14
Skandynawia: renifery, fiordy i kosmiczne ceny

Renifer na drodze tamujący ruch jest czymś zwyczajnym Fot. Antoni Radczenko

Podróż samochodem na Nordkapp i z powrotem: 13 dni, 6 tysięcy kilometrów, 5 krajów, wieloryby, renifery i nierealne pejzaże…

Jedziemy przez Finlandię, w pewnej chwili otrzymujemy sms-a od znajomego kierowcy TIR- a: „W Oslo atak terrorystyczny. Dużo zabitych. Uważajcie — na granicy »trzęsą«”. Odizolowani od rzeczywistości, w podróży praktycznie do minimum ograniczamy korzystanie z Internetu, więc w taki sposób dowiedzieliśmy się o zbrodni dokonanej przez ultraprawicowego szaleńca Andersa Behringa Breivika.

Po kilku dniach przekraczając granicę fińsko-norweską nie zauważyliśmy żadnej histerii po drugiej stronie. Nikt nie przeszukiwał naszego samochodu, ani potrzebował dokumentów. Po całej Norwegii (mówiąc ściślej północnej jej części, bo tam właśnie byliśmy) w campingach było pełno odpoczywających Norwegów. O tragedii mówiły tylko opuszczone do połowy flagsztoku flagi państwowe prawie przy każdym domu

Celem naszej podróży był legendarny Nordkapp, czyli najdalej na północ wysunięty skrawek Europy; w sensie geograficznym może to i nie do końca prawdziwe, ale tak już się przyjęło wśród braci turystycznej. Zanim jednak tam dotarliśmy, musieliśmy pokonać naszym „Peugeotem” trzy kraje. O ile Łotwę przejechaliśmy praktycznie bez przystanków (nie licząc wszechobecnych korków powstałych w wyniku remontu dróg), to pierwszy nocleg mieliśmy na campingu w Tallinie. Estońska stolica — to „przedsionek Skandynawii”. Mentalność jest już raczej północna — profesjonalna obsługa w kawiarniach czy sklepach mówiąca po angielsku, czego u nas na Litwie raczej nie doświadczysz — ale cenowo, nie patrząc na wprowadzone niedawno euro, jeszcze bliska Litwie.

Skandynawskie ceny u nieprzygotowanego turysty mogą wywołać lekki szok. Przykładowo litr oleju napędowego (diesel), przeliczając na lity, w Finlandii kosztuje ok. 4,90, w Szwecji ponad 5 litów, a w Norwegii prawie 6 litów. Ceny paliwa są odwrotnością do jakości dróg. Najlepsze drogi są w Finlandii: równe, gładkie, na autostradach i drogach ekspresowych maksymalna szybkość 110 km na godzinę, jeśli są prowadzone prace drogowe to tak, aby nie przeszkadzały ruchowi. Szwedzkie drogi są ciut gorsze, ale maksymalna dozwolona szybkość na autostradach sięga nawet 120 km. Natomiast norweskie są bardzo podobne do naszych: koleiny, dziury oraz — czego u nas na szczęście kierowców nie ma — fiordy i góry, co w znaczny sposób ogranicza szybkość i przyjemność jazdy. Zresztą maksymalna szybkość tu to ledwo 90 km na godzinę.

Innym problemem natury psychologicznej dla turysty mogą być ceny podawane w szwedzkich i norweskich kronach. Do dwóch euro za bochenek chleba w Finlandii można się przyzwyczaić, natomiast kiedy płacisz za puszkę piwa 25 kron norweskich, to można dostać lekkiego zawrotu głowy. Z alkoholem wiąże się inna ciekawostka — w całej Skandynawii sprzedaż mocnego alkoholu jest ograniczona do specjalnych sklepów, w zwykłych spożywczych czy supermarketach można kupić jedynie piwo i cydr. A w szwedzkich odpowiednikach naszych „Maximy” czy „Iki” sprzedawane napoje alkoholowe mogą mieć nie więcej niż 3,5 proc. alkoholu. Piliśmy nawet piwo o wdzięcznej nazwie „Bla” o mocy 2,8 proc. Nie ma natomiast czegoś takiego jak u nas, kiedy stróże porządku łapią ludzi pijących piwo na ulicy i wypisują im mandaty. W Helsinkach na głównym stołecznym bulwarze Esplanadi (a propos na początku XX w., gdy stosunki pomiędzy lokalnymi Szwedami i Finami były dosyć napięte, północną stroną tej szerokiej promenady chodzili wyłącznie Finowie, zaś południową — Szwedzi) ludzie spokojnie siedzą i piją piwo i inne alkohole na trawniku, organizują niedzielne pikniki lub wieczory panieńskie. W Szwecji i Norwegii jest tego mniej, ale też nie zauważyłem policjantów ścigających „degustatorów”.

Sztokholm perłą północy Fot. Antoni Radczenko

Finlandię warto zwiedzać dla przyrody. Miasta, aczkolwiek ładne i schludne, to raczej mało atrakcyjne, porównując chociażby ze szwedzkim Sztokholmem. Najpiękniejsza jest oczywiście stolica — Helsinki, taki miniaturowy Sankt Petersburg. Przez cały XIX wiek Finlandia, odebrana Szwecji, która władała nią przez kilkaset lat, była prowincją Cesarstwa Rosyjskiego, chociaż miała szeroką autonomię. Do dzisiaj w stolicy stoją pomniki carom Aleksandrowi I i Aleksandrowi II i są podwójne nazwy ulic — po fińsku i szwedzku. Szwedzki na początku XX w. na terenach Finlandii był czymś w rodzaju polskiego na terenach Litwy. Językiem warstw wykształconych i uprzywilejowanych. Podobno nawet sam marszałek Mannerheim (twórca niepodległej Finlandii) lepiej mówił po szwedzku i rosyjsku niż po fińsku. Wybijając się na niepodległość Finlandia wybrała kompromis ze swoją mniejszością szwedzką i Szwedzi stali się składową częścią niepodległej Finlandii, nie tracąc zarazem swojej tożsamości narodowej. Szwedzki do dnia dzisiejszego jest drugim językiem państwowym, zaś Wyspy Alandzkie (zamieszkałe prawie wyłącznie przez Szwedów) posiadają szeroką autonomię.

Tampere — ojczyzna Muminków Fot. Antoni Radczenko

Pozostałe fińskie miasta też raczej zwiedza się nie z punktu widzenia architektonicznego, a socjologiczno-rozrywkowego. Turku, pierwsza stolica Finlandii, jest uważana za stolicę miejscowych Szwedów (tu m. in. działa szwedzki uniwersytet) oraz religijną stolicę kraju (w miejscowej katedrze — najstarszej w Finlandii — znajduje się siedziba arcybiskupa). Tampere — przemysłowe centrum Finlandii — trochę przypomina Łódź i słynie z tego, że jest ojczyzną Muminków, bohaterów powieści fińskiej pisarki piszącej po szwedzku, Tove Jansson. W 1882 r. po raz pierwszy w Skandynawii zapalono tutaj żarówkę elektryczną. Rovanemi — stolica fińskich Lapończyków czy Sami (bo wyraz „Lapończyk” jest przez nich odbierany jako obraźliwy), najstarszego ludu Skandynawii, którzy dotychczas w znacznym stopniu zajmują się tradycyjnymi zawodami jak rybołówstwo czy hodowla reniferów. Od 2003 r., język lapoński jest używany jako język oficjalny w fińskich gminach Enontekiö, Inari, Sodankylä i Utsjoki.

Dla najmłodszych jest wioska Świętego Mikołaja, leżąca na samym kręgu polarnym. Dla siedzącego tam Świętego Mikołaja Litwa już nie jest krajem egzotycznym: „Skąd jesteście” — pyta. „Lithuania”. „Wilno czy Kowno?” — pyta zmęczony upałem (+28C) i życiem staruszek ze sztuczną brodą. „Wilno”. Tylko nie wolno na własną rękę fotografować Mikołaja, jest jednak możliwość zakupu zdjęć zrobionych przez jego „elfy” za jedyne 20 euro. Rezygnujemy…
Renifer, a nie człowiek, jest prawdziwym gospodarzem na północy Europy. Dzikich reniferów praktycznie nie zostało, ale domowe pasą się po lasach, polach i górach całkiem samodzielnie. Renifer na drodze tamujący ruch samochodów jest czymś na tyle zwyczajnym, że po kilku dniach przestajesz na nie reagować. Dlatego jadąc przez tundrę trzeba uważać, aby nie potrącić to piękne stworzenie. Stado reniferów z północną flegmatycznością może przez dłuższy czas stać na drodze „wzbraniając” dalszej jazdy. Całe szczęście, że fińscy czy norwescy kierowcy też są flegmatyczni i ze stoickim wyrazem na twarzy czekają na „pozwolenie” do dalszej drogi, z ironicznym uśmiechem patrząc na grupy turystów wybiegających z autokarów i samochodów na drogę, aby zrobić zdjęcie. Do Nordkappu dotarliśmy po kilku dniach podróży po tundrze. W międzyczasie nocując nad „świętym” dla każdego Sami jeziora Inari i zwiedzając muzeum Samów (Siida) wraz ze skansenem. Wejściówka kosztuje co prawda 9 euro, ale naprawdę warto.

Nordkapp leży w odległości jakichś 350 kilometrów od Inari. Warto pamiętać, aby zatankować samochód zawczasu. Bo od Inari do przejścia granicznego nie było ani jednej stacji paliwowej. Natomiast stacja na samym przejściu — nie działała. Dlatego musieliśmy tankować po norweskiej stronie. Podobna sytuacja spotkała nas na trasie Narvik-Skelleftea. Pierwszą stację po wyjeździe z Narvika spotkaliśmy tylko po 150 kilometrach, już po szwedzkiej stronie. Paliwo drogie jak cholera, tankujemy tyle, by starczyło na następnych 130 kilometrów, do stacji paliwowej „Shell”. Paliwa tu nie brakuje, cena też niższa, ale musieliśmy odczekać pół godziny w kolejce, bo za kasą stała jedna osoba, która pobierała opłaty, przyjmowała zamówienia, w międzyczasie robiąc hamburgery.

Nordkapp, jak głosi norweska „turystyczna propaganda”, jest najbardziej północną częścią kontynentalnej Europy. Co nie jest do końca prawdą. Bo Nordkapp leży na wyspie Mageroya, która jest połączona z lądem od 1956 r. tunelem. Zresztą to nie jest koniec kontrowersji, bo niektórzy twierdzą, że dalej niż Nordkapp na tej samej wyspie leży przylądek Knivskjelodden. Całkiem możliwie, że tak twierdzą ci, którzy nie chcą słono płacić za wjazd na Nordkapp. Na Knivskjelodden droga jest bezpłatna, ale trzeba przejść około 10 kilometrów przez góry i błota. Jeśli pogoda dopisuje, to widoki są bardzo piękne. Natomiast najczęściej pada deszcz i jest gęsta mgła. Wtedy bardzo łatwo jest się w górach zgubić. A pogoda na Nordkappie zmienia się często…

Nam powiodło się, przez całe 2 tygodnie naszej podróży świeciło słońce. Co raczej na północy jest wyjątkiem niż zasadą.

Sfotografowanie ogona wieloryba jest najważniejszym momentem atrakcji Fot. Antoni Radczenko

— Was to może zdziwić, ale dla nas to jest prawdziwe święto, kiedy drugi dzień z kolei możemy chodzić w koszulkach — powiedziała Ksenija, nasza przewodniczka na morskim safari w Andenes. Morskie safari — to jeszcze jedna norweska turystyczna atrakcja. Do wyboru jest oglądanie wielorybów albo kolonii morskich ptaków. Wybraliśmy wieloryby. Na morzu panował sztil i dało się zobaczyć wielorybi grzbiet, wyrzucane przez niego fontanny i sfotografować ogon, gdy się zanurza. Sfotografowanie ogona jest najważniejszym momentem atrakcji. Kilkudziesięcioosobowa międzynarodowa ekipa na niedużym stateczku, rzucanym przez fale jak łupina orzechu, „strzela” ze swych aparatów w wieloryba, próbując uchwycić moment, który trwa kilkadziesiąt sekund. Andenes leży na Lofotach, w jednym z najbardziej pięknych miejsc Norwegi. Lofoty — to skalisty archipelag z mnóstwem malowniczych zatok i wysepek.

W bitwie o Narvik walczyli również Polacy Fot. Antoni Radczenko

Obok Lofotów leży najbardziej „polskie” miasto Norwegii — Narvik. Tu w 1940 r. odbyła się słynna bitwa o Narvik, podczas której aliantom udało się ewakuować norweskie siły zbrojne. Wśród alianckich żołnierzy walczyły również polskie siły zbrojne. Na wojskowym cmentarzu swą kwaterę mają polegli polscy żołnierze, w kilku kilometrach od cmentarza, nad brzegiem morza stoi pomnik polskim marynarzom z ORP Grom, do którego nas doprowadziła spotkana przypadkowo Polka z Warszawy, od roku mieszkająca na socjalu w Norwegii. Po drodze, przy pomocy często używanych słów nie nadających się do druku, opowiedziała o swym życiu i wyższości kulturalnej Norwegii nad Polską. O tym jak emigranci (nie tylko z Polski, ale całej Europy Wschodniej) zbierają grzyby wokół pomnika oraz łapią ryby, czego nie robią „mośki” (takiego określenia nasza rozmówczyni używała na określenie rdzennych mieszkańców tej krainy) i „asfalty” (czyli Murzyni); o tym jak jeździ się do Szwecji po alkohol i papierosy; o kulturalnej policji, która nawet kompletnie pijaną osobę odstawi do domu.

— Tu jest większa kultura. U nas 70-80-letnie babcie to tylko czekają na śmierć. A tutaj to „tankują” ostro każdy dzień — podsumowała swój „wykład” pani z Warszawy.

O ile w Norwegii i Finlandii przede wszystkim zwiedzaliśmy przyrodę, to w Szwecji najbardziej zapamiętały się miasta. Przyroda też jest wspaniała, na każdym kroku są jeziora, rzeki, jednak po surowej, skalistej Norwegii Szwecja zbytnio przypominała nasz litewski krajobraz. Uppsala, czyli centrum nauki i wiary Szwecji. W dniu dzisiejszym pojęcie „wiara” w Szwecji, a i w całej Skandynawii, jest nieco odmienne niż u nas. Na przykład w kościele świętego Jakuba w Sztokholmie były rozdawane gejowskie ulotki, a wewnątrz kościoła wisiały flagi w kolorach tęczy z okazji odbywającego się właśnie w mieście światowego zjazdu gejów i lesbijek. Tym niemniej w oddalonej o 100 kilometrów od stolicy Uppsali znajduje się główna katedra Szwecji, a śluby są brane w kościołach. W Finlandii czy Szwecji w weekend trudno zwiedzać miejsca sakralne, bo masowo odbywają się śluby. Poza swą katedrą i uniwersytetem Uppsala słynie z największej biblioteki oraz domu babci znanego szwedzkiego reżysera Ingmara Bergmana, który często tutaj mieszkał w dzieciństwie. W przewodnikach może być napisane, że kolor domu jest czerwony, to nieprawda, dom jest zielony.

Starówka Sztokholmu, czyli Gamla Stan faktycznie jest perełką Północy. Być może daleko jej do Paryża, Rzymu czy Pragi, ale na tle innych północnych miast wygląda imponująco. Pałac Królewski, katedra, budynek parlamentu, teatr narodowy robią piorunujące wrażenie. Warto odwiedzić Vasamuseet, gdzie znajduje się XVII-wieczna „duma” szwedzkiej floty — okręt „Vasa”. Wybudowany specjalnie na wojnę z Polską zatonął po przepłynięciu kilkuset metrów (według jednej z wersji nie bez polskiej „pomocy”). Taki szwedzki „Titanic” podniesiony i zrekonstruowany przez Szwedów u schyłku XX w.

Gdy się wybiera do Skandynawii samochodem, lokalnym transportem czy autostopem, najlepiej zatrzymywać się w campingach. Z naszych obserwacji wynikało, że campingi są najulubieńszym miejscem odpoczynku także rdzennych mieszkańców. Na każdym postoju spotykaliśmy mnóstwo rodzin z dziećmi, nawet jeśli dookoła nie ma jeziora czy morza. Warto nabyć, jeśli się wybiera w dłuższą podróż, Scandinavia camping card, która daje zniżki na nocleg na campingu nie tylko w Skandynawii. Kosztuje 9 euro, ale ten wydatek bardzo szybko się okupi.

Jadąc przez całą Skandynawię nigdzie nie spotkaliśmy na drodze policji. Pierwszy sprawdzian dokumentów oraz poziomu alkoholu mieliśmy w drodze powrotnej wyjeżdżając z promu w Rydze. Prom był pełen wracających z „saksów” Litwinów, którzy balangowali przez całą noc. Dlatego nad ranem za sterami ich aut zazwyczaj zasiadały żony i koleżanki. Nie patrząc na brak policji jazda w Szwecji czy Norwegii jest jedną z najbardziej kulturalnych w Europie. Mentalność skandynawska działa również na turystów i emigrantów. Na jednym z campingów spotkaliśmy mieszkających w Helsinkach Rosjan łapiących w Norwegii ryby. Okazało się, że łapanie ryb bez pozwolenia jest dozwolone tylko na morzu. Z czystej ciekawości zapytaliśmy: czy łapiących nad jeziorem czy rzeką łapie jakaś służba?

— Nie wiem. Nigdy nie próbowaliśmy — odpowiedziała Siergiej, eks-wojskowy sowieckiej i rosyjskiej armii.

14 odpowiedzi to Skandynawia: renifery, fiordy i kosmiczne ceny

  1. Mateo mówi:

    Super artykuł. Skandynawia nie jest moim celem na dziś z powodu cen, ale chętnie bym się tam wybrał, szczególnie, że mam szerokie więzy koleżeńskie. Antoni – pisz więcej artykułów krajoznawczych. Podróże są dobre, a jeszcze lepsze z pod Twego pióra. Gratuluję.

  2. Mateo mówi:

    *spod 🙂

  3. pani mówi:

    Antosza! Relacja superyczna! I fantstycznie bogaty polski i wyszakane a bajecznnie cenne fotki. o raz pierwszy zapachnelo Skandynawi ta ze az sie zachcialo ja obejrzec. aja ci Sandynawowie jakas premie wreczyc za promocje ich walorow! Tylko wciaz nie rozumiem co wspanialego w Helsinkach widzieli carowie…, a nazywali pera, paryem polnocy …

  4. Astoria mówi:

    Znakomity reportaż. Szybki i szczegółowy.

  5. w mówi:

    dobry tekst, tylko zdjec mogloby byc wiecej 🙂

  6. No mówi:

    Kapitalny artykul. Ja, na miejscu redakcji, dalbym go w odcinkach. Jak deser.

  7. pani mówi:

    Czytalam dzis artykul BBC i komentarze o Europejskiej tradycji tanich mlodziezowych podrozy pociagami. Interesujace ze wiele Brytyjczykow uwaza iz przed 20 laty Europejczycy byli bardziej uprzejmi.

  8. Amelia z Wilna mówi:

    Bardzo ciekawy reportaz:) szkoda, ze taki krotki 😉

  9. Budzik mówi:

    do 7 Pani

    My mieliśmy swoje młodzieżowe “pociągi przyjaźni”. Wielu wspomina je z dużym sentymentem:) Faktycznie wszyscy byli wobec siebie uprzejmi. Już dobrze, będę się bronił przed nostalgią czasów, które odeszły (i dobrze, że odeszły):)

  10. Kosil Jas koniuchynu mówi:

    Budzik,
    O tak pociągi przyjazni to było coś.Nawet anegdoty o nich powstawały.
    Jedzie taki pociąg z Moskwy do Władywostoku (BAM).W przedziale siedzi dwoch meszczyzn.Po trzech dniach jazdy jeden zwraca się do drugiego- mienia zavut Jura a tiebia?
    Ten drugi myśli i zastanawia się co odpowiedzieć i tak po dwoch dniach odpowiada -mienia zavut Pietia.Jura uśmiecha się i myśli dlaczego ten Pietia czekał dwa dni zeby odpowiedzieć?I tak na myśleniu mijają kolejne trzy dni.Po trzech dniach Jura pyta się Pieti- Pietia a jebał ty sabaku?Pietia wystraszony patrzy na Jurę i wytrzeszczając oczy pyta odrazu- a zaczem spraszywajesz Jura?
    Jura otpowiada- ot prosta tak dlia padierżania razgawora.

  11. Budzik mówi:

    do 10 Kosil Jas koniuchynu

    🙂 dobre!

    Osobiście nie przypominam sobie takich sytuacji. Nam uroczo mijał czas na wyśmiewaniu się z pionierów z NRD:)

  12. Kosil Jas koniuchynu mówi:

    Przypomniał mi się jeszcze jeden anegdot o tych co to za PRL-u poróżowali po świecie.
    Chwali się taki jeden gdzie to nie był czego nie widział. A na pytanie- byłeś w Norwegii? Odpowiada- no pewnie ze byłem, a jakie krajobrazy widziałem.A czy FIORDY widziałeś? No pewnie że widziałem – Fiordy to mi z ręki jadły.

  13. Budzik mówi:

    To akurat znałem:) Pozdrawiam

  14. Kasia mówi:

    Bardzo dobry i ciekawy artykuł. Fajnie się czytało, mimo, że jest dość długi jak na realia internertu, w ogóle tego nie odczułam. Za to dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy. Super.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.