9
Blaski i cienie szkolnictwa polskiego w Niemczech


Sprawy szkoły polskiej interesowały mnie zawsze, ale właściwie tylko teoretycznie. Praktyka zaczęła się wówczas, gdy moje własne dzieci dorosły do szkoły. Wyboru, jak to się dzieje w Wilnie czy Wileńszczyźnie, nie było, szkoła była tylko jedna. Niemiecka. Mieszkam bowiem z rodziną w Północnej Nadrenii-Westfalii w pięknym ćwierćmilionowym Monastyrze (Münster). Jak się później okazało, korzystna to lokalizacja. Od niedawna bowiem odbywa się tu oficjalnie nauczanie języka polskiego jako ojczystego, a uzyskany stopień zostaje uwzględniony w świadectwie dojrzałości. Toteż w te pędy zapisałam moje maluchy na te zajęcia, które prowadzi jedyna nauczycielka, pani Renata Kaczmarek. Zawsze pogodna, zrównoważona, opiekuńcza, nie narzeka na przeciwności losu, które pewnie załamałyby niejednego wileńskiego polonistę.

Alicja Rybałko


Renata Kaczmarek

Czy szkoła polska w Niemczech w ogóle istnieje?

Nie, w takim sensie jak np. w Wilnie nie istnieje. Są to zajęcia fakultatywne. Poza tym istnieją tak zwane szkoły polskie, np. w Kolonii, zakładane dla dzieci pracowników konsulatów i ambasad, do których mogą uczęszczać też inne dzieci polskiego pochodzenia. Są to jednak szkoły uzupełniające, dzieci uczą się po południu polskiego, historii i geografii Polski, a co rano idą do zwyczajnej szkoły niemieckiej.

Nauczanie w języku ojczystym i nauczanie języka ojczystego — na pozór niewielka różnica, ale tylko na pozór. Nauka języka ojczystego w szkole publicznej — co się za tym kryje?

Nauczanie języka ojczystego odbywa się po zajęciach szkolnych, raz tygodniowo, przez trzy godziny lekcyjne. Zajęcia odbywają się przy normalnych szkołach niemieckich, w przypadku Münster są to dwie szkoły, odgórnie przydzielone z kuratorium. Dzieci zazwyczaj są dzielone na dwie grupy wiekowe: 1-4 klasa i 5-10 klasa. W grupie bywa 14-26 dzieci. Znajomość języka ojczystego jest różna, od bardzo dobrej po znikomą. Nauczyciela opłaca strona niemiecka, podręczniki też. Warunkiem założenia takiej grupy jest zawsze życzenie rodziców, musi być przynajmniej 15 podań. Dodam, że nauczanie w szkołach zaczęłam w Münster od marca 2008 roku, przedtem prowadziłam 4 grupy po 1 godzinie zajęć raz w tygodniu przy kościele Polskiej Misji Katolickiej dla 70 uczniów, co było wspierane przez Macierz Szkolną. Potem dowiedziałam się poprzez Związek Nauczycieli Języka Polskiego w Kolonii, że istnieje prawna możliwość nauczania języka polskiego w szkołach, złożyłam odpowiednie wnioski i udało się. Niektórzy uczniowie uczęszczają na zajęcia zarówno w szkole, jak i przy kościele, bo tu lekcja języka połączona jest z lekcją religii po polsku.

Ilu ma Pani uczniów i czy daje Pani sobie sama radę?

W tej chwili mam 117 uczniów w szkołach oraz 46 uczniów przy kościele Antoniuskirche. Daję sobie radę, bo ilość tych godzin nie wypełnia całego etatu (etat nauczyciela w Niemczech to 28 godzin tygodniowo). Rodzice często nie decydują się na obciążanie swoich dzieci dodatkowymi zajęciami, mają problemy z czasem, z dojazdem. Codzienność zmusza ich do tak wielu ograniczeń, więc po co zawracać sobie głowę jeszcze jednym. Czasami mówią: moje dziecko właściwie umie doskonale po polsku, bo przecież pisze maile i bierze udział w internetowych czatach…

Na Litwie powszechne jest przekonanie, i to nie tylko wśród Polaków, że nauczanie w języku ojczystym jest niezbędne nie tylko dla zachowania stanu posiadania narodu czy mniejszości narodowej, ale również dla harmonijnego rozwoju dziecka. Dzieci z rodzin polskich (tureckich, chińskich, afgańskich) w Niemczech nie mają właściwie wyboru: muszą uczęszczać do szkoły niemieckiej i kropka. Czy coś się w tej sytuacji zmienia?

To przekonanie może być słuszne lub nie w zależności od uwarunkowań historycznych i społeczno-politycznych. Emigrant, azylant, przesiedleniec w Niemczech, każdy z nich będzie miał inne potrzeby i motywacje do tego, by zachować własną kulturę w takim czy innym stopniu. Ich sytuacja wyjściowa jest odmienna od sytuacji Polaków na Litwie. Teza o niezbędności nauczania w języku ojczystym ma swoje uzasadnienie i dziś coraz częściej się o tym słyszy, że tylko solidne korzenie zapewnią sukces w edukacji. Osoby jednojęzyczne już teraz są na świecie w mniejszości, proces ten będzie z czasem przybierał na sile. Niemcy stają się krajem multikulturalnym, co piąta osoba należy do innej kultury niż niemiecka. Kiedy w latach 60. i później przyjeżdżali do Niemiec robotnicy najemni, rodziły się enklawy, np. tureckie, w niewielkim stopniu integrujące się z resztą społeczeństwa. W czasach obecnych kwestia integracji z jednej, a języka ojczystego z drugiej strony bardzo często stanowi przedmiot troski państwa, a troska ta przekłada się na odpowiednie decyzje i prowadzi do intensywnych badań naukowych na ten temat. Na ostatnią konferencję dla nauczycieli polskich w Kolonii zaproszono poważnych naukowców niemieckich. Ich badania potwierdziły olbrzymie znaczenie nauczania języka ojczystego dla rozwoju językowego i ogólnego dziecka. Są tacy, którzy uważają nawet, że angielski jako drugi język dla niemieckich dzieci ma za mały stopień trudności, należałoby wprowadzić obowiązkowe nauczanie jakiegoś słowiańskiego albo tureckiego…

Czyli od nowa wynaleziono rower?…

Tak. Ale ktoś musi społeczeństwu pewne rzeczy wytłumaczyć na poziomie medialnym i dobrze jest, kiedy to czynią naukowcy. Obecnie istnieje trend, żeby w sektorze państwowym (policjanci, nauczyciele itd.) zatrudniać jak najwięcej pracowników z „migracyjnym życiorysem”, to znaczy takich, których rodzice wprawdzie przyjechali z jakiegoś innego kraju, ale którzy zdobyli wykształcenie w Niemczech i dobrze się tu czują. Urzędnicy Schulamtu, czyli kuratorium są przekonani, że dobre opanowanie języka ojczystego pomaga nauce języka niemieckiego.

Czy zauważa Pani zmiany w mentalności społecznej? Wychowując swoje dzieci w dwujęzyczności (ich ojciec jest Niemcem), zetknęłam się z powszechnym uznaniem, szczególnie wśród młodszych Niemców. Niektórzy wzdychają nawet: „Twoje dzieci to mają szczęście!”. Mówię z dziećmi po polsku wobec ich kolegów i nikomu to jakoś nie przeszkadza.

Korzyści ze znajomości każdego następnego języka przekładają się prawie automatycznie na sukces, przede wszystkim na sukces zawodowy. Znam wiele sytuacji, w których młodzi ludzie wygrywali na rynku pracy właśnie dlatego, że byli wielojęzyczni. Ten pragmatyzm podejścia ma swoje uzasadnienie, choć na szczęście, nie jest jedynym faktorem, motywującym do nauki języka polskiego. Przyjechałam do Niemiec z rodziną 12 lat temu. Moja starsza córka poszła do trzeciej klasy, nie znając niemieckiego. Było to w marcu, a w czerwcu, pod koniec roku szkolnego mówiła już dobrze po niemiecku i znalazła się w gronie najlepszych uczniów. Nie zdawałam sobie sprawy, że jako cudzoziemka nie miała łatwego życia. Była wyzywana, odrzucana, nie zapraszana na wspólne spotkania, na urodziny itd. Działo się to w małym miasteczku, gdzie cudzoziemcy należeli raczej do rzadkości. Po ukończeniu podstawówki, w gimnazjum nie przyznała się do polskiego pochodzenia, nie pozwalała nam, rodzicom, przychodzić do szkoły, rozmawiała tylko po niemiecku. Dopiero później zaakceptowała i polubiła własną polskość, problem rozwiązał się sam.

Czy z tego pokolenia powstanie jakościowo nowa Polonia?

Sama jestem tego ciekawa i często o tym myślę. Widzę, że moje dzieci i moi uczniowie potrafią wydobyć z obu kultur to, co w nich najlepsze. Na przykład, doskonale łączą polską spontaniczność, skłonność do improwizacji i niemiecki ordnung, systematyczność. Zresztą teraz Polonia jest bardzo zróżnicowana i na pewno będzie taką w przyszłości.

A Pani skąd pochodzi?

Urodziłam się na tzw. Ziemiach Odzyskanych, w Koszalinie. Ojciec pochodzi spod Warszawy, mama — spod Nowogródka. Była tam taka wieś Wygoda, teraz już chyba nieistniejąca. Mama pamięta jeszcze resztki karczmy, może to ta sama, w której podobno zatrzymała się matka Mickiewicza w drodze z Nowogródka do Zaosia, będąc w zaawansowanej ciąży. Niektórzy mickiewiczolodzy twierdzą, że w karczmie Wygoda urodził się nasz Wieszcz.

Pani pracuje z dziećmi o bardzo różnym poziomie językowym, niektóre nie potrafią nawet mówić po polsku, a wszystkie podczas przerwy przechodzą na niemiecki. Zajęcia odbywają się przez zaledwie parę godzin tygodniowo. Jaki cel przyświeca Pani w tej syzyfowej pracy?

Mam nadzieję, że moja praca nie jest syzyfowa. Mam sygnały od rodziców o bardzo pozytywnych efektach tych godzin lekcyjnych. Sukces jest tym większy, im bardziej zaangażowani są rodzice. Chciałabym, żeby dzieci poczuły się dobrze z tym językiem, żeby się z nim zaprzyjaźniły, żeby był zrozumiały i lubiany. Starsze dzieci i młodzież zapoznają się z literaturą polską, z ciekawymi tekstami. Oczywiście staram się też przekazywać tradycje, organizuję z pomocą rodziców Andrzejki, Wigilię, śpiewamy kolędy. 24 stycznia odbyły się w kościele św. Antoniego jasełka, wystawione przez dzieci uczęszczające tam na zajęcia.

Jak wygląda pomoc z kraju?

Do niedawna „Wspólnota Polska”, która statutowo zajmuje się wspieraniem kultury polskiej za granicą, kierowała tę pomoc przede wszystkim na Wschód, wychodząc pewnie z założenia, że rodacy w bogatych krajach zachodnich jakoś sobie poradzą. Od kilku lat pomoc stała się bardziej odczuwalna, np. przy zaopatrzeniu w podręczniki, książki, a także pomoce naukowe i sprzęt audiowizualny.

Jak widziałaby Pani przyszłość szkoły polskiej w Niemczech?

Na razie mowa tylko o nauce języka ojczystego. Politycy niemieccy nie negują tej potrzeby, ale coraz częściej słychać głosy o wprowadzeniu w szkołach nauki języka polskiego jako obcego. Z tego mogliby teoretycznie korzystać wszyscy uczniowie, niezależnie od pochodzenia, jednak odpadłoby przy tym nauczanie historii i tradycji. Ja u siebie w Münster obserwuję jednak pozytywny rozwój. Ponadto w 2012 roku skończy się okres przejściowy po wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej i Niemcy otworzą granice dla pracowników z Polski. Dawny typ emigranta zanika, teraz są to „mobilni Polacy”. Przyjeżdżają do pracy już coraz częściej z całą rodziną świadomi destrukcji rozłąki. Pytanie, czy ci Polacy będą szukali dodatkowych lekcji polskiego dla swoich dzieci. Mam nadzieję, że jednak tak.

Rozmawiała Alicja Rybałko
Munster(Niemcy)


POLONIA W NIEMCZECH

W Niemczech mieszka 82 mln osób, obcym pochodzeniem wykazuje się 19 proc.(dane z końca 2008 r.) Polonia niemiecka liczy prawdopodobnie ok. 2 mln osób. Niemiecka wersja Wikipedii nie podaje nawet szacunkowej liczby osób mówiących po polsku, zaznaczając, że jest „przypuszczalnie stosunkowo wysoka”. Ten sam autor stwierdza, że po turecku mówi ok. 2 mln, po rosyjsku — 3-4 mln osób.

Obecnie w Niemczech języka polskiego jako ojczystego w szkołach publicznych uczy się ok. 3000 uczniów, z tego 2500 w Północnej Nadrenii-Westfalii.

Polacy mieszkający w Niemczech utracili stratus mniejszości narodowej w 1940 roku w wyniku bezprawnego zarządzenia Göringa. Dopiero ostatnio Polonia niemiecka podjęła intensywne starania o przywrócenie tego statusu, zgodnie jednocząc swe głosy mimo skłócenia poszczególnych organizacji polonijnych.

Dla porównania, zgodnie z danymi spisu ludności z roku 2002 w Polsce zamieszkuje ponad 147 000 osób narodowości niemieckiej. Niemcy są jedną z 9 oficjalnie uznanych mniejszości narodowych. W roku szkolnym 2005/2006 języka niemieckiego jako ojczystego uczyło się w 350 placówkach oświatowych 35 456 uczniów. Jak wynika z Raportu MSWiA, poza tuzinem szkół dwujęzycznych nie istnieje żadna szkoła publiczna z niemieckim językiem wykładowym.


9 odpowiedzi to Blaski i cienie szkolnictwa polskiego w Niemczech

  1. yy mówi:

    My na Wileńszczyźnie to u siebie mieszkamy – większość 80-90% od pra-pradziadów, nie to co Polacy w Niemczach 70-80% to emigranci o lepsze życie.

  2. yy mówi:

    No i co, każdemu labasiancu mogę nawet i dać w mordę za moją rdzenność – bo to ja u siebie jestem w domu , a oni przybyli na Wileńszczyznę z całej Litwy i panoszą się dzisiaj tutaj jak u siebie w domu.

  3. Broda mówi:

    co oznacza slowo “labasiancu” ?

  4. krzysztof mówi:

    broda : “Labas ” to po litewsku ‘cześć” ( skrót od “dzień dobry”, czyli “labas rytas”, albo od “do widzenia”, czyli “labas dienas”).
    “Łabianiec ” ( wymowa przez “ł”)to pogardliwe określenie Litwina.

  5. Broda mówi:

    no dzieki

    krzysztof, Styczeń 31, 2010 at 21:28 –

    czyli ten yy, Styczeń 31, 2010 at 02:14 –

    wyrazal sie pogardliwie o tym litwienie ? dlaczego ?

  6. octopus mówi:

    hahhaha ¨labas dienas¨,
    Krzysztofie, slabo ten litewski idzie, lepiej sie nie popisywac 😉

  7. ciekawe mówi:

    labas rytas – dobry ranek – prawidlowo
    laba diena – dzien dobry – w tym wypadku bez “s”

  8. czarek mówi:

    Ludzie ktorzy decyduja na opuszczenie swego kraju niezawsze sobie zdaja sprawe ze ich Polskosc pojdzie wzatracenie .Drugie pokolenie , dzieci imigrantow juz gubi jezyk i obyczje ojcow.Trzecie pokolenie nie zna juz jezyka dziadkow.Proces ten jes szybszy gdy w gre wchodza malzeñstwa mieszane.Co pozostaje po latach co moglo by swiadczyc o pochodzeni? Przewaznie zle pisane i wymawiane nazwisko.Wkrajach nowych ,zbudowanych przez imigrantow jak Stany lub Kanada jest dobrze widziane przyznawac do swojch europejskich korzeni ;so Iam Polish.Polonia w naturalny sposob zniknie jezeli nie bedzie zasilana przez nowych emigrantow.
    “Ludzie decyduja sie na emigracje gdy warunki polityczne ich do tego zmuszaja lub czesciej z przyczyn ekonomicznych .”
    W swietle tego powyzszego obawy o Polonie na swiecie zamieszczone w artykole i komentarzach uwarzam za przedczasowe i nie uzasadnione !

    2

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.