36
Stefania Romer: Pogodnych wspomnień ciąg dalszy

Kuzyn Andrzej Romer przyjechał z Belgii. Wybrali się ze Stefanią na Rossę, gdzie również spoczywają ich przodkowie Fot. z rodzinnego albumu

Spotkać się ze Stefanią Romer, ostatnią na Litwie przedstawicielką wielkiego rodu Romerów, zapragnęłam tuż po przeczytaniu jej jakże ciekawej i pogodnej książki pt. „Wspomnienia”. Ukazała się w Wilnie w końcu 2008 r. w wydawnictwie „Scripta manent” pod redakcją Jana Sienkiewicza. Przedstawione na kartkach „Wspomnień” życie ziemiaństwa polskiego na Litwie Kowieńskiej, opisane czasy i wydarzenia są niby dawno minione, jednak odbiera się jako bliskie i tym bardziej interesujące, że bohaterowie tych wydarzeń, a raczej ich potomkowie żyją, chociaż są rozproszeni po szerokim świecie.

Podróż do podwileńskich Wojdat, gdzie mieszka pani Stefania, okazała się krótką i przyjemną. A to za sprawą „latających” co pół godziny do osiedla 16-osobowych mikrobusów, popularnie nazywanych „marszrutkami”. Wysiadam przy ul. Parkowej, naprzeciwko bloku, w którym mieszka autorka „Wspomnień”. Przywitała mnie na progu swego dwupokojowego mieszkania. Drobna, uśmiechnięta i taka miła, serdeczna, gościnna. W zakamarkach mojej dziennikarskiej pamięci zachowała się jej postać. Nie mogłam zupełnie nie znać pani Stefanii: całe 26 lat przepracowała w polskim Agrozootechnikum w Białej Wace, tej sprawnie funkcjonującej ponad pół wieku kuźni specjalistów rolnictwa dla Wileńszczyzny. A w tej placówce wypadało nam, dziennikarzom prasy polskojęzycznej, bywać niejednokrotnie.

Gdy herbata z cytryną została wypita, rozmowa potoczyła się wokół nazwiska Romerów. Pani Stefania powiedziała, że Romerowie należeli do szlachty inflanckiej, saskiego pochodzenia, osiadłej na Litwie w XVI-XVII w. Zapisał się w dziejach rodowych Stefan Romer, rządca dóbr księcia Kettlera w Inflantach (tereny dzisiejszej Łotwy i Estonii — przyp. redakcji). Stefan posiadał znaczne majątki ziemskie. We „Wspomnieniach” czytamy:(…) Król szwedzki Gustaw Adolf zdobył większą część Inflant. Stefan miał do wyboru albo zostać w Kurlandii na swoich majątkach, uznając zabór Szwecji, albo opowiedzieć się po stronie króla polskiego i utracić całe bogactwo. Wybrał to drugie i w 1620 r. uszedł z rodziną do Wilna. Środki materialne wystarczyły mu zaledwie na kupienie małego dworku. Bezwzględna lojalność i wierność Rzeczypospolitej stały się od tej chwili jakby dewizą rodową Romerów, utrzymaną aż do czasów II wojny światowej”.

— Te ciekawe dzieje familijne widocznie zainteresują niejednego czytelnika. Mogą sięgnąć po książkę „Wspomnienia”, którą jeszcze można nabyć w księgarni „Elephas” — powiedziałam mojej rozmówczyni. — Przejdźmy jednak do czasów bliższych. Proszę opowiedzieć o swojej babce po linii ojca, Marii z Romerów, która poślubiła dalekiego kuzyna, też Romera. Mieszkała w rodzinnych Bohdaniszkach, znajdujących się w pobliżu Rakiszek (lit. Rokiškis).

Pani Stefania zamyśliła się. Na jej twarzy malowało się wzruszenie. Zrozumiałam, jak delikatną sprawę poruszyłam. Z książki wiedziałam, że lata 1926-1937 spędziła w Bohdaniszkach, gdzie przyszła na świat w marcu 1926 roku. Właściwie odpowiedź na swoje pytanie znalazłam w książce: „Moja babcia, z Romerów Romerowa, wyrosła w wielkim dobrobycie. Były ich cztery siostry, babcia była najmłodsza, ładna, wesoła. Dom był zawsze pełen młodzieży, na zimę wyjeżdżało się do Wilna, gdzie pradziadek miał duży dom. Mój kuzyn Michał Mieczkowski urodził się w tym domu i przed kilku laty pokazał mi go. To dom nad Wilią, obok biblioteki Litewskiej Akademii Nauk. Był w nim Czerwony Krzyż, a teraz szpital dziecięcy. (…) Póki rodzice żyli i byli bogaci, babcia mieszkała u nich. Ale I wojna światowa zmiotła wszystkie bogactwa i dla babci zaczęły się trudne czasy. Na początku wojny babcia znalazła się w Wilnie, odcięta od Bohdaniszek, bez środków do życia. Była jednak dzielna i dała sobie radę. Wtedy jeździło się końmi, babcia miała powóz i konie, więc wykorzystała powóz jako dorożkę, a sama została dorożkarzem, woziła pasażerów i tak zarabiała na życie”.
W takim epickim stylu opisuje pani Stefania, jak jej babcia po śmierci swoich rodziców i utracie męża mądrze gospodaruje w Bohdaniszkach, bez wątpienia stanowiących dla małej Steni rajski zakątek, jakim w rzeczy samej był.

Po śmierci babci w r. 1936 Stefania zamieszkała w domu swojej mamy Marychny z Narbuttów Romerowej w nieistniejących dziś Szaszewiczach, które tak oto opisuje: „Szaszewicze to rodzinna wieś mamy, w drodze z Kowna do Kiejdan, między ojcowiznami Melchiora Wańkowicza i Czesława Miłosza nad rzeką Niewiażą, koło miasteczka Bobty”.

Zanim jednak zatrzymamy się na nowym, bardziej pochmurnym okresie życia młodziutkiej Steni, wróćmy jeszcze na chwilę do słonecznych Bohdaniszek. Autorka odwiedziła je po raz ostatni w 1943 r., a we „Wspomnieniach” odnotowała: „Kiedy urodziłam się w Bohdaniszkach, było nas dziesięć osób, nasze dwie rodziny —babci i cioci Elwiry — wszyscy byli dla mnie bardzo bliskimi, kochanymi ludźmi. Wszyscy już pomarli, zostałam jedna z tej dużej kochającej się rodziny. Co dzień ich wspominam, myślę o nich z miłością i wdzięcznością, bo miałam z nimi dobre dzieciństwo — i modlę się za ich dusze”.

Michał Pius Romer

Nie możemy jeszcze pożegnać Bohdaniszek, zanim chociaż skrótowo nie wspomnimy rodzonego brata babci Maryni — Michała Piusa Romera, którego imię nosi dziś Wileński Uniwersytet Prawa i Administracji. We „Wspomnieniach” czytamy: „Michała Romera nazywałam wujkiem, bo tak nazywali go moi rodzice, a on był z tego zadowolony, nie chciał być dziadkiem. (…) Pracował jako profesor prawa na Uniwersytecie Kowieńskim. A w ciągu dwóch kadencji, aż do wojny, był tam rektorem.(…) Wujek 40 lat pisał pamiętnik, co dzień jedną stronicę, więc nie opuścił ani jednego dnia i w testamencie napisał, żeby to czytać dopiero 25 lat po jego śmierci. Z tego dziennika można by się na pewno dużo dowiedzieć o naszej rodzinie, ale żona oddała go do biblioteki uniwersytetu, tam w czytelni mają bardzo złe oświetlenie i na moje oczy czytanie niemożliwe”.

Słusznie więc zaznacza się we wstępie do książki, że dzięki temu, iż pani Stefania wzorem dziadka spisała swoje wspomnienia, „otrzymaliśmy cenny dokument epoki, a raczej kilku epok — tej przed i tej powojennej, sowieckiej. A jednocześnie jest to malowany słowem panoramiczny obraz jednego życia, pełen ciepła i niepowtarzalnego uroku”.

Pisząc o Szaszewiczach, Stefania Romer zahacza o miasteczko Bobty (Babtai), dzisiaj prawie przedmieście Kowna, stanowiące teren podmiejskich sadów i ogródków. „W Bobtach było bardzo mało Litwinów — stwierdza autorka — głównie urzędnicy, wioski naokoło polskie, ale większość dzieci szła do litewskiej szkoły. Różne były tego przyczyny — główna ta, że kiedy po odzyskaniu przez Litwę niepodległości wydawano wszystkim nowe paszporty, bez pytania zapisywano narodowość „Litwin”, nawet dla ludzi, którzy nie znali litewskiego języka. Chłopi zwykle godzili się z tym, a potem okazywało się, że kto ma w paszporcie „Litwin”, nie może posyłać dzieci do polskiej szkoły”.

Trzeci rozdział „Wspomnień” jest poświęcony nauce Steni w szkole w Bobtach i polskim gimnazjum im. Adama Mickiewicza w Kownie. Był rok 1938. Ciekawy, pełen żywych obrazków jest opis nauki i nauczycieli, wspomniana sympatyczna panna Urniażówna, nauczycielka historii Polski, którą późniejsze pokolenia poznały jako założycielkę „Kotwicy”, pierwszego polskiego zespołu w Kownie. Niejednokrotnie pisał o niej dziennik „Czerwony Sztandar”.

Późniejsze wspomnienia są bardzo bolesne, dotyczące lat wojny, mordowania Żydów w Bobtach, Rakiszkach, Kownie. Pierwsze powojenne lata również nie należały do lekkich, ale Stenia w roku 1946 ukończyła gimnazjum i wstąpiła do Akademii Rolniczej na wydział agronomii. Pisze, że chciała mieszkać i pracować na wsi, miasta nie lubiła. Lata studenckie nie były pogodne, nad wszystkimi zawisł strach wywózki na Syberię, doskwierała bieda, żyło się na kartki.

Dla dzisiejszych młodszych pokoleń ciekawy jest opis pierwszych kołchozów, w których studenci mieli praktykę i Stacji Maszynowo-Traktorowych,w których wypadło Steni pracować po ukończeniu studiów w 1952 roku. Trafiła do Szyrwint, a później zamieszkała z mamą w podwileńskich Giedrojciach, z których dobry los w osobie dyrektora Masandowicza, poszukującego w całej Litwie specjalistów rolnictwa, Polaków, zaprowadził ją do technikum agrozootechnicznego w Białej Wace. Po latach Stefania z mamą otrzymała w Wojdatach mieszkanie w nowym budownictwie. Zacieśniły się kontakty z rodziną, zamieszkałą na obczyźnie. Przyjechała do Stefanii jej serdeczna przyjaciółka Maria Korniłłowiczówna, wnuczka Henryka Sienkiewicza. Był to rok 1972.

Bardzo ciekawe są ostatnie kartki „Wspomnień”, gdzie poznajemy wielu Romerów — z Paryża, z Brukseli i wielu innych miast i państw, wreszcie z całej Polski, odwiedzających swoją starą ojczyznę i ukochaną kuzynkę Stenię, która została tu na dobre i na złe i która już będąc na emeryturze udokumentowała dzieje swego rozgałęzionego rodu, nadal wiernego Rzeczypospolitej. Potwierdzeniem tego stało się przekazanie w r. 2007 dla Biblioteki Narodowej w Warszawie bogatego archiwum rodzinnego Romerów o wielkiej wartości naukowej. Szkoda, że nie znalazło się w tym darze pamiętników Michała Piusa Romera, które w Wilnie wciąż jeszcze nie zostały do końca przestudiowane.

36 odpowiedzi to Stefania Romer: Pogodnych wspomnień ciąg dalszy

  1. józef III mówi:

    Cudowna Osoba. Czytałem tę książkę z najwyższą przyjemnością. Kopalnia wiadomości o przedwojennej Kowieńszczyźnie, ciekawy obraz Wileńszczyzny “za drugich sowietów”. Podstawa do zrozumienia relatywnie szybkiej rusyfikacji językowej Polaków Wileńszczyzny.
    Chwała Janowi Sienkiewiczowi za redakcję tej (i wielu innych cennych) publikacji dokumentujących tutejszą polskość. Ostatnio wydał wspaniałą dokumentację Nauczycielstwa polskiego czasu powojennego. To czysty dokument źródłowy i utrwalenie chwalebnych Postaci.

  2. Mruk Koroniarz mówi:

    Czy mógłby ktoś podać odnośnik lub namiary wydawnictwa? Chętnie bym kupił tę książkę. Dziękuję za ciekawy tekst.

  3. Antoni mówi:

    Czy Romerowie, kórych tablice znajdują się w trockim kościele, to
    tez rodzina?

  4. dobrze mówi:

    Pani Romerowna jest osiba wielka, zaden tam sienkewicz nie jest potrzebny do Jej prezentacji. Na szczescie zaden zawodowy propagandysta komuny, sienkiewicz, nie moze takiej osobie zaszkodzic

  5. Tutejszy. mówi:

    Do dobrze. Czowieku, ażeby znaleźć klejnot w błocie, potrzebny jest znalazca, w przeciwnym wypadku ten cenny przedmiot w błocie pozostanie na zawsze. Można zarzucać Sienkiewiczowi błędy życiowe, ale gdyby nie on, mało kto wiedziałby o Ks. Prałacie Obrębskim, o malarce ludowej Krepsztul, Romerównie i wielu innych … Nazywasz się “dobrze”, a postępujesz źle.

  6. dobrze do tutejszy mówi:

    sienkiewicz odkurzal Ciebie, Ty odkurzasz propagandyste?

  7. Wojtek mówi:

    Droga PANI Stefanio !!!!!!!!! Wiele zdrowia i radosci w Nowym ROKU 2010 zyczy WARSZAWA. Dziekujemy za wspomnienia i zyczymy wszystkiego najlepszego !

  8. oj ty nasza stepanida mówi:

    gnida oj ty gnida ty stepanida. Nie bylo w Litwie ani jakich tam “kowienszowszczyznow”. Na polsce – tak!!! Na Polsce wiele tych “-wszyjewszczyznow”, a tu droga moja, ani wszczyznow, ani wilienszczyznow – TYLKO LITWA I JEJ HISTORYCZNE ZIEMIE:

    1. Auksztota (Auxtoten, Lituania Superior)
    2. Zmudz (Samogitia, Lituania Inferior)
    3. Sudovia
    4. Dzukija
    5. Semigalia-Deltuva-Sela
    6. Nalsza
    7. Upyta
    8. Dainava (Dainowa)

    i wiele innych

  9. Tutejszy. mówi:

    Do dobrze. Co tak zajadłeś się na Sienkiewicza? Może on kiedyś i robił błędy, ale teraz robi bardzo potrzebną robotę i bardzo starannie. Przecież większość apostołów i świętych byli przedtem złoczyńcami, a jednak im darowano (…i odpuść nam nasze grzechy, jako i my im odpuszczamy…). Życzę Ci w Nowym Roku więcej tolerancji i miłosierdzia

  10. Litwin mówi:

    Informacja nie scisla – dziennik Michala Romera jest wydany na Litwie.

  11. Mateusz Rzymski mówi:

    Litwin. Ale czy kompletne?

  12. Melania mówi:

    Do post 8.
    No i wylazi twoja wiedza jaka nauczyli sowieckie politruki. Z taka osoba nie ma co dyskutowac.

  13. Michał Romer Dziennik 19 IV 1927 mówi:

    “Wiem, ze czasami tam w Polsce-przynajmniej niektóre koła-darzą mnie tym bolesnym epitetem “renegata. Ale jakże oni się mylą! I jak bolesny jest ten epitet dla mnie. Mój Boże-czyż potrzebuję to w dzienniku moim znowu tłumaczyć? Polski nie tylko się nie zaparłem i nie “znienawidziłem”, jak ją nienawidzą Litwini, ale ją kochałem i kocham. Byłbym najszczęśliwszy-właściwie wtedy byłbym szczęśliwy-gdybym doczekał pojednania i szczerego porozumienia polsko-litewskiego”

  14. tak mówi:

    Michal uwazal, ze pakt ivan bassanavic/krol von Urach to plan zniszczenia Litwy pazurami ciemnych, agresywnych wioskowych litwomanow

  15. Jaki Machal?... Jaki Michal?... mówi:

    Komentarz usunięty.

  16. RB mówi:

    do bełkotu z postu 15:

    nawet angielska werja wikipedii podaje: Michał Pius Römer. Ponoć używał dwóch form nawet na Litwie międzywojennej. Więc nie przeżywaj. 😉

  17. tomasz mówi:

    Nie było nigdy żadnego Baracka Obamy. Jest tylko Barackas Obamas. Tak jest znany w całym świecie bo cały świat mówi po litewsku. 🙂

  18. do RB mówi:

    Komentarz usunięty.

  19. Michał Romer, dziennik 9.12.1919 mówi:

    “Nie jestem pewny, że do Litwy do której wracam, będę zrozumiany i nie zostanę otoczony nieufnością, a może nawet pewną niechęcią głuchą, jako ten, który przecie nie jest Litwinem rdzennym i nie chce przestać być Polakiem litewskim. Wracając bowiem do Litwy wracam, jako jej prawowity obywatel, ale nie renegat. Jestem Polakiem, obywatelem prawowitym Litwy, krajowcem Litwy- nie kresowcem Polski”

  20. do RB mówi:

    Komentarz usunięty.

  21. krzysztof mówi:

    W taki oto sposób i na tak wysokim poziomie jak w postach 18 i 20 patrioci litewscy walczą o nieskazitelną litewskość Michała Romera. Tylko pogratulować !

  22. do krzystof mówi:

    Komentarz usunięty.

  23. Białostoczanin mówi:

    Moja prababka była polskojęzyczną Żmudzinką, ale język litewski również znała, bo w owym czasie ludność na Żmudzi była bardzo zacofana i nie wszyscy chłopi znali język polski, a i niektórzy nie chcieli się uczyć polskiego i integrować ze społeczeństwem, już wtedy nacjonalistycznie nastawione jednostki, agenci za pieniądze carskie i cesarskie buntowały stan chłopski przeciwko Polakom.

  24. do Bialoblablala...jakostam..-anina mówi:

    Komentarz usunięty.

  25. krzysztof mówi:

    Do 22 i 24 : Jeszcze raz szczere gratulacje z mojej strony ! Przede wszystkim z racji umiejętności operowania klarownym jezykiem, z powodu zachowania dyscypliny myślowej, a także z powodu niecodziennej umięjetności poruszania wielu wątków na raz, teoretycznie w jednym temacie (Michał Romer, etniczny obóz koncentracyjny,Via Baltica, błota Augustowskie, Łomża,
    polska “uber-narodowa niechecz” itd.).
    Jesteś wielki, mój wspaniały polemisto ! Litwa Ci kiedyś podziękuje !

  26. do krzysztof mówi:

    citatki z ksiazek wypisywac wielkiej dyskursywnosci mysli tez, przepraszam, niewymaga.

  27. krzysztof mówi:

    Do 26 : Nie rozumiem o co ci chodzi. Twoja “dyskursywność” jest zerowa.

  28. Elżbieta mówi:

    Szanowna Pani! Przeczytałam pani artykuły w “Kurierze Wileńskim” i jestem pod wrażeniem.Bardzo bym chciała otrzymać namiary jak nabyć książkę “Wspomnienia” o rodzie Romerów? Druga sprawa to pani nazwisko “Podmostko”, które ja też noszę po pierwszym mężu śp.Kazimierzu-Jarosławie.Jego rodzice Mikołaj i Melania Podmostko przyjechali do Polski w 1946r z wileńszczyzny, obecnie tereny należą do Białorusi(Święciany).Ponieważ nazwisko to ,jest bardzo rzadko spotykane w kraju,może Pani coś więcej wie o swoich korzeniach,Będę wdzięczna za każdą informację. Pozdrawiam serdecznie.Elżbieta Podmostko-Janulin (drugi mój mąż również pochodził z samego Wilna),a ja się urodziłam na Mazowszu.

  29. Litwin do Tomasza mówi:

    szyderstwa na temat litewskiego języka wygląda nie powažne.

  30. Kmicic: mówi:

    do Litwin do..29
    wymuszona zmiana rodowych (również historycznych!)nazwisk polskich na obco brzmiące dziwolągi litewskie(tak naprawdę brzmią dla uszu Polaka) to nie szyderstwo z jezyka litewskiego,to po prostu BARBARZYŃSTWO!

  31. macenas mówi:

    Serdeczne podziękowanie Panu Sienkiewiczowi za ogromną pracę wyświetlając szlachetne postacie Wienszzczyzny. Nie ma różnicy, czy podoba się komu czy nie Michał Romer, czy ktoś inny, chodzi o wiedzę kim byli, jaką mieli motywacje życia, działalności,jaką była atmosfera ich epoki, a ci chętni naklejać ludziom nalepki, – precz do budy…..

  32. torp mówi:

    co ma zawodowy komuch sienkiewicz do Romerow? Mozna podziekowac wszystkim wyuczonym za sovietow propagandystom

  33. to torp mówi:

    Dzieki Sienkiewiczowi Stefania wydala Wspomnienia, a co ty napisales, odredagowales???

  34. to torp mówi:

    a gdzie ty tak wyuczony pisać złośliwe i głupie komentarze???

  35. Piotr mówi:

    Ponieważ ostatni wpis jest sprzed kilku dni:
    Pamiętajmy o sławnych Polakach – mieszkańcach Wilna. Generał Tadeusz Góra zdobył pierwszy na świecie Medal Lilienthala, rozsławiając Polskę, Wilno, Soleczniki Małe

    Pogrzeb śp generała brygady pilota Tadeusza Góry
    piątek, 08 stycznia 2010 09:18

    Pogrzeb gen. bryg. w st. spocz. pil. Tadeusza Góry, zmarłego 4 stycznia w wieku 92 lat, odbył się w Świdniku 8 stycznia 2010 roku.

    W uroczystości pogrzebowej uczestniczyli przedstawiciele lotnictwa wojskowego i cywilnego. List kondolencyjny od Prezydenta RP odczytał płk Marek Paterek, w imieniu Sił Powietrznych śp. Tadeusza Górę pożegnał gen. broni pilot Andrzej Błasik Dowódca Sił Powietrznych. W uroczystościach pogrzebowych udział wzięli m.in. Szef Wojsk Lotniczych gen. bryg. pil. Ryszard Hać, Dowódca 4 Skrzydła Lotnictwa Szkolnego gen. bryg. pil. Tomasz Drewniak. Wyrazy pamięci o Zmarłym złożyły licznie zgromadzone poczty sztandarowe oraz licznie przybyli mieszkańcy Świdnika.

    Podczas Mszy Św. w kościele Najświętszej Maryi Panny Matki Kościoła w Świdniku, sprawowanej z ceremoniałem wojskowym, której przewodniczył Biskup Polowy WP gen. dyw. prof. dr hab. Tadeusz Płoski, licznie zgromadzili się na modlitwie przyjaciele i rodzina zmarłego, przedstawiciele duszpasterstw wojskowych, rodzajów Sił Zbrojnych RP, służb mundurowych, stowarzyszeń i kół. Nie zabrakło licznej delegacji WSOSP i Liceum Lotniczego z Dęblina. Całą uroczystość pogrzebową uświetniła Kompania Reprezentacyjna Sił Powietrznych i Orkiestra Garnizonowa z Dęblina.

    Podczas pogrzebu piloci świdnickiej firmy LPU “HELISECO” oddali Generałowi Górze powietrzny hołd przelatując nad cmentarzem dwoma śmigłowcami PZL W-3 Sokół. Generał Tadeusz Góra został pochowany w Świdniku na cmentarzu komunalnym w alei Zasłużonych.

    kpt. Grzegorz Grabarczuk

    oficer prasowy 4 SLSz

    Tadeusz Góra jako pierwszy pilot szybowcowy na świecie został 7 stycznia 1939 r. wyróżniony przez Międzynarodową Federację Lotniczą (FAI) Medalem Lilienthala za rekordowy przelot otwarty wykonany 18 maja 1938 roku na szybowcu PWS-101 na dystansie 577,8 km z Bezmiechowej w Bieszczadach do Małych Solecznik pod Wilnem.

    Tadeusz Góra urodził się 19 stycznia 1918 r. w Krakowie w rodzinie Bronisławy z domu Wiszniewskiej i Jana, legionisty, żołnierza zawodowego WP i Staży Granicznej. Edukację rozpoczął w szkole powszechnej w Stryju (trzy pierwsze klasy) a ukończył w Zamościu, gdzie uczęszczał następnie do gimnazjum, następnie w Stryju i w Nowym Targu. Było to spowodowane częstymi służbowymi przeniesieniami ojca. Po przejściu którego w 1933 roku na emeryturę, kontynuował naukę w gimnazjum w Wilnie, gdzie przeniósł się z rodziną.

    Na początku 1934 r. zapisał się do Aeroklubu Wileńskiego – pod koniec czerwca 1934 r. rozpoczął na szybowcach “Wrona” i “CWJ” szkolenie w Grzegorzewie niedaleko Wilna, uzyskując kategorie “A” i “B”. Rok później zdobył w Bezmiechowej kategorię “C”, a latem 1936 r. w ramach Przysposobienia Wojskowego Lotniczego ukończył w Łucku kurs pilotażu samolotów sportowych.

    Brał udział w wielu konkursach szybowcowych, próbował także bić różnorakie rekordy. 13 maja 1937 r. wykonał w Bezmiechowej lot na długotrwałość, utrzymując się w powietrzu przez 18 godzin. W sierpniu tego roku, na szybowcu SG-3 bis wygrał V Krajowe Zawody Szybowcowe w Inowrocławiu.18 maja 1938 r. na szybowcu PWS-101 przeleciał z Bezmiechowej do Solecznik Małych k. Wilna, pokonując odległość 578 km, ustanawiając rekord świata. Za wyczyn ten odznaczony został Medalem Lilienthala, Wiosną 1939 r., startując na PWS-101 w Międzynarodowym Zlocie Szybowcowym we Lwowie, zajął II miejsce. W tym samym roku wykonał przelot z szybowiska Polichno w Górach Świętokrzyskich do Bydgoszczy (304 km).

    W lecie 1939 r. pełnił rolę pilota holującego w Polichnie, gdzie zastał go wybuch wojny. Na RWD-8 przeleciał do Łucka, gdzie po wkroczeniu wojsk radzieckich został aresztowany. Uciekł i przez Włodzimierz Wołyński dotarł do Równego a następnie do Wilna. W listopadzie 1939 r. wyruszył do Kowna na Litwie. Po trzech tygodniach oczekiwania tam w polskim konsulacie otrzymał paszport i wizę na wyjazd do Francji. Pociągiem dotarł do Rygi, a następnie samolotem do Sztokholmu. Ze stolicy Szwecji odpłynął norweskim statkiem do Newcastle w Anglii. Skierowany został do Francji i w stopniu szeregowca włączony do personelu Centrum Wyszkolenia Lotnictwa w Lyon-Bron. Po kapitulacji wojsk francuskich ewakuował się do Wielkiej Brytanii.

    Tam na przełomie 1940 i 1941 r. szkolił się i latał jako pilot współpracy z obroną przeciwlotniczą. Późnym latem 1941 r. został wysłany do 61 OTU w Heston na kurs pilotażu myśliwskiego, po którego ukończeniu przydzielony został 7 październiku 1941 r. najpierw do 306 Dywizjonu “Toruńskiego”, a po trzech dniach do 316 Dywizjonu “Warszawskiego”. Pierwszy lot bojowy wykonał 18 grudnia 1941 r. (wymiatanie nad Dunkierką), a już w siódmym uszkodził FW 190 (10 kwietnia 1942 r. nad St. Omer). 3 czerwca 1942 r. nad Le Havre zestrzelił na pewno Focke-Wulfa, ratując tym samym Bostona, którego Niemiec pragnął zaatakować. 9 stycznia 1943 r. Góra odszedł na kurs do Szkoły Podchorążych Piechoty i Kawalerii Zmotoryzowanej w Szkocji. Ukończył go 15 kwietnia 1943 r. w stopniu podporucznika i po krótkim urlopie powrócił do 316 dywizjonu. 13 maja 1943 r. nad Abbeville prawdopodobnie zniszczył FW 190, a 4 września 1943 r. uzyskał nad Lille kolejne prawdopodobne zestrzelenie – także Focke-Wulfa.

    W lipcu i sierpniu 1944 r. wykonał 28 lotów na przechwytywanie V-1, 31 lipca 1944 r. niszcząc jedną z latających bomb. Ostatni lot bojowy w wojnie wykonał 30 października 1944 r. (eskorta bombowców nad Kolonię). 3 listopada 1944 r. odszedł na odpoczynek do Blackpool, a 16 stycznia 1945 r. przydzielony został jako pilot rozprowadzający do 12 Ferry Unit. 2 maja 1945 r. powrócił do jednostki bojowej, z przydziałem do 315 Dywizjonu “Dęblińskiego”. 2 sierpnia 1945 r. przeniesiony został do 306 dywizjonu, gdzie objął dowództwo eskadry “B”. W dywizjonie pozostał aż do jego rozwiązania 6 stycznia 1947 r.

    Służbę w Polskich Siłach Powietrznych Tadeusz Góra zakończył w stopniu porucznika i angielskim Flight Lieutenanta. Wykonał łącznie 111 lotów bojowych i 47 operacyjnych, za co odznaczony został Krzyżem Srebrnym Orderu Wojennego Virtuti Militari (nr 10767) oraz trzykrotnie Krzyżem Walecznych. 15 kwietnia 1948 r. odpłynął z Anglii do Polski. W kraju znalazł pracę na stanowisku instruktora szybowcowego w szkole na Żarze koło Żywca. 23 lipca 1950 r. osiągnął na Żarze przewyższenie 5038 metrów, zdobywając tym samym ostatni warunek do Złotej Odznaki Szybowcowej z Trzema Diamentami, którą otrzymał jako pierwszy Polak, a drugi pilot na świecie. W 1953 r. uzyskał uprawnienia pilota doświadczalnego II klasy i został oblatywaczem w Instytucie Szybownictwa w Bielsku-Białej. Potem pełnił także funkcję szefa wyszkolenia Aeroklubu Bielskiego. W 1956 r. startował na Szybowcowych Mistrzostwach Świata we Francji, zajmując 24 miejsce. W 1962 r. został szybowcowym mistrzem Polski, poprawił też własny rekord długości lotu – pokonał 630 km (od granicy z NRD do do Hrubieszowa).

    Po październiku 1956 r. przed Górą otworzyła się szansa powrotu do lotnictwa wojskowego. W 1957 r. już jako kapitan skierowany został na trzymiesięczny kurs teoretyczny do Oficerskiej Szkoły Lotniczej w Radomiu. Tam odbył przeszkolenie w pilotażu odrzutowców, kolejno na samolotach MiG-15, MiG-17 i MiG-19 (w pułkach w Poznaniu i Modlinie). 30 czerwca 1960 r. na skutek jednoczesnej awarii obu silników podczas startu na MiGu-19 i wobec zbyt małej wysokości na bezpieczne katapultowanie, dzięki olbrzymiemu doświadczeniu szybowcowemu, podjął decyzję lądowania z lotu ślizgowego. Nie odniósł żadnych obrażeń, minimalnie uszkadzając jedynie spód kadłuba i po trzydniowym zwolnieniu lekarskim powrócił do latania. W wojsku służył do 1972 r., do cywila został zwolniony w stopniu podpułkownika. W Świdniku w 1977 r. rozpoczął szkolenie na śmigłowcach, w rok później uzyskał uprawnienia instruktorskie. Od wiosny 1979 r. do jesieni 1981 r. szkolił libijskich pilotów na Mi-2, a w 1987 r. wykonał w Polsce ostatni lot za sterami śmigłowca.

    W 1970 roku za wieloletnią działalność otrzymał Medal Tańskiego a w 1988 roku Złoty Medal Aeroklubu Polskiego z numerem 2, posiada również Tytuł Zasłużonego Mistrza Sportu. Na samolotach wylatał 4000 godzin, na szybowcach 2000 godzin.

    Rada Miasta Świdnika 19.01.1998 r. nadała mu tytuł honorowy “Zasłużony dla Miasta Świdnika”, a w 2001 r. otrzymał od władz samorządowych godność „Honorowego Mieszkańca Miasta i Gminy Lesko”. 18 maja tegoż roku był przy uroczystości wmurowania aktu erekcyjnego pod nowo powstający Akademicki Ośrodek Szybowcowy w Bezmiechowej i złożył na nim swój podpis. W roku 2002 Minister Obrony Narodowej mianował Tadeusza Górę do stopnia pułkownika. W maju 2003 r., z jego udziałem odbyła się tu uroczystość odsłonięcia tablicy upamiętniającej 65. rocznicę zdobycia Medalu Lilienthala, a w sierpniu 2004 r. Akademicki Ośrodek Szybowcowy Politechniki Rzeszowskiej w Bezmiechowej został nazwany jego imieniem.

    W dniu 88 rocznicy urodzin – 19 stycznia 2006 r. odznaczony został Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski, a 14 czerwca 2006 – w Alei Gwiazd Polskiego Lotnictwa w dęblińskiej „Szkole Orląt” odsłonięte tablicę poświęconą płk. pil. Tadeuszowi Górze. W październiku tego samego roku otrzymał Wyróżnienie Honorowe „DEDAL” za instruktorski wysiłek w szkoleniu polskich pilotów. 1 lutego 2007 roku na Zamku Królewskim w Warszawie odbyła się prapremiera filmu biograficznego w reżyserii Adama Ustynowicza, zatytułowanego „Dziennik pilota Góry”. 15 sierpnia 2007 roku Prezydent RP awansował Tadeusza Górę do stopnia generała brygady w stanie spoczynku.

    Gen. bryg. w st. spocz. pil. Tadeusz Góra zmarł 4 stycznia w wieku 92 lat, jego pogrzeb odbył się w Świdniku 8 stycznia 2009 roku.

  36. barbara mówi:

    Dzięki,za ciepło,takie jakie mają w sobie wilniuki.Chcę kupic ksiazkę Pani Romer,jak to zrobić?Pozdrawiam serdecznie.barbara.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.