9
Słynny bazar w Gariūnai poszedł z dymem

image-31754

Pożar w Gariūnai strawił dorobek całego życia wielu handlujących tu kupców Fot. Marian Paluszkiewicz

Część bazaru w Gariūnai spłonęła doszczętnie. Prawie 100 kupców handlujących w jednym z hangarów, który strawił ogień, straciło nie tylko cały towar, ale faktycznie swój dorobek całego życia.

— Ludzie są w szoku, bo dla wielu to tragedia życia. Oni po prostu nie wiedzą, co teraz mają począć, bo dla wielu to katastrofa — opowiada „Kurierowi” Walentin Perematko, jeden z kupców handlujących w Gariūnai. Jak tłumaczy nam, na bazarze spłonął jeden z kilku niedawno postawionych hangarów z pawilonami handlowymi.

image-31755

W wyniku pożaru około 100 osób straciło swoje miejsce pracy Fot. Marian Paluszkiewicz

— Handlowano tam głównie sprzętem elektrycznym, farbami, lakierami oraz sprzętem wędkarskim. Wszystko spaliło się — wyjaśnia nam inny kupiec, Aleksander, który zastrzega swoje nazwisko do wiadomości redakcji.

Kupcy z Gariūnai mówią nam, że na razie nikt nie mówi o ewentualnych przyczynach pożaru. Podstawowa wersja, jaka krąży w mediach oraz wśród handlowców, to zwarcie instalacji elektrycznej. Ale niektórzy w to nie wierzą i nie wykluczają podpalenia.

— Był to jeden z kilku nowych hangarów, więc trudno uwierzyć, że mogła nawalić tam instalacja. Tym bardziej, że na dworze jest lato, więc na pewno nikt nie korzystał tam z grzejników czy innych urządzeń elektrycznych — wyjaśnia nam Aleksander.

image-31756

Pożar zniszczył około 80 pawilonów handlowych mieszczących się w jednym hangarze Fot. Marian Paluszkiewicz

Jak wynika z ustaleń straży pożarnej, pożar wybuchł we wtorek wieczorem, około godziny 22.00. Po półtorej godziny ogień został zlokalizowany, strażacy odcięli też płomienie od stojącego obok innego hangaru, który został uszkodzony nieznacznie. Podczas gaszenia pożaru strażacy musieli zmagać się nie tylko z żywiołem płomieni, ale też ludzkim, bo na wieść o pożarze w Gariūnai kupcy przyjechali tu, żeby ratować swój towar. Na szczęście policji udało się powstrzymywać kupców, więc nie doszło do tragedii. Około 2.00 w nocy ogień został faktycznie ugaszony, bo jak mówi nam kupiec Aleksander, dym, a także płomienie ognia dogaszano jeszcze o 5-ej nad ranem, kiedy na bazar wrócili handlujący.

image-31757

Trudno będzie oszacować straty kupców, bo handlujący na bazarze w Gariūnai tradycyjnie nie ubezpieczali swego towaru Fot. Marian Paluszkiewicz

Poszkodowani w pożarze kupcy mają pretensje nie tylko do przewrotności losu, bo nikt z nich nie miał ubezpieczonego towaru, ale też strażaków. Jak opowiadają, chociaż pierwsze dwa wozy strażackie dosyć szybko przybyły na miejsce pożaru, ale okazało się, że mają jakieś problemy z wodą, toteż do pełnowymiarowej akcji gaśniczej przystąpili prawie po godzinie od wybuchu pożaru, kiedy ogień już szalał na całego. O potędze rozjuszonego pożaru świadczą nie tylko doszczętnie spalony towar kupców, ale też zdeformowane potężne metalowe konstrukcje hangaru oraz metalowe poszycie pawilonów. Gaszenie pożaru utrudniało też to, że płonęły materiały łatwopalne, jak farby i lakiery oraz wybuchowe, jak aerozole oraz butle.

image-31758

Po rzędach pawilonów handlowych pozostało tylko pogorzelisko Fot. Marian Paluszkiewicz

Na razie trudno jest oszacować straty, ale jak mówią kupcy, handlujący mieli w pawilonach towaru co najmniej na kilkadziesiąt tysięcy litów, a w przypadku drogiego towaru, jak na przykład dywany, czy też sprzęt gospodarczy — nawet na kilkaset tysięcy litów.

Jak wynika z ustaleń komisji badającej przyczyny pożaru, do zapalenia doszło przed godziną 22.00 w północnej części jednego z hangarów z pawilonami handlowymi. Ogień zaczął rozpowszechniać się w kierunku południowym oraz zagrażał stojącym obok hangarom i pawilonom handlowym. Przyczyny pożaru są ustalane.

image-31759

Specjalna komisja ma ustalić przyczyny pożaru, aczkolwiek niektórzy kupcy nie wykluczają umyślnego podpalenia Fot. Marian Paluszkiewicz

Bazar w Gariūnai często jest nazywany największym targowiskiem nie tylko na Litwie, ale też na Wschód od Bugu. Przed paru laty jedna z polskich firm wybudowała tu kilka hangarów z poszyciem plandekowym, które nakryły rzędy pawilonów handlowych. Powierzchnia jednego hangaru wynosi około 3 tys. m2. Pod plandeką znajduje się około 80 pawilonów handlowych stojących w dwóch szeregach. Hangary i pawilony należą do spółki „Jurgenda” administrującej część bazaru w Gariūnai. Handlujący tu kupcy wynajmowali od spółki pawilony handlowe, gdzie również magazynowali cały swój towar. Cena wynajmu jednego pawilonu wynosi około 500 litów miesięcznie.

Jak informują strażacy, pożar właśnie prawie doszczętnie strawił jeden z takich hangarów z metalowymi pawilonami handlowymi w środku. Przed ogniem uratowano zaledwie kilka pawilonów we wschodniej części hangaru. Ale dla kupców jest to słabe pocieszenie, bo jak mówią, co nie strawił ogień, to zabrała woda podczas akcji przeciwpożarowej.

9 odpowiedzi to Słynny bazar w Gariūnai poszedł z dymem

  1. Bardzostarypielgrzym mówi:

    Skoro tradycyjnie, PO-dobnie jak w PO-lsce, nie ubezpieczali towaru z tradycyjnej kupieckiej pazerności – to teraz szukaj tatka latka! A że bazarek, na którym raz byłem w 1994 i zaraz się zmyłem, spłonął, to małe piwko – będzie zaraz drugi, też niedoubezpieczony… Tradycyjnie!

  2. zozen mówi:

    rozumiemm tytuł ma być sensacyjny, ale uściślijmy – spłonęła jedna hala, cała reszta Gariunai stoi dalej.
    zarzuty trzeba przedstawiać właścicielom hali, że hydrantów p-poż było mało, strazacy musieli brać wodę z odległych ujęć – między innymi z rynku samochodowego – tam jest zbiornik wody.

  3. RB mówi:

    Jak go ostatnio widziałem pod koniec czerwca to wydawał się znacznie mniejszy niż kilka lat wcześniej. Chyba się zwija powoli. 😉

  4. rav mówi:

    znakiem tego jakis market sieciowy wchodzi na rynek litewski.

  5. pani mówi:

    Też myślę że zwiją. Warszawski stadion zwineli. Zwiną i jego małą kopię czy, raczej trawestację lub proliferacje. A jak jest z warszwską trawestacją bazaru. Do kąd w końcu przenieśli miejsca dla tysięcy kupców z dobrego kawałka Eurazii?? Chyba jako takie nie funkcjonuje. Na marginesie – wśród kupców wilęńskich Gariunów dużo słowian, a inni uczyli się kupiectwa w kontkatch z polskimi kupcami. Najpierw w Polsce. A komentarzy pod tym tekstem tak mało. Znaczy to – że kupcy, czy handlarzy nie zaglądają tu. A mogli by. Przecież przez polską szkołę małego biznesu a raczej drobnej komercji przewineło się, co najmniej kilka tysięcy ludzi.

  6. józef III mówi:

    na foto (publiczne miejsce) napis, obok litewskiego : rosyjski !

  7. pani mówi:

    >6. A tak – to wciąż wspólny dla większości sąsiadów RL język

  8. Szmaukszta mówi:

    droga ‚Pani” temu Jozefu III rozhodzisie ze ten napis po rusku to niezgodny z ustavo o jenzyku pansvovym v litvie.Pan Józef popatszy ze ta reklama tylko drutam zavionzana czyli szczytasie tymczasova.

  9. Edmuk mówi:

    Szkoda. Splonął najciekawszy pawilon na całym bazarze. Ceny mieli całkiem przyzwoite i wybrac było z czego.
    Oj, widocznie nie chcieli się przenosić do nowego budynku. Nie zrozumieli, że oferta przenosin do „objektu wagi panstwowej” była „nie do odrzucenia”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.