0
Prywatne teatry na Litwie liczą tylko na siebie

Środek tygodnia, wileński klub „New York” przy ulicy Kalwaryjskiej, sala jest wypełniona po brzegi. Nie jest to wbrew pozorom żaden występ popularnego litewskiego czy zagranicznego wykonawcy. Ludzie przyszli obejrzeć spektakl „Vietų nėra” („Brak miejsc”), wyprodukowany przez młody i niezależny teatr „Laimingi žmonės” („Szczęśliwi ludzie”).

Podobnie było na premierze „Radio ereliai” (po polsku Orły lub Asy Radiowi), które odbyło się 30 stycznia br. w teatrze Domino, który swą siedzibę ma w stołecznym kinie Cinema Vingis. Sala teatralna liczy 404 miejsca, ale chętnych było więcej niż miejsc, organizatorzy musieli zadbać o dodatkowe krzesła.
— „Radijo ereliai” już zdążyli zdobyć sympatię widzów. Mamy nadzieję, że następny nasz spektakl „Nuodemių miestas” wg sztuki Woody Allena również będzie się cieszył popularnością —  powiedział „Kurierowi” Egidijus Baranauskas, kierownik teatru Domino. Oficjalnie teatr Domino powstał w roku 2007, chociaż pierwszy spektakl wystawiono rok wcześniej, i należy do koncernu „Makroconcert”. Obecnie jest jednym z najbardziej popularnych teatrów na Litwie. W ubiegłym sezonie największą popularnością cieszył się spektakl „Striptizo ereliai” (w polskiej wersji „Goło i wesoło”), który wyreżyserował znany polski aktor i reżyser teatralny Arkadiusz Jakubik.

Domino jest teatrem, który kieruje się zasadami zachodniego teatru komercyjnego. Koszta jednego spektaklu sięgają nawet kilkuset tysięcy litów. Teatr jednak nie tylko zwraca włożone inwestycje, ale zarabia na swoich przedstawieniach. Spektakle są pokazywane nie tylko w Wilnie, ale w całej Litwie, od Szawel po Soleczniki. Domino jest również częstym gościem na zagranicznych festiwalach teatralnych.

— Aby teatr był popularny i ciekawy, widzowi trzeba zaproponować ciekawy i nowatorski produkt. Dużą rolę odgrywa marketing oraz oczywiście praca zespołu — wyjaśnia Egidijus Baranauskas, na jakich zasadach działa współczesny teatr. „Różnorodność repertuarowa jest jedną z podstawowych zasad teatru” — uważa natomiast Ieva Zelionkaitė z teatru „Laimingi žmonės”.

Zresztą teatr nie jest jedyną branżą, w której chce realizować się grupa „Laimingi žmonės”. W przyszłości chcą realizować różne projekty socjalne i kulturowe.

— Obecnie mamy trzy przedstawienia, każde z nich jest skierowane do trochę innej publiczności. „Prie barjero” („Do bariery” wg opowiadań A. Czechowa) jest przeznaczony dla miłośników klasyki. „Mažylis ir Karlsonas” („Karlsson i Braciszek”) — dla całej rodziny, natomiast „Vietų nėra” dla osób aktywnych, lubiących szybki rytm współczesnego miasta — opowiedziała „Kurierowi” Ieva Zelionkaitė.

W odróżnieniu od rodzimej branży filmowej litewski teatr w ostatnich latach przeżywa prawdziwy renesans i cieszy się dużą popularnością nawet w czasie zapaści gospodarczej. Wciągu ostatnich 10 lat na Litwie powstało mnóstwo niezależnych i prywatnych teatrów, takich jak Domino, Laimingi žmonės czy Keistuolių teatras (Keistuolių teatras powstał zresztą znacznie wcześniej), które przyciągają rzesze, przeważnie młodych, widzów. W odróżnieniu od teatrów publicznych żyjących z państwowych dotacji, których konsekwencją są liczne skandale finansowe, teatry prywatne zarabiają własną pracą.

— Obecnie różnice w repertuarze między teatrami państwowymi i prywatnymi bardzo się zatarły. Państwowe teatry nie wykonują swojej edukacyjnej i oświatowej funkcji — podzielił się z „Kurierem” swoimi wrażeniami Egidijus Baranauskas. Jedną z podstawowych cech, która odróżnia teatr prywatny od państwowego to sposób zarządzania. Teatr prywatny nie może sobie pozwolić zatrudnić ludzi zbędnych, których w państwowych instytucjach jest pod dostatkiem.
O błędnej polityce rządowej wobec teatru i potrzebie radykalnych reform coraz częściej mówi się w litewskim świecie kulturowym. Znany litewski teatrolog Audronius Liuga jest przekonany, że obecny system, kiedy jest finansowana instytucja, a nie konkretna działalność, prowadzi donikąd.

— Państwowe teatry są finansowane tylko dlatego, że państwo zobowiązało się ich utrzymywać, natomiast co robią i tworzą jest nieważne — wypowiedział się Audronius Liuga w jednym z wywiadów. Z taką opinią nie zgadza się Martinas Budraitis, dyrektor teatru OKT/Vilniaus miesto teatras.

— Sądzę, że finansowanie teatrów przez państwo jest nie wystarczające. Ta reforma nic nie zmieni. Teatr to nie tylko spektakl, ale również pomieszczenie, na którego utrzymanie potrzebne są pieniądze i ludzie — powiedział „Kurierowi” Martinas Budraitis. OKT obecnie jest najbardziej znanym litewskim teatrem na świecie. Ich przedstawienia są stałymi gośćmi na zagranicznych festiwalach teatralnych. Teatr powstał w roku 1999 z inicjatywy Oskarasa Koršunovasa, laureata licznych teatralnych nagród na Litwie i w Europie, w tym również w Polsce. Chociaż teatr jest uważany za niezależny, to podstawowe finanse płyną z budżetu rządowego i samorządowego.

— Z biletów nie da się wyżyć, jeśli się tworzy teatr niekomercyjny, gdzie na pierwszym miejscu jest wartość artystyczna oraz wizja reżyserska, a nie zysk — uważa Martinas Budraitis.

Prywatne teatry muszą na siebie zarobić sami.

— Jesteśmy absolutnie odpowiedzialni za swoje istnienie, tylko od własnej pracy zależy los naszej instytucji. Taką sytuację oceniamy na plus, dodaje nam motywacji — powiedziała „Kurierowi” Ieva Zelionkaitė, rzecznik prasowy teatru „Laimingi žmonės”. Oczywiście niezależność ma swoją cenę. — Nadal nie mamy stałego miejsca na próby. A ceny wynajęcia sali „są słone” — dodaje Ieva Zelionkaitė, dlatego poszukuje się prywatnych sponsorów, którzy pokrywają pewną część wydatków. — Podstawowe nasze dochody pochodzą ze sprzedaży biletów. Czasami spektakl ma prywatnych sponsorów, którzy finansują projekt w zamian za reklamę — powiedział Egidijus Baranauskas.

W branżę teatralną, podobnie jak w inne dziedziny kultury, uderzył nie tylko obecny kryzys gospodarczy, ale również działania rządowe go zwalczające.

— Z jednej strony zmniejszyła się liczba widzów, z drugiej — zwiększono podatki. Zwłaszcza odczuli to mieszkańcy niedużych miast. Musieliśmy odłożyć nasz turnus po mniejszych miejscowościach — wyjaśnił sytuację Egidijus Baranauskas. Przedstawiciele teatru „Laimingi žmonės” nie są w stanie ocenić wpływu kryzysu na ich działalność, bo teatr startował, kiedy kryzys właśnie się zaczynał.

— W ubiegłym sezonie mieliśmy jeden spektakl, obecnie — trzy. W minionym roku mieliśmy w ciągu trzech miesięcy średnio 10 przedstawień, natomiast w tym roku zagraliśmy przeszło 30. Oczywiście ceny na bilety spadły — powiedziała „Kurierowi” Ieva Zelionkaitė.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.