10
Pielęgnowane nadzieją marzenia po 20 latach się spełniły…

W gronie rodzinnym brakuje starszych dzieci Henryka i jego siostry Danguolė. Na zdjęciu Jefrem, żona Olga, Bruno, Henryk oraz Danguolė z córkami Ewą i Andżeliką Fot. Marian Paluszkiewicz

Wiara czyni cuda, a zwłaszcza, gdy całe życie idąc pod górę ni na chwilę nie traciło się nadziei. Będąc dzieckiem przeżył wypadek, który okaleczył rękę, młodość przebiegła w poszukiwaniu schronienia, w niedostatku założył rodzinę i każdego dnia walczył o bezpieczny uśmiech swoich dzieci. Po 20 latach „życia na progu” rodzina Henryka wreszcie otrzymała mieszkanie socjalne, w którym dzisiaj przebiegają ich spokojne święta.

Około 20 lat wielodzietna rodzina Henryka i Olgi z Gudeliai (starostwo mejszagolskie) czekała na mieszkanie socjalne. Przez wiele lat mieszkali w 2-pokojowej bursie, w ciasnocie. Wciągu tych lat Henryk musiał stoczyć niejedną walkę, aby do bursy została przeprowadzona kanalizacja, aby pleśń i wilgoć nie zjadała ścian starej budowli. I kiedy wydawało się, że ich dzieci — Aurelija, Lilia, Jolanta, Jefrem i Bruno będą zmuszone wyrosnąć „na progu”, otrzymali telefon od starostwa. „Mamy dla was dom” — usłyszeli po drugiej stronie słuchawki.

Ich tegoroczne święta są szczególne, ponieważ spędzają je w nowym domu Fot. Marian Paluszkiewicz

— Te słowa padły jak grom z jasnego nieba! Nie wiedziałem, co mam odpowiedzieć. Zapytano, czy chcemy obejrzeć dom. Odpowiedziałem, że z żoną nad tym się zastanowimy. A w duszy ogarnęła taka radość. Jakie zastanowimy się? Chciało się krzyczeć, że tak, chcemy, przecież tyle lat o tym marzyliśmy — nie skrywając radości cieszy się 44-letni Henryk.

Pierwszego wieczoru w nowym domu maturzystka Jolanta, córka Henryka i Olgi, przyznała, że „tu czuje się jak w gościnie, skąd będą musieli wyjechać”. Dzisiaj siedząc w swoim pokoju uśmiecha się mówiąc, że teraz czuje się jak w domu.

Od dwóch tygodni rodzina Henryka i Olgi mieszka pod Niemenczynem, we wsi Kabiszki. Właśnie tu otrzymali dom, a konkretnie pierwsze piętro. Na drugim piętrze musiała zamieszkać kolejna rodzina z długiego spisu czekających. Tak się zdarzyło, że tą następną, której też się powiodło, jest rodzina Danguoli, najstarszej siostry Henryka. Po 7 latach siostra z bratem spotkali się na wspólnym podwórku, kiedy Danguolė przyjechała obejrzeć lokum.

— Spotkanie z bratem nie było dla mnie nieoczekiwane, ponieważ w starostwie powiedziano mi, kto będzie moim sąsiadem. Brat natomiast był zaskoczony — wspomina Danguolė.

Ich życie tak się ułożyło, że brat z siostrą nie widzieli się 7 lat. Danguolė po śmierci konkubina została przez jego rodzinę wyrzucona na bruk wraz z nieletnimi córkami. Jak powiedziała, musiała zaopiekować się swoimi jutrem.

— Henryk mieszkał w Gudeliai, ja w Niemenczynie, każdy z nas miał swoje biedy i nieszczęścia. Dopóki żył Antoni, jeszcze jeździliśmy, spotykaliśmy się, po jego śmierci musiałam samodzielnie zaopiekować się sobą i dziećmi — wyjaśnia Danguolė.

Olga nie skrywa zadowolenia z pomocy dzieci, chociaż w nowej kuchni lubi rządzić sama Fot. Marian Paluszkiewicz

Henryk i Danguolė pochodzą z rodziny mieszanej — ojciec był Litwinem, matka Polką. Mimo że Henryk urodził się na Łotwie, jego dzieciństwo przebiegało w domu babci w Ławaryszkach. Ojciec odszedł i cały ciężar wychowywania trójki dzieci (również ich siostry Grażyny) spadł na barki matki. Musiała ona ciężko pracować, dlatego Henryk z Grażyną całe tygodnie spędzali w internacie. Do domu wracali jedynie w weekendy, święta i wakacje.

— Wcześnie zacząłem pracować. Byłem pomocnikiem kombajnisty, miałem wówczas 16 lat… Do dzisiaj pamiętam, jak wlazłem pod kombajn, aby coś poprawić, a ten zaczął pracować. Żar przeszedł mi po całym ciele i tylko szybka reakcja Gieny Rynkiewicza, który wyciągnął mnie spod maszyny, uratowała mi życie — nieszczęśliwy wypadek z dzieciństwa, który okaleczył mu rękę, wspomina Henryk.

Zdaniem rozmówcy, był to pierwszy raz, kiedy Pan Bóg go doświadczył i kiedy dzięki dobrym ludziom „idąc pod górę jego padnięcie nie było aż tak bolesne”.

— Dzięki Bogu, bardzo szybko odwieziono mnie do szpitala. Tego dnia w szpitalu  była lekarka z Moskwy. Była to starsza pani, która właśnie „złożyła” mi rękę. Gdyby nie ona, amputowano by mi całą dłoń. A dzisiaj, po tylu latach mogę nawet poruszać palcami — pokazując blizny na lewej ręce cieszy się Henryk.

— Nasza mama wtedy posiwiała w ciągu jednej nocy — do rozmowy dołącza się starsza siostra Danguolė, której życie też nie pieściło.

— Te lata już minęły. I dzisiaj oprócz II grupy inwalidzkiej mam jeszcze cudowną żonę i wspaniałych dzieci. Życie mnie ciągle doświadcza. Były czasy, kiedy chodziłem w „skórze” i oszczędzając mogłem sobie pozwolić na motor. Nie zabrakło też chwil, kiedy z braku dachu nad głową i pieniędzy na chleb z żoną jeździliśmy po kołchozach szukając miejsca pracy — opowiada 44-letni Henryk.

Mężczyzna swoje dzieciństwo i młodość wspomina z satysfakcją i dumą, ponieważ jak powiedział, ukształtowały one go takim, jaki jest i dzięki doświadczeniu niedostatku i nieszczęść dzisiaj jest w pełni szczęśliwy.

Zapytana o okoliczności zapoznania się z Henrykiem, jego żona Olga skromnie się uśmiecha i wyjaśnia, że mąż pamięta ten dzień lepiej.

Henryk i Danguolė po 7 latach spotkali się na wspólnym podwórku Fot. Marian Paluszkiewicz

— Przecież to było gdzieś 24 lata temu… — dodaje skromnie.

Zdaniem Henryka, podczas ich spotkania Olga nie była taka skromna i właśnie to ona podeszła do niego pierwsza.

— Z kolegą pojechaliśmy do Rosji, do Wołogdy, aby zarobić trochę grosza. Poszliśmy na dyskotekę, gdzie była też Olga. Jeden raz spojrzeliśmy na siebie, drugi, trzeci. Olga była bardziej odważna niż ja i w końcu podeszła do mnie. Najpierw poprawiła mi kołnierz, a później się przedstawiła — spoglądając na rumieńce żony uśmiechając się wspomina mężczyzna.

Tak się rozpoczęła miłość Henryka i Olgi. Po trzech dniach z dokumentami zgłosili się do urzędu stanu cywilnego, Olga otrzymała pozwolenie wyjazdu na Litwę.
— Nasz ślub był tak romantyczny, że młodym ludziom o takim nawet się nie marzy. Nie mieliśmy wtedy pieniędzy, mieszkaliśmy w bursach. Jak dzisiaj pamiętam, 2 godziny do rejestracji związku małżeńskiego siedzimy z Olgą i świadkami w pokoju i w pewnym momencie świadkowa wspomniała o bukiecie dla panny młodej. Pobiegłem na rynek Kalwaryjski, który na moje nieszczęście był zamknięty. Uratowały mnie babcie sprzedające kwiaty ze swego ogródka, które nie śpieszyły do domu. Kupiłem żółte i w mgnieniu oka pobiegłem do przyszłej żony. Nie mieliśmy pieniędzy na transport. Wyszliśmy na ulicę i zatrzymaliśmy pierwszy lepszy samochód. Był to „kabłuk” sieci telefonicznych. Kierowca podwiózł nas pod sam stołeczny urząd cywilny. Tak zostaliśmy mężem i żoną — pokazując jedyne zdjęcie weselne z satysfakcją opowiada Henryk.

Jak powiedział rozmówca, nie śpieszyli ze ślubem kościelnym, ponieważ do tego musieli „dojrzeć”. Lata szły zbyt powoli, aby ich liczyć i zbyt szybko, aby spoglądać wstecz. Młodej parze urodziła się córka Aurelija, która dzisiaj jest już mężatką i spodziewa się pierwszego dziecka. Później na świat przyszła Lilia, obecnie studentka medycyny w Wileńskim Kolegium, następnie Jolanta, w dniu dzisiejszym szykująca się do egzaminów maturalnych. Po około 7 latach urodził się pierwszy synek Jefrem, dzisiaj to już uczeń 5 klasy, po upływie jeszcze 2 lat na świat przyszedł Bruno, chociaż najmłodszy, ale obecnie wysoki jak na swój wiek trzecioklasista.

Na ślub Henryk i Olga zdecydowali się, kiedy postanowili ochrzcić, wtedy jeszcze kilkumiesięczną, Aureliję. Oprócz tego, Henryk borykał się z problemami zdrowotnymi. Mężczyzna przyznaje, że był okres, kiedy depresja pożerała jego młode życie, wtedy szczególnie czepiał się wiary, w której znajdował ukojenie.

— Z żoną i świadkami, którzy zostali też rodzicami chrzestnymi Aureliji, udaliśmy się do kościoła mejszagolskiego. Pamiętam, że było to popołudnie i księdza zastaliśmy pijącego herbatę. Był to ks. Józef Obremski, już wtedy staruszek, jednak tak samo wyrozumiały i życzliwy — wspomina Henryk.

Jak powiedział, po długiej rozmowie z księdzem tego wieczoru został ochrzczony wraz z córką, przystąpił do Pierwszej Komunii Świętej i z żoną wzięli ślub.

Dzisiaj rodzina Henryka należy do wspólnoty zielonoświątkowej, z którą spędzi Święta Bożego Narodzenia. Właśnie dzięki tej wspólnocie rodzina znalazła przyjaciół w Niemczech, którzy pomagają materialnie.

— Ubrania, wycieczki dzieci za granicę, artykuły spożywcze, słodycze — wszystko to zawdzięczamy wspólnocie. Otrzymuję rentę inwalidzką oraz zasiłek socjalny, co stanowi około 2 tys. litów miesięcznie. Ani ja, ani żona nie mamy pracy. Troje dzieci są w wieku szkolnym. Lilia jest studentką, zaciągnęła u państwa kredyt na studia. Tak się kręcimy… — skromnie uśmiecha się Henryk.

Na koniec dodaje, że nie zważając na to, że w życiu częściej idzie się pod górę niż z góry, że nieraz trzeba ograniczać swoje marzenia i wydaje się, że została tylko kropla nadziei, zawsze trzeba wierzyć.

— 20 lat krzepiliśmy swoje dzieci i powtarzaliśmy, że nie ma rzeczy niemożliwych. Nasze marzenia się spełniły, dzisiaj zasiadamy do stołu we własnym, ciepłym domu. O tym, że jesteśmy szczęśliwi i wdzięczni życiu, które dotąd nas jedynie doświadczało, świadczą szczęśliwe twarze naszych dzieci —wskazując na swoją rodzinę dodaje Henryk.

10 odpowiedzi to Pielęgnowane nadzieją marzenia po 20 latach się spełniły…

  1. józef III mówi:

    Zdrowia, spokoju i Łask Bożych – dobrzy Ludzie !

  2. Gutek mówi:

    Szanowny Kurierze: nie konkubin tylko konkubent (wasz nieodmienny blad). “Troje dzieci” nie “sa w wieku szkolnym”, tylko “jest w wieku szkolnym”, lata to nie oni, “zeby ich liczyc” tlko one “zeby je liczyc”. I dlaczego rodzina przez wiele lat mieszkala w bursie, toz to akademik dla studentow i profesorow. Zas Henrykowie prawdopodobnie mieszkali w hotelach robotniczych. No i wiele innych rodzynkow, ktore polskiemu dziennikowi nie uchodza. Upili sie wszyscy w redakcji przed Swietami by puszczac takie byki, czy jak? A w ogole: o czym ten tekst? Ktos dostal mieszkanie socjalne i chwala Bogu, jezeli mu sie nalezy. Niekoniecznie to tak dokumentnie opisywac. Poza tym czort nogi polamie zanim zrozumie, kto jest kim w tej podwojnej rodzinie. Kim np Danguole jest dla Jefrema i wice wersa, po co mamy to wiedziec. I na kij to wspomnienie o tym, jakiego wyznania sa bohaterowie? Po co to wszystko czytelnikom. Moze po to, by nie watpili, ze zielonoswiatkowcy to fajni ludzie. Dla mnie sekta, co to najpierw cos da, pozniej mozg wypierze i wiecej zabierze. Ale Szczesc im Boze, jak to sie u nas mowi.

  3. cdn mówi:

    Tak naprawdę to są święta brzucha. Makowiec, bigos, kluski z makiem, kiełbasa, kotlet schabowy, piwo itd, itd. Ale w święta brakuje Jezusa. Fakt, śpiewa się kolędy. Często pod wpływem alkoholu głośniej i częściej. O co chodzi? Czy na tym polega bycie chrześcijaninem? Jezus by zapewne wolał, żeby ludzie zamiast świętować jego urodziny, stosowali w codziennym życiu zasady, które podał. I tu mamy kolejny problem. Chrześcijanie nie znają Biblii, więc nie znają zasad. Bo gdyby znali wiedzieliby, że Jezus ani razu nie obchodził swoich urodzin. Jego pierwsi uczniowie też nie obchodzili jego urodzin. Zwyczaj ten był praktyką pogan. Jak podaje New Catholik Encyklopedia: “Data narodzin Chrystusa jest nieznana. W ewangeliach nie podano dnia, ani miesiąca”(1967, t.3 s. 656).Zasadą, której uczył Jezus, było mówienie prawdy. A tu proszę, zakłamanie.
    Jeszcze jedna sprawa. Ewangelia Łukasza podaje, że gdy Jezus się rodził, w krainie tej byli pasterze ze stadami przebywający nocą na polu. Wniosek: Jezus nie narodził się w grudniu! Kto w zimę wypasa owce nocą przebywając w polu? To nie była zima. Kler wmawia nam datę grudniową, ale to nie jest prawda!
    To, że zima w Izraelu jest łagodniejsza niż w Polsce nie oznacza, że pasterze mają zwyczaj przebywać nocą z owcami na pastwiskach w oddaleniu od domostw. Same owce mogą się paść na polach przydomowych. Zima tam nie taka, jak w Polsce – tyle akurat wiem – ale wiem również, że zimowy okres charakteryzują deszcze, spadek temperatury(zwłaszcza nocą), niekiedy pojawiają się opady śniegu. Zainteresowanych zachęcam do sprawdzenia w wyszukiwarce, hasło: zima w Izraelu. Nieraz już widzieliśmy materiały filmowe w wiadomościach pokazujące zaśnieżone Betlejem.

  4. Czytelnik mówi:

    Do cdn: Jezeli obserwowac ostatnie zmiany klimatyczne,to mozna zauwazyc,ze w niektorych panstwach juz nieraz wypadl snieg,ktorego tam nigdy nie bylo przed paru tysiacami lat napewno inny klimat byl takze w Jzraelu.W zasadzie nie rozumiem sensu takiego pisania,szczegolnie o urodzinach,przecierz swietujemy nie urodziny a Boze Narodzenie.Nie widze takze zadnej sprzecznosci w swietowaniu i trzymaniu sie na codzien zasad chrzescijanskich.

  5. RB mówi:

    Nieźle to pokręcone. Kiepsko, że i brat i siostra ze swoimi rodzinami muszą korzystać z pomocy socjalnej. 😉

  6. Ada mówi:

    Ze wszech miar popieram Gutka! Ludzie, kto tak pisze – “czepiał się wiary”! Czepiać się to można autorki za taki tekst…

  7. :) mówi:

    To jest cud! Bóg żyje!!!
    Dziękujemy wszystkim za miłe słowa! Dobre i sensowne świąt wszystkim!

  8. nowa sasiadka mówi:

    Dzieki Bogu,ze te domy sa zasielione ,bo dosc nam tych /pomnikow/.A jaka komu sprawa do tego,ludzie,a nie bydlo tu mieszka.Szczesliwego Nowego Roku.

  9. Halina mówi:

    Miło patrzeć jak ludzie cieszą się z takiego prezentu:)

  10. O....info mówi:

    i wszystko za darmo i przed wyborami i nawet sektanci aby glosowali…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.