69
Troki — turystyczne uroki z turystyką w tle

Pradawna stolica Wielkiego Księstwa Litewskiego, obok wileńskiej starówki i Góry Krzyży pod Szawlami jest obowiązkowym punktem w planach zwiedzania Litwy wycieczek zagranicznych, a obok Połągi i Druskiennik, też przyciąga rodzimych wczasowiczów. I choć z roku na rok liczba odwiedzających Troki turystów zarówno zagranicznych, jak i krajowych, stale rośnie, zdaniem miejscowych przedsiębiorców, nie przekłada się to ostatnio na wzrost przychodów z obsługi ruchu turystycznego, już nie mówiąc o jakimkolwiek zysku.

— Ot, proszę zobaczyć, idzie facet z rodziną. Krajowy turysta. Znam się na tym. On, żona, dwójka dzieci. Wpadli tu na dzień, może kilka, by odpocząć. Mają urlop. Zakwaterowanie, wyżywienie, jakieś upominki razy cztery — będzie ich sporo kosztować ten wypoczynek, nawet jeśli jednodniowy. Więc zanim skorzystają z mojej usługi, to mocno zastanowią się, bo wszak to wydatek w sumie 240 litów na ich czwórkę osób za niespełna godzinę. Na pewno nie zdecydują się. I takich tu jest większość. A zagraniczniak nie przyjeżdża tu po to, żeby na jachcie popływać. Tak i pracujemy w tym sezonie. Jeden, dwa rejsy dziennie, a reszta czasu przycumowani — opowiada nam kapitan jednego z kilku jachtów zakotwiczonych przy nadbrzeżu trockiego jeziora „Galvė”. Jestem Valentinas. Bez nazwiska. Po prostu kapitan Valentinas.

Ubrany w strój kapitański, z kapitańską stylową bródką i tylko komórka przy uchu zamiast kapitańskiej fajki w ustach — Valentinas i jego koledzy z ich majestatycznymi, ale zakotwiczonymi przy brzegu jachtami na tle błękitu jeziora i widniejącego w dali Zamku Trockiego, stanowią dla rzesz turystów atrakcyjne tło do fotki z wycieczki do Trok.

— Tylko za pozowanie nikt nam nie płaci — żartują kapitanowie troccy. Akurat podciągnęła w pobliże grupa skośnookich turystów.

— Koreańczycy — stwierdza z dumą fachowca w głosie jeden z kolegów Valentinasa i mimowolnie stają się dla egzotycznych turystów egzotycznym tłem do pięknej fotki z dalekiej Litwy. Właśnie tłem wydaje się być cała branża obsługi ruchu turystycznego dla turystyki zarówno zagranicznej, jak i krajowej.

— Nie możemy narzekać na brak turystów, co widać po korkach przy wjeździe do miasta podczas weekendów i na wyjeździe pod koniec niedzieli. Tak więc nie możemy narzekać na brak turystów. Ale trudno jednoznacznie ocenić, ile z tego ruchu miasto zarobi, bo bezpośrednich wpływów nie otrzymujemy z tego tytułu. Pieniądze trafiają do budżetu przede wszystkim z tytułu podatków od przedsiębiorstw obsługujących ruch turystyczny — mówi w rozmowie z „Kurierem” Irena Narkiewicz, wicedyrektorka administracji samorządu rejonu trockiego.

Również nasz kapitan Valentinas przyznaje, że nie można narzekać na liczbę turystów.

— Tyle, że z roku na rok turysta ten wydaje coraz mniej pieniędzy u nas — wyjaśnia. I to jest największy problem przedsiębiorców i drobnych handlarzy, którzy żyją z turystyki, bo faktycznie w samych Trokach, oprócz administracji samorządowej i państwowej, to sektor turystyczny jest największym pracodawcą.

— Proszę spójrzcie, po tamtej stronie jeziora — kemping. W tym roku jest prawie pusty, choć jeszcze przed dwoma laty trzeba było mieć szczęście, żeby dostać tam miejsce — zauważa Valentinas.

O tym, że w tym roku szczęścia nie trzeba mieć, żeby znaleźć miejsce na kąpielisku, świadczą też na wpół puste przyjeziorne płatne parkingi, letnie kawiarnie, czy też zacumowane u brzegów jachty, łódki, taksówki wodne i statki godzinami czekające, aż uzbiera się grupa chętnych do opłynięcia jeziorem dookoła Zamku Trockiego. Sam zamek, aczkolwiek jest główną atrakcją przyciągającą rzesze turystów, to nie każdy z nich chce zapłacić za bilet, żeby wejść do środka i dokładnie spenetrować pokoje pałacu.

Przez bramę przetacza się kolejna grupka turystów. Wpadli na dziedziniec, obejrzeli, porobili zdjęcia i z powrotem przez bramę. Polacy, Niemcy, Rosjanie, Hiszpanie, Finowie — tylko nieliczni samotnicy, lub grupki ważą się pójść na zwiedzanie zamku.

— Tak już jest, że ostatnio grupy turystyczne powierzchownie zwiedzają nasze atrakcje — mówi nam Alina Ivanauskienė, właścicielka „Galvė“, restauracji z pokojami hotelowymi na piętrze. I chociaż jej lokal jest usytuowany tuż obok mostu prowadzącego do zamku, tak więc na głównym szlaku turystów, mówi, że to nie przyciąga więcej turystów na tradycyjnego kybyna, czy też kufel zimnego piwa. Gdy jednak zaglądamy do niej w upalne popołudnie, wygląda inaczej — wypełnione sale restauracje i tłumy turystów w ogródku.

— Bo jest pora obiadowa, ale zaraz będzie pustka — wyjaśnia właścicielka. I faktycznie po krótkim czasie tłum turystów znika. Właścicielka lokalu i jej personel (aczkolwiek pani Alina sama też pracuje, gdy jest taki nalot turystów) mogą się rozluźnić.

— Teraz będzie tak do wieczora — mówi gospodyni lokalu i tłumaczy, że już drugi sezon, z powodu kryzysu, organizatorzy wyjazdów turystycznych starają się oszczędzać, żeby mieć niskie ceny wycieczek. Toteż rzadko która grupa zostaje tu na noc, a tym bardziej na kilka dni.

— Są to grupy jednodniówki. Przyjeżdżają przed południem, krótkie zwiedzanie miasteczka, potem na zamek i z powrotem, obiad, chwila wolnego czasu na zdjęcia i upominki i po południu już wyjeżdżają — tłumaczy nam Alina Ivanauskienė. — I tak całe lato, ale tylko lato, bo poza sezonem pustka.

— Zaraz początek września i jak nożem utnie — mówi nam kapitan Valentinas i wyjaśnia, że sezon turystyczny w Trokach trwa tak naprawdę tylko w okresie letnim.

— Co więc zarobimy w tym czasie, musi wystarczyć na cały rok. Musi, ale nie zawsze wystarcza, bo samo utrzymanie jachtu w rok kosztuje kilka tysięcy, a gdzie jeszcze podatki i inne konieczne wydatki — wzdycha kapitan.

Jak wynika z danych Centrum Informacji Turystycznej (CIT), co roku do Trok przyjeżdża około 15-16 tys. turystów. Głównie są to Europejczycy z Niemiec, Rosji, Francji, Hiszpanii, W. Brytanii, Włoch i Finlandii. Jedną z największych grup stanowią Polacy. Krajowych turystów bywa około 3 tys. rocznie. Statystyki te obejmują jednak grupy zorganizowane korzystające z usług CITu. Trudno więc ująć w statystykach, ilu wczasowiczów samodzielnie radzi w Trokach, a tym bardziej tych, którzy wpadają tu z Wilna, Kowna dosłownie na jeden dzień, albo nawet tylko na obiad. Wszak trasę z Wilna nad brzeg Galvė samochodem można pokonać w niespełna pół godziny. A atrakcyjne w smaku i cenie tradycyjne jedzenie — kybyny i inne przysmaki karaimskie z nawiązką rekompensują zatraty finansowe i moralne na pokonanie trasy.

— Mamy takich gości, a w okresie zimowym, to głównie ich i mamy, czasami nawet kilka osób dziennie. Więc z tego, co latem zarobimy, w zimie dokładamy do biznesu — śmieje się pani Alina. — Bo gdybym ręce załamywała z rozpaczy, to już dawno powinniśmy tu wszystko pozamykać i pójść na łaskę państwa — tłumaczy żartobliwie, aczkolwiek z nadzieją w głosie, że kiedyś będzie lepiej.

69 odpowiedzi to Troki — turystyczne uroki z turystyką w tle

  1. Jurgis mówi:

    Ceny za wynajęcie żaglówki są za wysokie – o wiele za wysokie.Te żaglówki to nie omal jachty pełnomorskie nie pasujące zupełnie charakterem do Trok.Tu powinno być raczej więcej mniejszych łodzi,o mniejszej powierzchni żagla nawiązujących do dawnych tradycji,kiedyś wykonanych z drewna i odpowiednio niższej cenie,oraz trochę łodzi na wiosła i kajaków do wynajęcia.Nie wiem jak
    wygląda wykupienie karty wędkarskiej np na krotki okres.
    Myślę,że brak tego jest jedną z przyczyn nie wykorzystania potencjału turystycznego.
    Retro :Przed 1939r rejon rozwijał się bardzo szybko przystanie Ligi Morskiej i AZS w Karaciszkach gromadziły wielu miłośników sportów wodnych,zaś okolice jeziora Skajście obrastały w śliczne domy letniskowe do których przyjeżdżało wielu “letników”.
    Obydwa jeziora Galwe i Skajście były stale wypełnione widokiem żagli,żagielków,kajaków,łodzi miejscowych na wiosła,zaś z Wilna przylatywali dwupłatowcami piloci popisywać się niskim lotem nad taflą jezior.Las Wornicki był oazą do zbierania jagód i grzybów zaś nad brzegami jezior było rozbitych wiele namiotów i tu przyjeżdżało wielu harcerzy.
    Myślę że teraz jest tam duży niewykorzystany potencjał dla turystyki,który powinien się rozwinąć ,może nawet w nawiązaniu do dawnej sztuki budowy łodzi drewnianych na wiosła.

  2. Boreyko mówi:

    Jak chcą moich pieniędzy, nie się nauczą mnie szanować?

  3. Kmicic mówi:

    W zamku brak informacji w języku polskim(najliczniejsi turyści).Podobnie jest na remontowanym porzez ekipy polskie Zatroczu.W resturacjach rzadko menu po polsku.Na dojeżdzie do Trok brak informacji w języku narodowym najliczniejszych i stałych polskich turystów.
    Tak jak się dba o klijentów, tak i oni się odwdzięczają. Ja idę na kibiny(pyszne) tylko tam , gdzie menu po polsku jest od razu proponowane.

  4. elpopo mówi:

    A brak tych menu po Polsku to oni tak z siebie czy jakies odgórne zarządzenie? Na całym Śląsku można spotkać menu po Niemiecku. Nawet we Wrocławiu bo tam niemieckich turystów jest sporo, ale Polak dba o dochód, a litwini jak chcą dopłacać do interesu to niech dopłacają.

  5. Bury mówi:

    “nie przekłada się to ostatnio na wzrost przychodów z obsługi ruchu turystycznego”


    Nic specjalnie dziwnego. Bo wbrew durnej propagandzie na turystyce kroci się nie zarabia. Polska, Litwa to nie Włochy czy Hiszpania (choć i tam różnie z tym bywa).

  6. Jurgis mówi:

    Tak warto zwrócić uwagę na jadłospis
    (post 3 Kmicic),Troki znane były nie
    tylko z ogórków karaimskich lecz również ryb przygotowanych przez Karaimów.Niestety zaraz po wojnie
    rosyjscy żołnierze łowili ryby wrzucając dynamit do jeziora i wyławiając jedynie ogłuszone większe sztuki,cała drobnica zostawała i pływała do góry brzuchem . To spowodowało ogromne straty w stanie ryb,których w jeziorach Trockich było ok.30 gatunków!
    Obecnie najłatwiej jest zjeść rybę morską (rozmarażaną) i smażoną.
    Wycieczki z Polski ze zdziwieniem
    dowiadują się że tu mieszkają Polacy idąc na mszę do Fary trockiej w niedzielę !

  7. Lady Chapel mówi:

    Mnie nie przeszkadza brak informacji w j.polskim na zamku, menu w j.polskim takze nie jest mi potrzebne – radzimy sobie z rodzinka zamawiajac jedzenie po rosyjsku czy angielsku, z wynajmu lodzi czy jachtow nie korzystam – wole spedzic czas na “dzikiej plazy” a do miasta zawitac podczas pory posilku. Lubie Troki ze wzgledu na czysta wode w jeziorze i na mozliwosc szybkiego dojazdu z Wilna – w upalne weekendy to dobre miejsce do tego by moc skorzystac z orzezwiajacej kapieli. Co do cen za noclegi, to sa wysokie ale zawsze mozna znalezc cos tanszego – wystarczy tylko poszukac i popytac.

  8. Lady Chapel mówi:

    To co podoba mi sie jednak w Trokach najbardziej – to mala ilosc ludzi i wszelkiego rodzaju tandety. W Polsce tego typu miejsca sa zafajdane tysiacami osrodkow kempingowych, dyskotekami, bilbordami, jest tam tloczno i glosno. Biorac pod uwage bliskosc tak duzego, czystego i malowniczego jeziora niedaleko stolicy – dla moich znajomych z Polski cudem jest, ze jest tam tak cicho i spokojnie. W polsce takie miejsca sa zabudowane domkami kempingowymi, dyskotekami, przyjezdza tam mnostwo ludzi i klimat miejsc jest okropny. Na Litwie na szczescie jest troche inaczej i to nie tylko w Trokach ale np. w Nerindze tez, tam takze w porownaniu np. do plw.Hel jest cicho i spokojnie. I to mi sie najbardziej na Litwie podoba.

  9. Bury mówi:

    “zamawiajac jedzenie po czy angielsku”

    Co za upadek, w Trokach zamawiać obiad po… angielsku. W języku narodu, który nie ma pojęcia, że gdzieś na świecie są jakieś tam Troki.

  10. Lady Chapel mówi:

    Co za upadek – gdy turysci z Polski przyjezdzaja i zamawiajac np. lody mowia: poprosze lody truskawkowe (obok jest karteczka, na ktorej pod obrazkiem truskawki pisze:braškių – ale turysta tego nie widzi) – ekspedientka nie rozumie a turysta jej literuje – t r u s k a w k o w e, t r u s k a w k a, k….wa, patrz Teresa, nie rozumiom nic.
    Co za upadek – gdy biegajacy od kosciola do kosciola turysta z Polski ani me ani be po angielsku.
    Co za upadek – gdy takowy turysta nawet po rosyjsku slowa nie potrafi powiedziec.
    Co za upadek – jesli turysta nawet podstawowych zwrotow nie probuje sie nauczyc przed wyjazdem do kraju, ktory chce zwiedzac.
    Oczywiscie sa wyjatki ale wiekszosc naszych rodakow to taki wlasnie “upadly” turysta drogi panie Bury.
    I prosze sie nie czepiac watkow wyjetych z kontekstu – temat artykulu dotyczy innego tematu.

  11. krzysztof ( Bydgoszcz) mówi:

    Lady Chapel : W Trokach mieszka wielu Polaków i wiem z własnego doświadczenia, że przynajmniej połowa kelnerów z tamtejszych restauracji zna całkiem dobrze język polski. Nie widzę zatem żadnych przeszkód, aby w menu były także informacje w języku polskim. Do Trok przyjeżdża wielu tutystów z Polski. Zamiast zmuszać ich do stosowania łamanej angielszczyzny
    ( w większości przypadków), ze zwykłej grzeczności chociażby wypadałoby umieszczać w jadłospisach wersję polską. Ułatwiłoby to również pracę kelnerom.
    Takie oraktyki stosuje się na całym cywilizowanym świecie. Widziałem nawet jadłospisy w języku polskim w Portugalii (!), nie mówiąc już o jadłospisach oraz dużych napisach informacyjnych (całych banerach) w języku rosyjskim w Tajlandii.
    To nawet Tajowie potrafią się wyuczyć kilku zdań w języku słowiańskim i uprzyjemnić w ten sposób pobyt turystom z Rosji, a zapiekli w antypolonizmie Litwini tego nie potrafią w stosunku do Polaków ? To gorzej niż Trzeci Świat !

  12. Zbigniew mówi:

    W lipcu odwiedzilismy Troki
    Było wspaniale,pogoda dopisała, i jedzenie wysmienite.Pozdrawiam mieszkanców Trok

  13. Lady Chapel mówi:

    Do Krzysztof:
    Jak myslisz: Polonia utrzyma sie w speedway ekstra lidze? 🙂

  14. Senbuivs mówi:

    A mnie na trasie Wilno – Troki spotkało takie zdarzenie. Zatrzymałem się na chwilę przy jakimś przydrożnym sprzedawcy. Podjechał na polskich rejestracjach samochód i kierowca, wyraźnie zdenerwowany, zapytał mnie: gdzie do cholery jest ten ich zamek! pół godziny jeżdżę i szukam i nie ma!
    Wyobrażacie sobie zabłądzić na trasie Wilno – Troki?:) Albo nie trafić do Trok???:)
    A co do menu, to jest restauracja nad samym jeziorem, po prawej stronie od mostu, gdzie jest jadłospis po polsku, po polsku też mówi obsługa, mają kibiny ale przede wszystkim mają pyszne wędzone żeberka. Zawsze kiedy jestem w Wilnie jem u nich obiad. Niedrogo i smacznie. Obsługa płynnie mówi również po litewsku i rosyjsku. Parkujemy na prywatnych podwórkach za 5 litów a nie przy ulicy – bo parkometry kosztują dużo drożej.

  15. Gosia mówi:

    A ja tam wchodząc do restauracji w Wilnie,czy na Wileńszczyźnie grzecznie mówię “dzień dobry”, słysząc odpowiedź po litewsku, nawet nie zaglądam do karty i wychodzę.

  16. Senbuivs mówi:

    Gosia – a ja wchodząc do restauracji, kawiarni, sklepu, stacji benzynowej itp. pytam się obsługi “czy mówi pan/pani po polsku?” z obowiązkowym uśmiechem. Jeżeli odpowiedź jest dla mnie negatywna to radzę sobie rękami, rosyjskim i angielskim. Nie rozumiem, dlaczego od młodziutkiej kelnerki o wdzięcznym imieniu Saule mam wymagać znajomości języka polskiego? A tak nawiasem to ta Saule powiedziała do mnie po angielsku, że musi się koniecznie nauczyć po polsku, bo często ma takich miłych klientów z Polski jak ja?:)

  17. Lady Chapel mówi:

    krzysztof ( Bydgoszcz):” W Trokach mieszka wielu Polaków i wiem z własnego doświadczenia, że przynajmniej połowa kelnerów z tamtejszych restauracji zna całkiem dobrze język polski.”
    Kelnerzy, sprzataczki, etc…
    A czy wsrod restauratorow nie ma Polakow 🙂 ? Dlaczego wiec w swych restauracjach nie zamieszczaja w menu tekstu po Polsku? Tylko bez teorii spiskowych prosze.

  18. Gosia mówi:

    Senbuivs
    Nie jestem nacjonalistką, która uwaza,że każdy mieszkaniec Litwy powinien znac polski!:)
    Moje zachowanie wynika z doświadczenia i pragmatyzmu i przekonania,ze kelner/kelnerka znająca polski, sprawnie obsłuży, nie będzie próbowała “na chama” zawyzyc rachunek, a z mojej strony moze liczyc na suty napiwek.

  19. Kmicic mówi:

    dwujęzyczność Trok to nie tylko kwestia uprzejmości i zwyczajnie biznesu, ale również wymóg europejski. W Trockim zamieszkuje wystarczająca ilość Polaków , aby to unijne kryterium spełnić. A na ul.Karaimskiej powinny być również napisy po karaimsku. Tak każe rozsądek i dobry obyczaj.
    Ja wchodząc do restauracji uprzejmie, z uśmiechem , pytam się czy jest menu po polsku i w zależnośći od odpowiedzi, zostaję lub wychodząc pytam się, kiedy będzie?Uprzejmie i z uśmiechem.A najlepsze w Trokach są kibiny,kawałek za mostem, po prawej..

  20. Bury mówi:

    Troki są:

    1. Miejscowością stricte turystyczną, ba – jednym z turystycznych hitów Litwy;

    2. Znajdują się de facto w strefie przygranicznej;

    3. Od stuleci położone są na styku kultur, języków, narodów;

    4. Zamieszkane są przez mniejszość narodową;

    4. Jeszcze stosunkowo niedawno, a w ujęciu historycznym to w ogóle niedawno, należały do sąsiedniego państwa;

    5. Licznie odwiedzane są przez przedstawicieli sąsiedniego, bez mała 10-krotnie większego narodu.

    W tzw. cywilizowanym świecie wystarczyłby JEDEN z powyższych czynników, by informacja w przemyśle turystycznym (by nie wchodzić na poważniejsze przestrzenie) podawana była w języku, którego rzeczy dotyczy – w tym przypadku po polsku. Wszystko, od historii i powiązań kulturowych po teraźniejszość i przyziemną ekonomię przemawiają tu za językiem polskim.

  21. krzysztof ( Bydgoszcz) mówi:

    Lady Chapel ( 13) : Niewiele mnie to obchodzi, chociaż stadion “Polonii” jest położony niedaleko od mojego domu. Gdy byłem dzieckiem, chodziłem na każdy mecz. Z biegiem lat mi przeszło, chociaż, gdy widzę żużel w TV, nie przełączam się na inny program.
    A dodać mogę tylko,że w atmosferze wielkiego skandalu rozwodzi się właśnie Tomasz Gollob, który jeździ teraz w Gorzowie, ale nadal mieszka w Bydgoszczy. Na lokalnych forach internetowych aż huczy od plotek i komentarzy.

  22. krzysztof ( Bydgoszcz) mówi:

    Lady Chapel ( 17) : Nie wiem co rozumiesz przez pojęcie “teorie spiskowe”, ale przypuszczam, że chodzi o niechęć Litwinów wobec Polaków. Gdyby było inaczej, to zgodnie z tym co pisałem na temat turystów w innych krajach Europy i świata, zamieszczaliby napisy w menu po polsku. Czy wśród restauratorów w Trokach są Polacy, tego nie wiem. Nie prowadziłem takich badań.

  23. Kris mówi:

    Wróciłem niedawno z Chorwacji gdzie wszyscy obsługujący turystów mówią po niemiecku. Zdarzało się też często że w sklepie czy restauracji słysząc jak rozmawiamy między sobą – kelnerka czy sprzedawczyni odezwała się po polsku, mówiąc : proszę, zapraszam, dziękuję itp. Wracając z wakacji jechałem przez Węgry i tam też językiem turystycznym jest niemiecki choć zdarzyło mi się że na stacji benzynowej zaproponowano mi “pyszny gulasz” lekko łamaną polszczyzną. Zjadłem 2 porcje 🙂
    Na Litwie byłem kilka razy i też niestety łatwiej jest zamówić obiad w restauracji po francusku niż po polsku, choć wiem że wiele osób rozumie polski ale przez swoją głupią zaściankowość i błędnie pojmowaną dumę narodową, tracą klientów. Ostatnio jak byłem w Wilnie na nowy rok to znajomy oprowadził mnie po takich lokalach gdzie nie wstydzą się polskiej mowy i zapewne jeszcze tam nie raz zajrzę.
    Po polsku mówią w Trokach na bazarze 😉

  24. banita mówi:

    Bo Litwini to analfebeci i nie znają innych języków jak litweski,choć tak nie dawno wszystkie dokumęty pisali po rosyjsku.

  25. Bury mówi:

    @ Kris
    Zgadza się. Węgry i Chorwacja jako część Mitteleuropy to oczywiście niemiecka strefa językowa. Ale ostatnimi czasy ulega to zmianie, niestety i tam w ofensywie jest język angielski. To moim zdaniem zjawisko bardzo niekorzystne. Raz, bo zamazuje wielowiekowe, naturalne związki kulturowe (czym byłaby ta część Europy bez niemczyzny?). A dwa – jeden światowy język, do roli którego pretenduje angielski, to językowy totalizm. W miarę możliwości rozmawiajmy więc z naszymi południowymi sąsiadami w językach innych niż angielski.

  26. Gosia mówi:

    Byłam wielokrotnie w Chorwacji i proszę mi wierzyc, że nie musiałam się posiłkowac niemieckim w restauracji 🙂

  27. maur mówi:

    Kicic, Senbuvis:
    – Wasze informacje o :1. -restauracji z j.polskim , po prawej za mostem, w Trokach;
    2. -powszechności j.polskiego na bazarze w Trokach; -zapisałem do wykorzystania za kilka tygodni.
    Czyli wiem już gdzie pójść na obiad w Trokach i gdzie kupić pamiątki.

    Dzięki i pozdrawiam 🙂

  28. Bury mówi:

    @ Gosia
    Jasne, w końcu jesteśmy Słowianami… Ale jeśli już trzeba używać obcej mowy, to znacznie bardziej na miejscu jest tam niemiecki niż angielski.

    Na Istrii rolę niemieckiego przejmuje oczywiście włoski. Tamtejsi Chorwaci i Słoweńcy nie mają oporów przed używaniem włoskiego, z reguły mówią nim biegle, bez trudu przechodzą ze swego własnego na włoski. A przecież dzieje Słowian i Włochów w tamtym rejonie są do pewnego stopnia podobne do historii polsko-litewskiej. Dlaczego więc niektórzy Litwini tak stronią od polskiego?

  29. Bury mówi:

    Od Polaków odwiedzających Troki Litwini “wymagają” znajomości angielskiego. Na dodatek żyjąc z nich jako turystów. Jakie to żałosne.

  30. Lady Chapel mówi:

    Wychodzenie z lokalu gdy nie ma w nim menu w j.polskim jest niepowazne. Bardzo czesto “jem na mescie”, czy tez spotykam sie ze znajomymi w pubach na koncertach, itp. W Wilnie, w atrakcyjnych lokalach, w ktorych mozna smacznie zjesc, posluchac dobrej muzyki czy tez obejzec ciekawy koncert – nie ma menu w j.polskim. Mam tutaj na mysli takie puby/restauracje jak np. Bix, Artistai, Transylvania, Tamsta Club, Bermudai Club, Chili Kaimas, Pronto, Balti Drambliai, Woo i wiele, wiele innych – tam nie ma w menu nic po polsku. Tak ze wychodzenie z restauracji czy pubu z powodu braku jadlospisu w tym jezyku skazane jest na niezjedzenie niczego, ewentualnie na pojscie do Pana Tadeusza gdzie owszem jest obsluga po polsku ale jest tam nudno, drogo i nieatrakcyjnie, jest jeszcze Sakwa (chociaz do konca nie wiem czy napisy w j.polskim tam sa) ale tam tez wieje nuda. Czy to sie wiec komus podoba czy nie, nalezy zaakceptowac wszechobecny jezyk angielski lub probowac po rosyjsku, ewentualnie litewsku czy po prostu mixowac 🙂 .

  31. Bury mówi:

    [tam nudno (…) tez wieje nuda]

    Nie wszystkim zależy na tym, by było “wesoło”.


    [wszechobecny jezyk angielski]

    Wszechobecny? Czyżby? Np. w Bolzano, Bautzen czy Lyonie również jest on taki wszechobecny? Bo mnie się wydaje, że wszechobecność angielskiego to jedna z charaterystycznych cech niektórych małych, zakomplesionych narodów wschodniej Europy.

  32. Czesław57 mówi:

    do Lady Chapel:
    1. gratuluję “kosmpolitycznej” ogłady, ja osobiście inaczej się rozweselem
    2. myślę, że Polonia się w barażach utrzyma, tym bardziej że wócił do składu Sajfutdinow
    3. dla mnie ciekawsze jest, kto zostanie mistrzem; gorąco wierzę, że będzie nim Stal Gorzów, mimo skoordynowanej nagonki na najlepszego jej zawodnika – Tomka Golloba

  33. krzysztof ( Bydgoszcz) mówi:

    Lady Chapel : Mamy chyba wolność wyboru ? Jeden ma prawo wyjść z restauracji, gdzie nie ma menu po polsku, a drugi może uważać takie miejsce za najatrakcyjniejsze na świecie. Z powagą nie ma to wiele wspólnego. Niepoważna natomiast jest sytuacja w Trokach, a także w Druskiennikach. Restauratorzy żyją tam w dużej mierze z polskich turystów, ale ukłonu językowego w ich kierunku nie chcą zrobić. Nie będę powtrzał ciągle tych samych argumentów, ale w cywilizowanym świecie jest inaczej.

  34. Polskie slonie najbardziej slone mówi:

    @ banita-analfabeta: nie tobie, ktory pisze “dokumęty” cos tlumaczyc o analfabetyzmie, zabciu

  35. krzysztof ( Bydgoszcz) mówi:

    Senbuvis : Mały wtręt do Twojej dyskusji z Kmicicem w sprawie podręczników szkolnych używanych w polskich szkołach na Litwie. Przeczytaj mianowicie post 34 autorstwa polakożercy “Słonia”. Ten osobnik bardzo dobrze posługuje się polszczyzną, poprawia nawet ortografię niektórych koroniarzy. Jestem przekonany, że umiejętności te nabył ucząc się w polskiej szkole na Wileńszczyźnie, a jeśli nawet w tym indywidualnym przypadku się mylę, domniemanie to dotyczy kilku innych litewskich użytkowników naszego forum.
    Myślę, że mentalność takich ludzi w dużej mierze została ukształtowana przez polskojęzyczne, litewskie podręczniki do historii, geografii i literatury.
    Warto więc Sebuvisie wspierać polskie szkolnictwo na Litwie nie tylko pod względem materialnym.

  36. elpopo mówi:

    Ja też jestem prawie pewien, że Słoń ukończył polską szkołę jeszcze za ZSRR (wcale nie mała ilość Litwinów kończyła wtedy polskie szkoły). Był pewnie małym słabowitym chłopcem, którego bił na każdej przerwie jakiś Jacek czy Staszek i chłopak nabawił się tej antypolskości. Ponieważ nadal jest słabowitym chłopcem to może się powyżywać werbalnie a raczej pisemnie.

  37. Senbuivs mówi:

    krzysztof – a o jakie wsparcie Tobie chodzi?

  38. krzysztof ( Bydgoszcz) mówi:

    Senbuvis : Poza wsparciem materialnym ważne jest również propagowanie treści patriotycznych.
    W przeciwnym wypadku stanie się tak, że będziesz wspierał instytucje kształcące litewskich neofitów. A neofici, jak każdemu wiadomo, są najbardziej zapamiętali w walce ideologicznej.

  39. Senbuivs mówi:

    krzysztof – czy piszesz o treściach patriotycznych, jakie powinny się znaleźć w podręcznikach szkolnych obowiązujących w polskich szkołach na Litwie?
    A jak sobie wyobrażasz to propagowanie treści patriotycznych wśród polskich uczniów?

  40. Senbuivs mówi:

    no i zapewniam cię, że “Polskie slonie najbardziej slone” nie kończył polskiej szkoły na Wileńszczyźnie.

  41. krzysztof ( Bydgoszcz) mówi:

    Senbuvis : To Ty znasz osobiście tego “słonia” ? Na jakich przesłankach opierasz swoje zapewnienie ?
    Co do podręczników : Warto zastanowić się nad przejrzeniem ich treści i w razie potrzeby powołać jakiś Społeczny Komitet zajmujący się naciskaniem litewskich władz oświatowych, aby prostowały rażące antypolonizmy zawarte w tych podręcznikach (zakładam, że takowe są). Sam chętnie przejrzałbym kilka takich podręczników, zwłaszcza od historii. Niestety, do tej pory nie mialem takiej okazji. Może ułatwilbyś mi to ?

  42. Czesiek mówi:

    Senbuivs
    Spór czy „Polskie slonie najbardziej slone” kończył szkołę na Wileńszczyźnie, czy też uczył się za pieniądze polskiego podatnika w Polsce, może rozsądzić tylko “słoń”

  43. Senbuivs mówi:

    krzysztof – szybko zmieniłeś temat:) o zapisach w podręcznikach to dyskutują gremia na szczeblu rządowym a nie robaczki takie jak ja. Tylko, że co innego treści antypolskie a co innego treści patriotyczne.
    “Slonia” nie znam, ale wystarczy poczytać jego wypowiedzi:)
    Jesli chodzi o książki do nauki historii czy geografii to może być problem. Raz, że są one bardzo drogie, a podręczniki są przecież do każdej klasy inne, a dwa, że ich nie ma, bo dawno nie były wznawiane. Atlasy są tylko po litewsku, ale tu nie ma problemu ze zrozumieniem – taki atlas historyczny kosztuje ok. 10 litów. No w sumie mogę się o wszystko postarać…

  44. Senbuivs mówi:

    Czesiek – o jakim sporze piszesz? wymiana informacji to jeszcze nie spór. Wg mnie właśnie jest on absolwentem polskiej szkoły w Polsce.

  45. krzysztof ( Bydgoszcz) mówi:

    Sebuvis : To nie była zmiana tematu, bo uważam, że korzystne zmiany w podręcznikach same przez się wymuszą treści bardziej patriotyczne niż w podręcznikach obecnie obowiązujących. Być może wyraziłem się niezbyt precyzyjnie, niemniej Ty ochoczo do tego się przyczepiłeś.
    A chodzi o sprawy dość oczywiste : Jak omawiana jest historia RON, okres walk o niepodległość obydwu państw, okres międzywojenny, okres okupacji itp.? Co do lieratury, to chodziłoby o wybór sylwetek pisarzy i poetów, wybór ich utworów, prezentacja ich korzeni etnicznych, życiorysów itd.
    Nie twierdzę, że można tutaj całkowicie przewrócić treści zawarte w tych podręcznikach. Można jednakże starać się o jakieś zmiany.
    I jeszcze jedno : Skoro uważasz, że ten “słoń” jest absolwentem szkoły polskiej w Polsce, gdyż dobrze włada polszczyzną, tym bardziej świadczy to o konieczności poprawy jakości nauczania języka polskiego w szkołach polskich na Litwie.

  46. Senbuvis mówi:

    krzysztof: piszesz tak “zmiany w podręcznikach wymuszą treści bardziej patriotyczne …”. Nie jestem pewien, czy wiesz o czym piszesz. Uczeń szkoły polskiej mieszka na Wileńszczyźnie. A Wileńszczyzna to Litwa. A Litwa to ojczyzna tego ucznia. To prezydent, to flaga, godło i hymn Litwy. Patriotyzm to miłość do swojej ojczyzny, to duma z bycia obywatelem Litwy! Czy sądzisz, że podręczniki rodem z Polski będą uczyły tego ucznia tak rozumianego patriotyzmu? Przypuszczam, że wątpię. Więc o co Ci chodzi? Napisz to jasno i zrozumiale.
    Co do poziomu nauczania języka polskiego w szkołach to uważam, że nigdy ten poziom nie był tak wysoki jak obecnie. Przecież przez prawie 60 lat Wileńszczyna była odgrodzona od Macierzy kordonem nie do przebycia. Dzięki UE nie ma granic, Jeżdżą Polacy do Polski, jezdżą Polacy na Litwę, są organizowane kursy, wymiany, wycieczki itp. Oczywiście, jest jeszcze wiele do zrobienia, ale sytuacja się polepsza i to jest optymistyczne.

  47. Jirka mówi:

    Senbuvis (16):Dokladnie,sam pracuje w Czechach w branzy turystycznej i niektorzy koledzy nie trawia tego,ze Polacy i Rosjanie (nie wiem dlaczego akurat te dwa narody) z reguly nie pytaja czy mowimy po polsku,tylko od razu smialo wala…Wiem,ze 10km od granicy mozna sie spodziewac znajomosci polskiego,jednak moim zdaniem trzeba najpierw zapytac bo niektorzy Czesi odczytuja to jak arogancje…Nawet Anglicy lub Niemcy pytaja czy znamy ich jezyki…

  48. Senbuvis mówi:

    Jirka – właśnie Litwini odczytują takie zachowanie również jako arogancję. Przecież nie można nikogo zmuszać do posługiwania się określonym językiem, nawet wtedy, gdy go zna. I może dzięki mojemu pytaniu nigdy na Litwie nie spotkała mnie niegrzeczność ze strony Litwinów, wręcz przeciwnie.

  49. Czesiek mówi:

    Jirka
    Rozśmieszyłaś mnie!!
    W życiu nie będę przygodnego Słowaka ani Czecha pytał po angielsku,czy niemiecku a jeśli Czech czy Słowak zapyta mnie po czesku czy słowacku wiedząc, że jestem Polakiem uznam go za oszołoma.

  50. Czesiek mówi:

    sorrki ….zapyta mnie nie po czesku lub słowacku…

  51. Jirka mówi:

    Czesiek:Nie chce by Polacy do mnie mowili po angielsku,bo to dla mnie szczyt absurdu (chociaz jest mnostwo Polakow ktorzy w ogole nie rozumieja czeskiego i mowia do nas po angielsku). Chodzi tylko o to,by zwracajac sie do nas po polsku najpierw zapytali,czy w ogole rozumiemy ten jezyk…Wiem,ze moze uogolniam,jednak wiekszosc Polakow tego nie robi,przez co np. moi koledzy czasami maja do nich pretensje.W kazdym bodaj razie,przyjezdzajac do Czech to przynajmniej w pasie nadgranicznym mozna znalezc ulotki po polsku,strony internetowe miast i atrakcji po polsku,sa pracownicy centrow informacji mowiacy po polsku…

  52. elpopo mówi:

    Jakoś nie wyobrażam sobie aby Słowianin (w dodatku zachodni) mówił z drugim Słowianinem (w dodatku zachodnim) w języku germańskim. Prawdą jest że język czeski może być ze względu choćby na melodykę słabo zrozumiały (ale chyba gorzej zrozumiały byłby Kaszubski). Jednak miło jest zapytać się najpierw czy Czech zrozumie mnie jak będę mówił po Polsku. Jeśli chodzi o Słowacki to nie ma się co pytać. Oba języki są względnie między sobą zrozumiałe. Przynajmniej jak byłem w Popradzie nie miałem problemu z dogadaniem się.

  53. krzysztof ( Bydgoszcz) mówi:

    Co do tego słowackiego ( nota bene Elpopo przez pomylkę napisał to słowo z dużej litery i wyszedł całkowicie przez nas zrozumiały Juliusz Słowacki), to podejrzewam, że stopień jego zrozumienia przez Polaków może też zależeć od dialektu, w jakim dany Słowak mówi.
    Gdy byłem w słowackich Tatrach, a także na terenie Spiszu, rozumiałem praktycznie wszystko. Jednakże, gdy przebywałem przez kilka dni w środkowej Słowacji (okolice zarówno Martina jak i Bańskiej Bystrzycy) miewałem pewne kłopoty ze wzajemnym zrozumieniem.
    Czy mam rację, nie wiem. Może Jirka powiedziałaby coś na ten temat ?

  54. Jirka mówi:

    Z tego co wiem o slowackim,to naprawde istnieja rozne gwary.Wiem,ze sami Slowacy z zachodniej i srodkowej Slowacji nabijaja sie z gwary Slowakow ze wschodu.W czeskim jest natomiast ogromna roznica pomiedzy jezykiem literackim i jezykiem potocznym,ktorege istnieje kilka odmian.Odmiana polnocnomorawska i slaska jest zblizona do polskiego (akcent,brak dlugosci itp.) dzieki czemu (i oczywiscie bliskosci geograficznej Polski) np. mieszkancy Ostrawy i okolic maja mniejsze problemy ze zrozumieniem polskiego niz mieszkancy Pragi…

  55. Senbuivs mówi:

    krzysztof – to co z tym patriotyzmem? nie kończysz tematu bo stwierdziłeś, że nie miałeś racji czy mnie olewasz?

  56. elpopo mówi:

    Mieszkańcy okolic Ostrawy albo mówią laskim albo gwarą z dużą naleciałością laskiego. Jeśli ktoś mówi czystym laskim posługuje się dźwiękiem “ł”, ale niestety czeszczyzna na Morawach wyparła czysty laski i obecnie ten dźwiek zanikł w miejscowym dialekcie. A wschodniosłowacki jest podobno najbardziej podobny do polskiego. Nie słyszałem nie potwierdzę. Grunt dogadałem się w pasie przygranicznym. Prawdą jest, że nie byłem ani w Bratysławie, ani w środkowej czy południowej Słowacji.

  57. Czesiek mówi:

    W Północno-Wschodniej Słowacji, zamieszkanej przez Łemków, można często usłyszeć dialekt ukraiński.

  58. elpopo mówi:

    Łemkowie, Bojkowie i Huculi uważają się za Rusnaków, a nie Ukraińców, a język rusiński dla zwykłego Ukraińca jest tak zrozumiały jak Kaszubski dla Polaka. Ze względów politycznych Ukraina nie uznaje odrębności narodowej czy etnicznej Rusnaków (sami twierdzą, że są zeslawinizowanymi Wołochami czyli bliżej im do Rumunów czy Mołdawian), ani ich języka jako odrębnego, co nie znaczy, ze jest to dialekt ukraiński.

  59. Bury mówi:

    Btw.
    Spotkałem się z taką sytuacją. Polak zagaduje Czecha po angielsku (czy może raczej – próbuje przy użyciu paru słów angielskich), a Czech najspokojniej, z pobłażliwym uśmiechem mówi doń coś w rodzaju: “Mluwtie panoczku po polsku, jak was zrozumim”.

    Tak, Polak rozmawiający z Czechem czy Słowakiem, a także Białorusem albo Ukraińcem po… angielsku to obraz rozpaczy.


    Czesiek:

    [W życiu nie będę przygodnego Słowaka ani Czecha pytał po angielsku czy niemiecku]

    PEŁNA ZGODA!

    Mimo wszystko trochę bym jednak bronił tu niemieckiego. W kontaktach ze środkowymi Europejczykami niemiecki ma jakieś uzasadnienie, czego nie można powiedzieć o angielskim. Czechy, Słowacja, Galicja, Węgry, Siemiogród, Dalmacja – w końcu kiedyś, w sumie wcale nie tak dawno, tworzyły pewną całość, na wielu płaszczyznach zupełnie naturalną.

  60. Bury mówi:

    Uzupełnienie dla RB 🙂

    Na tej wielkiej, liczącej blisko 700 tys. km kw. multinarodowej przestrzeni, funkcję lingua franca (Verkehrssprache) pełnił język niemiecki. Głównie stąd jego wciąż – mimo zmasowanego ataku angielszczyny, zwłaszcza w ostatnich dwóch dekadach – dominująca rola np. na Węgrzech, w Czechach, Chorwacji itd. I lepiej by tak zostało.

  61. Bury mówi:

    Brońmy języki europejskie przed zalewem ujednolicającej (totalizującej) świat angielszczyzny. Zwłaszcza niemiecki, francuski, hiszpański, włoski, polski, rosyjski, węgierski. Każdy ze wspomnianych ma bowiem większe zasługi dla kultury Europy niż w pewnym sensie zewnętrzny w stosunku do niej język angielski. W “Rzeczpospolitej” był kiedyś, parę ładnych już lat temu doskonały artykuł na ten temat pióra jakiegoś zachodniego językoznawcy. Tymczasem warto rzucić okiem na http://www.foeldes.eu/hu/konferenciak/Nemetorszag.

  62. krzysztof ( Bydgoszcz) mówi:

    Senbuvis : Teraz dopiero przeczytałem Twój post nr 46. Jakoś mi umknął w ferworze dyskusji. Nie olewam Cię.
    Otóż tak rozumiany patriotyzm litewski, jak go ujmujesz, wcale nie musi kolidować z patriotyzmem polskim. Obywatel litewski narodowości polskiej powinien szanować Litwę, jej godło, hymn itd., ale należy go w polskiej szkole uczyć także szacunku do Polski, do Polaków itd.
    Żeby to wszystko zegrać ze sobą, należałoby, moim skromnym zdaniem, przeanalizować treść podręczników do historii, literatury, o czym już zresztą w szczegółach pisałem.
    Bo jeżeli dzisiaj tak jest, że w tych podręcznikach dla dzieci polskich na Litwie piszą, że Piłsudski to był ostatni drań, porównywalny tylko ze Stalinem i Hitlerem ( celowo przejaskrawiam, ale wypowiedzi wielu litewskich internautów na tym forum do tego się sprowadzają), to ja osobiście “dziękuję” za takie “polskie” szkoły. Dlatego właśnie pytałem o te podręczniki.
    I tutaj wcale nie chodzi o zamianę podręczników litewskich na te wydawane w RP. Chodzi o to, czy litewskie podręczniki dla polskich dzieci na Litwie nie uczą przypadkiem nienawiści do Polski i Polaków.
    A co do tego poziomu nauczania, to odniosłem się do konkretnego przypadku “słonia”. Piszesz, że uczył się on w Polsce, nie uchylając rąbka tajemnicy, skąd o tym wiesz. No bo jeżeli poziom nauki języka polskiego w szkołach polskich na Litwie jest taki wysoki, to jak można odróżnić na piśmie polszczyznę “słonia” od polszczyzny absolwentów omawianych szkół ?

  63. tomasz mówi:

    do Bury: Dzięki tobie dowiedziałem się że angielski nie jest językiem europejskim. Dziękuję. 🙂

  64. Czesiek mówi:

    Bury
    Owszem, zgodzę się z tobą,że j.niemiecki na Węgrzech ma szczególne miejsce, nawet dzisiaj ze względu na ogromną liczbę niemieckojęzycznych turystów, ale muszę powiedzieć ,że widzę ogromną różnice na korzyść j.angielskiego.
    Kiedyś (20 lat temu) miałem wrażenie,że spora grupa Węgrów posługuje się niemieckim równie dobrze jak węgierskim, szczególnie dotyczyło to ludzi starszych, dzisiaj młodzież nawet nie duka po niemiecku, chociaż bywają i wyjątki.
    Węgry to inny świat, tam może zostać prezydentem potomek Niemców ze Ettlingen(Szwabia), przybyłych na Węgry pod koniec XIX wieku, który mówi o sobie węgierski Niemiec, któremu nikt nie zmienia na siłę nazwiska, który ogłasza,że priorytetem jego polityki będzie ochrona i pielęgnowanie języka węgierskiego, wspieranie kultury narodowej, wzmacnianie świadomości historycznej rodaków. Mam na myśli Pala Schmitta, dwukrotnego mistrza olimpijskiego w szpadzie.
    Tak się zastanawiam, czy politykom litovskim nie przychodzi czasami do głowy myśl,że w swoim nacjonalistycznym marszu, czegoś nie stracili, czegoś ważnego nie upuścili, czy budowanie państwa na krzywdzie innego narodu, czy antagonizowanie mieszkańców jest dobra metoda na budowanie w sumie niewielkiego państwa.

  65. krzysztof ( Bydgoszcz) mówi:

    Czesiek : Gwoli zachowania obiektywizmu trzeba powiedzieć, że na Węgrzech też madziaryzowano nazwiska. Nie na siłę, ale taka była kiedyś tendencja.
    Sławny prymas nazywał się Jozsef Pehm i dopiero na początku lat 40-tych zmienił nazwisko na Mindszenty ( co tłumaczy się “Od świętych). Podczas procesu pokazowego w roku 1949 komuniści wyciagali mu “niewłaściwe” pochodzenie etniczne.
    Tak samo było w przypadku skazanego na śmierć w procesie pokazowym komunisty Laszlo Rajka. On też był pochodzenia niemieckiego i pierwotnie nazywał się Reich. Na procesie też czyniono z tego kwestię. Współoskarżony w procesie Rajka Georgy Palffy pierwotnie nazywał się Oesterreicher. Z niego prokuratorzy zrobili po prostu Niemca.

  66. Bury mówi:

    Czesiek:

    [dzisiaj młodzież nawet nie duka po niemiecku]

    Skutki tego będą kiedyś opłakane. Rugowanie z tych krajów niemieckiego to pośrednio podcinanie własnej kultury, czym bowiem bez niemczyzny byłaby ta część Europy? Jak zresztą zauważyłeś (o ile dobrze zrozumiałem twą intencję) pozycja niemieckiego u naszych południowych sąsiadów jest – tudzież była – jakoś tam porównywalna z rolą polskiego na Wschodzie.

    PS.
    “Świat bez Niemców”
    http://wyborcza.pl/1,86684,3776786.html

  67. krzysztof ( Bydgoszcz) mówi:

    Bury : Bardzo ciekawy artykuł, ten z “Wyborczej”. Nie mam merytorycznych zastrzeżeń. Chciałbym jedynie zwrócić uwagę, że z biegiem lat w miastach Spiszu i Szarysza zmieniała się jednak struktura narodowościowa.
    Według spisu ludnosci z roku 1910 w Lewoczy mieszkało wtedy 3,1 tys. Słowakow, 2,4 tys. Wegrów i 1,4 tys. Niemców. W Bardiowie (Bardejov) mieszkało 2,6 tys. Słowaków, 2,2 tys, Węgrów i 1,6 tys. Niemców. Jedynie w Kieżmarku w roku 1910 przeważali Niemcy. Było ich tam 3,2 tysiąca. Słowaków mieszkało 1,6 tys., zaś Węgrów 1,3 tysiąca. Natomiast w roku 1944, przed ucieczką ( ewakuacją) Niemców, stanowili w Kieżmarku już tylko około 1/3 ogólnej liczby ludności miasta.

  68. Oho mówi:

    Komentarz usunięty.

  69. AMK mówi:

    Nie czepiajcie się Litwinów. To bardzo sympatyczny naród. Nie spotkałam nikogo, kto nie chciałby mówić po polsku. Są niesłychanie uczynni. Co prawda rozpoczynałam rozmowę po litewsku. Znam tylko 10 zwrotów, ale jeden wystarczył, by zyskać sympatię i przejść na polski.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.