1
Echa XXI Festiwalu Pieśni i Poezji Religijnej

Jedni z najmłodszych uczestników Festiwalu już złapali tego bakcyla Fot. archiwum

Jak co roku w minioną niedzielę w Domu Kultury Polskiej w Wilnie odbył się tradycyjny Festiwal Pieśni i Poezji Religijnej pod kierownictwem Jana Mincewicza.

Festiwal tradycyjny, ale w tym roku nie był tak do końca tradycyjny. Po pierwsze, XXI-y — w XXI wieku, a po drugie, w tym roku nie było już z nami naszego nieodżałowanego Kolegi redakcyjnego Zbigniewa Markowicza, który to zawsze robił na tych imprezach zdjęcia, miał skompletowane całe albumy tych pamiątek.

Dlatego tegoroczna uroczystość rozpoczęła się nieco na smutno, bo minutą ciszy, a następnie modlitwą „Wieczny odpoczynek” za Zbyszka, bo tak go wszyscy nazywaliśmy.

— Często w życiu tak się zdarza, że nawet bardzo pięknie rozpoczęte jakieś dzieło, powoli zaczyna kurczyć się i obumierać. A to zabrakło sił, a to zabrakło pomysłów i tak powoli jakby odchodzi z areny. Wszystko, co pochodzi od ludzi, wcześniej, czy później obumrze, ale to, co pochodzi od Boga, pozostanie na zawsze, choć może będzie się zmieniać forma, kierownictwo, młodzież, ale głęboko wierzę, że ta tradycja długo jeszcze będzie żyła — powiedział „Kurierowi” Jan Mincewicz.

Wielu widzów zastanawiało się, czym tym razem Festiwal zaskoczy i czy w ogóle zaskoczy? A jednak zaskoczył.

„Jeśli chcesz znaleźć źródło,
Musisz iść w górę, pod prąd.
Gdzie jesteś Źródło?
Pozwól mi wargi umoczyć wodą”.

Taką to myślą Jana Pawła II rozpoczął uroczystość Tomasz Szturo z Wilna. A potem już poszło jak z płatka.

Starsza młodzież z każdym rokiem bardziej profesjonalnie wykonuje wszystkie utwory Fot. archiwum

Młodzi artyści czuli się na scenie jak ryba w wodzie. Jak zwykle najbardziej aktywna okazała się Mejszagoła, Landwarów, Suderwa, schola Franciszkańska z Wilna oraz Soleczniki.

Pierwsza część Festiwalu pod tytułem: „My chcemy życia” i była rzec można bardziej na nutę wielkanocną. Radość wiosny, Zmartwychwstania i życie tryskały pełną parą.

Pod tym względem wspaniale się spisały „Iskierki” z Landwarowa, tercet rodziny Romaszewskich (brat i dwie siostry) oraz szkoła im. Jana Bosko, która wystąpiła  z Jałówki z Modlitwą do swego Patrona, by ich młodzież zawsze prowadził tylko prostymi ścieżkami, pozwolił działać spokojnie i rozsądnie, tak jak tego naucza Kościół.

Niezwykle roześmiana i wesoła okazała się młodzież z Miednik, z zespołu „Przepióreczka”.

Lubimy bawić się, śpiewać, a szczególnie pieśni religijne, bo teraz jest ich tyle — nowych i takich fajnych, w nowoczesnym rytmie — mówiły Kamila, Rita, Aneta, Ewelina.

Kamila w sposób szczególny uwielbia pieśni religijne, bo twierdzi, że tylko w ten sposób najlepiej się modli i rozmawia z Bogiem, a rozmawia o wszystkim: o otrzymanej dziesiątce z matematyki, niezbyt udanych zawodach sportowych, o stosunkach z koleżankami itp.

Ksiądz Tadeusz Jasiński, który był uczestnikiem pierwszego Festiwalu, generalnie pozytywnie ocenia tego rodzaju młodzieżowe modlitwy w postaci małej rozrywki. Stwierdza też, że co roku głębsza jest treść słów piosenek. Jest jednak zdania, że ostatnio Kościół opowiada się za bardziej poważną muzyką, jeśli chodzi o śpiewy sakralne.

Zarówno treścią słów, jak i melodią wzruszyły widzów: chór parafialny z Mejszagoły pod kierownictwem Wioletty Leonowicz oraz „Sużanianka”, którą od wielu lat kieruje utalentowana i pełna entuzjazmu oraz nowych pomysłów Margaryta Krzyżewska. Te dwa ostatnie zespoły śpiewały o Miłosierdziu Bożym i o Pani Ostrobramskiej, Matce cierpiących mas.

Swoim przepięknym głosem sprawiła wielką ucztę duchową Monika Kuczyńska z Pogirskiej Szkoły Muzycznej oraz Jolanta Gryniewicz z parafii pw. św. Jana Bosko. To niewątpliwie wielkie talenty. Nie wspomnę już o corocznej uczestniczce Festiwalu Natalii Sosnowskiej, która w tym roku wykonała utwór Bacha i Vivaldiego.
Miłą niespodzianką były dwa zespoły z Polski: Chór Szkoły Muzycznej z Gdyni oraz chór Uniwersytetu Wrocławskiego „Gaudium”, gdyż niemal do ostatniej chwili nie było wiadomo, że im się uda przyjechać. Ich chyba najbardziej oklaskiwała widownia i musieli śpiewać na bis. A tuż pod koniec imprezy raptem zjawił się (nieplanowany) litewski zespół z Mariampola „Suvalkija”. Okazuje się, że oni tam też już od kilkunastu lat organizują podobne festiwale, a przyjechali nie tylko wykazać się swoimi zdolnościami, ale też nawiązać bliższy kontakt i współpracę z wileńskim festiwalem.

Słowem, była to taka swoista rozrywkowa modlitwa zarówno tych najmłodszych, jak też starszej młodzieży i nawet seniorów. I z pewnością nie byłaby ona tak udana, gdyby nie sponsorzy: samorząd rejonu wileńskiego, Dom Kultury Polskiej, spółka „Mylida”, proboszcz z Mejszagoły ks. Józef Aszkiełowicz i ks. Witold Zuzo z Solecznik. Sponsorzy, to ważna strona medalu, ale bez entuzjazmu młodzieży, bez entuzjazmu ich kierowników i nauczycieli nic by się nie zrobiło.
— Serdeczne Bóg zapłać Wam za to wszystkim! — powiedział na zakończenie kierownik Festiwalu Jan Mincewicz.

Uroczystość wszystkie zespoły zakończyły odśpiewaniem: „Ty tylko mnie poprowadź, Panie!”.

Obecny ks. Tadeusz Jasiński pięknie podziękował młodzieży oraz widzom i entuzjastom, wszystkich pobłogosławił. I wówczas bardzo uroczyście z udziałem widzów odśpiewano ukochaną „Barkę” nowo wyniesionego na ołtarze Jana Pawła II.

Jedna odpowiedź do Echa XXI Festiwalu Pieśni i Poezji Religijnej

  1. józef III mówi:

    Szczęść Boże !

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.