8
Walka o dziecko Kedysa przeniosła się do Wilna

Pikietujący w środę przed parlamentem domagali się pilnego rozpatrzenia apelacji opiekunów córki Kedysa Fot. Marian Paluszkiewicz

Walka o los dziecka Drąsiusa Kedysa przeniosła się z podkowieńskiej Garliavy na ulice Wilna. Protestujący przeciwko przekazaniu dziewczynki pod opiekę posądzanej o sprzyjanie pedofilom matki Laimy Stankūnaitė w środę zorganizowali pikietę przed Sejmem. Domagali się oni rozpatrzenia w trybie przyśpieszonym apelacji rodziny Venckusów (siostry Kedysa), która opiekuje się dziewczynką. Pikietujący uważają decyzję o zabraniu dziecka Venckusom za niesłuszną. Taką decyzję w ubiegły piątek podjął dzielnicowy sąd w Kiejdanach.

— Jesteśmy tu w obronie interesu publicznego, jakim dziś jest niewątpliwie los tej dziewczynki. Ona jednoznacznie powiedziała, że nie chce wracać do matki. Chcemy, żeby sądy uszanowały wybór dziewczynki — wyjaśnił cel pikietujących jeden z jego organizatorów Justas Subačius, prezes pozarządowej organizacji Centrum Opieki nad Rodziną. Jego też zdaniem, obrońcy dziewczynki oczekują od władz kraju oraz sądu wyższej instancji tak samo szybkiej reakcji na apelację Venckusów, jaką władze i Najwyższy Sąd Administracyjny wykazali się niedawno w sprawie apelacji organizatorów parady gejowskiej w Wilnie.

— Chociaż nie było bezpośredniego nacisku ze strony prezydent, ale po jej oświadczeniu w sprawie parady, sąd niemalże w trybie pilnym zarządził posiedzenie i zmienił orzeczenie sądu niższej instancji, który zabronił paradę. Jesteśmy przeciwko stosowaniu podwójnych standardów i oczekujemy od sądu przynajmniej tak samo szybkiego zwołania posiedzenia w sprawie apelacji opiekunów dziewczynki — powiedział prezes Centrum Opieki nad Rodziną.

Chociaż centrum było organizatorem wczorajszej pikiety, przed Sejmem pikietowało kilka osobnych grup, którzy przyszli na akcję, bo uważają, że dziecku Kedysa dzieje się krzywda.

— Nie mogłam nie przyjść, gdyż uważam, że dzieje się krzywda dziewczynce. Domagamy się, żeby  sąd najwyższy rozpatrzył tę sprawę w trybie pilnym — powiedziała „Kurierowi” jedna z pikietujących, która na akcję przyszła z plakatem „Żądamy sądu najwyższego w trybie pilnym”. Zapytana, czy uzna decyzję tego sądu, jeśli ona będzie taka sama, jaką podjął sąd w Kiejdanach, kobieta odpowiedziała: „Wierzę, że decyzja będzie sprawiedliwa”.

Na placu przed Sejmem porządku pilnowało kilku policjantów, ale ekscesów nie było prócz emocjonalnej dyskusji pikietujących z jednym z przechodni, który zwątpił w prawość akcji. Tymczasem swoją prawość i prawo do organizowania akcji w obronie córki Kedysa pikietujący musieli bronić przed litewskimi mediami, z których część wyraźnie stoi nie po ich stronie, ale daleka też jest od neutralności. Zaraz po pikiecie w tych mediach pojawiły się internetowe wzmianki, że „przed Sejmem pikietowała grupka „kedysowców”, której dziennikarze nie szczędzili krytyki wobec organizatorów akcji oraz wspierających rodzinę Kedysa.  Jeden z uczestników pikiety przekonywał dziennikarzy, że poprzez marginalizowanie i radykalizowanie obrońców dziewczynki „zainteresowane siły” budują napięcie w społeczeństwie i będą dążyli do prowokacji.

„Ich celem jest doprowadzić do zamieszek i obalenia tego rządu. Nie pozwolimy jednak na wariant kirgiski” — oświadczył jeden z uczestników pikiety.

W akcji przed parlamentem wzięło też udział kilka osób z Garliavy. Przyjechali oni spod domu rodziców Kedysa, żeby w imieniu tamtych ludzi podziękować za wsparcie w Wilnie i przekazać swój sprzeciw wobec ich marginalizowania.

— Nie jesteśmy marginesem i nie walczymy z państwem prawa, lecz korzystając z konstytucyjnego prawa do akcji protestów, protestujemy przeciwko nadużyciom prawa w tej sprawie — tłumaczyli przedstawiciele z Kowna.

Chociaż akcja protestu była zapowiadana przez organizatorów jako długotrwała, w końcu ograniczono się do niespełna godziny. Justas Subačius wyjaśnił dziennikarzom, że protestujących napawają nadzieją  słowa przewodniczącej Sejmu Ireny Degutienė, że sprawa zostanie  rozpatrzona sprawiedliwie, która jeszcze wczoraj, nie kwestionując decyzji sądu w Kiejdanach, zwątpiła w to, że z jakim pośpiechem decyzja ta została podjęta.

Z kolei poseł Saulius Stoma, który przyszedł do uczestników akcji, przekazał zapewnienia przewodniczącej Sejmu, że jeśli procedury pozwolą, to już podczas czwartkowej sesji pod głosowanie zostanie wniesiony projekt postanowienia Sejmu o powołanie sejmowej komisji śledczej w sprawie pedofilskiej. Autorem projektu jest właśnie Saulius Stoma.

8 odpowiedzi to Walka o dziecko Kedysa przeniosła się do Wilna

  1. ViP mówi:

    no to zapałka jest. Teraz czekam na ten wielki pożar i przemiany społeczno-polityczne w Litwie.

  2. Jaś mówi:

    No co kochani Litwini ( współczuje Wam)widzicie jak teraz traktuje Was faszystowski aparat. Przecież to również może spotkać Twoje dziecko czy dziecko Twojego sąsiada. Żyjesz w państwie w którym jesteś bezbronny wobec przemocy i krzywd i nic nie możesz z tym zrobić i dlatego tak można wytłumaczyć czyn KEDYSA, który będzie niedługo WASZYM bohaterem walki z bezczynnością i obłudą władz.

  3. RB mówi:

    Wielki tłum na tej pikiecie. Nie ma co. 😉

  4. Jaś mówi:

    Do RB (23)
    Widać, że Litwa to policyjne państwo bo na dwie(2) osoby przypada trzech(3) policjantów, a za rogie na pewno jeszcze pięciu(5). Pewno. Pedofile muszą się czuć bezpieczni bo te dwie miłe panie mogą im i tej “sprawiedliwej władzy” mocno zaszkodzić.

  5. Lady Chapel mówi:

    Na zalaczonym do artykulu zdjeciu – jak na kazdym litewskim wiecu obywatelskim czy protescie – widac TLUMY ludzi.

  6. azja_Polska mówi:

    Do: Lady
    Wcale się nie dziwię bo za wywieszenie polskiej flagi donos do służby bezpieczeństwa i wysoka grzywna. Natomiast za społeczny i słuszny protest – “KARA ŚMIERCI”

  7. azja_Polska mówi:

    Co piszą polskie gazety :
    http://interwencja.interia.pl/news?inf=1482083

    Pod domem dziadków dziewczynki, gdzie obecnie przebywa, dzień i noc czuwają ludzie z całej Litwy. Pilnują, aby rodzinie Kedysa nie zabrano dziecka. W ostatni poniedziałek sześciolatka po raz pierwszy miała spotkać się z matką. Nie pozwolił na to tłum ludzi. Kilkadziesiąt modlących się osób otoczyło posiadłość.

    – Jestem nauczycielką, jestem mamą i jestem babcią. Boję się żyć w takiej Litwie. Nie wiem, jak mam wychowywać dzieci, co mam im mówić, jakie prawo brać pod uwagę – mówi Danuta Maslanskiene, która czuwa pod domem dziadków Deimante.

    Mała Deimante jest teraz jedynym świadkiem głośnej afery pedofilskiej na Litwie. Rodzina i jej obrońcy boją się, że grozi jej niebezpieczeństwo. Może zostać wywieziona za granicę lub nawet zamordowana.

  8. Miss mówi:

    ^ Albo i wywieziona, i zamordowana.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.