23
Konkurs „Czy znasz Polskę, kraj sprawujący Prezydencję w UE?”

REGULAMIN KONKURSU

 

1.Organizatorem Konkursu jest Wydział Promocji Handlu i Inwestycji Ambasady RP w Wilnie (dalej: „Organizator”).

2.Celem Konkursu jest propagowanie wiedzy o Polsce, kraju sprawującym w okresie 1.07.2011-31.12.1011 Prezydencję w Radzie Unii Europejskiej.

3.Istotą Konkursu jest udzielenie odpowiedzi na 10 pytań i ich przesłanie do Organizatora.

4.Laureaci Konkursu otrzymają nagrody.

5.Główną Nagrodą jest Netbook firmy Samsung.

6.Oprócz Nagrody Głównej przyznanych zostanie 20 nagród dodatkowych.

7.W Konkursie nie mogą brać udziału pracownicy Ambasady RP w Wilnie i członkowie ich rodzin.

8.Odpowiedzi w języku litewskim lub polskim, na formularzu dostępnym po litewsku i polsku na stronie internetowej WPHI Wilno (www.vilnius.trade.gov.pl) i w wybranych mediach, należy przesyłać e-mailem na adres: vilnius@trade.gov.pl lub pocztą na adres: Wydział Promocji Handlu i Inwestycji, Vasario 16-osios g. 14/2, Wilno LT-01107.

9.W tytule e-maila lub na kopercie listu należy wpisać „Konkurs”.

10.Termin przesyłania odpowiedzi upływa 30 lipca 2011.

11.Odpowiedzi nieczytelne nie będą brane pod uwagę przy ustaleniu laureatów.

12.Nagroda Główna przyznana zostanie osobie, która odpowie prawidłowo na największą liczbę pytań.  Jeśli takich osób będzie więcej niż jedna, laureat Nagrody Głównej zostanie wybrany w drodze losowania.

13.Nagrody dodatkowe przyznane zostaną w trybie analogicznym do trybu określonego w pkt 12 Regulaminu.

14.Laureaci zostaną wyłonieni w pierwszym tygodniu sierpnia, a wyniki Konkursu zostaną podane do publicznej wiadomości niezwłocznie po ich ustaleniu poprzez publikację na stronie internetowej Organizatora (www.vilnius.trade.gov.pl) i w mediach, w których ukazała się informacja o Konkursie.

15.Wręczenie nagród nastąpi podczas uroczystej Gali, o której miejscu i terminie Laureaci zostaną powiadomieni indywidualnie.

 

 

Pytania konkursu

.

„Czy znasz Polskę, kraj sprawujący Prezydencję w UE?”

1.Krajem sprawującym Prezydencję w Radzie Unii Europejskiej jest ……….

2.Ważnymi tematami Polskiej Prezydencji w Radzie Unii Europejskiej są sprawy gospodarcze. Funkcję Ministra Gospodarki Polski sprawuje …………………..

3.Z jakim krajem Polska ma największe obroty handlowe? ………………..

4. Polska giełda staje się centrum Europy Środkowo-Wschodniej przyciągając na swój parkiet wiele spółek z innych państw regionu. Siedziba polskiej Giełdy Papierów Wartościowych (www.gpw.pl) znajduje się w (miasto): ……….

5.Ważną gałęzią przemysłu w Polsce jest produkcja podzespołów dla przemysłu lotniczego. Tu swoje zakłady produkcyjne mają największe światowe koncerny lotnicze jak Pratt & Whitney, Goodrich i Hispano Suiza. Dolina lotnicza (www.dolinalotnicza.pl), skupisko firm branży lotniczej koncentruje się w województwie …….

6.Sukcesem gospodarczym Polski było utworzenie specjalnych stref ekonomicznych. Na ich terenie inwestorzy zainwestowali już znacznie ponad 70 mld PLN, tworząc ponad 160 tys. miejsc pracy. Największa specjalna strefa ekonomiczna w Polsce, w której swoje zakłady mają m. in. producenci samochodów marek OPEL i FIAT, to ……… Specjalna Strefa Ekonomiczna.

7.Polska jest krajem ciekawym i bardzo zróżnicowanym turystycznie — od gór, w których można zobaczyć wszystkie piętra roślinności (w tym piętro alpejskie), poprzez niziny do depresji, czyli obszaru położonego poniżej poziomu morza. Od wysoko uprzemysłowionych terenów Górnego Śląska po dzikie i dziewicze Bieszczady i Beskid Niski.  Od gotyckiego Torunia, poprzez renesansowy Zamość aż po perłę socrealizmu — Nową Hutę. Osoby zainteresowane atrakcjami turystycznymi Polski mogą znaleźć informacje na stronie POT (www.pot.gov.pl). Skrót „POT” oznacza: ………………….

8.Polska rozbudowuje porty lotnicze, chcąc przyciągnąć większą grupę turystów i inwestycje zagranicznych koncernów. Największymi polskimi portami lotniczymi pod względem ilości obsłużonych pasażerów w 2010 roku były lotniska w: 1)……….. ; 2) ………….; 3) …………….

9.Polska aktywnie włącza się w działania na arenie międzynarodowej na wielu płaszczyznach, w tym również w sporcie. W 2012 roku w Polsce największą imprezą sportową, która odbędzie się równocześnie w Polsce i na Ukrainie będą ……………….. .

10.Poszukiwanie dostawców w Polsce może być szybkie proste i bez kosztowe. Firmy litewskie poszukujące dostawców w Polsce mogą skorzystać z pomocy, WPHiI Ambasady RP w Wilnie (www.vilnius.trade.gov.pl). Skrót WPHiI oznacza ………………………

23 odpowiedzi to Konkurs „Czy znasz Polskę, kraj sprawujący Prezydencję w UE?”

  1. Astoria mówi:

    Ani słowa o konflikcie polsko-litewskim. Rząd po raz kolejny daje do zrozumienia, że nie chce by zakłócił on polską Prezydencję. Polska ma swoje priotytety i trzeba je uszanować.

  2. Ja mówi:

    do Astoria: cóż, jeśli prezydencja, która ma znaczenie wyłącznie symboliczne ma być ważniejsza niż realne problemy polskiej mniejszości, to ja dziękuję za takie „priorytety”.

  3. pani mówi:

    Konkurs promuje Polskę wśród Polaków i Litwinów. W dwu językach można zgłaszać udział i odpowiedzi.

  4. Kmicic mówi:

    Oczywiście ,że to jest promocja Polski.I dobrze..

  5. Astoria mówi:

    @ Ja:

    –>prezydencja, która ma znaczenie wyłącznie symboliczne…

    Zależy, jak się ją rozegra i wykorzysta. Prezydencja Czech spaliła na panewce z braku wizji i przez kłótnie polityków w sprawach lokalnych – czym Czesi pokazali, że nie mają ani aspiracji ani potencji do bycia liderem w Europie w czymkolwiek nawet przez pół roku. Węgierską przyćmiły autokratyczne zapędy Orbana, mocno krytykowane przez Unię, ale i tak Węgry zdołały zrobić dużo dla akcesji Chorwacji.

    Prezydencja Polski jest relatywnie szeroko komentowana i analizowana przez media na świecie – by wymienić te, które wpadły mi w oko: „The NY Times”, „Financial Times”, The Guardian”, „The Telegraph”, „Stratfor”, media irlandzkie, francuskie i niemieckie. Dzieje się tak dlatego, że polska Prezydencja ruszyła z wysokiej półki. Tusk jasno i dobitnie przedstawił polskie priorytety i zostały one zauważone: to obrona osiągnięć Unii w czasie najpoważniejszego w jej historii kryzysu i obrona polskiego interesu.

    Względem drugiego, Polska odniosła już dwa sukcesy. Pierwszy to zablokowanie w pojedynkę niekorzystnej dla jej sektora energetycznego – w 95% opartego na węglu – unijnej inicjatywy dodatkowego ograniczenia emisji dwutlenku węgla. Krytyka postawy Polski była surowa, ale bardzo szybko ucichła w obliczu jej Prezydencji. Drugi: Polska domagała się uczestniczenia w obradach kryzysowych krajów strefy euro, argumentując, że Prezydencja daje jej ten przywilej. I wywalczyła rzecz niezwykłą: Rostowski będzie reprezentował Polskę w klubie walutowym, do którego Polska nie należy.

    Polska ma całkiem realną szansę wpłynięcia na zmianę klimatu, który zdominował Unię: klimatu narodowego egoizmu i postępującej regionalizacji. Tusk zarzucił wprost hipokryzję liderom centralnych państw Unii, którzy, popierając Unię abstrakcyjne, w swoich rzeczywistych działaniach ją osłabiają. Priorytety RP:

    1. Polska chce bronić zasad otwartych granic strefy Schengen, które podważyły ostatnio działania Francji, Włoch i Danii.

    2. Polska wzywa do solidarności finansowej z krajami unijnego obrzeża, tzw. Świniami (PIIGS – Portugalia, Irlandia, Italia, Grecja, Hiszpania). I ma rację, że za kryzys np. w Grecji trudno winić wyłącznie Grecję, której drogę do finansowej katastrofy utorowały bezmyślne pożyczki banków niemieckich, francuskich i fatalne doradztwo finansowe z Ameryki. Na Grecję najbardziej narzekają Niemcy, które najwięcej na niej zarobiły.

    3. Polska będzie bronić unijnego budżetu, o którego zmniejszenie walczy najzacieklej Wielka Brytania. Ten budżet to dla Polski szansa na kolejną niebagatelną dotację w wysokości 89 miliardów euro.

    4. Polska chce dalszego poszerzania Unii. Przyspieszy akcesję Chorwacji, która ma szansę zostać członkiem jeszcze w tym roku. Silnie popiera członkostwo Serbii i uważa, że nieuznawanie przez nią Kosowa nie jest przeszkodą w członkostwie – co zapewne stanie się oficjalnym stanowiskiem Unii. Będzie nadal popierać aspiracje Turcji, wbrew Niemcom i Francji. Chce większego zbliżenia Unii z Ukrainą.

    5. Polska tradycyjnie propagowała zmniejszenie uzależnienia Europy i własnego od dostaw surowców energetycznych z Rosji. Dotychczas była to pusta retoryka, ale w trakcie Prezydencji kumuluje się kilka szczęśliwych dla Polski zrządzeń losu, które mogą z niej zrobić potęgę energetyczną w najbliższych latach. Blokując zieloną inicjatywę Unii, Polska zostawiła sobie drzwi otwarte dla rozwoju własnego górnictwa węgla. Jednocześnie eksploatacja wielkich złóż gazu łupkowego staje się coraz bardziej realna. Gdy wziąść pod uwagę to, że Francja zabroniła eksloatacji łupków u siebie, a Niemcy całkowicie zrezygnują z energii atomowej do roku 2012 – Polska może stać się bardzo poważnym eksporterem energii w Europie, konkurującym nawet z Rosją.

    Nie wszystko jednak wygląda różowo. W sferze obronności Polska gra na czterech skrzypcach: atlantyckich, unijnych, regionalnych i własnych – na wszystkich, niestety, fałszując, zgodnie z unijną tradycją. Mimo wszystko wykazuje przynajmniej w tym jakąś inicjatywę. W przeciwieństwie do całkiem pacyfistycznych Niemiec, czy militarnie odlotowej Francji, jak w sponsorowanej przez nią kampanii libijskiej, służącej głównie celom wyborczym Sarkozego. (Francji i Europie zabrakło amunicji po tygodniu kampanii, a rozpoznanie celów bojowych było możliwe tylko dzięki satelitom amerykańskim.) Choć Unia ma więcej żołnierzy od USA, to militarnie nie znaczy nic. Polska chciałaby to zmienić, ale sama po macoszemu traktuje własne siły zbrojne, a mająca powstać wyszegradzka grupa bojowa pod jej dowództwem ma wartość raczej symboliczną.

    Na Prezydencji Polski mogłaby skorzystać Litwa, gdyby jej stosunki z RP były poprawne, a niestety nie są. Szczególnie na budowanej przez Polskę silnej pozycji energetycznej. Niestety, Litwa woli iść własną – moim zdaniem, utopijną – drogą kabla ze Szwecją i budowy elektrowni atomowej, której nikt z kroplą oleju w głowie jej nie zbuduje. Mogłaby skorzystać nawet na polskiej polityce obronnej – słabej, ale przynajmniej jakiejś.

    Niemniej, Litwa tak czy siak skorzysta z polskiej obrony budżetu Unii, który dla Litwy będzie wyjątkowo szczodry. Litwa skorzysta więc z wpływów Polski jak zwykle: na krzywego ryja.

  6. Astoria mówi:

    * do roku 2022

  7. pani mówi:

    >5,6. Astotrio! Super! W pigułce a przbija wszystko co dotąd czytałam. Warte autorskich. Wielki wkład informacyjy! Takie warte również własnego autorskiego blogu lub rubryki w KW. Dodało by to konkurencyjności polonijnym wysawnictwom tu w strefie silnego rosyjkiego odziaływania informacyjnego. A i ostatniemu na przystojność dobrze by wpłyneło. [Czytałam coś niecoś lecz niepokonałam zawiłości aktualnych angłofońskich kodów.Choc by te relacje o Rostowskim. A te PIGS!]. Warte kontynuacji.

  8. Ja mówi:

    do Astoria:
    „Prezydencja Czech spaliła na panewce z braku wizji i przez kłótnie polityków w sprawach lokalnych”

    Ciekawe, że nigdy nie słyszałem o tym, by na panewce spaliła prezydencja belgijska. Gdy w Czechach w trakcie ich prezydencji upadł rząd cała Europa krzyczała o klęsce i zastanawiała się czy nowe państwa członkowskie są w ogóle odpowiedzialne, stabilne politycznie i czy można im zaufać. Natomiast gdy Belgia objęła prezydencję w warunkach permanentnego braku rządu, spowodowanego właśnie kłótniami tamtejszych polityków w sprawach lokalnych, nikt nie robił z tego problemu.

    „Prezydencja Polski jest relatywnie szeroko komentowana i analizowana przez media na świecie”

    Na takiej samej zasadzie na jakiej szeroko komentowana była prezydencja Czech: państwo z „nowej” Europy dostało zadanie organizowania unijnych „szczytów” i przewodniczenia im, a „stara” Europa się temu przygląda, zastanawiając się, czy „nowi” dadzą radę, czy może powinie im się noga. Nie świadczy to w żadnym wypadku o potężnym znaczeniu prezydencji, ani o jej znaczącym wpływie na politykę UE.

    „Polska odniosła już dwa sukcesy. Pierwszy to zablokowanie w pojedynkę niekorzystnej dla jej sektora energetycznego – w 95% opartego na węglu – unijnej inicjatywy dodatkowego ograniczenia emisji dwutlenku węgla”

    I zrobiła to zanim objęła prezydencję, korzystając po prostu z prawa weta, które jej przysługuje. Wiązanie tego sukcesu z prezydencją i sugerowanie, że bez prezydencji by go nie było, jest dość zabawne.

    „Drugi: Polska domagała się uczestniczenia w obradach kryzysowych krajów strefy euro ( … ) I wywalczyła rzecz niezwykłą: Rostowski będzie reprezentował Polskę w klubie walutowym, do którego Polska nie należy”

    A co nam ta niezwykła rzecz daje? Nie mamy euro, więc nie mamy jedynej korzyści płynącej z posiadania wspólnej waluty ( brak ryzyka kursowego ), możemy co najwyżej brać udział w naradach nad tym jak pomóc niemieckim i francuskim bankom, które kupiły „bezpieczne” greckie obligacje i ewentualnie wziąć udział w jakiejś zrzutce na ten cel.

    „Polska ma całkiem realną szansę wpłynięcia na zmianę klimatu, który zdominował Unię: klimatu narodowego egoizmu i postępującej regionalizacji”

    Z całą pewnością Niemcy, Francuzi, czy Brytyjczycy zepchną teraz na drugi plan swoje narodowe interesy, na pierwszym stawiając europejską solidarność.

    „Polska wzywa do solidarności finansowej z krajami unijnego obrzeża ( … ) I ma rację, że za kryzys np. w Grecji trudno winić wyłącznie Grecję, której drogę do finansowej katastrofy utorowały bezmyślne pożyczki banków niemieckich, francuskich i fatalne doradztwo finansowe z Ameryki”

    Solidarność finansowa z Grecją wynika właśnie z faktu, że niemieckie i francuskie banki zainwestowały miliardy euro w greckie obligacje, więc ewentualne bankructwo Grecji byłoby dla nich problemem. Gdyby Grecy pożyczyli pieniądze na swoje przywileje emerytalne, premie dla budżetówki i dziurawy system podatkowy od Chińczyków, czy innych Arabów, to nie sądzę, by ktokolwiek w Brukseli, Berlinie, czy Paryżu się Grecją przejmował. I słusznie zresztą.

    „Polska będzie bronić unijnego budżetu, o którego zmniejszenie walczy najzacieklej Wielka Brytania”

    Bez prezydencji też by broniła.

    „Przyspieszy akcesję Chorwacji, która ma szansę zostać członkiem jeszcze w tym roku”

    Przyspieszy, albo i nie. Podobnie z Serbią. Stanowisko Polski może stać się oficjalnym stanowiskiem UE, ale może się nim równie dobrze nie stać. Cała magia polega na tym, że wszystko tu zależy od stanowiska innych państw Unii, a prezydencja Polski może pomóc w przekonaniu ich do naszych pomysłów, ale też może nie mieć na to wpływu. Każdy i tak zagłosuje w końcu w sposób korzystny dla siebie.

    „Będzie nadal popierać aspiracje Turcji, wbrew Niemcom i Francji”

    I co z tego? Czy to coś zmieni? Zdania nadal będą podzielone i tyle.

    „Blokując zieloną inicjatywę Unii, Polska zostawiła sobie drzwi otwarte dla rozwoju własnego górnictwa węgla. Jednocześnie eksploatacja wielkich złóż gazu łupkowego staje się coraz bardziej realna. Gdy wziąść pod uwagę to, że Francja zabroniła eksloatacji łupków u siebie, a Niemcy całkowicie zrezygnują z energii atomowej do roku 2012 – Polska może stać się bardzo poważnym eksporterem energii w Europie, konkurującym nawet z Rosją”

    To faktycznie możliwe i byłoby to dla Polski bardzo dobre, ale jaki to ma związek z prezydencją? Żaden. Chyba, że twoim zdaniem bez prezydencji nie byłoby możliwe zawetowanie „zielonej inicjatywy Unii”, ani odkrycie w Polsce złóż gazu łupkowego, ale nie sądzę, żeby tak było.

    „Na Prezydencji Polski mogłaby skorzystać Litwa, gdyby jej stosunki z RP były poprawne, a niestety nie są”

    No właśnie nie mogłaby, bo niby w jaki sposób? Cała twoja obrona tezy o wielkim znaczeniu prezydencji zasadza się na zupełnie bezsensownym i bezpodstawnym powiązaniu jej z odkryciem w Polsce złóż gazu, z zawetowaniem nowych limitów emisji CO2, z walką o własne interesy przy uchwalaniu nowego budżetu, z antyatomową histerią w Niemczech po tsunami w Japonii i z całą masą innych wydarzeń, do których doszłoby i tak, niezależnie od tego, czy Polska sprawowałaby w Unii prezydencję, czy nie. Prezydencja nie przyniesie żadnych wymiernych korzyści nawet Polsce, nie mówiąc już o innych krajach.

  9. Astoria mówi:

    @ JA:

    –>Ciekawe, że nigdy nie słyszałem o tym, by na panewce spaliła prezydencja belgijska.

    Dlatego, że prezydencja belgijska nie spaliła na panewce, ale była wzorowa i powszechnie chwalona. Mimo, że Belgia nie miała oficjalnego rządu (miała funkcjonujący rząd tymczasowy), to wywiązywała się z obowiązków i efektywnie reagowała na kryzysy unijne. Choć jej własny kryzys rządowy ma cechy permanentnej patologii i może doprowadzić kraj do rozpadu, to mimo to w sprawach międzynarodowych politycy belgijscy stają na wysokości zadania i są godni zaufania. Natomiast mały kryzys rządowy w Czechach (mały w porównaniu do belgijskiej patologii), kompletnie sparaliżował czeską prezydencję. Na domiar złego Klaus, eurosceptyk par excellence, skutecznie podminowywał prezydencję własnego kraju. Czechy stały się pośmiewiskiem Europy i ugruntowały przy tym swój stereotyp kraju niezdolnego do skutecznego działania na arenie międzynarodowej i efektywnego wykorzystywania swojego całkiem znacznego potencjału wewnętrznego.

    Nie można mówić, że prezydencja jest tylko symboliczna, gdy wiąże się ona z konkretnym organizowaniem i przewodniczeniem dziesiątkom spotkań członków Unii, gdzie toczą się dyskusje i zapadają decyzje, na które kraj przewodniczący może mieć większy wpływ z racji pozycji, jeśli umie to wykorzystać. Ponieważ Unia nie posiada rządu z prawdziwego zdarzenia, od kraju piastującego prezydencję nadal wymagane jest reagowanie na kryzysy. Podczas prezydencji Francji wybuchła wojna rosyjsko-gruzińska, którą szybko zakończyła interwencja negocjatorska Sarkozego. Działał on wtedy nie jako prezydent Francji, ale reprezentant Unii, przez co miał w rozmowach z Rosją większą siłę perswazji.

    Gdyby podobny kryzys wydarzył się podczas polskiej prezydencji, nie widzę powodu, by Polska z nim sobie nie poradziła tak dobrze jak Francja.

    Znaczenie prezydencji zostało niedawno pomniejszone, ale to nie znaczy, że do zera. Nie argumentuję, że jest ono wielkie, ale argumentuję, że nie jest symboliczne.

    Większość twoich argumentów wpisuje się w logiczny kanon zwany reductio ad absurdum i ma taką oto siłę perswazji:

    1. Ponieważ nieudana prezydencja Czech była szeroko komentowana na tej samej zasadzie, na jakiej jest szeroko komentowana rozpoczynająca się prezydencja Polski, to wynika z tego, że prezydencja Polski nie musi być udaną, żeby być szeroko komentowaną. Czy to rodzi silniejszy postulat, by prezydencja Polski była celowo mniej udaną, by być szerzej komentowaną?

    2. Ponieważ Polska nie jest w strefie euro i nie ma z euro korzyści, wynika z tego, że nie ma znaczenia, czy polski minister finansów zasiada przy stole obrad eurozonu, czy stoi za drzwiami. Czy postulujesz zatem, żeby Rostowski, zamiast pchać się na posiedzenia eurozonu, pojechał raczej na Mazury i łowił ryby w interesie Polski?

    3. Ponieważ Polska mogła zablokować inicjatywę redukcji dwutlenku węgla po prostu dlatego, że posiada prawo weta, wynika z tego, że jej zbliżająca się prezydencja nie miała związku z jej wetem. Czyli – jak rozumiem – prezydencja nie dodaje siły i prestiżu, a liczy się tylko teoretyczna możliwość wetowania – czegokolwiek, kiedykolwiek na zasadzie widzimisię. Czy jednak to jest rzeczywista praktyka Unii? Czy członkiem Unii jest jakiś Konrad Wallenrod, który dąży potajemnie do jej zguby? Czy też raczej rzeczywista praktyka Unii jest taka, że jej członkowie starają się działać odpowiedzialnie i wetują roztropnie, mając dobry powód i argument, wykorzystując swoją siłę lub prestiż piastowanego urzędu, albo budując wpływowe koalicje, jeśli to potrafią.

    Polska nie jest złotówkową wyspą w morzu euro, jak sugerujesz. Przeciwnie, to, jak dobrze albo źle ma się strefa euro, ma bezpośredni wpływ na polską gospodarkę, na handel, na jakość życia. Krysys w Grecji może mieć całkiem realny wpływ na cenę komputera i chleba w Polsce.

    Nie będę zbijał po kolei wszystkich twoich argumentów, bo opierają się na tej samej logice. Przytoczę ostatni, sumujący je wszystkie w postaci kuriozalnej tezy: „Prezydencja nie przyniesie żadnych wymiernych korzyści nawet Polsce, nie mówiąc już o innych krajach”.

    W takim razie, po co Polska ją w ogóle piastuje? Czy nie powinna raczej natychmiast z niej zrezygnować, a zaoszczędzone miliony wydać na lepszy cel, np. przedszkola?

    Twoja wizja jest tak skrajnie negatywna i pesymistyczna, że stawia polskich polityków z góry w roli Don Kichotów. Nic nie robić podczas prezydencji, bo nie ma z tego korzyści. Nie pchać się na posiedzenia eurozonu, bo nie mamy euro. Nie wykorzystywać prezydencji do budowania silnej pozycji energetycznej, bo jedno z drugim nie ma nic wspólnego. Nie popierać członkostwa Chorwacji i Serbii, bo jak mają zostać członkami to zostaną tak czy siak. Nie poierać Turcji, bo Niemcy nie popierają.

    Ten sposób argumentowania można rozciągnąć na wszystko i wszystko sprowadzić do absurdu. Po co nam przewodniczący Parlamentu Europejskiego walczący o większy budżet? Buzek może sobie walczyć o większy budżet prywatnie, niech wraca na Śląsk i tam sobie walczy. Po co nam armia, która nigdy nie wygra z rosyjską. Najlepiej ją rozwiązać, a pieniądze przeznaczyć na przedszkola. Po co należeć do NATO, skoro nie mamy tam wielkiego wpływu na nic. Itd., itp.

  10. pani mówi:

    Oebrałam post Astorii jako blic przegląd prasy światowej. W moim odczuciuciu przybliża on nam niuanse prezentacji Polski przez przychylne jej media. Co innego iż w danym momencie historycznym przychylnoścta w dużej mierze spowodowana kultem sukcesu na zachodzie. Polska w czasie powszchnej tem recesji prezentowała rosnące wskażniki makroekonomiczne i budzi respekt. Polska ekipa rządząca skutecznie promuje Polskę w świecie i to też zasługuje na szacunek. Cała Europa dla Ameryki te mały orzeszek. Liczą się wielkie rynki Azji. Anglia, Francja są znane powszechnie. Polska już niekoniecznie. A co mówić o tak małych jej sąsiedziach jak kraje nadbałtyckie? Oni też zyskują punkty informacyjne z szerszej wiedzy o Polsce. Teraz nawet będąc w Wilnie Pani Clinton kojarzyła to miasto z Estonią w której była już wcześniej a gdy by miała skojarzenia Litwy z Polską historycznie związaną a wyrażnie większą to nie utożsamiała by z Estonią. Przecież między Lita a Estonią leży jeszcze Łotwa która równiężjak Litwa starała się być indywidualnie kojarzoną przez amerykańskich przywódców wybierając na Prezydentów osoby z amerykańskimi rodowodami.

  11. Adam81w mówi:

    Znam ci ja. Ze żmudzkich mediów. Znam ja dobrze to i napiszę. Uraaaa.

  12. Ja mówi:

    „Dlatego, że prezydencja belgijska nie spaliła na panewce, ale była wzorowa i powszechnie chwalona. Mimo, że Belgia nie miała oficjalnego rządu (miała funkcjonujący rząd tymczasowy), to wywiązywała się z obowiązków i efektywnie reagowała na kryzysy unijne”

    Proszę o konkretne przykłady, a nie o gładkie, okrągłe zdania, które wyglądają jak żywcem wyjęte z jakiegoś okolicznościowego przemówienia.

    „Na domiar złego Klaus, eurosceptyk par excellence, skutecznie podminowywał prezydencję własnego kraju. Czechy stały się pośmiewiskiem Europy”

    Rozumiem, że gdyby Klaus był „euroentuzjastą”, domagającym się przekształcenia UE w federację, to Czechy miałyby powód do dumy i byłyby poważnym, powszechnie szanowanym państwem. Niestety Klaus jest „eurosceptykiem”, więc Czechy stały się pośmiewiskiem Europy. Nie ma to jak tolerancja dla odmiennych poglądów.

    „Nie można mówić, że prezydencja jest tylko symboliczna, gdy wiąże się ona z konkretnym organizowaniem i przewodniczeniem dziesiątkom spotkań członków Unii”

    No właśnie, a czym jest to organizowanie i przewodniczenie, jeśli nie symboliką i zajmowaniem się kwestiami czysto technicznymi?

    „Podczas prezydencji Francji”

    Po pierwsze Francja sprawowała prezydencję przed wejściem w życie traktatu lizbońskiego, który zmienił w tym zakresie bardzo dużo i zmniejszył znaczenie prezydencji praktycznie do zera.
    Po drugie Francja jest jednym z trzech największych państw Unii ( drugim pod względem liczby ludności i trzecim pod względem PKB ), mocarstwem atomowym i jednym ze stałych członków RB ONZ. Jest oczywiste, że z takim potencjałem jest jej dużo łatwiej niż np. Czechom przeforsować swój punkt widzenia i wcielić się w rolę europejskiego przywódcy w czasie kryzysów. Ale to wynika z potencjału, a nie z zabawki o nazwie „prezydencja” ( choć 3 lata temu, jak wspomniałem, miała ona jeszcze jakieś znaczenie ).

    „Większość twoich argumentów wpisuje się w logiczny kanon zwany reductio ad absurdum”

    Mylisz się, nie muszę twojej argumentacji sprowadzać do poziomu absurdu, bo ona JEST absurdalna. Bierzesz do kupy odkrycie w Polsce złóż gazu łupkowego, zawetowanie „zielonej inicjatywy” zarzynającej polski przemysł, całkowicie naturalną obronę własnych interesów przy negocjacjach w sprawie nowego budżetu i jeszcze kilka innych spraw, a następnie łączysz to wszystko z prezydencją ( z którą te rzeczy nie mają nic wspólnego, bo bez prezydencji też odkrylibyśmy gaz i też bronilibyśmy swoich interesów ) i na tej podstawie stawiasz wniosek o jej doniosłym znaczeniu. Przecież z tym nie da się nawet poważnie dyskutować.

    „Czyli – jak rozumiem – prezydencja nie dodaje siły i prestiżu, a liczy się tylko teoretyczna możliwość wetowania – czegokolwiek, kiedykolwiek na zasadzie widzimisię”

    Częściowo rozumiesz, częściowo nie. Owszem, prezydencja nie dodaje siły. Prestiżu być może, ale nie wszystkim i od jakiegoś czasu w niezbyt wielkim stopniu. Natomiast liczy się nie „możliwość wetowania czegokolwiek”, tylko własny interes i potencjał, który pozwala na realizację tego interesu lub ją uniemożliwia. Naprawdę sądzisz, że jeśli Polska w czasie swojej prezydencji wyrazi poparcie np. dla akcesji Turcji do UE, to Niemcy i Francja natychmiast zmienią swoje zdanie w tej kwestii, bo przestraszą się naszej prezydencyjnej siły i prestiżu? Albo że sprawowanie prezydencji pomoże nam w wytargowaniu dodatkowych pieniędzy z unijnego budżetu, jeśli dla innych państw Unii będzie to niekorzystne? Trzeba być skrajnie naiwnym, by uwierzyć w takie bzdury. Jeśli jeszcze tego nie zauważyłeś, to w UE każdy kieruje się własnym interesem ( czy jak wolisz „narodowym egoizmem” ) i współpracuje z innymi państwami wtedy, gdy jest to dla niego korzystne. Jeśli wszystkie możliwości współpracy się wyczerpują, to sięga się po ostateczne instrumenty, takie jak prawo weta. Tak jest zawsze, a szczególnie w czasach poważnych kryzysów politycznych i gospodarczych, a obecnie mamy do czynienia z dwoma takimi kryzysami naraz. Unia przez kilkadziesiąt lat istnienia w różnych formach i pod różnymi nazwami nie wypracowała mechanizmu spójnego reagowania na poważne problemy i pół roku symbolicznej, technicznej prezydencji Polski, ani jakiegokolwiek innego kraju, tego nie zmieni. Można tego faktu nie akceptować, można potępiać „narodowe anachronizmy” i wzywać do porzucenia „partykularnych interesów” na rzecz „wspólnego dobra Wielkiej Europejskiej Rodziny”, ale rzeczywistości się w ten sposób nie zmieni i nie sprawi się, że symboliczna prezydencja nabierze nagle wielkiej wartości.

  13. Astoria mówi:

    @ Ja:

    –>Proszę o konkretne przykłady

    http://www.theparliament.com/latest-news/article/newsarticle/meps-praise-commitment-and-verve-of-belgiums-presidency/

    http://www.realinstitutoelcano.org/wps/portal/rielcano_eng/Content?WCM_GLOBAL_CONTEXT=/elcano/elcano_in/zonas_in/ari16-2011

    http://www.eppgroup.eu/press/showpr.asp?prcontroldoctypeid=1&prcontrolid=10014&prcontentid=17001&prcontentlg=en

    A tu jedyna krytyka belgijskiej prezydencji, jaką udało mi się znaleźć w necie:

    http://www.amnesty.eu/en/press-releases/gender-based-violence/trafficking/p200-0469/

    To krytyka Belgii za niedostatecznie aktywną obronę Cyganów koczujących we Włoszech i Francji oraz niezbadanie tajnych więzień CIA w Europie, gdzie torturowano terrorystów.

    –>Rozumiem, że gdyby Klaus był „euroentuzjastą”, domagającym się przekształcenia UE w federację, to Czechy miałyby powód do dumy i byłyby poważnym, powszechnie szanowanym państwem.

    Nigdzie nie ganię Klausa za eurosceptycyzm (sam go częściowo podzielam), ale za to, że postawił wyżej prywatną filozofię od interesu swojego kraju w czasie prezydencji. Klausowi zależało na dokopaniu Unii, a nie na sukcesie czeskiej prezydencji. Sukces czeskiej prezydencji znaczyłby czeską afirmację Unii – co było dla Klausa nie do przełknięcia.

    –>No właśnie, a czym jest to organizowanie i przewodniczenie, jeśli nie symboliką i zajmowaniem się kwestiami czysto technicznymi?

    Chyba nie rozumiem twojego pojmowania symboliki. Dla mnie symboliczne jest wywieszenie flagi i zapalenie znicza na grobie. Organizowanie i przewodnieczenie spotkaniom w UE jest konkretne i nie tyczy kwestii technicznych. Tymi zajmują się ludzie od mikrofonów, wody mineralnej i znalezienia stosownej sali, zatrudnieni przez Unię. Przewodniczenie dotyczy spraw innego kalibru: ustalanie agendy, kontrolę przebiegu obrad, siłę perswazji z racji pozycji, wpływanie na decyzje, etc.

    –>Po pierwsze Francja sprawowała prezydencję przed wejściem w życie traktatu lizbońskiego, który zmienił w tym zakresie bardzo dużo i zmniejszył znaczenie prezydencji praktycznie do zera.

    Względem Francji – uwaga słuszna. Względem zmniejszenia znaczenia prezydencji praktycznie do zera – jest to kolejne twoje reductio ad absurdum. Jeśli prezydencja nic nie znaczy, to dlaczego Polska pakuje w nią miliony i obwieszcza z pompą bardzo ambitną agendę, którą szczegółowo analizują wpływowe media światowe? Czy twoim zdaniem prezydent i premier Polski oraz redaktorzy znaczących gazet są ludźmi bez poczucia rzeczywistości i zrozumienia prawdy, które tylko ty posiadasz?

    –>Po drugie Francja jest jednym z trzech największych państw Unii ( drugim pod względem liczby ludności i trzecim pod względem PKB ), mocarstwem atomowym i jednym ze stałych członków RB ONZ. Jest oczywiste, że z takim potencjałem jest jej dużo łatwiej niż np. Czechom przeforsować swój punkt widzenia

    Z pewnością masz rację, że Francji jest łatwiej przepychać się łokciami w Unii, niż Czechom, z podanych przez ciebie powodów. Ale argument jest raczej chybiony dlatego, że Belgia jest krajem sześciokrotnie mniejszym od Francji, nie jest mocarstwem i ma permanentny kryzys rządowy – a mimo to poradziła sobie z obowiązkami prezydencji na medal. (Z wyjątkiem obrony praw Cyganów i terrorystów – jeśli wierzyć Amnesty International.)

    –> Bierzesz do kupy odkrycie w Polsce złóż gazu łupkowego, zawetowanie „zielonej inicjatywy” zarzynającej polski przemysł, całkowicie naturalną obronę własnych interesów przy negocjacjach w sprawie nowego budżetu i jeszcze kilka innych spraw, a następnie łączysz to wszystko z prezydencją ( z którą te rzeczy nie mają nic wspólnego…

    Spójrz na to tak: Jutro – czyli podczas polskiej prezydencji – zostaje odkryta czarna dziura, która wsysa Układ Słoneczny. Te dwa fakty – polska prezydencja i odkrycie paskudnej czarnej dziury – wiążą się ze sobą w sposób nierozerwalny, choćby pod względem czasowym. I nie ma tu nic do rzeczy, że polska prezydencja mogłaby przypaść w innym terminie, a czarną dziurę mogli odkryć podczas prezydencji Litwy – bo stało się, jak się stało: Polska ma w rękach prezydencję, a czarna dziura nasz świat, w tym Unię, wsysa. Polska może zorganizować konferencję unijną w obronie Ziemi, która, a nuż, znajdzie sposób na dziurę, przez co polska prezydencja zostanie uznana za najpożyteczniejszą w historii Układu Słonecznego. Może też dziurę zignorować, licząc się z tym, że jeśli dziura Unię wessie, to polska prezydencja będzie uznana za gorszą nawet od czeskiej.

    Ale zostawmy science fiction. Tak się złożyło, że polska ma w rękach dzisiaj prezydencję, ma też agendę energetyczną dla Unii i siebie, a przy tym parę dni temu odwiert potwierdził gaz w polskich łupkach, parę dni wcześniej Francja zbanowała gaz łupkowy u siebie, Niemcy zrezygnowały z energii atomowej – więc jest faktem, że sprawy te się ze sobą łączą w tym czasie – w czasie polskiej prezydencji. Co Polska z tym zrobi – tego nie wiem. Ale wiem, że może wykorzystać prezydencję do zbudowania swojego wizerunku jako przyszłej potęgi energetycznej w Europie. To, z kolei, może przyciągnąć inwestorów: w polskie kopalnie węgla, w technologie ograniczające emisję dwutlenku węgla, w budowę planowanej elektrowni atomowej.

    –>Naprawdę sądzisz, że jeśli Polska w czasie swojej prezydencji wyrazi poparcie np. dla akcesji Turcji do UE, to Niemcy i Francja natychmiast zmienią swoje zdanie w tej kwestii, bo przestraszą się naszej prezydencyjnej siły i prestiżu?

    Kolejne sprowadzenie do absurdu.

    –>Jeśli jeszcze tego nie zauważyłeś, to w UE każdy kieruje się własnym interesem ( czy jak wolisz „narodowym egoizmem” ) i współpracuje z innymi państwami wtedy, gdy jest to dla niego korzystne.

    Znowu ekstremizm w argumencie. Jeśli wszyscy w Unii kierują się wyłącznie egoizmem, to eliminuje to altruizm, a przecież altruizmu członkom Unii całkiem odmówić nie sposób. Czy Unia poszerzyła się o kraje postkomunistyczne wyłącznie z egoistycznych powodów? Czy z egoistycznych powodów wspiera te kraje miliardami euro z kieszeni swoich podatników? Ewidentnie tak nie jest. Z innej beczki, czy Polska wspierała członkostwo Litwy w NATO z egoistycznych tylko powodów? Z pewnością członkostwo Litwy w NATO leżała w polskim interesie, ale była w tym też chęć pomocy krajowi, który wtedy Polska uważała za braterski, przyjazny i wart poparcia dla jego, a nie tylko własnego, dobra.

  14. Jan mówi:

    Su Valstybės diena. Sveikinimai.

  15. LadyChapel mówi:

    I juz sie zaczelo, wojna polsko-polska w parlamencie europejskim 🙂 Wstydu to sobie narobimy podczas tej prezydencji oj narobimy.
    http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,9900318,_Dlaczego_Pan_udaje___i__Jeszcze_Europa_nie_zginela__.html

  16. pani mówi:

    >14.Bardzo fajne. Europejczyci lubią polskość nawet z odrobiną szaleństwa czy nonszalancji. Sam temat sporu – człowiek a siłowe struktury w europejskim państwie stał się tematem tabu. A tu, proszę, Polacy jedni drugim o tym – wprost. Dla tego też tak różne opcje od konsewatyctów do zielonych skompletowało Polaków.

  17. LadyChapel mówi:

    Wyciaganie wlasnych brudow na forum to objaw czystej zasciankowosci…

  18. Ja mówi:

    do Astoria: wybacz, ale jeśli na każdy argument zamierzasz odpowiadać hasłem „reductio ad absurdum”, albo „ekstremizm”, to nasza dyskusja jest bezcelowa. Jeszcze raz proszę cię, byś odpowiedział sobie uczciwie na dwa pytania:
    1. Czy jeśli Polska w czasie swojej prezydencji wyrazi poparcie dla akcesji Turcji do UE, to Niemcy i Francja natychmiast zmienią swoje zdanie w tej kwestii, bo przestraszą się naszej prezydencyjnej siły i prestiżu?
    2. Czy sprawowanie prezydencji pomoże nam w wytargowaniu dodatkowych pieniędzy z unijnego budżetu, jeśli dla innych państw Unii będzie to niekorzystne?

    Wyręczę cię, odpowiedź na oba te pytania brzmi „nie”. Nikt nie będzie działał wbrew własnemu interesowi tylko dlatego, że jest do tego namawiany przez Polaków, sprawujących aktualnie prezydencję w Unii. I to, moim zdaniem, jest najlepszym miernikiem wagi i znaczenia prezydencji.

    PS. Prosząc o konkretne przykłady miałem na myśli przykłady kryzysów jakie rozwiązali Belgowie w czasie swojej prezydencji. Z tego co pamiętam kryzysem, z jakim w czasie belgijskiej prezydencji zmagała się Unia, były problemy budżetowe Grecji i paru innych państw. Ten kryzys nie tylko nie wygasł, ale wręcz przybrał w ostatnich tygodniach na sile, co oznacza, że Belgia z nim sobie nie poradziła. Trudno się dziwić, skoro nie radzi sobie nawet z własnym kryzysem gabinetowym.

  19. pani mówi:

    Fajnie że taka dyskusja sie trafiła na KW dzięki internautom z obu półkuli. Do LadyChapel. 17. – prawda, nie wypadało by, pod podanym przez Cię linkiem całość wyglądała inaczej niż w rzeczywistości, słuchałam Wiadomości – tam podano 2 wątki wypowiedzi o ekspoze Premjera Tuska.Tamże mówiono iż jedynka zrelacjonuje całość i bedzie debata. Myślę że to nie uspokoji posłów z PiS choć by i wszyscy mówili że nie wypada. Astoria podaje przykład (jedyny!) krytyki Belgii właśnie za zaniedbanie kwestii praw czlowieka. I spór polski w istocie był o tym. Czyli miał szerszy, nurtujący wielu wrażliwych intelegentnych, wymiar.

  20. Astoria mówi:

    @ Ja:

    –>Prosząc o konkretne przykłady miałem na myśli przykłady kryzysów jakie rozwiązali Belgowie w czasie swojej prezydencji.

    W podanym przeze mnie linku są one analizowane (również pod nazwą „challenges” – wyzwania). Jeśli nie czytasz po angielsku, to przepraszam za linki, ale innymi nie dysponuję.

    –>jeśli na każdy argument zamierzasz odpowiadać hasłem „reductio ad absurdum”, albo „ekstremizm”, to nasza dyskusja jest bezcelowa

    Nie jest moim celem obrażanie cię jako dyskutanta, ale wytykam ci stosowanie argumentacji, która utrudnia rozmowę. A stosujesz ją cały czas, mimo moich upomnień, nawet kończysz nią ostatni post.

    Obarczanie Belgii z czasów prezydencji odpowiedzialnością za to, że kryzys eurozonu trwa (a nawet się pogłębia, a nawet może się skończyć rozpadem eurozonu) jest daleko posuniętym ekstremizmem. Na podobnej zasadzie redukcji do absurdu można argumentować, że Belgia jest odpowiedzialna za nierozwiązanie konfliktu polsko-litewskiego, bo on trwa do dzisiaj i się pogłębia. Podobną redukcją do absurdu był niedawny argument komentatora w „The Economist” – że polityka białoruska Sikorskiego skończyła się kompletnym fiaskiem, gdyż Łukaszenka jest nadal u władzy.

  21. Ja mówi:

    do Astoria:
    „Nie jest moim celem obrażanie cię jako dyskutanta, ale wytykam ci stosowanie argumentacji, która utrudnia rozmowę”

    To znaczy takiej, która jest dla ciebie niewygodna i trudna do obalenia? Bo na to wygląda. Zadałem ci dwa pytania o dwie konkretne sprawy, nie zaprzeczyłeś, że odpowiedź na oba te pytania brzmi „nie”, bo nie możesz zaprzeczyć, jeśli nie chcesz oszukiwać samego siebie. Nie wiem co w tym absurdalnego, albo tym bardziej ekstremistycznego.

    „Obarczanie Belgii z czasów prezydencji odpowiedzialnością za to, że kryzys eurozonu trwa (a nawet się pogłębia, a nawet może się skończyć rozpadem eurozonu) jest daleko posuniętym ekstremizmem”

    Walenie w dyskutanta słowem-cepem „ekstremizm” jest żałosnym chwytem retorycznym, podobnie jak przeinaczanie jego argumentów, by łatwiej było je obalić. Dla twojej wiadomości: nie obarczyłem Belgii odpowiedzialnością za trwanie greckiego kryzysu, stwierdziłem jedynie, że belgijska prezydencja nie rozwiązała tego problemu, co jest prawdą i co nie potwierdza twojej tezy, że Belgia „efektywnie reagowała na europejskie kryzysy”. Nie jest to zarzutem wobec Belgii, ponieważ nie miała ona instrumentów, które pozwalałyby jej na takie kryzysy reagować. Prezydencja nie jest takim instrumentem, z całą pewnością nie po traktacie lizbońskim i to próbuję ci wytłumaczyć.

    „W podanym przeze mnie linku są one analizowane”

    W którym, jeśli można wiedzieć? W tym, w którym Belgowie chwalą się postępami w negocjacjach z Chorwacją? Swoją drogą ta Chorwacja to potwierdzenie tezy, że sukces ma wielu ojców, bo jej wejście do Unii za swój sukces zdążyły uznać już Belgia, Węgry i Polska 🙂

  22. JPoszepszyński mówi:

    Do Ja.Nie będę się upierał,że Astoria
    jest mistrzem i guru.Pokazał tylko że Polska ma szansę wykorzystania
    prezydencji dla dobra własnego i Unii.Jak będzie czas pokaże.Mówienie że się nie uda, czy też marginalizacja jej działań, to przepowiednia negatywna i typowo polskie jojczenie.
    Według Ciebie prezydencja, nie ma znaczenia,a według mnie ma.Jak duże to się okaże.
    Szacunek.

  23. von Judenstein mówi:

    Komentarz usunięty. [1]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.