57
Z perspektywy Parlamentu Europejskiego — sprawy Wileńszczyzny

Polacy na Litwie mają nadzieję, że Parlament Europejski zagwarantuje obronę praw mniejszości narodowych Fot. Robert Mickiewicz

Litewscy posłowie zasiadają w Parlamencie Europejskim (PE) już blisko 7 lat. Przez cały ten okres regularnie (11 razy w roku) wyjeżdżają na sesje parlamentarne do Strasburgu, jednej z dwóch — obok Brukseli — stolic Unii.

Profesor Vytautas Landsbergis robi to już drugą kadencję z rzędu. Jednak wygląda na to że tych lat było za mało, aby litewscy politycy, w tym wyżej wymieniony profesor, stali się prawdziwymi Europejczykami, dla których prawa człowieka (w tym prawa mniejszości narodowych) to nie tylko słowa i deklaracje, ale przede wszystkim konkretne czyny. Jak na razie nasi „Europejczycy” zapalczywie bronią Litwy przed jej obywatelami polskiej narodowości.

Dlaczego nie chcą się uczyć europejskości? Nie wiem. Być może dlatego nie spacerują uliczkami uroczego Strasburgu. Miasta jak najbardziej nadającego się do takich lekcji. Od wieków walczyli o Strasburg Francuzi i Niemcy. Wielokrotnie miasto przechodziło z rąk do rąk. Dzisiaj jednak to miasto nie dzieli, a łączy obydwa narody. Naoczną ilustracją tego są właśnie ulice Strasburgu, których nazwy zapisane są na tabliczkach w dwóch językach — po francusku i niemiecku. Ulica Pont du Faisan, a ciut niżej czytamy Fasanenebrueckel, ulica Quai Des Moulins obok Müeblstade.

I tak w całym mieście nie zważając, że dzisiaj Niemcy stanowią nieznaczny odsetek mieszkańców miasta.

Strasburg jest miastem jak najbardziej nadającym się do lekcji tolerancji i poszanowania praw człowieka Fot. Robert Mickiewicz

W minionym tygodniu, aby spojrzeć na sprawy Wileńszczyzny z perspektywy Unii Europejskiej, w Strasburgu przebywała grupa dziennikarzy polskich mediów na Litwie. W ciągu kilku dni rozmawialiśmy o naszych wileńskich sprawach z europejskimi politykami, w tym z przewodniczącym Parlamentu Europejskiego Jerzym Buzkiem.

Jeszcze w minionej kadencji PE kwestia łamania praw Polaków na Litwie była praktycznie nieznana dla europejskich polityków. Sytuacja się zmieniła po wyborach 2009 roku, gdy do PE został wybrany lider AWPL Waldemar Tomaszewski.

„Ta sprawa pojawiła się dwa lata temu. O tym mówiło się i wcześniej, ale nie miało to większego przebicia. Od dwóch lat ta sprawa jest mocno poruszana zarówno w Parlamencie Europejskim, jak również pytania są kierowane do Rady UE. Ta sprawa żyje, co pokazuje, że Litwa ewidentnie łamie prawa człowieka, prawa obywatela, prawa mniejszości narodowych” — powiedział nam Ryszard Czarnecki poseł do PE z ramienia partii Porządek i Sprawiedliwość należący do frakcji Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy w Parlamencie Europejskim.

Polski polityk bez ogródek mówi, że wybór Polaka z Wileńszczyzny do PE — „to jest dar od Boga załatwiony polskimi głosami w wyborach. Waldemar Tomaszewski ma w ręku wielką broń. On może nie tylko sprawy Polaków na Litwie przedstawiać w PE, ale także informuje o tym nieformalnie. Inicjuje inne działania. Tworzy swoiste lobby na rzecz Polaków na Litwie i niekoniecznie musi być przy tym widoczny na zewnątrz. Uważam, że jest to kluczowa sprawa, że Polakom na Litwie udało się przekroczyć próg procentowy i wprowadzić po raz pierwszy swego przedstawiciela do PE. Jest to ważny instrument w obronie praw Polaków na Litwie. Waldemar Tomaszewski cieszy się tu autorytetem i sympatią, jako człowiek, który potrafi walczyć o sprawy polskiej mniejszości”.

Przewodniczący AWPL Waldemar Tomaszewski od dwóch lat walczy w Parlamencie Europejskim o prawa Polaków na Litwie Fot. Robert Mickiewicz

Sam europoseł z Wileńszczyzny mówi, że pierwszą sprawą do załatwienia w PE jest właśnie nagłośnienie kwestii łamania praw Polaków na Litwie.

„Musimy pukać do wszystkich drzwi. Musimy starać się szukać swoich potencjalnych sprzymierzeńców nawet poza Europą. Ale to, że jesteśmy w UE, oznacza, że działać musimy przede wszystkim tutaj. I właśnie działamy. Musimy zdawać sobie sprawę z tego, że nie uda się rozstrzygnąć wszystkich naszych spraw natychmiast. W Europie były takie sytuacje, że mniejszości narodowe po 40 i więcej lat walczyły o swoje prawa. Tak, na przykład, we Włoszech, w północnym Tyrolu walka mniejszości niemieckiej trwała 40 lat. Ale dzisiaj ten konflikt jest zażegnany, bo wszystkie postulaty mniejszości niemieckiej zostały spełnione. Mają niemieckie szkolnictwo, napisy. Czyli wszystko to, o co również nam chodzi. Zabiegali o to 40 lat, my natomiast walczymy nieco mniej. Bo jesteśmy zrzeszeni w polskie organizacje od 22 lat. Właśnie takie działania jak pisanie petycji, rozmowy, negocjacje, ale też działalność parlamentarna, w tym tu, w PE, w parlamencie krajowym sprzyjają temu, że nasze sprawy będą rozstrzygnięte. Ale pierwszym krokiem ku temu jest właśnie nagłośnienie naszych problemów. Ponieważ nie wszyscy o nich wiedzą. Przecież każdy ma swoje określone biedy” — mówi Waldemar Tomaszewski.

Ze zrozumiałego powodu sprawa Polaków na Wileńszczyźnie najbardziej leży na sercu europosłom wybranym w Polsce. Ze 736 posłów z zasiadających w PE krajów Polska wybiera 50. Z kolei Litwę reprezentuje tam 12 europosłów.
Jak mówią polscy politycy, w sprawie obrony praw polskiej mniejszości na Litwie nie ma wśród nich podziałów politycznych.

„Nigdy bym nie odważył się powiedzieć, że sprawy Polaków gdziekolwiek mieszkających, są nieważne dla Ojczyzny. Dla mnie jest niezwykle smutnym i przykrym, że dwa kraje będące w tej samej organizacji międzynarodowej nie potrafią stosować tych samych standardów. Podstawowym elementem bycia w jednej organizacji międzynarodowej, w jednej wspólnocie, w jednej rodzinie — jest przestrzeganie tych samych standardów. Gdyby taka sytuacja zaistniała w Polsce — to też bym ją krytykował. Skoro ona zaistniała w stosunku do naszych rodaków, mieszkających na Litwie od wieków, to musimy krytykować to, co czynią władze litewskie. Uważam, że jest to niezgodne z prawem międzynarodowym i jest niezgodne z Unią.

Tu, w PE, prowadzę często spory z profesorem Landsbergisem, byłym prezydentem Litwy. Spieramy się o to w jaki sposób różne rzeczy można postrzegać, jak rozwiązywać problemy. Natomiast jest potrzebna bardzo silna nić porozumienia między Polakami na Litwie a władzami polskimi w kontekście tego, co tak naprawdę zrobić można” — mówi Tadeusz Zwiefka, poseł do PE z ramienia Platformy Obywatelskiej. W PE należy do frakcji Europejskiej Partii Ludowej (Chrześcijańscy Demokraci).

Janusz Wojciechowski, poseł do PE z ramienia PiS i należący do frakcji Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy, jest osobiście mocno związany z Wileńszczyzną.

„Bardzo mnie martwi sytuacja Polaków na Litwie. Jestem z Wilnem osobiście bardzo związany. Jest to rodzime miasto mojej świętej pamięci matki. Jestem więc silnie związany z Wileńszczyzną i Polakami, którzy tam żyją. Zachowali polskość, swój patriotyzm. Dając często dowodowy największego patriotyzmu. Trudno jednak pojąć, dlaczego władze litewskie są tak uparte w tej sprawie. Ja dużo podróżuje po Europie. Jadę na Słowację i widzę tam napisy węgierskie, jadę przez Rumunię — też mogę tam zobaczyć napisy węgierskie, w Tyrolu, należącym do Włoch, widzimy napisy niemieckie, w Hiszpanii — katalońskie, również u nas, w Polsce, można spotkać na Opolszczyźnie napisy niemieckie, a w Puńsku napisy litewskie. Nikomu to nie przeszkadza, nikomu to nie sprawia krzywdy. Nie rozumiem, dlaczego mniejszość polska na Litwie jest jedyna w Europie, której odebrano prawo używania własnego języka” — oburza się europoseł z Polski.

Tabliczki z nazwami ulic po francusku i niemiecku w Strasburgu Fot. Robert Mickiewicz

Jednak sprawa dyskryminacji Polaków na Litwie staje się coraz bardziej znana nie tylko europosłom wybranym w Polsce. Jak mówi Waldemar Tomaszewski:

„W minionym roku złożyliśmy pisemne oświadczenie w sprawach mniejszości narodowych na Litwie, które podpisało 84 posłów. I to jest bardzo dużo. Co jest ważne, że ci posłowie przedstawiają 17 krajów z 27 wchodzących w skład UE”.

Nasze sprawy są również bliskie posłom z Węgier.

„Ten temat dla przykładu jest szeroko nagłaśniany przez węgierskich kolegów. Wiadomo, oni mówiąc o Polakach na Litwie, myślą w gruncie rzeczy także o Węgrach na Słowacji, Węgrach w Serbii w Wojewodynie i tu jakby taki wspólny front istnieje. Litwa więc nie może liczyć na pobłażanie” — mówi Ryszard Czarnecki.

Sprawom polskiej mniejszości poświęca się również specjalne posiedzenia. Jednym z najważniejszych było posiedzenie frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów w Wilnie.

„To było wielkie wydarzenie, ponieważ po raz pierwszy od 7 lat członkostwa Litwy w UE frakcja PE miała u nas swe posiedzenie. Tam również zgłosiliśmy temat ochrony praw mniejszości narodowych. Drugim ważnym tematem nagłośnionym na posiedzeniu frakcji była sytuacja w rolnictwie. Właśnie na tej konferencji po dłuższej dyskusji nawet posłowie z Wielkiej Brytanii, którzy te sprawy nie bardzo rozumieją, wypowiadali się w ten sposób, że owszem, że jeżeli przesunęła się granica, że jeżeli mniejszość jest rdzenna, autochtoniczna, to, oczywiście, standard ochrony ich praw powinien być o wiele większy. Więc te działania, rozmowy, dyskusje, listy, petycje wpływają na to, że pozyskujemy coraz więcej zwolenników, którzy będą wpływali na to, aby nasze problemy rozstrzygnięto” — opowiada o swej działalności w PE Waldemar Tomaszewski.

Obecność problemu polskiej mniejszości w Parlamencie Europejskim dostrzegają również posłowie z Litwy.

Leonidas Donskis, poseł z ramienia Ruchu Liberałów Litwy, członek frakcji Porozumienia Liberałów i Demokratów na rzecz Europy, przyznał, że odczuwa obecność sprawy polskiej mniejszości na forum europejskim.

„Bardzo ubolewam, patrząc na to, co się dzieje w polsko-litewskich relacjach. Część z tych problemów to niewątpliwie błędy popełnione przez Sejm Litwy. Przyjmując poniektóre ustawy, problemy stworzono z niczego.

Błędem było również obranie bardzo konfrontacyjnego tonu rozmowy. Trzeba było normalnie usiąść i rozmawiać ze swoimi obywatelami, którzy mają swój ojczysty język, swoją kulturę. Była przecież możliwość normalnie rozmawiać i wyjaśnić wiele spraw. Być może istnieją jakieś techniczne problemy. Ale dla rozmowy wybrano dramatyczną nutę — że ktoś kocha ojczyznę — Litwę — a ktoś nie kocha. To obraziło ludzi, oddaliło i nie rozwiązało problemu. Przecież prawo do swojej osobowości, do swego nazwiska jest rzeczą naturalną. Niewątpliwie trzeba było pozwolić ludziom pisać swoje nazwiska w języku ojczystym. To samo dotyczy podwójnych nazw ulic. Druga strona również odpowiadała nieproporcjonalnie. Odpowiedzi polskich polityków z najwyższych władzy były nieproporcjonalne do problemu. Wierzę, że ludziom świata kultury po jakimś czasie uda się naprawić błędy popełnione przez polityków. Jednak, ponieważ takiego dialogu nie było, to te sprawy trafiły do polityki i z tego rzeczywiście zrobiono politykę. Te sprawy teraz trafiły również do PE” — tłumaczy swoją wizję sytuacji wokół polskiej mniejszości liberalny polityk, profesor filozofii Leonidas Donskis.

Jednak aktywność na rzecz obrony praw Polaków na Litwie wywołuje kontrdziałania ze strony większości litewskich polityków zasiadających w PE.

W czerwcu tego roku wystosowali otwarty list do najwyższych władz Unii Europejskiej. W swym liście oświadczyli, że Litwa absolutnie przestrzega praw mniejszości narodowych — w tym polskiej — oraz bez ogródek zaatakowali Waldemara Tomaszewskiego. List podpisała większość europosłów wybranych na Litwie, w tym również liberał Leonidas Donskis.

W rozmowie z dziennikarzami polskich mediów na Litwie tłumaczył, że „podpisałem ten dokument w dobrej intencji. Ponieważ ten problem był podniesiony do poziomu stosunków pomiędzy obydwoma krajami. To był sygnał ze strony naszych europosłów, że ten problem trzeba rozwiązywać konstruktywnie. Mój podpis absolutnie nie oznacza, że wszystko jest dobrze. Ale nawet jeśli tam były sformułowania, z którymi nie do końca zgadzam się, to wydaje mi się, że ja ten swój malutki grzech odpokutowuję, mówiąc i pisząc otwarcie, że nie wszystko jest dobrze”.

Zdaniem Waldemara Tomaszewskiego, list litewskich europosłów oraz inne podobne działania są próbą zakłamywania istniejącej na Litwie sytuacji.

„Oni nie chcą stworzyć dla mniejszości szerszych praw i warunków, starają się więc zakłamywać sytuację. Przykładem tego jest list 10 europosłów litewskich inspirowany przez Landsbergisa i Morkūnaitė, w którym na białe mówi się, że jest czarne. I naszym zadaniem jest, żeby te przeciwdziałania zneutralizować. Przecież my nie chcemy nic nadzwyczajnego. Przez 19 lat również na Litwie obowiązywały te standardy, była Ustawa o Mniejszościach Narodowych, która została anulowana, mieliśmy dobrą Ustawę o Oświacie, która została pogorszona.

Nie chciałbym oskarżać o te działania całą Litwę. Trzeba wyraźnie powiedzieć, że robi to rządząca obecnie koalicja.  Konserwatyści, którzy próbują w ten sposób pozyskiwać głosy radykalnych i nacjonalistycznych wyborców, liberałowie — co jest bardzo dziwne, że stoją dzisiaj na pozycjach nacjonalistycznych. Chyba że również mają jakieś cele polityczne. Bo przecież mieliśmy przed laty inną koalicję i nie było takich problemów. W 2003 roku była też uchwalona Ustawa o Oświacie, która wszystkim odpowiadała. Była dobra dla nas i odpowiadała dla państwa litewskiego. Niestety, obecna koalicja poszła inną drogą.

Ale jestem optymistą. Za rok będziemy mieli wybory i na pewno sytuacja może się zmienić. A my jesteśmy zdeterminowani bronić swych słusznych spraw”.

Ważne znaczenie w obronie praw Polaków na Litwie mają również struktury Unii Europejskiej. Wszyscy nasi rozmówcy w Strasburgu podkreślali, że aktywne działanie na forum europejskim powinno wymusić na władzach Litwy dostosowania się do europejskich standardów w dziedzinie ochrony praw mniejszości narodowych.

Jak mówi Tadeusz Zwiefka: „Instytucje UE nie są upoważnione w ingerowanie do — na przykład — procesów oświatowych w budowanie programów nauczania. To są wewnętrzne sprawy każdego z krajów członkowskiego. Jedyny element niesienia pomocy jest taki, że możemy tutaj, w PE (o co apeluję), zorganizować poważną debatę na temat praw mniejszości narodowych, bo to nie jest tylko problem polsko-litewski. Ta debata może stać się presją moralną”.

Z kolei Ryszard Czarnecki uważa, że „ta sprawa będzie coraz bardziej umiędzynaradawiana. A także sądzę, że rząd Polski podejmie ją na forum Rady UE. Sądzę więc, że Litwa kroczy w ślepy zaułek. Mam nadzieję, że lituanizacja, jaką zastosowano w okresie międzywojennym w stosunku do Polaków z Litwy Kowieńskiej, nie powtórzy się teraz w stosunku do Polaków z Wileńszczyzny.

Sam fakt pokazania, że Litwa nie przestrzega praw człowieka, praw mniejszości narodowych jest niezwykle ważny. Jeżeli melodia obrony Polaków na Litwie będzie grana na wielu fortepianach Parlamentu Europejskiego, Komisji i Rady to ta presja państwa polskiego i broniących się Polaków na Litwie osiągnie skutek. Kropla drąży skałę częstym padaniem”.

Zdaniem Janusza Wojciechowskiego, niezwykle ważną rzeczą na danym etapie jest jak najszersze nagłośnienie sprawy Polaków na Litwie.

„Trzeba to coraz bardziej nagłaśniać. Robiliśmy to dotychczas delikatnie, ale, być może, zbyt delikatnie. Trzeba zorganizować poważną debatę w PE. Mam nadzieję, że władze litewskie same zrozumieją swoje postępowanie. Przecież Litwa i Polska w wielu sprawach mają wspólne interesy. Jest wiele spraw, w których Polska i Litwa powinny być razem. Więc musimy ten sztuczny i niepotrzebnie stworzony problem rozwiązać” — mówi Janusz Wojciechowski.

Debata na temat praw mniejszości narodowych wywołuje obawy w tak dużych krajach Unii, jak Niemcy, Francja, Wielka Brytania borykających się z problemem masowej emigracji.

Jak twierdzi europoseł Wojciechowski:

„Debata na temat mniejszości narodowych w PE jest dosyć trudna. Bo jest tu pewne niezrozumienie, szczególnie ze strony krajów starej Unii — Francuzów, Niemców. Mają oni problemy ze swoimi mniejszościami, na przykład, z mniejszością muzułmańską. Ale to jest zupełnie inny problem. I my im tłumaczymy — co innego imigranci, którzy przyjechali niedawno. Problem z ich asymilacją to, co innego niż naród, który żyje od wieków i na swej ziemi nie może być narodem drugiej kategorii”.

Problem w tym widzi również europoseł z ramienia AWPL Waldemar Tomaszewski.

„Mówiąc o mniejszościach narodowych trzeba bardzo wyraźnie rozdzielić mniejszości. Autochtoniczną rdzenną ludność, która zamieszkiwała określony teren od co najmniej kilkuset lat, od mniejszości napływowej, czyli nowej emigracji. Ponieważ problem emigracji jest bardzo bolesny dla wielu krajów europejskich. Ale gdy mówimy o mniejszościach autochtonicznych, to od razu znajdujemy w Parlamencie Europejskim znacznie większe poparcie” — tłumaczy europoseł z Wileńszczyzny.

Przewodniczący Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek porównał sytuację Polaków na Litwie do sytuacji Węgrów na Słowacji Fot. Robert Mickiewicz

Swoją wizję rozwiązania problemu Polaków na Litwie ma również przewodniczący Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek, mający już doświadczenie w skutecznym rozwiązywaniu problemów mniejszości narodowych w poszczególnych krajach UE.

„Na pewno ten konflikt i zadrażnienia nie są korzystne dla obydwu naszych narodów. Jestem przekonany, że bezpośrednie rozmowy powinny doprowadzić do jego rozwiązania. Bo pamiętam sprzed półtora roku wielki konflikt, który był pomiędzy Słowakami i Węgrami. Pojechałem tam wtedy, spędziłem parę dni, żeby rozmawiać z rządami obydwu krajów, a także mniejszością węgierską na Słowacji i myślę, że udało się rozwiązać ten konflikt wewnątrz tych dwóch krajów, który dzisiaj przycichł. Został stłumiony. Zawsze może pojawić się coś nowego, ale to, co wtedy było ważne i przeszkadzało obydwu narodom w dobrej współpracy, to dzisiaj jest mniej ważne albo w ogóle nieistotne. I tak samo powinniśmy próbować rozwiązać sytuację polsko-litewską. To jest ważne dla współpracy obydwu narodów i na pewno wyciąganie tego na poziom Unii Europejskiej nie jest dobrym pomysłem, ale także jest Komisja Europejska, która zawsze sprawdza wszystkie fakty związane z prawami człowieka, prawami mniejszości. Ma tutaj pierwszą możliwość zabrania głosu, sprawdzenia. Tak samo było w przypadku Słowacji i Węgier. Tu są możliwe takie rozwiązania, ale najmilej widziane, najbardziej efektywne jest bezpośrednie rozwiązanie konfliktu pomiędzy dwoma krajami, dwoma narodami, które są w gruncie rzeczy sobie bliskie i które od wieków były bliskie. Coś się stało, że straciliśmy do siebie zaufanie? Musimy jednak to odbudować” — powiedział dla polskich dziennikarzy z Wileńszczyzny przewodniczący Parlamentu Europejskiego.

Jak mówiono nam w kuluarach PE, dyplomatyczna wypowiedź Jerzego Buzka porównywająca sytuację Polaków na Litwie do sytuacji Węgrów na Słowacji, ma duże znaczenie. Daje to sygnał, że najwyższe władze Unii Europejskiej dostrzegają problemy, z jakimi borykają się Polacy na Litwie i że są skłonne do zaangażowania się w ich rozwiązanie.

Najnowszym krokiem obrońców praw polskiej mniejszości narodowej na Litwie są starania o wciągnięcie do programu sesji plenarnej Europarlamentu projektu rezolucji w sprawie łamania praw polskiej mniejszości na Litwie. Swe podpisy pod projektem rezolucji złożyło czterdziestu pięciu europosłów z kilkunastu frakcji. Prawdopodobnie już wkrótce (być może nawet w październiku) zapadnie decyzja, czy postulaty dotyczące szkolnictwa i innych problemów litewskich Polaków trafią na obrady Parlamentu Europejskiego. Tę decyzję podejmie Konferencja Przewodniczących Parlamentu Europejskiego, do której należą szefowie wszystkich frakcji.

Jak powiedział nam Waldemar Tomaszewski:

„Rezolucja jest bardzo poważnym dokumentem, który niełatwo jest zgłosić. Poszliśmy więc tą drogą, żeby zebrać minimalną liczbę podpisów — 40. Udało się zebrać 45. Dalej los rezolucji będzie ważył się na konwencie seniorów PE. Same wciągnięcie rezolucji na obrady PE byłoby już naszym wielkim zwycięstwem. Rezolucja zawiera wszystkie postulaty zgłaszane przez polską mniejszość. Nagłośnienie problemu jest pierwszym krokiem do jego rozwiązania, a omawianie rezolucji w PE na pewno nagłośni nasze problemy”.

 

Robert Mickiewicz
Strasburg — Wilno

57 odpowiedzi to Z perspektywy Parlamentu Europejskiego — sprawy Wileńszczyzny

  1. stasis mówi:

    ‘projektu rezolucji w sprawie łamania praw polskiej mniejszości na Litwie”.

    Idiotyzm Europy.

  2. Botan mówi:

    Stasis, jak się nie podoba kasa i takie małe wymagania, to przejdźcie sobie do Unii Euroazjatyckiej.

  3. MH mówi:

    Znów jacyś Polacy się obijali.
    Polska ma 50 posłów.
    Czy można wiedzieć którzy się nie podpisali?

  4. elpopo mówi:

    Zobaczymy stasiu czy idiotyzm. Jeśli UE stwierdzi, że idiotyzm to uwierzę.

  5. pani mówi:

    Na takich tabliczkach mozna obu jezykow sie nauczyc. Pieknie.

  6. Jurgis mówi:

    Największe zasługi w kamuflażu dyskryminacji Polaków na Litwie ,oraz wprowadzaniu systematycznym niekorzystnych zmian ustawodawczych, ma tu V.Landsbergis tytułowany tu profesorem.
    Wobec zaporowego i nieugiętego stanowiska zjednoczonych : Grybauskaitie, Ażubalisa i Kubiliusa jedyną alternatywą jest zaznajomienie międzynarodowej opinii publicznej z faktycznym stanem rzeczy.

  7. stasis mówi:

    el popo:

    “Jeśli UE stwierdzi, że idiotyzm to uwierzę”.

    Nigdy tego nie stwierdzi. 100 proc.

  8. Budzik mówi:

    Stasis 7

    Muszę Ciebie zmartwić, tak jak Ty mnie zmartwiłeś, kiedy zrozumiałem, że nie znasz litewskiego:(
    100% pewności, że UE stwierdzi:)))))

  9. Adam81w mówi:

    Swoją drogą tak żesmy tu w innym wątku krytykowali KW (i słuszne w wielu przypadkach były nasze krytyki) za niski nakład KW a patrzcie też jakie KW potrafi pisać artykuły jak ten pana Mickiewicza. I tak jest często. Więc wina po części lezy także po stronie samych Wilniuków, że nie chcą kupować KW, gdzie jest naprawdę tyle wartościowych, na czasie i aktualnych jak i historycznych tematów. Drodzy Wilniucy jak polskie media na Litwie mają się utrzymać jak wy ich nie kupujecie?

    PS Ale szkoda, że KW nie pisze o sukcesie KS Polonii Wilno. 🙁

  10. stasis mówi:

    W niektorych polskich szkolach rozpoczęła taka akcja protestu: polskie szkoly nie placą za prad, wode,ogrzewanie w protescie przeciw nowej ustawy oświatowej i oczywiscie przeciw przekletego litewskiego panstwa. Taka akcja juz rospoczela w szkole imienia Jana Pawla II w Wilnie.

    Mysle, ze to jest nowy polski bandytyzm na Litwie.

  11. krzysztof ( Bydgoszcz) mówi:

    W oczach przemiłego Stasinka strajki są przejawem “polskiego bandytyzmu “. Bandytyzmem nie jest natomiast dyskryminowanie polskiej mniejszości. Bo to jest przecież suwerenne państwo. Władze tego państwa mogą robić z obywatelami co tylko chcą. Określać jak się mają nazywać, do jakich szkół chodzić, w jakim języku czytać tabliczki informacyjne itd. Należy zatem pogratulować Stasiowi głębi przemyśleń.
    Pisz częsiej i więcej drogi Stasiu ! Będzie materiał do cytowania.

  12. stasis mówi:

    Jeszcze wieciej:

    Litewskie Polacy nie płacą za przejazd autobusami

  13. krzysztof ( Bydgoszcz) mówi:

    Stasiu : To już jest bandytyzm do kwadratu. Rozstrzelać na najbliższym przystanku !
    W ten sposób rozwiążecie problem “spolonizowanych Litwinów”.

  14. Anatol mówi:

    Do Stasisa (12): Brednie piszesz, bo jesteś chory i to umysłowo!

  15. Maur Litwin mówi:

    Dobry artykuł. Pan Mickiewicz rzetelnie podsumowuje stan spraw Polaków Wileńszczyzny we władzach UE.

    Do 3, MH;
    Oczywiście, że nie wszyscy polscy europosłowie wspierają działania w obronie rodaków na Litwie. Wśród 50 jest wszak kilku z “czerwonej zarazy”.
    Sam niedawno słyszałem jak w debacie politycznej na ten temat niejaki Siwiec określał manem Polonii Polaków, autochtonów z Wileńszczyzny. A on, zdaje się jest ich nieformalnym szefem. Większość zawsze patrzy co robi szef.

  16. pšv mówi:

    Nareszcie Litwin pisze o problematyce egzaminu do rzeczy! http://www.dialogas.com/laikrastis/2011/36/stai-jums-ir-%e2%80%9ebendras%e2%80%9c-egzaminas-%e2%80%93-lietuviu-literaturos-ir-kalbos/

    Dialogas 2011 Nr 36

    Co prawda w końcu pierdoli jak Litwin, ale nawet ze zdumienia to przetłumaczyłem – sorry za styl i błędy, ale koregować nie mam sił.

    1. Oto wam i „wspólny“ egzamin – literatury i języka litewskiego…
    2011-10-06

    Znacznie opóźniony
    Jeden z najgorętszych tematów oświatowych tej jesieni – ujednolicenie egzaminu maturalnego z języka litewskiego dla wszystkich abiturientów szkół ogolnokształcących Litwy.
    Od razu mówię – rozwiązanie tego zagadnienia jest mocno opóźnione, ponieważ mówimy o uczniach, co się urodzili w Litwie niepodległej. W ciągu ostatnich lat 20-tu było kilka niesmiałych prób zacząć rozstrzygać ten problem, ale… jakoś brakowało woli. A w rym roku to już wola polityczna przez brzegi się leje. Ale czy proponowana droga jest poprawna i czy nie będzie jej wynikiem tylko formalny plusik – że to niby „ujednolicony“ egzamin już stworzony?
    Ciężko spokojnie analizować ten temat dzisiaj, kiedy dookoła się odbywają protesty0 uczniów i nauczycieli. Ale moż spróbójmy się uspokoić i zrozumieć, co i dlaczego się odbywa i jakie będą tego skutki dla abiturientów szkół polskich, rosyjskich czy litewskich.
    Pojęcia niejasne, ale usokajające
    Zacznijmy od faktu mniej znanego. Rozkazem ministra oświaty i nauki Republiki Litewskiej Nr. 56 z dnia 16 stycznia 2002 roku był zatwierdzony Założenia o oświacie mniejszości narodowych (Tautinių mažumų švietimo nuostatos). W p. 11.9 tego dokumentu czytamy: „zapewnić wszystkim uczniom równe możliwości studiowania na wyższych uczelniach Litwy, organizować dla abiturientów wszystkich szkół ogólnokształcących egzamin maturalny z piśmienności litewskiej (lietuvių kalbos raštingumo) według programu ujednoliconego, dla wdrożenia tego założenia przygotować tryb działania (tvarką) i stworzyć niezbędne warunki w procesie nauczania.“
    Co sie kryje pod tym ładnym sformułowaniem „egzamin z piśmienności“ – ciężko zrozumieć. Może dyrektor Departamentu Kształcenia Ogólnego MoiN A.Puodžiukas mógłby to wytłumaczyć? Na nim, jako na ówczesnym wiceministrze, ciążył obowiązek kontrolowania realizacji tych założeń.
    Ale, mimo braku jasności, wóz jak zwykle szczęśliwie ruszył – i w sprawozdaniu MOiN za rok 2002, w rubryce Oświata mniejszości narodowych czytamy: „…Dzieci wszystkich narodowości mają jednakowe warunki egzaminów maturalnych. Zaczęliśmy tworzyć zasady przygotowania i wykonania ujednoliconego egzaminu z piśmienności języka litewskiego“.
    Ciekawie, co wtedy było stworzone? Może ktoś gdzieś coś widział / czytał?
    Tak czy inaczej, to kojące słowo „piśmienność“ po roku 2002 zniknęło. Zamiast jego długo był używany termin „egzamin maturalny z języka litewskiego“ (zwracam uwagą czytelników – „literatury i…“ długo nie było dodawane).
    Jeszcze i teraz na stronie MOiN można poczytać ciekawy stary dokument „W stronę ujednoliconego egzaminu“. W nim się wyjaśnia, że „wprowadzić egzamin maturalny o jednakowej treści dla abiturientów wszystkich szkół ogólnokształcących Litwy było przewidziane w roku 2007“, ale z powodów rozmaitych „postanowiono przedłużyć okres przygotowawczy przejśca do ujednoliconego egzaminu maturalnego dla abiturientów wszystkich szkół ogólnokształcących Litwy, datę wprowadzenia takiego egzaminu uściślić w roku 2008“. Nawet komputerowa wyszukiwarka tekstowa nie znajdzie w tym dokumencie wzmianki o słowie „literatury“. Wygląda na to, że politycy od oświaty mieli na uwadze jeden kierunek zmiany egzaminów, a specjaliści od języka litewskiego, mieniając egzamin z języka ojczystego, skierowali go w zupełnie inną stronę.
    Spróbójmy wspomnieć w szczegółach zmiany w maturalnym egzaminie z języka litewskiego ojczystego w ciągu ostatnich dziesięciu lat. To jest historia bardzo ciekawa i pouczająca, ilustruojąca „pełznące“ zmiany tego egzaminu od języka w stronę literatury litewskiej.
    „Pełznące“ zmiany egzaminu: pierwsze kroki
    Po raz pierwszy dwupoziomowy (poziomy szkolny i państwowy) egzamin z litewskiego języka ojczystego odbył się w roku 2001. Na poziomie państwowym zadanie wtedy się składało z kilku części – testu językowego, zrozunienia tekstu i interpretacji podanego tekstu literackiego. Ale już wtedy „sie opiekło“: ponieważ wypracowanie z interpretacją tekstu było obowiązkowym dla wszzystkich co się zdecydowali składać egzamin na poziomie państwowym (wyższym), tej części nie zaliczyło bardzo wielu składających.
    Trzeba było pilnie jakoś „gasić ten pożar“ i już PO EGZAMINIE wyniki składających byli oddzielone – abiturientom podano dwa wyniki: części pierwszej (test językowy i zrozumienie tekstu) i drugiej (interpretacji testu). W ciągu jednej jedynej nocy osiągnięto porozumienie z uniwersytetami, że w obliczeniu punktów konkursowych przy rekrutacji na studia będzie się uwzględniało tylko wyniki części pierwszej.
    Uratowano kilka tysięcy abiturientów. Faktycznie ulżyło i Narodowemu Centrum Egzaminacyjnemu – juz wtedy wszyscy rozumieli: 20 tysiecy wypracowań wiarygodnie ocenić się nie da. Dla tego w roku 2002 już mieliśmy dwa państwowe egzaminy z ojczystego języka litewskiego – test językowy ze zrozumieniem tekstu (uwzględniany przy rekrutacji na studia przez większość szkół wyższych) i zadanie na interpretację tekstu (liczba tych, co wybrali ten egzamin, zmalała prawie dziesięciokrotnie i pojawił się cień nadziei na bardziej objektywne sprawdzenie tych wypracowań).
    Taki schemat egzaminu przetrwał lat kilka, chociaż zadanie na zrozumienie tekstu powolutku dryfowało w stronę sprawdzenia umiejętności literackich ucznia.
    Gdyby ktoś dzisiaj porównał pierwszą część egzaminu dla szkół litewskich i egzamin dla szkół nielitewskich, to by się zdziwił – różnica była minimalna i ujednolicenie było w zasięgu ręki.
    Ale zamiast ujednolicac egzamin, MOiN zaczęło radykalnie zmieniać egzamin państwowy z ojczystego języka litewskiego.
    Jazz, niespodzianki, decentralizacja
    Najpierw w r. 2006 z testu językowego znikneły pytania z kultury mowy, a jeszcze po kilku latach „padł“ i cały test językowy – najbardziej objektywna część egzaminu. Jednocześnie się zmieniła i część na zrozumienie tekstu (teksty zaczęli „jazzować“) i się zwiększyła „waga“ interpretacji. W r. 2008 abiturienci mieli do wyboru, co pisać – publicystyczne wypracowanie – rozprawę (wybierając spośród dwóch podanych tematów) lub interpretację tekstu literackiego (wybierając spośród trzech tekstów).
    Rzecz jasna, te zmiany wpłynęły na wiarygodność oceny. Jesienią r. 2008 NCE przeanalizowało wiarygodność oceniania (och, jak bym teraz sie chciało zapomnieć tamtą analize…), i się okazało, że z prawie tysiąca prac egzaminacyjnych powtórnie sprawdzonych ocena sie nie zmieniła tylko u 6 procentów. Ponad 25 proc. wyników (co czwarty!) zmieniono więcej niż na 20 punktów (ocena w skali 0 – 100) – i zwiększano i zmniejszano.
    Skandal! Ale reakcja MOiN na te problemy była wprost cudowna – ocenianie tego egzaminu zdecentralizowano, przekazano do gestii wydziałów oświaty rejonów.
    Czy ktos wierzy, że decentralizacja może podnieść objektywność i wiarygodność oceniania?
    Ale MOiN, jak zawsze, postanowiło „uwierzyć“ w skuteczność przyjętych przez siebie środków, a oby w przyszłości takich niespodzianek nie było – żadnych analiz wiarygodności oceniania nigdy więcej nie robić! Zawsze spokojniej, jak statystyka w oczy nie kłuje…
    Od r. 2008 m. matuyra z litewskiego ojczystego się nie mienia, i do 2012-go abiturienci będą składali taki sam egzamin z dwóch części – zrozumienie tekstu i pisanie: pisać rozprawkę na 450–500 słów lub interpretację tekstu. W rozprawce trzeba sie opierać „na doswiadczeniu kulturalnym (utwory literackie lub inne, tradycje naukowe, wiedza religijna, obyczaje i t. p.) i doświadczeniu socjalnym“, t. j. Ta część zadania nie jest sztywnie związana z wiedzą ucznia z literatury litewskiej.
    Możeby taki egzamin i pasował uczniom szkół mniejszości narodowych?
    „Piorun“ literatury
    Latem tego roku nagle uderzył „piorun“ literatury i został zatwierdzony nowy program ujednoliconego egzaminu maturalnego z języka litewskiego i literatury. Z egzaminu ponownie wyrzucono najobjektywniejszą część – zadanie na zrozumienia tekstu, a wypracowanie wyrosło do 500–600 słów (ciekawie, czy ktoś pomyśli o problemy ze sprawdzeniem takiego egzaminu? Wygląda na to, że lekcje z przeszłości zapomniano…). W tym egzaminie będą podane dwa tematy na rozprawkę i dwa na wypracowanie literackie, ale do każdego tematu będzie lista autorów literatury litewskiej, z której jednego autora koniecznie trzeba wybrać. Program egzaminu wyrażnie każe „analizę obowiązkowo związać z twórczością autora, wybranego spośród wskazanych“, a w wypracowaniu literackim „koniecznie pisać o twórczości dwóch autorów: jednego wybrać spośród wskazanych, innego programowego wybrać według upodobań własnych“. Więc literatura litewska jest nie tylko w nazwie egzaminu, ale i czerwoną nicią idzie przez całe zadanie.
    Szkoły mniejszości narodowych po takiej nieoczekiwanej transformacji egzaminu czują cię oszukane, i, być może, słusznie domagają się ponownego rozpatrzenia tej kwestii. Bo, na przykład, w Polsce abiturienci szkół litewskich składają maturę z polskiego, w której wymagania literatury polskiej są minimalne – abiturienci piszą interpretację tekstu literackiego na 250 słów, t. j. Zadanie bardzo przypomina odpowiednią część litewskiego egzaminu sprzed roku 2007 (tylko wypracowanie dwukrotnie krótsze).
    Ocenianie: między kryteriami a kompromisem
    Może po takim krótkim ekskursie „historycznym“ już można inaczej spojrzeć na problem ujednolicenia egzaminu z języka litewskiego? Przeciaż MOiN się spóźniło i sprowokowało dzisiejszy ostry konflikt z mniejszością polską, podając w tym roku program napewno wątpliwego egzaminu.
    Czasem tak się zdarza. Ale zamiast przyznać sie do błędu i brać się za tworzenie nowego programu egzaminu, MOiN próbóje znaleźć jakieś kompromisy z głośnie protestującą społecznościa polską. Niestety, takie kompromisy nie rozstrzygna problemu, ale spowodują jeszcze większe zamieszanie.
    Przeciaż, jężeli wypracowania egzaminacyjne abiturientów polskich i litewskich będa oceniane według różnych norm, to oznacza, że prace uczniów szkół polskich tyrzeba będzie odsegregować, i ich będzie musiała sprawdzać specjalnie utworzona grupa. Na ile takie ocenianie będzie objektywne i wiarygodne? Według wiceministra V.Bacysa „komisja egzaminacyjna jezyka litewskiego dla szkół mniejszości narodowych będzie utworzona z nauczycieli języka litewskiego tych szkół, którzy lepiej rozumieja specyfikę dzieci“…
    Gdyby ocenianie było w/g norm (norminis), to, konwertując oceny w 100-punktową skalę wyniki tych dwóch grup osobno, nic strasznego się nie wydarzy, ponieważ wyniki uczniów z obu grup będą miały podobny rozkład statystyczny (procent ocen n.p. ponad 95 i procent ocen 50-55 będą podobne w obu grupach, jak jest teraz). Ale ktoś (ciekawie by było podyskutowac z tym „fachowcem“, ale wszystko jest ściśle tajne, winnych, jak zawsze, nie będzie) wymyślał zaminic ocenianie w/g norm na ocenianie w/g kryteriów. Dla tego kontrola rozkładu statystycznego ocen jest niemożliwa, i całkiem możliwe, ze n.p. oceny egzaminacyjne Polaków znacznie wyrosną )n.p. jak wam się spodoba średnia w 95 pkt.?)
    Teraz pikietować muszą młodzi Litwini?
    Nie wiem czy sie radować, czy płakać trzeba bedzie z tak „pieknych“ wyników Polaków na egzaminie ujednoliconym: MOiN bedzie mogło raportować o skuteczności podjętych środków – to cieszy, ale po zapoznaniu się z wynikami „tegoż“ egzaminu wśród Litwinów i pamiętając ile ten egzamin znaczy dla kariery młodego człowieka, można się zapaść w smutek głęboki…
    Po tych wszystkich kompromisach i ustępstwach, które teraz są obiecywane abiturientom szkół polskich (ciekawie, a jak będzie z uczniami szkół rosyjskich – czyżby ich sytuacja bądzie gorsza niż rowieśników ze szkół polskich?), mityngować chyba będą musieli uczniowie i nauczyciele szkół litewskich. Wyniki takiego „ujednoliconego“ kryteriowego egzaminu będą wykorzystywane przy rekrutacji na studia uniwersyteckie i przy przyznawaniu finansowanych miejsc na studiach. Niestety, często nadużywana teza o „jednakowych warunkach egzaminacyjnych dla uczniów wszystkich narodowości“, wcale nie urzeczywistni się – i ucierpieć moga tysiące abiturientów szkół litewskich.
    Co to – niezrozumiały kompromis polityczny czy banalny wynik nieprofesjonalizmu i nieodpowiedzialności pracowników MOiN?
    Algirdas ZABULIONIS, konsultant oświatowy

  17. Kmicic mówi:

    stasiu koniecznie chce kogoś sprowokować, by potem Lt mieli prestekst do skontrowania oskarżenia delfijskich internautów przez EFHR .
    Działania na poziomie małego dyzia.
    ps.
    cieszy,że niezależnie od tego czy wybory wygra PO czy PIS i tak sprawa polskiech szkół i szerokiej dyskryminacji Polaków na LT będzie na pierwszych miejscach na wokandzie u polskich polityków.

  18. azja_Polska mówi:

    Sprawa jest poważna ale można się z tego wszystkiego śmiać.
    Bo to wszystko wygląda tak jakby lew prosił słonia żeby przywalić królikowi.

  19. stasis mówi:

    “szerokiej dyskryminacji Polaków na LT”

    Epidemia psychotyczna w Polsce. Ostatnia faza.

  20. krzysztof ( Bydgoszcz) mówi:

    Do 18 : Jak rozumiem wolałbyś, aby lew sam zagryzł królika nie bacząc na nic.

  21. pani mówi:

    > psv – profesjonalnie!

  22. Janusz mówi:

    hej!

    znalazłem świetny tekst o obronie Polski przeczytajcie koniecznie …. (jak i inne na tamtej stronie)

    Dlaczego Polska potrzebuje broni niekonwencjonalnej?

    http://obserwatorpolityczny.pl/?p=1281

  23. azja_Polska mówi:

    Do 20: Polska w stosunku do Litwy jest tak silna politycznie i gospodarczo, że nie potrzeba nam nikogo aby załatwić nasze sprawy bez udziału UE.Możemy stworzyć takie naciski polityczne i gospodarcze, że tamci będą piszczeć i skamlać. Ich byt polityczny i gospodarczy bez wspierania Polski jest niedoceniany i nawet ignorowany bo któż się z nimi liczy (3 mln ludności), gdzie ich wszystkie drogi na zachód biegną przez Polskę, a swoimi pięcioma glosami to sobie mogą odstraszać wróble na gmachu PE.
    No cóż skoro na 50 polskich europarlamentarzystów udało się zebrać wśród całego parlamentu UE 45 podpisów to widać bardzo duże zainteresowanie Polaków(!) do ostatecznego załatwienia sprawy naszych rodaków na Litwie.
    Należy zauważyć również taki fakt, że jeżeli swoje sprawy oddajemy w obce ręce to będziemy musieli się dostosować do jego opinii czy werdyktu, który wcale lub w całości nie musi satysfakcjonować strony polskiej mniejszości. Tak naprawdę zachód (starą Europę) interesuje konflikt na Litwie jak pogoda w Erytrei chyba żeby byłaby tam ropa.

  24. Kmicic mówi:

    do azja_Polska 23:
    Jestem przekonany ,że wcześniej czy póżniej międzynarodowe instytucje prawne nakażą władzom LT uznania języka lokalnego i innych naturalnych praw dla nadwilejskich Polaków. I nawet pojedyncze werdykty, nie do końca po naszej myśli(patrz nazwiska), nie przerwą żądań polskiej mniejszości.- Walka będzie narastała , aż do skutku.Aż LT stanie się europejskim wzorcem w respektowaniu praw mniejszośći, a nie antywzorcem ,jak jest teraz.
    W czasie spotkań przedwyborczych dużo mówiło się, jak nigdy dotąd, o Wileńszczyznie i wszyscy kandydaci byli zgodni ,że ten problem trzeba potraktować wreszczie serio i go rozwiązać.Wystarczy mocny impuls,
    polscy politycy są na razie zbyt mało mobililizowani do konkretnych działań w obronie Rodaków zza Niemna.Chociaż już muszą się liczyć z polską opinią publiczną ,dla której ten temat od niedawna stał się nader ważny.Poprzednio nasi wybrańcy nie musieli nic robić poza symbolicznym uspokajaniem sumień..
    Do upowszechnienia rzetelnego info znacznie przyczyniło się to forum i działania powstałego tu środowiska.
    Teraz niezależnie od tego, kto wygra wybory wiadomo ,że od tego tematu już nie ucieknie. Oczywiście największym impulsem do wszelakich działań są medialne protesty Wilniuków, bo dopiero dzięki nim my możemy reagować.
    ps.
    Europę interesuje zależność LT od Rosji, a Polska mniejszość jest tu kulturową -łacińską opoką przed putinowskimi wpływami.Polacy na LT walczą też o prawdziwą demokratyzację tego regionu.I tym można w Europie wygrać.

  25. stasis mówi:

    Adolf Hitler: “Ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej”;

    “Kurie Wilenski” – azja_Polska”

    “do ostatecznego załatwienia sprawy naszych rodaków na Litwie”.

  26. pšv mówi:

    Nigdy nie wierzyłem w czarne podniebienie i włosy między zębów, sprawę pewnego otworu “w poprzek” za młodu nawet kilkakroć sprawdzałem.
    Ale ten Stasis ma tak inny mózg, że chyba zacznę wierzyć i w inne anomalie typowych…

  27. Kmicic mówi:

    pśv 26:
    To klasyczny przypadek z vilniji.Tam sami tacy.- Nie pogadasz..

  28. józef III mówi:

    Dużo zdrowia Panie Waldemarze !

  29. Zagłoba mówi:

    Ważny artykuł. Pokazuje od środka jak o sprawy litewskich Polaków zabiega się w Parlamencie Europejskim. I widać że nie jest to łatwe. Szczególnie zaciekle przeszkadzają litewscy eurodeputowani z prowodyrem nacjonalistów Landsbergisem na czele (zresztą Landsbergis mocno wpływa na antypolski kurs polityczny rządzących konserwatystów w samej LT. A przed Polakami z Korony fałszywiec ciągle udaje przyjaciela…).
    Jednak ogólnie artykuł napawa nadzieją. Odkąd mamy naszego Tomaszewskiego w Brukseli sprawa jest nagłaśniana i idzie, choć powoli, w dobrym kierunku.

  30. Odwazny mówi:

    Dobry artykul. Rzeczywiscie sprawa nabiera rozglosu. Jak tak pojdzie dalej – Polacy z Litwy zwycieza, a politycy litewscy sie ostatecznie skompromituja.

  31. Piotrek Trybunalski mówi:

    dzięki panu Tomaszewskiemu Litwa ma w Europarlamencie chociaż jednego europejskiego polityka. Reszta w głębokiej Azji, nie obrażając Azji… Biorąc pod uwagę postawę reszty litewskich członków Europarlamentu, Polacy na Litwie po prostu muszą mieć tam swojego przedstawiciela, który zadba o ich prawa. Najgorsze jest to, że o ile wśród zwykłych Litwinów, niechęć wobec Polaków jest kreowana przez litewskich polityków, przez media, to tacy ludzie jak Landsbergis, ludzie wykształceni, profesorowie, którzy powinni rozumieć pewne sprawy, są największymi wrogami polskości. To już chyba jest nienawiść w najczystszej postaci…

  32. hem mówi:

    Artykuł napisany w klasycznym stylu mobilizacyjnym – prezes Tomaszewski kontynuuje swoją kampanię wyborczą do Sejmu LT. Zarazem jest reakcją na pojawiające się krytyczne wypowiedzi pod adresem dziennika.
    Czytamy uważnie wywiad z kandydatem.
    – Pierwszą sprawą do załatwienia w PE jest właśnie nagłośnienie kwestii łamania praw Polaków na Litwie – mówi europoseł z Wileńszczyzny.
    Czytamy dalej, o co tu chodzi?
    – Musimy zdawać sobie sprawę z tego, że nie uda się roztrzygnąć wszystkich naszych spraw natychmiast. W Europie były takie sytuacje, że mniejszości narodowe po 40 i więcej lat walczyły o swoje prawa. …my natomiast walczymy nieco mniej – uspokaja wyborców i współbojowników europoseł (zrozum roboty jeszcze wystarczy co najmniej na lat 20 i tu bezrobocie nam nie grozi).
    – Jednak sprawa dyskryminacji (znów ogólnik ) Polaków na Litwie staje się coraz bardziej znana nie tylko europosłom wybranym w Polsce – ciągnie dalej Tomaszewski.
    Znajoma retoryka , żadnych konkretów.
    Nareszcie w końcu wypowiada się do czego tak naprawdę zmierza – Ale jestem optymistą. Za rok będziemy mieli wybory i na pewno sytuacja może się zmienić…
    Teraz już niechcący przypominamy bycie AWPL w rządzącej krajowej kaolicji w latach 2000-08 (przez dwie Sejmowe kadencje), gdy sprawę zwrotu ziemi na Wileńszczyżnie “załatwiono” definitywnie.

  33. Piotrek Trybunalski mówi:

    “Pierwszą sprawą do załatwienia w PE jest właśnie nagłośnienie kwestii łamania praw Polaków na Litwie – mówi europoseł z Wileńszczyzny.”

    I bardzo dobrze, niech wiedzą w Europie, że Litwa jest europejska tylko pod względem położenia geograficznego

    “Musimy zdawać sobie sprawę z tego, że nie uda się roztrzygnąć wszystkich naszych spraw natychmiast. W Europie były takie sytuacje, że mniejszości narodowe po 40 i więcej lat walczyły o swoje prawa. …my natomiast walczymy nieco mniej”

    Sama prawda, przy obecnym nastawieniu państwa litewskiego wobec mniejszości narodowych, zwłaszcza wobec Polaków, chyba tylko naiwni uwierzyliby, że da się sprawę rozwiązać od ręki

    “Jednak sprawa dyskryminacji (znów ogólnik ) Polaków na Litwie staje się coraz bardziej znana nie tylko europosłom wybranym w Polsce – ciągnie dalej Tomaszewski.”

    a to się Litwinom nie podoba, oj nie 🙂 Jeśli dla ciebie to ogólnik poczytaj sobie tabelkę Kmicica

    “Nareszcie w końcu wypowiada się do czego tak naprawdę zmierza- Ale jestem optymistą. Za rok będziemy mieli wybory i na pewno sytuacja może się zmienić…”

    no szokujące, lider partii chce by ta jak najlepiej wypadła w wyborach…

    Sprawy zwrotu ziemi nie da się załatwić definitywnie tak od razu bo rząd litewski prowadząc swoją nacjonalistyczną politykę, utrudnia to ze wszystkich sił. Na szczęscie Polacy mają swoją partie, która dąży do tego by sprawiedliwości stało sie za dość i w końcu sprawa zwrotu ziemi zostanie załatwiona definitywnie.

  34. Kazimierz Kransztadzki mówi:

    Prowokatorze Hemie, w 2000-2004 roku AWPL była w koalicji tylko przez 1,5 roku i miała tylko 2 swoich przedstawicieli a w 2004-2008 nie byli wcale, ty kolejny raz starasz się poniżyć AWPL, czepiasz się o drobnostki a oni robili co mogli żeby pomóc ludziom. Lepiej powiedz o tym jak Litwa przez 20 lat nie wypełnia swoich zobowiązań, cały czas zwala wszystko na to, że im konstytucja nie pozwala

  35. hem mówi:

    do Kazimierz Kransztadzki:
    Jeżeli cierpisz na amnezję polityczną (co często zdarza się u “autentycznych patriotów”), to zapytaj u Tarasiewicza jak tam było w latach 2000-08 – ilu reprezentantów AWPL, w ramach rządzącej krajowej kaolicji, popijało kawkę w rządowych i powiatowych kancelariach i gabinetach i co z tego wynikło?
    Ale dzisiaj macie jeszcze szansę częściowo uwiarygodnić się odpowiadając na proste pytanie (doprawdy już nie wiem ile razy przypominane) :
    – Jakie problemy (w partyjnej ocenie) mają Polacy wileńscy na litewskim rynku pracy?
    Bez wątpienia ta tematyka musiałaby zainteresować także internautów z Macierzy, którym są nieobojetne losy rodaków nad Wilią (w tym i etatowych i nieetatowych wielbicieli AWPL), bo narazie w tej materii cisza.
    A zatem odwagi panie “obrońco” Polaków na Litwie … i czekamy na odpowiedż.

  36. ben mówi:

    do hem:
    Czy zechciałbyś nieco przybliżyć sprawę przez ciebie poruszoną pytaniem:
    “Jakie problemy (w partyjnej ocenie) mają Polacy wileńscy na litewskim rynku pracy?”.
    Wiem, że jest to twoje pytanie do AWPL, ale ciekawi mnie twój punkt widzenia.

  37. Kmicic mówi:

    do hem , Maciejkanców , garszvistów i im podobnych:

    Problemy na litewskim rynku pracy ?
    1*
    Wystarczy należeć do AWPL, by mieć problemy u nowolitewskich pracodawców.
    2*
    Wielu novolitewskich pracodawców zabrania w miejscu pracy rozmów w języku ojczystym -polskim, można za to wylecieć z pracy.
    3*
    Wielu novolitewskich pracodawców , jako warunek przyjęcia do pracy stawia dodatkowe zliteszczenie polskiego i tak już zlitewszczonego nazwiska.
    4*
    W wielu firmach Polacy, Ci okazujący swoją tożasamość narodową ,pomimo kwalfikacji, nie mają szans na zajęcie decyzyjnych stanowisk.
    5*
    W litewskich(większości) szkołach finansowanych przez rząd RL nauczyciele zarabiają znacznie więcej niż wykładający po polsku(w języku mniejszości) szkołach polskich.
    W cywilizowanym świecie to pedagodzy wykładający w językach mniejszości zawsze pobierają wyższe uposażenia.
    A na LT, jak we wszystkim , co dotyczy Polaków , jest całkowicie odwrotnie niż powinno być.
    Sporo pracy zanim to wszystko ulegnie całkowitemu odwróceniu.
    ps.
    Najwyższa pora , by domagać się pełnoprawnego języka lokalnego (obok litewskiego)tam ,gdzie Polakow jest 10-15 %.
    Taki status dla języka rdzennych mniejszości rozwiązał by wiele “lingwistycznych” problemów.
    Taki status dla języka mniejszości jest normą w cywilizowanej Europie. LT jest tutaj kompromitującym UE wyjątkiem.

  38. Kazimierz Kransztadzki mówi:

    Szanowny prowokatorku! Ile ludzi pracowało albo jak piszesz, popijało kawkę, nie jest dla mnie wiadome, ale nie mam wstydu za ich pracę jako Polak i obywatel państwa litewskiego. Dzięki dobrze zorganizowanej działalności AWPL, wyniki jej pracy na rzecz godności obywateli tego państewka, są doskonale znane nie tylko w Europie ale i Ameryce i innych częściach świata. AWPL broni praw człowieka nie tylko narodowości polskiej, żeby godnie żyć, lecz stara się także uratować honor i autorytet Litwy, to co zdrowego jeszcze z niej zostało. Stara się obudzić świadomość samych Litwinów i powstrzymać Litwę przed pogrążaniem się w beznadziei i apatii. Efektywności naszych działań zazdroszczą nam inne partie.
    Jakie problemy wileńscy Polacy mają na rynku pracy nie badałem ale myślę, że takie jak i ludzie innych narodowości, bo inaczej nie byłoby tak dużej emigracji zarobkowej wśród samych Litwinów. A teraz pytaniem na pytanie: odpowiedz mi proszę ile ludzi pracuje w waszych strukturach (mam na myśli Saugumę)? Jakie macie wypłaty? I ile państwo litewskie kosztuje żeby utrzymać takich jak ty, którzy ze wszystkich sił starają się zgnębić, odebrać mienię, ziemię i wynarodowić rdzenny naród Wileńszczyzny tzn. Polaków, którzy tak duży wkład wnieśli do kultury, historii, oświaty i wielu innych dziedzin życia Litwy?

  39. hem mówi:

    do ben:
    Z całym szacunkiem, ale na Pańskie pytanie dotyczące mego punktu widzenia w sprawie sytuacji Polaków wileńskich na litewskim rynku pracy, odpowiem w skrócie tak: Jestem zwykłym człowiekiem i reprezentuję tylko samego siebie, a my nie prowadzimy tu prywatnej rozmowy – forum zaś jest miejscem publicznym.
    Co innego występujący tu K.Kransztadzki, który ciągle ripostuje w imieniu AWPL, co zresztą i nie ukrywa. Właśnie jemu, w kontekście wypowiedzi Tomaszewskiego o dyskryminacji Polaków na Litwie i było zadane wspomniane pytanie (czyt. p.35).
    Przeczytajmy uważnie odpowiedż K.Kransztadzkiego: “Jakie problemy
    wileńscy Polacy mają na rynku pracy nie badałem (a dlaczego nie badaliście, przecież wiemy, że praca jest podstawą egzystencji ludzkiej i godności człowieka) ale myślę, że takie jak i ludzie innych narodowości…” .
    No nareszcie, i po sprawie. Przyjmujemy to do wiadomości. Zarazem widzimy, że partię Akcja Wyborcza Polaków na Litwie wcale nie ciekawią problemy, z jakimi borykają się rodacy na rynku pracy, może gdzieś przed wyborami, owszem. Co pozostaje – pisownia nazwisk i tabliczki w rejonach.
    Tylko skąd to “święte” oburzenie z powodu stawianych prostych pytań?
    Skąd ten agresywny ton obrażliwych wypowiedzi narastający w miarę ubywania argumentów w dyskusji o “osiągnięciach” partyjnych – pluralizm i tolerancja w wydaniu awupelowskim?
    I jak tu nie przypomnieć słowa internauty Astorii (bezstronny obserwator), że AWPL bez konfliktu z Litwą jest politycznym zerem.

  40. Kmicic mówi:

    do hem 39:
    Polecam Ci zająć się skorumpowanymi, uwikłanymi w wiele afer “czołowymi” partiami litewskimi. Tam naprawdę będziesz miał pole do krytyki, starczy Ci do końca życia..
    Możesz np. zacząć od Lansbergisa i jego kolesi.

  41. Budzik mówi:

    AWPL jako partia polityczna ma tę przewagę, że jest partią liczącej się i ambitnej mniejszości narodowej.
    Jednak celem partii politycznej jak pisał Jellinek jest “zdobycie i utrzymanie władzy w państwie”.
    W przypadku AWPL zdobycie władzy wydaje się political fiction, o tyle współudział w jej sprawowaniu jest realny. Jednak ważna jest faktyczna możliwość wpływu z własnym programem na bieżące działania polityczne Rządu RL. Poszerzając swój elektorat można zwiększyć wpływ na możliwość podejmowania decyzji. Jak poszerzyć elektorat? Głosić hasła w sprawie obrony najuboższych i wykluczonych społecznie, także niezadeklarowanych jako czynni wyborcy

  42. do hem i dyżurnych krytyków AWPL mówi:

    Nie powiem ci ,że jesteś zerem,bo ciebie nie znam a na dawanie pochopnych ocen,tym bardziej obrażających nie pozwala mnie wychowanie.Natomiast na pewno masz zerową wiedzę o funkcjonowaniu organów zarządzania w państwie.AWPL nie jest na razie w rządzie ,po roku jak zapowiadał Tomaszewski najprędzej będzie w rządzie oraz zrealizuje swoją koncepcję rozwoju gospodarki i zmniejszenia bezrobocia.(www.v.tomasevski.lt)A dzisiaj zarządzany przez AWPL samorząd rejonu wileńskiego dla przykładu ma najwięcej w kraju inwestycji oświatowo-socjalnych i przy tym zero długów .Po prostu umieją pracować i nie kradną . Czyżby nie dobry przykład panie krytyku bez argumentów?

  43. Budzik mówi:

    AWPL jest fenomenem i zarazem dobrem powszechnym. Dodatkowo posiada ogromny potencjał rozwojowy i utalentowane, dalekowzroczne przywództwo

  44. Piotrek Trybunalski mówi:

    no tak, hem jest tylko biednym szarym człowiekiem, który “tylko” zadaje niewinne pytania. Jak mu kiedyś pod innym artykułem wypomniałem jego prawdziwe intencje był święcie oburzony, a tu proszę- jest dokładnie tak jak mówiłem.
    Zresztą już samo nazwanie astorii bezstronnym obserwatorem daje dużo do myślenia. On już jakiś czas temu zdradził się, że jest bezstronny jak litewskie sądy… Może astoria to twój kolega z pracy? A i jeszczze coś, czemu nie odpowiedziałeś na pytania Kransztadzkiego?

  45. Maur Litwin mówi:

    Do hem, 35;
    Sory, że wtrącam się nie pytany.
    O ile dobrze rozumiem jesteś obywatelem RL. Widzisz problemy z pracą. Zgoda co do wartości pracy dla człowieka. Twoje pytanie zakłada dyskryminację Polaków na tym obszarze. Tyle, że jest to fakt powszechnie znany. Na tyle powszechnie, że nie ma potrzeby robić jakichś dodatkowych badań na tym terenie. Zadna partia nie jest w stanie zatrunić wszystkich swoich sympatyków czy nawet członków. Tu jednak wchodzimy na szersze pole. Dlaczego w ogóle jest dyskryminacja na rynku pracy? Jest oczywiste, że AWPL nawet gdyby zdobyła samodzielną większość parlamentarną -nie zlikwiduje tego problemu. Po prostu dotychczasowe, wielotnie i nacjonalistyczno-faszystowskie działania władz RL doprowadziły do takiej sytuacji. Okazałoby się w takiej hipotetycznej sytuacji, że wielu rodaków nie posiada stosownych kwalifikacji. Nie tylko formalnych, na papierze, ale i merytorycznych.
    Dlatego AWPL i powstała i jest zmuszona do walki z przyczynami prowadzącymi do tejże dyskryminacji.
    Żadna partia pracy Ci nie da jeśli sam sobie jej nie weźmiesz.

  46. Kmicic mówi:

    Fenomenem w skali światowej jest również jedność Polakow na LT , co przejawia się masowym głosowaniem na AWPL. Uczciwość, bezkompromisowość i konsekwencja AWPL w realizowaniu przedwyborczych obietnic powoduje ,że przyciąga coraz więcej wyborców wszystkich narodowości.Nawet najgorsi wrogowie zazdroszczą AWPL dobrej organizacji i zwartego, wiernego elektoratu. Powstał piękny fundament do budowanie partii ogólnokrajowej..
    Zjednoczeni Polacy na LT stają się wzorcem do naśladowania dla skłóconych najczęściej środowisk polonijnych i skonfliktowanego(bezsensownie)społeczeństwa w RP.

  47. Kazimierz Kransztadzki mówi:

    do hem: czy jesteś głupim, czy po prostu zgrywasz wariata? Żeby zbadać problemy wileńskich Polaków na rynku pracy potrzebny jest cały urząd statystyczny, a to jest działka struktur państwowych. Żadna partia w oddzielności zdziałać tego nie jest w stanie, co jest tobie wiadome. W swoich postach starasz się świadomie poniżyć AWPL, co jest zauważalne gołym okiem. Dowodem tego jest reakcja innych forumowiczów na twój post powyżej. Oni zauważają osiągnięcia AWPL w działaniu dla dobra ludności dyskryminowanej, nie tylko polskiej narodowości. Świadectwem temu jest reakcja rządzących, profaszystowskich działaczy teraźniejszej elity rządzącej LT, głównie wobec polskich działaczy a już w szczególności wobec Waldemara Tomaszewskiego. Jaka jest twoja rola w tym towarzystwie?- mi się zdaje bardzo haniebna, widocznie kiedyś dostałeś w skórę od rodaków za podobną robotę i teraz nosisz się z tą zazdrosną złością.

  48. hem mówi:

    No cóż, powracając do tematu dyskusji (tu powtórzę się) widzimy, że partię Akcja Wyborcza Polaków na Litwie wcale nie ciekawią problemy z jakimi borykają się rodacy na litewskim rynku pracy. Nic dziwnego (znów powtórzę się), że w Wilnie podczas ostatnich wyborów samorządowych na AWPL głosowało tylko 20 proc. uprawnionych do głosowania Polaków:
    6 mand. – AWPL, 2 mand. – Aljans Rosjan, 3 mand. – resztówka po innych rozdrobnionych partiach.
    Teraz jeszcze parę słów dla naszych sz.internautów:
    do 42:
    Nie powiem ci, że masz zerową wiedzę o funkcjonowaniu organów zarządzania w państwie, bo ciebie nie znam, a na dawanie pochopnych ocen, tym bardziej obrażających nie pozwalają mi zasady. Natomiast na pewno masz problemy z oceną wydarzeń na scenie politycznej kraju w ostatnim dziesięcioleciu ,tzw. amnezja polityczna.Właśnie dlatego proponuję przypomnieć okres bycia AWPL w krajowej rządzącej kaolicji (czyt.p.35), oraz działalność Tomaszewskiego na stanowisku Przewodniczącego Sejmowej komisji do spraw zwrotu ziemi na Wileńszczyżnie. Jak tam poszło? Cisza.
    “A dzisiaj zarządzany przez AWPL samorząd rejonu wileńskiego dla przykładu ma najwięcej w kraju inwestycji oświatowo-socjalnych…” – rzeczywiście przy wydatnej pomocy finansowej z Polski.
    “Po prostu umieją pracować …” – a tymczasem 40 proc. ziemi do zwrotu (tej której zabrakło rdzennym mieszkańcom) okazało się w rękach przybyszy. I odrolniczanie tejże ziemi w gestii samorządu.
    Stąd małe pytanko panie od argumentów: Kto przeszkadzał (albo co przeszkadzało) Tomaszewskiemu, będącemu w obozie rządzących przez dwie Sejmowe kadencje, wyjść z inicjatywą anulowania sławetnej poprawki o przenosinach?
    do Maur Litwin:
    Parę uwag do tekstu.
    Moje pytanie o partyjną ocenę sytuacji rodaków na rynku pracy, wcale nie zakładało (jak pan sugeruje), że Polacy są dyskryminowani na tym obszarze. To są pańskie słowa. Było pytanie – mamy partyjną odpowiedż i o to nam dzisiaj chodziło – niech pan uważnie przeczyta odpowiedż K. Kransztadzkiego. Przyjmujemy to do wiadomości i wyciągamy odpowiednie
    wnioski. Także nie mogę zgodzić się z tym,że nie ma potrzeby robić jakichś dodatkowych badań na tym terenie.
    Jeżeli chcemy ocenić jakieś zjawisko (szczególnie w tak czułej materii) musimy mieć konkretne fakty.
    Tu wniosek oczywisty: Gdy partia nie robi nic na tym odcinku, to, albo nie chce coś zrobić, albo nie jest w stanie sformułować problemów, co ostatecznie na jedno wychodzi.
    do Kazimierz Kransztadzki:
    Znów poniosło. Znalazłeś gdzieś w moich wypowiedziach antypolskie akcenty – przytocz je, antyawupelowskie – owszem i tego nie ukrywam. Nie bardzo mam czasu na ślęczenie przed monitorami, ale uwierz, dla was zawsze, dopóki nie zrozumiecie,że ….
    “W swoich postach starasz się poniżyć AWPL,” – bo co, tylko AWPL ma monopol na poniżanie kogoś. A jakże to zdawałoby się proste: Nie czyń drugiemu co tobie nie miłe.
    Ale powróćmy do tematu rozmowy.
    Dziesiątki istniejacych w Wilnie ośrodków i agencji, na życzenie zleceniodawcy, mogą przeprowadzić dowolne badania rynku pracy. Pieniędzy macie w bród: AWPL tylko na benzynę podczas kampanii wyborczej Tomaszewskiego może sobie pozwolić wydać pół miliona lt. Ostatecznie dla dobra sprawy i szef partii moze trochę uszczknąć ze
    swojej “skromnej” 60-tysięcznej pensyjki. ZPL tylko z 2 proc. podatku dochodowego zbiera rocznie około 400 tys. lt. O dotacjach senackich i innych przychodach już nie wspomnę.
    Co tu ukrywać, macie szansę częściowo uwiarygodnić się. Wykorzystajcie ją.
    Mamy jeszcze przed sobą do zagospodarowania, dla dobra naszej społecznosci, ogromne obszary ideologiczne i niemały ludzki potencjał rozwojowy. Nieprawdaż?

  49. Kazimierz Kransztadzki mówi:

    do hem: cała twoja wypowiedź to jest jedna wielka kłamliwa demagogia podszyta nienawiścią i kompleksem nieudacznika i żądzą zemsty. Na wszystkie swoje zarzuty miałeś konkretne odpowiedzi w poprzednich postach. Widać ci zależy żeby roznosić smród niepewności i dezinformacji do głów nie bardzo świadomych internautów. Powtarzam jeszcze raz, świadomie oczerniasz AWPL i jej liderów swoimi kłamliwymi pseudoargumentami. Już to, że liczysz cudze pieniądze podkreśla twoją złośliwą zazdrość. Nie udało ci się obalić wzrastającej popularności i progresu w wynikach AWPL. Tak co, panie filipek twoja karta bita. Dalsza dyskusja z tobą to uwiarygadnianie twoich kłamstw. Ukłony od AWPL.

  50. Kmicic mówi:

    do 6:
    W Wilnie o ile pamiętam mamy 9 radnych a nie 6.
    Waldemar Tomaszewski dopiero niedawno odzyskał część ziemi swoich rodziców pomimo obecności w sejmasie już od kilku kadencji.Inni w tym czasie się dopiero “pourządzali” ! Zaznaczam, polski i litewski europoseł odzyskał, po 6-ciu latach ,tylko część , nie całość ojcowizny.
    A LT i Polakom na LT tylko pogratulować takiej partii – ruchu obywatelskiego, jakim w tym krańcowo skorumpowanym kraju jest AWPL. Wyborcy głosują nogami i będzie ich coraz więcej. Stąd te ataki.

  51. Piotrek Trybunalski mówi:

    hem zarządził, że AWPL ma przeprowadzić badania na rynku pracy i już. Nic się nie liczy: on chce i koniec a jak nie to AWPL jest be.

    “bo co, tylko AWPL ma monopol na poniżanie kogoś.”- no i wyszło szydło z worka. Widocznie czujesz się jakąś urazę osobistą do AWPL, może zostałeś wywalony z jej szeregów i teraz zwyczajnie dajesz na forum upust swojej złości.

    “Kto przeszkadzał (albo co przeszkadzało) Tomaszewskiemu, będącemu w obozie rządzących przez dwie Sejmowe kadencje, wyjść z inicjatywą anulowania sławetnej poprawki o przenosinach?”- zarzucasz wcześniej komuś, że ma zerową wiedzę o funkcjonowaniu organów państwowych a sam nie grzeszysz mądrością (chociaż perfidne zgrywanie głupka też byłoby w twoim stylu). Od kiedy to na Litwie jedna osoba jest w stanie zmieniać jej prawo? Już pomijam fakt, że miałeś kiedyś odpowiedz co do udziału AWPL w koalicji rządzącej a znowu powtarzasz swoje kłamsta.

  52. Budzik mówi:

    Nie wnikam w całokształt ww. postów, lecz uczepię się badań między innymi “rynku pracy”:)
    Każda partia polityczna, o ile racjonalnie planuje swoją strategię, w założeniu dokonuje rozpoznania w postaci różnego typu opinii, czy sondaży.
    Jeśli tego typu badania nie są zlecane, rozpoznanie nie jest prowadzone, to pomimo deklaracji najszczerszych intencji, partia przyjmuję charakterystykę “schodzącą”:(

  53. hem mówi:

    Ciągle powtarzające się tu obrażliwe wypowiedzi czołowego awupelowskiego ideologa K.Kransztadzkiego – ten paroksyzm partyjnych lęków egzystencjalnych, podszyty różnymi irracjonalnymi fobiami i obcesjami na punkcie poszukiwania wyimaginowanych wrogów, bez wątpienia będzie zauważony i należycie oceniony przez obecnych na forum bezstronnych obserwatorów życia społeczno-politycznego na Wileńszczyżnie.

  54. Piotrek Trybunalski mówi:

    do hem: uważaj żebyś się nie zawiódł na tych bezstronnych obserwatorach bo chyba musieliby być ślepi żeby nie zauważyć tego jak się “wyjątkowo” starasz żeby naskoczyć na AWPL, co wychodzi już poza normalną krytykę a wygląda na jakieś porachunki osobiste.

  55. Kmicic mówi:

    “Zazdrość nigdy nie pozwoli zrozumieć, że rankingi AWPL rosną dzięki sumiennej pracy jej członków i cieszącego się autorytetem lidera – człowieka prawego i ideowego, którego popierają nie tylko mniejszości narodowe, ale również coraz więcej Litwinów – nawet na Żmudzi. Okazuje się, że zazdrośnicy tego właśnie boją się najbardziej.”

    http://www.awpl.lt/index.php?option=com_content&view=article&id=237%3Aecha-publikacji&catid=42%3Aaktualia&Itemid=59&lang=pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.