2
Ze szlaku Włóczęgów Wileńskich w Gruzji (5): Gori — miasto po wojnie

Ściana gmachu była gęsto poorana odłamkami. Bomby kasetowe, zawierające od kilku do kilkuset bomb małego kalibru, posiadają dużą siłę rażenia celów powierzchniowych.

Ściana gmachu była gęsto poorana odłamkami. Bomby kasetowe, zawierające od kilku do kilkuset bomb małego kalibru, posiadają dużą siłę rażenia celów powierzchniowych.

Miasto bezpośrednio dotknięte ostatnią wojną. Bombardowane, a następnie okupowane przez jednostki rosyjskiej 58 armii oraz milicję osetyńską. Zastanawiało, jakie skutki wojny pozostały — leje po bombach, zburzone domy i asfalt zdruzgotany gąsienicami czołgów?

Jesteśmy w stolicy Kartii Środkowej, w Gori. Pierwsze wrażenie — nieduże i przeciętne miasto. Liczy niespełna 50 tys. mieszkańców, w centrum socrealistyczne „chruszczowskie” gmachy, dalej bloki mieszkalne, są też jednorodzinne piętrowe domki, bazar, śmiecie nad brzegiem wartkiej rzeczki, ruch, auta — inaczej mówiąc zwykła miejska rutyna. Ducha przeszłości odczuwa się ponad miastem — na skale dominuje potężna średniowieczna twierdza, pamiętająca wiele wojen, gdyż położenie na północnym odcinku Szlaku Jedwabnego, czyniło ją łakomym kąskiem wielu najeźdźcom.

Znużeni poszukiwaniem dogodnego wejścia na górę zagadnęliśmy przechodnia. Chętnie udzielił rady, a następnie z zaciekawił się, skąd jesteśmy.

— Polacy, z Litwy…

— Aaa! Sojuzniki, szkoda tylko, że mówimy do siebie w języku wroga… — nie ukrywając radości, uściskał nasze dłonie.

Niejednokrotnie słyszeliśmy podobne słowa — zawziętość wobec wroga i wdzięczność za okazaną pomoc w czasie wojny. Gruzini docenili deklaracje Polski i krajów bałtyckich potępiające agresję Rosji oraz wizytę prezydentów Kaczyńskiego i Adamkusa w Tbilisi w okresie działań zbrojnych.

Jak na hasło — Litwa, Polska — zatroskane codziennością twarze Gruzinów przyozdabiał serdeczny uśmiech, często pytają czy mogą czymś pomóc lub poczęstować. Obecnie jesteśmy tam naprawdę mile widzianymi gośćmi.

Stosunkowo dużo kobiet w czerni. Tak się tradycyjnie ubierają kobiety w starszym wieku, lecz teraz ten kolor jest częściej spotykany

Stosunkowo dużo kobiet w czerni. Tak się tradycyjnie ubierają kobiety w starszym wieku, lecz teraz ten kolor jest częściej spotykany

Może wydać się paradoksalne, ale u wielu Gruzinów stosunek do Rosjan prawie się nie zmienił.

— Rosyjski naród dobry — nieraz słyszałem. — To władza dąży do ekspansji, rozpoczyna wojny. Nie lubią Rosji, lecz nie Rosjan, klną raczej na ich władzę, a przy okazji też na własną, za tę wojnę obarczając również swego prezydenta. „Dlaczego poddał się na prowokację Putina?” — nieraz można było usłyszeć.

Z twierdzy Gori roztacza się imponujący widok na całe miasto i okolice.

Z twierdzy Gori roztacza się imponujący widok na całe miasto i okolice.

Z twierdzy Gori roztacza się imponujący widok na całe miasto i okolice. Z tego wzgórza była dogodnym miejscem do obrony i według legend nigdy nie była zdobyta. Stąd do języka powszechnego trafiło powiedzenie „Oto twierdza Gori” jako synonim zwycięstwa nad wrogiem. Po ostatnich wydarzeniach jednak już nieaktualne, gdyż po klęsce pod Cchinwali wojska gruzińskie opuściły miasto „nagle i dramatycznie” jak to określił reporter „Times”.

Do granicy z Osetią zaledwie kilkanaście kilometrów, więc nawet po roku działań zbrojnych odczuwa się gotowość bojową, straż miejska patroluje wzgórze zamkowe na ramieniu z „kałachem”. Nad twierdzą łopocze gruzińska flaga, podkreślając, że zmiana barw nad miastem już nie nastąpi.

Początkowo nic poza patrolem nie mówi o niedawnej tragedii. Dopiero w centrum, przy placu samorządu, trafiamy na „chruszczowską” kamienicę, której ściany posiadają dziurki przypominające otwory po kulach.

— Nie, nie tutaj, lepiej spójrz na tę ścianę — rzekł ze swego auta taksówkarz, kiedy zobaczył, że robię zdjęcia. — To nie kule — to bomby kasetowe.

Rzeczywiście, ściana sąsiedniego gmachu była gęsto poorana odłamkami. Bomby kasetowe, zawierające od kilku do kilkuset bomb małego kalibru, posiadają dużą siłę rażenia celów powierzchniowych. Po określonym czasie od zrzutu pociski są wyrzucane z bomby kasetowej wybuchem niewielkiego ładunku prochowego lub siłą odśrodkową. Są też rodzaje bomb, zawierające miny przeciwpiechotne samouzbrajające się po pewnym czasie od zrzucenia, a zakazane przez międzynarodowe konwencje.

— Wówczas trafiłem pod bombardowanie. Strasznie było… — dodał kierowca z jakąś trwogą w oczach, na szczęście nieznaną mieszkańcom naszych krajów.

Bliżej placu zagadnięta kobieta także poruszyła bolesny temat. — Bombardowano nas, bomby spadły tutaj, na placu, zginęło 20 ludzi, ale żadna nie trafiła tego drania — wskazała na pomnik Stalinowi przed budynkiem samorządu. Ręka nieznanego sprawcy w nocy usmarowała pomnik czerwona farbą.

Bliżej placu zagadnięta kobieta także poruszyła bolesny temat. — Bombardowano nas, bomby spadły tutaj, na placu, zginęło 20 ludzi, ale żadna nie trafiła tego drania — wskazała na pomnik Stalinowi przed budynkiem samorządu. Ręka nieznanego sprawcy w nocy usmarowała pomnik czerwona farbą.

Bliżej placu zagadnięta kobieta także poruszyła bolesny temat.

— Bombardowano nas, bomby spadły tutaj, na placu, zginęło 20 ludzi, ale żadna nie trafiła tego drania — wskazała na pomnik Stalinowi przed budynkiem samorządu.

— Oszczędzali go, swego bohatera, a naszego dręczyciela! — nie mogła uspokoić się kobieta.

Mieszkańcom Gori dały się we znaki bombardowania, a później milicja osetyńska, która szalała ponad tydzień, rabując i podpalając w okolicy. Dokładniej na placu zginęło wówczas 7 osób, 30 trafiło do szpitala. Ogółem bombardowania w Gori zabrały życie 60 cywilom.

Gruzini jednak nie lubią mówić o wojnie, jej ślady w całym państwie sprawnie i szybko usunięto prawie w całości. W Gori uszkodzeniu lub zniszczeniu uległo wiele budynków, ale nie trafiły się nam leje po bombach lub ruiny. Nieliczne świadectwo to właśnie podziurawione ściany, a przede wszystkim ludzie.

Na ulicach miast gruzińskich stosunkowo dużo kobiet w czerni. Tak się tradycyjnie ubierają kobiety w starszym wieku, lecz teraz ten kolor jest widoczny częściej. Budowana od kilku lat stabilność ponownie zachwiała się, władza utraciła autorytet, pomimo pozytywnych działań, na przykład opieki nad uchodźcami z Osetii i innych regionów, którzy otrzymali całe dzielnice piętrowych domków w okolicach Gori i Tbilisi, wybudowanych częściowo z funduszy Unii Europejskiej.

Temat wojny częściej poruszają media zagraniczne, przede wszystkim rosyjskie. Ma się wrażenie, że Moskwa tworzy wizerunek nowego wroga z Kaukazu. Wcześniej to był Czeczen, teraz zastąpił go Gruzin. Sprawdzona metoda, przecież nic lepiej nie konsoliduje naród jak wspólny wróg.

Skutkuje. Przed rokiem sondaż wśród mieszkańców Rosji wyróżnił Gruzję jako kraj najbardziej wrogo nastawiony wobec Rosji. Dodam, że Litwa i Polska także należą do piątki potencjalnych wrogów. Podobnie czyni władza gruzińska, przypominając współobywatelom i innym państwom o zagrożeniu ze strony dużego sąsiada. Stąd do nas docierają najczęściej złowieszcze i tragiczne informacje.

Przed wojną Saakaszwili miał wysokie notowania. Zdecydowane reformy oparte na wzorach europejskich i USA poparło wielu mieszkańców. Najlepszym przykładem jest policja. Wcześniej do szpiku skorumpowana jak większość urzędów. Powiadano — Gruzją rządzą poszczególne klany i nie było w tym zbyt wiele przesady. Średniowiecze, nic dodać.

— Policja? Kiedyś to była plaga. Aby przejechać z Wardii do Kutaisi, musiałem co kilkadziesiąt kilometrów „dawać w łapę”. To była ustalona swoista odpowiedź na słowa policjanta „Jak? Dobrze się jedzie?”. Za kurs wychodziła niezła suma — opowiadał drobny przedsiębiorca Gari, Ormianin mieszkający od pokoleń w Gruzji.

— Teraz z policją inaczej. Już się nie dogadasz, ale i nie czepiają się byle czego — słowa innego kierowcy również przekonywały o pozytywnych zmianach.

Nic dziwnego. Saakaszwili dokonał w urzędzie czystek. Starych funkcjonariuszy, odbierających władzę jako „koryto”, zastąpił młodymi, którym dobrze się płaci, ale za drobne nawet wykroczenia — wyrzuca się. Przeciętnie w Gruzji zarabia się 150 łari (około 200 Lt), emeryta otrzymuje 70 – 80 łari, urzędnik w banku już około 500, a policjant 800 – 1000 łari. Podobnie ma się inna uprzywilejowana grupa — wojsko. Proporcje odpowiednio ukazują ich pozycję w społeczeństwie, zachęcają też do sumiennej pracy. Ciekawym symbolem zmian w policji — zerwania z korupcją — jest ostatnio zbudowany ze szkła i aluminium gmach MSW oraz niektóre nowe posterunki. Ukazują niejako przejrzystość ich działań.

Poza tym u ludności skonfiskowano dużą ilość broni, co było zwłaszcza aktualne w regionie Swanetii, znanej z istniejącej tam tradycji wendetty oraz porwań dla okupu. W wąwozie Pankijskim do 2002 r. nie sięgała władza prezydenta, rządzili natomiast miejscowi watażkowie, trudniąc się porywaniem, handlem niewolnikami (XXI wiek!), przemytem broni i narkotyków, dając schronienie wahabitom. Teraz stoi tam policja i wojsko gruzińskie.

To były tylko pierwsze kroki. Jednakże znajdująca się w impasie gospodarka, nierozstrzygnięte inne kwestie, duże wydatki na sektor państwowy (zarzuca się wydanych 800 mln na budowę nowego pałacu prezydenckiego) oraz niepomyślna wojna zachwiały pozycją prezydenta. Saakaszwili utracił poparcie większości swych obywateli.

Nieugięty i odporny na wszelakie zmiany pozostaje tylko pomnik Stalina. Od wielu lat niewzruszenie prezentuje się przed budynkiem samorządu. Właśnie w Gori Stalin się urodził, więc w latach 30. XX wieku powstało tam muzeum Stalina, na którego terenie został obudowany masywnym gmachem domek ubogiego szewca i praczki, gdzie na świat przyszedł największy krwiożerczy despota XX wieku.

Skalne miasto Upliscyche funkcjonowało od II tys. p.n.e. do XIV w. n.e.

Skalne miasto Upliscyche funkcjonowało od II tys. p.n.e. do XIV w. n.e.

Muzeum Stalina, pomniki, Stalin avenue… i tak pozostało do dziś, pomimo destalinizacji i niechęci ogółu Gruzinów do swego rodaka. „Tak, Gruzin, ale największe nieszczęścia przyniósł naszemu narodowi” — zwykli mawiać. Pomnik Stalina niejednokrotnie chciano zburzyć, w 1956 r. i 1988 r., ale zawsze była grupa mieszkańców, która stawiała opór, i tak już pozostało. Może ktoś tęskni do komunizmu, a inny widzi w tym turystyczną przyszłość miasta? Wszak postać znana — ktoś przyjedzie pokłonić się, inny splunąć, a taki Francuz, Anglik czy Amerykanin po prostu się pogapi, przecież był sojusznikiem i zwyciężył Hitlera, a o totalitaryzmie stalinowskim nawet się nie zastanowią, ich narody tego nie doznały.

Tutaj nasuwa mi się pewna analogia z Dżyngis-chanem. Kiedyś bezwzględnie mordował i pustoszył, dzisiaj główne szlaki turystyczne w Mongolii noszą imię tego koczownika. Jakieś sto lat i w Gori może podobnie na całego wykorzysta się nazwisko Dżugaszwili.

Następne pokolenia o tym się przekonają, natomiast my przekonaliśmy się o niejednoznacznym stosunku do tego człowieka. Ręka nieznanego sprawcy w nocy usmarowała pomnik czerwona farbą, którą po godzinie starannie usuwali strażacy.

Czas zaciera wiele ran, łagodzi ból wojen i utraty. Najlepiej to odczuliśmy tego dnia, gdy zwiedzaliśmy skalne miasto Upliscyche (funkcjonowało od II tys. p.n.e. do XIV w.), a mentalność gruzińskiego narodu uosabiał nasz przewodnik. Z pasją opowiadał o zabytkach i tradycjach, również o dumie stołu gruzińskiego — winie. Podkreślił to osobistym przykładem: „Wcześniej miałem chore serce. Lekarze radzili operację z szansą na przeżycie 50 na 50. Pewien starzec poradził mi pięć szklanek czarnego wina dziennie, co mi bardziej przypadło do gustu i najważniejsze… poskutkowało! Serce mam zdrowe, mogę śpiewać i tańczyć, szkoda tylko, że wątroba mi wysiadła”.

Gruzini naprawdę mają dość wojen. Wolą gościa, biesiady i toasty.

2 odpowiedzi to Ze szlaku Włóczęgów Wileńskich w Gruzji (5): Gori — miasto po wojnie

  1. wiln mówi:

    Kompletny rak muzgu

    Ofiary a no… “Odwarzny jak gruzin” – oj nie darmo tak gadaja 🙂

  2. Joshka mówi:

    Armia rosyjska to stado bydla.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.