11
Litewska „atomówka” — być albo nie być?

Zdaniem wiceministra energetyki, Romasa Švedasa, Litwa powinna wykorzystać wciąż obecne zainteresowanie Łotwy, Estonii i Polski budową elektrowni i jak najszybciej znaleźć inwestora strategicznego Fot. Marian Paluszkiewicz

Rząd Andriusa Kubiliusa uporczywie przekonuje wszystkich, że po wycofaniu się jedynego uczestnika z przetargu na budowę nowej elektrowni atomowej, koreańskiego koncernu „Korea Electric Power Corp.“, wciąż są szanse, że taka elektrownia na Litwie powstanie.

Sceptycy mówią, że Kubilius przekonuje już tylko sam siebie, bo nie wierzą, że Litwa poradzi sobie z tymi planami. Szczególnie, gdy na Białorusi oraz w obwodzie kaliningradzkim już trwają prace w miejscu przyszłych elektrowni atomowych. Wydaje się, że wcześniej zagorzała zwolenniczka elektrowni prezydent Dalia Grybauskaitė, po wycofaniu się Koreańczyków również zwątpiła w sens budowy — przynajmniej na razie — litewskiej elektrowni atomowej. Jej zdaniem, obecna sytuacja międzynarodowa nie sprzyja dziś litewskim planom.

Pierwszy, jeszcze przed ponad rokiem, otwarcie o zaniechaniu planów budowy elektrowni atomowej w Wisagini w miejsce zamkniętej z początkiem tego roku elektrowni atomowej w Ignalinie wypowiedział się prof. Jurgis Vilemas, kierownik Litewskiego Instytutu Energetyki. Dziś profesor przypomina władzom i opinii publicznej, że miał rację mówiąc wtedy, że elektrownia atomowa Litwie nie jest potrzebna, gdyż produkowana w niej energia byłaby cenowo niekonkurencyjna na regionalnym ryku energetycznym. W ocenach Vilemasa, koszta prądu z przyszłej elektrowni byłyby dwa razy większe niż litewscy odbiorcy płacą dziś za energię pochodzącą z innych elektrowni litewskich oraz głównie z Rosji.

„Pomiędzy bajki włożyć” plany nowej elektrowni jądrowej radził też niedawno litewski oligarcha, prezes Litewskiej Konfederacji Pracodawców, były premier Bronislovas Lubys. Jeszcze przed wycofaniem się Koreańczyków z przetargu powiedział on, że plany wybudowania do 2020 roku elektrowni atomowej są nierealne, zaś późniejszy termin może być niekorzystny dla Litwy ze względu na rozwój technologii w zakresie produkcji prądu.

Zdaniem ekspertów, ale niektórych polityków również, Litwa straciła ponad dwa lata wobec przygotowań do realizacji konkurencyjnych projektów atomowych na Białorusi i w obwodzie kaliningradzkim. Rządowi Andriusa Kubiliusa zarzuca się, że po objęciu w końcu 2008 roku władzy, ekipa rządząca wiele wysiłku poświeciła na likwidację powołanego przez poprzedni rząd tzw. inwestora narodowego — koncernu prywatnej i państwowych spółek energetycznych LEO.LT, który miał wspólnie ze spółkami energetycznymi Łotwy, Estonii i Polski wybudować elektrownię w Wisagini. Jak na razie obecnemu rządowi udało się zlikwidować LEO.LT i w zamian powołać spółkę skarbu państwa, która ma realizować plan budowy elektrowni, ale już z zagranicznym inwestorem strategicznym, który ma otrzymać pakiet większościowy w przyszłej elektrowni. Tymczasem, po wycofaniu się z przetargu jedynego uczestnika z Korei, rząd desperacko szuka drogą bezpośrednich negocjacji koncernu zainteresowanego inwestycją w litewskiej Wisagini. Według planów Ministerstwa Gospodarki, inwestora uda się wyłonić najwcześniej na wiosnę, bowiem mimo rosnącego sceptycyzmu, rząd nie zamierza odstąpić planów budowy nowej elektrowni.

Profesor Jurgis Vilemas ostrzega polityków koalicji rządzącej przed ich upartością wobec projektu atomowego. Jego zdaniem, może to jednak w końcu doprowadzić do powstania elektrowni, ale wobec podaży konkurencyjnych elektrowni białoruskiej i rosyjskiej, nie znajdzie się chętnych na prąd z litewskiej „atomówki”. Zdaniem Vilemasa, ważniejsze jest wybudowanie łączy energetycznych z Polską i Szwecją dla zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego Litwy, niż budowa elektrowni.

Tymczasem rząd nie zamierza odstępować od realizacji planu Ignalino 2. Zdaniem wiceministra energetyki, Romasa Švedasa, Litwa powinna wykorzystać wciąż obecne zainteresowanie Łotwy, Estonii i Polski budową elektrowni i jak najszybciej znaleźć inwestora strategicznego. W tym przypadku dochodzi opozycja i ostrzega, że pośpiech i wybór poza konkursem stawia Litwę na straconej z góry pozycji negocjacyjnej. Przedstawiciel opozycyjnej Partii Pracy, Kęstutis Daukšys powiedział nam, że słaba pozycja negocjacyjna może zmusić rząd do przyjęcia niekorzystnych dla Litwy warunków ewentualnego inwestora strategicznego w nową elektrownię na Litwie.

11 odpowiedzi to Litewska „atomówka” — być albo nie być?

  1. tomasz mówi:

    Ja tam też uważam że prędko to tej budowy nie będzie. Obecny litewski rząd ma jakąś taką przedziwną umiejętność szkodzenia samemu sobie.

  2. pieszy mówi:

    Gdypy poprzednie rzadu tak uporczywie staraly by sie zachowac EA, to by dzisiejszy rzad nie musialby lamac glowe z poszukiwaniem inwestorow.

  3. centeur mówi:

    A ja uwažam,že nigdy jej nie będzie
    i wcale ona niepotrzebna

  4. Grzesiek mówi:

    Chciałbym przypomnieć, że Orlen Lietuva to też sektor energetyczny, a więc mamy okazję czepać z doświadczeń z dotychczasowej współpracy w energetyce. I jakie są te doświadczenia? Lepiej się zastanówcie się nim zaczniecie współpracować z Litwą, bo tory rozbiorą lub wpadną na inny wesoły pomysł.

  5. robert mówi:

    RP powinna budować eletrownie jądrowe samodzielnie bez Lietuvisów jak i Rosjan. Lietuva bez Ignalina lub jego następcy będzie realnie znaczyć w regionie jeszcze mniej niż znaczy obecnie. Swoją drogą jak potężne musi być rosyjskie lobby ( i agentura )skoro udaje się publicznie przedstawiać taką inwestycję jako niepotrzebną, niedochodową itd. Swoją drogą w rankingu najbardziej nielubianych sąsiednich narodów ( wg. Delfi )Polacy są na czele. Jednocześnie Polacy mają budować w Lietuvie elektrownie, inwestować w rafinerie ( Możejki )bronić lietuvskiego nieba ( misje F16/MiG 29)wymuszać na NATO plany obrony pribałtyki itd. Skoro tak nas nie lubią to niech zwracają się z tym do Rosjan.

  6. Chyba logiczne? mówi:

    do Robert: Raz Lietuvisy Polaków tak nie lubią to niech sami budują swoją EA.

  7. Alabaster mówi:

    Zgadzam się. Tylko niech ktoś naszemu rządowi wtłucze pomysł samodzielnej budowy elektrowni atomowej.

    Ktoś może mnie uznać za wariata, ale żałuję, że Polska nie posiada broni nuklearnej.

  8. NiM mówi:

    EA dla Litwy mogłaby być źródłem dochodu. MOGŁABY – na kilkadziesiąt lat. Ale nie będzie. EA dla samej Litwy do za dużo. Projekt opłacalny tylko przy zagwarantowaniu eksportu sporych nadwyżek. No ale te marzenia lietuvisów można już wrzucić do kosza. Polska, po doświadczeniach z Orlenem, raczej już przestanie ulegać złudzeniom i wierzyć w obietnice lietuvisów. Wogóle jeśli jest na Litwie jakaś rozważna siła polityczna to powinna zacząć od lektury KW – zakładki po lewej stronie zatytułowanej POLSKA I LITWA. I podjąć natychmiastowe działałania dla zmiany koloru czerwonego na zielony. Oczywiście daltonistów należy pozbyć się lub zaserwować im kurację przwracającą wzrok poprzez zafundowanie bezpłatnego i przymusowego skierowania do “senatorium” w Łukiszkach.

  9. połaniec mówi:

    Postępowanie w sprawie budowy nowej EA w Republice Litwy to przykład zachowania się władz cepelinowej republiki, gdzie nie da się już prawie nic zrobić – nie dziwię się ORLEN-owi….

  10. Pingback: Nuclear Power Stations

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.