3
Santa Cecilia, czyli przygoda z piosenką religijną

Cecyliada nie jest żadnym konkursem czy festiwalem, jest po prostu nieco innym sposobem na chwalenie Boga Fot. Zbigniew Markowicz

W minioną sobotę w Landwarowie odbyła się VI już Cecyliada, czyli tradycyjny festiwal piosenki religijnej. Św. Cecylia (patronka muzyki i pieśni sakralnej) tym razem była dwukrotnie uhonorowana. W dniu Jej święta cały Kościół, chóry i zespoły parafialne modliły się do Niej. A muzyką i pieśnią (z racji na pandemię grypy) uczczono Ją dopiero teraz.

Organizatorem Cecyliady był parafialny klub PAX, zaś opiekunem duchowym Jan Paweł II. Tradycyjnie święto rozpoczęło się Mszą św., którą celebrował ksiądz Jacek Paszenda, a ze żłóbka bożonarodzeniowego wszystkiemu błogosławił ten „maleńki, kochany, najmniejszy, maleńki, a przecież największy”.

Kiedy podczas Mszy św. ksiądz spytał młodzież, kto właściwie zapoczątkował śpiew jako taki, padały różne wypowiedzi. Ktoś mówił, że chyba Dawid, inny, że musiał to być ktoś ze Starego Testamentu. Ale żadna z odpowiedzi i domysłów nie były prawidłowe, bo okazało się, że pierwsze pieśni śpiewali Aniołowie w niebie. Uważa się, że pierwszy był hymn „Święty, święty, święty”, który do dziś śpiewają Aniołowie i my również podczas każdej Mszy św. go śpiewamy. A skoro śpiewają Aniołowie, to widocznie musi to być najbardziej doskonała forma modlitwy i chwalenia Boga. I dobrze się stało, że tegoroczna Cecyliada wypadła w okresie bożonarodzeniowym, bo przy okazji młodzież zaprezentowała też kilka przepięknych, nowoczesnych kolęd, takich jak „Maleńka Miłość” i in.

Ale to jeszcze tak jakby tytułem wstępu, bo tegoroczna Cecyliada miała sporo nowych akcentów. Owszem, nieco mniej zespołów uczestniczyło niż w roku ubiegłym, ale jedną trzecią z nich stanowili nowicjusze. Może trochę mniej śmiali i nie na takim wysokim poziomie jak „stare wiarusy”, ale cześć im i chwała, że przyjechali, że wnieśli pewne nowe akcenty. Brawo, nowicjusze i do przodu!

Mówiąc o debiutantach nie sposób pominąć zespołu dziecięcego ze szkoły w Pikieliszkach, grupy tanecznej „Credo” z Landwarowa, scholi dziecięcej z parafii Serca Jezusowego w Wilnie, teatrzyku „Uciecha” z Landwarowa, dziecięcej orkiestry „Totus Tubus”, scholi z Szumska i in.

Cecyliada zresztą nie jest żadnym konkursem czy festiwalem (choć często tak ją nazywamy), jest po prostu nieco innym sposobem na chwalenie Boga, na integrację międzyparafialną, sposobem na lepsze wzajemne poznanie się, na uczenie się wzajemnie sobie pomagać, wspierać się. Razem śpiewać, razem tańczyć, ale i razem przeżywać porażki życiowe.
Tomasz Maconko, student pierwszego roku informatyki na Uniwersytecie Wileńskim i Marek Stasiulewicz, uczeń 10 klasy z Landwarowa, którzy od lat są odpowiedzialni za oprawę muzyczną Cecyliady, jednogłośnie twierdzą, że bardzo dobrze się czują w tym towarzystwie, że łączy ich religia i wspólne zabawy, że Bóg i prawdziwa przyjaźń w ich życiu bardzo wiele znaczy.

No, a uroczystość tradycyjnie rozpoczęły, już nie małe, jak przed laty, a prawie dorosłe „Iskierki” pięknym wezwaniem: „Aniele, Aniele mój, boski posłańcu, przy mnie stój, stój w tańcu i przy różańcu”… I tak to pod opieką Anioła Stróża tegoroczna impreza, przerywana religijnymi zgadywankami, ruszyła do przodu. Właśnie impreza, bo po występach zespołów młodzież oczekiwała wesoła zabawa, czyli „cecyliadowa dyskoteka”.

Bo Cecyliada, to takie modlitewne, bardzo szczere i osobiste spotkanie z Bogiem na wesoło, spotkanie bardzo przyjacielskie .

Chór dziecięcy z parafii Św. Jana Bosko Fot. Zbigniew MarkowiczI rozpoczęło się owo spotkanie z Bogiem poprzez pieśń, taniec, muzykę oraz zgadywanki religijne. Trudno powiedzieć, co lepiej się udawało młodzieży, bo ze wszystkim sobie radzili na medal. Nie sposób było nie zauważyć małej solistki Doroty Michałowskiej ze szkoły im. Konarskiego w Wilnie, która grała na organkach i solo czyściutkim dźwięcznym głosikiem wykonała przepiękną pieśń maryjną pt. „Matko życia, Maryjo”. Jest uczennicą szóstej klasy, jednocześnie już piąty rok uczy się w szkole muzycznej. Jak sama mówi, interesuje się bardzo muzyką, szczególnie średniowieczną i z okresu renesansu, lubi też poezję i śpiew. Jest przekonana, że gdyby dziś Pan Jezus tak chodził tu, jak kiedyś chodził po Palestynie, to na pewno przyszedłby na Cecyliadę, razem śpiewał i bawił się ze wszystkimi.

Zdanie to podzielają także Ewelina Jurkiewicz i jej koleżanki.

— Ponieważ my staramy się z Jezusem cieszyć, staramy się też z nim smucić, tak jak potrafimy towarzyszyć Mu w Jego sprawach, to myślę, że choć niewidzialnie, ale stale jest z nami. Wszak podczas życia na ziemi też był ze swoim ludem. Leczył, uzdrawiał, czasem karcił, uczestniczył w weselu w Kanie Galilejskiej i pił ze swym ludem wino, z rybakami wypływał na połów ryb — mówi Ewelina.

Jak się okazało, Cecyliada z każdym rokiem nabiera coraz to większej wagi. I nie chodzi tu tylko o poziom wykonania takich czy innych pieśni. Chodzi przede wszystkim o to, że coraz wyraźniej i głębiej Bóg wchodzi do młodych serc już nie tylko od święta, ale też na co dzień. Jest z nimi w szkole, na studiach, w radościach i smutkach, na zawodach sportowych i na dyskotekach. Słowem: „i w tańcu i w różańcu”. I to jest chyba podstawowym celem takich imprez jak Cecyliada, Parafiada, różnego rodzaju jasełka, karnawały, festyny i festiwale, akcje dobroczynne itp.

— Dzięki za to wszystko Bogu i naszej kochanej młodzieży — mówi siostra Mirosława Kozioł, główna inicjatorka wielu pomysłów i imprez.

3 odpowiedzi to Santa Cecilia, czyli przygoda z piosenką religijną

  1. Anonim mówi:

    Takie bledy robic, to grzex….”nowoczesnych kolęd, takich jak „Maleńka Miłość””? Nie bylo takiej piosenki, to musiala byc koleda “Uciekali”; dalej:”
    dziecięcej orkiestry „Totus Tubus””? TOTUS TUUS- caly Twoj, tak mowil Papiez Jan Pawel II… wstyd Kurierze…

  2. II anonim mówi:

    tak wlasnie ^.^
    i te piosenke wykonali zespol “randeo anima”
    i “malenkiej milosci” nie bylo
    wolno bylo w programie zobaczyc 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.