5
In Memoriam Wielkiego Patriarchy Wileńszczyzny śp. Ks. Prałata Józefa Obrembskiego

Ulubiony kącik kontemplacji Ks. Obrembskiego Fot. Marian Paluszkiewicz

W najbliższą niedzielę, czyli na uroczystość Zesłania Ducha Świętego miał obchodzić 79. rocznicę swoich świeceń kapłańskich. Szykowała się do tej uroczystości nie tylko Mejszagoła i cała Wileńszczyzna, ale wiele też gości z Polski, Rosji Białorusi. Był to bowiem Kapłan wielu narodów i nawet wielu wyznań religijnych.

Niestety, wtedy gdy cała przyroda budzi się do życia, gdy wszystko kwitnie i cieszy się, Czcigodny Ksiądz Prałat złożony chorobą odszedł od nas na zawsze do Domu Pana. Widocznie Bóg miał w tym swoje zamiary. Być może tym razem na rocznicę swego kapłaństwa odprawi już Mszę św. przed tronem Najwyższego i w asyście Aniołów. Może tam, w drugim życiu naocznie już się spotka z Duchem Świętym.

Urodził się 19 marca 1906 roku na Ziemi Łomżyńskiej. Gimnazjum ukończył w Ostrowi Mazowieckiej i zawsze tę miejscowość uważał za rodzinną. Jako relikwię rodzinną trzymał nawet ziemię z grobów swoich rodziców z Ostrowi Mazowieckiej.

W 1925 roku przybył do Wilna i wstąpił do Seminarium Duchownego. Święcenia kapłańskie otrzymał z rąk biskupa Romualda Jałbrzykowskiego 12 czerwca 1932 roku.
Jako kapłan miał bardzo bogaty życiorys. Los na Jego drodze ciągle stawiał nowe wezwania, nowych ludzi potrzebujących wsparcia i każdemu zawsze wyciągał pomocną dłoń. Parafiami wprawdzie był bardzo skąpo obdarzony, no najpierw były Turgiele, a potem od 1950 roku pełnił posługę kapłańską w Mejszagole.

Bramka nadal otwarta, ale tym razem już pusta Fot. Marian Paluszkiewicz

Niby ciche, niczym niewyróżniające się wówczas jeszcze wioseczki całkiem nie pasowały do energii i ambicji młodego kapłana. Tymczasem tu spełniło się Jego najwięcej najskrytszych marzeń. Największym marzeniem zawsze było, żeby Jego parafia była święta. Chodził, odwiedzał domy, rodziny nie tylko podczas kolędy, ale ot tak sobie w zwykły dzień. Kiedyś zaszedł do rodziny, która słynęła ze swoich ateistycznych poglądów i nie radzono mu, by tam kiedyś zachodził, czy nawiązywał z tymi ludźmi żadnych rozmów, bo mu po prostu naubliżają. A że z natury był uparty i zawsze dążył do wyznaczonego celu, najpierw zagadnął gospodynię, gdy w ogródku pełła grządki. Rozmowa rzeczywiście się nie udała i nie była zbyt przyjemna. Innym razem, spotkał ją na ulicy, mile się przywitał, zapytał, jak kwiatki rosną itp. Wreszcie razu pewnego stanął przed drzwiami tej rodziny, udając, że niby chce o coś bardzo ważnego ją zapytać (i coś tam wymyślił). Gospodyni zaprosiła do domu, poczęstowała herbatką, a gdy już ksiądz jakąś tam swoją zmyśloną sprawę załatwił, zaczęli dalej rozmawiać. Kobieta opowiedziała, że dość wcześnie została sierotą, bo zmarła jej matka, a tak bardzo ją kochała. I tu ksiądz spytał, czy mama była wierząca, a gdy ta odpowiedziała „tak”, zaproponował odmówić za mamę jedną tajemnicę różańca. Niewiasta zgodziła się, ale zaraz na chwilę wyszła do innego pokoju, z którego wróciła z różańcem w ręku, mówiąc: to różaniec, na którym modliła się moja mama. O tego momentu już było wiadomo, że lody ruszyły.

Turgielanie stale odwiedzali swego byłego Pasterza Fot. Marian Paluszkiewicz

O Jego świętobliwym kapłaństwie od lat krążyły legendy. Ludzie do Niego ściągali ze wszystkich zakątków nie tylko Litwy i Polskie, ale niemal całego ówczesnego Związku Radzieckiego. Był lekarzem nie tylko dusz, ale i ciał, bo bardzo często znajdowali u Niego przytułek ludzie politycznie prześladowani, ranni, oberwani, głodni i bez dachu nad głową. Nawet o najgorszym pijaku nie pozwalał źle mówić, twierdził, że nigdy nie wiadomo, co go na taką drogę popchnęło. „Może zabrakło mu przyjaznej dłoni, a może mojej albo twojej, bracie za niego modlitwy” — często mawiał.

Lata sowieckie chyba były najtrudniejsze w Jego życiorysie, ale że z natury był nie tylko kapłanem, nauczycielem i psychologiem, to był też bardzo dobrym „aktorem”. Często jak się władze do Niego o coś czepiały, to udawał, że w ogóle nie rozumie, o co im chodzi.

Ksiądz Józef Obrembski słynął nie tylko ze swojej świątobliwości, ładnych kazań, ale umiejętności wyjścia z każdej sytuacji.

Spotkanie hierarchów Kościoła z Nestorem Wileńszczyzny Fot. Marian Paluszkiewicz

Pamiętam, kiedyś przyjechał z mejszagolanami do Kalwarii, by obejść Dróżki Pańskie (wtedy księżom zabraniano obchodzić Kalwarię z ludźmi), gdy w pewnym momencie zauważył podejrzanego typa. Szybko odwrócił się do zebranych i powiedział: „A wy tu czego przyjechaliście, nawet pomodlić się mnie spokojnie samemu nie dacie, choć wam zabronić modlić się też nie mogę”. A że z parafianami  rozumieli się zawsze z pół słowa, to wszyscy zrozumieli, o co chodzi.

Zawsze uśmiechnięty, wesoły, bardzo kochający młodzież, a więc nic dziwnego, że młodzi tak często Go odwiedzali. Gdy Go ktoś odwiedzał, mawiał: „Gość w dom, Bóg w dom, a skoro Bóg w dom to odmówmy wspólnie modlitwę Pańską, a może jeszcze jakąś pieśń maryjną zaśpiewamy, a wtedy się rozgościmy”.

Kiedyś miałam gości z Polski z Legionowa, którzy chcieli odwiedzić Ks. Prałata. Umówiłam się więc z księdzem na konkretny dzień. Zaprosił nas na niedzielę na Mszę św., a potem do domu na obiad. Gdy Mu przedstawiłam, że to są właśnie goście z Legionowa, z mety zaśpiewał: „Legiony to żołnierska nuta…”, a gdy moi goście nie podchwycili dalej, to ich w żartobliwy sposób nawet zgromił. Zresztą, Księdza Józefa znałam chyba ze 40 lat, ale nigdy nie widziałam, żeby kiedyś był rozgniewany, czy kogoś ostro karcił. Owszem, czasem karcił, ale zawsze w sposób nieco żartobliwy, czy posługiwał się jakimś wymyślonym przez siebie przykładem, który pasuje do sytuacji. Lubił wszelkie powiedzonka ludowe, anegdoty, pomimo że były zawsze zabawne, to z nich zawsze wypływał jakiś pouczający morał.

Ksiądz Prałat w gronie najbliższych kapłanów Fot. Marian Paluszkiewicz

Nigdy nie narzekał na zdrowie, tylko pamiętam, kiedy na swoje 100-lecie zapytałam, jak spędza zwykle dzień, to mówił, że mu się nieco dłużą dni, bo coraz trudniej mu czytać. A kiedy wspomniałam, że może należałoby zmienić okulary, odpowiedział, że takowych nigdy w życiu nie miał i cały czas czyta bez okularów.

Kiedy ostatnio wczesną wiosną odwiedzałam prałata, był już ciężko chory, nawet nie siadał, tak delikatnie napomknęłam, że pewnie ciężko jest tak leżeć, odpowiedział żartobliwie, że niby czemu ma być ciężko, wszak leżeć, to nie drzewo rąbać.

A więc jakim był Kapłanem i Człowiekiem śp. Ksiądz Józef Obrembski?

Jako kapłan bardzo wymagający od siebie i innych, ale przy tym łagodny, rozumiejący ludzkie słabości i upadki. Zawsze mawiał: „Nie wolno potępiać żadnego człowieka, nawet najgorszego, potępiać należy tylko grzech lub jego złe czyny, każdemu trzeba też dać niejedną szansę do poprawy, pomóc mu powstać, bo tego nauczał nas Chrystus”.

Jeśli dochodziło Go jakieś wieści o jakimś złym postępowaniu ludzi, wtedy mawiał: „To moja wina, bo stanowcza za mało się modlę z tych którzy wpadli w złe towarzystwo i sidła szatana”.

Bronisław Komorowski wręcza księdzu Józefowi kolejne odznaczenie Fot. Marian Paluszkiewicz

Po zmianach politycznych i zmianach granic proponowano Mu wrócić do Ojczyzny, czyli do Polski, to zawsze mawiał: Nie rzucim ziemi skąd nasz ród. Ja z Polski nie wyjechałem, to zrządzeniem losu Polska ode mnie „odjechała”. Bardzo szybko pokochał naszą Wileńszczyznę, ludzi i nigdy nie chciał stąd się ruszyć. Ba nawet swego „pałacyku” (w którym był tylko stół i parę krzeseł w gościnnym pokoju) nigdy nie chciał opuścić, gdy mu proponowano nową wygodną plebanię. I chyba trudno Mu się dziwić. Wszak tu tyle wspomnień — tych radosnych i tych ciężkich, smutnych. Tu każdy centymetr ma swoją niepowtarzalną historię, a Mejszagoła i Wileńszczyzna stały się Mu jak Matka rodzona. Tu też, na tej Ziemi pragnął być pochowany, bo jak kiedyś żartował: „Muszę tu wszystkich mieć na oku i liczyć ile moich parafian pójdzie do nieba”.

Tak bardzo pragnął sam świętości i tak bardzo pragnął uświęcić innych.

Czcigodny nasz Ojcze, Kapłanie i Orędowniku, trudno nam będzie żyć bez Ciebie, do którego zawsze przychodziliśmy się wyżalić wypłakać, a Ty zawsze umiałeś tak wspaniale pocieszyć. Postaramy się nie zawieść Cię, postaramy się być wierni Twoim naukom i przestrogom, Ty tylko tam z wysokich niebios nas wspieraj, proś Boga za nami. Niech Ci Matką będzie Mejszagolska Ziemia, a orszak Aniołów niech Twą duszę ku niebu wzniesie. Nie złamały Cię bowiem ani burze, ani huragany i jak w tym wierszu:

 

Uciekałem przed Tobą w popłochu,
Chciałem zmylić, oszukać Ciebie —
Lecz co dnia kolana uparte
Zostawiały ślady na niebie.

Dogoniłeś mnie, Jeźdźcze niebieski,
Stratowałeś, stanąłeś na mnie.
Ległem zbity, łaską podcięty,
Jak dym, gdy wicher go nagnie.

 

Ległeś rzeczywiście wielką łaską Boga podcięty i śpij teraz spokojnie, bo wielką radość tam otrzymasz za swoją silną wiarę, patriotyzm, tysiące niezliczonych dobrych uczynków.

 


Trumna ze zwłokami śp. Księdza Prałata jest wystawiona w kościele w Mejszagole, gdzie dzień i noc będzie się odbywało czuwanie. Pogrzeb odbędzie się na cmentarzu przykościelnym w piątek o godzinie 16.


5 odpowiedzi to In Memoriam Wielkiego Patriarchy Wileńszczyzny śp. Ks. Prałata Józefa Obrembskiego

  1. Kmicic mówi:

    Wydawał się wieczny. Będzie go wszyskim brakowało.

  2. aniol mówi:

    Odszedl na chwilę PASTERZ DOBRY! Ducha Narodu dał Wilenszczyznie, lecz w sloganach bezboznosci polskosc szuka drogi wolnosci, niczym starania, bez wiary i przejrzystosci serc, i tak kosci wzbudzą nową siłę, Rodacy cierpliwości…!

  3. Maria mówi:

    Ległeś rzeczywiście wielką łaską Boga podcięty i śpij teraz spokojnie, bo wielką radość tam otrzymasz za swoją silną wiarę, patriotyzm, tysiące niezliczonych dobrych uczynków.Wieczny odpoczynek racz jemu dać Panie a światłłość wiekuista niechaj jemu świeci.
    Niech odpoczywa w pokoju wiecznym na wieki wieków
    Amen

  4. ViP mówi:

    Dlaczego nie pochować śp. Prałata w wileńskiej katedrze? Zrobił bardzo, a nawet więcej niż mógł, dla Koscioła Powszechnego w Republice Litewskiej.

  5. Ewa mówi:

    Piękne życie, wspaniały przykład dla innych księży i nie tylko… Artykuł przeczytałam z wielkim wzruszeniem, aż się popłakałam. Kiedyś, o ile się nie mylę, litewska litewska podała, że ksiądz prałat Obrembski jest najstarszym mieszkańcem Litwy. Może ktoś jest lepiej zorientowany w tej materii? A propos, nie słyszałam,aby LTV choć słowem napomknęła o śmierci naszego kochanego Kapłana.

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.