8
„Z Wileńszczyzny rodem”

image-29973
Jest to wyjątkowe wydanie. Wydanie, będące hołdem dla tych, którzy są i działają oraz dla tych, którzy na zawsze odeszli. Odeszli, mając stale w pamięci Tę, „co w Ostrej Świeci Bramie”, te kręte zaułki Starówki Wileńskiej, te podwileńskie okolice dla nich najwspanialsze i najpiękniejsze.

Ziemię tę opuścili w większości nie z własnej woli. Wielu myślało, że po czasie powróci. Niestety, tysiące ich znalazły się w więzieniach, łagrach, na zsyłce, przeżyli masowe deportacje na bezkresną syberyjską i kazachską ziemię. Walczyli w oddziałach partyzanckich, w polskiej armii dowodzonej przez generała Andersa oraz w Ludowym Wojsku Polskim. A po wojnie opuścili na zawsze swą Ojczyznę i przyjechali na Warmię i Mazury, krainę potwornie zniszczoną, by na nowo zorganizować tu życie.

To oni wydrukowali pierwszą polską gazetę w Olsztynie, zorganizowali teatr, radio. Nie mogło ich zabraknąć, gdy powstawały w Olsztynie szkoły wyższe — Wyższa Szkoła Rolnicza, Wyższa Szkoła Nauczycielska, Seminarium Duchowne i wreszcie Uniwersytet Warmińsko-Mazurski.

Kresowiacy. Ileż trzeba byłoby napisać książek, nakręcić filmów, by ukazać to, co przeszli, jak przeżyli, jak wytrwali i ile zrobili dla dobra Polski i dla nas, wilniuków, którzy tu po tej stronie zostaliśmy.

Dlatego każda inicjatywa upamiętnienia ich czynów cieszy, bo na pewno nigdy obecne pokolenie nie potrafi oddać dla nich długu wdzięczności za ich postawę patriotyczną, za to bezgraniczne umiłowanie swej ziemi, za pamięć dla swych rodaków, za niesienie im pomocy.

I dlatego tak cieszy, jeszcze pachnąca farbą, edycja pt.„Z Wileńszczyzny rodem”, która się ukazała ostatnio w Olsztynie.

W podtytule widnieje: W związku z XX-leciem Towarzystwa Miłośników Wilna i Ziemi Wileńskiej Odział w Olsztynie w opracowaniu Zygfryda Gładkowskiego i Bolesława Pilarka.

To tak oficjalnie, ale doskonale wiemy, że każde nowo rodzące się poczynanie powinno mieć entuzjastę, zapaleńca, by to poczynanie do końca doprowadzić.

A kiedy piszę te słowa, mam na myśli prezesa Towarzystwa Miłośników Wilna i Ziemi Wileńskiej Zygfryda Gładkowskiego, z którym nie tylko takie samo nazwisko nosimy, ale jesteśmy złączeni więzami rodzinnymi, które, tak jak dla wielu bohaterów tej książki, zostały przerwane okresem repatriacji.

Ojciec Zygfryda — Alfons Gładkowski (spokrewniony z Konstancją Gładkowską, pierwszą miłością Fryderyka Chopina) oraz mama Bronisława z domu Gulbinowicz — początkowo nie chcieli swych stron rodzinnych (parafia i gmina Mejszagoła) opuszczać.

Ale Alfons doskonale wiedział, że jego, akowca, mogą zesłać do Kaługi. Długo się wahał, ale w sierpniu 1946 roku zdecydował się jednak na repatriację do Polski.

Rodzice niżej podpisanej, trzy razy składali dobytek swego życia i trzy razy rozpakowywali. Ostatecznie o tym, że pozostali zdecydował fakt moich narodzin. Zostaliśmy więc na Wileńszczyźnie, a oni w Polsce.

Granica rozdzieliła nas na wiele lat, a ja, faktycznie nawet nie widziałam nic o  ich istnieniu. I tylko dzięki Kaziukom, które „Kurier Wileński” zaczął  organizować w Lidzbarku Warmińskim przed z górą dwudziestu laty, a później w innych miastach w tym w Olsztynie odnaleźliśmy się powtórnie. Zbrataliśmy się nie tylko my, ale też nasze całe rodziny. A jak mogło i być inaczej, jeżeli jego żona, Grażyna, z pochodzenia pomorzanka, nie mniej chyba jak Zygfryd kocha Wilno i Wileńszczyznę.

Takich historii jak nasza można zapewne wiele innych wymienić, ale wróćmy do losów ludzi, którzy są bohaterami tego unikalnego wydania.

Z wieloma wywiady przeprowadził niestrudzony dziennikarz i kronikarz życia Kortowa i Olsztyna Bolesław Pilarek, wspierany właśnie przez energicznego prezesa Zygfryda Gładkowskiego, którego stać i na spotkania, i na zebrania, i na konferencje, i na przyjazdy do Wilna.  Czy to ze sztandarami dla polskich szkół, które ich Towarzystwo wiele ufundowało, czy to dla oddania hołdu tysiącom Polaków w Ponarach, z okazji 71. rocznicy wybuchu II wojny światowej.

Działalność Towarzystwa w ciągu XX lat — to osobny temat, temat bezgraniczny, temat bardzo głęboki. I mimo że przeszło lat już ponad dwadzieścia, że już kilka lat nie ma wśród nich pierwszego i niezapomnianego Prezesa — profesora  Zbigniewa Jabłonowskiego, jak też wielu innych — nadal nie tylko działają, ale stale tę działalność wzbogacają.  Chociażby przez wydanie tak cennych edycji, jak ta.

W słowie wstępnym do tego wydania Jacek Protas, marszałek Województwa Warmińsko-Mazurskiego m. in. Napisał: „Melodia Roty Feliksa Nowowiejskiego, wybitnego Warmiaka i kompozytora, rozbrzmiewała niegdyś nad placami i ulicami Wilna jako symbol odzyskanej wolności. Dziś świadectwem związku Warmii i Mazur z Wileńszczyzną jest działalność Towarzystwa Miłośników Wilna i Ziemi Wileńskiej”.

Wykaz byłych i obecnych członków Towarzystwa liczy 599 osób.

Niestety, nawet tak pokaźna edycja, jak „Z Wileńszczyzny rodem” zdołała pomieścić nieliczne losy. Ale jakże wzruszające, jakże bliskie i takie rodzinne.  Niby każdy los inny, a tak bardzo podobny, spięty tym trudnym okresem wojny, lat powojennych i tą tęsknotą za porzuconymi stronami, której nigdy nie potrafili się wyzbyć. Dlatego we wszystkich tych wspomnieniach jawi się rodzinny dom, miasto, wieś jako bajeczna kraina dzieciństwa i lat młodości.  Oraz ich zmagania i przeżycia, których musieli doświadczyć w latach powojennych na różnych niwach działalności. Bo członkami Towarzystwa byli i są ludzie bardzo różni zawodowo — duchowni, naukowcy, lekarze…

Osobne miejsce w książce zajmują wspomnienia o profesorze Zbigniewie Jabłonowskim, pierwszym prezesie Towarzystwa i prezesie olsztyńskiego oddziału „Wspólnoty Polskiej” pt. „Korzenie i życie dziadka Zbyszka” napisane niezwykle ciepło przez jego wnuczkę Agatę Gromadzińską. Wielu wilniuków, w tym też niżej podpisana znaliśmy doskonale profesora nie tylko jako naukowca, działacza społecznego, ale i świetnego dowcipnisia, który każde spotkanie potrafił umilić, nadać mu niezapomniany koloryt.

Nie są to jedyne wspomnienia zawarte w tej edycji napisane przez wnuczkę. O wielu bohaterach piszą synowie, córki.

Oczywiście jest wielki żal, że wielu ludzi nie zdążyło tego zrobić za życia, z drugiej zaś strony jest ogromna radość, że te tak cenne wspomnienia nie poszły  w niepamięć i jest to bodajże największa zasługa tego wydania.

Jest to skromny anons tej niezwykle cennej edycji — edycji losów, działalności ludzi, którzy stale nieśli i niosą pomoc dla swych stron, które przed laty zmuszeni byli porzucić, ale nie potrafili o nich zapomnieć.

Dziennikarka wileńska Krystyna Adamowicz w artykule „Powroty hojnymi darami wspierane” pisze m. in. o tym, ileż przed laty musieli zabiegać w urzędzie celnym — wtedy jeszcze podwójnym — litewskim i sowieckim, by transport z darami dla polskich szkół dotarł.

Przytoczyłam jeden jedyny przykład z ich działalności. Nigdy się nią nie chwalili — pomagali i działali, i nadal to robią w myśl zasady, której hołduje aktualny prezes Towarzystwa, że „Człowiek jest tyle wart, ile może pomóc innym”.

8 odpowiedzi to „Z Wileńszczyzny rodem”

  1. tomasz mówi:

    No to trzeba kupić. Nie ma co. I Wilno i Olsztyn są mi bliskie i coś tak czuję że o wielu znajomych z Olsztyna sobie poczytam.

  2. Adam81w mówi:

    Dobrze, że takie książki wychodzą.

  3. Bibi mówi:

    Brawo

  4. Czesław mówi:

    Jestem dumny z tego, że mój ojciec wyzwalał Wilno , wyganiał Niemców ze swej stolicy. To , że przyszło mu za walkę z faszyzmem odpokutować w sowieckich łagrach, a następnie szukać schronienia nie w rodzinnym domu , który mu odebrano lecz na poniemieckich ziemiach to już robota szatanów. Modlę się dziś za wyzwolicieli Wilna biorących udział w Operacji Ostra Brama.

  5. Jurgis mówi:

    Do Pani Redaktor H.Gładkowskiej
    prosimy podać kto wydał książkę,cenę ,gdzie ją można kupić i jaki ma ISBN
    Tak na marginesie bardzo nie podoba mi się nazwa Towarzystwo „Miłośników..”
    bo nie odzwierciedla ludzi wypędzonych,uchodźców lub emigrantów a tęskniących za swoim krajem.
    Tak zresztą jak utarte słowo „repatrianci”- sugerujące powrót do ojczyzny zamiast wypędzeń. Wolałbym już ekspatriantci jako wyrzuceni z ojczyzny.Patrz Edmunt Małachowicz Wolno ISBN 83-7085-183-7 i Longin Tomaszewski Wileńszczyzna lat wojny i okupacji 1939-1945 ISBN83-87893-49-8

  6. Zbyś mówi:

    Gdzie mozna zamówić,kupić książkę?

  7. ben mówi:

    Do Zbyś:
    Wysyłkowo w Wydawnictwie Retman W. Mierzwy z Dąbrówna. Bez kłopotu.
    http://www.mojabibliotekamazurska.pl/biblioteka/am/?strona=katalog&litera=Z&akcja=listuj&dzial=Inne&kategoria=Ksiazka. Chyba najtaniej.

  8. ben mówi:

    Do 5:
    Cżęść z nich to rzeczywiście deportowani, część zaś (i to znaczna) to repatrianci.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.