4
Na jubileusz 30-lecia „Wileńszczyzny” — „Wieczorynka w Skorbuciszkach”

image-32862

Pięć lat wstecz, po koncercie jubileuszowym na tejże scenie Fot. Marian Paluszkiewicz

Autentyczna muzyka, taniec i śpiew, jak też ubiory i ówczesna gwara podwileńska pomogą widzom obecnym w bieżącą sobotę na sali Litewskiego Teatru Opery i Baletu przenieść się o jakieś 100 lat wstecz, gdy na Wileńszczyźnie inne pokolenie młodzieży bawiło się inaczej, ale nie mniej wesoło i hucznie.

Sprawi to polski reprezentacyjny zespół pieśni i tańca „Wileńszczyzna”, który na tej zawodowej i najbardziej prestiżowej scenie stołecznej obchodzi dzisiaj swój jubileusz 30-lecia. Obchodzi prezentując  najnowszy spektakl muzyczny przygotowany z tej okazji — „Wieczorynka w Skorbuciszkach”.

O tym rozmowa z kierownikiem artystycznym zespołu Janem Mincewiczem.


Do programu podwileńskiej wieczorynki przymierzaliście się od dawna...

Tak, gdyż była to dosyć poważna praca. Zbieraliśmy folklor, to znaczy nie tylko pieśni i elementy tańców, ale również tradycje, obrzędy i pogawędki, spotykaliśmy się z ciekawymi okazami naszego podwileńskiego folkloru. Tak powstał spektakl muzyczny, który nazwaliśmy „Wieczorynka w Skorbuciszkach”, który dzisiaj mamy okazję zaprezentować naszej publiczności.

Odtwarza on atmosferę…

…wiejskiej zabawy pod Wilnem w okresie lat 20-30 ubiegłego stulecia. Na wieczorynki zbierała się młodzież często z kilku sąsiednich wsi, a czasem przyjeżdżała też młodzież z miasta, aby wspólnie zabawić się z rówieśnikami.
Na wieczorynkach bawiono się, śpiewano, ale przede wszystkim tańczono. Najczęściej tańczono polki i walce, ale też kadryle i krakowiaki.

Jednakże chyba figury i układy tych tańców, zwłaszcza krakowiaka, jakkolwiek proste i dostępne dla masowego wykonawcy, różniły się znacznie od tańczonych w Polsce centralnej.

Oczywiście. W proponowanym przez „Wileńszczyznę” zestawie kadryl i krakowiak zostaną wykonane przez „wiejską młodzież” w autentycznym układzie z tamtych lat, jak też z oryginalną ówczesną muzyką. Natomiast przybyła na zabawę „młodzież z miasta” posunie się do określonych stylizacji w tych tańcach.

Może by Pan opowiedział bardziej szczegółowo o tych tańcach…

Starsi dobrze pamiętają bardzo popularny, również w latach powojennych (szkoda, że dziś zapomniany) taniec padespan (czasem również zwany podhiszpaniec). Przeniknął on na Wschód z Półwyspu Iberyjskiego i mocno zakorzenił się również na naszych terenach. Tańczony przez naszych tancerzy ukaże zarówno elementy tańców wileńskich, jak też, oczywiście, pierwotnych hiszpańskich, które zlały się w jednolitym stopie nieskomplikowanego, a jednocześnie bardzo sympatycznego tańca towarzyskiego.
Do najczęściej tańczonych na zabawach tańców należały również tango i fokstrot.

Tango na wiejskiej zabawie?

Ano także, ale tango, które z ojczystej Argentyny szybko rozeszło się na cały świat, wymagało jednak od tancerzy odpowiedniego wyrobienia.

Natomiast fokstrot, znacznie prostszy w wykonaniu, był tańczony bez trudności na każdej zabawie tak w miastach, jak i po wsiach. Przypuszcza się, że twórcą fokstrota był Amerykanin Harry Fox, który to w roku 1912 wykorzystując elementy reggae powołał do życia nowy taniec. Posuwiste kroki tańca podobno nadały mu nazwę (fox trot — lisi ruch).

Zaintrygował Pan historią tańców, które już dzisiaj w interpretacji zespołu zostaną zaprezentowane widzowi. Ale jakże one trafiły na nasze tereny?

Zarówno fokstrot, jak i tango przedostały się na tereny Wileńszczyzny z dużych miast Polski i ówczesnego Cesarstwa Rosyjskiego przywiezione tu zarówno przez studentów pobierających tam naukę na uniwersytetach, jak też przez żołnierzy powracających po pierwszej wojnie światowej ze wspólnych walk na terenach różnych krajów Europy.

Powiedział Pan powyżej, że zbierając folklor spotykaliście się z ciekawymi okazami naszego podwileńskiego folkloru. To znaczy…

Chodzi również o wzajemne przenikanie się kultur, które nieuchronnie następuje, gdy wspólnie zamieszkują ludzie różnych narodowości. To rzutuje nie tylko na styl struktury muzycznej utworów i ich melodie. Odzwierciedla się także w tekstach pieśni, gdzie w pieśniach polskich spotyka się lituanizmy, zaś w litewskich — polonizmy. Są pieśni, gdzie chłopiec śpiewa po polsku, a dziewczyna odpowiada po litewsku. Czasem to przybiera groteskowy charakter, kiedy w jednej piosence są wplecione słowa zarówno polskie, jak też litewskie. Oto przykład jednej takiej zwrotki.

Ak, kaip ilgu, bernužėli,
O mój miły Boże.
Kai tavęs nepamatysiu,
Serce żyć nie może.

Podczas premiery widzowie będą mieli też okazję oglądać nowe stroje przygotowane specjalnie na ten występ.

Oczywiście ubiory z tamtych lat zostały odtworzone na podstawie źródeł zachowanych w zbiorach bibliotek i archiwów, jak też w zbiorach poszczególnych kolekcjonerów, a także ciekawej kolekcji dawnych strojów, znajdującej się w posiadaniu Litewskiej Wytwórni Filmowej.

Rozmawiała Helena Gładkowska


 

image-32863

Zawsze uśmiechnięta Leonarda Klukowska najlepiej czuje się w gronie swoich tancerzy Fot. Marian Paluszkiewicz

Podczas koncertu z okazji 30. jubileuszu „Wileńszczyzny” na scenie Narodowego Teatru Opery i Baletu wystąpi ok. 90 tancerzy, którzy zmieniając blisko 15 razy stroje zaprezentują ok. 20 tańców. Dwojąc się i trojąc weterani zespołu, obecny skład „Wileńszczyzny” oraz dziecięcy zespół taneczny „Perła” z Niemenczyna zatroszczą się, aby wrażeń, dobrego nastroju, energii oraz oczywiście hucznej wieczorynki wystarczyło do kolejnego jubileuszu.

W przeddzień koncertu Leonardę Klukowską zastaliśmy kupującą drobiazgi, niezbędne do strojów tancerzy, Germana Komarowskiego natomiast telefonicznie próbującego uspokoić liczące godziny do koncertu tancerki.


A więc jak dobiegają końca ostatnie przygotowania? Jaka atmosfera panuje w zespole? Czy uda się zapiąć wszystko na ostatni guzik?

Leonarda Klukowska: „Próba wczoraj, próba jutro i tak przez całe lato. Pracujemy w pocie czoła. Każdy z członków zespołu maksymalnie przykłada się do tego, aby koncert jubileuszowy był wart uwagi. Milowymi krokami zbliżamy się do koncertu, chce się jeszcze coś utrwalić, przygotować, a czasu wciąż mniej. Oczywiście zawsze może być lepiej, ale mamy nadzieję, że wszystko uda się zapiąć na ostatni guzik, a najważniejsze — widz zostanie zadowolony… Zasmuca jedynie fakt, że jakkolwiek duża nie byłaby sala Teatru Opery i Baletu, nie może pomieścić wszystkich chętnych towarzyszyć nam w tym święcie.

image-32864

German Komarowski z bratem (pierwszy od lewej) od kilku lat nie tylko tańczy w zespole, ale też jest choreografem „Wileńszczyzny” Fot. Marian Paluszkiewicz

German Komarowski: „Można nawet powiedzieć, że nocujemy w niemenczyńskim Domu Kultury. Próby trwają po kilka godzin. Prawie codziennie na ćwiczeniach spędzamy po 5-6 godzin. Wymagamy nie tylko od innych, ale każdy z nas ma jakieś wymagania wobec siebie, dlatego jest ważne, aby nie tylko widz został zadowolony, ale też my sami. A co do atmosfery, to obecnie wszystko wrze. Te same twarze ćwicząc po kilka godzin przebywają w jednym pomieszczeniu. Co jest trudne nie tylko fizycznie, ale też psychologicznie. Tancerze nie mogą doczekać się jubileuszowego koncertu, jedni pragną jak najszybciej wejść na scenę i pokazać się publiczności, drudzy natomiast już dość mają tej tremy i to jest normalne.

Niektóre pary po raz pierwszy wystąpią na tak zawodowej sali, dla innych będzie to ich ostatni koncert w zespole…

L.K.: Tak już się zdarza. Zawsze jest przykro z kimś się żegnać, przecież razem się było nie rok i nie dwa, a 15-18 lat. Studia, praca czy w końcu rodzina zabierają wiele czasu. Zazwyczaj, jeżeli tancerz nie może pozwolić sobie na uczestnictwo w większości próbach, powinien ustąpić miejsca innemu. Jednak staramy się współpracować ze swoimi tancerzami, zapraszając ich na koncerty i wyjazdy.

Co dwie głowy, to nie jedna. Od kilku lat obowiązki choreografa zespołu dzielicie po połowie…

G. K.: Od 1997 roku tańczę w zespole, a jako choreograf zespołu zadebiutowałem podczas ubiegłego jubileuszu. „Wileńszczyzna” wtedy wykonała jeden taniec ułożony przeze mnie. Podczas prób obowiązki choreografa dzielimy w następujący sposób: pani Lonia przeprowadza rozgrzewkę, na moich barkach jest natomiast klasyka. Jak jesteśmy we dwójkę, łatwiej jest tancerzom pokazać taniec, ja wykonuję partię męską, koleżanka natomiast żeńską.

L.K.: Pracę staramy się podzielić, co ułatwia nam życie (śmieje się). A to najbardziej dało się zauważyć podczas opracowania nowych układów tanecznych. Jeżeli dla ubiegłego jubileuszu tańce były przygotowywane przez zagranicznych choreografów, to w tym roku jedynie tanga uczył tancerzy argentyński choreograf z Wilna. Wszystkie pozostałe tańce są nasze.

Jakie zalety ma „Wieczorynka w Skorbuciszkach”? Czym się różni od wystawianych wcześniej programów?

L.K.: Wszystkie nasze programy są różne. Tegoroczny, czyli „Wieczorynka w Skorbuciszkach” ma w sobie coś oryginalnego. „Noc Świętojańska” — przedstawia wileńskie tradycje przeplatane magią, „Z dymem pożarów” jest pełen patriotyzmu, „Kiermasz Wileński” prezentuje tańce ludowe. Między innymi otrzymaliśmy litewskie stroje ludowe, a więc podczas „Kiermaszu” zaprezentujemy też litewski taniec, czego wcześniej nie było. A „Wieczorynka”… Odzwierciedla okres lat 20-30 ubiegłego stulecia, młodzież i jej sposób na zabawę. Zresztą zobaczycie sami.

Podczas tegorocznego koncertu jubileuszowego German wystąpi w trzech osobach: jako tancerz, choreograf „Wileńszczyzny” oraz choreograf zespołu dziecięcego „Perła”. Która z tych funkcji jest dla Pana ważniejsza?

G. K.: Podczas sobotniego koncertu najważniejsza jest „Wileńszczyzna”. Nie boję się za siebie, ponieważ nie pierwszy raz wychodzę na scenę, nie jest to mój pierwszy jubileusz w zespole. Co do „Perły”, bardzo się ucieszyłem, kiedy padła propozycja udziału moich dzieci, z którymi ćwiczymy już od 6 lat, w koncercie. Dla nich będzie to wielkie wydarzenie. Być może wielu z nich nigdy więcej nie będzie miało możliwości wystąpienia na najlepszej scenie litewskiej. Jednak jest to wieczór tylko „Wileńszczyzny”, która w gronie przyjaciół, a przyjadą nawet ci z Brazylii, Kanady, Szwecji, Ukrainy, Rosji i oczywiście — Polski, obchodzi swoje 30-lecie.

Rozmawiała Ewa Gedris

4 odpowiedzi to Na jubileusz 30-lecia „Wileńszczyzny” — „Wieczorynka w Skorbuciszkach”

  1. Kmicic mówi:

    Wileńszczyzna jest polskim SKARBEM.

  2. mig mówi:

    Wilenskim diamentem jest „Wilia”.

  3. ja mówi:

    Wilenszczyzna to jest nasze zycie i nawet ponad zycie z BOGIEM.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.