31
Słońce, deszcz, ulewa… Ale to nasza Połąga!

Wody w morzu, jak i piasku na plaży nie zabrakło dla nikogo Fot. Ewa Gedris

Spragnione słońca ciała albo walczyły z owadami, które od pewnego czasu oblazły plaże, albo „cieszyły się” z nieprzerwanego deszczu. Pieniądze topniały jak lody śmietankowe w dziecięcej dłoni, serce tańczyło w rytmie litewskich, rosyjskich jak też polskich hitów. Bursztyny „Made in Lithuania” wabiły oczy, a ludzie gubili się w tłumie, oddychając atmosferą litewskiego kurortu w Połądze…

Ubiegły weekend nie dawał możliwości smażenia się na słońcu. Niebo częściej chmurzyło się niż promienie słoneczne docierały do naszych spragnionych ciepła ciał. Padał to przelotny deszcz, to lały ulewy. Jednakże i w tych dniach Połąga była gęsto zaludniona.

Każdy miłośnik odpoczynku nad morzem, szczególnie w okresie najpopularniejszym —lipcu — zawsze spotyka się z problemem zamieszkania. Czasem nie jest to problematyczne, ponieważ domów wypoczynkowych, hoteli czy też pokojów w domach prywatnych (tych na poddaszu też) nie brakuje, jednak nieraz znalezienie odpowiedniego lokalu na wypoczynek jest kłopotliwe.

Stojące na plażach „Bio ubikacje” były nieczynne, a więc urlopowicze z „WC” musieli pobawić się „w chowanego” Fot. Ewa Gedris

I tu uwaga! Aby nie doszło do niepotrzebnego nieporozumienia, negocjując w sprawie pokojów z miejscowymi emerytami lepiej… nie rozmawiać po polsku. Wielu  staruszków jest takiego zdania, że z Polakami nie trzeba mieć niczego do czynienia, ponieważ „są oni ciągle niezadowoleni, jest im trudno dogodzić i nigdy nie chcą więcej płacić za pokoje”.

— Jeżeli między sobą będziecie rozmawiać po polsku, pokojów jeszcze długo nie znajdziecie — radziła nam jedna z kobiet stojących przy drodze do Połągi z tabliczką „Pokoje do wynajęcia”. I wyjaśniła, dlaczego osoby, od których o mało  nie wynajęliśmy pokój, nagle robiły krok do tyłu, tłumacząc się, że ich pokoje nam na pewno nie przypadną do gustu.

Cena noclegu w ubiegłym tygodniu na takiej ulicy jak Kretinga czy też Vytauto kosztowała od osoby 25 litów. Oczywiście takie ceny są w pokojach, gdzie za ścianą mieszka sam gospodarz lub łazienką i kuchnią trzeba dzielić się jeszcze z innymi urlopowiczami. Łóżko w jednopokojowym mieszkaniu kosztowało o 5-10 litów więcej.

Między innymi spotkana przez nas para z Polski, która już od kilku lat przyjeżdża na wakacje do Połągi, też zderzyła się z nieprzyjaznym nastawieniem miejscowych do Polaków.

— Jednak ulica Basanavičiusa, na której wrze od turystów z Rosji, Białorusi, Niemiec, Łotwy itd., jest przyjazna i oczywiście tolerancyjna. Co dotyczy takiej antypatii do Polaków, to zauważyliśmy tylko podczas szukania pokojów. Ale ani w restauracjach, ani na ulicach lub plaży nie spotkaliśmy się z niczym podobnym — mówi nam Krystyna, która po tygodniu w Połądze z narzeczonym wyjeżdżała do Polski.

Po szybkim rozlokowaniu się w pokojach ruszyliśmy na deptak „Basanavičiaus”, później na plażę. Dopóki pogoda odpowiadała do kąpieli i opalania się, chcieliśmy jak najszybciej zamoczyć swoje nogi w falującym Bałtyku. Woda była cudowna! Jak na Bałtyk super — 19 stopni. Powietrze — +22. Plaże rozszerzone i czyste.

Bałtyk nie mieścił się w swoich brzegach. Fale były tak duże, że ratownicy wywieszając czerwone flagi zakazali wchodzić do wody Fot. Ewa Gedris

Chciało się żyć i nic więcej! Jednak przyjemność kurczyła się wraz z każdym odgonionym owadem, które po pogodnych dniach oblazły plaże. Biedronki, małe czarne żuki oraz owady podobne do pszczół atakowały wypoczywających: obsiadały ciała, wplątywały się do włosów, wchodziły do oczu. Musieliśmy albo przyzwyczaić się i nie zwracać na nie uwagi, albo po prostu uciec z plaży. Nie poddaliśmy się owadom i tylko postanowiliśmy z nimi nie walczyć. Zdecydowaliśmy się zostać i cieszyć się łapiąc skąpe promyki słońca. Woda była spokojna niczym szklana tafla, ale niebo zapowiadało burzę.

Dzieci robiły babki z piasku, kobiety marudziły, że mężczyźni popijający zimne piwo zasłaniają im słońce. Od czasu do czasu słychać było głosy sprzedawców: „Czebureki, lody, zimne piwo!”. Rybacy podpływali do chętnych, którzy chcieli kupić morskie, świeżo wędzone ryby. A niebo z każdą chwilą coraz bardziej chmurzyło się.

Wody w morzu, jak i piasku na plaży nie zabrakło dla nikogo. Coś do zjedzenia? Proszę, duże żółte namioty „Švyturysa” do zaoferowania mają wiele dań, także na ciepło. Piwo? Oczywiście z lodówki. Ubikacja? Nieczynna…
Stojące na plażach „Bio ubikacje” były nieczynne, a więc z „WC” musieliśmy pobawić się w „chowanego”. Znaleźliśmy je tuż za wydmami. I o dziwo, nie były to pozostałości sowieckich „tualetów”, a tylko czyste, a najważniejsze — darmowe ubikacje.

Deszcz. Biegnąc po deptaku z powrotem do domu (którym przez kilka dni był duży pokój z łazienką i kuchnią przy ulicy Kretingos), głowy chowamy w ręcznikach. Oglądając się dookoła, widać uśmiechnięte i zadowolone twarze urlopowiczów. Tak jakby krople deszczu padały jedynie na nasze nadal białe twarze. I tylko po  otwartych parasolach i płaszczach przeciwdeszczowych sprzedawców na stoiskach zauważamy, że wszyscy chowają się pod dachy. Deszcze, a nawet potężne ulewy nie mogą zepsuć humorów urlopowiczom. Są przecież częścią atmosfery litewskiego kurortu. Oczywiste jest, że w takie dni restauracje czy kawiarnie czerpią podwójne albo potrójne zyski.

Ratownicy chodzili od jednego brzegu plaży do drugiego, wyprowadzając ludzi z wody i grożąc grzywnami Fot. Ewa Gedris

A pieniądze w Połądze topnieją jak lody śmietankowe w dziecięcej dłoni. Poczynając od płacenia za ubikacje publiczne, wydawania za różnego rodzaju atrakcje, kolacje w kawiarniach, zdjęć z boa dusicielem, kończąc biletami za 30-40 minutowe koncerty, czy też  upominki w postaci „litewskich” bursztynów. Długie wieczory i deszczowe dni są niczym więcej niż okazją do takiego przyjemnego marnotrawstwa.

Ludzie chodzili od jednego stoiska do drugiego. Towar — najczęściej chiński. Uwagę przyciągały bursztyny. „To „Made in Lithuania” — wyjaśniały sprzedawczyni turystom, choć podejrzenie powstawało, że jednak produkcja jest z Chin.

— Bursztyny tylko litewskie, tylko z naszego morza i tylko u nas. Cena wyrobów zależy od wagi. Za 1 gram — 1,20 lita — tłumaczyła nam sprzedawczyni, która dla małego dziecka sprezentowała kostkę bursztynową.

Czy ludzie dużo kupują? Tego nie zauważyliśmy. Jednak jak udało się nam wyjaśnić, za miejsce na targowisku (na sezon, czyli 3 miesiące) trzeba zapłacić 20 tys. litów! A zebrane dochody muszą przecież wystarczyć na cały niesezonowy okres!

Dzień dobiegał końca, a za oknem nadal padało. Postanowiliśmy udać się do supermarketu „Maxima”, aby kupić płaszcze i wybrać się na miasto. Kolejki olbrzymie! Tak, jakby cała Połąga jednocześnie chciała napić się piwa lub kupić płaszcze. Dla nas ich jeszcze wystarczyło, stojącym za nami — już nie. Sprzedawczyni radziły „mokrym kurom” udać się na „Basanavičiaus”, podobno tam tych niezastąpionych „ochroniarzy” przed deszczem jest do koloru i do wyboru… Ale już nie za niecałe 3 lity, a tylko za… 8!

Ubrani w kolorowe płaszcze zgubiliśmy się w tłumie ludzi. Pogoda nie dopisywała wypoczynkowi na plaży, ale na spacery była nienajgorsza.

„Už tuos kurie…”  — słychać było głos Edmundasa Kučinskasa. „Nemylėjai manęs!” — melodyjnie krzyczała Džordana Butkutė, „Ах, какая женщина” — dobiegało z mijanych restauracji.

Razem z pierwszymi kroplami deszczu na targowiskach pojawiały się parasole i płaszcze Fot. Ewa Gedris

O ile na początku lipca przedsiębiorcy narzekali na niskie obroty, o tyle w ubiegły weekend restauracje i kawiarnie były pełne klientów. Próbowaliśmy wejść na gorące wino do ormiańskiej restauracji, ale po zapytaniu, czy zamawialiśmy stolik i naszym krótkim „nie”, zamknięto nam przed nosem drzwi.

Wtem usłyszeliśmy znajome nuty. Weszliśmy do kawiarni, w której klientów bawili wileńscy muzykanci, a więc nie zabrakło też takich hitów jak „Hej sokoły” czy też „Żono moja”. Najbardziej do gustu repertuar przypadł wileńskim kobietom, które jak żmije wykręcały się w rytmie przebojów… Verki Serduchki. Takiego rodzaju koncerty w restauracjach i kawiarniach są bezpłatne, za obejrzenie 30-minutowych występów litewskich gwiazd płaci się 20-25 litów.

Przez całą noc główna ulica Połągi huczała. W nocy gwarno tu i dopiero nad ranem, kiedy cały świat się budzi, jest tu spokojnie.

Kolejny dzień był słoneczny i w miarę ciepły, tylko Bałtyk „nie mieścił się” w swoich brzegach. Fale były tak duże, że ratownicy wywieszając czerwone flagi, zakazali wchodzić do wody.

Oczywiście niewielu to obchodziło. Ratownicy chodzili od jednego brzegu plaży do drugiego, wyprowadzając ludzi z wody i grożąc grzywnami. Jak powiedział jeden z nich, grzywny sięgają do pół tysiąca litów, jednak jak często są stosowane, nie mógł powiedzieć.

Tak w deszczu i słońcu minął weekend. Z pustą portmonetką, lekką opalenizną i zadowoloną twarzą wyruszyliśmy do Wilna.

— Oczywiście drogo. Było zimno, mało słońca, dokuczliwe owady oraz mnóstwo „chińskiego” bursztynu. Ale to Połąga, do której zawsze się wraca, czy to z przyjaciółmi ze szkoły, grupką studentów, a teraz nawet z rodziną. Połąga jest droższa, ale bliższa — na „do widzenia” wyjaśnia nam Bożena, która każdego roku chociaż na krótko z rodziną przyjeżdża do Połągi.

31 odpowiedzi to Słońce, deszcz, ulewa… Ale to nasza Połąga!

  1. Amelia z Wilna mówi:

    wlasnie dlatego na urlop jade do Nidy 🙂
    p.s – fajny tekst;)

  2. Elvus mówi:

    Raduje się serce, gdy można ujrzeć oficjalnie użytą poprawną nazwę tego miasta. Niestety suwalskie biura podróży, które wszystkie, jak jeden mąż, zachwalają wycieczki do PAŁANGI, sprawiają, że to serce raczej krwawi.

  3. gość mówi:

    Chciałbym tam być!

  4. ted mówi:

    ..kobiety,ktore jak zmije wykrecaly sie w rytm…”- tesciowe to tez kobiety w sumie..:))

  5. Kris mówi:

    Woda 19 °C to przecież może ręce i nogi z zimna powykręcać 😉
    Właśnie wróciłem z objazdowych wakacji(Węgry, Rumunia, Bułgaria). Najcieplejsza woda w Balatonie 29 °C , w morzu Czarnym od 24 °C do 27 °C w zależności od miejsca. Temperatura do 20 °C to spadała nad ranem, a tydzień temu w Rezowie (osada na granicy z Turcją) przypiekało równo 39 °C. Czyste morze, mało ludzi, niskie ceny. Za 2 pokojowe klimatyzowane mieszkanie w Carewie, z tv sat, internetem, i pięknym widokiem na morze 60 lewa na dobę, czyli około 120 zł. Byliśmy w cztery osoby. Ludzie mili i uczynni, jedzenie doskonałe (poza słonymi bułkami drożdżowymi i równie słonymi pałacinkami) reszta była w Bułgarii super. W żadnym z tych krajów ludzie nie reagowali alergicznie na polską mowę, a wręcz przeciwnie – na Węgrzech kiedy kelner w restauracji nas usłyszał, odezwał się “płynną” polszczyzną “mamy dobry gulasz”, więcej po polsku nie umiał ale udało mu się nawiązać sympatyczną nić porozumienia i zostaliśmy w tej restauracji na kolację. Gulasz był naprawdę dobry 😉
    W Rumunii również przemili i sympatyczni ludzie i choć czasem zdarzało się tak, że oprócz swojego nie znali żadnego innego języka, to i tak okazywali dużo uśmiechu i można sobie było porozmawiać za pomocą przyjaznych gestów. W motelach i restauracjach mówili co prawda po angielsku ale w bardzo ograniczonym zakresie. Bułgara można zrozumieć jak wolno mówi, a po szklaneczce rakiji to może nawet mówić szybko. W sumie zrobiłem ponad 5 tyś. km, jadąc w Rumunii drogą Transfogarską (najwyższy punkt drogi 2045 metrów) zwiedzając zabytki i ciekawe miejsca w Bułgarii (monastyry wykute w skałach, dolinę róż, Burgas, Varna i inne. We wszystkich wymienionych krajach czułem się swobodnie i bezpiecznie czego nie mogę powiedzieć o Wilnie, do którego i tak wybieram się w przyszłym tygodniu.

  6. Polak ze Śląska mówi:

    Dokładnie nie pchac sie gdzie nas nie chcą.Polacy powinni dac sobie spokój z wyjazdami do “Kurortów” litewskich.
    Polecam Węgry-wspaniały naród,a i turystycznie stoja wyżej od Litwy o całe lata świetlne.
    Na przykład Miskolc:piękne NATURALNE jaskinie w których się pływa-po prostu jest BOSKO.

    http://www.youtube.com/watch?v=piiPMk0IHNY

    Albo Hajduszoboszlo

    http://www.youtube.com/watch?v=Wscq_ax5duE

    Albo Balaton,albo…

    W porównaniu z Węgrami Litwini to nieokrzesane prostaczki

    Na Węgrzech nikt małżeństwu z dzieckiem nie odmówi pokoju,bo mąż z żoną rozmawia po polsku.
    Klimat lepszy i cieplejszy.Ludzie gościnni i uczynni.Oczywiście teoretycznie zawsze można trafić na jakąś mendę,jak i w Polsce zresztą-mnie sie nie zdarzyło.
    Zresztą widac to w stwierdzeniu:

    “z Polakami nie trzeba mieć niczego do czynienia, ponieważ „są oni ciągle niezadowoleni, jest im trudno dogodzić i nigdy nie chcą więcej płacić za pokoje”.”

    Chciałbym zapytać,co oznacza,że nie chca płacić więcej??
    Czy to oznacza,że nie chcą płacić 3x więcej za coś co nie jest tyle warte i nie dają się naciągać na kasę??

    Litwini są jak Polscy górale.Tylko dudki im w głowie.Pazerni jak cholera.Słyszałem,że skubali ludzi równo,zwłaszcza Rosjan równo,bo ich było stać.I podobno tak przegięli pałę,że w końcu ktoś się zorientował,że ceny w Zakopanem większe są niż w Austrii,a baza turystyczna gorsza.Więc Rosjanie zaczęli jeżdzić gdzie indziej i zarżnęli górale swoja dojną krowę.
    Tak słyszałem,nie wiem czy to prawda,ale sie nie zdziwię.
    A Litwini pewnie tez walą ceny,bo jak juz Niemiec przyjedzie to co ma zrobić? Zapłaci.

  7. Polak ze Śląska mówi:

    Gdzie jakiejś Połądze do tego

    http://www.youtube.com/watch?v=6G2LtEuYNCc&feature=related

    Po co jechać gdzieś,gdzie cię nie chcą i nie lubią,bo sie nie dajesz wydymać na kasę.

  8. Kris mówi:

    Litwa dla Litwinów – jak krzyczą łyse litewskie łby ubrane w czarne kurtki, więc niech sobie jeżdżą sami do swoich kurortów. Jedynie Druskienniki warte są wzmianki, reszta to dno i półtora metra mułu. Do Wilna przyjeżdżam kilka razy w roku ale wyłącznie z sentymentu.

  9. zozen mówi:

    Będąc niedawno w Druskiennikach niechcący podsłuchałem rozmowę kilku osób – byli również za opcją wyjazdu do Bułgarii czy Chorwacji i za omijaniem szerokiem łukiem Połągi oraz całego litewskiego wybrzeża.
    Bo i pogoda i ceny i wygody.

  10. von Zadenstein mówi:

    Nie jezdzic na Litwe. dac zarobic innym.

  11. pani mówi:

    Więc pamiętajcie: “Litwa należy do Polski …” /i nikomy, nikomu jej nie oddajcie./Lietuva priklauso Lietuviams -/ Papuva priklauso papuviams. Na świecie jest monóstwo cudów/ I różnych pieknych budów./ Lecz Wilno należy do Świata/ Bo Każdy w nim znajdzie Brata.

  12. tomasz mówi:

    do pani: O czym tym razem bełkoczesz?

  13. Kris mówi:

    @tomasz
    Kulturą to ty specjalnie nie grzeszysz. Ciekawe czy do swojej żony, matki, znajomej – też byś użył słowa bełkoczesz. Język polski jest bardzo bogaty i można wybrać odpowiednie określenie, które nikomu nie ubliża. Wstyd !

  14. tomasz mówi:

    do Kris: Moja, żona, matka czy znajome raczej się tak nie wypowiadają: “pani, Sierpień 1, 2011 at 00:30 –
    Otych bykach: s kur czy byki?, skurczebyki? skur.. czy byki? a-a-a skurwiele? …”
    Kieruj swoje uwagi pod właściwy adres.

  15. pani mówi:

    > 13.Kris, Sierpień 3, 2011 at 00:26 -@tomasz
    Kulturą to ty specjalnie nie grzeszysz. Ciekawe czy do swojej żony, matki, znajomej – też byś użył słowa bełkoczesz. Język polski jest bardzo bogaty i można wybrać odpowiednie określenie, które nikomu nie ubliża. Wstyd !- Niestety tacy egzemplarzy i zniechęcają do Polaków! Utwierdzają w umysłach negatywne historycznie uwarunkowane stereotypy, sztampy, kalki. Skuteczniej niż Niepolacy.

  16. tomasz mówi:

    do pani: Owszem “tacy egzemplarzy” co to nawet w swoim ojczystym języku nie potrafią sklecić choćby jednego poprawnego zdania, mogą zniechęcać. Podobnie jak “egzemplarzy” których “wypowiedzi” można streścić tak: ble,ble,ple,ple,ble…
    Tudzież pozwalający sobie na słownictwo rynsztokowe.

  17. pani mówi:

    Klasy początkowe opanowały Tomasza głowę. Nie znam definicji, nie wiem co znaczą owe słowa z bykami w tle, to był cytat z zapytaniem o znaczeniu (to pytanie nie było i nie jest do T.S. On z biednej rodziny uczył się, pracował, kombinował. Nauczył się trochę forsy robić. A reszty się doucza w domu na poziomie klas początkowych.)

  18. tomasz mówi:

    do pani: Jestem zatem pod wrażeniem wyższego wykształcenia, kultury i znajomości mojej sytuacji życiowej tej “pani”. 🙂
    I pomyśleć że kiedyś pisałem szopki.
    Teraz już bym chyba niektórych internautów sparodiować nie potrafił. Nie da się zrobić parodii dla parodii idealnej. 🙂

  19. Kris mówi:

    @tomasz
    Kreujesz się tutaj na “arbitra elegantiarum” a swoich krytycznych uwag nie potrafisz wyartykułować w kulturalny i nikomu nie urągający sposób. Zamiast zapytać autorkę co miała na myśli – ty od razu ją atakujesz czyniąc to w mało wyszukany sposób. Taki bazarowy język świadczy jednoznacznie o poziomie twojego wychowania i wystawia ci marne świadectwo jako człowiekowi. Zamiast brnąć dalej w dowodzenie swoich wątpliwych racji, spróbuj zachować się jak mężczyzna i powiedz Kobiecie magiczne słowo, przepraszam. Przyznanie się do pomyłki to nie wstyd. Wstydem jest udawanie że nic się nie stało.

  20. tomasz mówi:

    do Kris: Na nikogo się nie kreuję. Mylisz mnie z kimś. Z Ibiszem?

    Autorkę pytałem kilkakrotnie co ma myśli. Odpowiedzi zawsze były jeszcze bardziej bełkotliwe a czasem agresywne i osobiste. Dokładnie takie jak w poście nr 17.
    No to doszedłem do wniosku że trzeba innym językiem.
    Wiem oczywiście że ciebie nie przekonam. Ostatecznie przecież masz do czynienia z “tomaszem” a ów racji nie ma z założenia. Nie mówiąc już o tym że jest źle wychowany a jako człowiek to już w ogóle dno. Swoją drogą ciekawostka. Jak Kris tak ocenia innych to jest “cacy”.
    “Magiczne słowo” to mogę powiedzieć i tobie i tej kobiecie. Ale obawiam się że nie będziecie z niego zadowoleni bo różne one są a siłę mają istotnie magiczną.
    Nie wiem dlaczego mam przepraszać kogoś za “bełkot” bo przecież “skurwiele” nie świadczą tam o żadnych brakach w wychowaniu a i w kulturze też. Tako rzecze “Kris” – wybitny hipokryta.

  21. Kris mówi:

    @tomasz
    Widzę że brniesz coraz głębiej w ślepy zaułek swojej nieposkromionej pychy. No cóż – twój wybór i twój wstyd. Nie będę dalej polemizował na omawiany powyżej temat, ponieważ styl w jakim ją prowadzisz jest poniżej pewnego poziomu. Karczemne pyskówki jakich się dopuszczasz polecam zaś uwadze administratora.

  22. Starotrocki mówi:

    Jest taka anegdota co do magicznego słowa.
    Przychodzi facet do domu w progu wita go żona i od razu ze swoimi problemami.Na to on rzecze-jestem głodny i chce mi się pić.Na to żona -taaaaaaaaaaaaaaaaaak? A może bym tak choć raz usłyszała od ciebie magiczne słowo!Magiczne słowo powiadasz-rzecze mąż?No dobra. “Hokus pokus czary mary zapierniczaj po browary.”

  23. pani mówi:

    Dziękuję Ci Kris.Też nie mam ochoty na konwersacje z TS. Lubisz w Wilnie coś szczególnie? Napisz przy tej czy innej okazji. Będzie to miłe i pozyteczne takż dla innych byłych i aktuaslnych Wilniuków. Dziś był cudowny wieczór: słaby południowy wiaterek; słońce przez nizkopłynące puszyste obłoki igrające swiatłem i cieniem na zabytkach starego miasta okalonych bujną zielenią. Kiedyś Wilnianie nazywali pagórki za Katedrą Raj. Miejscowi i turyści powyłazilina spacery i do ulicznych kawiarenek i wyglądali jak by byli wtajemniczeni w kanona wileńskiego raju. Po raz piewszy w promieniach zachodzącego słońca ujrzałam jak dobrze w perspektywie ulicy między katedrą a dzwonicą jest wkompanowany Giedymin. Giedymin testament którego nawołujący ludy do jego stolicy jest wciąż do spełnienia.

  24. marek mówi:

    Kris
    Potwierdzam co piszesz. Bułgarzy są dumni ze swojej historii, potrafią nawet zażarcie dyskutować na niektóre tematy, np. macedoński. Ale nie spotkałem się tam z jawnym szowinizmem. Pomijam już fakt, iż Bułgarzy nas Polaków generalnie lubią, ale nawet w stosunku do Turków, nie mają nienawiści. A tam zaszłości historyczne są naprawdę duże.

  25. tomasz mówi:

    do Kris: Ślepy powiadasz? No to zobaczy post nr 23 autorstwa “pani”. Można? Można. I z jakimś sensem i w miarę poprawnie. Jest efekt. 🙂
    Oczywiście nie może się jeszcze wyzbyć używania personaliów jako “argumentu” (choćby w skrócie) no ale od czegoś trzeba zacząć.

    Ja także polecam się uwadze administratora. 🙂

    do starotrocki: 🙂 Nie znałem. 🙂

  26. @pani mówi:

    Może to zabrzmi dziwnie ale lubię spacerować po wileńskich cmentarzach. To dla mnie za każdym razem nowa, lekcja ciekawej historii. Jeśli zaś chodzi o inne miejsca – bardziej współczesne, też mam takie swoje ulubione klimaty jak Śnipiszki, gdzie stare podupadłe często zabytkowe domy, sąsiadują z nowoczesnymi budynkami. Kontrast robi wrażenie. Jest zapewne wiele ciekawych miejsc których jeszcze nie znam, ale myślę że z czasem do nich dotrę. Pozdrawiam i życzę miłego dnia.

  27. Kris mówi:

    Wkradł się mały błąd we wpisie 26. Zamiast swojego podpisu umieściłem omyłkowo
    @pani w nagłówku.

  28. pani mówi:

    Fajnie. Wileńskie nekropolia są atrakcyjne.Lubiłam oprowadzać po nich znajomych Koroniarzy. Cmentarzy różnych wyznań, które łącże coś s. To wspólne to artefakt pogańskich wierzeń iż dusza wcielasię w drzewa nad mogiłami. Niewiele o tym wie, mało pamięta a jednak ludzie nie chcą się przekonać do dużych płyt nad grobami i utrzymują ogródki.Takie śnipiszki w których prowincjonalny “ultranowoczesny” a zapózniony i nieporadny szklanobetonowy profesjonalizm stał się tłem dla zabawnej nowej tworczości “ludowej”. O lokalnych kodach: šnipas – znaczy szpieg. Z tego brzegu krzyżacy, śledzili życie w średniowiecznym zamku wileńskim.

  29. a to mówi:

    Połągę założył Tyszkiewicz

  30. pani mówi:

    Prawdą jest że jest lubiana przez całą litewską klase średnią.

  31. Varpas mówi:

    Tendencyjny artykuł. Jakby nasz polski Bałtyk był cieplejszy, tańszy i czystszy. Zapraszam nad polski Bałtyk problemy te same….chyba, że artykuł jest “służbowy”……w takim układzie przepraszam i włączam się w nurt polityki MSZ…..czyli “jedziemy w nich jak w burą sukę….” 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.