18
Kryzys — to dla plebsu, a dla władz — jak zawsze

W pierwszym półroczu tego roku najhojniejsi dla siebie byli współpracownicy prezydent Dali Grybauskaitė Fot. Marian Paluszkiewicz

Podczas gdy statystyki wykazują niebezpieczną tendencję szerzenia się strefy wykluczenia społecznego, a poza progiem nędzy znajduje się coraz to więcej obywateli, urzędnicy będący u władzy nie mogą czuć się pokrzywdzeni przez kryzys.

Jak wynika z ustaleń dziennika „Lietuvos žinios”, urzędnicy w pełni korzystając z możliwości doliczenia sobie dodatków do podstawowego wynagrodzenia. W pierwszym półroczu tego roku najhojniejsi dla siebie byli współpracownicy prezydent Dali Grybauskaitė. Od stycznia do czerwca wypłacono im ponad 185 tys. litów z tytułu dodatków do wynagrodzenia, głównie za (sic!) dodatkowe obowiązki podczas wykonywania pracy. Tymczasem, w ciągu pierwszego półrocza urzędnikom Sejmu, Rady Ministrów i Urzędu Prezydenckiego wypłacono w sumie około 300 tys. Lt z tytułu dodatków za dodatkową pracę, wysługę lat i za posiadaną kategorię urzędniczą.

Jak wynika z naszych obliczeń, najbardziej musieli być zapracowani pracownicy Urzędu Prezydenta, którzy każdy dorobił sobie do podstawowego wynagrodzenia nieco ponad 5 tys. litów w ciągu 6 miesięcy, czyli średnio co miesiąc prawie jedną średnio krajową brutto — 836 litów. Pomijając to, że ileż to trzeba mieć wolnego czasu, żeby dodatkowo w pracy wyrobić prawie jeszcze jeden etat, należy zauważyć, że w innych kancelariach państwowych urzędnicy mieli albo mniej czasu, albo mniej pracy do zrobienia.

Jak podaje „Lž”, urzędnicy kancelarii premiera w ciągu półrocza dodatkowo zarobili tylko około 100 tys. litów, chociaż w kancelarii premiera jest kilkadziesiąt etatów więcej niż w kancelarii Urzędu Prezydenckiego.

Najmniej sobie doliczyli do wynagrodzenia (ale też jest ich najmniej) urzędnicy kancelarii Sejmu. W ciągu pierwszego półrocza  wzbogacili się o ok. 12,5 tys. Lt. Czyli, średnio wypracowywali co miesiąc po niespełna 300 litów powyżej wynagrodzenia.

Sytuacja, kiedy urzędnicy państwowi — zresztą zgodnie z prawem — otrzymują czasami znacznie więcej niż stanowi ich wynagrodzenie podstawowe, oburza opozycję. Wypomina ona premierowi Andriusowi Kubiliusowi, że po objęciu urzędu obiecał zreformować system wynagrodzeń urzędniczych, jednak w ciągu prawie trzech lat urzędowania nie spełnił swoich obietnic.

Jednak jeszcze bardziej nihilistycznie wygląda prezydent Dalia Grybauskaitė, która przed dwoma laty, zaraz po wygranych wyborach, zapewniała, że żadnych dodatków do wynagrodzeń jej urzędnicy nie będą otrzymywali. Wtedy też — jeszcze niezaprzysiężona prezydent — powiedziała, że jeśli nie zdążają wykonywać swoich obowiązków w godzinach pracy, to niech pracują po nocach.

Przeciwnicy Grybauskaitė wytknęli dla niej wtedy, że takie stanowisko jest sprzeczne z obowiązującą ustawą, że każda praca urzędnika, w tym też poza godzinami, musi być wynagradzana.

Również dziś Sejm i urzędy premiera i prezydent tłumaczą się, że dopłaty do wynagrodzeń są wypłacane, bo tak przewiduje ustawa. Tymczasem ani Sejm, ani premier, ani też prezydent nie wykazują inicjatywy, żeby zmienić prawo w tym zakresie. Bo, jak zauważa przewodnicząca sejmowego Komitetu Audytu, Loreta Graužinienė, ustawa, która dopuszcza, że dodatek do wynagrodzenia może stanowić aż 70 proc., nie tylko wypacza system wynagrodzenia urzędników, ale też wstrzymuje inicjatywę urzędników, którzy zdają sobie sprawę, że ich wynagrodzenie w dużym stopniu nie zależy od wyników wykonanej pracy, lecz od łaski zwierzchnika.

Tymczasem analitycy zauważają, że problemem każdej władzy jest to, że nie jest ona zainteresowana przeprowadzeniem reformy wynagrodzeń urzędniczych, bo reforma ta przede wszystkim uderzałaby w samych sprawujących władzę. Dlatego, zmiany w tym zakresie, są głównie prerogatywą każdej opozycji. Opozycja jednak, bez wsparcia rządzących, sama nie może cokolwiek tu zmienić.


ABRAKADABRA URZĘDNICZYCH WYNAGRODZEŃ

Podstawowe wynagrodzenie + dodatki + dopłaty + premie za nadgodziny, pracę w dni wolne i święta oraz dyżury.

Podstawowe wynagrodzenie urzędnika zależy od jednej z dwudziestu kategorii, do której jest zaliczane konkretne stanowisko. Dodatki stanowią za wysługę lat, kwalifikacje, rangę (służby mundurowe i dyplomatyczne).

Może być też wypłacany jednorazowy dodatek. Suma dodatków nie może jednak stanowić więcej niż 70 proc. od podstawowego wynagrodzenia. Do tej sumy nie wlicza się dodatku za wysługę lat. Te dodatki, jak i jednorazowe dopłaty są naliczane osobno i nie mogą w sumie stanowić więcej niż 30 proc. od wynagrodzenia podstawowego. Podsumowując, zgodnie z prawem, urzędnicy mają okazję zarobić w sumie dwa razy więcej niż zakłada ich wynagrodzenie podstawowe. I jak wynika z danych finansowych za I półrocze, urzędnicy Sejmu, rządu, a szczególnie prezydentury chętnie z tej okazji korzystają.

18 odpowiedzi to Kryzys — to dla plebsu, a dla władz — jak zawsze

  1. tomasz mówi:

    No tak. Pani Prezydent miała takie praktyki ukrócić a tymczasem: “W pierwszym półroczu tego roku najhojniejsi dla siebie byli współpracownicy prezydent Dali Grybauskaitė.”
    No ale czego to się nie gada w czasie kampanii wyborczej.

  2. pruss mówi:

    no i tak wlasnie wygladaja Igrzyska dla plebsu-marsze “Litwa dla Litwinow”,Obozy mlodziezowe twz.Baltow itd.Podrzucic ciemnocie temat zastepczy najlepiej z branzy “dumy narodowej”(watpliwej) a my napychamy sobie kieszenie.Tak trzymac o to wlasnie chodzi plebs dobry jesli chodzi o podatki…bo z czego Patrioci beda zyc?

  3. tomasz mówi:

    do pruss: Sami czyli wyborcy, sobie winni.

  4. tomasz mówi:

    Dodam jeszcze że naprawdę nie wiem czemu Pani Grybauskaite miała i ma wielu zwolenników wśród Polaków na Litwie. Dla mnie to kompletnie niezrozumiałe.

  5. zozen mówi:

    wśród dużej części Polaków (jak i w reszcie społeczeństwa) istnieje potrzeba ‘rządów silnej ręki’. Pani prezydent stara się na taką wyglądać. Od początku kadencji skupiła się na polityce wewnętrznej – i często tupie nóżką, rozkazuje różnym urzędom, wyrzuca ze stanowisk, co ludziom się podoba.
    Prowadzi też politykę zbliżenia z Rosją i Białorusią, co ludziom na Wileńszczyźnie, wychowanych na białoruskiej i rosyjskiej TV, bardzo bliskie.

  6. ben mówi:

    Widzę, że autor artykułu hołduje tezie, iż jedynie słusznym rozwiązaniem jest “zamiana ról” – pan lokajem a lokaj panem. Nie jest istotne zaś to, czy obecny model państwowy zakłada z zasady podział społeczeństwa na tych, którzy mają dostęp do publicznego “koryta” i resztę, która na to “koryto” łoży, zadowalając się ochłapami rzucanymi od czasu do czasu zza niego.
    Nie zmienia się tych przy korycie, ale zabiera się koryto! 🙂

  7. Z miasta Łodzi mówi:

    Norma chyba wszędzie…

    Rząd polski to taka sama gala boksu zawodowego. Obiecanki nie-cacanki przy rozpoczynającej się kampanii wyborczej i dywersja na linii partyjnego frontu.

    Politykom nigdy nie brakuje. Nawet nie chcę się domyślać ile oni dostaja miesięcznie. Śmieszy mnie jedynie fakt, iż (nie wiem jak poza Polską) w Polsce “polityk” to nawet nie jest zawód. Nie ma takiego zawodu. Czyli? Bezrobotni rządzą krajem? Taka jest teoria.

    Niesprawiedliwość “tu więcej, tam mniej” nie istnieje od dziś. Nie uważam aby trzeba było to komentować.

  8. Czytelnik mówi:

    A minimalne wynagrodzenie ani rusz,nie mowiac o MGL(minimalus gyvenimo lygis)-ktory od lat pozostaje niezmienny-130Lt.

  9. Astoria mówi:

    Red. Tarasiewicz nie trafił w sedno sprawy. To nie jest sprawa dychotomii gaż między rządzącymi i plebsem, ale rezultat przyjęcia przez Litwę fatalnego systemu dwuwładzy wykonawczej: władzy rozdzielonej pomiędzy rząd i prezydenta, którzy ciągle walczą ze sobą o władzę. Rząd, co prawda, ma jedyny mandat do rządzenia w sprawach wewnętrznych i zagranicznych, ale prezydent ma konstytucyjnie usankcjonowany wysoki prestiż i przyzwolenie do mieszania się w prace rządu – czego efektem jest mnożenie przez niego prezydenckich urzędników, doradców i pseudoministrów, konkurujących z rządowymi. Taki system, prócz Litwy, posiada Ukraina, Rosja i, niestety, Polska, od której wszystkie te państwa ten system zmałpowały na swoje nieszczęście. Na Ukrainie doprowadził on upadku Pomarańczową Rewolucję, którą zabiły permanentne pojedynki Juszczenki z Tymoszenko o władzę. W Rosji dwuwładza wykonawcza stała się cyrkiem zmiany stołków przez Putina: nie ma znaczenia, czy jest on w danym momencie premierem, czy prezydentem, bo to on rządzi. W Polsce podczas kohabitacji L. Kaczyńskiego i Tuska dochodziło do bojów o rządowy samolot i do prezydenckiej polityki zagranicznej sprzecznej z rządową, dopóki nie ukrócił jej wyrok Trybunału Konstytucyjnego. L. Kaczyński miał tylu doradców i “pseudoministrów”, że można ich było uznać za gabinet cieni. Choć Komorowski z Tuskiem należą do jednej partii, to mnożenie etatów prezydenckich wcale się nie zmniejszyło.

    W demokracji konieczny jest trójpodział władzy: na ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą – i on wystarcza. Nie ma potrzeby dzielenia władzy wykonawczej między premiera i prezydenta. Władza wykonawcza w polityce wewnętrznej i zagranicznej powinna płynąć z jednego centrum. Jak w USA, gdzie rządzi prezydent ze swoją administracją. Jak w Niemczech, gdzie rządzi kanclerz, a prezydent pełni funkcje formalne. Jak w Wielkiej Brytanii, gdzie rządzi wyłącznie premier, a jedyna funckja polityczna królowej polega na przeczytaniu przemówienia napisanego przez premiera.

    Grybauskaitė, której dałem kredyt zaufania, gdy obejmowała urząd, okazała się politykiem pozbawionym wizji rozwojowej dla Litwy, politykiem ciągle podkopującym słaby rząd Kubiliusa i członkinią etnokoterii, nieprzyjaznej polskiej mniejszości.

  10. pani mówi:

    Dziękuję St. T. za istotne info.

  11. Rebus mówi:

    No i dlatego nikogo nie musi dziwic, ze kazdy sie tak rwie do tego koryta, gdzie zawsze mozna dobrze pozrac i nie lamac glowe zadnymi kryzysami.

  12. Budzik mówi:

    do Astoria

    Niewątpliwie masz rację, że przy systemie politycznym, w którym funkcjonują równolegle dwa organy wykonawcze dochodzi do różnych politycznych patologii. Według mojej opinii wynika to jednak z braku ostrych przepisów prawnych, regulujących wzajemne zależności – szczególnie w warunkach kohabitacji. W przypadku demokracji zwanych potocznie “młodymi” istnieje także relatywnie duża swoboda w łamaniu, bądź obchodzeniu tzw. “dobrych praktyk”, bądź “utartych zwyczajów” które w pewnych szczególnych przypadkach są równie ważne jak przepisy prawa pisanego. Duża skłonność do przepychania pewnych spraw “łokciem” wynika z niedojrzałości lokalnej demokracji. W przypadku systemu politycznego Wielkiej Brytanii jak nadmieniłeś faktycznie władza wykonawcza spoczywa w rękach premiera, którym zostaje automatycznie szef partii wygrywającej wybory, jednak jest to norma zwyczajowa, ściśle przestrzegana od niepamiętnych czasów. W naszych warunkach stosowanie zwyczaju jako normy ma charakter koniunkturalny. Stąd cały ambaras i nasz niesmak. Podział władzy wykonawczej poza tym nie jest systemem odpowiednim na czas szybkich przemian jakich jesteśmy światkami i zarazem uczestnikami. Konieczność wzajemnych konsultacji, szukania konsensusu jest zawsze spaczona polityką bieżącą i choć spór polityczny jest istota demokracji to jednak być może lepszym miejscem na dyskusję polityczną jest Sejm i Senat. Natomiast jestem zdania, że system dwuwładzy wykonawczej oparty na odrębnych kompetencjach sprawdza się świetnie kiedy demokracja przyjmuje figurę “atrakcyjnej, nobliwej i zamożnej pani”. W takich warunkach, kiedy mechanizmy polityczne, gospodarcze i społeczne funkcjonują poprawnie, lepszy jest system w którym politykom trudniej jest coś zepsuć nieodpowiedzialną polityką. Trudniej jest coś zepsuć, bo trudniej znaleźć konsensus w ramach dwuwładzy wykonawczej + władza ustawodawcza + Trybunał Konstytucyjny jako organ kontroli sądowej nad zdrowym rozsądkiem polityków. Dodatkowo stwierdzasz, że rozbudowywanie alternatywnego wobec rządowego aparatu prezydenckiego jest zbyt drogie i szkodliwe (tak to zrozumiałem). W tym miejscu w 100% znajdujemy wspólny mianownik dla swoich poglądów.

  13. pinkod mówi:

    P anstwo sluzy bogatym.
    I nie tu czemu sie dziwic.
    E uropejczyk ale z golym zadem.
    N iestety takie jest oblicze kapitalizmu.

  14. Maur Litwin mówi:

    Do pinkod, wiemy, już wiemy, że wróciłeś. Pierwsze litery wierszy też umiemy przeczytać. Powodzenia 😉

    Ad meritum.
    Dług publiczny Polski na początku stycznia wynośił 790 MLD zł. Dziś prawie 862 MLD zł. Ot nieco ponad 10 mld za każdy miesiąc. I jakoś politykom polskim niespieszno do redukcji tego długu. No ale któremu byłoby speszno?
    Z PRL-em rzekomo zerwaliśmy ze 22 lata temu. A jak się przyjrzeć rzeczywistości to PRL sobie kwitnie w najlepsze. Kto zachował dorobek PRL-u? Ano urzędnicy -wszyscy. A ilu ich przybyło? Ze dwa razy tyle. Wojsko -i owszem. Ubyło, ale generałow przybyło i finansowo też. Policja -a jakże. Straże miejskie, gminne i pożarne. Namnożyło się tego co niemiara. Pożarne do jednego kota na drzewie potrafią wysłać kilka zespołów ratunkowych. Nauczyciele -nie zauważyli, że jakiś ustrój w tym kraju się zmienił. Nie dla nich. Sedziów też nie brakuje a każda sprawa jest szanowana nawet prze parę lat. Prokuratorów mamy ze 6 razy więcej niż WB. I gdzie nie zajrzeć PRL odradza się po cichu. Ostatnio zauważyłem kolejny krok do zezwolenia na nieróbstwo służb. Np.znowelizowano KPWoW i wydłużono z 30 do 90 dni okres na wszczećie sprawy. Np. z fotoradaru.
    Dla plebsu bla, bla, bla… Machiavelli, jakby sam dyrygował…
    Ale komuś przyjdzie ten bajzel posprzątać. Jak jest dłużnik to jest i wierzyciel. Grecja już leży i reanimacja da złudzenie, że ożyje. W kolejce następni, …i Polska…

  15. Budzik mówi:

    do Maur Litwin

    Polska już redukuje swój dług, naturalnie za pomocą starych, sprawdzonych reguł kreatywnej księgowości:)

    Wszyscy straszą bankructwem Państw. Obawiam się, że dla Państw bankructwo jest zbawieniem, oznacza bowiem redukcję (bądź jak kto woli restrukturyzację długu). Traci na tym tylko prestiż kraju, jego pozycja w UE i takie tam koniunkturalne klauzule generalne. Za to banki drżyjcie w posadach:)

  16. Maur Litwin mówi:

    D0 15, Budzik;
    W każdym razie statystyczny Polak zubożał przez 7 m-cy 2011 roku o prawie 2 000zł.

    Dług to tylko cyfry. Zachodniopomorskie liczy niemal 1,7 mln mieszkańców. 862 MLD długu to to nieco po ponad 0,5mln zł na każdego statystycznego mieszkańca tego wojewódzwa. To po parę mln na każdą rodzinę. Resztę można sobie imaginować dowolnie, w zależności od fantazji.

    Grek statystyczny będzie winien po 50 000Euro; Niemcy -po udzieleniu pomocy po 30 000Euro. Polacy dziś po 22600zł. I pewnie tym się pocieszają, że to tylko tyle w porównaniu do innych…

  17. Budzik mówi:

    Do Maur Litwin 16

    Nie, nie – jeśli już liczymy pieniądze to róbmy to dobrze:)
    Dziś w Polsce dług rozkłada się per capita mniej optymistycznie niż Ty założyłeś. Dziś każdy, statystyczny Polak jest “w teorii” obciążony 30 000,00 PLN. Czy to dużo? Jeśli dzielimy to tylko na Pomorze Zachodnie to faktycznie dużo ale to z Twojej strony był budzący przerażenie “chwyt retoryczny”. W Polsce jest kilka województw więcej…
    Czy 30 000,00 PLN per capita to dużo? W porównaniu z długiem publicznym USA, Francji, Włoch itd to pikuś:)
    Poza tym biorąc pod uwagę rosnącą wartość pasywów oraz diabelnie szybki wzrost oszczędności – to nie jest jakaś przerażająca kwota.
    A jak to jest na Litwie? Pytam bo nie wiem…

  18. pani mówi:

    >17.Budzik, Lipiec 30, 2011 at 14:56 -: “…A jak to jest na Litwie? Pytam bo nie wiem…” – a na Litwie juz nie ma takich co umieją liczyć wartość pasywów i fjuczersów – podliczyli i.. pouciekali …

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.