5
Konsekracja kościoła pw. św. ks. Jana Bosko w Wilnie

Gdy na górze byli Piotr, Jan, Jakub i Pan Jezus, Piotr rzekł do Jezusa: „Panie, dobrze nam tu być, rozbijmy namiot”. Właśnie w minioną niedzielę w Wilnie w dzielnicy Lazdynai, czyli tak zwanych Leszczyniakach, rozbito ów namiot. Owym namiotem jest nowy kościół pw. św. ks. Jana Bosko, którego uroczystej konsekracji dokonał Jego Eminencja kardynał Audrys Juozas Bačkis.

Jak twierdził ks. proboszcz, rozdano mniej więcej pięć tysięcy zaproszeń. Prócz parafian i gości z innych wileńskich parafii przybyli nuncjusz apostolski Luigi Bonazii, biskup ze Żmudzi Jonas Boruta, przedstawiciele wspólnoty salezjanów, minister oświaty RL, przedstawiciele polskich placówek dyplomatycznych, samorządu rejonu wileńskiego, starosta Lazdynai i wielu, wielu jeszcze innych, których nie sposób wymienić. Wszyscy oni jako jedna rodzina w pokorze i rozmodleniu schylali swe kolana do wspólnej (po polsku i litewsku) modlitwy, przystępowali do Sakramentu Eucharystii. Wzajemnie się do siebie przyjaźnie uśmiechali, jeden drugiemu usługiwali pomagając wstać, czy rozpinając parasol nad głową. Nie gwarantuję za arytmetykę, ale udało mi się doliczyć ponad 20 kapłanów, którzy celebrowali Mszę św. i kleryków, którzy im posługiwali.

„W imieniu was wszystkich, a mocą Boga poświęcam tę świątynię. Ołtarz, który będzie służył jako stół, na którym będzie odbywać się bezkrwawa ofiara Mszy św. I będzie on służył jako stół do spożywania Wiecznego Chleba”. Tak to w pewnym skrócie można przekazać treść modlitwy, jaką odmówił kardynał namaszczając Krzyżmem św. ołtarz główny oraz ściany kościoła, a następnie okadzając go wonnym kadzidłem. W relikwiarzu, przy frontonie ołtarza kardynał umieścił krzyż z relikwiami św. ks. Jana Bosko.

Jak przy każdej bardziej znaczącej uroczystości została odśpiewana po łacinie Litania do Wszystkich Świętych, prosząc Ich o wstawiennictwo modlitewne przed Bogiem, by Niebiosa błogosławiły pracującym tu kapłanom, młodzieży i wszystkim wiernym parafianom. Proszono, by św. Jan Bosko przemawiał do ich umysłów i serc, by kierował ich każdym poczynionym krokiem. Wszak parafia jest tą wspólnotą, w której głosi się Słowo Boże, tą wspólnotą, w której powinny rozwijać się i kwitnąć miłość, współczucie i miłosierdzie.

— Byłam przy założeniu kamienia węgielnego tego kościoła, który w 1996 roku poświęcił przełożony Generalny Zgromadzenia Salezjańskiego ks. Juan Edmundo Vecchi. Potem miesiąc po miesiącu, dzień po dniu śledziliśmy, jak układano kolejne kamienie, cegły, jak rosły ściany. Tymczasem modliliśmy się w szkołach, w dobrą pogodę na łące przy Krzyżu, wreszcie w kaplicy. Dziś mamy przepiękny kościół, który zbudowaliśmy naszymi ofiarami, pomocą w pracy, wreszcie modlitwami. Jakże więc nie dziękować Bogu za to nasze wspólne Dziecko, które nadal będziemy strzec i pielęgnować — opowiada ze złami w oczach parafianka pani Walentyna.

Ktoś kiedyś powiedział, że we własnoręcznie zbudowanym domu nawet ściany lepiej grzeją, słońce przez jego okna jaśniej świeci i miłość większa w rodzinie panuje.

Pamiętam, gdy ks. Jacek Paszenda zaprosił mnie, gdy już w zbudowanym, wykończonym, ale jeszcze do końca nie wystrojonym kościele urządził pierwszą szopkę bożonarodzeniową. A była ona niezwykła, bo figury były naturalnej wielkości człowieka. Niezwykła była też okazja, bo było to 23 grudnia 2000 roku, a 24 grudnia 2000 roku odbyła się tu pierwsza Msza św. i była to pasterka. Piękny i symboliczny zbieg okoliczności, kiedy to parafia rozpoczęła nowe tysiąclecie w nowej świątyni.

Nie da się ukryć, że początkowo było tu trochę pusto i nieprzytulnie. Podobnie jak w pomieszczeniu, w którym zbierali się pierwsi chrześcijanie. Ale stopniowo, krok po kroku coś się robiło, urządzało wnętrze kościoła i umacniała się modlitewnie wspólnota. A to stacje Drogi Krzyżowej powstały, a to obraz jakiś powieszono, jakieś oświetlenie, pierwsze chorągwie, klęczniki. Dziś jest to już ładnie zadbany Dom Boży z piękną rzeźbą w centralnym ołtarzu, nowymi ławkami, konfesjonałami. Słowem, wszystkim, co świadczy o dobrym gospodarzu i o tym, że ludzie kochają swój zbudowany Dom i że dobrze im tu.

Ale wspólnota i praca w parafii to nie tylko Msza św. czy nabożeństwa. To przede wszystkim stała i mozolna praca z młodzieżą, bo takie właśnie zadanie mają Salezjanie. Im to zlecił i powierzył młodzież ich patron ks. Jan Bosko. A pracy z młodzieżą nie da się zacząć od różańca. Trzeba poznać zainteresowania młodych ludzi, zrozumieć czasem ich inność poglądów, a nawet bunt, być może niekiedy bunt przeciwko Bogu itp. Trzeba czasem wyjść na boisko pokopać z nimi piłkę, umieć posłuchać ich muzyki, nawet jeśli bębenki w uszach pękają. Bo poprzez to właśnie stopniowo dochodzi się do Boga, bo człowiekowi, a młodym ludziom tym bardziej, nic co ludzkie nie jest obce.

Pracujący tu księża dobrze pojęli tę tajemnicę zdobywania dla Boga młodych serc. To właśnie dlatego przy kościele jest boisko, w domu parafialnym często odbywają różne próby śpiewu czy kółka teatralnego, jak też młodzieżowe dyskoteki. To tędy wielu młodych ludzi wiodła droga do Boga i wielu na pewno jeszcze zawiedzie.

Bardzo istotne jest chyba też to, że pracującym tu księżom udało się stworzyć atmosferę nie tylko wzajemnej tolerancji, ale i zrozumienia faktycznie pomiędzy trzema pokoleniami: babciami, ich dziećmi i wnukami. Pomiędzy wiernymi modlącymi się w języku litewskim, jak też polskim. To podobnie, jak jest powiedziane w Biblii: „Odtąd nie ma już ani Żyda, ani Greka, ani Rzymianina, bo wszyscy jesteśmy Jedno w naszym Panu”.

Dowodem tego była wojskowa grochówka na łące i wspólna zabawa przy mieszanej orkiestrze dętej, która specjalnie na uroczystość przyjechała z Oświęcimia. Śpiewała młodzież parafialna, starsi dzielili się wrażeniami z uroczystości, a niejednemu łza w oku się kręciła.

— Grochówka palce lizać, a jako ministrowi, to i kiełbasy większe kęski włożyli — żartował minister oświaty Gintaras Steponavičius, który wraz z rodziną stał w ogonku po wojskową zupę, a który jest parafianinem Jana Bosko i od lat aktywnie współpracuje ze swoją wspólnotą parafialną.

Na zakończenie Nuncjusz Apostolski odczytał błogosławieństwo od Ojca św. oraz proboszcz odczytał nadesłane pozdrowienia od Sekretarza Stanu. Ks. Jacek Paszenda dziękował wszystkim przybyłym gościom i parafianom, kardynałowi za akt konsekracji świątyni, za wszystkie pozdrowienia, kapłanom tu pracującym i wszystkim, którzy w jakikolwiek sposób przyczynili się do powstania kościoła i wspólnoty parafialnej. Zdaniem ks. Jacka, nie ma tu mniej lub bardziej zasłużonych, bo wszyscy tworzą wspólny Dom Boży. Proboszcz dziękował też orkiestrze z Oświęcimia, wspólnemu polsko-litewskiemu chórowi parafialnemu, który połączył siły młodzieży ze starszymi i pięknie uświetnił całą uroczystość.

Były też dary dla kościoła. Mer miasta Rybnika (rodzinnego miasta ks. Jacka) ofiarował relikwiarz z brązu, wspólnota salezjańska otrzymała też w darze 26 kaloryferów, parafianin Bolesław Gryniewicz ufundował chorągiew z wizerunkiem Matki Bożej Wspomożycielki Wiernych, młodzież szykująca się do bierzmowania sprezentowała bieliznę liturgiczną, szkoła średnia Ažuolynas — ampułki, dary wręczyła też szkoła Žėručio i in. Listy zarówno gości, jak też podziękowań i darów były długie i nie sposób wszystkich wymienić.

Długo jeszcze w niedzielne popołudnie rozbrzmiewała muzyka, śpiewy i zabawy. Wszak był to wielki powód do świętowania i demonstracji swojej wiary, jak też prawdziwej bożej radości. O pierwszych chrześcijanach mówiono: „Patrzcie, jacy oni są radośni i jak się wzajemnie miłują”. Oby tak o nas i o wspólnocie pw. św. Jana Bosko zawsze mówiono. Jeśli tak będzie, to znaczy, że Krzyż Chrystusowy odniósł zwycięstwo.

Podsumować tę całą uroczystość chyba można słowami katolickiego pisarza Romana Brandstaettera (nawróconego Żyda): „Dziękujmy Bogu za świat zwierzęcy, roślinny, za dane nam talenty. Dziękujmy za sakramenty święte, kapłanów, za naszą młodzież, co po nas będzie Pana chwalić. Dziękujmy też za naszą starość i Krzyż, bo tylko On doprowadzi nas do Domu Pana”.

5 odpowiedzi to Konsekracja kościoła pw. św. ks. Jana Bosko w Wilnie

  1. piast mówi:

    Litwini i Polacy w Wilnie i na litwie -tak trzymać

  2. piast mówi:

    sorry za bląd “Litwie” powinno być z dużej litery

  3. sprostovanie mówi:

    Nuncjusz nazywa sie LUIGI BONAZZI, a nie Bonazii, jak to jest napisane w artykule.

  4. AK mówi:

    Czemu “w tak zwanych Leszczyniakach”, a nie prosto w Leszczyniakach. Leszczyniaki, Karolinki itd. to są polskie nazwy dzielnic Wilna.

  5. ted mówi:

    jakies zdjecia?

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.