4
Artūras Zuokas: „Z całą energią i poświęceniem oddaję się tej pracy”

Mer Wilna Artūras Zuokas Fot. Marian Paluszkiewicz

Rozmowę z merem Wilna, Artūrasem Zuokasem kurtuazyjnie zaczynamy od gratulacji w imieniu naszego dziennika z okazji powrotu do władz Wilna i na stanowisko mera.

Chińskie przysłowie mówi jednak, że nie można dwa razy wejść do tej samej rzeki.


Więc jak się Pan czuje po raz drugi wchodząc na Olimp Wilna? Czy to wciąż ta sama rzeka?

Rzeka wciąż ta sama, tylko nurt jest inny. Ale podobieństwo jest dla mnie zaskakująco duże, bo gdy pod koniec 2000 roku pierwszy raz zostałem merem, w Wilnie było bezrobocie na poziomie 14-15 procent. Po dziesięciu latach mamy dziś podobny poziom bezrobocia. W tamtym okresie miasto miało mnóstwo niepopłaconych rachunków za wykonane prace — w sumie na około 80 mln litów. Przedsiębiorstwa czekały na rozliczenia po trzy lata. Dziś sytuacja jest podobna, bo spółki już dwa lata czekają na zapłatę za dostarczone usługi i wykonaną pracę, jednak zadłużenie jest znacznie wyższe. Dziś tylko najbardziej palące rachunki opiewają na sumę około 260 mln litów. Kolejne podobieństwo — w okresie, kiedy zostałem merem pierwszy raz, w mieście nie można było realizować wiele projektów, nawet mając na to pieniądze, bo te projekty po prostu były nieprzygotowane — brakowało zezwoleń i innych dokumentów. Podobnie jest dziś. W mieście bowiem kontynuowano jedynie te projekty, które zaczęliśmy w 2006 roku. Nowych projektów nie ma, toteż znowu potrzebujemy około roku na przygotowanie nowych projektów i ich zatwierdzenie, uzyskanie pozwoleń itd. Tak więc, rzeka ta jest na pewno ta sama.

Jak Pan ocenia pracę miejskich władz poprzedniej kadencji. Co dobrego, czy złego było zrobione dla miasta i jego mieszkańców?

Niełatwo to jednoznacznie ocenić, aczkolwiek wyraźnie widać, że miasto straciło wcześniejszą dynamikę. Bo to, że w dużych miastach formowały się ogromne zadłużenia, nie jest winą jedynie samorządów, lecz również władzy centralnej. To ona bowiem planuje budżet i ustala główne kryteria finansowania miast. Wygląda jednak na to, że merowie miasta wyraźnie za mało uwagi udzielali współpracy z rządem, żeby problemy były rozwiązywane. Kolejną rzeczą jest to, że w wielu sprawach miejskich dominowało kryterium polityczne, kiedy podejmowano decyzje bez należytej analizy gospodarczej, a zatrudniając urzędników, nie zwracano uwagi na ich kompetencje, lecz patrzono na to, z jakiej siły politycznej ta osoba jest. I dziś, gdy rozmawiam z urzędnikami o konkretnych sprawach, odpowiadają mi, że „taka była decyzja polityczna”. Często, niestety, decyzje polityczne pokrywały nielogiczne, niegospodarcze, a nieraz wręcz przestępcze działania.

Ponownie za sterem władzy Wilna Pan stanął nader energicznie — włączył pełne oświetlenie ulic, posadził drzewka sakury, nawet imał się Pan pracy dozorcy i planował umyć ulice, ale tu pierwszy wiosenny deszcz Pana wyprzedził. Próbuje Pan też przenieść miejsce budowy białoruskiej elektrowni atomowej dalej od Wilna.
Proszę opowiedzieć, czego jeszcze możemy po Panu spodziewać się w tej bliższej i dalszej — do końca kadencji — perspektywie?

Rzeczywiście, z tym deszczem mieliśmy szczęście, bo dzięki niemu zaoszczędziliśmy tysiące litów. A sprawy finansów miejskich są niewątpliwie rzeczą najważniejszą i te sprawy najpierw musimy uporządkować. Oczywiście, tego nie da się zrobić w ciągu jednego dnia. Poza tym wymaga to poważnego dialogu z rządem, co też obecnie czynimy. Niemniej ważnym jest odbudowanie zaufania wobec Wilna, jako rzetelnego partnera. Bo kto będzie chciał współpracować z miastem, które, na przykład, zawiera umowy, a potem z nich nie wywiązuje się, nie rozlicza się, a w końcu w ogóle próbuje umowy zerwać.
Kolejnym, niemniej ważnym celem dla nas jest zwiększenie zarobków mieszkańców Wilna, co wiążemy z pobudzaniem gospodarki i zmniejszeniem bezrobocia.
Następnym wyzwaniem dla nas jest uporządkowanie gospodarki cieplnej. Musimy tu dążyć do zmniejszenia cen.

No właśnie, podczas kampanii wyborczej obiecał Pan wilnianom większe zarobki i tańsze ciepło w domach. W jaki sposób zamierza Pan wywiązać się z tych obietnic?

Niewątpliwie będziemy starali się wywiązać się z tych obietnic. Podstawowym sposobem na bogacenie się wilnian jest rozwój gospodarczy miasta i stwarzanie możliwości, żeby ludzie chcieli i mogli sami zarobić, a my będziemy starali się im w tym pomóc. Na przykład, uprościliśmy system wydawania różnego rodzaju zezwoleń i licencji. Co więcej, zezwolenie na otworzenie lokalu gastronomicznego, licencje na handel alkoholem czy pozwolenie na reklamę i inne podobne dokumenty nasi urzędnicy dowożą do biur interesantów i wręczają je przedsiębiorcom życząc powodzenia w biznesie. U niektórych to wywołuje szok, a przecież takie właśnie podejście musi być, że urzędnicy samorządowi są właśnie po to, żeby służyć mieszkańcom Wilna, żeby mogli oni swobodnie pracować i zarabiać. Bo my, tu, w samorządzie, jesteśmy też po to, żeby pomagać, a nie stwarzać niepotrzebnie trudności.

Co zaś dotyczy cen za ogrzewanie, to już wyszliśmy z inicjatywą do rządu w sprawie scentralizowanego zakupu paliwa potrzebnego do produkcji energii cieplnej, bo jeśli rządowi uda się skonsolidować wszystkie zamówienia krajowe i wynegocjować u dostawców lepszą cenę, to możemy znacznie zmniejszyć wydatki na zakup paliwa, którego cena jest podstawową składową ceny energii cieplnej. A chodzi tu o ogromne pieniądze, bo rocznie wydajemy na paliwo w sumie około 1 mld litów, ale mamy tu też duże rezerwy, bo na przykład, gdy największa z wileńskich firm kupując gaz, płaci dziś za 1 000 m3 paliwa 1 029 litów, tymczasem inna, o wiele mniejsza, płaci już 1214 litów, bo właśnie dlatego, że jest mniejsza i nie może wynegocjować lepszej ceny.

Innym działaniem powinno być przejście do biopaliwa, co w połączeniu z renowacją budynków również zmniejszy rachunki wilnian za ogrzewanie. Tak więc, jest wiele do zrobienia, aczkolwiek nie wszystko będziemy mogli zrobić samodzielnie, bo spora część decyzji zapada na poziomie władzy centralnej — regulacja prawna, inicjatywy ustawodawcze.

Cóż, nawet Pana oponenci przyznają, że Pan ze swoją energią może zrobić wiele prac, tymczasem, czy wystarczy Panu resursów? Zwłaszcza w tym roku, ponieważ budżet miasta został zatwierdzony jeszcze według planów poprzednich władz. Miasto jest zadłużone na prawie miliard litów, a i aspekt polityczny ma tu swoje znaczenie, bo jak wiadomo, rządząca na szczeblu krajowym partia konserwatystów w Wilnie jest w opozycji wobec Pana koalicji.

Będziemy dążyli do konstruktywnego dialogu z rządem, ponieważ bez rozwoju gospodarczego Wilna gospodarka kraju raczej nie może podnieść się z upadku po kryzysie. Warto tylko zaznaczyć, że około 40 proc. krajowego PKB powstaje w Wilnie, więc jeśli premier naprawdę jest zainteresowany wzrostem gospodarczym kraju, to w jego interesie jest w relacjach z Wilnem zrobić wszystko, co należy do jego kompetencji.

Chcę też zauważyć, że podczas wcześniejszych moich kadencji, musiałem pracować z premierami z różnych ugrupowań politycznych i jakoś dobrze nam się układało, co nie można powiedzieć o ostatnich dwóch latach. Bo zarówno w koalicji rządowej, jak też w Wilnie na czele stały osoby z tego samego ugrupowania, z partii konserwatywnej. Jednak jak widać, z tego powodu problemów w Wilnie nie ubyło.

Mówiąc o tej kadencji Rady, należy zauważyć, że ma Pan bardzo kruchą koalicję większościowa, bo za Pana kandydaturą głosowało 26 z 51 radnych Wilna.
Jak Pan z taką większością planuje utrzymać się do końca kadencji? I dlaczego nie udało się Panu dogadać się z politykami Akcji Wyborczej Polaków na Litwie — nie było porozumienia, chęci, czy, być może, Pan nie może im wybaczyć, że onegdaj nie poparli Pana kandydatury na mera?

Na pewno nie z powodu poprzednich wyborów, bo ja nigdy nie oglądam się za siebie. Zresztą w polityce trudno żyć przeszłością, bo trzeba patrzeć do przodu i dążyć do porozumień. Tego oczekują od nas wyborcy, którym niepotrzebna jest konfrontacja. A z Akcją Wyborczą nie pracujemy dziś razem, bo oni negocjowali z konserwatystami albo, jak kto woli, konserwatyści negocjowali z Akcją Wyborczą i deklarowali, że będą pracowali razem, toteż mieliśmy określony wybór partnerów do współpracy. Jednak prowadzimy dialog zarówno z panem Waldemarem Tomaszewskim, jak też z politykami Akcji Wyborczej Polaków na Litwie. I chcę zapewnić, że zrobię wszystko, żeby oddzielić politykę od interesów wspólnot narodowych. Tymczasem dziś mamy wystarczająco stabilną i roboczą koalicję, jak też mamy możliwość powiększenia koalicji o nowych partnerów. A czas pokaże, kto tym partnerem zostanie.

Porozmawiajmy o tym, co chyba najbardziej obchodzi Czytelników „Kuriera Wileńskiego” — zwrot ziemi oraz zachowanie sieci polskich szkół. Jak widzi Pan perspektywę tych spraw?

Wychodzę z założenia, że narodowość nie może być argumentem czy też jakimś kryterium. Liczą się interesy wszystkich mieszkańców Wilna, którego sukces i atrakcyjność polega właśnie na tym, że tu mieszkają ludzie różnych narodowości, mający swoją kulturę, jak też różne poglądy. Synergia tej różnorodności i składa się na twórczość, z której Wilno słynie.
Mówiąc zaś o konkretach, to chcę zauważyć, że właśnie za mojej poprzedniej kadencji przy wsparciu „Wspólnoty Polskiej”, większość polskich szkół była odnowiona i wyremontowana, bo to robiło się dla naszych dzieci, dla dzieci wilnian. Musimy jednak być również realistami i należy liczyć pieniądze. Toteż jeśli w szkole brakuje uczniów i nie może ona zapewnić ani należytego poziomu wykształcenia, ani też godnych warunków pracy, to nie możemy utrzymywać takiej szkoły kosztem interesów innych mieszkańców miasta. Byłoby to nieracjonalne, tak więc zmiany na pewno będą, ale na pewno też nie będzie decyzji z pozycji siły. Będziemy rozmawiali ze stronami zainteresowanymi i szukali kompromisów.

W sprawie zwrotu ziemi sytuacja jest taka, że w Wilnie faktycznie nie zostało już wolnej ziemi. Możemy tu tylko zapewnić, że ci pretendenci, którym ziemia należy się według prawa, na pewno tę ziemię sprawnie otrzymają. Pozostali, którym ziemi zabraknie, będą mogli skorzystać z form rekompensaty w postaci papierów wartościowych, pieniędzy lub innych form przewidzianych w ustawie.

W harmonogramie prac samorządu stołecznego jest wiele zaległych spraw, w tym kwestia nadania jednej z ulic Wilna imienia prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Wilnianie, ale nie tylko Polacy, od wielu lat czekają, kiedy po Szydłowie, Kownie, a nawet Kowalczukach, również w Wilnie zostanie godnie upamiętniony błogosławiony Jan Paweł II?

Sądzę, że decyzja w sprawie ulicy imienia Lecha Kaczyńskiego była nieprzemyślana, a podyktowana emocjami tamtej chwili, bo nawet odcinek tej uliczki trudno kojarzy się z ulicą. Dlatego sądzę, że sprawa ta raczej nie znajdzie rozwiązania. Będziemy więc musieli zastanowić się nad inną, bardziej godną formą upamiętnienia prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Podobna sytuacja z upamiętnieniem papieża Jana Pawła II. Bo ten skwer przy rondzie na pewno nie jest godzien tak wybitnej postaci. Nieco dziwi mnie, że w ciągu ostatnich czterech lat radni nie zdołali znaleźć odpowiedniego rozwiązania. Teraz zbieramy właśnie informację o wszystkich inicjatywach w sprawie upamiętnienia Jana Pawła II i po uogólnieniu tej wiedzy w najbliższym czasie będziemy mogli zaproponować wilnianom kilka rozwiązań do przedyskutowania.

Więc, na zakończenie, jakie Pan jako mer miałby przesłanie urbi…

Chciałbym życzyć wilnianom, żeby przywrócili w sobie ten optymizm, jakim wyróżniali się w 2006 roku, kiedy według badań Eurostatu, wilnianie byli największymi optymistami Europy. Aż 75 proc. ich wierzyło wtedy, że sytuacja zmienia się tylko na lepsze. Życzę więc, żeby każdy z nas uwierzył w siebie, a wtedy wszystko się nam uda i każda wileńska rodzina zrealizuje swoje najskrytsze marzenia. A wtedy Wilno znowu będzie kwitło!

 

Rozmawiał Stanisław Tarasiewicz

4 odpowiedzi to Artūras Zuokas: „Z całą energią i poświęceniem oddaję się tej pracy”

  1. Widzoman mówi:

    Komentarz usunięty. [użytkownik zabanowany]

  2. andrzej mówi:

    Oczekuję , że mer zniesie ten idiotyczny przepis wsiadania do autobusów przez przednie drzwi , który nie ma sensu . Każdy , kto chce jechać na gapę wsiądzie bez problemu , sposobów jest masa . Podobno zaczęto więcej kupować biletów , ale przecież mandat już nie 20 Lt , tylko 60-100 , na pewno z tego powodu wielu nie chce ryzykować . Wileńskie warunki nie pasują do wsiadania przednimi drzwiami , bo często jest tłok , w ręcach bagaż , at u jeszcze wyciągać bilet . Kiedy wyciągam elktronowy , to nie wiem czy kierowca ma w oczach rentgen , czy w jakiś inny sposób może określić jego ważność , durnių laivas .

  3. Alka mówi:

    jakis żart ten tytuł chyba…złodziej i kryminalista oddaje się pracy :-)) wiadomo jakiej

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.