15
Korepetycje — potrzeba, moda czy zła szkoła?

Hanka Grzybowska, dyrektor Szkoły Średniej w Grzegorzewie jest przekonana, że o potrzebie korepetycji decydują rodzice, którzy najlepiej znają możliwości i predyspozycje swego dziecka Fot. Alina Sobolewska

Dziś już nikt nie kwestionuje potrzebę korepetycji. Rodzice, nauczyciele i dzieci są przekonani, że obecny system edukacji w naszym kraju daleki jest od idealnego. Nadal brakuje współgrania pomiędzy programami, podręcznikami i wymaganiami uczelni wyższych.

Na rynku korepetycji rodzice już rozpoczęli „polowanie” na najlepszych korepetytorów. I chociaż w internecie nie brak ogłoszeń typu: udzielam korepetycji…, najlepsze są rekomendacje ludzi znajomych. Ceny „lekcji po lekcjach” na Litwie, nie zważając na kryzys — idą w górę. Najdroższy, bo sięgający nawet 60 litów za godzinę lekcyjną i najchętniej wybierany jest język angielski. Chociaż tak naprawdę nie ma przedmiotu, z którego uczniowie nie douczają się poza szkołą. Powstaje pytanie, kto jest temu winien — nauczyciele, uczniowie czy jednak system edukacji?

Zdaniem Hanki Grzybowskiej, dyrektora Szkoły Średniej w Grzegorzewie dziś na maturze państwowej jest wiele zadań ponadprogramowych. Nauczyciel w klasie liczącej 28 – 30 uczniów realizuje program nauczania polegający przede wszystkim na wymaganiach programowych, na swym doświadczeniu i metodyce.
— Jednak każde dziecko jest indywidualne, inaczej uzdolnione, ma różne predyspozycje. Indywidualne lekcje ujawniają, z czym sobie dziecko nie radzi. Z własnego doświadczenia, kształcąc własne dzieci, wiem, że zdolne dzieci również potrzebują dodatkowych lekcji, aby dostać się na wymarzone studia. Rodzice wyliczają sobie, że taniej jest zainwestować w lekcje indywidualne, teraz gdy dziecko jest w szkole niż płacić kilkadziesiąt tysięcy za studia później — twierdzi pedagog.

Większość rodziców wychodzi z założenia, że wiedza zdobyta w szkole nie wystarcza, aby w przyszłości dziecko dostało się na dobre studia, miało szanse zaistnienia na rynku pracy. Korepetycje dziś to nie moda. Wzrasta wartość wykształcenia. Jeszcze do niedawna na prywatne lekcje posyłały swoje pociechy osoby zamożniejsze — obecnie, często kosztem wielu wyrzeczeń, płacą za dodatkowy angielski, historię czy matematykę również osoby zarabiające minimum.

Jolanta Kimsa z Wilna, mama szesnastoletniego Rafała jest przekonana, że korepetycje dziś są koniecznością, a nie wymysłem ambitnych rodziców.
— Pierwsze korepetycje mój syn miał w wieku 3 lat. Nie mam zarzutów do nauczycieli, mają trzydzieści uczniów w klasie, których muszą nauczyć podstaw. I to robią. W szkole nie jest możliwe jednakowo efektywne dotarcie z wiedzą do wszystkich uczniów ze sporej grupy. Ale ja chcę, aby moje dziecko było traktowane indywidualnie. Korepetytor może przekazać swojemu uczniowi wiele rzeczy, których z różnych powodów nie można zrealizować na lekcji. Może dostosować poziom nauczania do poziomu wiedzy ucznia.

Nie stawia stopnie, nie jest związany z programem w tym stopniu, co nauczyciel szkolny i może skupić się dokładnie na tym, co najbardziej memu dziecku jest potrzebne. Za to płacę — mówi pani Jolanta.

Katarzyna M. z Wilna, mama dwóch nastolatków, która chciała zachować swą anonimowość, stwierdza, że dziś polska szkoła na Litwie wraz z jej problemami finansowymi, ciągłymi reformami, niestabilnością polityczną, obciążeniem nauczycieli pracą i obowiązkami biurokratycznymi, nie ma szansy przygotować odpowiednio do państwowej matury uczniów. Nawet tych najzdolniejszych. Korepetytor, który całą swoją uwagę poświęca jednemu uczniowi, daje naprawdę duże szanse na dotarcie do przyczyn szkolnych problemów i rozwijania indywidualnych zdolności dziecka.

— Szeregowy nauczyciel powinien pamiętać o wszystkich uczniach. I tych, bez motywacji, często przeszkadzających na lekcji, i o uczniach z adoptowanymi programami, i o szczególnie uzdolnionych, i o tych średnich. Tylko naprawdę bardzo dobry pedagog może sprostać tym wszystkim wymaganiom. W czasie lekcji ma trzy, maksimum pięć minut dla każdego z uczniów. Nauczyciel ma trzydziestu uczniów, ja mam dwoje dzieci, i to ode mnie zależy, aby dostały się na studia, zdobyły dobry zawód, a w przyszłości pracę. Płacę za korepetycje sporo — do sześciu tysięcy w rok, ale mamy rezultaty. Jednak nie inwestowałabym, gdyby dzieci nie miały motywacji. Wiedzą, czego chcą, a ja im w tym jedynie pomagam — wyznaje szczerze nasza rozmówczyni.

Joanna Vaicilionis, nauczycielka języka angielskiego ze Szkoły Średniej im. H. Sienkiewicza w Landwarowie jest przekonana, że korepetycje są wymuszone brakiem systematycznego nauczania dowolnego przedmiotu. Częsta zmiana nauczycieli, opuszczanie lekcji, brak chęci do nauki są powodem luk w nauczaniu dzieci.

— W młodszych klasach wielu uczni pewne przedmioty sobie „odpuszcza”. Jednak w klasie maturalnej zmienia zdanie — potrzebuje raptem chemii, angielskiego, matematyki. Wtedy bez zewnętrznej pomocy i samodzielne nadgonienie materiału z tych przedmiotów z kilku lat może być zbyt trudne. Jeżeli jednak dziecko od początku nauki w szkole uczy się systematycznie, to da radę bez korepetycji. Sama kiedyś skorzystałam z korepetycji z matematyki, ponieważ chciałam mieć bardzo dobre stopnie, a na zrozumienie i nabycie pewnych nawyków właśnie z matematyki potrzebowałam więcej czasu niż inni. Szkoły dziś mają dziś możliwości dodatkowych zajęć, module, zajęcia pozalekcyjne. Ważne, aby uczniowie chcieliby z tego skorzystać — twierdzi nauczycielka.

Ile dziś kosztują korepetycje? Nie ma jednej stawki. Ceny zaczynają się już od 15 Lt za godzinę lekcyjną, choć można znaleźć nauczycieli, którzy bardzo wysoko (i drogo!) oceniają swoje kwalifikacje. Jednak uwzględniając koszta studiów na uczelniach litewskich, większość rodziców decyduje się na korepetycje z dwóch, a nawet trzech przedmiotów, wydając na to do 5-7 tysięcy litów rocznie. Dlaczego jednak pokolenia sprzed 15, 20 i więcej lat dostawały się na studia i pomyślnie studiowały bez korepetycji? Zdaniem doświadczonych nauczycieli odpowiedź jest prosta — istniał system i współzależność pomiędzy szkolnymi programami, podręcznikami i wymaganiami na uniwersytetach. I władze oświatowe nie bawiły się każde pięć lat w postępowych reformatorów edukacji…


Porady psychologów

Nie należy brać korepetycji „na wszelki wypadek”, bo „może się przyda”, na wyrost. Jeśli dziecko będzie zbyt daleko do przodu z wiedzą na szkolnych lekcjach, wtedy będzie się nudziło, męczyło w szkole. Później może to zagrozić zniechęceniem do nauki i lekceważącym stosunkiem do niej.
Nie warto płacić za korepetycje, jeśli uczeń jest w stanie samodzielnie uporać się ze swoimi chwilowymi problemami. Wiedza osiągnięta bez pomocy z zewnątrz daje większą satysfakcję i świadczy o dojrzałości młodego człowieka.

Korepetycje są konieczne, gdy szkoła lub klasa, do której uczęszcza uczeń, ma „słaby poziom”, a wiedza jest niezbędnie potrzebna z powodu studiów, egzaminów itp.

Nauczyciel w szkole nie potrafi nawiązać kontaktu z dzieckiem. Wciąż przybywa konfliktów, stresów, uczeń traci chęć do nauki i do szkoły.
Gdy środowisko rówieśnicze (np. grupa klasowych „wesołków”) skutecznie zaniża poziom nauki. Lekcje sam na sam z korepetytorem, bez rozpraszającej obecności kolegów, mogą dać o wiele lepsze wyniki niż te standardowe.

Uczeń ma problemy natury emocjonalnej — boi się nauczyciela w szkole, nie potrafi pokonać tremy. W takiej sytuacji często mądry, życzliwy korepetytor jest w stanie wyrwać zestresowanego młodego człowieka z zaklętego kręgu lęków i paraliżu emocjonalnego.

15 odpowiedzi to Korepetycje — potrzeba, moda czy zła szkoła?

  1. Czesiek mówi:

    Na ile się zorientowałem, to słowo “korepetycje” są w Polsce bardzo znanym i często używanym pojęciem, ale chciałbym zwrócić uwagę na inny problem, który pojawił się w ostatnich dziesięcioleciach.Tym problemem jest postępujący rozziew wiedzy pomiędzy grupą młodzieży, która od najmłodszych lat jest “trenowana” przez rodziców, nauczycieli w społecznych , prywatnych , szkołach podstawowych,gimnazjach,prestiżowych liceach, jak konie wyścigowe a większością, której pozostaje kulawy państwowy system edukacji.
    Elitarne licea tworzone są nie przez wybitnych nauczycieli, ale przez wybitnych i zdolnych uczniów, którzy w większości wiedzę zdobywają na zajęciach dodatkowych i samodzielnie.
    Dzisiaj nie mając bogatych rodziców skłonnych wyłożyć spore sumy na edukacje, można zapomnieć o prestiżowych kierunkach na Uniwersytecie Warszawskim,Jagiellońskim, czy Uniwersytecie Medycznym. Maturzysta nie mający dzisiaj 80% z matury z rozszerzonej biologii, chemii może nawet zapomnieć o płatnej medycynie, która kosztuje 10.000 zł za semestr.

  2. pšv mówi:

    to Czesiek
    Rozziew to dziś normalka. Prestiżowe kierunki dla niezamożnych i sen o równych możliwościach – to ohydne rudimenta komunizmu. Chyba nie o to się walczyło? 🙁

  3. RB mówi:

    Na pewno języków obcych (angielski, francuski, niemiecki) trzeba się uczyć dodatkowo. Żadna szkoła ich dobrze nie nauczy, chyba że z wykładowym językiem obcym, ale to ma z kolei też swoje minusy.

  4. hp mówi:

    Jeszcze raz potwierdza sie skutecznosc radzieckiego systemu oswiaty.Wlasnie, ze do oswiaty z czasow ZSRR pasowalo slowo SYSTEM OSWIATY, a nie tak jak terazniejszy BARDAK, w wiekszej miarze zalezny od wyborow, czy to sejmowych, czy samorzadowych.A i te nie majace konca reformy oswiaty, w ktorych nikt nie wie w jakim kierunku ma podazac.

  5. jez mówi:

    Nauczyciele w szkolach tak “nauczaja”,ze uczniowie sa zmuszani do dodatkowych zajec(korepetycji)u tych samych nauczycieli,tylko ze za pieniadze.Jezeli uczen samodzielnie sie uczy,to i tak nie ma szans u tego nauczyciela ,bo mu nie placi za korepetycje.
    Zgadzam sie z hp,ze u nas BARDK,i wyludzanie pieniedzy,a nie system nauczania.

  6. zozen mówi:

    jak i wtedy tak i teraz dużo zależy od nauczyciela. Co do systemu nauczania, to niektóre przedmioty były wykładane nieźle, inne gorzej.
    Taka historia na przykład, czy też literatura kładły nacisk na ideologię, nawet na fizyce za zacytowanie Lenina można było dostać 5. Angielski to w ogóle była tragedia, bo w książce były głownie teksty o Leninie, komuniźmie i walce robotników. Na szczęście mieliśmy dobrą anglistkę, która prawie nie korzystała z tej ksiązki, a przynosiła własne.
    I korepetycje były, może nie tak powszechne jak teraz, ale tez były

  7. wilniuk mówi:

    Należy się zgodzić z hp, że w czasach radzieckich był system oświaty. Inna sprawa, że system ten był bardzo daleki od ideału. Zwłaszcza po tym, kiedy zaczęło obowiązywać powszechne średnie wykształcenie. Każdy musiał mieć maturę. Wynik – katastrofalne obniżenie poziomu nauczania, bardzo trudna sytuacja nauczyciel, którym każdy leń czy bęcwał w żywe oczy kpił, że uczyć się nie musi, bo i tak będzie mieć tę tróję.
    A korepetycje, zwłaszcza z matematyki, zawsze były.

  8. hp mówi:

    Sama idea powszechnego wyksztalcenia sredniego nie byla zla, ale sposob jej urzeczywistnienia byl daleki od idealu.Dla kraju, a zreszta to dotyczy kazdego kraju, nie tylko ZSRR, zawsze sa potrzebni wyksztalcenie ludzie. Jedna ta prinudilowka i szczegolnie zaoczne wyksztalcenie srednie zupelnie wypaczyly sama idee o powszechnym wyksztalceniu srednim.
    A korepetycje to moim zdaniem jest na wpol legalizowana forma lapownictwa. No jezeli nie lapownictwa, to forma pobierania nieopodatkowanych dochodow.

  9. brat marcin mówi:

    Myślę, że powszechność korepetycji wynika z wad w programie nauczania, które z kolei wynikają właśnie z dogmatu “powszechnego” średniego wykształcenia.

    Programy szkolne są zbytnio uproszczone i tak naprawdę nie dają wiedzy, a jedynie “szykują” do egzaminów. I tu się pojawia podstawowy problem — egzaminy są źle skonstruowane, i faktycznie na każde pytanie istnieje jedyna słuszna odpowiedź. W ten sposób uczniowie w ciągu ostatnich lat nauki w szkole są uczeni nie samych przedmiotów, tylko odpowiadania na pytania egzaminów. Dlatego też zamiast pogłebiać wiedzę, są po prostu w szkole uczeni tajników i haczyków, z jakimi się zetkną na egzaminie.

    Nie zgodzę się też z Hp, że zaoczne wykształcenie średnie jest złe. Myślę, że to właśnie dobry pomysł na to, by średnie wykształcenie mogły zdobyć osoby nie radzące sobie z nauką, lub pochodzące z ubogich lub aspołecznych rodzin i na co dzień pracujące lub opiekujące się rodziną. Niestety, propaganda sukcesu wpaja ludziom do głów, że jeśli się nie kończy gimnazjum i nie trafia na studia prawa, ekonomiki lub “vadziby”, to się jest nikim. W ten sposób właśnie marginalizuje się, bardzo potrzebne tak naprawdę, szkoły zawodowe i wieczorowe, które byłyby dobrym rozwiązaniem panującej obecnie patologicznej sytuacji.

  10. Ryszard mówi:

    Jak widzę z toczonej dyskusji na forum to oswiata jest bodaj jedną z niewielu dziedzin która łączy Polskę i Litwę.
    Tak w jednym jak i drugim kraju jest beznadziejna.

  11. jez mówi:

    Najbardziej wkurza to powszwchny system testowania na egzaminach.
    Oto jak moga wygladac test z literatury:
    pytanie: Kim byl Adam Mickiewicz?
    warianty odpowiedzi:
    1.terrorysta talibanski
    2.odmiana pasikonika
    3.poeta polski
    4.wybitny matematyk
    5.polityk litewski

    prawidlowa odpowiedz -poeta litewski

  12. Polak ze Śląska mówi:

    Do CZesiek post1

    Z tym trenowaniem jak konie masz troche racji.Nie wiem jak teraz,ale ja u nas zaobserwowałem kiedyś taką schizę na robienie z dziecka “cudownego”dziecka.
    Poprzez przeładowanie zajęciami dodatkowymi.
    Czyli:
    8.00-15.00-szkoła
    15.30-17.00-basen/w zimie łyżwy
    17.30-19.00-tenis
    19.30-20.30-angielski lub inny
    a potem jeszcze lekcje odrób i spać.
    I tak przez cały tydzień,żeby dziecko jak dorosnie grało w tenisa jak Radwańska,pływało jak Jędrzejczak,auto prowadziło jak Kubica,skakało wyżej niz Kozakiewicz,matematyke,fizykę ,biologie i chemie miało w małym palcu i znało 27 języków biegle a kolejne 40 tak by się dogadać.
    Tragizm.Nie wiem jak teraz jest,ale wcale bym sie nie zdziwił,jakby było tak dalej.

  13. Kmicic mówi:

    W ubiegłym roku IPN zafundował polskim dzieciom na Litwie bezpłatne korepetycje . Niestety , litewskie władze oświatowe przestraszyły się rozszerzonej wiedzy historycznej naszych pociech,rozgdakał się Sejmas i litewskie “lobby” historyczne. Jakże to tak? Prawda historyczna na Litwie musi przecież podlegać cenzurze.

  14. no nie mówi:

    do jez post 11:

    jakkolwiek generalnie zgadzam się z Tobą, to jednak źle odpowiedziałeś na test ułożony przez siebie samego. Prawidłowa odpowiedź powinna brzmieć: poeta białoruski, a ponieważ takiej odpowiedzi nie przewidziałeś, więc – “w zestawie nie ma poprawnej odpowiedzi”.

    Dowód: skorzystaj z linku

    http://www.wsksim.com.pl/audiosympozjum.php?id=15

    i odsłuchaj wykład pod tytułem

    “Obraz Polski i polskości we współczesnej historiografii białoruskiej” – prof. dr hab. Z.J. Winnicki”

  15. Marysia mówi:

    Myśle, że cenzura w edukacji występuje nie tylko na Litwie. Edukacja jest potrzebna jednak w dzisiejszych czasach i dostępie do internetu, nauka jest łatwiejsza i nie jest zarezerwowana tylko dla którejś z grup społecznych. Szkoła szkołą Preply http://preply.com/pl/warszawa/korepetycje-z-literatura kwestia jest właśnie w uczniach jak to ktoś tu ują wyżej. Korepetytorzy, nauczyciele z literatury nie ważne jak by ich zwał, ja staram się wykształcić moje dziecko w sposób aby właśnie nie było takim koniem wyścigowym w Warszawie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.