8
Zdrożeją wyroby mleczne

Wkrótce cena mleka na Litwie może pójść w górę. Na razie przyszłe podwyżki ostrożnie zapowiadają przedstawiciele dużych spółek, które skupują mleko od rolników oraz rzecznicy sieci supermarketów.

— Obecnie za 1 kg mleka rolnikom płacimy od 86 centów. Rolnikom, którzy mają bardzo duże gospodarstwa czy też spółkom rolnym płacimy do 1 lita i dziesięciu centów za kilogram mleka dobrej jakości. Ta cena jest równie wysoka, jak cena skupu w starych krajach Unii — tłumaczył nam Linas Sasnauskas, dyrektor wykonawczy „Pieno žvaigždės”, spółki zajmującej się przetwórstwem i dystrybucją wyrobów mleczarskich. Zdaniem dyrektora, wysoka cena skupu ujemnie wpływa na zyski, jakie spółki mleczarskie czerpią na zewnętrznym litewskim rynku.

— Wysoką cenę skupu na naszym rynku nakręca dobry popyt na nasze wyroby na tych rynkach, dokąd je eksportujemy. Popyt nie może ciągle wzrastać, bo wcześniej czy później zmniejszy się i zmusi nas do obniżenia ceny skupu na krajowym rynku. Ostatecznie dochodzi nawet do takiej sytuacji, że koszta produkcji są większe niż dochód, który mamy, sprzedając nabiał na krajowym rynku — mówił Sasnauskas. Dyrektor twierdzi, że obecnie większość litewskiej produkcji mlecznej jest eksportowana do Unii Europejskiej, Rosji oraz innych krajów Wspólnoty Niepodległych Państw. Informację, która niedawno ukazała się w litewskiej prasie dotycząca, że ostatnio ceny sprzedaży wyrobów litewskich mleczarzy poszły w dół, dyrektor nie chciał komentować.

Z kolei, Dalius Trumpa, prezes zarządu spółki „Rokiškio sūris”, tak wypowiedział się w prasie: „Na wewnętrznym rynku odnotowaliśmy spadek sprzedaży, widzimy również, że konsumenci coraz bardziej są skłonni kupować tanie wyroby”. Trumpa również dodaje, że obecnie spółki mleczarskie są faktycznie zmuszone do dotowania sprzedaży swych wyrobów na wewnętrznym rynku w obawie przed tym, że litewski rynek zostanie zalany tanią zagraniczną produkcją. Zdaniem prezesa zarządu „Rokiškio sūris”, jedyne wyjście z obecnej sytuacji to obniżenie ceny skupy mleka od rolników.

Słowa Trumpy popiera również Dainius Dundulis, prezes zarządu sieci handlowej „Norfos mažmena”. Zdaniem Dundulisa, produkty mają być droższe, w przeciwnym wypadku koszta ich produkcji będą większe niż zyski ze sprzedaży. Jako przykład prezes zarządu „Norfos mažmena” podaje to, że spółka w Olicie, która należy do „Norfy” już nie produkuje mleka na sprzedaż. Z powodów wysokich kosztów produkcji dla spółki bardziej się opłaca przewóz mleka z Litwy do Polski i przetworzenie go w zakładach polskich firm mleczarskich.

— Może właściciele spółek mleczarskich i mówią, że cena skupu mleka jest u nas równie wysoka, jak w Niemczech czy jeszcze w innych krajach Europy Zachodniej, ale tylko i wyłącznie ze sprzedaży mleka trudno człowiekowi się utrzymać — skomentował nam słowa mleczarzy o wysokiej cenie skupu mleka Siergiej Ursuł, rolnik, który prowadzi gospodarstwo w rejonie wileńskim. Zdaniem Ursuła, jednym z najlepszych sposobów na zapewnienie dodatkowych zysków dla gospodarstwa to dywersyfikacja produkcji.

— Oddaję mleko do skupu, ale jeszcze sprzedaję trzodę chlewną na mięso. Sprzedaję również żyto, no i do tego dochodzą jeszcze bezpośrednie unijne dopłaty. Właśnie dzięki temu, a nie dzięki wysokiej cenie skupu mleka funkcjonuje moje gospodarstwo — podsumował Ursuł.

8 odpowiedzi to Zdrożeją wyroby mleczne

  1. Czesiek mówi:

    Należy zadać sobie dzisiaj fundamentalne pytanie. Czy litewski przemysł przetwórczy mleka ma szanse w starciu z polskim przemysłem? Nie , nie ma najmniejszej szansy, również na rynku litewskim. Jest kwestią krótkiego czasu, kiedy nastąpi przejęcie przetwórstwa mlecznego na Litwie przez firmy z Polski. W ostatnich latach firmy polskie zmodernizowały przemysł przetwórczy wydając ponad 4 miliardy dolarów i uczyniły go jednym z najnowocześniejszych w Europie.

  2. kris mówi:

    A ile teraz kosztuje litr mleka na Litwie w sklepie ?

  3. DTP mówi:

    @Czesiek

    Masz rację i co najważniejsze samodzielnie na to fundamentalne pytanie znalazłeś odpowiedź. Wielkie brawa dla Pana.
    Powiem więcej w starciu z polskim przemysłem mleczarskim nie maja też szans również Czechy i Słowacja o San Marino nie wspomnę bo oni nie mają szans nawet w piłce nożnej a co dopiero w dojeniu krów. Już widzę tą białą rzekę mleka płynącą z Litwy do Polski na której wzbogacimy się jak Kuwejt na ropie naftowej. Kurcze obudziłem się mamy w Polsce nadprodukcje mleka i zakłady mleczarskie płacą rolnikom marne grosze z litr a i tak wiele mleka się marnuje.
    Ale przyjemnie pomarzyć jak to mleczarsko wydoimy Litwę. 😀

  4. Czesiek mówi:

    DTP
    Nie trzeba szyderować!
    Wejście polskiego przemysłu mleczarskiego na Litwę pozytywnie odczują detaliczni odbiorcy, zarówno pod względem ceny jak i jakości.
    Może i w Polsce płacą producentom mleka grosze, ale nie przeszkadza to zarabiać wielu rolnikom w Polsce zajmującym się hodowlą krów mlecznych zarabiać po kilkadziesiąt tysięcy zł miesięcznie.

  5. Chuck Norris mówi:

    @kris: chyba od 1,79lt czy 1,99lt przy czym chodzi mi o mleko pasteryzowane 2,5% tłuszczu.

  6. Witek z Węgier mówi:

    Oto dwa z wielu przykładów gdzie pieniądz pokonał rozsądek ludzki.

    W Stanach Zjednoczonych i Kanadzie ok. 25% taniej żywności (opakowanej) z super- i hipermarketów przeznacza się do utylizacji, nie mówiąc o milionach ton nie zjedzonej żywności lądującej do śmietników w tamtejszych skupiskach miejskich. Koszty utylizacji taniej żywności i opakowań, które są wielokrotnie większe od kosztów wytworzenia żywności nie ponoszą super- i hipermarkety tylko są pokrywane z budżetu tych państw lub samorządów, inaczej z pieniędzy podatników. Podatnikiem jest też producent i dostawca żywności, który udziela kredytu super- i hipermarketom czekając miesiącami na zapłatę. Składowiska śmieci budowane są z dala od miast i osiedli, najczęściej w lasach Stanów Zjednoczonych i Kanady, które są dzisiaj ogarnięte pożarami.

    Od 2004 r., w ramach unijnego programu „szklanka mleka” uczniowie szkół podstawowych w Polsce otrzymują codziennie kartonik mleka. Od początku funkcjonowania programu do placówek oświatowych dostarczono 150 tys. ton mleka i przetworów mlecznych tj. ponad 500 mln „szklanek mleka”. O ogromnych kosztach utylizacji i transportu tych kartoników nikt nie wspomina, nawet na lekcjach związanych z ochroną środowiska.
    Dzieci, które w czasie wakacji na wsi piją codziennie mleko prosto z wieczornego udoju, wiedzą, że biała woda zwana obecnie “mlekiem” doprawiana niekiedy barwnikami „owocowymi” nie posiada już wszystkich cennych dla ich organizmu wartości odżywczych.
    Jeszcze 20 lat temu podawano w szkole pełne mleko w kubkach, gorące. Cieszyło się dużą popularnością, pito je chętnie. Tylko, że ówczesne mleko było prawdziwe prosto od krowy z pobliskiej wsi.
    Mamy kryzys i dużo niedożywionych dzieci. Trwająca od lat akcja „Szklanka mleka” idealnie wpisuje się w rządowy program pomocy najsłabszym. Warto wiedzieć, kto na niej zarabia, biorąc pod uwagę fakt, że mleko w szkole jest dziś czterokrotnie droższe niż w skupie.

  7. Witek z Węgier mówi:

    Węgierska droga mleczna.

    Trzydzieści lat temu rolnictwo węgierskie było całkowicie upaństwowione i w każdym województwie mógł istnieć tylko jeden zakład przetwórstwa mleka – KOMBINAT MLECZNY, który jako jedyny miał zezwolenie na sprzedaż mleka i przetworów mlecznych w danym województwie. Po 1989 roku wszystkie kombinaty mleczne w ramach prywatyzacji bez zgody producentów mleka przekazano obcemu kapitałowi, który tutejszy przemysł mleczarski oraz wiele dużych ferm bydła doprowadził do ruiny. Obecnie do tych 2-3 pozostałych zakładów mleczarskich mleko jest transportowane niekiedy ponad 200 kilometrów i po odciągnięciu śmietany i nalaniu do woreczka plastykowego wraca z powrotem do sklepów regionu, z którego pochodzi. Od zakładu mleczarskiego węgierski producent mleka dostaje za 1 litr pełnego mleka 60-70 forint (ok. 1 zł) z terminem płatności do 100 dni. W sklepie 1-litrowy woreczek plastykowy z mlekiem chudym kosztuje 200-240 forint (ok. 3 zł), a w super- i hipermarkecie ok. 180 forint.

    Na Węgrzech znana była afera ze sprowadzanym z zagranicy „napojem śniadaniowym” („reggeli ital”) za 120 forint, sprzedawanym w centrach handlowych jako mleko, które nie widziało krowy. Laboratorium, które wykryło brak mleka w tym płynie już nie istnieje.

    W tutejszych super- i hipermarketach jest więc duży wybór mleka zagranicznego w kartonikach, między innymi i polskiego, z ciekawym dla Węgrów napisem „MLEKO BIAŁE”.

    Parę lat temu kilkadziesiąt węgierskich producentów mleka wyjechało do Austrii i do Niemiec na unijne praktyki u tamtejszych mleczarzy-farmerów bydła. Nastąpił przełom w głowach tych młodych rolników. Na ulicach wiosek i miast węgierskich obecnie pojawiły się czyste, zaopatrzone w 300-500 litrowe zbiorniki-chłodnie białe samochody dostawcze z wymalowaną „krówką”. Uliczna, bezpośrednia sprzedaż mleka przez producentów mleka ubranych na biało (białe rękawiczki też) została mile przyjęta przez ludzi. Automatyczny dozownik mleka z licznikiem należności każe płacić 150 forint za litr pełnego mleka, z którego można zebrać smietanę (smaczna do kawy), otrzymać prawdziwe mleko siadłe, kefir czy twaróg.

    Trzy lata temu w miejsce automatów z napojami na Węgrzech pojawiły się mlekomaty ze świeżym i schłodzonym zimnym mlekiem z dawkowaniem do kubka, butelki lub 3-5 litrowego zbiorniczka.

    Wspomnieni „obrotowi” młodzi farmerzy-mleczarze przeważnie wygrywają przetargi na dostarczanie mleka do najbliższych placówek oświatowych i socjalnych w myśl austracko-niemieckiej zasady transport pełnego mleka i jego przetworów jest opłacalny tylko do 10 km.

  8. Witek z Węgier mówi:

    Inne ciekawostki z Węgier

    22 lipca br. Parlament węgierski na wzór Austrii i innych krajów wydał nową nową ustawę, w myśl której od 1 sierpnia br. każdy producent owoców ma prawo do wyprodukowania u siebie i wyłącznie na własne potrzeby (agroturystyka) 50 litrów wódki owocowej, znanej pod ogólną nazwą „pálinka”.
    Przed 70 laty ponad 90%-wy destylat palinki mieszano z benzyną obniżając znacznie koszty paliwa.

    Węgierscy producenci rzepaku i słynnego słonecznika zakupują coraz więcej krajowej produkcji tanich pras do wytłaczania oleju roślinnego. Makuchy i śruta okazały się najlepszym peletem stosowanym dotychczas w piecach i kotłach. Ich wartość opałowa porównywalna jest z węglem. Często stosowana jest mieszanka 100 litrów ON i 30 litrów oleju roślinnego jako letnie paliwo w ciągnikach.
    Węgierscy farmerzy poszukują w Polsce i na Litwie urządzeń do produkcji biodiesla. Parlament węgierski na wzór Niemiec ma przygotowaną ustawę o przydomowej produkcji biodiesla.

    W wielu miejscowościach powstały sklepy socjalne z tanimi towarami z jednej (kilku) wsi, któych właścicielami są miejscowi producenci warzyw i owoców, miejscowi właściciele domowych przetwórni mięsnych i mlecznych, lokalnych młynów piekarni czy winiarni. Rolnicy, którzy są dostarczycielami towaru do tego sklepu mają prawo do bezpieniężnego otrzymania tam innych art. spożywczych na kwotę dostarczonych przez niego produktów.
    Zdjęcia: http://www.mixonline.hu/Cikk.aspx?id=29567

    Przeciętny obywatel węgierski przeznacza od 30% do 50% swoich zarobków na żywność. Lokalna produkcja żywności, jej sprzedaż oraz lokalne sklepy to zwiększenie kapitału miejscowej ludności i samorządów.

    Polak też potrafi!
    Przykładem jest polska maszyna do rozdrabniania gałęzi i unikalny piec na zrębki i drewno kawałkowe produkowane przez INVENTOR Mokobody, które wykorzystują Węgrzy przy pozyskaniu najtańszych źródeł energii cieplnej.

    Proszę przeczytać jedne z wielu moich publikacji w polskich mediach:
    „Nie do szabli, nie do szklanki – ”
    http://www.farmer.pl/biznes/produkt-regionalny/

    Dziękuję i pozdrawiam uprzejmie – Witold Szlażas.

    Przyjeżdżajcie do nas odpocząć.

    Praktyczne informacje są znacznie lepsze niż unijne dotacje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.