. — Jestem przewodnikiem, zapłata niekonieczna.

Z pasją, właściwą osobom dumnym ze swej miejscowości, opowiadał o cerkiewce, następnie o akademii, której rozkwit widzieliśmy jedynie słowem przewodnika połączonym z naszą wyobraźnią.

Przed nami ukazało się istne laboratorium: półki rzędami wypełniały dzbanki, beczułki, w wiklinowych koszach butle ze złocistym bądź purpurowym płynem  Fot. Waldemar Szełkowski

Przed nami ukazało się istne laboratorium: półki rzędami wypełniały dzbanki, beczułki, w wiklinowych koszach butle ze złocistym bądź purpurowym płynem Fot. Waldemar Szełkowski

— Tutaj były sale wykładowe, tam pomieszczenia profesorów — prawił przypadkowy przewodnik. — A to miejsce, ha, to było laboratorium — dodał znacząco.

Okazało się, że nie chodziło o żadną fizykę bądź chemikalia, a o coś bliskiego i tradycyjnego w Gruzji — wino. Resztki rozpadających się murów, gdzieniegdzie tylko fundamenty i przykłady „badań winiarstwa”: kamienne kadzie do wyciskania stopami soku winogronowego, kanaliki, którymi ten sok spływał oraz tak zwane kwewre, wkopane w ziemię potężne dzbany, pamiętające wina bodajże sprzed trzystu lat.

Określenie „laboratorium” nas rozbawiło, a niebawem okazało się, że podobne mini laboratoria posiada niemal każdy gospodarz Kachetii.

Żyzna ziemia Kachetii sowicie obdarza plonami. Kiedyś rolnikom powodziło się lepiej, owoce ich trudu — arbuzy, dynie, morele itd. — sprzedawane były w wielu miejscach byłego Związku Sowieckiego. Po jego rozpadzie i konfliktach z Rosją, kontakty się zerwały i wielu obecnie musi zadowolić się „handlem przydrożnym”. Wzdłuż szosy co jakiś czas mijamy piramidki z harbuzów, dynie, brzoskwinie lub takie wyroby rolnika jak sery.

— Ser? Proszę! — sędziwa Gruzinka siedziała przy drodze za prowizoryczną ladą.

— A weźcie jeszcze i czaczę — dodała wskazując na plastikowe butelki z przeźroczystym płynem.

Interesującą okazała się nie czacza, a właśnie „laboratorium”, gdzie po chwili zostaliśmy zaproszeni. Wiejskie domy w Gruzji mają niejako podział na część gospodarczą — znajduje się na parterze, oraz mieszkalną — na piętrze. Poza tym na piętrze każdy dom posiada obszerny taras, gdzie latem do stołu zasiada cała rodzina lub przyjmują gości. Istotnym elementem połączenia praktyczności i dekoracji dziedzińca jest zadaszenie z winorośli. Doskonały cień na skwar i — rozumie się — owoc, niejako symbol Sakartwelo.

Beczki oraz wkopane w ziemię kwewre, dokładnie takie, jakie widzieliśmy w porzuconej akademii Fot. Waldemar Szełkowski

Beczki oraz wkopane w ziemię kwewre, dokładnie takie, jakie widzieliśmy w porzuconej akademii Fot. Waldemar Szełkowski

Gospodarz z uśmiechem otworzył skrzypiące drzwi do pomieszczenia gospodarczego. Przy nikłym blasku żarówki ukazało się istne laboratorium: półki rzędami wypełniały dzbanki, beczułki, w wiklinowych koszach butle ze złocistym bądź purpurowym płynem, niżej beczki oraz wkopane w ziemię kwewre, dokładnie jakie widzieliśmy w porzuconej akademii.

— Białe wino, czerwone, różowe — z nieukrywaną satysfakcją wskazuje gospodarz. — A to czacza, inaczej samogon. Ale nasz — uśmiecha się — jest produktem ekologicznie czystym! Żadnych dodatków, ani drożdży, ani cukru, wyłącznie miazga po wyciśniętych winogronach, która w tych kwewrach fermentuje się i z tego już się „pędzi” czaczę. Poza tym zajęcie to jest całkowicie legalne.

Czacza wśród Gruzinów jednak nie jest zbyt popularną, wolą wino, które należy odbierać jako część ich kultury.

„Skroplone słońce Gruzji” jest nieodłącznym elementem biesiad, barwnych i niekończących się toastów, symbolem dostatku. Nieprzypadkowo winorośle zdobią nawet przedmioty sakralne — cerkiewne żyrandole, albo są elementem fresków. Doskonałym przykładem jest krzyż św. Niny o lekko pochylonych ramionach i opleciony winogronami. Przypomina skromną postać niewolnicy Nino z terenu Kapadocji, która posiadając moc uzdrawiania wyleczyła również żonę króla Iberii. Dzięki protekcji królowej chrześcijaństwo najpierw zaczęło zdobywać zwolenników na dworze w Mcchecie, a po przyjęciu wiary przez króla Miriana rozpowszechniło się w całym państwie. Krzyż św. Niny oplatają winorośle — najlepszy bodajże wzór połączenia głębokiej wiary z rodzimą tradycją Gruzji.

cdn.

3 odpowiedzi to „Kto nie zna Kachetii, nie zna Gruzji”. Ze szlaku Włóczęgów Wileńskich w Gruzji (4)

  1. dobrze mówi:

    Wspaniale jest, ze nasi ludzie nam opowiadaja o podrozach, na ktore aktualnie wybrac sie nie mozemy. Zreszta, malo ktory z nas moze zwiedzic caly swiat. Co innego przeczytac i zobaczyc ladne zdjecia. Nawet czytajac, podroze ksztalca pozytywnie

  2. kuba mówi:

    a kiedy będzie część 3?

  3. Lewek mówi:

    No właśnie, poproszę o 3 część! 🙂 Ciekawe też, jakie wrażenie na psychice Gruzinów wywarła wojna z Rosją.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.