0
Ulewy i upały wywindują ceny na bazarach

W porównaniu z ubiegłym latem, jest mniej kupujących. Fot. Marian Paluszkiewicz
image-16380

W porównaniu z ubiegłym latem, jest mniej kupujących. Fot. Marian Paluszkiewicz

Nieustające ulewy w czerwcu, i lipcowe upały w ogólnym rachunku spowodowały wzrost cen warzyw i owoców. Dodatkowo sytuację pogorszyły atakujące uprawy rolne choroby, z którymi przy dużej wilgoci była znacznie utrudniona walka. Sprzedający na targowiskach narzekają również, że w upalne letnie dni kupujący rzadziej zaglądają na bazary.

— Widocznie — to kryzys. Choć na wiosnę tego kryzysu wcale nie odczuliśmy. Na bazarze było sporo kupujących i ludzie kupowali o wiele więcej niż teraz. Teraz mało jest kupujących. Może dlatego, że większość ma teraz urlopy i wyjeżdża — rozważa sprzedająca warzywa na Rynku Kalwaryjskim pani Elżbieta, która dojeżdża tu codziennie z okolic Niemenczyna. Na urodzaj co prawda szczególnie nie narzeka: „Zwłaszcza obrodziły cukinie, kabaczki. Mają dostatecznie słońca i jeszcze dostateczny zapas wilgoci. Nawet nie nadążam za ich zbieraniem. Ceny na nie nie są większe w porównaniu z rokiem ubiegłym. Bardzo popularne są szparagi i w tym roku są nieco droższe. Gorzej w tym roku jest ze szpinakiem. To wymagająca roślina — nie znosi ani upałów, ani ulewnych deszczów. Koper również czerniał, kiedy były ulewy. Teraz upały mu sprzyjają”.

— Ludzie są na urlopach. W porównaniu z ubiegłym latem jest mniej kupujących. Ale nie ma się czemu dziwić. Kryzys wygania ludzi za granicę za chlebem — mówi zrezygnowany pan Juozas, rolnik z rejonu olickiego. Cieszy się natomiast, że jego plony mocno nie ucierpiały.

Od lat zajmuje się uprawą ziemniaków. W tym roku ich cena, podobnie jak i w ubiegłym, wynosi średnio lit za kilogram.

— Zarówno dla ziemniaków jak i marchwi wybrałem bardziej równinne miejsce, dlatego nie straciłem plonów przez te ulewy — cieszy się rolnik. Dodaje, że plony wielu rolników po prostu wypłukały deszcze. Tymczasem jeżeli komu się udało wcześniejsze zbiory uratować, to te późniejsze zaatakowały szkodniki. Dodatkowo sytuację pogorszyły atakujące uprawy rolne choroby grzybowe, z którymi przy dużej wilgoci była znacznie utrudniona walka, bo na pola w ogóle nie dało się dotrzeć. Zwłaszcza d o bardziej nizinnych miejsc.

— W tym roku pola atakują ślimaki. Wygryzają jak szczury kapustę, ogórki, pomidory. Nie da się ich zwalczyć żadnymi środkami. Nawożenie w tym roku też nie na wiele się zdało — wszystko wypłukały ulewne deszcze — opowiada sprzedająca warzywa na Rynku Kalwaryjskim pani Ania z Mejszagoły. Jak mówi, z powodu deszczu szczególnie źle w tym roku obrodziła kapusta, kalafiory i brokuły. Dlatego ich ceny są nieco wyższe niż o tej samej porze w ubiegłym roku. Za kilogram cebuli czy kapusty zapłacimy 1,5 Lt. Podobnie jak za ogórki, których uprawianiu pogoda ostatnio szczególnie sprzyja.

— Z gąsienicami, które wyżerały nam kapustę, jakoś sobie poradziliśmy. W tym roku niczego nie sadziliśmy w pobliżu lasu, dlatego ślimaki nas specjalnie nie atakowały — mówi pani Alina z podwileńskich Gudel. Już od dwudziestu lat uprawia warzywa i zdradza, że ma swoje sposoby również na to, by słońce nie spaliło upraw: „W takie upały bielimy cieplarnie. Dzięki temu udaje się uratować plon”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.