25
Co trafia do naszego talerza

Niestety mięsne produkty w sklepach są dalekie od tych, które spożywali nasi dziadkowie. Fot. Marian Paluszkiewicz

Niestety mięsne produkty w sklepach są dalekie od tych, które spożywali nasi dziadkowie. Fot. Marian Paluszkiewicz

Kiedy ostatnio państwo spożywali naturalnie wędzoną kiełbasę czy parówki, wyprodukowane z prawdziwego mięsa, a nie z kurzych i świńskich skórek, soi, wody i dodatków pokarmowych? Bo właśnie taki jest skład parówek, które często trafia do naszego talerza.

Niestety mięsne produkty w sklepach są dalekie od tych, które spożywali nasi dziadkowie. Większość konsumentów (szczególnie młodszego pokolenia) woli jednak kiełbaski i parówki przygotowane według teraźniejszej receptury bo… po prostu są smaczniejsze.

„Kurier” zwrócił się do Państwowej Służby Żywności i Weterynarii z pytaniem, ile procentów mięsa możemy znaleźć dzisiaj w wyrobach mięsnych i jakimi dodatkami pokarmowymi są tak bardzo wabione nasze nosy i oczy w mięsnych działach sklepów?

Jak powiedziała nam starszy specjalista wydziału artykułów spożywczych i nadzoru weterynaryjnego Viktorija Septilkienė: „W produkcji wyrobów mięsnych używane są naturalne lub syntetyczne dodatki pokarmowe, które utrwalają lub nawet zmieniają kolor produktu na ten, który bardziej wabi klienta. Dodatki pozwalają też zatrzymać wilgoć w wyrobie oraz hamują procesy mikrobiologiczne, co ma przedłużyć termin użytku. Dodatki pokarmowe są oznaczane literą „E” oraz liczbą trójcyfrową np. E412”.

Według Septilkienė, zapach i smak wyrobów mięsnych naprawdę zależy jednak nie od dodatków pokarmowych, lecz od „termicznego sposobu przygotowania, rodzaju i jakości surowca oraz przypraw”. Nasza rozmówczyni jednak nie przeczy, że w produkcji niektórych wyrobów są używane również środki zapachowe, ale informacja o tym powinna być umieszczona na produktach.

Należy jednak zaznaczyć, że producenci, chociaż i muszą wymienić wszystkie składniki wyrobu w porządku malejącym, nie powinni zaznaczać ich pełnego procentowego składu. Tylko w wypadku, jeżeli jeden ze składników jest w nazwie produktu, znajdziemy informację, ile procentów tego składnika jest w wyrobie.

„Kurier” dla przykładu przeanalizował skład „Parówek z indyka”: drób, emulsja ze świńskich i kurzych skórek, mięso indyka (21 proc.), manna (3,5 proc.), krochmal (2,1 proc.), sól, E450, E472, soja, E407, E412, E621, białka zwierzęce, antyoksydanty: E316, E330, E331, przyprawy, środki zapachowe, barwnik E120 oraz konserwant – azotyn sodu. Widzimy, że niejasne jest, w jakim stosunku do siebie są pozostałe 2/3 składników.

Między innymi, według danych naukowców, właśnie wymieniony E621 powoduje, że kiełbasy i parówki tak nam smakują i możemy zjeść ich więcej niż potrzebujemy, aby przezwyciężyć głód: oddala on poczucie nasycenia oraz wzmacnia smak potrawy. W litewskich stołówkach szkolnych, przedszkolach oraz szpitalach jest zabronione jego użycie. A powyżej wymieniony azotyn sodu jest znany także jako E250, który szkodzi przy nadciśnieniu oraz może sprzyjać pojawieniu się nowotworów. Używany jest do konserwacji wyrobów, dodaje apetycznego czerwonego koloru. Gdy wzrosło zainteresowanie dodatkami pokarmowymi pod znakiem „E”, wielu producentów woli nazywać niektóre konserwanty w inny sposób.

Oczywiście, nie wszystkie dodatki pokarmowe szkodzą organizmowi – niektóre szkodzą tylko dla kieszeni. Przykładem jest zgęszczacz E412. Używany jest do wyrobów mięsnych, ponieważ ten konserwant ma tą właściwość, że po dodaniu go produkt będzie miał większą wagę.

Nie jest uzgodnione, które dodatki pokarmowe nadają się do spożycia, a które nie. Lecz już to, że jedne z nich w niektórych krajach są zabronione, a w innych jeszcze nie, mówi o tym, że ich wpływ na zdrowie nie jest dostatecznie zbadany.

Starszy specjalista w Laboratorium Nauki i Technologii dr Raimondas Narkevičius powiedział „Kurierowi“, że nie jest nastawiony przeciwko dodatkom pokarmowym: „Przed użyciem w produkcji są one dokładnie badane. Raczej powiedziałbym, że niebezpieczne są nie same dodatki, lecz ich nadużycie”.

Niepokoi inne pytanie: skąd konsument ma wiedzieć, czy nie nadużywa tych dodatków, jeżeli producenci nie wskazują, jaka ich ilość jest użyta w wyrobach? I, jak powiedziała Septilkienė, ilość ta nadal nie będzie wskazana, ponieważ ustawy prawne od producentów tego nie potrzebują – to przeczyłoby ich prawom.

„Nasze zdrowie jest tylko w naszych rękach. Powinniśmy nareszcie nauczyć się czytać składniki tego, co spożywamy. W suszonej kiełbasie będzie mniej konserwantów niż w parówkach czy gotowanej, bardziej blade wyroby mięsne będą zawierały mniej przypraw i barwników. Oczywiście, kolor też zależy od sposobu przygotowania. Najważniejsze, żeby konsumenci wybierając wyroby mięsne orientowaliby się nie na wabiące zapachy i kolorowe opakowania, ale kierowali się własnym rozumem i uważnie czytali informację na temat produktu” – mówi Septilkienė.

25 odpowiedzi to Co trafia do naszego talerza

  1. RB mówi:

    Ja słyszałem, że parówki robi się z kaszy i tłuszczu. I odkąd to usłyszałem inaczej na nie patrzę jakoś. 😉

  2. RB mówi:

    Z drugiej strony, czy da się parówki wyprodukować z czystego mięsa? 😮

  3. Kmicic mówi:

    Człowiek sam decyduje się na otruwanie siebie i swoich bliskich.Przecież szkodzące zdrowiu żywnościowopodobne produkty powinny być zabronione, a producenci karani.Za trucicielstwo kary są surowe.
    “Normy” na obecność trucizn… Chory świat…
    Dobrze, że na Wileńszyżnie wiele rodzin same dla siebie wytwarzają normalne wędliny i sery.śmieszna nazwa “ekologiczne”, przecież inna “żywność” nie jest żywnością, nie istnieje, nie nadaje się nawet jako pasza dla zwierząt. A my , jak niedorozwinięci pozwalamy na to i.. jemy, jemy, jemy..

  4. zozen mówi:

    “…wiele rodzin wytwarza normalne wędliny i sery” – chyba nie w tej bajce. Ludzie już nawet kur nie trzymają, bo w pobliskim sklepiku taniej kupić.
    Zresztą normalne wędliny trzeba robić z dobrego mięsa, czyli hodować prosiaka bez żadnych dodatków, nie karmić go antybiotykami gdy choruje itd.
    Każdemu wielbicielowi zdrowej żywności proponuję zrobić eksperyment i wyhodować trochę pomidorów czy marchewek bez żadnych nawozów, chemii i podobnych dodatków. Na ile potem wyceni swój włożony trud – każdy pomidorek będzie na wagę złota.

  5. Agatka mówi:

    No i proszę jak szybko p.Brygita się podciągnęła.Jak mawiał prezes Dyzma: w try miga.Kilka małych “faux pas” ale ogólnie trzeba pochwalić.

  6. Astoria mówi:

    Do talerza można trafić lub nie z dubeltówki, jak się go podrzuci i do niego strzeli.

  7. Lady Chapel mówi:

    A ja nie jem miesa od kilkunastu lat 🙂 Moi znajomi maja dziecko w jednym z Wilenskich przedszkoli. Ono podobnie jak jego rodzice tez nie je miesa. Pewnego razu pani w tymze przedszkolu czestowala tego przedszkolaka paroweczka mowiac: jedz, parowka to przeciez nie mieso. Tak w ogole to czesto mozna spotkac sie na Litwie z nieswiadomoscia tego co to jest wegetarianizm, na kazdym kroku nalezy uwazac. No i czesto spotkac sie mozna z takimi opiniami, ze niejedzenie miesa jest niezdrowe… 🙂

  8. Jola mówi:

    Ostatnio jest wiele podobnych artykułów i programów telewizyjnych i dla równowagi mogłby pojawic sie artykulik o zdrowej żywnosci o gospodarzach wiejskich , niech opwiedzą jak robią sery i szynki domowe gdzie gdzie to można kupic itd … Pozytywne artykuły na ten sam temat też są oczekiwane.

  9. Polak ze Śląska mówi:

    Ostatnio kupiłem bodajze kiełbasę śląską z “renomowanej” firmy Sokołów.Miałem problem ukroić ,bo tak naciągnęła wodą,ze po wbiciu widelca rozłaziła się.Niestety polskie jedzenie jest znakomite pod warunkiem,że na takie trafisz.A z reguły trafisz na szmelc.Kiedys przynajmniej to co droższe było dużo lepsze,teraz to droższe jest lepsze tylko trochę.
    Np. pieczywo.Ja biore bułki i chleb z wiejskiej piekarni – właściciel robi recznie na maszynach z 1934 roku.
    Pychota.Bułek ze sklepu jeść sie nie da.Ponieważ:
    a)albo są rozciągliwe jak guma i nie idzie odgryźć kawałka
    b)albo też są tak nadmuchane,że jak na nich rękę położę,żeby nozem ukroić to schodzi powietrze,bułka robi sie płaska jak naleśnik i po ukrojeniu jesz placek.

    Z wędlinami to samo.Mało jest takich rzeźni,co robią wg.normalnych receptur.
    A ja wole juz kiełbasę droga i dobra niz tanią i do czterech liter.

  10. bobrowniczy mówi:

    Drogi RB parówki to się robi ze zmielonych wymion krowich a nie kaszy.Z kaszy to się robi w Polsce kaszankę.Z wątroby wątrobiankę.

  11. Polak ze Śląska mówi:

    A frankfurterki z obywateli Frankfurtu.Ale tylko z tego nad Odrą.Dlatego tam teraz taki kryzys i pełno wolnych mieszkań aż Polaków zapraszają,żeby zamieszkali.

  12. ben mówi:

    „Kurier” zwrócił się do Państwowej Służby Żywności i Weterynarii z pytaniem, ile procentów mięsa możemy znaleźć dzisiaj w wyrobach mięsnych – To
    Marysia powinna sprawdzić, tak jak sprawdziła, ile jest procent cukru w cukrze (“Poszukiwany, poszukiwana”):)

  13. Kmicic mówi:

    Żarty żartami, ale dla takich produktów nazwy żywność, kiełbasa,polędwica itd. powinny być zakazane.
    A dozwolone jedynie nazwy;produkt żywnościowopodobny,kiełbasopodobny,polędwicopodobny, parówkopodobny itd.. Czekolada to czekolada, a nie wyrób czekoladopodobny itd. A na każdej etykiecie, jak na papierosach: SZKODZI ZDROWIU..

  14. Polak ze Śląska mówi:

    “na każdej etykiecie, jak na papierosach: SZKODZI ZDROWIU..”

    Facet dzis w radiu do tego nawiązywał.Opowiedział dowcip:
    Przychodzi palacz nałogowy do kiosku i mówi.Prosze paczke fajek.
    Facet mu paczke daje,a ten czyta na etykiecie całą formułkę,w której pewien fragment brzmi:”powoduje impotencję”.
    Facet paczkę zwraca i mówi:”To poproszę tę z rakiem”.

    Tyle,jeśli idzie o palaczy.Do żarcia tez sie czepili.Najpierw do powiedzenia:”cukier krzepi”,która jakis znany koles wymyslił,dodając,ze dzis pod domem miałby protesty dietetyków,po czym przeszli do tego,czego UE jeszcze nam zabroni i co nam szkodzi.Stanęło,że następne będą słodycze.Jak widać,na Litwie można jeszcze zjeść coś ,co nie ma 6 stron A4 zapisanych przez E665,E345,E567,E123,itp.itd.

  15. Kmicic mówi:

    do Polaka ze Śląska:
    drogi Hanysie i tutaj już resztówki żywności. Pozostaje wioseczka, gdzie robi się dla swoich i dla siebie.

  16. Polak ze Śląska mówi:

    Tylko co do Hanysa
    http://nonsensopedia.wikia.com/wiki/Hanys

    A zatem po kolei:

    1-Zna „ślunsko godka”;
    2-Jest mądrzejszy od gorola;
    3-Jest mądrzejszy od wszystkich (w szczególności od goroli);
    4-Zna się na węglu;
    5-Pracuje/pracował w kopalni/hucie;
    6-Zna się na piwie;
    7-Posiada trzydniowy zarost, ale nie zapuszcza brody;
    8-Pewny siebie;
    9-Skłonny do bijatyk…;
    10-… tak samo jak do pijatyk.

    Ad 1- Nie
    Ad 2- Nie,ale nie ma ilorazu
    inteligencji średnio
    wysmażonej frytki
    Ad 3- Nie,ale niegłupi
    Ad 4- Nie,jedyny węgiel z jakim
    miał do czynienia to w
    tabletkach na
    zatwardzenie,piec w domu
    opalany mazutem
    Ad 5- Nie,raz w życiu był na
    wycieczce w kopalni,całe 20
    do 40 metrów pod ziemią
    Ad 6- Nie,jest całkowitym
    abstynentem,nie wie jak
    smakuje piwo,nigdy go nie
    pił.
    Ad 7- Tak,ale tylko z lenistwa,bo
    golić mu się nie chce
    Ad 8- Być może
    Ad 9- Nie,ale w zamian dobrze
    strzela i w sytuacji
    zagrożenia ręka mu nie drgnie
    Ad 10-Patrz punkt 6

    Wniosek:
    Nie jest Hanysem,nie miesci sie w definicji 🙂

  17. bobrowniczy mówi:

    Polaku ze Ślaska pewnie ,ze nie jesteś Hanysem.Bo Hanys to jest Hahar urodzony z ojca ślązoka i matki ślązaczki.Jestes pewnikiem mieszańcem zbugowca i centralaka.

  18. RB mówi:

    zbugowca? A co to niby jest? 😮

  19. elpopo mówi:

    Chodziło pewnie o “zabugowca” 🙂 choć powinno być zabużanina.

  20. Kmicic mówi:

    do Polak ze Śląska 16:
    wiem ,że Śląsk to bardzo szerokie pojęcie, z Wrocławiem i Lubinem włącznie 🙂
    A jak byś określił Wilniuka?:-)

  21. bobrowniczy mówi:

    sorki- miało być zabugowca.Termin “Zabużanie ” powstało w związku z mieniem zabużańskim.W czasach PRL-u przesiedleńców i repatryiantów nazywano-zabugowcami.

  22. Polak ze Śląska mówi:

    Do bobrowniczy:
    Matka góralka,ojciec z katowickiego. 🙂
    Ja “tutejszy” 🙂

  23. piast mówi:

    Za komuny w PRL jeden gość wpadł na pomysł i produkował pasztetową z.. papieru toaletowego z dodatkiem szasze i odrobiny smalcu… i nikt nie wykapował tej podróby…

  24. piast mówi:

    sorry byczek powinno być: “z dodatkiem kaszy”

  25. octopus mówi:

    A najprościej ( i najlepiej!) najzwyczajniej nie jeść mięska, a parówki niech se robią z czego chcą 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.