10
S. Mirosława Kozioł: „Zawsze będę ambasadorem Polaków litewskich”

image-30770

"Świętość nie musi być nudna — rozradowana festiwalowa młodzież jest tego świadectwem" Fot. Alina Sobolewska

W ubiegłą niedzielę parafia pw. Zwiastowania NMP w Landwarowie żegnała po 15 latach pracy na Litwie siostrę zakonną Mirosławę Kozioł ze Zgromadzenia Sióstr Najświętszego Imienia Jezus. Żegnano katechetkę i przyjaciela, który zostawia po sobie wiele pięknych tradycji, imprez i inicjatyw nie tylko religijnych, ale zawsze zgodnych z wiarą i nauką Kościoła.


— Wyjeżdżam, bo na mnie już czas… – mówiła wzruszona na spotkaniu z „Kurierem”, z pokorą i radością przyjmując decyzję Zgromadzenia, że wraca do rodzinnych stron, do Zamościa.

Spotkałyśmy się z siostrą w sobotę, w przeddzień uroczystej mszy, którą na jej cześć przygotowali parafianie — dzieci, młodzież, rodzice, seniorzy. Dla każdej z tych wymienionych grup przez 15 lat była o wiele więcej niż siostrą zakonną, nauczycielką religii czy inicjatorką i pomysłodawczynią spotkań, konkursów, pielgrzymek, Parafiady czy Cecyliady. Była człowiekiem, który nie oszczędzał się, pracował bez liczenia godzin. Dla wielu młodych ludzi stał się przykładem ofiarnego służenia Bogu, świadectwem głębokiej wiary oraz osobą posiadającą wyjątkowe zdolności organizatorskie i dyplomatyczne. Jak nikt inny potrafiła jednoczyć i integrować ludzi różnego wieku, zdolności i charakteru. Pokochała Litwę i ludzi tu mieszkających, zjednała wielu ludzi poza granicami Litwy, których przekonała, że Polacy na Litwie potrzebują pomocy i tę pomoc potrafiła wykorzystać na rozwój duchowy, umocnienie wiary i poznanie świata.

— Polacy w Polsce, a też w innych krajach nie zawsze są świadomi trudnej sytuacji Polaków na Litwie. Gdy przed 15 laty tu przyjechałam, nie byłam na to przygotowana. Zawsze będę ambasadorem mieszkających na Litwie Polaków, wiem, czym jest Wschód, potrafię mówić o sprawach trudnych, rozumiem, jak można pomóc ludziom ich nie raniąc, umieć im współczuć i w miarę swych możliwości pomóc. Będę reprezentowała i broniła intereów społeczności polskiej na Litwie — mówiła s. Mirosława Kozioł, dzięki której aktywnej działalności parafia w Landwarowie rozpoczęła inne życie.

Jeszcze do niedawna dla wielu z nas posługa siostry zakonnej w Kościele kojarzyła się głównie z katechezą czy pracą organizacyjną przy parafii. Siostra Mirosława była przykładem, że jak wiele rzeczy można robić jednocześnie, jak dużo istnieje atrakcyjnych i bliskich młodzieży sposobów wejścia Kościoła z Dobrą Nowiną w coraz to nowe obszary ludzkiego życia.

Siostra ze wzruszeniem wspomina pierwsze lata, gdy przybyła na Litwę i trafiła do parafii Starych Trok i Rykont.

— Byłam zaskoczona otwartością ludzi, ich życzliwością i bezwarunkowym wsparciem każdej mojej inicjatywy. Chodziłam na piechotę do Rykont i nie czułam żadnego zmęczenia. Byłam tak szczęśliwa, że mogę w jakiś sposób pomóc tym ludziom. Robiłam w tych parafiach to, czego nie robiłam w Polsce, dla przykładu — takie chodzenie z kogucikiem na Wielkanoc. Organizacja i przygotowanie dzieci do Pierwszej Komunii — to również były moje obowiązki. Jednak w Polsce pracowałam przeważnie z młodzieżą i nie miałam doświadczenia w tej dziedzinie. Nie przyznałam się wówczas, że nie pracowałam z młodszymi dziećmi, że nie potrafię tworzyć dekoracji czy układać wiązanek. Jeździłam po kościołach wileńskich, podpatrywałam, jak robią to inni, byłam w kontakcie z siostrami z Polski. Tak bardzo bałam się, że mnie nie zechcą, że wyrzucą, a całym sercem chciałam tu zostać! — dzieli się swymi wspomnieniami siostra zakonna.

Siostra Mirosława nawet dziś ze łzami w oczach przypomina choinkę noworoczną w Rykontach. Przygotowania, oczekiwania na Świętego Mikołaja. I oto najważniejszy, długo oczekiwany moment. Czas rozdania prezentów. Dzieci z litewskich klas otrzymują drobne upominki i słodycze, a z polskich — nie. Płakała wówczas razem z dziećmi, gdyby wiedziała, sama kupiłaby prezenty… Najzwyczajniej nie pomyślała, że coś takiego w polsko-litewskiej szkole może się wydarzyć.

— Na początku swej pracy w rejonie trockim nie widziałam żadnych negatywnych stron bycia tu, na Litwie. Zaskoczona i zmotywowana serdecznością i otwartością ludzi nie zauważałam żadnych problemów. Dopiero potem, gdy przybyłam do parafii w Landwarowie i gdy po kilku miesiącach — z powodu braku politycznych uzgodnień — wyrzucono mnie z polskiej szkoły, był kubeł zimnej wody. A który przyjęłam z pokorą… — mówi s. Mirosława.

Na początku była zdenerwowana taką sytuacją. Często była świadkiem dziejącej się tu niesprawiedliwości, dyskryminacji. Nie rozumiała, dlaczego Polacy tu mieszkający nic z tym nie robią. Nie rozumiała ich pokory i milczenia. Żal i współczucie oraz ogromna chęć pomocy przede wszystkim dzieciom, aby nie czuły się gorsze, dodawały sił, a Bóg sprawiał, że miała coraz ciekawsze i ambitniejsze pomysły, które dzięki pomocy finansowej innych ludzi — z Polski przede wszystkim i innych krajów — realizowała.

— Z Boską pomocą życie parafii stawało się coraz aktywniejsze. Jestem wdzięczna Bogu i ludziom, proboszczom parafii w Landwarowie, szczególnie księdzu Mirosławowi Grabowskiemu, który mi zaufał — choć nie znając mnie — gdy rozpoczynaliśmy realizację różnych inicjatyw. Tworzenie grup parafialnych, spotkań młodzieżowych, organizacja jasełek, rekolekcji, pielgrzymek. Najpierw organizowaliśmy międzyparafialne zawody sportowe, które po kilku latach przekształciły się w Parafiadę Archidiecezji Wileńskiej. Potem były konkursy wiedzy religijnej. Cecyliada — Festiwal Piosenki Religijnej w Landwarowie jest dziś świętem ludzi młodych, świadectwem działalności młodzieży różnych parafii. Świętość nie musi być nudna — rozradowana festiwalowa młodzież jest tego świadectwem. Potem powstał Klub Parafialny „PAX”, który swą działalność rozpoczął od organizacji parafialnego święta rodzinnego „Familiady”, a jako podmiot prawny mógł ubiegać się o różnego rodzaju wsparcie organizacji litewskich… — siostra przerywa. Gdyby wymieniała wszystkie inicjatywy, wyjazdy, pomysły, które realizowała wspólnie z parafianami w ciągu 15 lat posługi na Ziemi Trockiej zabrakłoby wszystkich stron dziennika.

Podstawowym problemem młodzieży nie tylko zresztą na terytorium parafii w Landwarowie, zdaniem siostry, jest brak umiejętności oraz warunków do pożytecznego wykorzystania wolnego czasu. Stąd wielu z nich wybiera drogę „rozrywek ulicznych” — narkotyki, pijaństwo, bijatyki, a nawet sekty albo bezcelowe trwanie przy telewizorze czy grach komputerowych. Sporo młodych ludzi dorasta w rodzinach niepełnych, gdzie problemem jest alkoholizm, trudne warunki socjalne i materialne. Okazywanie serca, miłości czy pomocnej dłoni sprawia, że młodzież chętnie bierze udział w różnych projektach, imprezach czy innych ambitnych formach kształtowania swojej osobowości.

— Kościół na Litwie, w byłym kraju komunistycznym, był miejscem, do którego przychodzono kilka razy do roku. Spowiedź na Wielkanoc czy Boże Narodzenie, czasami przychodzono odmówić różaniec. O tym, że kościół może być również miejscem spotkań, wspólnych przeżyć i świadectw, wzajemnej pomocy i różnego rodzaju duchowej działalności, ludzie nawet nie podejrzewali. Dziś jest inaczej, wszyscy się znamy, witamy, mamy wspólne doświadczenie, swoje tradycje. Wspomnienia z wyjazdów i pielgrzymek, swoją modlitwę — Nowennę do Matki Boski Nieustającej Pomocy, która jest odmawiana w każdą środę już 11 lat — dzieli się swymi rozważaniami siostra.

Zdaniem rozmówczyni, dziś współczesny świat oczekuje nie tyle osób, które w jakiś sposób wierzą w Chrystusa, a raczej autentycznych świadków, którzy mogą powiedzieć — „Widzieliśmy Pana!”. Dlatego bardzo ważne jest, gdy grupy parafialne, dziecięcy teatrzyk, grupy modlitewne prowadzą dziś ludzie młodzi, którzy na swój sposób doświadczyli łaski Chrystusa.

— Nie zrobiłabym niczego sama — broni się przed podziękowaniami i pochwałami siostra Mirosława. Księża, dzieci, młodzież, rodzice, seniorzy — tylko wspólnie, tylko razem potrafiliśmy tak wiele zrobić. Dziś są ogromne możliwości technologii nowoczesnych — internet jest bardzo pomocny. Sporo jest różnych scenariuszy, idei.  Nie można jednak odwzorowywać wszystkiego. Zawsze musimy szukać swoich dróg. W parafii w Landwarowie nasze ścieżki to sport, muzyka, teatr. Nasze nurty prowadzące. Bo nie chodzi tylko o to, aby wypełnić czas wolny, powygłupiać się na scenie, chodzi przede wszystkim o treść, którą pragniemy przekazać. A jest ona ponadczasowa, chrześcijańska, bardzo głęboka. Czasami jestem świadoma, że ta młodzież w wieku 15-17 lat podejmowała bardzo trudne zadania, które czasami przerastały ich możliwości i wymagały dojrzałości. Ale na nich dziś można liczyć — to ważne, ta postawa będzie liczyła się w życiu. Starałam się, aby wszystko to, co robiliśmy przy kościele, pomogło im żyć. Niestety, dla wielu z nas charakterystyczne jest spojrzenie negatywne, zło postrzegamy szybciej. Jednak młodzi ludzie mają prawo do popełnienia błędów, w taki sposób też uczą się życia — mówi s. Mirosława.

Jak sama twierdzi, nie wszystko zawsze było idealnie, umiała jednak zawsze dostrzec w każdym człowieku to, co jest najważniejsze, najlepsze. Po każdym wspólnym wyjeździe, wspólnym przedsięwzięciu w swoim gronie umieli mówić na różne, a czasami trudne tematy. Była świadkiem zmian na lepsze wielu młodych ludzi, umiała przekonać do swych racji, zrozumieć, przebaczyć.

Lata spędzone na Litwie są dla siostry bardzo ważne, jak twierdzi, tu wzbogaciła się duchowo, poznała wielu wspaniałych ludzi, do Polski wraca z pewnymi obawami, jak sobie poradzi. Wraca do parafii w Zamościu. Ze szkołą w Zamościu współpracuje Szkoła im. Henryka Sienkiewicza w Landwarowie. Więc na pewno kontakty się nie urwą.

Msza dziękczynna w parafii w Landwarowie, podzięka Bogu, że tu, przed 15 laty, przysłał siostrę, była wyjątkowo uroczysta.  Morze kwiatów, nikt nie kryje łez wzruszenia…

Po Mszy świętej — niespodzianka — spotkanie w „niby kawiarence”, taka podróż w czasie, wspólne wspomnienia, przeżycia. Siostra wykładając religię w szkole była również wychowawczynią, w tym roku jej klasa składała maturę. Wiele ciepłych słów, wspomnień, podziękowań, serdeczności. W ciągu 15 lat parafia wychowała trzech księży. Młodzi księża: Marek Butkiewicz, Robert Mojsiewicz i Aleksander Gajczauskas.

Są świadectwem tego, jak wiele dla nich dał Kościół, wiara, a dziś chcą dać też innym ludziom, szczególnie tym, poszukującym Boga w swoim życiu.
Dziś parafia, która w ubiegłą niedzielę żegnała siostrę zakonną stoi przed prawdziwym wyzwaniem. Tak wiele pomysłów, inicjatyw zostało powołane do życia. Stały się prawdziwym wydarzeniem nie tylko parafii, lecz całej Wileńszczyzny.

— Trzeba ufać Bogu i siać ziarno wiary, człowiek przejrzy i zrozumie prawdziwe wartości, każdy tylko potrzebuje na to swego określonego czasu. Czasem więcej, czasem mniej… – powiedziała na zakończenie siostra Mirosława Kozioł.

10 odpowiedzi to S. Mirosława Kozioł: „Zawsze będę ambasadorem Polaków litewskich”

  1. Kmicic mówi:

    Takich ludzi tu trzeba..

  2. Szmaukszta mówi:

    A proboszcz litvin jak nauczyłsia dobrze i ladnie mović po polsku.I jak ladnie pravi kazania, jak by kto posluchał to az za serce chvyta.V Polsce tak mszo nie odpraviajo jak v Lanvarovie.A dlia czytajoncych Polakov to napisza ze ten koscioł v Ladvarovie to ufudovał hrabia Tyszkiewicz.Kogo dzisiaj stać by choć kaplica ufundovać.

  3. pani mówi:

    >2.Szmaukszto, znów prawdę prawisz: „….Kogo dzisiaj stać by choć kaplica ufundovać…” Po kosciołach wileńskich za każdym wejściem zawsze tak myślę.

  4. czarek mówi:

    ” rozumie jak mozna pomoc ludzia i ich nie ranic”- piekne i madre slowa p.Miroslawy . Do takich wnioskow dochodzi osoba ktora jest dobrym obserwatorem i jednoczesnie ma dobre serce .Szkoda ze opuszcza Wilenszczyzne teraz kiedy tak duzo o niej wie .

  5. Jurgis mówi:

    Szkoda że tak niewielu ludzi może poznać prawdziwy, realny obraz sytuacji na Wileńszczyźnie ,tak jak
    doświadczyła i odczuła to Siostra Mirosława.

  6. józef III mówi:

    Szczęść Boże !
    PS. na Białorusi siostry zakonne z Polski (sic) nauczają religii wyłącznie po białorusku (nawet w Iwieńcu !) i są przekonane,że czynia słusznie.

  7. Zbyś mówi:

    Siostra Mirosława.Szybko wracaj na Wilenszczyznę.Tam Ciebie potrzeba

  8. Szmaukszta mówi:

    Zbyś v Litvie potszeba takich liudzi z Polski jak ten Kulczyk spiniondzami zeb dał praca liudziam zeb otkrył jaka firma i tam sprovadził tych co bląkajo sie bes pracy.Modlitva vazna kazdemu czloviekovi ale bez piniendzy bes chlieba co czloviek vart?

  9. Zbyś mówi:

    Szmaukszta.to prawda co piszesz,ale w zyciu są dobrzy i żli.więcej nam potrzeba dobrych.

  10. Jurgis mówi:

    Myślę że siostra Mirosława powinna otrzymać zaproszenie do gremiów zastanawiających się nad poprawą stosunków litewsko-polskich i wysłuchać jej głosu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.