19
Mieszkańcy Wilna trują się amoniakiem

image-17884

Niejednokrotnie mieszkańcy Lazdynai protestowali domagając się czystego powietrza Fot. Marian Paluszkiewicz

Inspektorzy Centrum Zdrowia Publicznego ustalili, że w wileńskiej dzielnicy Lazdynai (Leszczyniaki) siedmiokrotnie została przekroczona norma stężenia amoniaku. Źródłem zanieczyszczającym  Lazdynai jest znajdująca się w pobliżu dzielnicy miejska oczyszczalnia ścieków.

Z powodu smrodu ulatniającego się ze stołecznej oczyszczalni ścieków, wychowawczynie boją się przedszkolaków wypuszczać na podwórko, zwiększyło się ryzyko alergii u niemowlaków, dzieci częściej cierpią na choroby dróg oddechowych.

— Cierpią wszyscy. Ten smród powoduje wymioty. Kiedy smród jest nieznośny, dzieci nie wypuszczamy na podwórko nawet przy ładnej pogodzie. Nie wywietrzamy pomieszczeń. Nie mamy wyboru, jesteśmy zmuszeni naruszać określone normy higieny — skarży się Swetłana Jermakowa, dyrektor przedszkola „Poziomeczka” w Lazdynai.

W lipcu i sierpniu tego roku na pobliskich terenach Wileńskiej Oczyszczalni Ścieków zostały przeprowadzone badania zanieczyszczenia powietrza. Badania wykryli, że stężenie amoniaku w powietrzu, gdy wiatr wieje z placu magazynowania mułu w kierunku bloków mieszkalnych, przedszkola „Poziomeczka”, Szkoły Średniej w Zameczku, do 7 razy przekracza normę. Jak powiedziała dyrektor przedszkola, tego dnia, kiedy były przeprowadzane badania, smrodu prawie nie było czuć.

— Czyżby już się przyzwyczailiśmy do takiego stanu rzeczy? Fizycznie nie odczuwaliśmy przykrego zapachu, jednak sprzęt pokazał, że mocno naruszone są normy zanieczyszczenia. My ciągle żyjemy jak w wychodku! — oburzała się dyrektor.

image-17885

Mieszkańcy Lazdynai muszą czekać na czyste powietrze do 2012 roku kiedy zostaną zbudowane nowe urządzenia do przetwórstwa mułu Fot. Marian Paluszkiewicz

O zanieczyszczeniach spowodowanych przez oczyszczalnię ścieków Ministerstwo Ochrony Środowiska i podwładne mu instytucje, które wydały zezwolenia na jej działalność, były informowane niejednokrotnie. Państwowe urzędy jednak niewiele zrobiły aby pomóc wilnianom. Oburzeni tym mieszkańcy Leszczyniaków jeszcze przed tygodniem protestowali przed Ministerstwem Ochrony Środowiska. „Komu pieniądze, a komu fekalia!” — skandowali protestujący.

— Jesteśmy tu, aby pokazać społeczeństwu obojętność i niechlujność władz porządkujących muł „Vilniaus vandenys”. Wilno dusi się od różnorodnych substancji chemicznych. Jednak wszyscy uciekają od odpowiedzialności, zaczynając od stołecznego samorządu poprzez Ministerstwo Ochrony Zdrowia oraz Środowiska, kończąc rządem — irytował się podczas pikiety Šarūnas Valentinavičius, zastępca przewodniczącego Wileńskiego Zjednoczonego Ruchu Demokratycznego.

Ministerstwo Zdrowia wyraziło niepokój z powodu zanieczyszczeń powietrza na terytorium placówek oświatowych i zobowiązało się podjąć się wszystkich możliwych działań, aby zanieczyszczenia zostały usunięte.

— Oczywiste jest, że w tej sytuacji ostrzeżeń nie wystarczy, a i krytyka skierowana do administracji oczyszczalni nie wywołała oczekiwanego wpływu. Robiąc systematyczne badania zanieczyszczenia powietrza nie tylko zastosujemy kary administracyjne, ale uczynimy je jeszcze bardziej surowszymi. Zobowiązałem odpowiednich funkcjonariuszy ministerstwa w najbliższym czasie opracować i przedstawić rządowi i Sejmowi poprawki do ustawy dotyczącej odpowiedzialności za zanieczyszczenia powietrza — wyjaśnił Raimondas Šukys, minister zdrowia.

Obecnie kara wynosi od 20 do 500 litów. Średnia — 260 litów. Za naruszenie norm higieny po raz pierwszy stosowana jest kara pieniężna wysokości do 500 litów, za powtórne naruszenia — do tysiąca litów.

— Rozwiązanie zaistniałych problemów przedłużyło się, ponieważ z opóźnieniem zostały rozpoczęte prace budowy zakładu przetwórstwa mułu. Są stworzone plany, harmonogramy. W miarę możliwości przyśpieszymy tę budowę — obiecał wicemer Wilna Romas Adomavičius.

Budowa urządzeń przetwórstwa mułu rozpoczęła się w 2009 roku, jednak na wiosnę tego roku prace zostały wstrzymane z powodu trudności finansowych. W lipcu budowa znowu ruszyła. Planuje się, że modernizacja oczyszczalni ma być zakończona w 2012 roku. Koszty budowy są oszacowane na 171,5 mln litów, większa część, bo aż około 95 mln litów stanowią środki z funduszy UE.

19 odpowiedzi to Mieszkańcy Wilna trują się amoniakiem

  1. ben mówi:

    Do autora: Nie „trują się”, ale trują ich! I chyba wiadomo, kto truje! Wszak ta „budowa urządzeń przetwórstwa mułu” nie jest przecież realizowana przez przedsiębiorstwo – widmo, a jego nazwy w artykule się nie doszukałem. Ponadto ktoś tę budowę nadzoruje, kto? Ktoś tę budowę finansuje i ktoś pilnuje wydatkowania unijnych środków, kto?!

  2. Jagoda mówi:

    Sprzeciwiajmy się zanieczyszczeniem środowiska! Jagoda powróciła.

  3. Jagoda mówi:

    A miało być tak pięknie „zanieczyszczeniom NIE”!

  4. ajajaj mówi:

    tam u blad w reklamie wilii – koncery zamiast koncerty, ot darmozjad jakis robil!

  5. bobrowniczy mówi:

    Drogi @benie gdybys miał jakiścik związek z Wileńszczyzną to byś jakościk wiedział że tak sie tam mawia.A co do nazwy firmy to bardzo dobrze ,ze nei podali bo pewnie bys tam pojechał i cały ten muł przerobił sam na swoje potrzeby.

  6. Kmicic mówi:

    Przerzucic środki z betonowego „Pałacu Władców”. zdrowie jest wazniejsze od „imperialnych” chorób polityków litewskich.

  7. zozen mówi:

    No to drodzy Wilnianie zamykamy kible na klucz, s..nie zakazane bo nam Leszczyniaki giną.

  8. Lady Chapel mówi:

    W sumie to podstawowym celem czlowieka jest jak by nie bylo – produkcja kalu…

  9. bobrowniczy mówi:

    Lady Chapel moze takie są twoje pryncypia życiowe.Ale moim skromnym zdaniem człowiek przedewszystkim ma służyć drugiemu człowiekowi pomocą.Żyj i pozwól innym żyć.

  10. Chuck Norris mówi:

    Protestować trzeba było przed budową oczyszczalni, a nie teraz.

  11. bobrowniczy mówi:

    Komentarz usunięty. [1]

  12. Lubomir mówi:

    Śmierdzący temat ma również odwieczny prezydent Gdańska – Povilas Adomavićius, przepraszam Paweł Adamowicz. Fetor z Oczyszczalni Ścieków ‚Wschód’ w Gdańsku dociera nawet na Wyspę Sobieszewską. Może brakuje tego typu inwestycjom ‚zielonych otulin’, naturalnych ekranów ekologicznych z określonych gatunków drzew?

  13. no nie mówi:

    Pani Ewa Gedris: problem (odorów z oczyszczalni ścieków Wilna) istnieje, ale szkoda, że nie zwróciła się Pani przed napisaniem artykułu choćby do znanego Redakcji Pana Jana Andrzejewskiego.

    1. Używa pani w artykule terminu „muły”, a jeśli chodzi o technologię oczyszczalnia ścieków – mamy tam do czynienia z tzw. osadami ściekowymi.
    Muły są niejednoznacznym terminem, występują w naturze.

    2. Pani artykuł dotknął być może poważniejszego problemu – mógłby stać się /polecam takie podejście/ – artykułem śledczym. W procesie oczyszczania ścieków /na zdjęciu nie widać wszystkich urządzeń – trudno wyrokować o technologii/ generalnie nie ma prawa powstawać amoniak. Jest on więc tam dodawany – jeśli tak, to nieumiejętnie. Proszę skorzystać z porad specjalistów! To nic hańbiącego.

    3. Przydałoby się też trochę danych podstawowych – ilość ścieków dopływających do oczyszczalni, ich przeciętny skład, zwięzły opis technologii oczyszczania, no i oficjalna przyczyna /wynikająca z technologii oczyszczania/ tego amoniaku w powietrzu.
    Wtedy można by się bardziej szczegółowo ustosunkować.

    4. Pójście w krytykę wysokości kar jest – moim zdaniem – mimo słuszności krytyki w ogóle, trochę ślepą uliczką zagadnienia. Przecież koniec końców, to Mieszkańcy Wilna będą w opłatach za odprowadzenie ścieków opłacali te kary – przecież nie o to chodzi!

    Nawiasem mówiąc 8-krotne przekroczenie. Taka kara powinna wynosić 20 – 40 tysięcy litów. Dla osoby winnej zanieczyszczenia. Do osobistego uregulowania.

    Tak więc „Mieszkańcy Wilna trują się amoniakiem” – czekamy na ciąg dalszy.

    Pozdrawiam i życzę sukcesów

  14. no nie mówi:

    Ciekawe również byłoby porównanie (Polska -Litwa) przepisów dotyczących ponadnormatywnych zanieczyszczeń i kar za ich przekroczenia.
    W Polsce dana oczyszczalnia (zakład) ma ustalone w tzw. pozwoleniu wodnoprawnym parametry chemiczne największych dopuszczalnych stężeń zanieczyszczeń. Mimo, ze jest ich dużo, to tak naprawdę decydujących jest kilka.
    Podobnie jest z substancjami wprowadzanymi do powietrza, z tym, że w Polsce od około 1992 roku nie wolno wprowadzać do powietrza jakichkolwiek zanieczyszczeń lotnych w ilościach przekraczających normy. Wszystko powinno zamknąć się w ramach (w obrębie) ogrodzenia oczyszczalni. A wewnątrz oczyszczalni – jest to regulowane normami, w jakich mogą pracować ludzie.
    Jeśli Państwowa inspekcja złapie dany zakład na przekroczeniu – to od tego dnia, za dane przekroczenie naliczana jest kara – w wysokości określonej w rozporządzeniu – codziennie aż do chwili, kiedy zakład zgłosi, że „przekroczenie” ustało. Oczywiście zgłoszenie musi być wiarygodne, poparte wynikami pochodzącymi z własnego laboratorium badawczego zakładu. Wówczas inspekcja sprawdza, na ile dane zakładu są wiarygodne.

    Żeby zbytnio nie przeteoretyzować – jeśli na Litwie system kontroli środowiska działa analogicznie, to od chwili (dnia) kiedy stwierdzono 7-krotne przekroczenie dopuszczalnego stężenia amoniaku w powietrzu dzielnicy Leszczyniaki codziennie aż do roku 2012 – naliczana jest kara.
    Aż nie chce mi się wierzyć, że taki system funkcjonuje na Litwie – wówczas ludzie z oczyszczalni poszliby z torbami.

    Poza tym oczywiście i niezależnie – możliwe są pozwy indywidualne i (od niedawna) zbiorowe, za naruszenie ustawy o ochronie środowiska – w stosunku do oczyszczalni czy też osób za nią odpowiedzialnych.

  15. Kmicic mówi:

    Pozwy zbiorowe i indywidualne , również do instytucji międzynarodowych odniosły by skutek.Może rządząca miastem koalicja wyczuje wyborczy aspekt tego trującego smrodu i szybko zlikwiduje jego żródło?

  16. no nie mówi:

    @ 12:
    Nie powinniśmy na tym forum poruszać problemów Gdańska, ale dla celów dydaktycznych zróbmy wyjątek:
    na Wybrzeżu zawsze był problem oczyszczania ścieków: w sezonie potrafi nawet kilkukrotnie wzrosnąć ilość ścieków a poza tym występują zjawiska kryminalnego zrzutu niewiarygodnie zanieczyszczonych ścieków do kanalizacji.
    „Zielone ekrany” – sądzę, niewiele tu pomogą. Musiałyby być bardzo rozległe i wchodzić w obręb terytorium oczyszczalni. Za ten znacznie powiększony i zdegradowany (fetorami) teren oczyszczalnia płaciłaby podatki, a te koszty wpisywała by do kalkulacji ceny ścieków. Zapłaciliby mieszkańcy Gdańska. Sadzę – nie tędy droga.

    Przyczyna problemu leży gdzie indziej. Zachodnie korporacje chcąc wejść na rynki państw Europy Wschodniej musiały obniżyć min. koszty proszków do prania. Zastąpiły więc łatwo bidegradowalne i drogie związki fosforu (potrzebne do tego aby proszki prały) – związkami tanimi ale piekielnie trudno biodegradoalnymi. Z dnia na dzień niemal wszystkie oczyszczalnie ścieków w Polsce stały się zbyt małe (kilkakrotnie!) i zaczęły wymagać procesów bardziej intensywnego oczyszczania (więcej energii elektrycznej, więcej chemikaliów – dostarczanych oczywiście przez te same zachodnie korporacje). Wszystko to działo się oczywiście (i trwa nadal) za sprawą niewidzialnej ręki rynku, a właściwie dwóch niewidzialnych rąk rynku, z których jedna daje a druga bierze.

    Oczywiście rządy państw starej unii dawno już zakazały stosowania tych związków w środkach piorących wprowadzanych do obrotu na swoim terytorium.
    No a u nas w Polsce niedoinformowany naród (większość mediów jest w rękach kapitału reprezentującego owe korporacje) cieszy się, jakie to ma „zachodnie” proszki do prania i buli od lat ciężką kasę za odprowadzanie ścieków, modernizację oczyszczalni ścieków, kary nakładane na oczyszczalnie ścieków, zwiększone koszty oczyszczania ścieków itp. Ubaw po pachy!

    A na serio taka biała plama

  17. no nie mówi:

    Nie powinniśmy na tym forum omawiać spraw Gdańska, ale zróbmy wyjątek – dla celów dydaktycznych:
    Na Wybrzeżu zawsze był problem oczyszczania ścieków: w sezonie potrafi nawet kilkukrotnie wzrosnąć ilość ścieków a poza tym występują zjawiska kryminalnego zrzutu niewiarygodnie zanieczyszczonych ścieków do kanalizacji.
    „Zielone ekrany” – sądzę, niewiele tu pomogą. Musiałyby być bardzo rozległe i wchodzić w obręb terytorium oczyszczalni. Za ten znacznie powiększony i zdegradowany (fetorami) teren oczyszczalnia płaciłaby podatki, a te koszty wpisywała by do kalkulacji ceny ścieków. Zapłaciliby mieszkańcy Gdańska. Sadzę – nie tędy droga.
    Przyczyna problemu leży gdzie indziej. Zachodnie korporacje chcąc wejść na rynki państw Europy Wschodniej musiały obniżyć min. koszty proszków do prania. Zastąpiły więc łatwo bidegradowalne i drogie związki fosforu (potrzebne do tego aby proszki prały) – związkami tanimi ale piekielnie trudno biodegradoalnymi. Z dnia na dzień niemal wszystkie oczyszczalnie ścieków w Polsce stały się zbyt małe (kilkakrotnie!) i zaczęły wymagać procesów bardziej intensywnego oczyszczania (więcej energii elektrycznej, więcej chemikaliów – dostarczanych oczywiście przez te same zachodnie korporacje. Wszystko to działo się oczywiście (i trwa nadal) za sprawą niewidzialnej ręki rynku, a właściwie dwóch niewidzialnych rąk rynku, z których jedna daje a druga bierze.
    Oczywiście rządy państw starej unii dawno już zakazały stosowania tych związków w środkach piorących wprowadzanych do obrotu na swoim terytorium.
    No a u nas w Polsce niedoinformowany naród (większość mediów jest w rękach kapitału reprezentującego owe korporacje) cieszy się, jakie to ma „zachodnie” proszki do prania i buli od lat ciężką kasę za odprowadzanie ścieków, modernizację oczyszczalni ścieków, kary nakładane na oczyszczalnie ścieków, zwiększone koszty oczyszczania ścieków itp. Ubaw po pachy! A tak naprawdę biała plama na temat białych murzynów z nowej unii.

  18. no nie mówi:

    Sorry za podwójną wiadomość, ale w nocy, kiedy była wysyłana, system nie przyjmował jej na stronę dlatego wysyłałem dwa razy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.