8
105 lat patriarchy Wileńszczyzny ks. prałata Józefa Obrembskiego

W rocznicę święceń kapłańskich w gronie najbliższych przyjaciół Fot. Marian Paluszkiewicz

W sobotę obchodzi swoje 105 urodziny Wielki Patriarcha Wileńszczyzny ks. prałat Józef Obrembski.

Dostojnik, o którym napisano już kilka książek, dziesiątki artykułów prasowych, który ma mnóstwo odznaczeń państwowych oraz wysokich nagród Kościoła. Niestety, nawet tych najważniejszych odznaczeń chyba się nie da policzyć, a co mówić o cichych ludzkich łzach i modlitwach dziękczynnych za ten ogrom dobroci, co im wyświadczył.

Jestem bardziej niż przekona, że tam w niebie, ta anielska księga dobrych uczynków ks. prałata jest z pewnością jedną z najgrubszych. Wszak to On był tym Mojżeszem Wileńszczyzny, co to lud wierny przez „morze czerwone” komunizmu bezpiecznie przeprowadził. A więc cokolwiek człowiek chciałby powiedzieć, czy napisać o Czcigodnym Prałacie i tak by nie znalazł odpowiednich słów, by godnie przedstawić tę Postać.

Gdy na parę dni przed Jubileuszem wpadliśmy do księdza „pałacyku” w Mejszagole zastaliśmy tam sporą grupkę uczniów z 7 klasy Mejszagolskiej Szkoły Średniej im ks. Józefa Obremskiego wraz z nauczycielką Janiną  Tomaszewską. Dzieci właśnie śpiewały księdzu Jego ulubioną piosnkę: „O Mejszagoło, niech ciebie chroni skrzydło Anioła”.

Młodzież szkolna często odwiedza swego Patrona Fot. Marian Paluszkiewicz

Ks. prałat im podziękował i powiedział: „Bądźcie zawsze kochanymi dziećmi Boga, bądźcie dobrymi, bądźcie świętymi”. A na pożegnanie dodał: „Mejszagoła niech będzie górą u Boga”.

Gdy spytałam młodzież, za co właściwie tak kochają ks. Józefa: „To nawet trudno wytłumaczyć, po prostu Go kochamy” — powiedziała Eryka Ribovaitė. Natomiast Sabina Mińkowska, Rajmund Tatol oraz Gabriela Pieciun niemal jednogłośnie stwierdzili, że głównie za to, że kocha młodzież i jest wspaniałym przykładem wiary i dobroci oraz za to, że ma wspaniałe poczucie humoru.

Wielu ich rodziców chrzcił ks. Józef, udzielał im ślubów, potem chrzcił ich dzieci, przygotowywał do Pierwszej Komunii.

Jak sam ksiądz ocenia te ponad sto lat?

Spotkanie ks. prałata z prezydentem RP Bronisławem Komorowskim Fot. Marian Paluszkiewicz

„Były i lepsze czasy, czasy Boże. Teraz nastały czasy diabelskie. Jeden drugiego nienawidzi, niszczy. Jan Paweł II mówił, że świat się jeszcze nawróci. Proszę o to Boga, a dziennikarzom życzę wszelkiego błogosławieństwa”.

Autorka tego artykułu zna Jubilata już chyba dobrych lat 40, było wiele długich rozmów, artykułów, ale najpierw oddajmy głos kapłanom, którzy między innymi ostatnio wydali o Nim książkę pt. „Józef Obremski kapłan według Serca Bożego”, klerykom, którzy z Nim się spotykają, młodzieży, zwykłym parafianom, z którymi rozmawialiśmy podczas naszego pobytu w Mejszagole.

Ksiądz Józef Aszkiełowicz, aktualny proboszcz Mejszagoły:

Od wielu lat opiekuję się ks. prałatem i jestem najbliżej Jego. W ciągu wielu lat podpatrzyłem bardzo wiele momentów z życia ks. prałata i kilka z nich nawet umieściłem w książce o ks. prałacie pt. „Józef Obremski kapłan według Serca Bożego”.

Czcigodnego Jubilata poznałem jeszcze jako kleryk i często jeździłem do niego na wakacje, by się nieco dokształcić i pouczyć pobożności. Już wówczas zrozumiałem, że pracuje dla Chrystusa, z Chrystusem i przez Chrystusa.

Gdy podczas jednej z uroczystości ludzie powitali Go owacjami, dał znak, by przerwali i powiedział: „Nie wolno witać owacjami niegodnego sługi jego Króla”. Sam zaraz ukląkł przed Przenajświętszym Sakramentem, zaintonował: „Niechaj będzie pochwalony”…

Innym razem nasz Jubilat tak mawiał: „Co dobrego zrobiono w parafii — to zasługa Jezusa, a co złego — jam sprawcą”.

Często mawiał, że nawrócenie się na katolicyzm nie jest najważniejsze. Najważniejsze być dobrym katolikiem. A gdy pytano Go o zdrowie lub chciał uniknąć jakichkolwiek pochwał, tak mawiał: „Mam marne żelazne zdrowie i popadłem w nieuleczalny nałóg życia”.

Rzeczywiście, na zdrowie czy ciężkie życie nigdy się nie uskarżał, zawsze bowiem był pogodny, niejedną piosnkę lubił zaśpiewać, dowcip z dobrym morałem opowiedzieć,  kocha Boga i ludzi. I to dla nich zawsze oddaje całego siebie, choć sam zawsze starał się być w cieniu.

Jak wspomina wilnianin Fredas Ulickas:

— Jako młody chłopiec, wraz z kolegami, grywałem na weselach. Jedno z nich szczególnie zapadło mi w pamięci, a było to w Mejszagole. Ślubu młodym udzielił ks. proboszcz Józef Obremski w sobotę rano. Po całej ceremonii łagodnie, ale stanowczo przykazał, by w niedzielę wszyscy rano byli na Mszy św. O dziwo, już wczesnym rankiem, pomimo że nie wszystkim gościom jeszcze wyparował alkohol, umyli się, ubrali i prawie wszyscy ruszyli do kościoła. Byłem zaskoczony — wspomina pan Fredas.

Jak opowiadają starsi mejszagolanie:

„U nas tak zawsze było, że jak coś ksiądz Józef powiedział, to było święte.

Gdy jeszcze były czasy kołchozów i gdy któryś z przewodniczących kołchozu lub sekretarz partii nie bardzo sobie z ludźmi umiał poradzić. Bo co tam ukrywać kradli, uważając, że skoro kołchozowe to niczyje i można sobie to »zabrać«. Więc wieczorną porą taki przewodniczący kołchozu potajemnie przychodził do księdza Józefa i prosił, żeby w czasie kazania ludziom  wytłumaczył, że każda kradzież jest grzechem”.

Ksiądz Antoni Dilys, aktualnie na emeryturze:

— Czcigodnego Jubilata poznałem w 1962 roku i odtąd do dziś podtrzymujemy kontakty. Szkoda tylko, że coraz rzadsze, z okazji większych uroczystości, bo nie chcę Go zbytnio męczyć.

Mnie osobiście cały czas ujmowały trzy Jego cechy charakteru: internacjonalizm (dla Niego nie było Polaka, Litwina, Rosjanina czy Żyda), pomoc i służenie dobrą radą młodszym kapłanom i umiejętność cichego cierpienia dla Boga. Jako kapłan przyjaźnił się nie tylko ze mną, ale też z wielu innymi Litwinami. Po litewsku wszystko rozumiał, mówił wprawdzie słabo, ale na tyle dobrze, żeby móc spowiadać i udzielać innych sakramentów. Dla Niego zawsze istniał na pierwszym miejscu Człowiek. Myślę, że to Jego długie życie, obecnie choroba, to jeden ze sposobów zmazania grzechów być może częściowo swoich (bo przecież wszyscy jesteśmy grzeszni) lub swoich bliskich, ale też wszystkich wiernych, którym służył. Tak jak Chrystus, który nie miał żadnego grzechu, cierpiał za ludzkość, by ją zbawić, tak teraz swoją chorobą i pokornym cierpieniem nasz Prałat z pewnością wybłaga u Boga nawrócenie dla wielu osób, wybawi też wiele dusz czyśćcowych od ciężkich cierpień. Ale zostawmy to Bogu. My jako ludzie możemy powiedzieć, że jest to Kapłan wielu cnót do naśladowania.

Ks. biskup Juozas Tunaitis był i jest pełen podziwu dla Jubilata, że nigdy nie wstydził się sutanny i w czasy różnych prześladowań kapłanów, wszędzie w niej chodził.

A czasy wszak w pewnym okresie były bardzo trudne dla wierzących. Oficjalnie nie wolno było uczyć dzieci religii, nawet kapłani nie mogli oficjalnie się zbierać, by jakieś swoje sprawy omówić. Osoby zajmujące kierownicze stanowiska nie mogły oficjalnie brać ślubów, korzystać z innych sakramentów itp. Tymczasem ksiądz prałat setki razy dokonywał tych „przestępstw” — opowiadają ci, co te czasy znali.

Gdy w swoim „pałacyku” lub stojącej obok altance zbierał dzieci, by im mówić o Bogu, a ktoś z ówczesnych władz akurat wpadał, tłumaczył, że właśnie czasem dokarmia dzieci z biednych rodzin, a było ich często 30 i więcej. Żeby to wyglądało bardziej wiarygodnie, zawsze na stole były jakieś kanapki czy słodycze, a w międzyczasie ksiądz uczył ich śpiewać jakieś piosneczki ludowe. Kiedy zbierali się u Niego księża i wpadała władza, mówił, że któryś z nich na imieniny albo urodziny i właśnie sobie „hulają”. Władze wiedziały, że wszystko to lipa i że ksiądz normalnie robi z nich wariata, ale oficjalnie do niczego nie można się było przyczepić.

A ileż to, w ciągu prawie 80 lat kapłaństwa (będzie to 12 czerwca następnego roku), odprawionych Mszy św., udzielonych ślubów, chrztów, pogrzebów. Kiedyś wspólnie z Czcigodnym Prałatem próbowaliśmy mniej więcej to policzyć. Były to tysiące tysięcy.

yły Nuncjusz Apostolski Peter Stephan Zurbriggen pamiętał o każdej uroczystości czcigodnego Jubilata Fot. Marian Paluszkiewicz

Nie wspomnę już o potajemnych nocnych spowiedziach, ślubach, chrztach i innych sakramentach. Przyjeżdżano do niego w tych sprawach nie tylko z pobliskich okolic, ale nawet z Moskwy czy ówczesnego Leningradu, Kazachstanu itd. A często przyjeżdżały wielkie „szychy”. Trzeba im było coś o Bogu najpierw opowiedzieć i wówczas zakwaterowywał (z pełnym wiktem) u siebie na tydzień, czasem dwa i tak posileni i szczęśliwi odjeżdżali.

Pamiętam, jak przed laty opowiadał mi, że zdarzały się przypadki, kiedy to nocą pod plebanię przyjeżdżała czarna limuzyna, wysiadał jakiś oficer, wchodził do sypialni, kazał wstawać, brać wszystkie potrzebne księdzu „prinadleżności” i jechać. Nie wiedział, dokąd jedzie, a potem okazywało się, że jakiś wysoki czynem partyjniak, czy kagebista jest przy śmierci i prosi o spowiedź oraz „ostatnie” sakramenty.

Tak to przez całe swoje życie w różnych czasach nasz Czcigodny Jubilat służył ludziom i Bogu. Sam wiele razy bywał w niebezpieczeństwie, ale ręka Boga zawsze Go strzegła.

Alfreda Jankowska, dyrektorka Mejszagolskiej Szkoły Średniej im. ks. Józefa Obremskiego:

Myślę, że jesteśmy w szczególny sposób wyróżnieni, a być może nawet uhonorowani. Wszak dotąd szkołom imię patrona za jego życia nie nadawano poza jednym tylko wyjątkiem zrobionym dla Jana Pawła II. Mejszagoła, to drugi (przynajmniej na Litwie) taki znany przypadek.

Z Czcigodnym Jubilatem zawsze byliśmy dość blisko związani. Nawet w czasach sowieckich ksiądz często przychodził do szkoły, a wraz z nim zawsze jakaś iskierka większej wiary i dobroci. Dzieci też Go często odwiedzały na plebanii, a On je stale zapraszał do siebie.

Bardzo zawsze sobie cenił oświatę, naukę, ale do zwykłego wieśniaka też miał należyty szacunek. Szacunek miał także do osób starszych, niemocą złożonych. A o swoich rodzicach zawsze mówił: „Moja mateczka, mój tatuńcio”.

Ale powróćmy do szkoły. Nas, nauczycieli nazywał zawsze profesorami, a Szkołę Mejszagolską — Akademią. Podstawowe cechy, jakie najbardziej cenię w księdzu prałacie to przykład wzorowego nauczyciela, wykładowcy, duszpasterza. To Człowiek o wysokiej erudycji i dużej wiedzy teologicznej. A z drugiej strony przy tych cechach także wielka prostota, współczucie, poczucie humoru, miłość do młodzieży, nawet tej nie zawsze najlepszej.

Jesteśmy dumni, że nasza szkoła nosi Jego imię. Fakt ten zmusił nas do pewnych przemyśleń, refleksji, zmiany niektórych zwyczajów. Właśnie przed czterema laty przed lekcjami wprowadziliśmy krótką modlitwę. I jak się okazało, zarówno nauczyciele, jak też uczniowie z radością to przyjęli. No i w ciszy sobie myślę, że przynajmniej o małą drobinę wszyscy staliśmy się nieco lepsi.

Stanisława Szwejkowska, wieloletnia gospodyni i opiekunka ks. prałata:

Przyjechałam tu z Turgiel 50 lat temu i odtąd stale jestem z księdzem. Szczerze mówiąc, za tyle lat tyle wszystkiego było, że nawet nie wiem, co powiedzieć. O sobie nie wypada, ale o księdzu prałacie tylko same dobro. Nigdy nie widziałam Go rozgniewanego, czy z czegoś niezadowolonego. Cokolwiek zrobię, cokolwiek ugotuję, za wszystko dziękuje i mówi, że jest dobrze. Nie słyszałam też nigdy, żeby kiedykolwiek jakiegoś parafianina czy nawet włóczęgę ostro skarcił.

A to drożdżówka od parafian z Turgiel Fot. Marian Paluszkiewicz

Jestem szczęśliwa, że poznałam takiego Duszpasterza i że mogę mu posługiwać nie tylko jako gosposia.

Od pewnego czasu ksiądz prałat już nie może odprawiać Mszy św. i sam korzystać z Komunii św. Na specjalne pozwolenie biskupa, Przenajświętszy Sakrament mamy w domu i jeśli któregoś dnia nie ma księdza, który mógłby prałatowi udzielić Komunii św., biskup tego specjalnego pozwolenia udzielił mnie. To wielki zaszczyt i łaska Boga dla mnie.

Pyta pani, co ksiądz lubi jeść? Naprawdę wszystko: mięso, ryby, warzywa. Cokolwiek podam, za wszystko dziękuje, choć wiem (zauważam to) np. że są dania, w których niezbyt gustuje, ale nigdy nie okaże jakiegoś niezadowolenia.

Ludwik Kulikowski, mejszagolanin:

W dzieciństwie i młodości służyłem chyba 15 lat do Mszy św. przy księdzu prałacie i bardzo mile przypominam sobie ten okres. Wówczas Msze św. odprawiano po łacinie. Do dziś pamiętam odmawiane przed Mszą „Confiteor”.

Księdza zawsze tylko dobrym słowem wspominam. Dziś wprawdzie rzadko chodzę do kościoła. Jakoś wszystko się w życiu poplątało w momencie, gdy przed laty odeszła żona. A było kiedyś tak dobrze, wiele domów tu, w Mejszagole, własnymi rękoma zbudowałem. I choć teraz nie zawsze chodzę do kościoła, nie zawsze dobrze postępuję, ale wiele z księdza nauk pamiętam i czasem nad nimi się zastanawiam.

Zbyszek Simonowicz, parafianin

Mieszkam wprawdzie kilka kilometrów za Mejszagołą, ale tu zawsze była parafia moich rodziców i teraz moja. Zresztą, w Mejszagole chodziłem do szkoły, w tym kościele byłem chrzczony, tu była moja Pierwsza Komunia, tu też pracuję w straży pożarnej.

Co mogę powiedzieć o Czcigodnym Jubilacie? Myślę, że ani takiego Człowieka, ani takiego Kapłana nigdzie (przynajmniej ja nie znam) nie ma.

Były czasy, kiedy to na dłuższe spacerki się wychodziło Fot. Marian Paluszkiewicz

To uosobienie wielkiej dobroci, miłości, pokory. Człowiek, od którego emanuje sama dobroć. Właśnie w najbliższą niedzielę, 20 marca wybieram się z rodziną na godzinę 14, na uroczystą Mszę św. w intencji Jubilata, bo czy uda mi się osobiście pozdrowić, nie wiem. Z pewnością będzie dużo gości.

Takim właśnie widzą naszego Czcigodnego Jubilata Jego koledzy — księża, nauczyciele, dzieci, zwykli parafianie. Całe swoje piękne życie poświęcił służbie Bogu i ludziom. Zawsze wyróżniał się wielkim miłosierdziem: głodnych karmił, obdartych przyodziewał, płaczącym ocierał łzy. Przeżył różne niebezpieczne czasy, ale wszystko i zawsze przyjmuje z pełnym poddaniem się woli Bożej. I tu przypomniały mi się nieco żartobliwe słowa pewnej zakonnicy, która mi kiedyś powiedziała: „Pan Bóg starszy człowiek, wie, co robi, ty tylko Jemu nie przeszkadzaj”.

Ksiądz prałat Józef Obremski właśnie nigdy Bogu „nie przeszkadzał”, tylko w pokorze pełnił Jego wolę.

 


Najważniejsze daty w życiu ks. prałata

Urodził się 19 marca 1906 roku w diecezji łomżyńskiej w Ostrowi Mazowieckiej. W 1926 roku wstąpił do Seminarium Duchownego w Wilnie, a w 12 czerwca 1932 roku otrzymał święcenia kapłańskie, kiedy to z ust ówczesnego biskupa usłyszał sakramentalne słowa: „Tyś kapłan na wieki”. Pobożnie przyjął te słowa i do dziś je z pokorą i całym oddaniem duszpasterskim spełnia. Pierwszą Jego parafią były Turgiele, a od 13 lutego 1950 roku do tej pory była i jest Mejszagoła, poza tym stale był zapraszany do różnych kościołów Wileńszczyzny jako jeden z najlepszych kaznodziei.

8 odpowiedzi to 105 lat patriarchy Wileńszczyzny ks. prałata Józefa Obrembskiego

  1. robert mówi:

    200 lat księże prałacie.

  2. Alina mówi:

    Dziękuję Prałatowi za serce i dobre słowo ! Serdeczne gratulacje !!!

  3. Krzysztof Subocz mówi:

    Dostojny Jubilacie, dzięki Bogu za tak długą posługę. Widocznie Pan ma takie zamiary bo jeszcze dzieło nieskończone. Z Jego pomocą przywrócimy prawdę w Litwie i proste ścieżki do jedynego, prawdziwego królestwa, gdzie nie ma granic, barier językowych, lepszego i gorszego Człowieka!

  4. Jagoda mówi:

    Mojżeszowych 120 lat!!!

  5. MARIJA mówi:

    WIELE LAT W ZDROWIU!!!

  6. Zbigniew mówi:

    Księże Prałacie.dużo,dużo lat w zdrowiu

  7. harcerz mówi:

    To niesamowite,ze ja 19 marca bylem z WHM w 105 rocznice u ks. pralata Obrembskiego. Dziekuje z Rodzicami za to spotkanie. Spiewalismy pod gitare, a ks. Pralat sie usmiechal klaskal. Zyj dlugo nam…! Kochamy Cie!

  8. Klucznik mówi:

    Bóg zapłać za posługę

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.