20
Białoruskie Wielkie Księstwo Litewskie (3)

Plantacje pomidorów w szklarniach pod Mińskiem są prawie stuprocentowo rentowne… tak musi być i tak jest

Plantacje pomidorów w szklarniach pod Mińskiem są prawie stuprocentowo rentowne… bo tak musi być

Przed wyjazdem grupy dziennikarzy na Białoruś, ambasador tego państwa w Wilnie, Nikołaj Drażin, zażartował wobec jednego z nas, że po powrocie „uwierzy wreszcie w państwo białoruskie”, bo rzekomo dziennikarz ów był dotąd totalnym niedowiarkiem. Czas naglił i nie było miejsca na ripostę, tym bardziej dyplomatyczną, czego sytuacja i ranga rozmówcy wymagały.

Odpowiedź na „żart” nastąpiła więc znacznie później podczas kolejnego gościnnego przyjęcia naszej grupy, tym razem w przedsiębiorstwie rolniczym „Żdanowiczi”. Wznosząc toast podczas pożegnalnego przyjęcia z gospodarzami przedsiębiorstwa i przypominając słowa ambasadora, jego adwersarz z wyjazdu zauważył, że w każdym państwie najważniejsi zawsze są ludzie i to w nich trzeba zawsze wierzyć, a przede wszystkim odnosić się do nich z pełnym szacunkiem, na jaki Białorusini na pewno zasługują.

I rzeczywiście, czy to zwiedzając monumentalne pomniki architektoniczne Wielkiego Księstwa Litewskiego na ziemiach białoruskich, czy też goszcząc w białoruskich „kołchozach” (bo to określenie absolutnie nie pasuje w rzeczywistości do potężnych przedsiębiorstw rolnych) „Snów” i „Żdanowiczi”, czy wreszcie zwiedzając, aczkolwiek krótko i powierzchownie (o czym za tydzień w 4-tej części reportażu) białoruską stolicę Mińsk, wszędzie spotykaliśmy szczerych i serdecznych ludzi, nad wyraz skromnych, nieunoszących się dumą gospodarzy wszak pokazowych obiektów.

Co najważniejsze, najciekawsze i najdziwniejsze zarazem, obok pospolitych życzeń szczęścia i zdrowia, często też słyszeliśmy od nich życzenie „nam wszystkim, żeby nie doznać więcej okrucieństwa wojny”.

Życzenie to wcale nie dziwi, bo gdy ma się świadomość, że podczas ostatniej wojny większość miast i miasteczek tego kraju były doszczętnie zniszczone, a naród białoruski poniósł ogromne straty ludzkie. W tym wśród najwybitniejszych jego synów i cór. Dlatego tylko z szacunkiem można patrzeć, jak Białorusini na każdym kroku czczą pamięć poległych w II wojnie światowej, bo dla nich to oni byli i pozostają tylko i wyłącznie wyzwolicielami spod okupacji niemieckiej. Aczkolwiek, my tu, na Litwie albo w innych krajach bałtyckich, czy też Polsce, możemy i mamy prawo sądzić też inaczej.

Z szacunkiem i pasją do tego, co robią, odnoszą się wszyscy ci, których spotkaliśmy na drodze swojej podróży: czy zauroczona historią para przewodników przebranych w średniowieczne szaty i udających ówczesnych gospodarzy dworu na Zamku Lidzkim; czy też przewodnicy, a zarazem pracownicy muzealni w Nowogródku, którzy nie tylko pamiętają najdrobniejsze skrawki przeszłości Grodu Mendoga, ale też czynią starania (zbierają środki publiczne) na odrestaurowanie przynajmniej zachowanych elementów Zamku Nowogródzkiego.

Niemniejszymi pasjonatami swojej miejscowości są snowianie, bo chyba tak się muszą zwać mieszkańcy miasteczka Snów, które znajduje się na Nowogródczyźnie. I chociaż tu też można odnaleźć kawałek wspólnej polsko-litewsko-białoruskiej historii, i jak głoszą dziejopisy, iż nazwa może pochodzić od starosłowiańskiego słowa „snow”, co oznacza dziś zwyczajnie „szwagier”, a miasteczko przez wieki należało do potężnego litewskiego rodu Kiszków, później do rodu Radziwiłłów, aż w końcu przypadło marszałkowi Kazimierzowi Rdułtowskiemu, który postanowił zawstydzić Radziwiłłów i kazał architektowi Tyczeckiemu wybudować w Snowie pałac nie gorszy niż u Radziwiłłów w Nieświeżu.

Zawdzięczając więc pysze szlachcica, mamy w okolicach dwie perły architektury, dwa pałace, które, aczkolwiek diametralnie różnią się od siebie, to jednak są podobne do siebie przez swój majestat i piękno. Pałacem w Snowie można tak samo zachwycać się bez końca i podziwiać ten zabytek spuścizny historycznej trojga narodów.

Warto jednak pomówić o ludziach, którzy dbają o tę spuściznę. Tak trafiliśmy do miejscowego farmera w Snowie, Nikołaja Radomana. Sam on nie lubi ani tego określenia, ani też gardzi samymi farmerami, bo uważa, że to na Zachodzie jest dobre, gdzie tradycje farmerskie kształtowały się przez stulecia.

— Farmerstwo u nas to przede wszystkim przykrywka dla komercji i handlu. Słowem, nigdy farmer kraju nie nakarmi — mówi krytycznie Nikołaja Radoman. Ale i dla farmerów daje on pole do popisu: „Niech hodują króliki albo strusie”.

Uważa natomiast, że tylko coś, czym on zarządza od kilku lat, może sprostać oczekiwaniom współczesnej konsumpcji na Białorusi. To „coś”, powstało po byłym kołchozie im. Kalinina. Dziś ten „kołchoz” jest faktycznie przedsiębiorstwem rolno-spożywczym, który nie tylko hoduje zboże, ziemniaki, buraki cukrowe jak też bydło i trzodę chlewną, ale też przerabia to na artykuły spożywcze i sprzedaje swoją produkcję w sklepach własnej sieci. W planach jest też budowa własnego supermarketu w Mińsku. Sporo też produkcji sprzedaje w ramach tzw. zamówień państwowych, resztę zaś eksportuje już po cenach wolnorynkowych i za dewizy, głównie do Rosji. Chociaż dyrektor nie przyznaje się, że ostatni kryzys mocno uderzył też w jego przedsiębiorstwo i ludzi tam pracujących, to jednak fakty są bezlitosne. Jeszcze niedawno bowiem, średnie wynagrodzenie pracownicze (np. dojarki) wynosiło około 1,5 mln tamtejszych rubli. W przeliczeniu było to prawie 1,5 tys. litów, dziś zaś, po dewaluacji białoruskiej waluty, wynosi to zaledwie 450 litów, przy tym, że ceny produktów i towarów stale idą w odwrotnym kierunku.

Przewodniczący „Snowu”, Nikołaj Radoman (w środku) i przewodniczący lokalnego komitetu wykonawczego w Nieświeżu, Iwan Krupko (zlewej), mogą godzinami opowiadać o swoim przedsiębiorstwie, tym bardziej że opowiadać mają o czym

Przewodniczący „Snowu”, Nikołaj Radoman (w środku) i przewodniczący lokalnego komitetu wykonawczego w Nieświeżu, Iwan Krupko (zlewej), mogą godzinami opowiadać o swoim przedsiębiorstwie, tym bardziej że opowiadać mają o czym

Nikołaj Radoman wierzy jednak, że te kłopoty niebawem miną i sytuacja ustabilizuje się, toteż nikt z około 1 800 pracowników przedsiębiorstwa nie ucieknie w poszukiwaniu lepszego życia. Na razie na korzyść „Snowa” i Snowa przemawiają relatywnie wysokie zarobki i niskie koszta utrzymania się w mieście, jak też powiedzmy full servis dla mieszkańców miasteczka. Bo oprócz podstawowych obiektów sfery socjalnej, jak szkoły, przedszkola, przychodni (nowoczesna, a najważniejsze bezpłatna dla miejscowych pracowników i mieszkańców) przedsiębiorstwo utrzymuje tu basen kryty, salę sportową i fitness oraz buduje halę sportową.

— Gdybym tu mieszkała, to codziennie chodziłabym do fryzjera — mówi jedna z koleżanek podróży na wieść, że zrobienie fryzury w miejscowym zakładzie fryzjerskim kosztuje… około 4 litów!!!

— Mamy tu wszystkie usługi i to bardzo tanie, a to nas bardzo cieszy. Wielu nam zazdrości z innych przedsiębiorstw. Mają co nam zazdrościć, bo jesteśmy najlepsi — mówi nam jedna z miejscowych pań towarzyszących naszej wizycie. — Zresztą jesteśmy tacy jedyni w okręgu — dodaje szczerze i nie wiem czy niepotrzebnie.

Mimo to cieszy sam fakt, że przynajmniej w Sownie ludzie mają dobrze, jak w tym powiedzonku „u baćki za piecem”.

Drugie przedsiębiorstwo — „Żdanowiczi”, które odwiedziliśmy na krótko, również robi wrażenie, nawet zdając sprawę z tego, że chyba w okolicach nie jest za wiele podobnych przedsiębiorstw.

Jest to przedsiębiorstwo państwowe i zajmuje się głównie hodowlą warzyw w szklarniach — ogórki, pomidory, papryka, a nawet trzmiele na potrzeby opylania kwiatów (podobno są bardziej pracowite niż pszczoły i mniej natrętne). Cała technologia jest sprowadzona z Europy, toteż odwiedzając szklarnie w „Żdanowiczi” można poczuć się niczym w Holandii. I choć hodowla warzyw w większości bazuje się tu na komponentach zagranicznych, to kierowniczka produkcji cieplarnianej przedsiębiorstwa, Wiera Tryntowa, przekonuje nas, że produkcja pod szkłem w miejscowych warunkach ma prawie 100-procentową rentowność. Dziwimy się, ale wierzymy na słowo. Zresztą, jaka by to produkcja odważyłaby się nie mieć takiej rentowności, gdy przedsiębiorstwu patronuje sam prezydent. Tymczasem Wiera Tryntowa szczerze dziwi się, dlaczego upadły szklarnie na Litwie, do których jeszcze w okresie sowieckim przyjeżdżała z kolegami i koleżankami, by zasięgnąć wiedzy i doświadczenia. Na wyjaśnienie, że się nie opłaca, stanowczo mówi, że jako specjalistka wie, że się opłaca. I znowu wierzymy, bo jej szklarnie nie leżą w centrum miasta, jak to miało miejsce w przypadku wileńskich. Życzymy więc gościnnym gospodarzom zakładów w „Żdanowiczi”, by widniejące na horyzoncie wieżowce Mińska jak najdłużej pozostawały jak najdalej od ich szklarń, by raptem nie okazało się, że i u nich nie opłaca się…

Pocz. w nr. 168
Cd. w kolejnym wydaniu magazynowym

20 odpowiedzi to Białoruskie Wielkie Księstwo Litewskie (3)

  1. Jurgis mówi:

    Czyj to pałacyk użyczono w Wilnie na
    siedzibę Ambasady Białoruskiej?
    Jaki to Polak był właścicielem ?

  2. pani mówi:

    >1. Jurgi, podobnie ostatnimi wlascicielami byli Rosjanie czy Zydzi. Bogata mieszczanska rodzina. Jeszcze piekniejsze, bardziej ozdobne, kolorowe w nieco wschodnim guscie byly wnetrza. Zreszte dokladniej mozesz to znalesc na witrynie Ambasady RB w Wilnie chyba. W kazdym razie widzialam ta historie po polsku nie tak dawno idac za bohaterem KW imieniem Tadeusz Prezesem Klubu kojarzacego Przedsiebiorcow UE i WNP.
    O bialorusinach w tym tekscie szczera prawda. Bywalam w Minsku w delegacjach w ramach wspolpracy naukowej. Pamietam wlasnie takimi jak autor tu o nich. Mysle ze Litwinom brakuje Bialorusinow jak dzieciom mamy. Bez nich zle sie chowaja.

  3. Paweł1 mówi:

    Snów to rzeczywiście jedna z najpiękniejszych rezydencji na Ziemi Nowogródzkiej, ale zyskało sobie również smutną sławę nieszczęśliwego miejsca. To tutaj samobójstwo popełnił 22-letni wówczas Ludwik Spitznagel / poeta epoki romantyzmu/, najbliższy przyjaciel Juliusza Słowackiego. O tej samobójczej śmierci Słowacki wspomina w „Kordianie”. Innym wydarzeniem, które wywołało sensację towarzyską w okolicy było kazirodcze małżeństwo Kazimierza Rdułtowskiego z przyrodnią siostrą.

  4. piast mówi:

    Białorusini to jedna z najbardziej przyjaznych Nacji Polakom i Litwinom.
    Dobrze że poluzowano troszkę na granicy RL-RB znosząc opłaty za wizy. Może podzielona Wileńszczyzna i nie tylko zacznie się łączyć. Ludzie zaczną podróżować odwiedzać rodziny po drugiej stronie sztucznie stworzonego kordonu
    Przecież przez setki lat RL i RB to było jedno państwo : WKL.

  5. Adam81w mówi:

    To się nazywa praca u podstaw. Brawo KW.

  6. Adam81w mówi:

    Piast no i było jeszcze Biel-lit.

  7. Anatol mówi:

    Dewaluacja to obniżenie realnej wartości pieniędzy, natomiast rewaloryzacja to przywrócenie wartości. To jak się ma sprawa z białoruskim rublem?

  8. Szmaukszta mówi:

    Pan piast to chybo tylko sksionszki o tych bielarusach?Ony nitakie slodkie jak wy by chcieli.

  9. pani mówi:

    >8.Tez prawda. Rozni sa w roznych sytuacjach i okolicznosciach. Maja swoje wredne sposoby. Lecz w odroznieniu od Lietvinow manifestuja grzecznosc. Inaczej nieco niz Polacy.Spokojniej … Tacy tez byli Litvini jeszcze w miedzywojniu XX wieku. Swidcza o tym wspomnienia o litewskich emigrantach z tego okresu w USA … Najbardziej rozni Bilorusinow i od Polakow i od Litwinow ich statystycznie dominujace przywiazanie do ruskosci co w tym tekscie w slowach o ich relacji wobec IIWS.

  10. Kmicic mówi:

    do Pani 9:
    Na Wileńszczyznie i w Wilnie rezimowe litewskie media rutynowo Białorusinami nazywają Polaków przybyłych tu do swych rodzin tuż zza granicy LT-BŁ w ucieczce do bardziej cywilizowanego świata jakim była owczesna Litewska Republika Rad. Przecież po stronie białoruskiej żyje ok. 1 mln.-500 tys. Polaków i to oni przyjechali do swych rodzin do Wilna. Białorusinów z głębi kraju jest na LT bardzo mało.
    Mieszkałem u starszej Pani Polki , która przyjechała z rodziną do Wilna właśnie z dzisiejszej Białorusi, mówi piękną polszczyzną. Lt. urzędnicy chcieli jej wpisać na siłę narodowość białoruską.Tylko wyjątkowej przytomności umysłu i determinacji zawdzięcza wpis “lenku”.

  11. B. mówi:

    Do Paweł 1.
    Pozwolę sobie nieco uzupełnić Pańską informację na temat Snowa i Ludwika Spitznagla.
    Ojciec tego genialnego poligloty, specjalisty od języków wschodnich, był dziekanem wydziału medycznego na uniwersytecie wileńskim. Mieszkał u nich Joachim Lelewel
    ( którego Juliusz, jak wynika z jego listów, nie lubił).
    Jak podaje Paweł Hertz, przyczyną samobójstwa (strzał w serce) była nieszczęśliwa miłość do 15-letniej panny Rdułtowskiej.
    Muszę sprawdzić, co w “Kordianie” jest na temat Ludwika,bo nie pamiętam, ale właśnie jemu poświęcony jest poemat Słowackiego “Godzina myśli”, który się kończy słowami:

    Oto jest romans życia, nieskłamany w niczem.
    Zabite głodem wrażeń jedno z dzieci kona,
    Drugie z odwróconym na przeszłość obliczem
    Rzuciło się w świat ciemny.
    Powieść nie skończona”.
    Nie mam pewności, czy cytat jest dosłowny, bo to z pamięci.
    Pozdrawiam.

  12. Paweł1 mówi:

    Do B., Wrzesień 17, 2011 at 15:05 –

    Akt I, scena 1
    „KORDIAN
    Zabił się – młody… Zrazu jakaś trwoga
    Kładła mi w usta potępienie czynu,
    Była to dla mnie posępna przestroga,
    Abym wnet gasił myśli zapalone”
    W związku z nieodwzajemnioną miłością do Ludwiki Śniadeckiej, Słowacki miewał myśli samobójcze.

    W 1924 r pałac w Snowie zajęty został przez Batalion KOP „Snów”
    Niżej trochę zdjęć z tego okresu / można je powiększyć/

    http://audiovis.nac.gov.pl/obraz/75710:1/h:438/
    http://www.radzima.org/pl/object/3857.html
    Pozdrawiam

  13. pani mówi:

    >10. Kmicicu, Nie odnosilam sie tu do kwestii bialoruskosci-polskosci w granicach dzisiejszej Rl lecz pisalam o zgodnosci moich wrazen o Bialorusinach z czasow BSSR z wrazeniami o nich ze S.T. w obecnej RB. A o tych tendencjach o ktorych piszesz wiem od lat 40.

  14. von Judenstein mówi:

    @ Szmaukszta, Wrzesień 17, 2011 at 10:57 –
    “Pan piast to chybo tylko sksionszki o tych bielarusach?Ony nitakie slodkie jak wy by chcieli.”

    Panowie,przepraszam że wejdę między wódkę a zakązkę.
    Szmaukszta,JA znam Białorusów (współczesnych,nie tych z 1939)nie z książki lecz osobiście.Bywam tam regularnie,i nigdy nie spotkała mnie żadna przykrość,ani negatywna opinia na temat Polaków.A już wielką przyjemnością było dla mnie gdy mogłem z Białorusem mówić po polsku,a on do mnie po BIAŁORUSKU.No po prostu RAAAAJ!

  15. Budzik mówi:

    von Judenstein 14

    Wiem o czym mówisz, to naprawdę genialne uczucie. Co prawda nie doznałem go w rozmowie z Białorusinami (nad czym ubolewam) ale znam to z kontaktów z Serbami Połabskimi oraz z Czechami. Genialne i absolutnie bezcenne. Jak to mawiał Franek Dolas “…jak te języki słowiańskie są do siebie podobne”:)

  16. B. mówi:

    Do Paweł1
    Dziękuję za przypomnienie tego fragmentu z “Kordiana”.
    Jeszcze jedna ciekawostka związana ze Słowackim i Spitznaglem, ale nie Ludwikiem, tylko jego bratem Aleksandrem.
    Podczas podróży na Wschód w roku i837 Słowacki w Jerozolimie dowiedział się, że wicekonsulem rosyjskim jest tu brat jego “jedynego prawdziwego przyjaciela” Ludwika.
    Oto, co pisze Juliusz na temat tego spotkania:
    “Spitznagel, słysząc głos cudzoziemców, schodzi na dół; biorę go za ramiona, obracam ku sobie, mówię mu:”Oleś!” Nie poznaje mnie. Pytam go po kilka razy:”Jak to, czy mnie nie znasz?…” – odpowiada mi po trzykroć: “Niechaj pan daruje, ale prawdziwie, nie przypominam sobie”…

  17. von Judenstein mówi:

    @ Budzik,
    “Jak to mawiał Franek Dolas „…jak te języki słowiańskie są do siebie podobne”

    Parę lat temu byłem gdzieś w głębi Białorusi,siedzieliśmy w jakiejś chacie,z Białorusami,alkohol,rozmowa po rosyjsku,tzn oni po rosyjsku a my staramy się jak możemy. Ja po rosyjsku słabo,więc jakoś tam kombinuję tworząc jakiś misz-masz.I w pewnym momencie ten Białorus mówi do mnie: “Jaki ten j.polski podobny do naszego!” A mnie zdawało się, że mówiłem do niego czysto PO ROSYJSKU!
    Pozdr!

    Żałuj że tam nie byłeś!

  18. Rolnik mówi:

    Trzeba jeszcze zaznaczyc iz bialorusini sa bardzo wyksztalcona narodowoscia. Ponoc nawet w wiezieniach odsetek z wyzszym waha sie w granicach 30-40%.

  19. pani mówi:

    > To prawda, tylko ze backa nie lubi tych z wyksztalceniem a backa lubiany bardziej przez tych bez wyzszego moze?

  20. andrzej mówi:

    CO BYLO-TO BYLO,CO JEST -TO JEST,MUSI BYC,ZEBY NIKOMU NIE BYLO ZLE.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.