19
„Wileńszczyzna” w ich życiu: tancerka Anna Andrulenaitė

Anna Andrulenaitė

Kiedy umawiamy się na spotkanie, Ania prosi o przeniesienie terminu o jakiś tydzień.

„Mam akurat bardzo mało czasu — rok magisterski zbliża się ku końcowi. A na domiar za kilka dni spotkanie naszej klasy, trzeba się przyszykować, by ten dzień wypadł nam ciekawie i treściwie, jest to przecież nasze spotkanie po pięciu latach”. „Owszem, spotykaliśmy się i spotykamy z niektórymi koleżankami i kolegami, ale to przecież nie to samo, co przyjść do szkoły i usiąść w swojej ławce” — mówi Anna Andrulenaitė, absolwentka gimnazjum im. K. Parczewskiego w Niemenczynie.

I kiedy wreszcie zasiadamy na pogawędkę, zaczynamy też od spotkania.

— Czy nie rozczarował cię i was wszystkich ten wieczór, bo czasami bywa, że ludzie myślą o sobie, a kiedy się spotykają, nie mają o czym mówić.

— O nie — z uśmiechem mówi moja rozmówczyni. — Tak nam te godziny upłynęły jak jedna. Bo to przecież bardzo ciekawie było się dowiedzieć, kto z nas co osiągnął w ciągu tego pierwszego pięciolecia. Niby wiedzieliśmy, kto o czym marzy, ale przecież w życiu bywa czasami inaczej — rezolutnie mówi młoda dziewczyna.

U niej na szczęście na razie wszystko układa się jak wymarzyła.

Matematykę zawsze lubiła i zawsze jej się dobrze powodziło, uczestniczyła w olimpiadach (jak za chwilę się dowiem, nie tylko matematycznych, bo szkołę ukończyła z wyróżnieniem, czyli była prymuską).

Dlatego też złożyła dokumenty do Uniwersytetu Wileńskiego na tę dyscyplinę. Posiada już dyplom lcencjacki, a obecnie jest na tym kierunku na magisterce.

Czy było ciężko nie tylko z racji na tak poważny kierunek studiów, ale też z racji na język litewski?

— Ale ty widocznie, Aniu, jesteś z rodziny mieszanej, wszak masz nazwisko litewskie? — mówię.

— O nie, moja rodzina jest czysto polska, bo i mama i tato to rodowici Polacy. A nazwisko nam zlituanizowano bardzo dawno. Mój pradziadek był Andrulianiec, a już dziadek, ojciec i my — mamy wariant litewski. Od pierwszego dnia na uniwersytecie wszyscy wiedzieli, że jestem Polką, ale nigdy ani koledzy, ani wykładowcy nie czynili mi żadnych przykrości” — mówi wesoła, komunikatywna dziewczyna.

Większą część czasu wolnego Ania jednak spędza wśród rodaków, z tej racji, że jest członkinią polskiego reprezentacyjnego zespołu pieśni i tańca „Wileńszczyzna”.

Najpierw w szkole była „Jutrzenka” i, jak mówi Ania, ona, jak też jej wszyscy koledzy i koleżanki z tego zespołu marzyli, by tańczyć w „Wileńszczyźnie”.

A jak już o tańcu, to taka mała wstawka. To, że w Niemenczynie wielu młodych ludzi porusza się lżej, zgrabniej — to przeogromna zasługa choreograf Leonardy Klukowskiej, przemiłej i jakże pracowitej pani Loni, która to już setki dzieci pierwszych kroków tanecznych nauczyła. Ba, nie tylko tańce tańczyć, ale też w swych sercach nosić. Bo to przecież swoje, polskie.

I znów wracamy do rozmowy z Anią, która, jak mówi, zaczęła tańczyć dosyć późno, kiedy była uczennicą klasy piątej. Bo jej brat Paweł zaczął tańczyć od klasy trzeciej. Tańczy w „Wileńszczyźnie” po dziś dzień.

Kiedy się o tym dowiaduję, nie omieszkam zapytać: „Aniu, to masz w swoim bracie partnera tanecznego?”.

— Mimo że z wieloma tancerzami w ciągu tych lat tańczyłam, ale z bratem na scenie to chyba ani razu – zamyśla się tancerka.

Pierwszym jej partnerem w „Jutrzence” był Artur Kostecki, potem Krzysztof Zimitrowicz, następnie Mirosław Łukaszewicz.

Na ilu scenach w ciągu tych siedmiu lat występowała, sama nie wie, bo każdy występ dla niej jest bardzo ważny, na każdy czeka i stara się wypaść jak najlepiej.

Jaki taniec najbardziej lubi? Nigdy się nie zastanawiała, ale najwięcej pracy wymagają tańce innych narodów, jak to było w programie „Kiermasz Wileński”. Teraz szykują nowy program, ale o nim nie chce mówić, zostawia to widzowi, który przyjdzie na ich koncert jubileuszowy do Opery.

19 odpowiedzi to „Wileńszczyzna” w ich życiu: tancerka Anna Andrulenaitė

  1. Introligator mówi:

    Mam pytanko: ile osób liczy zespół “Wileńszczyzna”? Bo na tyle artykułów, jak widzę, muszę się przygotować. Czyli tamta dyskusja (przy poprzednim artykule na temat członkini tego zespołu) na nic się nie zdała. Reasumując: bez zmian i bez szans na zmiany w KW 🙁

  2. tomasz mówi:

    do Introligator: Echhhh…..

  3. Introligator mówi:

    tomasz:
    a więc raczej do zobaczenia na tym forum znowu za jakiś czas – może dłuższy.

  4. tomasz mówi:

    do Introligator: Trzym się. Ja na pewno słowa dotrzymam i to co ustaliliśmy poruszę. A jaka będzie decyzja to już…nie ode mnie zależy.

  5. Introligator mówi:

    tomasz:
    jasna sprawa, rozumiem – dzięki.

  6. ben mówi:

    Do Introligator:
    Tym razem masz całkowitą rację.

  7. Jerzy mówi:

    do Introligator:
    rozumiem, że dla osób spoza Wileńszczyzny taki cykl może być nudny, ale dla miejscowych Polaków jest jak najbardziej aktualny. Nie widzę tu żadnego problemu, w KW każdy może znależć coś dla siebie, ja dla przykładu nie czytam o sporcie i nie robię z tego problemu.

  8. pani mówi:

    Wydaje mi się Introligator miał na myśli nasze horyzonty wogóle. Teraz jak ktoś się nie zajmuje folkloryzmem to już to już nie jest miejscowy, i nie Polak … i nie Litwin? Wydaje mi się Introligator stawia nam pytanie o istocie naszego człowieczeństwa wykazującego się przez pryzmat (jak światło jest przełamywane) poskości.

  9. octopus mówi:

    Pamietam ze w pewnej poblikacji naukowej o studentach uczelni polskich ze wschodu byly przedstawione dane dotyczace tego ilu polakow ze wschodu (studiujacych w Polsce) bralo udzial w dzialalnosci zespolow folklorystycznych w kraju pochodzenia. Na ogol procent ten jest bardzo wysoki, zarowno na Bialorusi, jak i Ukrainie, a jezeli chodzi o studentow z Litwy to wynik badan jest zaskakujacy (poruszajacy? zabawny? paradoksalny?): 100% studentow z Litwy stwierdzilo, ze dluzej lub krocej uczeszczalo do zespolu folk.

  10. octopus mówi:

    Tez domyslam sie ze nie przeczytamy w kurierze ( w tym cyklu o ‘przebojowej’ mlodziezy) o ludziach, ktorzy zajmuja czyms innym niz taniec lub spiew w Wilenszczyznie ;))
    a szkoda

  11. Kmicic mówi:

    Jerzy:
    W prasie muszą być ładne dziewczyny. A tym bardziej jeżeli pokazywane są nie tylko piękne, ale i utalentowane i wartościowe Polki.

  12. pani mówi:

    > Kmicic – no to KW takie dziewczyny do wasnej polityki promocyjnej od dawna wykorzystuje – wci Dziewczyny kuriera. Taka polityka rodem jeszcze z PRl-u.

  13. Kmicic mówi:

    do Pani 12:
    Wszystkie media od prawieków to czynią. A zachodnie media nawet z tym przesadzają. Pięknie, że KW nie korzysta z korektorów urody.Z naszymi dzieczynami nie ma zresztą takiej potrzeby.

  14. pani mówi:

    >13. Odsyam do mego komentarza pod promocją poprzedniczki – niejakiej KM. A tam i istotne uwagi do treści Kw. Zgadzam się z niejakim Introligatorem – chciałabym by Wileński dziennik był bardziej atrakcyjny treściami tekstów a nie tylko makatkami.

  15. Polka mówi:

    slusznie, popieram opinię pana Itroligatora.

  16. Czesław57 mówi:

    Uważam Państwa krytykę za nietrafioną. Kurier przyjął zasadę “złotego środka”, stąd różnorodne tematy, w tym także lżejsze, jak powyższy. W końcu, dzięki wydawcy Kuriera, doczekaliśmy się na jego łamach internetowego szczególnego pluralizmu: kto chce sobie pofilozofować – wchodzi na Blog Tomasza, z kolei osoby z nastawieniem energiczno-buntowniczym – mogą odnależć się w Sieci. Ja natomiast z wielką przyjemnością przeczytałem sobie reportaże o dziewczynach (ślicznych) z zespołu Wileńszczyzna. Czekam na ciąg dalszy …

  17. Kmicic mówi:

    do Czesław57:
    Ja też czekam na cd…

  18. tomasz mówi:

    No cóż jeden lubi rybki a drugi akwarium. Być może jestem dziwny ale mnie akurat jakoś nie bardzo wciągają opowieści o tym że sympatyczna, panna Anna tańczy oraz przygotowywuje się do “magisterki”.

  19. gucio mówi:

    Cóż Tomaszu – de gustibus non disputandum est. Ja tam akurat lubię folklor. Cieszy, że młodym, ładnym dziewczynom chce się w to bawić.

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.