5
„Wileńszczyzna” w ich życiu: tancerka Kornelia Wołkowa

Kornelia ze swoim partnerem Markiem podczas festynu „Kwiaty Polskie” w Niemenczynie Fot. Marian Paluszkiewicz

„To babcia Janina swoim przykładem pokazała mi, jak trzeba szanować strój ludowy, zaraziła miłością do tańca i nauczyła kochać wszystko, co jest polskie — wspomina Kornelia Wołkowa, opowiadając o swojej 17-letniej przyjaźni z tańcem ludowym oraz „Wileńszczyźnie”, którą już wkrótce z ogromnym smutkiem w sercu będzie musiała pożegnać.

Obecnie Kornelia Wołkowa jest absolwentką Zarządzania Komunikacją Uniwersytetu Wileńskiego, kierowniczką projektów w centrum kontaktów „Telenordi”, organizatorką imprez w Domu Kultury w Niemenczynie oraz — co ją szczególnie napawa dumą — tancerką reprezentacyjnego zespołu pieśni i tańca „Wileńszczyzna”.

W sercu natomiast to ta sama pełna entuzjazmu i „będąca wszędzie, gdzie trzeba” dziewczynka, która wchodziła na krzesło i „koncertowała”.

— Z babcią śpiewałyśmy, tańczyłyśmy. Do dzisiaj zachowałam jej zdjęcie w stroju ludowym, o którym tak wiele z miłością opowiadała i który między innymi bardzo szanowała. We wsi nikt nie miał strojów ludowych oprócz niej. Nie należała do żadnego zespołu. Po prostu je lubiła. Swój, wyprasowany i dopatrzony, zakładała jedynie na fest. To właśnie ona nauczyła mnie kochać taniec ludowy — z nostalgią o długich rozmowach z babcią opowiada Kornelia.

Jeszcze będąc dzieckiem, ciekawiła się i tańcem, i muzyką, i harcerstwem, i Bóg tylko wie jeszcze czym. Nawet będąc jednocześnie w wielu miejscach, nie mogłaby wszystkiego ogarnąć. Od pierwszych lat w Niemenczyńskiej Szkole Średniej nr 1., obecnie Gimnazjum im. Konstantego Parczewskiego, brała udział niemal we wszystkich zajęciach pozalekcyjnych. A więc rodziców nie zaskoczyła też jej chęć tańczenia.

Kiedy będąc uczennicą drugiej klasy, usłyszała z ust choreografa „Jutrzenki” Leokadii Klukowskiej, że jest jeszcze za mała, aby tańczyć w zespole, jej marzeniem stało się „jak najszybciej podrosnąć”. Chciała już w następnym roku założyć strój ludowy i wystąpić na scenie przed dużą publicznością.
Rok przeleciał w mgnieniu oka tak, jak kolejne dziesięć w zespole „Jutrzenka”.  Kiedy jej rówieśnicy zaczynali już tańczyć w „Wileńszczyźnie”, Kornelia wciąż była za niska…

— Oczywiście, przyszedł i na mnie czas. Swój pierwszy koncert w „Wileńszczyźnie” pamiętam tak, jakby to było wczoraj. Był to festyn „Polskie Kwiaty”.  Wtedy wykonywaliśmy taniec łękowy — wspomina.

Wkrótce dla Kornelii dobrano stałego partnera. Z Markiem Widuto w rytmie oberków, poleczek i wiele innych tańców przetańczyli wszystkie wspólne lata w zespole.

— Jeden, twa, trzy… Dziesięć… Siedemnaście.  Aż nie chce się wierzyć, że dla tańca ludowego w dziecięcym zespole „Jutrzenka” poświęciłam dziesięć lat, a po tym, jak puściłam korzenie w „Wileńszczyźnie” minęło kolejne siedem — wyliczając na palcach, wyjaśnia Kornelia.

We wrześniu „Wileńszczyzna” będzie obchodziła swoje 30-lecie. Na sali wileńskiego Teatru Opery i Baletu wystąpią wszystkie pokolenia zespołu. Na razie trudno jest powiedzieć, ile ogółem par tego dnia nas zaczaruje tańcem ludowym, wiadome jest, że wśród cieszących się jubileuszem tancerzy będzie też Kornelia pogrążona w smutku z powodu rozstania się z zespołem.

— Zdecydowałam się na studia magisterskie w Uniwersytecie w Aalborgu. A więc już w sierpniu wyjeżdżam do Danii. Na krótko wrócę jedynie po to, aby wziąć udział w jubileuszowym koncercie. W Danii studia są bezpłatne. Język angielski znam dostatecznie, a więc pracę chociaż dorywczą znajdę. Większość moich przyjaciół wyjechało za granicę w poszukiwaniu lepszego życia. Spróbuję też i ja — oznajmia Kornelia.

Oczywiste jest, że rozstanie z „Wileńszczyzną” będzie bolesne. Przecież, jak powiedziała Kornelia, zespół dał jej tak wiele, co najważniejsze, dał taniec oraz ludzi.

— Czy będzie to „żegnaj” czy raczej „do widzenia”, okaże się po 2 latach studiów. Że rozstanie będzie smutne i bolesne to fakt. Bo przecież są takie osoby, które raz poznane w zespole, na zawsze zostaną zapamiętane.  Przez te wszystkie lata żyliśmy jak jedna duża rodzina. Ile „wspólnych” wesel i chrzcin przetańczonych! Radość jednego z tancerzy jest radością całego zespołu, tak samo jest ze wspólnymi biedami. Tyle było głupich sytuacji i śmiesznych do łez chwil. Wszystko to przeżywaliśmy razem — smutnie uśmiecha się tancerka.

Kornelia w myślach przebiegła po chwilach najbardziej zapisanych w pamięci. W ciszy uśmiechnęła się.

— Jeżeli pamięć mnie nie zawodzi, był to festyn „Polskie Kwiaty”. Z Markiem w centrum tańczyliśmy oberka, czyli dla widowni byliśmy jak na dłoni. Wtem straciłam doczepiany warkocz. Ja tańczę, a on leży pod moimi nogami! Ktoś z widzów śmiał się z całego serca tak podobnie, jak ja z całego serca po koncercie płakałam. Byłam tak przygnębiona, że nie docierały do mnie żadne słowa pocieszenia — opowiada Kornelia.

— Pocieszenie jednak „znalazło się” następnego dnia. Pani Lonia na próbę przybiegła z wydaniem „Kuriera” w ręku, na którego pierwszej stronie było zdjęcie, gdzie w centrum byliśmy my z Markiem i co najważniejsze — jeszcze byłam z warkoczem! — śmieje się tancerka.

— Taniec i ludzie. Ludzie i taniec. Będzie mi tego brakować, a szczególnie tej satysfakcji, dumy, radości i „wielkości”, kiedy widownia na stojąco z gromkimi brawami, nieraz ze łzami zachwytu i zadowolenia dziękuje „Wileńszczyźnie” za każdy występ — dodaje Kornelia.

5 odpowiedzi to „Wileńszczyzna” w ich życiu: tancerka Kornelia Wołkowa

  1. Astoria mówi:

    Nie mam nic przeciw czyjejś pasji do tańca i przebierania się w kolorowe stroje. Ale pozwolę sobie zauważyć, że to, czym się zajmuje “Wileńszczyzna”, “Mazowsze””Śląsk” i dziesiątki innych zespołów tzw. folklorystycznych ma niewiele wspólnego z rzeczywistym folklorem – czyli kulturą ludową, sięgającą wstecz setki i tysiące lat. To, co “Wileńszczyzna” “odtwarza”, a “Kurier” wydaje się promować jako kulturę polską, nie jest folklorem, ani polskim ani jakimkolwiek innym, ale sztucznym folkloryzmem – wymyślonym przez komunistycznych działaczy od kultury w Związku Razieckim, PRL i innych krajach demokracji ludowych w latach 50. ub. w.

    Stroje tzw. ludowe pojawiły się w Europie dopiero pod koniec XIX w., jako niedzielna moda bogacącego się chłopstwa. Moda taka sama, jak mini czy maxi w latach 70. ub. w. Zamożniejsi chłopi pod koniec XIX w., chcąc się przystroić na mszę i odróżnich od chłopów z innego regionu, wpinali sobie cekiny albo muszelki a to w surdut, a to w czapkę, zakładali buty z cholewami, małpując szlachtę, która wcześniej wpinała sobie kogucie pióro w czapę, nosiła jakieś surduty czy inne przyodziewki w stylu tureckim i buty z cholewami pomalowane na czerwono albo żółto. Znaczy się, chłopi pokazywali, że się emancypują i cywilizują. Zmyliło to niektórych początkujących wówczas w branży etnografów, którzy uznali, że te przyodziewki regionalne sięgają Polski być może piastowskiej.

    Polecam krótki ale rzeczowy artykuł w Wikipedii:

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Folkloryzm

    Podobnie z muzyką – tymi wszystkimi oberkami, kujawiakami, polkami. Grały je najczęściej kapele żydowskie i cygańskie. Jak to bywa z kapelami, jedne grały tak, a inne inaczej. Tak jak później Bitlesi grali inaczej od The Doors. Chopin słuchał takich kapel i ich muzykę aranżował na fortepian. Uznane to potem zostało za ludową muzykę regionalną Polaków. Polonez ma tylko długie tradycje szlacheckie. Polka to pozorowany na ludowy taniec z Czech, popularny w Chicago jako polski. Kujawiaki, oberki i inne podskakiwane to raczej kompletny wymysł współczesny. Górale zaczęli grać muzykę góralską pod koniec XIX w., kiedy staniały skrzypce, na których zresztą pitolili kompletnie bez pojęcia, tworząc przez to swój oryginalny styl muzyczny. Moja żona go uwielbia, mnie przechodzą ciarki po plecach. Wolę Bacha, Niemca, zresztą.

  2. G mówi:

    Kornelio, zuch!
    A co sie tyczy komentarza Astorii to powiem, ze co to ma wspolnego z tym co bylo pisane o Kornelii???

  3. ja mówi:

    Aie tutai w tancu jest JEZYK POLSKI chociaz w komentazach sa rozne narodowosci tylko nie poliacy.A szkoda a takie to PIEKNO.

  4. pani mówi:

    Astorio przesadzasz w inną stronę. Wikipedia nie jest absolutnym autorytetem.Też swoisty folkloryzma. Szopen bodaj że działął (słuchał chłopskich muzykowań w poł. XIXw. Chyba jako duch to i pod koniec XIX i pod koniec XX w i na pocz. XXI wieków. A mistyka jest z tymi folkloryzmami. Ja podobnie jak twoja żona uwielbiam PRLowskich czasów Śląsk i wspołczesne folki góralskie co mi nie przeszkadza lubić Bacha nad Mocarta, jaz nad pop … a J.Dona i Norwida nad Mickiewicza. Nie pluj na ten wileński folkloryzm. Tu w LR jak był i LTSR odmianlokalnych folkloryzmów jest tak dużo że masz ich dość tak jak i hollywoodskiej masproduktion. Nie lubię niczym się przesycać. Lecz tańce i śpiewy dla uczestników to lepszy sposób na aktywności fizyczne i mentalne niż otępiające treningi w komercyjnych sport club’s/ach …

  5. Kmicic mówi:

    do Pani:
    Pięknie ,że kiedyś Pan Korkuć zaszalał współtworząc w każdej polskiej wioseczce zespół folk.Miało to wtedy ogromne znaczenie w zachowaniu tożsamości narodowej polskiej społeczności.I tak już weszło to w zwyczaj ,że każde polskie dziecko, dziewczyna ,chłopak tańczy i śpiewa w zespole kultywującym polskie tradycje.To prawdziwe wychowanie budujące nie tylko związek z kulturą ojczystą,ale też sposób na rozwój osobowości, wdzięku i sprawności fizycznej.
    To wspaniałe,że młodzież garnie się do mazurów i polonezów ,a wystarczy spotkać dwie-trzy Polki by móc wysłuchać np. Wileńszczyzny na kilka głosów.
    Umuzykalnienie i utaniecznienie ludności Wileńszczyzny jest skarbem.Stąd się rodzą póżniejsze talenty takie jak np. Ewelina Saszenko. A jak Wilnianki potrafią się poruszać!
    Amerykańskie dziewczyny to przy nich babo-chłopy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.