10
Komu wszystko i więcej, a Polakowi — nic

image-33760

— Właśnie tu nasz dziadek przed wojną miał kilkadziesiąt hektarów ziemi — mówi nam Czesław Kamiński Fot. Marian Paluszkiewicz

Gdyby państwo Kamińscy żyli w normalnym, demokratycznym kraju, przestrzegającym konstytucyjną zasadę nietykalności własności prywatnej, to chyba już nie musieliby do końca dni swoich troszczyć się o dobrobyt swój i swoich przyszłych pokoleń.

Potencjalnie mogliby bowiem założyć biznes rodzinny i pracując w nim pomnażać dorobek swój, jak też majątek i dobrobyt kraju. A ich dzieci i wnuki mogłyby pobierać naukę w najlepszych uniwersytetach świata, by po ich ukończeniu wrócić do domu i kontynuować pracę na rzecz swojej rodziny i kraju.

Niestety, państwo Kamińscy mieszkają na Litwie, w podwileńskich Gudelach i już prawie od 20 lat, odkąd istnieje niepodległe i ponoć demokratyczne państwo litewskie, muszą walczyć o każdy skrawek rodzinnego majątku przedwojennego, który to państwo litewskie — ponoć konstytucyjne — jeszcze im do końca nie odebrało.

— Właśnie tu nasz dziadek przed wojną miał kilkadziesiąt hektarów ziemi. Nic nie oddali, wszystko zabrali… — mówi nam Czesław Kamiński stojąc nad głębokim wąwozem.

„Tu” to połacie na obrzeżach wileńskich Karolinek, a głębokim wąwozem ma przebiegać trasa południowej obwodnicy Wilna.

— W normalnym państwie musieliby najpierw oddać zagrabioną przez sowietów ziemię jej prawowitym właścicielom, a dopiero potem, rozliczywszy się z nimi, mogliby  planować budowy. Ale nie to, że nie oddali, nawet słowem dobrym nie podziękowali, że tę naszą ziemię pod budowę zabrali! — rozpacza jeden ze spadkobierców przedwojennego majątku w podwileńskich Gudelach.

Zabrali, czy nie oddali (na jedno wychodzi), bo może papiery były nie w porządku? Jeszcze do niedawana była to bowiem ulubiona wymówka litewskich urzędników, w tym głów państwa, kiedy tłumaczyli swoim polskim kolegom, dlaczego na Litwie nie zwraca się ziemi Polakom. Okazuje się jednak, że „bumagi” Kamińskich są w porządku, nawet jak najbardziej.

— Nawet sami urzędnicy nieraz nam mówili, że nasze dokumenty na zwrot ziemi są najbardziej skompletowane i najmniej budzące wątpliwości w całym rejonie wileńskim — mówi nam Czesław Kamiński. Ale okazuje się, że nawet tak „porządne papiery” nie gwarantują, że miejscowi Polacy ojcowiznę swoją odzyskają.

Może więc pan Czesław czymś podpadł tym urzędnikom, dlatego złośliwie nie chcieli zwrócić ziemi? Okazuje się, że nie.

image-33761

To tu, na obrzeżach wileńskich Karolinek ma przebiegać trasa południowej obwodnicy Wilna Fot. Marian Paluszkiewicz

— Nikomu tu nie zwrócili. Tam dalej — pan Czesław pokazuje na dalszy połać ziemi patroszony szczękami kilku potężnych koparek — ziemia Truchanowiczów. Im też nie oddali. Nikomu nie zwrócili, kto miał jakąś ziemię na trasie obecnej budowy — wyjaśnia podwileński Polak wciąż stojący na skraju przepaści, gdzie na dole buldożery i koparki tonami pochłaniają ziemię, jakby im mało było tego, że zabrali. Okazuje się bowiem, że państwo litewskie nie mogło zwrócić ziemi podwileńskim Polakom, bo od dawna planowano tu budowę strategicznego obiektu dla miasta — obwodnicy, która ma okalać Wilno wzdłuż jej zachodnich obrzeży. I wydawałoby się, że sprawa jasna, dlaczego ziemię Polakom nie oddano. To też potwierdzają nam w samorządzie, aczkolwiek mgliście o tym przypominają. Bo było to kilka lat temu, kiedy jeszcze powiaty funkcjonowały, których naczelniki ziemię zwracali, a najczęściej nie zwracali miejscowym Polakom. Powiatów już ponad rok nie ma, dlatego dziś nam nikt nie odpowie dokładnie, dlaczego — jeśli państwu Kamińskim ziemi w tym miejscu nie zwrócili, to czemu nie oddali w innym miejscu, albo chociażby zrekompensowali finansowo. Bo co, że Polacy?

Władze litewskie lubią powtarzać, że to niewłaściwy argument, bo chodzi o zwykłości prawne, a nie o narodowość pretendentów do ziemi. Dlatego — władze dalej tłumaczą — wszyscy: i Polacy i Litwini mają jednakowe problemy z odzyskaniem własności.

Czyżby jednakowe? Śmiemy wątpić. Jak też można wątpić, że zawiłości prawne stwarzają jakieś problemy. Otóż z naszych ustaleń wynika na odwrót — im większe zawiłości, tym łatwiej ich unikać.

Z materiałów, zresztą oficjalnych, do jakich dotarliśmy, wynika jednoznacznie, że na trasie planowanego przebiegu zachodniej obwodnicy, tam gdzie nie było prawowitych pretendentów do ziemi, administracja powiatu ochoczo parcelowała i zwracała ziemię tym, którzy poprzenosili ją z głębi Litwy pod Wilno (mniejsza o nazwiska tych nowych właścicieli, bo wiadomo i tak, że rzadko które z nich kończyło się na -ski, lub -wicz). Co więcej, ziemię tam — ale w żadnym przypadku nie tu, gdzie wciąż nad przepaścią wąwozu stoimy z prawowitym jej spadkobiercą — powiat zwracał nawet po tym, jak samorząd zwrócił się o powstrzymanie procesu restytucji praw własności na trasie przebiegu planowanej obwodnicy zachodniej. W konsekwencji, miasto, czyli my wszyscy podatnicy, musieliśmy za grube miliony odkupić te parcele albo oddać ich właścicielom równowartościowe parcele w innym miejscu Wilna. Jak wynika z dokumentów, do których dotarliśmy, w ten sposób „obłowiło się” co najmniej kilkadziesiąt osób, które przy szczodrej pomocy administracji powiatu w latach 2005-2007 przeniosły swoją ziemię skądś na trasę planowanej obwodówki. Co ciekawe, nikt, a tym bardziej któryś z państwowych organów praworządności wcale nie zainteresował się tym wyraźnie korupcyjnym, jeśli nie przestępczym procederem.

Może nikt nie wiedział?

Otóż nie, bo jak wynika z materiałów narad odbywających się w samorządzie m. Wilna, z udziałem ministrów i innych przedstawicieli rządu, włodarze stolicy nieraz alarmowali, że chociaż plan budowy obwodnicy został zatwierdzony jeszcze w 2005 roku, powiat jeszcze co najmniej przez dwa następne lata zwracał ziemię w miejscu przyszłej budowy drogi.

„Przejęcie na potrzeby publiczne zwróconych parceli nie tylko opóźnia proces budowy drogi, ale też staje się kilkusetmilionowym (sic!) obciążeniem dla miejskiego budżetu (budżet miasta wtedy wynosił zaledwie kilkaset milionów litów — przyp. red.). Zwracamy też uwagę, że po tym, jak Rada miasta Wilna zatwierdziła plan detaliczny zachodniej obwodnicy i dokładnie wytyczyła terytorium przyszłej drogi, na tym terytorium zwrócono kolejnych 16 parceli byłym właścicielom i ten proces nadal trwa” — w połowie 2007 roku samorząd Wilna apelował do rządu prosząc o kolejne dotacje na wykupywanie przeniesionych pod Wilno parceli. A tymczasem państwo Kamińscy, czy też Truchanowiczowie cierpliwie wciąż kompletowali papiery na zwrot ojcowizny i czekali na litewską sprawiedliwość, wierząc, że nie rozróżnia ona narodowości i każdego obdarza po równo i zgodnie z konstytucyjną zasadą — własność prywatna jest nietykalna.

A póki Kamińscy wierzyli w tę równość, państwo litewskie, na początek, oskubało na swoją korzyść potomków Józefa Kamińskiego z kilku hektarów, które zabrano im z tytułu mienia spadkobierców Józefa, którzy repatriowali do Polski. Bo według prawa litewskiego, takim spadkobiercom na Litwie nie należy się nic. Potem, nie powiedziawszy nawet „dziękuję” zabrało ziemię pod budowę drogi. Po 20 latach od początku starań państwu Kamińskim zwrócono dotychczas zaledwie kilka z kilkudziesięciu hektarów ojcowizny.

10 odpowiedzi to Komu wszystko i więcej, a Polakowi — nic

  1. Paramon mówi:

    Po prostu sprawiedliwość dziejowa. Polska ziemia jest na zachód od Biebrzy i Wieprza (mniej więcej). Trzeba się pogodzić z tą niezbyt sympatyczną myślą. Historia zna bardziej traumatyczne „przeżycia” postkolonialne…

  2. pani mówi:

    Trzeba sie zrzeszac! Dzialac tak aktywnie jak wobec szkol. Nie ma innej rady na narady cy porady czy parady.

  3. pruss mówi:

    do Paramon: sprawiedliwosc dziejowa nadejdzie kiedy ostatni Lituvas zgasi swiatlo na Zmudzi co do Wilenszczyzny to wszystko przed nami-tak zamelduj przelozonym

  4. Kmicic mówi:

    do Pani:
    Tylko masowe protesty, zrzeszanie się i współpraca z dobrymi prawnikami-Strasburg. I zorganizowane akcje nieposłuszenstwa obywatelskiego. Pojedyncze rodziny zawsze przegrają z mafijnym państwem.

  5. Budzik mówi:

    Pruss 3

    Paramonowi vel Łomiarzowi na Wsi (Namszy) zrobi się nie do śmiechu, gdy zrozumie, że zostają zasiedlone ziemie między Odrą a Łabą. Wkrótce zażądamy dwujęzycznych tabliczek! Stralsund – Strzałowo, Prenzlau – Przecław, Löcknitz – Łęknica, Schwedt am Oder – Świecie nad Odrą etc:))))))))) Te na Wileńszczyźnie wówczas już dawno będą dwujęzyczne:)

  6. Polak ze Śląska mówi:

    I ta sprawiedliwość dziejowa tłumaczy skur….syństwo?
    Jak miło.Widać,że Litwa to nie burdel i dzicz tylko kraj cywilizowany.
    Bo u nas to ci za drogę przynajmniej zapłacą.I to wcale nieźle.A i tak nie musisz się zgodzić,to ci wtedy-zdaje się sąd wyliczy-i jeśli będzie się należało więcej to dostaniesz więcej.
    Przy czym z tego co słyszałem,dolicza się dodatki.Czyli,np. za posadzone drzewa owocowe itp. Jak ktoś sprytny i obsadzi działkę z wyprzedzeniem zgarnie niezłą kasę

    A im nie zapłacili nic.

    U nas jest tylko problem z wytyczaniem.
    Np. u mnie. Ja mieszkam w ładnej wsi-z daleka od dróg,czysto,woda wręcz źródlana z podziemnych głębokich ujęć.
    Cisza,spokój,aż jeden kretyn wymyślił,żeby w samym środku osiedla domków przez wieś przechodziła obwodnica(mimo,że 600 metrów dalej jest droga powiatowa,która już dzieli wieś na dwie połowy),która teoretycznie podzieliłaby wieś na trzy częśći do tego niebezpiecznie blisko ujęć wodnych zasilających połowę miasta.I droga jest tylko w planach,bo mieszkańcy zapowiedzieli,że jak wjedzie choćby jeden spychacz to się żarty skończą.Nie po to człowiek buduje dom z dala od miejskiego zgiełku,żeby mu TIRY dudniły dniem i nocą.I jest spokój,bo nie ma kasy to raz,a dwa,nikt nie chce mieć kłopotów i afer na głowie typu prasa,radio ,telewizja i wyjść przed 40 milionami Polaków na głupka.Albo dostać od mieszkańców
    Zajęto się więc drogą powiatową i ją zmodernizowano.Poszerzono,dodano światła,nowy asfalt,piękne chodzniczki z tzw. Polbruku,eleganckie barierki (bo przedszkole przy drodze) długie na kilkadziesiąt metrów zatoczki autobusowe,żeby nawet 3 autobusy mogły zjechać i nie tamować ruchu,elektroniczne tablice informacyjne o warunkach pogodowych,pełen wypas.

  7. pani mówi:

    Kmicicu masowe protesty z powodu ziemi juz sie skonczyly. A byly! Byly, i Ludzie skorzystali. Kto mniej, kto wiecej kto, stosujac inne instrumenty, prawne, polprawne i nieprawne…Potrzebne nowe polskie zrzeszenie. Mamy dobrych doswiadczonych i zyczliwych prawnikow.Precedencow na rozne zawilosci sporo, nieprawidlowosci w brod wszystko mozna wykorzystac idac droga procesowa. A jesli prawda jest ze bedzie wspierane ogrodnictwo i przetworstwo to warto brac grunty rolnicze. A choc by i na calej Litvvie!.Mam troche pomyslow lecz trzeba je przytrzymac moze sie przydadza.

  8. artantika mówi:

    Paramon , jestem zdumiony twoją chamską bezczelnością. Ludzi ograbiono z majątku , dyskryminuje się ich przy odzyskiwaniu ziemi, a ty piszesz , że Polska jest na zachód od Biebrzy i że znasz większe tragedie . Widać , że jesteś po prostu litvinem . Godną pogardy krzyżówką szaulisa z bolszewikiem.

  9. 3-jam pruss mówi:

    Kol paskutinis lietuvis is Lietuvos isnyks, tai lenku jau daug metu nei kvapo nebus like. Paziurek asileli i statistinius duomenis, jusu lenku jau tik kaimo runkeliu kelios desimtys tukstanciu liko ir tie patys prasigere, gimdantys issigimusius vaikus, istinusiais snukiais.Nuo nepriklausomybes atgavimo lenku Lietuvoje sumazejo 67 tukstanciais ir jeigu toliau taip vyks, tai greit jus sudlenkius irasysime i raudonaja knyga.Is 195 tuks. dabar esanciu, 30 procentu jau nebeskaito lenku kalbos gimtaja, o likusieji 20-30 proc. kalba lenkiskai, tai kaip as angliskai. Gyvenu Lenkijoj, ir kaip paklausau jusu taip vadinamos lenku kalbos Lietuvoje tai man jusu, lenku labai gaila pasidaro.Is jusu lenkai, tai kaip is cigono darbininkas, nors nedaug nuo ju ko skiriates…

  10. wania mówi:

    teraz jest komunis komu wszystko komu nic

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.