33
Na swoim jak na cudzym

Niemądre (bo nie chce się wierzyć, że perfidne) prawo litewskie prowadzi na Wileńszczyźnie do wojen między sąsiadami o każdy metr ziemi Fot. Marian Paluszkiewicz

Chociaż ta historia wstrząsnęła Zujunami w ostatnich tygodniach, tak naprawdę jej wybuch był zaprogramowana jeszcze 20 lat temu, zaś swą genezą wywodzi on z dalekich lat 40. ubiegłego stulecia. Jest jedną z wielu historii, które mogły i mogą wydarzyć się niemal w każdej wsi na Wileńszczyźnie, pod warunkiem, że przed wojną była to wieś sznurowa.

Dziś po „sznurach” w tych miejscowościach często nie pozostało śladu, ale dla ich mieszkańców, nawet tych, którzy pojęcia nie mają o przedwojennym systemie sznurowym, określenie „sznurowa” dziś jest synonimem poniżania, utraty zdrowia, arogancji urzędników, zawodu i oszustwa w ich kilkunastoletniej już mitrędze o odzyskanie tego, co właśnie w latach 40. ubiegłego stulecia ich przodkom zabrano… Ziemia, bo o nią chodzi. Ojcowizna, która nie tylko w Zujunach, ale też na całej Wileńszczyźnie z dziada pradziada była nie tylko majątkiem, ale też ostoją więzi rodzinnych, tradycji i wiary, zaś w czasach sowieckich też nadzieją na powrót wolności. Toteż dopiero po jej odzyskaniu przez Litwę zrozumiałem sedno sporu sąsiadów, który ugrzązł w młodzieńczej pamięci.

Wtedy były same kołchozy, wspólna ziemia i tylko najstarsi dokładnie pamiętali sprzed wojny, gdzie czyja ziemia była, gdzie biegła miedza, gdzie granicę tę zacierały wspólne użytki. Po sowieckiej kolektywizacji nie zostało tych podziałów. Cała ziemia była „wspólną”, czyli kołchozową, zaś kołchoźnicy mieli prawo do tzw. „priusadiebnogo uczastka” (działki przyzagrodowej) — 30 arów użytków na prowadzenie gospodarstwa rolnego. I chociaż o przydziale decydowały władze kołchozowe, niemniej każdy starał się wyprosić przewodniczącego o przydział tych 30 arów na „swoje ziemi”, czyli na tej zagrabionej ich przodkom i skolektywizowanej przez sowietów. Na ogół też tak było, lecz ostatecznie decydował „priedsiedatiel” kołchozu.

W Zujunach, gdzie miejscowi wciąż nie mogą odzyskać ziemi, zaś nowi osiedleńcy nie mają większych problemów z jej otrzymaniem, często dochodzi do konfliktów, w które musi interweniować policja Fot. Marian Paluszkiewicz

Pewnej jesieni, gdy tradycyjnie przydzielano „uczastki” zadecydował on, że sąsiedzi „A” mają otrzymać przydział na przedwojennej ziemi sąsiadów „B”. Tą decyzją wywołał wtedy prawdziwą wojnę między dotychczas w zgodzie żyjącymi sąsiadami. Nie obeszło się bez przepychanek, w ruch poszły nawet widły i kosy. Musiała interweniować milicja. Siłą uśmierzała tych, którzy stawili się przeciwko tym, którzy sprzeniewierzyli się zasadzie nietykalności własności prywatnej… Aczkolwiek były to dalekie lata 80., czasy sowieckie, kiedy własność prywatna w zasadzie nie istniała. Historia ta jednak pokazuje, że nawet wtedy, w podświadomości podwileńskich Polaków ojcowizna była nie tyle wymierną materią, ile przede wszystkim nadzieją na odzyskanie wolności, która miała nastąpić wraz z odzyskaniem tej ojcowizny. Wobec tego, wielu miejscowych Polaków wciąż czują się zniewoleni, bo wciąż muszą walczyć o swoją ziemię, chociaż Litwa już do 20 lat jest krajem zdesowietyzowanym, a przynajmniej za taki jest uważany i się uważa. A jednak…

Gdy pewnego czerwcowego popołudnia przyjechaliśmy do Zujun wezwani do konfliktu międzysąsiedzkiego, zrozumieliśmy, że w kontekście prawa do swojej ziemi, od czasów sowieckich niewiele się tu, na Wileńszczyźnie, zmieniło. Tylko tyle, że nie ma już sowietów, a w roli przewodniczącego kołchozu występuje dziś władza wolnej i demokratycznej Litwy, dla której konstytucyjna zasada nietykalności własności prywatnej oraz równouprawnienia obywateli, niestety, wydaje się tylko formułą konstytucyjną.

Sytuacja w Zujunach, jak na Wileńszczyznę, okazała się „banalną” — mierniczy w asyście policji wykroił na własność dla rodziny „A” kilka arów z przydomowej parceli rodziny „B”. Zrobił to na podstawie orzeczeń kilku również niezawisłych litewskich sądów, które kierowały się oczywiście prawem uchwalonym już w demokratycznym kraju. Tak więc, rodzina „A” otrzymała dodatkowo 139 m2 wykrojonych z działki rodziny „B”.

Rodzina „A” — Stanislava Keliotienė oraz jej syn z rodziną, którzy po śmierci męża i ojca Edmundasa Keliotisa przyjęli w spadku ziemię i zbudowany na niej dom we wsi Zujuny. Przyjechali tu na początku lat 80. ubiegłego stulecia, czyli czasów prosperity miejscowego sowchozu-szkoły technicznej kształcącej specjalistów rolnych dla całej Wileńszczyzny i całego kraju.

Na starcie otrzymali od władz sowchozu kilkanaście arów pod budowę domu. Ziemię wydzielono im ze „wspólnej” ziemi, toteż niebawem w sąsiedztwie miejscowej rodziny Anrzejewskich wybudowali swój dom.

— Wiemy, że ta ziemia kiedyś była ich własnością, ale przecież nie zagrabiliśmy jej. Otrzymaliśmy od państwa, zgodnie z obowiązującymi wtedy i dziś aktami prawnymi. Jest też w tej sprawie ostateczne orzeczenie sądu. Więc w końcu chcemy mieć święty spokój. Bo jak tak dalej pójdzie, to każą nam oddać nie tylko ziemię, ale i wynosić się z domu, który przecież na ich przedwojennej ziemi zbudowaliśmy. Czy to sprawiedliwe? — pyta nas Stanislava Keliotienė. Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na jej pytanie, jak też trudno nie przyznać jej racji, bo przyrodzeniem każdego człowieka jest budowanie rodzinnego dobrobytu, więc jeśli robi to zgodnie z prawem, to trudno mieć do niego pretensje.

Rodzina „B” — Mieczysław Andrzejewski z żoną Lucją i ich dzieci, spadkobiercy przedwojennych właścicieli kilku hektarów ziemi. Andrzejewscy mieszkają na swojej ziemi, która chociaż okrojona przez struktury sowieckie (bo oprócz rodziny Keliotisów, w czasach sowieckich jeszcze kilka innych przyjezdnych rodzin otrzymało przydziały na ich przedwojennej ziemi) wciąż stanowi prawie 4878 m2. Chociaż po wojnie została ona włączona do „wspólnych” gruntów, rodzina Andrzejewskich stale korzystała z tej ziemi, na której przecież do dziś rosną drzewa posadzone jeszcze przez przodków, a obrobiona przez nich ziemia, do dziś daje szczodre plony. Korzystała i czekała aż w końcu otrzyma prawo własności do swojej ojcowizny. Podanie o restytucję praw własności Andrzejewscy złożyli bowiem jeszcze w roku 1991. Odpowiedź, że im się należy, otrzymali w 1998 roku, ale do dziś z należytego jeszcze niczego nie otrzymali. Nie wiadomo też, kiedy cokolwiek otrzymają, bo proces zwrotu ziemi z powodu likwidacji powiatów jest już od ponad roku wstrzymany, zaś kiedy ruszy po likwidacji powiatów z dniem 1 lipca tego roku, dziś nikt nie może prognozować.

Tymczasem rodzina Keliotisów nie miała problemów z prywatyzacją przydzielonej jej przez sowietów na początku lat 70. ubiegłego stulecia parceli 12 arów oraz później, w latach 80. dodanych przez lokalny organ władzy sowieckiej kolejnych 6 arów. Władze już niepodległej Litwy wszystkie decyzje w tej sprawie sowieckich organów bezapelacyjnie zatwierdziły, zaś w połowie 1992 roku, w czasach bezpośrednich rządów na Wileńszczyźnie namiestnika władz centralnych Merkysa, sporządzono odpowiednie plany oraz prawdopodobnie na podstawie umowy kupna – sprzedaży przekazano Keliotisowi na własność parcelę o powierzchni prawie 17 arów, w tym kawałek spornego gruntu, który we wszystkich planach wyraźnie zahacza o 139 m2 o działkę rodziny Andrzejewskich. Właśnie od tamtego czasu, te 139 m2 poróżniły dwie rodziny. Zaczęły się procesy sądowe, ale orzeczenia „wsio zakonno” były nie po myśli rodziny Andrzejewskich. Kolejne sądy nie brały pod uwagę, że do dziś sporny kawałek jest uprawiany przez rodzinę Andrzejewskich i rosną na nim wiekowe jabłonie, jak też to, że decyzja o przekazaniu parceli rodzinie Keliotisów zapadła po złożeniu przez Mieczysława Andrzejewskiego podania o odzyskanie ojcowizny.

Jednym z argumentów kolegium sędziowskiego, który przyznał rację rodzinie Keliotisów, było to, że „aczkolwiek podanie o restytucję praw własności do byłego majątku złożył w 1991 roku, niemniej decyzja, że takie prawo mu przysługuje zapadła dopiero w 1998 roku, zaś decyzja w sprawie sprzedaży parceli dla Keliotisów zapadła w 1992 roku”. Czyli o wiele wcześnie, czyli „wsio zakonno” uznał niezawisły sąd. Ostateczny wyrok w tej sprawie zapadł w 2000 roku w Najwyższym Sądzie Spraw Cywilnych. Do tego roku jednak rodzina Keliotisów nie upominała się o swój kawałek ziemi, bo jak tłumaczą, nie chcieli konfliktować z sąsiadami. Toteż do tego też roku rodzina Andrzejewskich korzystała z tej ziemi. Ot i tej wiosny posadzili tam ziemniaki, trochę warzyw, truskawki rosną tu od lat.

Mimo to konflikt o sporną ziemię wisiał cały czas w powietrzu, bo i stosunki międzysąsiedzkie z powodu sądów popsuły się. Rodzina Andrzejewskich nie zamierzała też popuścić.

— Nie możemy więcej znosić tego zanęcania się nad nami! Całe życie milczeliśmy, mając nadzieję, że wszystko się skończy dobrze. Ale nic z tego. Już prawie 20 lat jak złożyliśmy podanie o odzyskanie ojcowizny, lecz wciąż czekamy i nie wiadomo, kiedy i jaka będzie decyzja. A tymczasem odbierają nam ostatni kawałek ziemi! — mówi z łzami w oczach pani Lucja. Dokładnie pamięta tamten czerwcowy dzień, kiedy na działce pojawił się mierniczy w asyście policji oraz miejscowych władz. Pod obstawą wykroili z ziemi Andrzejewskich sporny kawałek na korzyść rodziny Keliotisów, wkopali słupy i zrobili prowizoryczne ogrodzenie. Pani Lucja załamywała ręce, płakała, ale do nich nie poszła. Nic nie powiedziała też choremu mężowi, bo bała się, że wiadomość, że znowu zabierają im ziemię, może zaszkodzić jeszcze bardziej jego zdrowiu. Sama zaś nie wytrzymała, kiedy nowi gospodarze zaczęli wyrąbywać jabłonie. Doszło do przepychanek. Wezwano policję. Ta przyjechała, spisała protokół i odjechała. Jak mówią w Zujunach — gdzie miejscowi wciąż nie mogą odzyskać ziemi, zaś nowi osiedleńcy nie mają większych problemów z uprawomocnieniem otrzymanych za sowietów lub przeniesionych tu w ostatnich latach parceli — podobne konflikty nie są tu rzadkością.

Rodzina Keliotisów mówi nam, że nie chce konfliktu.

— Chcemy wreszcie mieć spokój, bo ziemię tę otrzymaliśmy zgodnie z prawem — mówi nam Keliotis młodszy. I ma rację. Tak samo, jak rację chyba też ma rodzina Andrzejewskich, która też chciałaby mieć spokój, lecz też „zgodnie z prawem” nie może odzyskać swojej ojcowizny, a z nią upragnionego spokoju.

Opuszczając Zujuny, trudno było oprzeć się myśli, że jeszcze długo obydwie rodziny nie zaznają spokoju, gdyż rodzina Andrzejewskich nie zamierza godzić się z krzywdą, jakiej doznała od państwa. Zapowiada więc kolejne pozwy, również do sądów europejskich, bo, jak mówi, nie chce się czuć na swoim jak na cudzym. Kolejne sądy oznaczają, że również rodzina Keliotisów wciąż będzie czuła się na cudzym, a nie na swoim.

33 odpowiedzi to Na swoim jak na cudzym

  1. elpopo mówi:

    Typowy przykład okradania ludzi. Nigdy bym nie sięgnął po ziemię wiedząc, że ktoś rości sobie do niej prawa. W Polsce taki ktoś mógłby pójść z dymem…

  2. tomasz mówi:

    do elpopo: Nie wszędzie. Po wojnie to różnie bywało.

  3. zle mówi:

    Na Wilenszczyznie jest tak, ze przyjezdny Litwin w ramach prawa zawsze jest gora przed autochtonem. Dodatkowy problem w tym, ze wsrod przyjezdnych przewazaja nastawieni bardzo agresywnie wobec autochtonow. Taka postawe umacniaja faszysci z panstwowej organizacji faszystowskiej niejakiego pseudofilologa garsvy

  4. bobrowniczy mówi:

    Drogi elpopo Ty chyba masz nie wiele lat skoro takie dyrdymałki piszesz.Zapytaj @tomasza na czyim gruncie stoi PKIN w Warszawie.

  5. elpopo mówi:

    Na Twoim? Ja go zagarnołem? Przepraszam.

  6. Kmicic mówi:

    kazda sprawa o ziemię powinna jaqk najszybciej znaleśc się w Strasburgu. Tam bardzo jednoznacznie podchodzi się do własnośći prywatnej. Nie chodzi o odzyskanie jakiejś części , chodzi o odzyskanie każdego metra ojcowizny. Do tego dochodzą odszkodowania za straty za wieloltnie niekorzystanie z ziemi, nakładające się wieloletnie odsetki, straty moralne, utrata zdrowia itd. Litwa będzie musiała w 100% zrekompesowac staty jakie ponieśli i dalej ponoszą prawowici właściciele. Dlaczego polskie organizacje nie zatrudniły dobrych,rzutkich prawników, aby wreszcie zrobić z tym GENERALNIE porządek ? Dlaczego nie została zaskarżona sama ustawa o “przenosinach”, Strasburg czeka. Rodziny Smoleńskie zatrudniły świetnych prawnikow np. mec. Hamburę.

  7. DTP mówi:

    Jak zwykle pan Tarasiewcz wspiął się na wyżyny swego kunsztu w celu pojednania polsko-litewskiego 😉

  8. Bodek mówi:

    elpopo: Dyrdymały to ulubione słowo bobrowniczego, nie trzeba się wtedy głębiej odnosić.

  9. DTP mówi:

    Śmieszy mnie jak osoby mieszkające w RP cenzurują władze litewskie w sprawie reprywatyzacji i zwrotu własności. Zgadzam się, ze skandalem jest grabież cudzej własności i niechęć do reprywatyzacji jednak mam wrażenie, że jeżeli chodzi o zwrot własności Litwa jednak wyprzedza trochę nasz Kraj. 😉
    Dlatego ci co tak pohukują Litwinów w sprawie zwrotu własności niech może zaczną pohukiwać również na polskich polityków i urzędników, bo jak na razie w Polsce zwraca się głównie majątek żydowski i to niekoniecznie prawowitym spadkobiercom.
    A na Litwie trzeba walczyć o swoje nawet nie jest śmieszne – jest żałosne

  10. DTP mówi:

    @9
    coś urwało poprzedni post i prawdziwi obrońcy mogliby to źle zinterpretować. Powinno być.

    Na Litwie trzeba walczyć o swoje ale robienie martyrologii ze 139m2 nawet nie jest śmieszne – jest żałosne 🙂

  11. elpopo mówi:

    Kochany DTP, a jak zabiłbym ci no powiedzmy matkę to nie robiłbyś martyrologi za te kilkadziesiąt kilo mięsa. Dla tych ludzi to ojcowizna i nie ważne że ma 2mx2m. Ważne że jest moja.

  12. elpopo mówi:

    Powinno być: Ważne, że jest ich 🙂 Ja już nie mam ojcowizny, ojciec sprzedał.

  13. Czesiek mówi:

    Zgadzam się z opinią,że AWPL i osobiście W. Tomaszewski powinien jasno wyartykułować zapewnienie,że ziemia na Wileńszczyźnie odebrana prawowitym właścicielom zostanie im zwrócona.

  14. Zbigniew mówi:

    Nie dajcie się Rodacy

  15. maur mówi:

    139m2. Niby niewiele. Na takim kawałku mozna postawić i dom ze 200m2 i mieć jeszcze kilka arów ogródka.
    Ale tę ziemie należy nabyć uczciwie.
    Co to znaczy uczciwie?
    Pierwotny posiadacz wydzierał po prostu tę ziemię naturze. Zagospodarował z myślą o swoich potomkach. Jeszcze w czasach gdy PAŃSTWO było w powijakach. Stawał się jednocześnie cenną ostoją tegoż państwa i w zamian zyskiwał gwarancję co do ochrony prawa własności. Prawo naturalne -“przyrodzone” -jak to trafnie ujęto w artykule.
    Mógł rozporządzać włanością według własego uznania. W tej kategorii wydają się mieścić przodkowie rodziny Andrzejewskich i wielu im podobnych.
    Wiemy jak trudno było zachować i utrzymać własność. Szczególnie na obszarach strefy wpływów ZSRR. Nie mniej i narody z tej strefy odrzuciły porządek “made in USSR” -ca 20 lat temu. Uznały prawo własności za rzecz świętą. Nie istotne tu w jakich państwach w jakim stopniu to prawo zostało zrealizowane. Istotnym jest fakt posiadania przez państwo prawnego mechanizmu wywłaszczenia. Stosowane w przypadku konieczności realizacji ważnych społecznie celów. Ale nigdy państwo nie wtrąca się w relacje gdy sąsiad chce odkupić od sąsiada kawałek gruntu. Są oczywiście sytuacje wymagajace interwencji państwa -np. w przypadkach dróg koniecznych, itp. Tu jednak taka sytuacja nie miała miejsca. Tu nowy ,Keliotis, zamiast pójść do właściciela ziemi – sąsiada i znim negocjować ewentualne odkupienie potrzebnej ilości gruntu -uruchamia machinę państwa. I to państwo, przy pomocy kuglarstwa prawnego, rozporządza cudą własnością na korzyść Keliotisa. Taki nabywca i jemu podobi nie może mieć racji jak i nie może udawać, że jest w zgodzie z prawem. Złamał prawo przyrodzone. Skorzystał z usług pasera, który rozporządził dobrem nabytym, też bezprawnie- od bandyty.

  16. krzysztof mówi:

    DTP : Na jakiej podstawie sądzisz, że w Polsce reprywatyzacja przebiega wolniej ( gorzej) niż na Litwie ? Może porozmawiamy trochę o konkretach ? Ponadto dlaczego nie można “cenzurować” poczynań władz litewskich w tej materii ?

  17. Duseika mówi:

    Kargul i Pawlak…

  18. RB mówi:

    Pan DTP nie raczył jednak napisać, że w Polsce po wojnie nie zabierano ziemi rolnikom indywidualnym, a wręcz nawet przeciwnie. Dlatego plecie, nie wie co… 😉

  19. reqonquista mówi:

    Kelocis, czas wrócić do domu na Litwę!!!!

  20. krzysztof mówi:

    Duseika : Małe uzupełnienie : Kargul i Pawlak po litewsku.

  21. Duseika mówi:

    Tam po polsku, tutaj po litewsku…

  22. Kmicic mówi:

    Własnośc jest rzeczą świętą i to chyba nie podlega dyskusji.Kto nie kupił od prawowitego włściciela -Polaka ziemi, tylko “przejął” w inny sposób, ten dopuścił się czynu przestępczego. To do urzędów litewskich należało sprawdzić najpierw kto jest prawowitym właścicielem i dopiero po udowodnieniu ,że nikt ,można było przekazywać nieruchomość przybyszom z głębokiej Litwy. Każde inne działanie jest jawnym bezprawiem. I nie ma oczym dyskutować.

  23. Bronislaw mówi:

    kochanienkie jak mowi Wincuk,zadam pytanie,dlaczego na Litwie orzymali wlasnosc te co przeniesli o kila lat wczesniej ziemię czym te od dziada posiadacze tej ziemi,za 20 lat.ja widzę wladza litewska to robila umyslnie,robi i będzie robila,zapuscili straszydlo že będą wielkie podatki na ziemię i niekture nie spieszyli,system litewski partyjny ma prawo oklamywac jak mowi się zapuscic utku,poco byl ten sztandartarfiur na Wilenszczyznie oto wlasnie chodzi i kim byl jaką wladzą naznaczony,tu chodzi nie o Polskę, Bialorus,Rosyję a Litwę bo wladza w niej nazywa siebie demokratczną,a ustawy jakie,to się robi w UE,przykro ale fakt,režimy Litwy dzialają samodzielnie i mają prawo i im pozwolono ježeli tak robią,placz i smiejsie.

  24. Patrycja mówi:

    Myślę że żyją nadal tezy wojny bolszewickiej w głowach litewskich urzędników,bo przed hałastrą czerwoną na Wileńszczyznie i Wilnie bronili śię jedynie Polacy,zaś Litwini i Białorusini,powiecmy i z sympatją stali śię republikami ZSSR,..a to już daleko od UE,ich teza nie zarobić a grabić

  25. jez mówi:

    Ziemia nie moze byc wlasnoscia prywatna,bo ja stworzyl Bog. Wlasnoscioa prywatna moze byc tylko to co stworzone rekoma czlowieka.

  26. zozen mówi:

    do 25: no to zabieramy ziemię wszystkim i wprowadzamy inne postulaty Trockiego i bolszewików- wspólne żony, a dzieci po urodzeniu do państwowych instytucji.

  27. tomasz mówi:

    do jez/pień: A czemu nie powołałeś się na JPII tym razem? 🙂

  28. jez mówi:

    do26:co maja wspolnego dzieci i zony do ziemi? Jestes nielogiczny.

  29. jez mówi:

    do tomasz:A to i JP II przyznaje mi racje?

  30. tomasz mówi:

    do jez: Tak, a nawet można powiedzieć że był głównym ideologiem WKP(b). 🙂

  31. jez mówi:

    do tomasz 30:nie jestes daleki od prawdy.

  32. zozen mówi:

    Ideologia bolszewicka Trockiego zakładała, że do wybudowania nowego państwa należy do podstaw zburzyć stary porządek. Czyli w pierwszej kolejności pozbawić ziemi i w ogóle jakąkolwiek własności prywatnej, a następnie zlikwidować rodzinę jako taką.

  33. tomasz mówi:

    do jez: Natomiast ty jesteś daleki… od logiki na pewno. 🙂

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.