23
Spotkanie opłatkowe ludzi kultury

Apolonia Skakowska dzieli się chlebem wigilijnym z gośćmi z ambasady Fot. Zbigniew Markowicz

Apolonia Skakowska dzieli się chlebem wigilijnym z gośćmi z ambasady Fot. Zbigniew Markowicz

Jubileuszowa, dwudziesta już „Wigilia Polska w Wilnie” zorganizowana przez Centrum Kultury Polskiej im. Stanisława Moniuszki, która się odbyła w sobotę w Domu Nauczyciela przy ul. Wileńskiej, stała się kolejnym potwierdzeniem tego, że piękne tradycje chrześcijańskie i narodowe żyją i na trwałe zapisały się do obyczajowości Polaków zamieszkałych na Litwie.

Każdy jubileusz budzi refleksje i pewne podsumowania. Odchodzący rok był szczególnie bogaty w rocznicowe obchody — 20 lat temu nastąpił swoisty wybuch odrodzenia Polaków na Litwie. Rodziły się nowe tradycje, w wielu przypadkach wracano do starych. Prezes-dyrektor Centrum Kultury Polskiej na Litwie Apolonia Skakowska zapoczątkowując tradycje organizowania wigilii wileńskich czyniła to z myślą o ludziach kultury, polskiego szkolnictwa, kierownikach i uczestnikach zespołów artystycznych, ludziach pióra, działaczach na niwie polskości. Czyniła to rozumiejąc doskonale, że w końcu roku muszą się oni podzielić opłatkiem, bezpośrednio i serdecznie poobcować ze sobą. Oczywiście, głównym punktem spotkań opłatkowych był zawsze program artystyczny z kolędami.

W pięknej książce „Centrum czynu i nadziei” autorstwa Haliny Jotkiałło czytamy: „Grudniowe spotkania opłatkowe są znakomitą i zawsze wykorzystywaną okazją na przyjacielskie rozmowy,wspomnienia i analizę rocznego dorobku. (…)Apolonia Skakowska stale odnajduje nowych wykonawców i w innym nastroju prezentuje najpiękniejsze kolędy”.

Wykonawcy z Warszawy stworzyli wzruszający nastrój święta bożonarodzeniowego Fot. Zbigniew Markowicz

Wykonawcy z Warszawy stworzyli wzruszający nastrój święta bożonarodzeniowego Fot. Zbigniew Markowicz

Prawdziwym upiększeniem tegorocznego spotkania stali się wykonawcy z Warszawy: Tadeusz Melon, skrzypek i kompozytor, jego siostra Emilia Melon, skrzypaczka i dyrygent chóralny, Tomasz Czeczyło, muzyk, saksofonista i gitarzysta. Ich występ uzupełniły emocjonalne deklamacje o tematyce bożonarodzeniowej w wykonaniu Marcina Zoruby z Wileńskiego Teatru Studia.

Na Wigilię Wileńską, która tradycyjnie odbyła się w Domu Nauczyciela, przybyli goście honorowi: kierownik Wydziału Konsularnego Ambasady RP w Republice Litewskiej Stanisław Kargul, podpułkownik Sławomir Molsa, attache obrony, I radca Wydziału Konsularnego Piotr Drobniak, sekretarz Wydziału Konsularnego Agnieszka Śnieżko, a także Dorota Molsa, kurator polskich organizacji kulturalnych na Litwie. Goście złożyli życzenia świąteczne obecnym na sali, wyrażając nadzieję,że nadchodzący rok przyniesie rozwiązanie chociaż części problemów Polaków na Litwie.

Ciche melodie kolęd z towarzyszeniem skrzypiec i gitary, płonące świece na wigilijnym stole, jarząca się różnymi barwami choinka — te ciepłe wzruszające chwile pozostają na długo w pamięci, są miłym wstępem do dalszych spotkań świątecznych.

Apolonia Skakowska podziękowała kierownictwu Wydziału Konsularnego Ambasady RP za wsparcie materialne, za udział w naszym wileńskim święcie, co nie jest proste, biorąc pod uwagę, że w grudniu takich imprez nie tylko wśród Polaków Wilna i całej Wileńszczyzny, ale też innych miast Litwy jest bardzo dużo. Prezes-dyrektor wyraziła też słowa uznania pod adresem redakcji „Kuriera Wileńskiego”, który od pierwszych spotkań wigilijnych jest stale z Centrum Kultury Polskiej im. Stanisława Moniuszki.

23 odpowiedzi to Spotkanie opłatkowe ludzi kultury

  1. OLENISZKI mówi:

    Wszystkim
    Litewskim Polakom, Polskim Litwinom, Litewskim Litwinom i Polskim Polakom
    Redukcji i czytelnikom Kuriera Wleńskiego
    Z okazji Świąt Bożego Narodzenia
    Życzę nieustającej opieki Santa Maria de Viktoria z
    Kozakiszek -Kazokiškės

    OPOWIEŚĆ WIGILIJNA
    Santa Maria de Victoria

    Ich Mała Ojczyzna tu była od wieków.
    Otoczona:
    zielonymi meandrami Wilii,
    malowniczymi jeziorami w Żoślach i Zelwi,
    łagodnymi pagórkami pachnącymi uprawami,
    rojstami zarośniętymi żywicznymi sosnami, świerkami i odurzającą czeremchą,
    ruczajem z krystaliczną kryniczną wodą mającą cudowną moc leczniczą, gdy się ją czerpało pod słońce
    I te długowieczne litewskie lipy rosnące przy każdym dworku, folwarku i zagrodzie z daleka wyglądające jak smukłe Litwinki z spadającymi do pasa włosami farbowanymi w czasie kwitnienia na złoto.
    Barcie, całej przydomowej pasieki, zapełniają się jednorazowo miodem z takiej lipy, a herbata z lipowych kwiatów jest częstym zimowym napojem.
    Centralnym miejscem była wieś Kozakiszki.(Kazokiškės) Właściwie nie wieś była najważniejsza, lecz siedemnastowieczny kościół na dominującym wzgórzu.
    Bóg wiedział, że lud tej ziemi będzie się modlił wieloma językami, i by nie wyróżniać żadnego z nich, polecił msze odprawiać po łacinie i przysłał, w XVII wieku, z dalekiego Neapolu, kopię obrazu Santa Maria de Victoria (Matka Boska Zwycięska), piękną jak Ostrobramska i trzymająca dzieciątko jak Częstochowska.
    Dla rodziny Trokiewicza, z folwarku w pobliskich, Oleniszkach jak dla prawie wszystkich rodzin zamieszkałych od wieków na tych terenach, było istotne przekonanie, że ich przodkowie już przed XVII wiekiem mieli korzenie polskie, nie litewskie, żmudzkie, ruskie, czy białoruskie.
    Dla nich istotny był rygor moralno – kulturowy, przeniesiony wraz z kulturą śródziemnomorską, na tą ziemie, przez język i kulturę polską. Byli Polakami. Być Polakiem to nobilitowało i zobowiązywało.
    Pruskie i ruskie demony historii nie mogły ścierpieć wielowiekowej zgodnej Wileńszczyzny, zaczęły sączyć jad nienawiści w dusze, dotąd bogobojnego ludu, poprzez nacjonalizm litewski, antysemityzm niemiecki a w końcu komunizm sowiecki.
    Tożsamościowo czuli się Polakami mieszkającymi na Litwie, marzącymi, że i tu będzie Polska. Wolnej Polski nie pamiętali. Najpierw przez ponad sto lat próbowano ich rodziny rusyfikować a później nastąpiła lituanizacja i sowietyzacja

    – Jóżiuk masz kartę ewakuacyjną i jedz do Trok po przydział do transportu na wjazd do Polski – polecił Wincenty starszemu bratu.
    – Wincek jutro jest Wigilia, muszę jechać dziś? To czterdzieści kilometrów.
    – Właśnie, dlatego. Ten litewski komisarz może przy tej okazji wyrazi zgodę na nasz wyjazd.
    Wincenty Trokiewicz był tym z trzech braci, który miał największy posłuch w rodzinie. Jeszcze w czterdziestym piątym roku zgłosił i załatwił braciom i matce, nawet jednemu z byłych parobków, tak zwaną repatriację na „Ziemie Odzyskane” Właściwie te Święta powinni spędzić w swojej nieznanej jeszcze, nowej Małej Ojczyźnie. Lecz władze, nowej sowieckiej litewskiej republiki zaczęły utrudniać wyjazd Polakom na nowe polskie ziemie.
    Jesienią już nie uprawiał ziemi i nie dokonał ozimych zasiewów w folwarku pozostał tylko inwentarz, który można było wywieść do Polski. Był przekonany, że przed zimą wyjadą. Niestety nie otrzymali przydziału w transportach.
    – Pojedziesz dzisiaj, przenocujesz u szwagra Stasiuka a jutro skoro świt do biura komisarza załatw sprawę i wracaj – instruował Wincenty zaprzęgając z byłym parobkiem konie do sań.
    Parobek Wićka, pomimo, że sowieci dawali mu „państwo robotniczo-chłopskie” i wizję „komunistycznej szczęśliwości” wolał z Trokiewiczami jechać do Polski. Nie miał potrzebnych dokumentów, lecz miał nadzieję, że gospodarz coś wymyśli.

    Przez te ziemie często przetaczały się fronty i zmieniały się władze tylko za życia Wincentego była władza: carska, pruska, hitlerowska, sowiecka i litewska. Lecz tylko jednej władzy byli bezgranicznie oddani i jej zawsze z ufnością powierzali swój los. Była to Santa Maria de Victoria w kościele w Kozakiszkach.
    Zgodnie z jej nakazami i rodziną tradycją trwały przygotowania do Wigilii i Świąt Bożego Narodzenia. Wojenna zawierucha i obecna władza sowiecka spowodowały, że mogli liczy tylko na to, co ich gospodarstwo posiadało.
    W korytarzu moczyły się w jednym garnku solone grzyby z własnego lasu, obok w drugim, śruta z najlepszego owsa, zalana gorącą wodą na owsiany kisiel większość nie lubiła tego specjału, ale tradycja nakazywała, by był na stole wigilijnym.
    Wymoczone solone gąski i opieńki podsmażone z cebulą to jedna potrawa. Prawdziwki są przeznaczone na kapustę z grzybami i na grzybówki. W trzecim garnku moczyły się solone śledzie na rolmopsy i smażenie w drożdżowym cieście.
    Grzybówki i makówki dwa przysmaki kuchni Wileńszczyzny, które ze zewnętrznego podobieństwa były często mylone, gdy gospodyni niefortunnie wsypała do jednej miski.
    Te „pierogi” przygotowywano z rozwałkowanego ciasta drożdżowego:
    grzybówki – suszone grzyby gotowano by zmiękły następnie zmielone przyprawiano pieprzem, solą i podsmażano z cebulą, takim farszem nadziewano ciasto;
    makówki – zmielony mak doprawiano własnym miodem i cukrem, takim farszem nadziewano ciasto.
    Grzybówki i makówki smażono zanurzone w oleju z siemienia lnianego tłoczonego w olejarni w Kozakiszkach.
    Oczywiście na stole wigilijnym nie może zabraknąć śliżyków. Cała misa tych chrupkich drożdżowych kostek o złocisto-brązowiej barwie stoi na kuchennym stole, zmielony mak posłodzony miodem i cukrem, rozcieńczony kryniczną wodą, jest drugim składnikiem śliżykowego przysmaku. Przed podaniem wsypuje się ślizyki do makowo-miodowego mleczka tak by twarda skórka zmiękła pozostawiając chrupkość środka.
    Tego dnia wszystkie potrawy muszą być smażone i doprawiane, olejem. W potrawach wigilijnych nie może być ani odrobiny smalcu, masła, śmietany lub innego tłuszczu zwierzęcego a nawet mleka.
    Kuchnię i cały dom opanował niepowtarzalny aromat Świąt Bożego Narodzenia. Ścisły post i apetyczne zapach, szczególnie u dzieci, proteguje niecierpliwe oczekiwanie pierwszej gwiazdy na niebie.

    Ludzie Wileńszczyzny nigdy nie tracili nadziei.
    Józef Wrócił z Trok, gdy stół wigilijny był przygotowany, w największym gościnnym pokoju,.
    – Nic nie załatwiłeś? – Zapytał Wincenty widząc smutną minę brata.
    – Nie załatwiłem. Litewski urzędnik Pranculis uwziął się na Polaków. Przez otwarte drzwi usłyszałem jego rozmowę z polskim pracownikiem biura.
    „- Dlaczego nie zgadza się pan na wyjazd pana Tyszkiewicza do Polski? Przecież ten człowiek otrzymał kartę ewakuacyjną, na której Przedstawiciel Rejonowy Litewski swoim podpisem i pieczęcią stwierdził, że uznaje go za Polaka, któremu przysługuje prawo wyjazdu do Polski. – Zapytał polski urzędnik
    Zamiast odpowiedzi Pranculis poprosił o pokazanie karty ewakuacyjnej pana Tyszkiewicza, a gdy ją otrzymał, przekreślił czerwonym ołówkiem pieczątkę i podpis litewskiego przedstawiciela, po czym wręczył mi ją ze słowami
    – Teraz już nie ma podpisu i pieczątki stwierdzającej, że ten pan Tyszkiewicz jest Polakiem i ma prawo wyjazdu do Polski”.
    – Gdy to usłyszałem nie wchodziłem do biura by i naszej karty ewakuacyjnej nie zniszczył – zakończył Józef
    – Teraz cała nasza nadzieja w Matce Boskiej Zwycięskiej Kozakiskiej, przed Pasterką musimy do niej zwrócić się o pomoc – powiedział Wincenty, gdy rodzina zajęła miejsca przy stole Wigilijnym.
    Jak nakazywała odwieczna tradycja Polaków na tej ziemi tą wieczerzę zaczynała zawsze gospodyni modlitwą której słowa prawie nie zmieniły się od wieków.

    O MARYJA CNA DZIEWICA,
    PORODZIŁA KRÓLEWICA,
    PORODZIŁA GO BEZ BOLEŚCI.
    ZBAW NAS W SMUTKU I RADOŚCI.

    Wszyscy opowiadali: Zdrowaś Mario…
    Po trzykrotnym powtórzeniu gospodarz rozpoczynał łamanie się opłatkiem i składanie życzeń w tym roku najważniejsze były te by opuścić tą ziemię, ukochaną a zarazem przeklętą, bo gdy zostaną to czeka ich Syberia.

    Słowa kolęd śpiewanych przy stole, zapach choinki i żywicznego smolnego drzewa palonego w piecu, pomimo smutnych wiadomości przywiezionych przez Józefa z Trok, dawał nadzieję. Ludzie Wileńszczyzny nigdy nie tracili nadziei.

    Po wieczerzy stołu nie sprzątano by nocą, gdy wszyscy zasną, duchy przodków pogrzebanych na wzgórzu przy kościele mogły zajrzeć, przypomnieć i sprawdzić smak tradycyjnych potraw.

    Przed rozpoczęciem Polskiej Pasterki (pierwsza była litewska, choć Litwinów było niewielu), zebrani w kościele z rodzin: Gumbisów, Raczalów, Bernatowiczów, Czupajłów, Prokopwiczów, Bortkiewiczów, Amulów, Klementowiczów, Buimiłów, Kozakiewiczów, Pietkiewiczów i inni, przerwali ciche modlitwy i obrócili głowy w kierunku wejścia skąd do ołtarza posuwał się powoli na kolanach modlitewny pochód.
    Było rzeczą normalną i oczywistą, że prośby, podziękowania i oddawanie się pod opiekę Santa Maria de Victoria, wierni przekazywali w takiej formie a w letnie i wiosenne dnie na kolanach wokół kościoła. Lecz ten pochód robił szczególne wrażenie.
    Na czele Wincenty z brzemienną żoną Jadwigą i matką Urszulą za nimi dwaj bracia Bolesław i Józef na końcu, trzyletnia Tereska jedyna nie na kolanach, wraz z pięciu i dziesięcioletnimi braćmi i dwoma byłymi parobkami. Cała rodzina Trokiewicza oddawała się pod opiekę cudownego obrazu.
    – Mamo Jezusek na obrazie uśmiechnął się do mnie – zawołała Tereska, gdy dotarli do ołtarza oświetlonego migocącymi świecami.
    – Cicho nie można rozmawiać w kościele – zganiła matka.
    – Panie Wincenty, o co tak usilnie prosisz Boga? – zapytał ksiądz.
    Wincenty wyjaśnił, nie wszystkim księżom litewskim ufał odkąd w Żoślach, przed wojną, usłyszał z ambony po litewsku od grubego księdza.
    „Jedna Zdrowaś Maria po litewsku więcej znaczy dla Boga niż dziesięć po polsku”
    Temu księdzu ufał. Kapłan ten z taką samą żarliwością pośredniczył między wiernymi a Santa Maria de Victoria po łacinie, polsku i litewsku.
    – Chodź do zakrystii – gdy weszli napisał coś na kartce włożył do koperty i zakleił.
    – Jedz do Jewia i daj ten list żonie litewskiego urzędnika na kopercie masz nazwisko i adres. Oni teraz są komunistami, lecz ona była ochrzczona w tym kościele przed tym obrazem.

    Warmia „Ziemia Obiecana”
    Początek kwietnia 1946 rok. Transport zatrzymał się na granicy.
    – Otwierać!
    Sołdaci wchodzą do wagonu, w którym znajduje się cała rodzina Trokiewicza i kilka innych rodzin wagon załadowany niezbędnym sprzętem i pachnącym sianem dla zwierząt. Po środku na jednej z beczek stoją dwie butelki z charakterystycznym płynem cztery szklanki częściowo napełnione samogonem, pół wędzonego kumpiaka i pachnący razowy chleb, na prowizorycznych stołkach siedzą dokoła trzej bracia i dawny parobek Kaziuk udając, że raczą się trunkiem.
    Samogon pędzony przez Wincentego miał dobrą renomę wśród rodziny i znajomych. Tajemnicą jego jakości była krystaliczna woda z krynicy obok folwarku i mąka z specjalnie sianego do tego celu żyta. Oczywiście to nie wystarczyło była jeszcze receptura przekazywana przez pokolenia z ojca na syna.
    Trunek ten wraz z wędzonym, drewnem olchowym i jałowcem, kumpiakiem i kindziukiem, robionym pod nadzorem gospodyni Jadwigi, był skutecznym gościńcem przy załatwianiu interesów z przekupnymi urzędnikami. Bańka samogonu i duży kumpiak kabana pokonały ostatnią przeszkodę w uzyskaniu miejsca w transporcie. Przeszkodą tą był brak dokumentów repatriacyjnych dla urodzonego w noc sylwestrową Sylwuka.
    – No pany palaczki nie cieszcie się, że jedziecie do Polski my tam też przyjdziemy. Dokumenty! – Oficer sprawdził dokumenty sołdaci w tym czasie bagnetami sprawdzili siano.
    – Towarzysze, wypijecie z nami? – Zapytał Wincenty, gdy sołdaci zaczęli bacznie przyglądać się beczce. Szybko nalał po pełnej szklance, każdemu z sołdatów i ukroił po grubym plastrze wędzonego kumpiaka.
    – Co za paskudztwo ta wasza popitka? – zapytał oficer przed wypiciem.
    – Towarzyszu to najlepszy samogon na Litwie! Patrzcie! – Wincenty nalał kilka kropli na palce sołdata.
    – Potrzyjcie palcami i powąchajcie.
    Wysokoprocentowy alkohol szybko wyparował z końców palców pozostawiając aromatyczny zapach litewskiego czarnego chleba.
    Żebyś próbował wszystkie chleby świata nie dorównają one smakowi i zapachowi żytniego razowego chleba litewskiego. W każdym domu w kolidorze lub komorze stała dzieża z tajemnym zaczynem pozostawionym z ostatniego pieczenia. Gospodynie same lub pod ich nadzorem służące lub córki (był to stały element wykształcenia córek) miesiły i ugniatały chlebowe ciasto, gdy pozostawione w ciepłym miejscu urosło wypełniając całą drewnianą dzieżę, gospodyni zamkniętą dłonią robiła w środku dziurę aż do dna, przez którą uderzał niepowtarzalny zapach duszy litewskiego chleba. Sformowane i ułożone na suchych dębowych liściach chlebowe bochny wędrowały do przepastnego pieca napalonego drewnem.
    – Towarzyszu to na pamiątkę. A jak przyjdziecie do Polski to też Was powitamy samogonem. – Powiedział Wincenty z fałszywym uśmiechem by się pozbyć znienawidzonych gości, wręczając butelkę zatkaną korkiem z gazety
    Sprawdzanie zakończone. Transport ruszył dalej. To już Polska.
    – Wićka wychodź jesteśmy już w Polsce. – Powiedział Wincenty zabierając szklanki i butelki stojące na beczce. Z beczki wygramolił się parobek Witek.
    – No od dziś nie jesteś już parobek Wićka Musnskas, ale Pan Wiktor Muszyński, mieszkaniec polskiej Warmii.
    Wkrótce nieznane miasto Bartoszyce. Okaże się czy straszne słowa
    „Wincenty! Gdzie Ty wieziesz małe dzieci i rodzinę na zatracenie!” – wypowiedziane przy pożegnaniu przez starego Prokopowicz spełnią się.

    Przez całe życie Jadwiga i Wincenty Trokiewicze wiedzieli, że trafili na Polską Warmię a nie na Syberię za przyczyną Matki Boskiej Zwycięskiej z Kozakiszek

    Moderatorze wybacz długość

  2. Czytelnik mówi:

    Dziekuje,takie mile teksty mozna czytac bez konca.

  3. idek mówi:

    ale brednie kurier wypisuje! powszechnie znana intrygantka i domorosla poetka pod pozorem pielegnowania polskosci na wilenszczyznie wyciaga pieniadze skad sie tylko da i pod szyldem centrum imienia stanislawa moniuszki od dwudziestu lat robi wiecej szkody dla kultury polskiej, niz korzysci, a kurier jak gdyby nigdy nic, co roku wypisuje peany na czesc przefarbowanej w pospiechu przed dwudziestu laty komunistki i przy tym ani krzty krytyki czy samokrytyki; co czesciowo da sie wytlumaczyc starcza atrofia gornej czesci ciala u niektorych dziennikarzy, ale przeciez nie u wszystkich, sa chyba tacy, ktorzy zachowali poczucie przyzwoitosci i maja odwage nazwac rzeczy po imieniu; najbardziej na tym wszystkim cierpi bogu ducha winny moniuszko, ze tez ta wyjatkowo obludna pani wybrala go na swojego patrona! sorry, panie stanislawie!

  4. kujawiak mówi:

    Jak już o kulturze mowa to właśnie przeczytałem, że Litwini chcą nakręcić razem z Białorusinami i Polakami film o Grunwaldzie. Byłoby super !!!
    http://wyborcza.pl/1,75480,7346890,Nie_bedzie_Litwin_czolgal_sie.html

    P.S.
    Najfajniejszy jest ten fragment artykułu:
    ‘Wiecie, że w 1931 roku, w miasteczku Kaišiadorys, na trasie Wilno – Kowno, odbył się sąd nad Jagiełłą? Przybyli poważni naukowcy i publicyści, obrońcy, oskarżyciele, sędziowie. Króla orzeczono winnym zdrady i skazano na śmierć…’
    🙂 🙂 🙂

  5. RB mówi:

    Wiemy, wiemy…

  6. RB mówi:

    w Koszedarch… ale chyba już go zrehabilitowano…

  7. Antek mówi:

    Po tak miłej lekturze OLENISZKI, godnej opublikowania w świątecznym numerze Kuriera, złośliwa wypowiedź niejakiego Idka najgorzej świadczy o nim samym.

  8. OLENISZKI mówi:

    idkowi
    również życzę nieustającej opieki
    Santa Maria de Viktoria z Kozakiszek

  9. andrzej mówi:

    Nowa moda Wigilia przed Świętami ? Rozumiem , kiedy np. żołnierze przebywający na dalekiej misji przełamują się opłatkiem z kimś przybyłym z kraju , ale tu , na miejscu , to już jakaś obsesja , nad gorliwość .

  10. E.B mówi:

    Spotkanie opłatkowe ludzi kultury
    – bez cudzysłowa
    „Wigilia Polska w Wilnie”
    – z cudzysłowem

  11. Ciekawe mówi:

    Ciekawe, czy pani Polonia kiedy jako instruktor rajkomu partii w Nowej Wilejce biegała do kościoła, by przyłapywać uczniów, też łamała się swiętym opłatkiem? Chyba nie, bo to mądra kobieta, syna oddała do ruskiej szkoły, bo tak lepiej opłacało się a potem, kiedy zaczoł opłacać śie polski patriotyzm, wysłała go po dyplom doktora jakichs tam nauk do Polski. Bo przecież ukochana Macierz musi dbać o swych rodaków. W tej fundacji to też ma dobrze. Mądra kobieta, szkoda tylko, że pisze durne bezdarne wierszyki.

  12. Czytelnik mówi:

    Slusznie zauwazyl andrzej o tej jak nazwal modzie,lub jezeli inaczej powiedziec glupiej tradycji,bo to juz weszlo jako tradycja przelamywania sie oplatkiem do Swiat,przecierz okres Bozenarodzeniowy nie jest krotki,sa wakacje ,wiele osob nie pracuje,wiec mozna i trzeba w tym czasie robic te spotkania,a zeby mozna bylob pspiewac koledy wspolnie oraz pobawic sie jak przystoji na swieta.

  13. Czytelnik mówi:

    Autorka powinna bylab wiedziec jakie byly kiedys tradycje oraz kiedy byla Wigilia.
    Do Oleniszki;Naprawde warto Panski ciekawy urywek(napewno z ksiazki)wydrukowac w KW oraz innych czasopismach.

  14. Kmicic mówi:

    Ciekawe , że nikt nie obchodzi wcześniej sylwestra , a Wigilię tak. Myślę, ze wiele zależy od każdego z nas, przy takiej propozycji zrobić zdziwioną minę i zapytać ” Wigilia w poście?! To przecież tandetna komercja!”

  15. OLENISZKI mówi:

    Do Czytelnika
    Tekst ten publikowałem w jednej z gazet lokalnych w Zachodniopomorskim.
    Jeżeli redakcja KW uzna za stosowne to prześlę mailowo zgodę na publikację.

  16. Kmicic mówi:

    Oleniszki:zgłoś do działu “admin”

  17. andrzej mówi:

    Podoba mi się ,że uczniowie w szkole dzielą się opłatkiem , ale takie organizowane świetowanie , bardziej mi przypomina mi supermarketowy szał niż cichą Wigilię

  18. andrzej mówi:

    idek , co ty wiesz o komunistach ? Nie znam przeszłości pani Skakowskiej , ale protestuję przeciwko temu ,że oskarża się człowieka tylko o to ,że był członkiem partii . Czy można pochwalić kogoś za to , że mógł dostać kierownicze stanowisko i mądrze , fachowo kierować , w szkole , fabryce , szpitalu , gazecie , ale był dumny , wstydził się “czerwonego bilecika” , a na jego miejsce przysłali partyjnego kretyna , albo drania , czy chociaż by kogoś takiego “nijakiego” ? Nawet zwykli robotnicy czasami mogli z pożytkiem dla ogółu wykorzystać partię , na zakładzie , gdzie przez wiele lat pracowałem , jeden taki organizował i pomyślnie utrzymywał turystyczny klub , wszyscy chętni jeździli w góry na piesze wędrówki , rowerowe , kajaki , jaskinie . Tu na miejscu były organizowane różne zloty turystyczne , ćwiczenie technik wspinaczki , zimą i latem . Facet był równym gościem , jestem pewien , że nie był kapusiem , bo nigdy nie próbował skierować rozmowy przy ognisku na śliski temat . To , że należał do part-komu zakładowego pozwalało z pożytkiem korzystać z funduszy , a nie trwonić pieniądze na różne nie potrzebne imprezy , które musiał by ktoś organizować , bo takie były wymagania reżimu .

  19. wilniuk mówi:

    Do Andrzej:
    Podzielam Twoje zdanie, że nie można człowieka odsądzać od czci i wiary tylko za to, że należał do partii. Wiele spraw wówczas wyglądało inaczej. Inna też była wiedza polityczna. Ja również znam ludzi, którzy byli w partii,ale pozostali porządnymi, uczciwymi ludźmi, niosącymi pomoc innym , kiedy tego potrzebowali. Ale…przyznaj, że kiedy nauczycielka polonistka (!) posyła syna do rosyjskiej szkoły, a teraz jako “działaczka na niwie polskości” deklamuje frazesy patriotyczne – to trochę brzydko pachnie.

  20. andrzej mówi:

    Nie mam pojęcia , o obecnej działalności pani Apolonii , ale jeżeli to Centrum Kultury niesie jakiś pożytek , to dobrze i nie wiele mnie obchodzi przeszłość .

  21. wilniuk mówi:

    Do Andrzeja:
    Na dwoje babka wróżyła. Na dwoje.

  22. zybedeusz mówi:

    OLENISZKI: proszę o pilny kontakt na maila — zybedeusz małpa kurierwilenski kropka lt

  23. Wiesław mówi:

    Olejniszki-Opowieść Wigilijna.
    W opowieści fakty i imiona osób zgadzają się. Nazwiska nie zdadzają się (te nazwiska które dotyczą mojej rodziny)

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.