7
Czy nowa fala kryzysu zaleje Litwę?

Tymczasem litewska gospodarka, na wypadek nowego kryzysu nie może liczyć ani na przychylność agencji ratingowych, ani też na wsparcie finansowe z UE Fot. Marian Paluszkiewicz

Światowi eksperci alarmują, że nadciąga nowa fala kryzysu gospodarczego, który może dokończyć zniszczeń gospodarek krajów, których do końca nie zniszczyła poprzednia fala kryzysu.

Również litewscy eksperci oceniają, że przed krajem stoi nowe globalne wyzwanie gospodarcze. Co robi władza? Na razie nie przejmuje się tymi ostrzeżeniami, bo albo urlopuje (przewodnicząca Sejmu, premier oraz wielu ministrów), albo oddaje się kurtuazyjnym wizytom i spotkaniom (prezydent). Tymczasem nad gospodarką kraju nadciągają czarne chmury globalnej katastrofy gospodarczej.

Jak oceniają analitycy, sytuacja szczególnie pogorszyła się w ostatnich dniach i tygodniach na skutek finansowych perturbacji Stanów Zjednoczonych, które negatywnie odbiły się na całym świecie, toteż dotknęły również gospodarkę Litwy, ale też pozostałych krajów bałtyckich — Łotwy i Estonii.

Z raportów gospodarczych wynika, że Litwa w tym trójkącie jest średniakiem, bo prym niewątpliwie wiedzie Estonia, zaś rola outsidera przypadła Łotwie. Odzwierciedla to nie tylko dane wzrostu PKB (w II kwartale 2011 roku litewski wzrósł o 6,1 proc. w porównaniu do okresu z ubiegłego roku, tymczasem łotewski PKB poprawił się o 5,3 proc.). Tym niemniej na finansowe tsunami rodem z USA rynki trzech krajów bałtyckich zareagowały w równiej mierze spadkiem akcji. Z przedstawionej wczoraj przez analityków banku „Finasta” analizie rynkowej wynika, że rynek akcji trzech krajów bałtyckich spada już od tygodnia. Co ciekawe, że największy spadek odnotowała giełda w Tallinie, bo aż — 15,94 proc. Nieco mniejszy spadek wykazał wileński parkiet, na którym wartość akcji spadła w ciągu tygodnia o 12,8 proc. Nie najlepiej dzieje się też na giełdzie w Rydze, gdzie tygodniowy spadek akcji wynosi 10,8 proc. Jak zauważają analitycy „Finasty”, że chociaż spadek bałtyckich akcji jest najbardziej gwałtowny w porównaniu z innymi krajami, to bardziej niepokoi fakt, że spadek ten trwa już od tygodnia i — jak pokazują wyniki wczorajszego dnia — akcje nie zamierzają zatrzymać się na pochyłej. Niektórzy analitycy widzą w tym zapowiedź kolejnego kryzysu, który nadciąga nad region, w tym nad Litwę. Inni zaś uspakajają, że podobny spadek jest odnotowywany w niemalże wszystkich krajach Europy Środkowej i Wschodniej, które zaliczane są do grupy podwyższonego ryzyka inwestycyjnego, a takie rynki zazwyczaj tracą najwięcej w okresie niepokojów na rynkach globalnych, które ostatnio wywołały problemy finansowe Stanów Zjednoczonych. Tym samym wskazują, że sytuacja na rodzimym rynku w większej mierze zależy od czynników zewnętrznych niż wewnętrznych.

Po części jest w tym racji, bo jak wynika z analizy maklerów „Finasty”, po wtorkowej decyzji FEDu (centralnego banku USA) o zamrożeniu stóp procentowych aż do 2013 roku, światowe i europejskie rynki uspokoiły się, a na wielu z nich wczoraj odnotowano minimalny wzrost. Z największych graczy na rynku europejskim na czerwono pozostały tylko Niemcy, ale ich wizerunek psują nie tyle oczekiwania „zza oceanu”, ile sytuacja wewnętrzna. Zdaniem analityków, dalszy spadek niemieckich akcji jest uwarunkowany rozczarowującymi wynikami eksportu Niemiec, bo w czerwcu kraj ten odnotował prawie 2-procentowy spadek eksportu, co dla największego eksportera na świecie jest liczbą bardzo wymowną, a przedkładającą się na miliardy nieotrzymanych przychodów z tytułu eksportu. O Niemczech na Litwie mówi się jednak nie w kontekście największego eksportera, lecz w kontekście największego rynku zbytu litewskiej produkcji, bo to właśnie Niemcy od lat są głównym odbiorcą litewskich towarów, toteż spadek na tamtejszym rynku uderzy przede wszystkim w litewskich eksporterów, którzy stanowią dziś podstawę egzystencji gospodarczej naszego kraju. Warto też zauważyć, że jeden z najlepszych w skali Europy i świata wzrost PKB Litwa właśnie zawdzięcza wzrostowi eksportu, który tylko w tym roku wzrósł już o ponad 40 proc. Toteż powiązanie słabszej perspektywy eksportu z wciąż staczającymi się litewskimi akcjami rysuje nie najlepszy scenariusz dla naszego kraju w kontekście pogarszającej się globalnej koniunktury.

I chociaż minister finansów Ingrida Šimonytė przyznaje, że perspektywa eksportu ma ogromne znaczenie dla kondycji litewskiej gospodarki i finansów, to jednak na razie jest prowadzony jedynie monitoring sytuacji, zaś o przygotowaniu konkretnych planów ratunkowych na wypadek pogorszenia się sytuacji nie ma mowy. Szefowa finansów uważa jednak, że obecnie Litwa jest znacznie bardziej przygotowana na ewentualny kryzys niż była przed kryzysem końca 2008 roku. Minister przywołuje tu przykład Estonii, która do kryzysu 2008 roku zaczęła przygotowywać się jeszcze w 2007 roku, toteż odczuła mniejsze skutki kryzysu, zaś dziś ma lepsze wyniki wychodzenia z recesji.

Litewscy analitycy zgadzają się z opinią szefowej finansów, ale tylko po części.

— Owszem, wtedy mieliśmy deficyt rachunków bieżących oraz poziom zadłużenia firm i osób prywatnych był znacznie wyższy. Dziś mają oni mniejsze zobowiązania, toteż możemy oczekiwać, że gospodarka kraju poniesie mniejsze straty — ekonomista „Swedbanku” Nerijus Mačiulis komentuje dla „Kuriera” litewską perspektywę w obliczu nowej fali kryzysu.

Eksperci zauważają jednak, że sytuacja litewskiej gospodarki wciąż jest daleka od perspektywy estońskiej, a nawet stanu gospodarczego i finansowego Łotwy. W tym kontekście zauważa się, że Estończycy mają dziś znacznie większy potencjał gospodarczy i finansowy, który prawdopodobnie jeszcze bardziej się wzmocni po podniesieniu przez agencję Standard & Poor’s ratingu Estonii do AA-. S&P’s podniosło we wtorek ocenę długoterminowej wiarygodności kredytowej Estonii z „A” do „AA-”, a ocenę krótkoterminowej wiarygodności z „A-1” do „A-1+”. Zdaniem agencji Estonia zasłużyła na taką ocenę, bo ma elastyczną gospodarkę, przejrzysty i produktywny sektor publiczny, zdrowo zarządzane finanse, a także mocne perspektywy wzrostu gospodarczego. Łotwa, choć znajduje się w gorszej sytuacji niż Litwa, w odróżnieniu od nas może liczyć na pomoc finansową UE w ramach tzw. europejskiego planu Marshalla, który został niedawno zatwierdzony i ma ratować zagrożone upadkiem kraje członkowskie, w tym Łotwę. Tymczasem litewska gospodarka, na wypadek nowego kryzysu nie może liczyć ani na przychylność agencji ratingowych, ani też na wsparcie finansowe z UE, co w sumie rysuje smutną perspektywę w obliczu nadciągającego kryzysu. A co to oznacza dla zwykłych obywateli? Zdaniem analityków, Litwa będzie zmuszona i dalej samodzielnie zmagać się z kryzysem poprzez cięcie wydatków w sektorze publicznym oraz oszczędzanie. Toteż oznacza to, że jeśli w razie zagrożenia gospodarczego nie zostaną znowu obniżone płace, emerytury i wypłaty socjalne, to na obiecaną ich rewaloryzację już w następnym roku do poziomu sprzed kryzysu, społeczeństwo może na razie zapomnieć.

7 odpowiedzi to Czy nowa fala kryzysu zaleje Litwę?

  1. Rebus mówi:

    No dla litewskiej potegi gospodarczej to sa tylko pestki.

  2. rav mówi:

    bardzo dobrze; reszta litwinów wyjedzie do anglii; zostanie tylko rząd bo rząd sie sam wyżywi 🙂

  3. tomasz mówi:

    W sumie to faktycznie. Jest już tak źle że gorzej może być tylko minimalnie.

  4. krotochwilny Lech mówi:

    Na miejscu Tarasiewicza wcale bym tak nie rżał z radości pisząc o ewentualnej drugiej fali kryzysu. Tłucze w KW wierszówkę wylewając wiadra pomyj na Litwę ale powinien pamiętać, że ewentualny kryzys uderzy w pierwszej kolejności w najuboższe warstwy społeczeństwa a jak wiadomo Polacy na Litwie do krezusów nie należą. Nie wydaje mi się żeby Tarasiewicz był aż tak nierozsądny i miał nadzieję, że Polacy zamiast chleba kupią KW bo wszak strawa duchowa…
    Kto więc będzie mu płacił za te pomyje? Senat RP jakoś nie kwapi się do finansowania jego stronki internetowej pozostaje mu więc tylko wierszówka w KW i innych antylitewskich wydawnictwach lecz gdy spadnie sprzedaż a reklamodawcy jakoś nie walą drzwiami i oknami do redakcji przyjdzie mu wzorem gostków ze zdjęcia wziąć kapelusz, gitarę, nauczyć się kilku rzewnych polskich piosenek i siąść po Ostrą Bramą w nadziei, że jacyś polscy turyści okażą litość. O ile jeszcze jacyś będą, bo przecież tych wg niego już na Litwie prawie nie ma.

  5. Lubomir mówi:

    Nawet przedszkolacy domyślają się, że kryzys został zaplanowany i jest realizowany w sposób sztuczny. Vide: gry z frankiem szwajcarskim. Czy centrum rzucające całe narody i państwa na kolana, znajduje się w Nowym Jorku, Tel Awiwie, Frankfurcie nad Menem, czy w Berlinie, można się tylko domyślać. Z pewnością reprezentanci sztuki ulicy nie są trafnym obrazem matactw krwiożerczych geszefciarzy. Czy kryzys jest czy go nie ma gitarzyści, mandoliniści i skrzypkowie grają na ulicach Neapolu, Capri, Taorminy i Cefalu. Ulica to teren artystycznie bliższy odbiorcy niż kino, teatr, amfiteatr czy restauracja. Zresztą na ulicach najczęściej można spotkać tych samych artystów, co w/w wymienionych placówkach kulturalnych.

  6. pani mówi:

    delfi o kryzysie: “…Pernai metais Lietuvoje skurdo penktadalis arba 670 tūkst. gyventojų…” – w poprzednim roku w RL do ubogich zaliczono piątą część mieszkańców – 670 tysięcy. A dalej z ukrytym sarkazmem pisze iż w obecnym ubogich pomniejszyło się lecz tylko dla tego że obniżono poziom dochodu – pułap biedy.

  7. Ryszard mówi:

    Do 4 A w którym to miejscu Tarasiewicz ” rży z radości “.
    Czyżby trudności ze zrozumieniem co się czyta ?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.