9
W nowy rok, z nową ceną… wyższą

Eksperci prognozują, że w nowym roku ceny produktów oraz usług pójdą ostro w górę Fot. Marian Paluszkiewicz

Przed nowym rokiem pojawiło się wiele horoskopów, prognoz i przepowiedni na 2011 rok, w których różni ich autorzy różnie traktują przyszłość. Tymczasem ekonomiści i eksperci gospodarczy, aczkolwiek nie są wyroczniami, wiedzą na pewno i twierdzą zgodnie — w przyszłym roku będzie drożej. Zgodni też są w tym, że zdrożeje prawie wszystko. Nie zgadzają się tylko w jednym — o ile?

Wiadomo na pewno, że 2010 rok był ostatnim rokiem, kiedy Litwa miała okres przejściowy, stosując mniejszą niż wymaga Unia Europejska akcyzę na paliwo do silników dieslowych. Od nowego roku akcyza ta zwiększy się z 947 do 1 043 litów za tonę tego paliwa. Ministerstwo Finansów prognozuje, że większa akcyza spowoduje na stacjach paliwowych skok ceny ropy o około 12 ct na litrze. Tymczasem sami handlowcy nie wykluczają, że cena wzrośnie nawet o 20 ct na litrze.

Litewscy przewoźnicy nie ukrywają, że jeśli ceny paliw będą nadal rosły, to zamiast na litewskich stacjach paliwo będą tankowali na Białorusi, Łotwie i w Polsce, bo tam już jest taniej Fot. Marian Paluszkiewicz

— Droższe paliwo oznacza droższe usługi transportowe, a to swoją drogą oznacza, że mogą zdrożeć wszystkie produkty, w których cenę są wkalkulowane usługi transportowe — mówi nam rzecznik prasowy Narodowego Zrzeszenia Przewoźników LINAVA, Gytis Vincevičius. Zaznacza jednak, że scenariusz taki może, ale nie musi być, bo przewoźnicy nie są jeszcze zdecydowani, czy wszystkie koszta podwyżki akcyzowej zostaną przełożone na ceny za usługi transportowe.

Jak wynika z naszych ustaleń, takie wahanie się przewoźników nie wynika jedynie z ich troski o kieszeń konsumentów, bo to w końcu oni będą musieli „skonsumować” wszystkie podwyżki. Przed podjęciem ostatecznej decyzji w sprawie polityki cenowej przewoźników powstrzymuje na razie perspektywa tańszego tankowania paliwa na Białorusi, a od nowego roku niewykluczone, że również w Polsce, gdzie już dziś, nawet uwzględniając ostatni sezonowy skok, cena ropy jest nieznacznie większa niż na Litwie. Toteż od ostatecznej decyzji przewoźników będzie zależało, czy rządowa podwyżka akcyzy przełoży się ostatecznie na wzrost cen produktów i usług. Wydaje się jednak, że powstrzymanie podwyżki cen na usługi i towary, jeśli i będzie, to krótkotrwałe. Jak zauważa bowiem w jednym ze swoich wywiadów Lukas Vosylius, prezes Zrzeszenia Spółek Handlu Produktami Naftowymi, uwzględniając tendencje wzrostu cen na światowym rynku surowca oraz nieustanny w ciągu roku wzrost cen na Litwie, zdrożeją wszystkie rodzaje paliwa, a wzrost ten w ciągu roku będzie postępował. Jak zauważa Vosylius, w ciągu ostatnich lat ceny detaliczne paliwa w kraju wyłącznie rosły, dlatego nie ma powodów do optymizmu, że w końcu zaczną spadać, albo przynajmniej ustabilizują się.

Tymczasem dowiadujemy się, że niektóre produkty, głównie artykuły spożywcze, mogą zdrożeć nie z powodu droższych usług transportowych, a na skutek realizacji pomysłu rządu o wprowadzenie aparatów kasowych na targowiskach. Handlowcy uważają to za nonsens, niepoparty żadnymi argumentami, ale zaraz dodają, że zważywszy na postawę premiera i jego rządu, że liczą się tylko ich chęci, decyzja o „okasowaniu” handlowców na targowisku w końcu może zapaść.

„Co w takim przypadku?” — pytamy Eduardasa Šablinskasa, honorowego prezesa Stowarzyszenia Drobnych Przedsiębiorców i Handlowców.

— W takim przypadku, jak powiedziała nasza prezes Zita Sorokienė, rządowi przyjdzie się wypróbować na nas armatki wodne, bo nasi ludzie tego nie popuszczą, bo rząd nie ma żadnych argumentów, jednak uparcie dąży do realizacji swych planów — oburza się Eduardas Šablinskas. Jak mówi, decyzja rządu o wprowadzeniu aparatów kasowych na targowiskach nie jest oparta na obliczeniach ekonomicznych, lecz powodowana naciskami na rząd dużych przedsiębiorstw handlowych, które dążą do monopolizacji rynku mięsnego.

Początkowo rząd planował zobowiązać do używania aparatów tylko handlowców mięsa. Gdy ci wytłumaczyli, że narusza to zasadę równych możliwości prowadzenia działalności gospodarczej, wtedy pojawił się pomysł, żeby zobowiązać wszystkich handlowców na targowiskach do używania kas fiskalnych. W ten sposób rząd chce rzekomo zwalczać kontrabandę mięsa i wyrobów mięsnych, co według obliczeń resortu finansów ma przynieść około 100 mln litów dodatkowych przychodów z tytułu podatku VAT.

— Taki tok rozumowania urzędników dowodzi, że nie opierają się oni na żadnych obliczeniach ekonomicznych, ale nawet nie wiedzą, o czym mówią. Po pierwsze, mięso jest przywożone głównie z Polski, z kraju Unii Europejskiej, więc o jakim przemycie może być mowa, skoro przedsiębiorca oficjalnie kupuje produkty w polskiej rzeźni, oficjalnie je przywozi na Litwę i oficjalnie tu sprzedaje mięso. Płaci przy tym wszystkie rachunki i podatki. Skąd więc rząd liczy na dodatkowe przychody z tytułu podatków? Po drugie, rząd obiecuje, że zrekompensuje handlowcom zakup aparatów kasowych, czyli z budżetu państwa zamierza sfinansować wątpliwej zasadności swoją decyzję. I po trzecie, wprowadzenie aparatów kasowych na targowisku wypacza sens targowiska, gdzie klient może targować się o upust, a sprzedawca ten upust może zrobić. Te, ale też inne decyzje, chociażby ta, że pomysł o wprowadzeniu aparatów na targowiskach wychodzi z Ministerstwa Rolnictwa, które nie ma kompetencji w tym zakresie, wskazują, że rząd chce ślepo realizować decyzję, która jest korzystna wyłącznie dla dużych przedsiębiorstw handlowych. W wyniku doprowadzi to do monopolizacji rynku mięsnego i artykułów, jak to już stało się w przypadku innych sektorów gospodarki — konstatuje Eduardas Šablinskas.

9 odpowiedzi to W nowy rok, z nową ceną… wyższą

  1. Polak ze Śląska mówi:

    U nas chyba jest obowiązek posiadania kasy fiskalnej na targowisku.Taksówkarze też mają obowiązek je mieć(są specjalne modele tylko dla nich),a miały/mają wejść przepisy odnośnie kas fiskalnych w gabinetach lekarskich.

  2. Jan mówi:

    My też byliśmy zieloną wyspą przed wyborami,a teraz czarna dziura to pryszcz.Jest to skutek pchania się na siłę do strefy € wtedy gdy gro państw chciałaby uciec z niej jak najszybciej.

  3. Maciek z Warszawy mówi:

    No i nieuchronnie idzie ku… totalnej fiskalizacji:) No niestety idą czasy łatania dziury w budżecie sposobami jakimi tylko się da. Ktoś zarobi na sprzedaży i dystrybucji kas, każda sprzedaż będzie opodatkowana i troszkę kasiorki wpadnie do kasy państwa. Tylko ciekawe co będzie z tymi starszymi ludźmi, którzy handlują czym się da na targowiskach, przy drogach itd. Oni też będą mieli kasę fiskalną?? A przemytnicy paliwa z Białorusi też pewnie będą wystawiać paragon…:)

  4. pieszy mówi:

    Wprowadzanie kas fiskalnych rzad chce wprowadzic pod naciskiem sieci handlowych, gdyz kasy beda wprowadzane tylko na rynkach, znajdujacych sie pod dachem, aby takim sposobem ujednolicic handel w supermarketach i na rynku.Ale to juz nie bedzie rynek, gdzie sa mozliwosci handlowania, ubijania utargu, jak na prawdziwym bazarze.

  5. zozen mówi:

    a co ma wspólnego targowanie się i kasy fiskalne? w czym jest problem, bo można przecież targować się i wbić potem do kasy taką kwotę jaką uzgodniono.

  6. józef III mówi:

    U nas też ! : no to git – Platformie znów wzrośnie !!! (im zawsze wzrasta jak nam spada – fenomen na skalę globalną !)

  7. ben mówi:

    A kiedykolwiek prognozy zakładały że w jakimś roku będzie taniej? 🙂
    Jeżeli preferuje się sterowanie odgórne, to trudno nie prognozować, że społeczństwo będzie płaciło drożej, bo… (W tym miejscu można wpisać dowolne uzasadnienie).

  8. maur mówi:

    … no i babcia będzie musiała przywieźć kasę fiskalną w koszyku z grzybami rowerem. Rower bedzie musiał mieć dynamo 12V -czyli specjalne do zasilenia kasy w energię. Standardowe 6V – kasy nie uciągnie. Jak już babcia utarguje cenę, w kasie mozna ustalać dowolną cene za produkt za pomocą upustów cenowych, to klient będzie musiał wsiąść na rower i pedałować – bo bacia w tym czasie musi obsługiwać kasę. No a jak klient nie będzie chciał pedałować? Babcia może nie mieć wystarczająco siły…
    Socjalizm ma się dobrze. Jak widać -dalej kosztem reszty społeczeństwa. Fiskalizm to eufemizm kamuflujący w istocie socjalizm.
    4 grudnia dług publiczny Polski wynosił 779,5 MLD!!!zł. Dziś jest większy o kolejne 9 MLD!!!zł. Ot po prostu na każdego Polaka w RP wypadło po 234zł. Od niemowlaka po starca. W niepełny miesiąc. A socjalizm dalej ma się dobrze. Wmawia wszystkim o konieczności podwyższenia podatków: VAT, akcyzy itd. Że to wymusi wzrost cen? No może trochę…
    W USA też podwyższono ceny paliw. Kosztuje teraz ca 0,80 $ za litr… (3$/GALON=3,8LITRA)…

  9. pieszy mówi:

    do zozen: Moze i masz racje, jezeli do kasy jest wbijana cena utargowa, a nie wywolawcza.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.