3
Boją się zostać bez dachu nad głową

Operator minikoparki wyburzył przybudówkę Antonowiczów Fot. Marian Paluszkiewicz

Rodzina wilnianki Czesławy Antonowicz przeżywa dramat z powodu obojętności urzędników oraz dalekiej od przyjaznej postawy sąsiada zza ściany. Sąsiada — który jak mówi sama Czesława — „chce się wzbogacić kosztem jej rodziny”. Antonowiczowie mogą stracić dach nad głową i trafić na bruk.

— Wyrzucą nas na zbity łeb, na ulicę, a przecież nie mamy, gdzie iść! Proszę, proszę, popatrzcie, co robią. Wyburzają naszą przybudówkę. Nawet naszą ubikację uliczną zburzyli. Obiecują, że i za nasze mieszkanie w tym domu się zabiorą i wyburzą je — lamentowała Czesława, wskazując z łzami w oczach na pracę minikoparki strzeżonej przez ochroniarzy wynajętych przez jej sąsiada.

Jak skarży się, na skutek interwencji tegoż sąsiada, został również odcięty dopływ wody oraz prądu do mieszkania Czesławy.

Kłopoty Czesławy i jej bliskich zaczęły się przed kilkoma laty, gdy postanowiła zwrócić się do sądu z prośbą o prywatyzację mieszkania w domu, w którym razem z rodziną mieszka od początku lat 70–tych. Spodziewała się, że sąd uzna jej dowody za słuszne i pozwoli wykupić mieszkanie oraz działkę przylegającą do domu.

Tymczasem czekał ją szok.

—  Okazało się, że nasza ówczesna sąsiadka Czerniawska, która podobnie jak moja mama pracowała w zakładzie w czasach radzieckich i otrzymała przydział do mieszkania w naszym domu, zdążyła potajemnie wykupić na własność całą działkę. Zaliczając w to również ziemię, na której stoi nasz dom! — żaliła się pani Antonowicz. Jak mówi jej córka Irena: „Nasze starania urzędnicy skwitowali słowami: „Wam nie wolno!”.

— Podczas pierwszej sprawy, która toczyła się w sądzie o prywatyzację mieszkania i ziemi okazało się, że kobieta, która wcześniej cichaczem wszystko sprywatyzowała, to zdążyła już sprzedać i mieszkanie, i ziemię. Po czym się wyprowadziła ze swego mieszkania — powiedział dla nas Zenonas Kerutis, prawnik, który w sądzie broni interesów rodziny Antonowiczów. Jak mówi prawnik, na rozprawie okazało się, że sąd odrzucił roszczenie klientów adwokata o prywatyzację. Uznając, że mieszkanie Antonowiczów jest własnością rządu, de facto samorządu.

— Według znanych mi ustaw, samorząd musiałby sprzedać to mieszkanie lub go wydzierżawić, tymczasem sprawy potoczyły się zupełnie w innym kierunku. Samorząd wytoczył inną sprawę, aby uznać mieszkanie moich klientów za bezpańskie i że nie należy ono do nikogo — tłumaczył „Kurierowi” kulisy sprawy Kerutis. Tymczasem podczas rozprawy sądowej ujawnił się nowy sąsiad Antonowiczów — Tomas Vodopalas, który od Czerniawskiej odkupił mieszkanie i działkę.

— Pan Vodopalas robi wszystko, co w jego mocy, żeby wyrzucić moją klientkę z jej mieszkania, zanim zapadnie decyzja sądu. Zapewne wie, że mimo kryzysu, ziemia w tym miejscu jest wiele warta. Telefonuje więc do Antonowiczów wieczorami i straszy, że sąd jest po jego stronie, mówi, że nie mają szans. Proponuje spotkania, ale wyłącznie sam na sam, bez obecności prawnika — oburzał się Kerutis. Prawnik jest zdania, że sąd tym razem uwzględni argumenty jego klientów.

Adwokat, jak zapewnia, oficjalnie się zwrócił z prośbą o wyjaśnienie sytuacji do Ministerstwa Sprawiedliwości oraz Viliusa Navickasa, mera miasta Wilna, na odpowiedź czeka do dziś.

Z kolei sam Vodopalas, do którego zwróciliśmy się z prośbą o wytłumaczenie przyczyn konfliktu, twierdzi, że Antonowiczowie, którzy oskarżają go o wszystkie swoje biedy, wcale nie są tymi niewinnymi barankami, za jakich chcieliby uchodzić.

— Kobieta, od której kupiłem tamtą działkę, zapewniła, że z sąsiadami zawsze się dogadam, bo są to przyzwoici ludzie. Niestety, wkrótce się okazało, że tak nie jest. Swoje samochody wolą parkować na mojej działce, wszystkie śmiecie również wyrzucają na moją ziemię lub do pobliskiego lasku — powiedział nam Tomas Vodopalas. Mężczyzna twierdzi, że jego sąsiedzi zarzucając mu odcięcie dopływu prądu do ich mieszkania, zapomnieli powiedzieć, że zrobili to energetycy:

— Odcięli im dopływ prądu, bo od lat za niego nie płacili. Teraz nawet linia elektryczna tam jest zabezpieczona w taki sposób, aby nie można było do niej się podłączyć — tłumaczy sytuację.

Natomiast wodociągu, jak zapewnił nas Vodopalas, u Antonowiczów nigdy nie było.

— Pewnie zarzucają mi, że zburzyłem im uliczny szalet? Otóż nie chcę, aby ten szalet stał na mojej działce i wszyscy ci ludzie oraz ich podejrzani przyjaciele „użyźniali” moją ziemię — powiedział Vodopalas, którego zdaniem prawa Antonowiczów do ziemi i mieszkania są takie same, jak pierwszego lepszego z ulicy.

— Ci ludzie nie mają żadnych dokumentów potwierdzających ich własność, po prostu uważają, że to ma być ich, ponieważ pierwsi się tam wprowadzili — dodał Tomas.

Problemy rodziny Antonowiczów są znane również w starostwie Vilkpedės (Wilcza Łapa), na którego terenie mieszkają. Co prawda, Mindaugas Kuncaitis, starosta dzielnicy, początkowo wyrażający chęć do rozmowy, jak tylko zapytaliśmy go o sprawę mieszkania Czesławy Antonowicz, zmienił zdanie. Po czym stwierdził, że „ma wielu interesantów i nie ma czasu, ale poza tym, to się toczy rozprawa sądowa, w związku z czym nie ma prawa niczego komentować”.

3 odpowiedzi to Boją się zostać bez dachu nad głową

  1. ViP mówi:

    Soviecki system myślenia. Takie decyzje znów stawiają Litwę na krawędzi normalności!

  2. wilniuk mówi:

    Wiem, że w Polsce istnieje tak zwane “prawo zasiedzenia”, na mocy którego ludzie, którzy mieszkają w jakimś lokalu wiele lat, mogą otrzymać dokumenty pozwalające ubiegać się o prawo własności czy też o możliwość prywatyzacji. Nie wiem, czy jest coś takiego w litewskim prawie. Ci państwo, którzy niestety, w swoim czasie nie załatwili prywatyzacji ( a była przecież na bardzo dogodnych warunkach), mieszkają w tej przybudówce niemal 40 lat.

  3. normalka mówi:

    Typowe niedbalstwo Antonowiczów i typowe międzysąsiadowe walki o wartościową ziemię; tym smutniej, że między Polakami Antonowicze kontra Czerniawscy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.